- Lasencja ruszaj się proszę! Zaraz się spóźnimy! ? wołała Nadia z pokoju dziewczyny.
- Idę już tylko włosy zepnę! ? odparła brunetka i upięła włosy w delikatnego koka tuż nad karkiem. ? Teraz ci się podoba? ? zapytała i pokazała się przyjaciółce. Miała na sobie ciemne dżinsy typu ?rurki?, czarną bluzkę z cekinami wiązaną na szyi i bez pleców, miała tylko delikatny makijaż.Rzęsy przeciągnięte czarną maskarą i jasnoróżowy błyszczyk z brokatem na ustach.
- No teraz wyglądasz jakbyś szła na imprezę ? powiedziała blondynka. ? A ja jak wyglądam? Może być? ? zapytała i wstała z krzesła, po czym okręciła się wokół własnej osi. Miała na sobie ciemnoniebieską minispódniczkę i jasnoniebieską bluzkę z dużym dekoltem, włosy rozpuszczone i wyprostowane niczym linijka.
- Że też ci się chce je prostować ja tam bym wolała takie loczki jak masz normalnie ? powiedziała Karolina.
- Przestań proszę cię takie loczki to coś najgorszego pod słońcem ciesz się, że twoje są proste.
- Koniec rozmowy o włosach, bo się znowu pokłócimy ? rzekła wesoło brunetka i obydwie opuściły dom?
- Niezła impreza, co nie?! ? starała się przekrzyczeć muzykę i tłum Nadia.
- No raczej, Paweł zawsze świetne domówki robi! ? krzyknęła Karolina. ? Idę się napić zaraz wracam.
Przy stoliku z napojami i jedzeniem było pełno osób część osób znana była jej zwidzenia, druga część za to w ogóle. Stała tak wpatrzona w podłogę i sączyła sok pomarańczowy. Nagle podszedł do niej przystojny wysoki blondyn.
- Cześć Karolciu! Jak się bawisz? ? zapytał organizator imprezy.
- Hey! Po co pytasz skoro wiesz? Jasne, że zajebiście jak na każdej twojej imprezie! ? krzyknęła. ? Może wyjdziemy na zewnątrz? Bo tu strasznie głośno własnych myśli nie jestem w stanie usłyszeć.
- Może ci kupić aparat słuchowy, co? ? zaśmiał się chłopak i poprowadził ją na ogród. Usiedli na bujanej ławce i wpatrywali się w odbicie w wodzie. ? To jak chcesz ten aparat?
- Jasne ? odparła wesoło i podarowała mu sójkę w bok. ? Milutki jak zawsze.
- No oczywiście ? powiedział. ? Chcesz coś do picia? ? zapytał.
- A możesz mi przynieść cole.
- Nie chcesz niczego z procentami?
- Ja nie pije, ale dzięki. Ty tylko w puszcze niech będzie ? rzekła.
- Jak sobie jaśnie panienka życzy ? odpowiedział i ukłonił się nisko. ? Twój uniżony sługa zawsze do usług ? po chwili wrócił z colą w jednej ręce i sokiem pomarańczowym w drugiej.
- A ty, co nie pijesz? ? zapytała.
- Ty nie pijesz to ja też nie będę ? odparł rycersko chłopak. ? Usiadł koło niej na bujanej huśtawce i objął ją ramieniem, ona położyła głowę na jego barku.
- Mogłabym tak siedzieć już do rana, tańczyć mi się nie chce, a teraz jest tak przyjemnie ? zaczęła mówić.
- Ja też. Jesteś taka słodka ? powiedział i przyłożył usta do jej włosów. ? Jak zawsze pachniesz pomarańczami ? powiedział. ? Zawsze mi się z nimi kojarzyłaś,odkąd cię znam ? dokończył. Dziewczyna nic nie powiedziała siedział tak wtulona w niego i rozkoszowała się tymi chwilami.
- Ej dj rusz się! Znajdziesz, kiedy indziej czas żeby sobie pogołabkować -powiedział brat Pawła i wrócił do tętniącego muzyką domu.
- Wybacz obowiązki pana imprezy obowiązuje ? powiedział i pocałował ją delikatnie w policzek.
- Jasne ? odparła. Po chwili i ona wróciła do domu. Razem z Nadią opuściły imprezę około godziny piątej nad ranem.
- Jesteś z Pawłem?! ? nie dawała spokoju dziewczyna.
- Nie! Ile razy mam powtarzać? ? Karolina miała już dość dociekliwych pytań przyjaciółki. ? Skończmy te rozmowę ok? ? zapytała stanowczo.
- No dobra jak chcesz ? wzruszyła ramionami blondynka. Droga była pusta, więc przeszły przez środek skrzyżowania. Dziewczyny usłyszały pisk opon i syrenę policyjną, a zaraz zza rogu wyjechało czerwone ferrari a za nim radiowóz?
Wszystko to działo się w bardzo szybkim tempie.Kierowca czerwonego ferrari ujrzał dziewczyny na środku skrzyżowania i gwałtownie skręcił w prawo, było tylko słychać pisk opon i głośne bum!Mężczyzna nie zdążył wyhamować, trafił prosto w słup ? zginął na miejscu.
- Karolina nie! ? krzyknęła Nadia, ale było już za późno. Kierowca radiowozu stracił panowanie nad pojazdem, nie mógł wyhamować ani skręcić ? również zginął.- Jezu nie!
- Czy coś się stało?! ? zapytał drugi z policjantów.
- Jeszcze pan pyta! Moja przyjaciółkę potrącił pański kolega! Niech pan się ruszy do jasne cholery i coś zrobi! ? przyłożyła rękę do jej tętnicy. ? Ona ledwo,co oddycha, pulsu prawie w ogóle nie czuć!
- Już, już ? powiedział spokojnie. ? Nie musi panienka krzyczeć.
- No, ale dlaczego pan nic nie robi?! Ona w każdej chwili może umrzeć! ? Po policzkach płynęły jej łzy, ledwo widziała twarz mężczyzny, który stał niecały metr od niej.
- Karetka już tu jedzie i policje też zawiadomiliśmy ? podeszło do nich jakieś małżeństwo. ? Słyszeliśmy jak krzyczysz do posterunkowego i postanowiliśmy pomóc.
- Bardzo państwu dziękuję, ja już nie wiem, co mam robić, boję się, że ona może w każdej chwili umrzeć, a ja nie potrafię nic zrobić nie znam się na medycynie.
- Rozumiemy cię, my nic nie możemy zrobić, trzeba czekać ? powiedziała kobieta.Długo czekać nie musieli, z daleka było słychać dźwięk syreny policyjnej i pogotowia ratunkowego.
- Odsuńcie się od niej, proszę o przejście ? zawołał jakiś facet. ? Musimy mieć dostęp do ofiary i dużo miejsca do manewru!
- Przepraszam, kto jest świadkiem wypadku? ? zapytał mężczyzna w mundurze.
- Jjjaaa ? wyjąkała Nadia. ? Byłam razem z Karoliną.
- Podejdź bliżej będzie nam wygodniej wszystko spisać. Podaj mi wszystkie dane Karoliny i telefon do jej rodziców musimy ich jak najszybciej zawiadomić -rzekł spokojnie mężczyzna. Dziewczyna podała wszystkie potrzebne informacje,telefon został wykonany, a rodzice obiecali, że zjawia się jak najszybciej będą mogli. ? A teraz powiedź jak to się stało.
- No, bo wracałyśmy z imprezy od kolegi, nic nie jechało, więc postanowiłyśmy przebiec przez środek skrzyżowania. Wiem, że to było nie rozważne, ale niech pan zrozumie. I jak byłyśmy na samym środku to pojawiło się to czerwone ferrari, a za nim radiowóz. Ja uciekłam, ale Karolina nie ? łzy spłynęły jej po policzkach. ? Przepraszam nie mogę.
- Tak oczywiście rozumiem, poczekamy teraz na rodziców Karoliny i pojedziemy do szpitala, oni niedługo powinni być już na miejscu?
Do pomieszczenia wbiegł zdyszany Paweł.
- Co się stało? ? zapytał, Nadii, rodziców Karoliny i lekarza nie było. ? Co jej się stało?! Powiedź proszę! ? potrząsnął delikatnie dziewczyną.
- Przechodziłyśmy przez środek skrzyżowania? Był wypadek, nie jestem w stanie mówić nic więcej przepraszam ? wyszła z pomieszczenia.
- Karolinko jestem przy tobie? Proszę otwórz oczy, jestem tu przy tobie -delikatnie głaskał ją po dłoni. ? Nie możesz odejść, musisz żyć.
W pomieszczeniu były jeszcze dwie postacie? Anioły? Nie widoczne dla ludzkich oczu?
- Czyżby kolejna tania telenowela? ? zapytał jeden.
- Oj przestań już to nie jest śmieszne, z reszta u Ciebie było gorzej ? zaśmiał się drugi. ? Więc ty się raczej nie wypominaj. Ile jej jeszcze zostało?
- Mówił, że jeszcze dwie doby nie więcej. Szczerze to szkoda, bo ładna dziewczyna,ale z drugiej strony przyda się taka u nas na wydziale.
- Zanim ona będzie mogła schodzić na ziemie to minie jeszcze trochę czasu, ale z takimi opiekunami jak my szybko sobie poradzi.
- No raczej ? powiedział pierwszy i obydwie postacie zniknęły.
- Panie doktorze, kiedy moja córka wybudzi się ze śpiączki? ? Zapytała matka Karoliny.
- Droga pani jak już mówiłem nie można stwierdzić, kiedy pacjent ocknie się ze śpiączki, można mniemać, że za dwa dni, za miesiąc za rok. Ale czy to ma sens?Teraz możemy tylko czekać ? odparł mężczyzna.
- Ale czy nie można jej jakoś wybudzić? ? zapytał ojciec dziewczyny.
- Są sposoby, ale jest to bardzo kosztowne a po drugie nie za każdym razem daje efekty. Teraz możemy tylko czekać ? powiedział. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
- Panie doktorze pacjentka spod trzynastki ma bardzo słabe wyczuwalne bicie serca.
- Dobrze już idę, przepraszam państwa.
- Ale przecież Karolina leży w pokoju numer trzynaście! ? zawołała zrozpaczona kobieta. ? Musimy tam iść!
- Proszę poczekać na korytarz, lepiej będzie, jeśli najpierw sam sprawdzę, co się dzieje z państwa córką.
- Tak oczywiście ? powiedział mężczyzna. Musieli przejść przez cały budynek by dotrzeć do pokoju. Gdy lekarz wszedł do pomieszczenia słuchać było tylko dźwięk urządzenia, gdy serce przestaje bić?
- Córeczko nie odchodź proszę! ? krzyczała kobieta klęcząca przy łóżku swojego dziecka. ? Spójrz na mnie!
- Kochanie ona nie żyje, nie wróci do nas ? powiedział spokojnie mężczyzna, przytulając kobietę do siebie. ? Nie płacz proszę ? szepnął, choć i po jego policzku płynęły łzy.
- Dlaczego ona?! Moja kochana córeczka! Miała tylko siedemnaście lat, czym sobie na to zasłużyła?!
- Skarbie nie krzycz. Widocznie Bóg chciał ją mieć u siebie, a my nie możemy nic z tym zrobić ? mówił spokojnie mężczyzna.
- Pani mąż ma racje. Może niech państwo przejdą do mojego gabinetu, pielęgniarka zaraz zrobi kawę. A ja wrócę do państwa za jakieś piętnaście minut ? rzekł lekarz. Kobieta ucałowała dziewczynę i wyszła z sali. Cały czas miała nadzieje że jej córka otworzy oczy i będzie żyć.
- Kiedy ona się w końcu obudzi? ? zapytał jeden z aniołów. ? Zaczyna mnie to nudzić.
- Jakoś nie bardzo mnie to obchodzi wiesz? Ja nie mogę ingerować w prawa niebieskie ? odparł drugi.
- Bo ty to w ogóle inny jesteś, wiesz?
- Odezwał się ten normalny ? odparł drugi. -Ale faktem jest że mogłaby się w końcu obudzić, no ale z tego co widzę młodzi zawsze wybudzają się dużo wolniej.
- Po kiego grzyba? Nie mogliby od razu? Z tego wszystkiego mi też chce się spać.
- Zamilcz w końcu ? warknął drugi. Anioły siedziały nad łóżkiem dziewczyny czekając na moment, gdy wybudzi się ona z pośmiertnego snu. Długo czekać nie musieli.
- Ty patrz, wybudza się ? zaczął ten drugi. ? Zaczyna się kręcić.
- A tam, pewnie jej się koszmar śni to się rusza ? odparł pierwszy.
- Skopał cię ktoś kiedyś?
- No i to ile razy.
- To ja poprawie bardzo chętnie ? dziewczyna poruszyła się gwałtowniej. Obaj spojrzeli w jej stronę. ? O mamusi! ? powiedział, gdy dziewczyna uniosła powieki i mogli zobaczyć jej piękne, intensywne, duże zielone oczy.
- Nie musisz mówić, widzę ? odparł pierwszy, wpatrując się w dziewczynę.
- Co? co? co się dzieje? ? zapytała, przecierając przy okazji zaspane oczy. ? Gdzie jest Nadia?
- Hm? Pewnie na ziemi ? rzekł poważnie jeden z aniołów.
- Że co proszę?! Jak to na ziemi?! To ja niby gdzie jestem?!
- No niech pomyślę? Hm? Ziemia odpada, czerwieni nie widzę więc piekło chyba nie, no to wychodzi na to że niebo ? odparł rozbawiony anioł.
- Niebo?! Ale jak? To chyba jakiś sen? ? powiedziała i zemdlała.
- O kurde tego jeszcze nie było!
- No? I takich oczu też.
Dziewczyna ponownie tego dnia otworzyła oczy, rozglądała się po pomieszczeniu w którym się znajdowała. Jedno łóżko, białe ściany, drzwi i wielkie okno.
- No nareszcie się obudził nasz śpioch, znowu spałaś dwa dni ? powiedział anioł, wchodzący do pomieszczenia. ? Przyswoiłaś sobie nową wiadomość porządnie żebyś znowu nie zemdlała?
- Chyba tak ? odparła. ? Ale jak to się stało? Ja nic nie pamiętam.
- Był wypadek, jakiś koleś potrącił cię czerwonym ferrari jak przechodziłyście z tą twoją Nadią przez środek skrzyżowania. Nie powiem bardzo inteligentne posunięcie ? powiedział i zaśmiał się cicho. ? A tak w ogóle Artur jestem ? wyciągnął rękę w jej stronę. ? Twój opiekun i nauczyciel w najbliższym czasie.
- Karolina, opiekun powiadasz? A ten drugi co tu wcześniej z tobą był to kto?
- A on. Filip mu mówią, twój drugi opiekun. Tutaj każdy nowy anioł dostaje swoich dwóch opiekunów, którzy kierują nim przez jakiś czas.
- A czy zawsze trzeba chodzić w tym białym czymś? ? wskazała na swoją i jego szatę.
- Tylko jak jesteśmy tu, na ziemi ciuchy mamy normalne, no ale oczywiście nie wszyscy mają pozwolenie na bywanie na ziemi.
- A kto je ma?
- Za dużo byś chciała wiedzieć.
- Wiem. Ale powiedz mi jeszcze jedno. Jak moją śmierć znieśli rodzice? ? zapytała a w oczach miała łzy.
- Od twojej śmierci minął miesiąc i powoli się zbierają, gorzej z Nadią i tym chłopakiem?
- Matko! Ile ludzi! ? krzyknęła Karolina.
- Aniołów kochana, aniołów nie ludzi ? upomniał ją Artur.
- Faktycznie. Sorry zapomniałam się ? dziewczyna spuściła głowę. ? Tak trudno mi się przyzwyczaić do tego że jestem aniołek a nie człowiekiem.
- To zrozumiałe ? zaczął Filip jej drugi opiekun. ? Chyba każdy z nas tak to przechodził, zwłaszcza osoby które zginęły że tak to nazwę nieświadomie.
- Powiadasz? Nie no może z czasem się przyzwyczaję.
- Na pewno -powiedział Artur. ? Każdy z nas to przechodził, a tu masz żywy przykład ? dokończył i wskazał ręką na siebie i Filipa.
- No widzę właśnie ? odparła. Dziewczyna przyglądała się chłopakom, a właściwie mężczyzną bardzo uważnie.
Artur ? wysoki brunet o intensywnie niebieskich oczach z poważnym ale zarazem tajemniczym wyrazem twarzy.
Filip ? wysoki blondyn o dużych zielonych oczach, cały czas tryskający radością i z uśmiechem nieznikającym z twarzy.
- Zabawimy się? ? zapytał figlarnie blondyn.
- Yyy w jakim sensie? ? zapytała dziewczyna.
- Nie bój się ? odparł.- A w takim ? powiedział i machnął ręką. W tym czasie chmura pod jednym przechodzących niedaleko aniołów przesunęła się i ten spadł w dół z głośnym krzykiem.
- Mamusiu! Czemu tak stoicie? Zróbcie coś!
- Filip jak cię dorwę to będziesz biedny! ? usłyszeli głos znikąd.
- Spoko laska oni już są przyzwyczajeni, a poza tym nic im sie nie stanie ? odparł chłopak.
- Ale za to znowu masz przegwizdane u świętego Piotra ? rzekł Artur. ? Wiesz jak on tego nie lubi, a już ostatnio tak mu za skórę zalazłeś że nie chciałabym być na twoim miejscu.
- Oj tam gadasz, trzeba czasem rozweselić to nudne towarzystwo.
- Ta i co jeszcze?
- Ej dobra chłopaki spokój ? zainterweniowała Karolina. ? Pokażcie mi lepiej gdzie co jest a nie sprzeczacie się bez sensu.
- Patrz ją jaka mądrala ? odarł brunet.
- Trza jej chyba nosek spiłować ? odarł blondyn.
- Cieszcie się że za marzenia nie karają bo was wyrok brzmiał by dożywocie?
- A Filip gdzie?- zapytała Karolina dnia następnego.
- Na dywaniku u świętego Piotra ? odparł Artur. ? Sam sobie na to zapracował. Ale nie martw się to już trzeci raz w tym miesiącu także spokojnie.
- Widzę lubi sobie robić kłopoty.
- Tylko trochę ? jak na zawołanie do pomieszczenia wszej Filip, miał na sobie białą szatę przypominającą szlafrok i jego skrzydła były dużo mniejsze niż dzień wcześniej.
- Co to ma być przepraszam bardzo? ? zapytała dziewczyna i zaczęła się śmiać.
- Ha ha ha bardzo śmieszne ? zaczął zielonooki. ? Macie mnie z głowy na trzy dni ? westchnął smutno. ? Dostałem kare i muszę się zajmować maluchami ? znowu westchnął. ? To ja idę bo robota czeka ? spuścił głowę i wyszedł. Po raz pierwszy w jego oczach nie było widać radości.
- Nie był za bardzo zadowolony ? zauważyła brunetka.
- A dziwisz mu się? Też bym nie był zadowolony jakbym musiał cię zostawić na trzy dni z nim sam na sam ? odparł chłopak. ? Nie myśl że cię podrywam albo coś, co nie ? dodał szybko.
- Ta jasne? A świstak siedzi bo wiewiórka była nieletnia, ha ha ha.
- No bardzo śmieszne wiesz?
- Raczej ? odparła. Do pokoju wleciała mała postać. Była przepasana białym materiałem a przy butach miała małe skrzydełka.
- Przepraszam bardzo ale święty Piotr chciałby widzieć panią Karolinę ? wyrecytował.
- Że co, że jak? Przecież ja nic nie zrobiłam ? zaczęła dziewczyna.
- Spokojnie Karolciu, spokojnie. Wszyscy muszą mieć taką ?wizytę? u świętego ? powiedział Artur. ? Też przez to przechodziłem, kilka rutynowych pytań nic więcej.
- No skoro tak mówisz. No dobra aniołku prowadź ? rzekła brunetka i wyszła za posłańcem. Weszli do dużego pomieszczenia. A raczej one weszła a on wleciał. Za wielkim stołem siedział starszy mężczyzna w bieli z wielkimi skrzydłami i z aureolą nad głową.
- Chciał mnie pan widzieć? ? zapytała i podeszła bliżej.
- Jaki tam pan, święty Piotr jestem ? powiedział. Nie bój sie mnie ja nie gryzę. Usiądź na przeciwko mnie, chciałbym zadać ci kilka pytań.
- Aha, no tak ? bąknęła niezbyt wyraźnie.
- No więc mam do ciebie pytania. A mianowicie. Czy chcesz przeżyć reinkarnację? ? zapytał.
- Nie ? odpowiedziała stanowczo.
- No skoro tak. Następne pytanie. Gdzie chcesz pracować?
- Pracować? Ale gdzie i jak?
- No tu w niebie oczywiście. Widzę że chłopaki nie wtajemniczyli cię jeszcze we wszystko ? starzec westchnął. ? Możesz pracować tu w niebie, w czyśćcu lub na ziemi, wybór należy do ciebie.
- Muszę odpowiadać teraz?
- No przydało by się, ale wiedź że możesz mieć też kilka specjalizacji ze tak to nazwę. Na przykład przez pierwszy okres pracujesz w niebie, potem w czyśćcu i na ziemi ? powiedział.
- No i to by mi chyba najbardziej pasowało mówiąc szczerze ? odparła dziewczyna.
- No to dobrze, możesz już wrócić na swoją chmurę. A i powiedź Arturowi na co się zdecydowałaś. On z Filipem nauczy cię wszystkiego co potrzebne jest tu w niebie, a po pewnym czasie dostaniesz swojego podopiecznego. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia święty Piotrze?
- Karolciu gdzie jesteś?
- Tutaj ? odparła dziewczyna.
- Tutaj to pojecie bardzo ogólne wiesz ?
- No co ty nie powiesz ? brunetka wychyliła się z drugiego pomieszczenia. ? Tu jestem Filipie.
- Bardzo dziękuję za sprecyzowanie swojej odpowiedzi ? odparł wesoło chłopak. ? Co robisz? ? zapytał.
- A co można robić w kuchni? ? odpowiedziała pytaniem na pytanie. ? Kanapki, chcesz jedną?
- Co to w ogóle za pytanie. Jasne że chce ? i już w buzi miał jedną kanapkę. ? Mmm, muszę przyznać że całkiem dobre ci wyszły.
- Całkiem dobrze tak? Oddawaj ten talerz ? rzekła poważnie.
- Wybacz przejęzyczyłem się, te kanapki są po prostu pyszne, normalnie niebo w gębie ? zaczął od razu chłopak.
- Co tam jecie? ? zapytał wchodzący do kuchni Artur. ? Ooo kanapki. Od samego widoku zgłodniałem ? powiedział i dorwał jedna z kanapek.
- No jasne częstujcie się ? odparła z przekąsem. ? A teraz won mi stąd!
- Chyba śnisz ? powiedział blondyn.
- No właśnie ? dodał Artur. ? A tak poza tym idziemy się przejść. Musisz chłonąć to co się tu dzieje, bo za tydzień zaczynasz normalnie pracować.
- A co tu znaczy słowo normalnie?
- Nie wiem ? odparł szczerze Filip.
- Tak też myślałam ? powiedziała brunetka.
- Jak zachowują się tu dzieci?
- A dlaczego pytasz? ? odpowiedział pytaniem na pytanie Artur.
- No bo cały czas słyszę jakieś śmiechy dzieci ale rzadko kiedy je tu widzę.
- Dzieciaki po prostu wolą przeżywać wszystko w swoim gronie, tylko niekiedy dopuszczają dopuszczają do siebie dorosłe anioły. Do nich trzeba mieć niezwykły dar przekonywania. Dlatego opiekunów jest tak niewielu. I czasem pomagam im ja no i Filip bo jest zabawny i za to go uwielbiają ? zakończył chłopak.
- Też go za to uwielbiam ? odparła wesoło Karolina.
- Już teraz mam zacząć być zazdrosny czy dopiero za chwilę?
- Hm? Mógłbyś już teraz nie miałabym nic przeciwko teamu ? odparła uśmiechając się słodko. ? Albo może lepiej nie bo coś mu zrobisz.
- Co ty on jest nie zniszczalny ? zaśmiał się chłopak.
- Z resztą chyba nie tylko o ? powiedziała i dała mu buziaka w policzek.
- No no robi się ciekawe- zaczął.
- Dobra już nie będę bo jeszcze sobie coś dopowiesz i co wtedy będzie? Chodźmy lepiej na spacer.
- Nie mam dużo lepszy pomysł, chodźmy do dzieciaków zobaczysz jak się z nimi ciężko pracuje - zaśmiał się. ? Nieźle potrafią dać w kość.
- Uwierz że nie śmiem wątpić. Daleko jeszcze?
- Nie już tylko musimy iść za ten zakręt i będziemy na miejscu -odparł chłopak i pokazał ręką w tamtą stronę. Gdy wyszli zza zakrętu oczom dziewczyny ukazał się wielki biały budynek z napisem nad drzwiami: PRZEDSZKOLE.
- Ale to jest takie podobne do tego na dole? ? zapytała brunetka.
- W pewnym sensie, ale to tak tylko trochę ? powiedział chłopak. ? Chodź, Filip już tam pewnie siedzi i wariuje z dzieciakami ? dziewczyna popatrzyła na niego pytająco. ? No poszedł dzisiaj się nimi trochę pozajmować, nie mówiłem ci?
- No raczej nie.
- A no to sorry ? przeszli przez wielkie drzwi. Od razu dało się słyszeć śmiechy dzieci i poszczególne głosy ?zejdźcie z tego stołu?, ?zostawcie tą ścianę?, ?Filip miałeś nam pomóc!?. ? Wiedziałem że się tak to skończy.
- To znaczy jak?
- No że zrobi jeszcze większy rozgardiasz niż był bez niego- zaczął cicho. ? Dzieciaki uspokójcie się na chwile dobra ? ? w pomieszczeniu zapanowała cisza, oczywiście nie za długo.
- Artur! -krzyknęło trzy czwarte osób. ? Jak fajnie że jesteś. A ta pani z Tobą to kto?
- To pewnie ta Karolina o której opowiadał Filip ? powiedział jakiś blondynek.
- No to widzę że już przedstawiać się nie muszę?
Zbliżała się północ, Karolina siedziała na łóżku i intensywnie wpatrywała się w biały sufit swojego pokoju. Nie mogła spać w głębi serca cały czas ją coś męczyło, tylko nie wiedziała co. Niespodziewanie do pokoju wszedł Artur.
- Przepraszam że bez pukania, ale mamy mały problem ? zaczął chłopak.
- I tak nie spałam ? odparła. ? Problem? Co się dzieje? Może powinieneś iść do świętego Piotra? ? zapytała patrząc niepewnie na chłopaka. ? Ja wam raczej nie pomogę.
- Chodź wszystkiego dowiesz się na miejscu ? odparł poważnie i pociągnął ją za rękę. ? Tylko zachowuj się cicho, bo jak ktoś nas zauważy to nie będzie za ciekawie ? resztę drogi przebyli nie patrząc na siebie. Księżyc świecił złowrogo na niebie, nad chmurami jak co noc unosiła się delikatna mgła. ? Jeszcze tylko teraz w lewo i jesteśmy na miejscu.
- Chodzi ci o ten budynek z czerwonej cegły? ? zapytała. Chłopak tylko pokiwał głowa w odpowiedzi. Przekroczyli próg domu, lawirowali przez chwilę wśród wielu korytarzy budynku. Karolina w oddali zobaczyła ścianę. ? I co teraz?
- Tam są schody w dół ale nie widać ich bo jest ciemno ? odparł chłopak. ? Tylko uważaj bo niektóre stopnie się trochę chwieją, a nie możesz się poobijać.
- No jesteście nareszcie ? odezwał się z dołu Filip. ? Myślałem że zgubiliście się tam po ciemku.
- Dobra Filip spokojnie ? powiedział nieznajomy dziewczynie głos. ? Ważne że przyszli. A tak w ogóle to jestem Marcin, możesz mnie nie znać bo częściej bywam na ziemi niż tutaj. Ty się nie musisz przedstawiać jak masz na imię to ja bardzo dobrze wiem.
- Spoko. Teraz możecie mi powiedzieć o co chodzi? ? zapytała. Na ile mogła to wpatrywała się w ich twarze, które tak naprawdę nic nie wyrażały, a przynajmniej ona nie umiała nic z nich odczytać.
- No dobra to może ja powiem o co chodzi ? zaczął Marcin. ? Chodzi tego Pawła który został tam na ziemi i o Nadie. Obydwoje bardzo ciężko sobie radzą z twoją stratą. Dziewczyna się głodzi i nie chce z nikim rozmawiać, a chłopak już dwa razy próbował odebrać sobie życie ? brunetka miała łzy w oczach. ? To nie jest ich czas na śmierć więc musisz nam pomóc. Proszę cię nie patrz tak na mnie, bardzo często dzieje się że musimy po prostu pomagać ludziom jakoś by nie odbierali sobie życia, gdy tu zapisane jest im żyć dłużej.
- I co ja mam niby zrobić? Przecież ja nic nie umiem ? powiedziała dziewczyna przez łzy. ? Co ja mogę zrobić?! Zejść na ziemie i powiedzieć im że mają żyć beze mnie?! Jak ty to sobie wyobrażasz? Bo ja chyba nie bardzo!
- Karolciu nie krzycz ? Filip przytulił ją do siebie. ? Nie musisz zaraz schodzić na ziemie tego od ciebie nie wymagamy bo nie dałabyś rady.
- Chodzi o to żebyś pojawiła się w ich snach bo jak wiesz czasem tak się dzieje dzięki naszej pomocy, albo napiszesz do nich kartki które Marcin podłoży im. Po przeczytaniu ona znikną, a Paweł z Nadią zostaną ze świadomością że muszą żyć, o liście oczywiście nie będą pamiętać.
- Ale ja będę o tym pamiętać, że przeze mnie nie chcieli już żyć i w ogóle ? łzy po jej policzkach zaczęły spływać w jeszcze większych ilościach.
- A myślisz że tylko ty przez to przechodziłaś? Nam też było ciężko gdy musieliśmy w taki sposób ratować naszych bliskich! Nie myśl sobie że tylko ty musisz to robić! ? krzyknął Artur Odkąd się znali chłopak jeszcze ani razu nie podniósł na nią głosu ani nie był tak zdenerwowany jak w tej chwili.
- Dobrze. Dajcie kartkę, chyba jednak wolę do nich napisać. Ale co mam im powiedzieć?
- Wszystko co chcesz ? rzekł spokojnie Marcin.
Kochana Nadio!
Wiesz że Cię zawsze kochałam i kochać będę nadal. Mimo że ja jestem w niebie a ty na ziemi. Proszę Cię zacznij jeść, twoja głodówka do niczego nie prowadzi! Musisz żyć bo tak jest zapisane. Proszę Cię pamiętaj o mnie i żyj dla mnie.
Kocham Cię. Karolina
Pawełku!
Dlaczego próbowałeś sobie odebrać życie?! Ze względu na mnie? Proszę Cię nie rób tego nigdy więcej. Musisz żyć? Musisz? Jeśli nie dla siebie to zrób to dla mnie. Są na ziemi jeszcze ludzie dla których musisz tu zostać. Pamiętaj o mnie.
Karolina
- Tylko tyle? ? zapytał Artur patrząc na nią niepewnie.
- Tak ? odparła dziewczyna. Po omacku zaczęła wchodzić po schodach uważając na każdy swój krok, szła niepewnie co chwila przytrzymując się ściany. Nie była jeszcze gotowa na takie informacje. Jej przyjaciółka ? prawdziwa przyjaciółka głodzi się. Paweł chciał już kilka razy odebrać sobie życie. I to wszystko przez nią.
Gdy doszła do swojego domu usiadła na łóżku i owinęła się kołdrą. Łzy płynęły jej po policzkach. Nie miała siły o tym myśleć. Chciałaby dzisiejsza noc nie działa się na prawdę.
- Cześć Maleńka, jak się czujesz? ? zapytał Artur który właśnie wszedł do kuchni. Miał worki pod oczami, nieułożone włosy ale za to jego szata jak zwykle była śnieżnobiała. ? Nie wyglądasz za dobrze.
- A patrzyłeś dzisiaj w lustro? Wyglądasz dużo gorzej ode mnie ? odpowiedziała dziewczyna. Wstała z łóżka i poprawiła szatę. Miała rozczochrane włosy i rozmazany makijaż, gdy spojrzała w lustro prawie krzyknęła. ? O matko. Fakt chyba jednak wyglądam gorzej i wydaje mi się że muszę się doprowadzić do porządku, nie mogę iść do dzieciaków w takim stanie.
Ona stała przed lustrem powoli przeczesując włosy, on siedział na krześle i przyglądał jej się w milczeniu. Uwielbiał patrzeć na jej twarz, jej zielone oczy automatycznie przyciągały jego wzrok. Nie kochał jej, po prostu mu się podobała.
Karolina chodziła po całym domu, oczywiście nie mogła niczego znaleźć, została jej ostatnia czysta szata, nigdzie nie było tuszu do rzęs.
- Muszę w końcu coś z tym zrobić nigdy nie mogę niczego znaleźć, najwyższa pora zanieść rzeczy do prania ? stwierdziła.
- No patrzcie państwo kto to chce zrobić z siebie czyścioszkę ? uśmiechnął się do niej i przytulił ją od tyłu. Położył jej głowę na ramieniu, oboje spojrzeli w lustro, delikatnie uśmiechali się do siebie. ? No dobra koniec tego dobrego trzeba wziąć się do roboty.
- Masz racje ? przytaknęła dziewczyna. ? Jeszcze tylko znajdę opaskę.
- Ciekawe ile to potrwa.
- O już jest ? powiedziała. ? Możemy iść ? wzięła chłopaka pod rękę i wyszli z domu. Całą drogę do przedszkola szli w milczeniu. ? Bardzo dziękuję za odprowadzenie mnie, aczkolwiek drogę od drzwi do drzwi mogę przebyć już sama na pewno się nie zgubię.
- No skoro tak mówisz. A poza tym widzę że już ktoś na Ciebie czeka ? przy drzwiach stała już trójka bliźniaków.
- Karolina!
Zielonooka przechadzała się alejkami nieba, uwielbiała to robić gdy miała wolniejszą chwilę. Gdy schodziła z dróżki chmury delikatnie łaskotały jej stopy a ta zanurzała się w nich po kostki, musiała tylko uważać by nie wpaść w jakąś większą dziurę. Jej myśli niestety zaprzątały myśli mniej przyjemne. Cały czas miała w głowie słowa listów które napisała, było jej źle i smutno, jej przyjaciele nie umieli się pogodzić się z jej śmiercią o rodzicach już nie wspominając. To była najgorsza myśl, że jej rodzice mogliby coś sobie zrobić. Tak bardzo ich kochała i nie chciała by coś im się stało.
- Dwa kroki i będzie siniak ? usłyszała przed sobą głos Filipa, stał kilka kroków przed nią i faktycznie gdyby nie on zderzyłaby się z drzewem.
- Nie zauważyłam go ? odparła. ? Dzięki za uratowanie mojej biednej głowy.
- Musiałem to zrobić, bo pewnie później byś płakała i rozmazałby ci się makijaż a ciebie w takim stanie bym chyba nie przeżył.
- No dzięki wiesz, ja cię nie uprzedzę jak będziesz w tarapatach.
- Dlaczego?
- Bo lubisz mnie tylko jak jestem ładna.
- A dziwisz mi się? Trudno cię takiej nie lubić, no ale jak wyglądasz brzydko to i tak cię kocham więc o co chodzi maleńka ? odparł. Podszedł do niej i objął ją ramieniem, dalszą drogę przebyli już wspólnie.
- W ogóle co ty tu robisz? Nigdy nie widziałam cię spacerującego, a do tego jeszcze jesteś sam, bez dzieciaków, bez wianuszka anielic.
- Czasem lubię sobie tak pospacerować i porozmyślać.
- A o czym to tak rozmyślasz intensywnie? ? zapytała z pełnym zaciekawieniem.
- I co myślisz że ci powiem? Zapomnij to moja słodka tajemnica ? odparł i dał jej buziaka w czoło. Chodzili tak po pustych ścieżkach i rozmawiali o sprawa mniej lub bardziej ważnych. Żadne z nich nie poruszyło tematu wczorajszej nocy. Filip wiedział co czuje bo sam to przechodził a ona nie chciała się przy nim rozpłakać.