Witam. Piszę ten wątek, ponieważ bardzo zirytowała i zaniepokoiła mnie pewna kwestia i chciałbym w tej sprawie poznać wasze opinie. Mianowicie w minioną środę po powrocie z kościoła tata opowiedział mi o sytuacji, kiedy to ksiądz wygłaszający kazanie "bardzo mocno dawał do zrozumienia" wiernym, że tragiczny wypadek pociągu w Santiago de Compostela nie był wcale wypadkiem. W jego mniemaniu to Boża przestroga dla wszystkich tych, którzy wątpią w bożą potęgę lub też wyśmiewają się z niej. Swoją wypowiedź ów kapłan podpierał następującymi argumentami:
1. 25 lipca to w KK wspomnienie św. Krzysztofa będącego opiekunem kierowców. Tutaj winę ewidentnie ponosi motorniczy pociągu.
2. Większość pasażerów pociągu była pielgrzymami jadącymi do Santiago de Compostela na odpust św. Jakuba Apostoła, który de facto również ma w tym dniu swoje święto patronalne.
Ojciec będący antyklerykałem natychmiast to wyśmiał, matka-dewotka wzięła to sobie w jednej chwili do serca. Natomiast mnie ogarnęło głębokie oburzenie, bo pomimo tego że mamy XXI wiek przypomniały mi się czasy kiedy to kapłani używając swej wiedzy wyliczali zaćmienie Słońca/Księżyca i straszyli mniej światłych wiernych piekłem i bożym gniewem. A co wy o tym myślicie?