-We wrześniu ubiegłego roku umarła moja babcia, najwspanialsza osoba, przyjaciółka. Płakałam, ciężko było mi się z tym pogodzić. Po kilku miesiącach poznałam C., który kompletnie zmienił moje życie, zaczęłam się na nowo cieszyć. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu po mojej babci. I tak żyliśmy sobie w tej bajce aż do wakacji, na których zaczęły się nasze problemy.
-Na jednym z wyjazdów nurkowych byłam molestowana przez instruktora :cry: Płakałam, na początku nie powiedziałam o tym co się stało, po prostu się wstydziłam, nie mogłam uwierzyć, było mi niedobrze jak myślałam o tym facecie
. Kiedy wreszcie się odważyłam, C. zrozumiał mnie, był kochany, pocieszał . Ale nie trwało to długo, bo następnego dnia zaczęliśmy się kłócić, krzyczał, "żebym się wzięła w garść, że się zachowuję jak dziecko, ciągle ryczę, dlaczego mu wcześniej nie powiedziałam". Na koniec stwierdził, że nie chce być z dziewczynką tylko kobietą. Ja jestem słaba, a on nie będzie mnie niańczyć. Było mi bardzo przykro, w tamtym momencie świat się zaczął walić, nie miałam z kim porozmawiać.
-Później dowiedziałam się, że mój starszy brat wpadł w nałóg narkotykowy. Zostawił swoją dziewczynę i dziecko w Anglii i wrócił do Polski na terapię. To był dla mnie kolejny cios.
Z każdą sytuacją czułam, że coraz bardziej wpadam w depresję, a problemy z C. jeszcze bardziej to potęgowały. Ciągle się kłócilismy. Mama wciąż mówi mi, że to wszystko moja wina. Że to ja jestem kłótliwa i nie umiem nad sobą panować, ma rację. Chciałam się zmienić, być bardziej wyrozumiała, ale przestaję mieć już siły, płaczę całymi nocami, mam ochotę to wszystko skończyć. Zaczęłam zaniedbywać wymarzone studia. Mam wrażenie, że C. przestaje mnie kochać i szanować. Wie jak ciężko jest mi ostatnio, że nie umiem sobie poradzić, a mimo to przy każdej rozmowie zrzuca na mnie całą winę. Wciąż powtarza jaka jestem zła. A ja mam już dość..