Św. Mikołaj, wilki, pogańscy bogowie i islandzkie trolle. Co mają
wspólnego?
Za kilka dni większość Polaków będzie obchodzić tzw. Mikołajki.
Pojawią się wizerunki dobrotliwego staruszka w czerwonym płaszczu,
renifery i elfy. Takie cieplutkie, tłuściutkie, komercyjne "fuj".
Warto przyjrzeć się więc sprawie Mikołaja bliżej, z różnych
perspektyw.
W Beskidzie Śląskim panował ciekawy zwyczaj. Zimowe przesilenie
słoneczne rozpoczynali "Mikołaje" - grupa obrzędowa podzielona na
"czornych" i "biołych". Ludzie przebierali się i obchodzili okoliczne
wsie. Miało to na celu odstrasznie zła i zapewnienie pomyślnych
zbiorów w nadchodzącym roku. "Czorni" symbolizowali czas stary, zły,
właśnie - czorny. "Bioli" - jego odnowę, niewinność - zawsze w
kolorze
białym. Grupy obchodziły tylko własną część wsi lub przysiółek, a
następnie spotykały się w karczmie na małej biesiadzie trwającej do
północy. W tym obrzędzie ważny był nie tylko scenariusz, ale
również
rodzaj wykonywanych czynności, oracje, taniec, uczta, dary i wiele
jeszcze innych elementów. Do istotnych zaliczyć trzeba rekwizyty i
różne akcesoria. Do specyfiki obrzędu należały też maski, które
szyto
w Beskidzie Śląskim ze skóry baraniej - zarówno białej, jak czarnej.
Maskę nosiła "medula", a także "niedźwiedzie" i "debły". Maski
"debłów" miały dodatkowo rogi i potężny język. "Debłów" uosobienie
potęgi i siły ? wyolbrzymiały jeszcze długie suknie ze słomy.
Postacie
te ubrane były w kożuchy na rymby (na lewą stronę). Stanowiło to
kolejną symbolikę widowiska, w którym wszystko było na opak i w
którym
wszystko musiało być obfite i bogate.
W Polsce, na Rusi i Ukrainie św. Mikołaj uważany jest za patrona
pasterzy, a jednym z jego zadań jest ochrona stad przed wilkami.
Niewiele ma to wspólnego ze św. Mikołajem - biskupem. Cóż za
paradoks,
że święty, który być może nigdy nie widział wilka na oczy, strzeże
bydło i ludzi przed atakami tych zwierząt. W oficjalnej hagiografii
nie znajdujemy żadnej wzmianki o zdarzeniu, które pozwoliłoby
wytłumaczyć tak silny związek świętego z wilkami. Warto nadmienić,
że
na Rusi święty Mikołaj traktowany jest częściej jako patron bydła,
koni i pasterzy, a w Polsce akcentuje się funkcję obrony przed
wilkami.
Gospodarze i pasterze 6 grudnia składali mu ofiary zwane wilkami,
wieszając na ołtarzach wieńce z lnu i konopi, kładąc na nich jaja
kurze i gęsie, oraz prowadząc na plebanię owce i baranki. Na
Podkarpaciu wierzono powszechnie, że w noc św. Mikołaja wilki schodzą
się w jedno miejsce, a święty wyznacza czyje bydło, owce itp. wolno
im pożerać w nadchodzącym roku.
Wilcze Uroczysko - Kryłów
W opolskiem, we wsi Dzielów istnieje zwyczaj trzykrotnego objeżdżania
kościoła przez gospodarzy na koniach w wigilię uroczystości na cześć
świętego (6 grudnia). W Dębnie, koło Kielc, znajdowały się obrazy
przedstawiające wilki pożerające ludzi i dobytek oraz cudowne ocalenie
od wilków za przyczyną świętego. W Bonikowie, koło Kościana, jest
obraz świętego, u którego nóg znajdują się wilki. W miejscowości
Wielka Wola, w byłym województwie piotrkowskim, był obraz, na którym
świętemu wilk przynosi owieczkę. W Karpatach wierzono, że w dzień
świętego Mikołaja wilki schodzą się w jedno miejsce, a święty
wyznacza, czyje bydło, owce wolno im w nadchodzącym roku pożreć. W
Kryłowie znajduje się źródełko, a przy nim sanktuarium św. Mikołaja
na tzw. Wilczym Uroczysku.
Oprócz figury świętego jest tam też posążek
wilka posiadającego ponoć cudowne moce. Ludzie pielgrzymują tu
właśnie
do tegoż wilka i źródełka - licząc na uzdrowienie. Przesąd głosi,
że na bezpłodność pomaga posadzenie swych szanownych 4 liter na figurze
wilka, pogłaskanie go po kamiennym brzuchu oraz szybka kąpiel w
pobliskim źródełku.
Franciszek Kotula, zbierając lokalne opowieści z okolic Rzeszowa,
natknął się na ludową wersję legendy o świętym, wyjaśniającą
jego związek z wilkami:
"Bo święty Mikołaj był patronem od bydła, a tu naokoło wszędzie
było
dużo wilków. Jak wycnoł bydle w pole, to nikt nie wiedzioł, cy je
przegoni na powrót do chałupy. A święty Mikołaj bez to był patronem
od bydła, jak powiadajo... A to któremu koń nie chciał jechać, bo się
boł, bo tam czuł wilki, tak święty Mikołaj kozoł temu chłopu
wziąć tego konia i zaprowadzić do doliny, gdzie było straśnie dużo
wilcysków. No i chłop zaprowadziuł tego swojego konia, tam go
zostawiuł, no i te wilki zjadły tego konia. To święty Mikołaj poszed
z
tym chłopem do ty doliny i powiedzioł : ?Tylko nie ruszojcie kości,
niech łone zostano w kupce?. No i tych kości chłopy nie rusyli. Tak
święty Mikołaj tchnął na te kości łosko i wtedy z nich wstoł koń
jeszcze lepszy jak pirwu. I bez to od tego casu święty Mikołaj jes patronem łod bydła.?
W mitologii skandynawskiej Thor podobnie obchodzi się ze swoimi
kozłami. Mógł sporządzić z nich znakomity posiłek, a następnego
dnia,po zebraniu koźlich kości i skór, ożywić je ponownie. Gromowładny
bóg
z panteonu nordyckiego ma sporo cech wspólnych ze słowiańskim Perunem.
Perun i Weles
Wg Uspieńskiego i Szyjewskiego na istniejący w świadomości ludowej
schemat dwóch opozycyjnych bóstw słowiańskich, Peruna i Wołosa
(Welesa), nałożyły się z przyjęciem chrześcijaństwa nowe pojęcia i
wyobrażenia. Nie usunęły one jednak pierwotnego schematu, lecz go w
światopoglądzie ludowym przeformułowały. Na Rusi Peruna zastąpił w
funkcjach Eliasz (Ilja), zaś w miejscu Wołosa ? święty Mikołaj.
Święty Mikołaj pozostaje w konflikcie z świętym Ilją - Perunem. Broni ludu i
zbiorów przed jego gniewem. Opiekuje się nie tylko bydłem, ale jest
również patronem bogactwa i płodnych pól. Święty Mikołaj
przedstawiany był jako posiadacz długiej żółto-siwej brody.
Ostatni snop zboża,przeznaczany na uroczysty zasiew, nazywany był brodą Wołosa
lub Mikuły.
Wg Uspieńskiego, takie utożsamienie świętego Mikołaja z pradawnym
słowiańskim bóstwem tłumaczyłoby wielorakie funkcje świętego,
nie znajdujące poparcia w oficjalnej hagiografii świętego.
Gieysztor natomiast pisze o przypuszczeniach, iż wilkołactwo i wilk łączą się
w jakiś sposób z kultem zmarłych i kultem Welesa. Weles nazywany jest "bogiem bydlęcym".
Jako bóg związany ze sferą chtoniczą, więc i dzikimi zwierzętami,
ma moc zamykania paszczęki dzikich zwierząt,także odwracania wzroku wilków od stada.
Co ciekawe, św. Mikołaj uważany był również za opiekuna wilków -
dba,aby w zimie nie poginęły z chłodu i głodu.
Tymczasem na Islandii mamy odpowiednik Mikołaja w osobach Jólasveinar
(dosł. gwiazdkowi chłopcy). Są oni synami Grýli.
Była to straszna olbrzymka ludożerczyni, która w okresie adwentu polowała na dzieci.
To samo robili jej liczni synowie. Postaciami takimi straszono
nieposłuszne dzieci. Jednak w miarę upływu czasu przypisywano synom
Grýli coraz to inne cechy. W XIX w. byli już tylko złośliwymi
złodziejaszkami, którzy schodzili z gór (lub wynurzali się z morza,
jak wierzono w regionach północno-zachodnich wyspy) i czynili ludziom
drobne szkody.
Różna była ich liczba - od dziewięciu do dwudziestu dwóch, czasami
występowały też córki Grýli. Dziewiętnastowieczny badacz folkloru
islandzkiego, Jón Árnason, wydał w roku 1862 pracę, w której opisał
wersję z trzynastoma synami Grýli. Podał też ich imiona: Stekkjastaur
(Kij do owiec), Giljagaur (Prostaczek), Stúfur (Krótki), ?vörusleikir
(Lizacz łyżek), Pottasleikir (Lizacz garnków), Askasleikir (Lizacz misek),
Hur?askellir (Trzaskacz drzwiami), Skyrgámur (Obżartuch jedzący Skyr),
Bjúgnakr?kir (Złodziej kiełbas), Gluggag?gir(Podglądacz),
Gátta?efur (Wąchacz), Ketkrókur (Hak do mięsa) oraz
Kertasníkir (Żebrak świec).
Jak widać są oni bardzo psotni i do dnia dzisiejszego zachowali swoje unikalne cechy.
Żyją w górach wraz z rodzicami. Przychodzą do miasta, jeden po drugim, w okresie przedświątecznym.
Pierwszy z nich zjawia się 12 grudnia, a ostatni 24 grudnia.
Wcześniej próbowali podkradać to wszystko, co im najbardziej
się podobało, i chętnie płatali komuś psikusa (stąd ich imiona),
lecz dzisiaj ich rola polega na przynoszeniu dzieciom małych prezentów.
Chociaż niegrzeczne dzieci mogą spodziewać się zgniłego ziemniaka...
Wzorem duńskich elfów i św. Mikołaja zaczęto ich przedstawiać
ubranych w czerwone szaty i noszących brody.
Schodzą oni z gór kolejno przez 13 dni przed Gwiazdką, a zamiast czynić zło opowiadają dzieciom bajki,
śpiewają i wsadzają do butów drobne upominki, co najwyżej zaś wezmą
świeczkę lub kiełbaskę.