Dzieci mają wiele zainteresowań. Tańce, muzyka, sport, plastyka, kółko teatralne... Interesuje je wszystko.
Sami byliśmy kiedyś dziećmi i pamiętamy, jak to jest.
Później czas młodzieńczy. Czas buntu i szukania własnej drogi. Czy to poprzez muzykę, film, literaturę, malarstwo, lub inny środek duchowego wyrazu.
Czas płynie szybko i stajemy się dorosłymi. Dorosły wiadomo, tylko praca, dom i ewentualne podwożenie dzieciaków na dodatkowe zajęcia.
Jedynym zainteresowaniem dorosłego jest TV, kolejki w przychodniach, praca, rachunki ? ogólnie ujmując ból w krzyżu.
Czy tak jest w istocie? Czy dorosłe życie oznacza klapki na oczy i brak perspektyw rozwoju?
Mam odmienne zdanie, ale stereotyp wydaje się istnieć i ma się dobrze.
Macie jakieś hobby, które jest motorem Waszego wewnętrznego rozwoju?
Coś, co pozwala Wam na poszerzanie wiedzy i horyzontów. Sprawia, że się rozwijacie.