Witam, mój chłopak nie chodzi do kościoła, nie modli sie wiczorami i w ogóle oddalił sie od Boga... Ma 7 rodzeństwa, ojciec zostawił ich jak miał 14 lat i musiał zarabiać na rodzine bo był drugi w kolei najstarszy... oprócz tego ma młodsza siostre o rok chorą na zespół Marfana. dodam że on ma lat 30 a ona 29. Jak pyatam dlaczego nie chodzi do kościoła to mówi mi ze dużo napracował sie na kościołach (remontował kościoły) i napatrzył sie co tak naprawde robią księża... że piją, zapraszają panienki itp. poza tym że troche jest zły na Boga. Starałam sie mu wytłumaczyć że nie wszyscy księza tacy są, troche pomogło, zaczął chodzic ze mną do kościoła (nawet słyszałam nie raz że modli sie na głos w kościelie razem z nami i śpiewał tez
co mnie bardzo ucieszyło) wiem że jest dobrym człowiekiem i że nie miał łatwo w życiu. Jednal jak nie bylismy razem w niedziele i jak zapytałam czy był w kościele to powiedział że beze mnie nie pójdzie do kościoła ze robi to tylko dla mnie.
Co ja mam zrobic? przeciez nie chodzi o to żeby robił to dal mnie tylko dla siebie... jak mu pomóc... ?:( Rozmawiałam z nim o tym że chciałabym aby nasze dzieci w przyszłości były wychowywane w wierze i zeby czuły sie zobowiązane do tego żeby chodzic do tego kościoła zeby sie modlić. Powiedział że on też, ale boje sie ze skoro teraz chodzi do kościoła tylko dla mnie to co bedzie po ślubie??? czy nadal bedzie chodził, jak dzieci beda to odbierać, czy nie jest tak ze poprostu teraz robi tak bo nie chce zebym go zostawiła a wie ze po slubie tego nie zrobie. Nie wiem juz co mysleć.
czytałam duzo artykułów w których było że jeśli chłopak bądź dziewczyna jedno z dwóch ma inne poglądy że związek taki nie ma szans. Czasami kłócimy sie i nieraz było tak że on powiedział ze nie idzie ze mna do kościoła, co sprawiało mi problem, bo moi rodzice powiedzieli ze jeżeli nie zacznie chodzic do kościoła to oni go nie zakceptują (czego mu nie powiedziałam). Nie powiem raz poszedł ze mną do spowiedzi, i później w domu sam zapytał o książeczke bo chce odmówic sobie pokute, to tez mnie bardzo ucieszyło. Zapytałam czy pomodli sie ze mna kiedyś, powiedział ze może kiedys tak. Tylko że ja sama ostatnio mało sie modle
sama oddaliłam sie od Pana Boga. Chłopak mieszka tym czasowo u mnie z rodzicami moimi i od kąd zamieszkał, chyba zaczęłam sie krępowac i modlic sie przy nim, wiem że to źle bardzo źle:( Nie wiem co mam robić... Jest jeszcze jeden problem
bo współżylismy i to nie raz...
czego za każdym razem żałuje:( zwłaszcza ze obiecałam sobie ze nie zrobie tego przed ślubem...
Nie powiem bo na początku rozumiał mnie niby jak tłumaczyłam dlaczego, ale ciągle nalegał aż w końcu sie stało.... Wiem że to też w dużej mierze przyczyniło sie do tego że oddaliłam sie od Boga, czuje sie z tym baaardzo źle ;( pomóźcie prosze, poradźcie coś... prosze... co zrobić żeby siebie zblizyc do Pana Boga i jego... Dodam ze nie jest mi łatwo tez z tego względu ze jest on starszy ode mnie o 8 lat. Ma 30 lat jak wspomniałam wyżej, ma swoje zdanie, jest stanowczy, ja za to cocha niesmiała...
i czasami nie potrafie postawic na swoim... boje sie że mógł by to kiedys wykorzystać...
Jak myslicie? Musze tez wspomnieć że jestesmy razem ponad rok pół roku temu mi sie oświadczył i planujemy slub za ok 1,5 roku.
Moim zdaniem, to czy on chce chodzić do kościoła czy nie, to jego prywatna sprawa i nijak się to ma do Waszych relacji. Ty z dziećmi po ślubie możesz chodzić, może i on (dla Twojego spokoju i dobrego przykładu dla dzieci) czasami pójdzie...może nie... ale czy to na prawdę jest najważniejsze? Chyba liczy się to, abyście na co dzień byli ze sobą szczęśliwi...
3 2013-01-22 16:38:19 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2013-01-22 16:47:43)
Czy twoim zdaniem istotą wiary jest "chodzenie" do kościoła? Czy potrafisz sama przed sobą odpowiedzieć w co i dla czego wierzysz? Możemy dla osoby o słabej wierze być przykładem, "dać jej do myślenia" jeśli nasza wiara jest autentyczna i głęboka. Jeśli twój chłopak widzi tylko puste rytuały, a na dodatek obserwował też złe zachowanie księży, to ma spaczony pogląd na ten temat. Może pokaż mu że wiara dla ciebie to coś więcej (o ile nią jest w istocie), że w swoim życiu chcesz iść w stronę Chrystusa (nie zawsze to ta sama droga, którą się idzie do kościoła
). Na pewno musicie to przedyskutować, aby on był świadomy, że wiara jest dla ciebie ważna (tak mi się wydaje, że jest dla ciebie ważna, a nie tylko chodzenie do kościoła i odklepywanie formułek).
Nie jest jednak tak, że jeśli w jakiejś sprawie jedna strona związku ma inne zdanie niż druga, to związek nie ma szans. Związek to sztuka kompromisów. Nigdy nie będzie tak, że będziecie jednomyslni. Chodzi o to, żeby w kluczowych sprawach (a wiara w twoim przypadku jest) znaleźć porozumienie. Jeśli to dobry, pracowity chłopak, szanuje cię i kocha to może nie nawracaj go na siłę. Po prostu chodź do kościoła sama. Pewnie, że fajnie by było razem (ja też marzę o tym, żeby kiedyś mój mąż poszedł ze mną do kościoła), ale skoro on nie chce, bo nie czuje takiej potrzeby to po co ma to robić. Sama obecnośc w kościele czy nawet udział w sakramentach jego wiary nie wzbudzi, jesli on tego nie będzie chciał zrobić z własnej wiary, nie dla ciebie, ale dla siebie samego.
Jest jeszcze jeden problem
bo współżylismy i to nie raz...
czego za każdym razem żałuje:( zwłaszcza ze obiecałam sobie ze nie zrobie tego przed ślubem...
Nie powiem bo na początku rozumiał mnie niby jak tłumaczyłam dlaczego, ale ciągle nalegał aż w końcu sie stało.... Wiem że to też w dużej mierze przyczyniło sie do tego że oddaliłam sie od Boga, czuje sie z tym baaardzo źle ;( pomóźcie prosze, poradźcie coś... prosze... co zrobić żeby siebie zblizyc do Pana Boga i jego... Dodam ze nie jest mi łatwo tez z tego względu ze jest on starszy ode mnie o 8 lat. Ma 30 lat jak wspomniałam wyżej, ma swoje zdanie, jest stanowczy, ja za to cocha niesmiała...
i czasami nie potrafie postawic na swoim... boje sie że mógł by to kiedys wykorzystać...
Jak myslicie? Musze tez wspomnieć że jestesmy razem ponad rok pół roku temu mi sie oświadczył i planujemy slub za ok 1,5 roku.
Kobieto zaraz wpędzisz sama siebie w jakieś zaburzenia! Wisisz jedną nogą w kościele a drugą za płotem
Jeśli ma dla Ciebie znaczenie fakt, że on nie chodzi do kościoła, współżycie przed ślubem traktujesz jak grzech i po każdym razie masz wyrzuty sumienia to nie powinnaś robić niczego wbrew sobie!
Nie uważam, żeby chodzenie do kościoła miało przełożenie na jakość związku, czy wartość człowieka, poczytaj forum - dużo przykładnych katolików męczy swoje rodziny. Zdecyduj co jest dla Ciebie ważne, nie stwarzaj wyimaginowanych problemów, moim zdaniem nie dorosłaś ani do związku ani małżeństwa ![]()
Jeśli twój chłopak widzi tylko puste rytuały, a na dodatek obserwował też złe zachowanie księży, to ma spaczony pogląd na ten temat.
Użyłbym słowa "inny" pogląd a nie "spaczony".
Majka131. Najważniejsze by był dobrym człowiekiem, szanował Ciebie i Wasze dzieci. Jest mnóstwo "przykładnych" mężów co niedziela biegających do kościoła a w tygodniu pijących na umór i lejących swoje kochane żony. Jakiego wolisz?
Znam udane małżeństwa, w których tylko jedna strona chodzi do kościoła. Przykładem jest mój ojciec i jego żona.
Ojciec do kościoła nie chodzi, choć w Boga bardzo wierzy, a kościół neguje. Ona z kolei systematycznie uczęszcza na mszę a także żyje wg przykazań wiary i kościoła.
Są bardzo zgodnym małżeństwem.
Warunkiem tu jest wzajemny szaunek do drugiej osoby, a nie to czy razem siedzi się w kościelnej ławce.
Twój chłopak nie zmusza Cię abyś nie chodziła do kościoła. Dlaczego zatem zmuszasz jego, aby chodził?
Pomimo jego przekonań dzieci także możecie wychowywać w wierze. I nic się nie stanie, jeśli ojciec będzie wierzył 'w inny' sposób niż mama. To da dzieciom możliwość świadomej decyzji, a nie wybrania decyzji 'na ślepo' bo potem da się spotkać katolików, którzy katolikami są tylko z nazwy i rzucają cień na tych prawdziwie wierzących.
Majka, od razu Ci mogę zagwarantować, że naciskanie nie ma sensu. Możesz mu jedynie dawać przykład i modlić się z niego. Jest to proces długotrwały, ale jeżeli czerpiesz radość z wiary i ma ona wpływ na Twoje życie, to są to najlepsze ,,rekolekcje'' dla Twojego narzeczonego. Nie ma oczywiście pewności, że on odkryje swoją wiarę na nowo, tym bardziej, że po tym co piszesz on ma większy wpływ na Ciebie w drugą stronę... Taki związek będzie możliwy w takim układzie jedynie wtedy, gdy on nie będzie Cię przekonywał do rzeczy niezgodnych z Twoimi przekonaniami, a Ty jego. Na razie robicie to oboje... ![]()
8 2013-01-24 15:36:34 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-01-24 15:38:02)
Majka, od razu Ci mogę zagwarantować, że naciskanie nie ma sensu. Możesz mu jedynie dawać przykład i modlić się z niego. Jest to proces długotrwały, ale jeżeli czerpiesz radość z wiary i ma ona wpływ na Twoje życie, to są to najlepsze ,,rekolekcje'' dla Twojego narzeczonego. Nie ma oczywiście pewności, że on odkryje swoją wiarę na nowo, tym bardziej, że po tym co piszesz on ma większy wpływ na Ciebie w drugą stronę... Taki związek będzie możliwy w takim układzie jedynie wtedy, gdy on nie będzie Cię przekonywał do rzeczy niezgodnych z Twoimi przekonaniami, a Ty jego. Na razie robicie to oboje...
Przy okazji takich problemów pojawia się kwestia: co z dziećmi jeśliby miały być? Ona pewnie będze chciała je wychowywać po katolicku skoro jest wierząca, co będzie narzuceniem wobec partnera. Tak to zwykle bywa. Skoro oboje mają pójść na ustępstwa, to sami pozostając w swoich światopoglądach dzieciom powinni dać wybór a wybór taki raczej nie zostanie dokonany w wieku kilku miesięcy.
PS. skoro współżycie przed ślubem wywołuje w Tobie poczucie winy i zgorszenia to napisze jedno: szkoda chłopaka..
Matt87 uważasz że ja go krzywdze w jakis sposób tym że czasami mam wyrzuty sumienia?
10 2013-01-25 13:52:52 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-25 13:56:30)
Majka...nie tylko jego...ale siebie sama krzywdzisz...
Sama szukasz problemow i masz wyrzuty sumienia ze chcesz byc szczesliwa...
Uwierz mi Bog woli szczesliwych ludzi...kochajacych sie, bedacych ze soba uczciwymi i szczerymi...
Nie ciesza go raczej plotkary, pseudo moralne jednostki biegajace co drugi dzien do kosciola...aby dowiedziec sie nowinek, ktore po powrocie do domu "grzesza" tak samo jak i inni...
Bog jest wszedzie...na drzewie kolo domu, w Twojej kuchni, pod kamieniem...
Nie trzeba isc do kosciola, aby "spotkac Boga".,,
Daj swojemu chlopakowi szanse, aby sam zdecydowal gdzie chce porozmawiac z Bogiem...i kiedy...
To z nim masz zyc...nie z rodzicami...
Ja wiem że nie moge go zmuszać i nie chce... zależy mi na tym ale wiem ze tez jemu musi zależeć. Nie wiem czy to da sie jakoś pogodzić żeby jeden żył w takich przekonaniach a drugi w innych. Zastanawiam sie własnie czy kiedys przez to w naszym związku nie będzie nieporozumień, a przede wszystkim co z dziecmi. Nie chodziło mi głównie o chodzenie do kościoła ale w ogóle o jego kontakt z Bogiem, wiem że stracił zaufanie do Niego po tym wszystkim co go spotykało, poruszyłam ten temat bo chciałam sie dowiedzieć czy są może jakieś sposoby alby sprawic by on znowu bogu zaufał, ale czuje sie troche bezsilna bo zawsze jak zaczynam temat to mówi że mnie nie spotkało nic takiego jak jego i nie wiem jak to jest... i zatyka mi usta tymi słowami.
Jeżeli chodzi o kwestie współżycia chyba nic na to nie poradze ze czuje sie źle że to robimy. Czuje sie odpowiedzialna i za siebie i za niego. Tak juz mam. Chciałam to zakończyć, powiedziałam mu że nie chce tak dalej, że chce iść do spowiedzi i poczekać reszte do slubu, powiedział żebym mu tego nie robiła, że dlaczego sama podejmuje takie decyzje... ponadto według niego jest to bezsensu skoro juz to zrobiłam, ja mam inne zdanie bo przeciez zawsze błąd mozna naprawić, a grzesząc wiedząc i mysląc w ten sposób ze Bóg i tak mi wybaczy to to jest chyba jeszcze większy grzech, prawda? Ostatnio ksiądz na spowiedzi powiedział mi słowa: "ile krzyży krzyży przed małżeństwem (miał tu na mysli współżycie) tyle samo po małżeństwie". Nie wiem ale chyba mam taki strach że Bóg nas za to ukara... nie wiem dlaczego mam takie głupie mysli, ale niestety...
Bog nikogo nie bedzie karac Majka...
Bog nie chcialby abys sie go bala...
Milosc i sex to nie grzech...
Powiedz...pi co czekac do slubu z seksem...po co czekac do slubu ze wspolnym mieszkaniem...?
Po to aby ewentualne problemy wyszly dopiero po slubie?
Po to, zeby potem grac pokutnice...zeby trwac w nieszczesliwym zwiazku "w imie Boga i przysiegi" ?
Twoja wiara zawsze bedzie z Toba... Bog tez... ani sex ani nic innego tego nie zmieni...
Ksieza tez uprawiaja seks...a slubu nigdy z kobieta nie wezma... oni jakos nie boja sie kary Bozej...
Majka...wierz w Boga...modl sie...chodz do kosciola...a chlopaka kochaj...
Co do dzieci, to wystarczy szczera rozmowa na temat planow ich wychowania...
Badz szczesliwa...nie zadreczaj sie niepotrzebnie...
JNie wiem czy to da sie jakoś pogodzić żeby jeden żył w takich przekonaniach a drugi w innych. Zastanawiam sie własnie czy kiedys przez to w naszym związku nie będzie nieporozumień, a przede wszystkim co z dziecmi.
Da się. Wiem to z własnego doświadczenia i wielu małżeństw "różnowyznaniowych" które mam okazję znać osobiście.
według niego jest to bezsensu skoro juz to zrobiłam, ja mam inne zdanie bo przeciez zawsze błąd mozna naprawić, a grzesząc wiedząc i mysląc w ten sposób ze Bóg i tak mi wybaczy to to jest chyba jeszcze większy grzech, prawda?
Masz rację.
Ostatnio ksiądz na spowiedzi powiedział mi słowa: "ile krzyży krzyży przed małżeństwem (miał tu na mysli współżycie) tyle samo po małżeństwie".
To akurat totalna bzdura. Tym nie masz się co przejmować.
Ja wiem że nie moge go zmuszać i nie chce... zależy mi na tym ale wiem ze tez jemu musi zależeć. Nie wiem czy to da sie jakoś pogodzić żeby jeden żył w takich przekonaniach a drugi w innych. Zastanawiam sie własnie czy kiedys przez to w naszym związku nie będzie nieporozumień, a przede wszystkim co z dziecmi. Nie chodziło mi głównie o chodzenie do kościoła ale w ogóle o jego kontakt z Bogiem, wiem że stracił zaufanie do Niego po tym wszystkim co go spotykało, poruszyłam ten temat bo chciałam sie dowiedzieć czy są może jakieś sposoby alby sprawic by on znowu bogu zaufał, ale czuje sie troche bezsilna bo zawsze jak zaczynam temat to mówi że mnie nie spotkało nic takiego jak jego i nie wiem jak to jest... i zatyka mi usta tymi słowami.
Jeżeli chodzi o kwestie współżycia chyba nic na to nie poradze ze czuje sie źle że to robimy. Czuje sie odpowiedzialna i za siebie i za niego. Tak juz mam. Chciałam to zakończyć, powiedziałam mu że nie chce tak dalej, że chce iść do spowiedzi i poczekać reszte do slubu, powiedział żebym mu tego nie robiła, że dlaczego sama podejmuje takie decyzje... ponadto według niego jest to bezsensu skoro juz to zrobiłam, ja mam inne zdanie bo przeciez zawsze błąd mozna naprawić, a grzesząc wiedząc i mysląc w ten sposób ze Bóg i tak mi wybaczy to to jest chyba jeszcze większy grzech, prawda? Ostatnio ksiądz na spowiedzi powiedział mi słowa: "ile krzyży krzyży przed małżeństwem (miał tu na mysli współżycie) tyle samo po małżeństwie". Nie wiem ale chyba mam taki strach że Bóg nas za to ukara... nie wiem dlaczego mam takie głupie mysli, ale niestety...
Nic już chyba na to nie poradzisz, nie obraź się ale jesteś klasycznym przykładem skutecznej religijnej indoktrynacji. Archaiczne i częściowo bezsensowne reguły kościoła sprawiły, że to co wcale złe nie jest, jest właśnie tak przez Ciebie postrzegane. Kościół tworzy w ten sposób patologię, nieszczęścia. Masa związków rozpada się tylko dlatego że albo tego nie zrobili przed ślubem i przez to nie poznali swoich potrzeb i preferencji seksualnych, albo nie zamieszkali ze sobą wcześniej i się lepiej nie poznali.
wybacz, ale chyba jesteś fanatyczką religijną
Twój chłopak ma całkowitą rację co do księży... otóż nie żyjemy już średniowiecznym przeświadczeniem, że każda osoba duchowna ma powołanie. W obecnych czasach nie trudno zauważyć, że księżom żyje się lepiej niż takiemu szaremu człowiekowi - nie namęczy się w pracy, ma zapewnione mieszkanie... Nie mówię, że każdy jest taki sam, ale zdecydowana większość niestety do takich desperatów należy. Miałam wujka w seminarium, ale odszedł stamtąd, jak zauważył co się tam wyczynia i teraz też nie chce do kościoła chodzić. jeśli chodzi o mnie jestem osobą wierzącą, ale też rzadko przekraczam próg kościoła, modlę się kiedy czuję taką potrzebę. Mój facet natomiast, jest ateistą... nie przeszkadza nam to w związku... A odnośnie tych artykułów - naczytałaś się głupot pewnie w jakimś katolickim pisemku, gdzie nabijają ludziom głowy zabobonami, które nakłonią ich do chodzenia do kościoła... heh
śmiać mi się chce... nie każdy ateista jest półgłówkiem bez uczuć i poszanowania drugiej osoby... poza tym Twój narzeczony wychodzi na to, że nie jest ateistą, tylko po prostu unika kościoła i duchownych... popieram go całkowicie. Jeśli naprawdę go kochasz spróbuj zrozumieć i zaakceptować jego pogląd. popatrz tylko ile wyznań jest w dzisiejszym świecie i ile przekonań religijnych? - mnóstwo... Naprawdę warto rezygnować ze szczęścia ze względu na 1 element? poza tym, o ile się nie mylę, wiara katolicka pozwala osobie wierzącej zawrzeć związek małżeński z ateistą... A rodzice nie musza o niczym wiedzieć, tylko pogadaj z chłopakiem;)
Religia robi niestety ludziom z głowy siano. Przez staroświecki światopogląd zniszczyć uczucie byłoby rzeczywiście głupotą. Majka, szkoda że nie trafiłaś na takiego który również chciałby po ślubie, po bożemu i w ogóle za pozwoleniem księdza
A tak będą same problemy, bo on chyba w wielu sprawach będzie miał odmienne zdanie co stworzy tylko masę kłótni.
haha
kłocić się z powodu spraw religijnych, to dopiero jest idiotyzm....
to co powinno ludzi scalać, rozłącza ich... i chyba stąd właśnie bierze się to debilskie myślenie, że prawdziwy katolik z innowiercą pary nie stworzą
Jak już mówiłam wcześniej mój chłopak jest ateistą i czasem dyskutujemy o sprawach filozoficznych, o biblii itp, ale absolutnie nie jest to kłótnia tylko polemika o tle naukowym
grunt w tym, żeby na nikogo nie naciskać, nie narzucać nic, nie kazać, bo facet nie pies, nie uwiążę go na łańcuchu, kagańca nie założę...
a z tym współzyciem przedmałżeńskim to też trochę sprawa religii - w biblii jest wyraźnie powiedziane, że przed slubem nie można uprawiać seksu bla bla bla... Osobiście wolałabym żeby mój facet kochał się ze mną przed ślubem kościelnym i zagwarantował mi że mnie nie zostawi, podpisując w urzędzie papierek w obecności mojej i jego rodziny, niż tylko w kościele, skoro jest ateistą, lub jak w Twoim przypadku średnio wierzący...
możnaby Cię zapytać, czy skoro religia jest dla Cb priorytetem nie powinnaś go zostawić? Przecież nakłania Cię do grzechu, facet jak facet, ma swoje potrzeby... tylko że jak go Ty nie spełnisz, to wyjdzie na chwilę do łazienki i zrobi to sam ze sobą... a to też grzech... Twoja wina, że go podnieciłaś, bo byłaś obok i ładnie wyglądałaś, pewnie miałaś makijaż, obcisle spodnie albo sexi spódniczkę
... musisz stać się pruderyjna i snobistyczna:P no cóż, takie podejście kościoła
Naprawdę uważasz, że to ma sens? ![]()
18 2013-01-26 09:46:05 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2013-01-26 09:47:00)
Jeżeli Twój chłopak był molestowany przez księdza to nie dziw się, że się odwrócił od Boga. Ten Twój Bóg odwrócił się pierwszy. Poza tym myślę, że trzeba chyba nie mieć własnego rozumu by słuchać księży w sprawach, o których nie mają pojęcia jak seks, rodzina, wychowanie dzieci. To tak jakbym ja poszedł do lekarza zapytać jak naprawić samochód.
Jeżeli Twój chłopak był molestowany przez księdza to nie dziw się, że się odwrócił od Boga. Ten Twój Bóg odwrócił się pierwszy. Poza tym myślę, że trzeba chyba nie mieć własnego rozumu by słuchać księży w sprawach, o których nie mają pojęcia jak seks, rodzina, wychowanie dzieci. To tak jakbym ja poszedł do lekarza zapytać jak naprawić samochód.
chyba pomyliłeś wątek... Mój chłopak nie był molestowany przez żadnego księdza...!
20 2013-01-28 10:17:27 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2013-01-28 10:18:00)
Ojciecpiotr napisał/a:Jeżeli Twój chłopak był molestowany przez księdza to nie dziw się, że się odwrócił od Boga. Ten Twój Bóg odwrócił się pierwszy. Poza tym myślę, że trzeba chyba nie mieć własnego rozumu by słuchać księży w sprawach, o których nie mają pojęcia jak seks, rodzina, wychowanie dzieci. To tak jakbym ja poszedł do lekarza zapytać jak naprawić samochód.
chyba pomyliłeś wątek... Mój chłopak nie był molestowany przez żadnego księdza...!
Czytaj uważnie co piszę. Słowo "jeżeli" oznacza domniemanie. Oznacza też, że mógł mieć inne doświadczenia (a miał jak pisałaś) niezbyt miłe z księżmi. Poza tym skąd wiesz, że nie był molestowany. Ludzie takie rzeczy skrywają przed wszystkimi i nigdy nikt się o tym nie dowiaduje.
On nie jest małym bezradnym chłpcem i w takim wypadku by sobie nie poradził... Poza tym nie zauważyłam w jego zachowaniu nic co miało by o tym świadczyć i wiem na 100 procent ze tak nie bylo, jest to ostatnia rzecz jaką bym podejrzewała... To napewno nie jest ten powód dlaczego nie chce chodzic do kościoła.
Poza tym tutaj bardziej chodzi mi o to żę odsunął sie od Boga a nie tylko księzy czy kościoła. Ja wiem jacy zdażaja sie księżaale tez wiem ze nie każdy jest zły i jest księdzem z powiołania, zreszta ide do kościoła dla siebie nie dla księdza i jeżeli jestem na mszy którą prowadzi "zły" ksiąz to to jest tylko i wyłącznie sprawa między nim a Bogiem, ja jako osoba wirząca mam obowiązek chodzic do kościoła i wypełniam te obowiązki. ślucham Ewangelii słowa Bożego a nie słowa księdza, a jeżeli chodzi o kazania to uważam ze zawsze na jakiej mszy nie byłam to były to dobre kazania.
Bog dał człowiekowi wolną wolę, więc czemu Ty jej nie dajesz swojemu chłopakowi?
Majka, jeśli masz ochotę to opiszę Ci moją historię, jednak jest zbyt osobista na forum, więc wysłałbym Ci ją na e-maila. Jeśli jednak nie masz czasu ani ochoty na czytanie to tylko drobna rada. Masz dobrze ukształtowane sumienie, nie daj sobie wmówić, że to co czujesz, jest staroświeckie czy niewłaściwe, Przeciwnie, wynika z Twojej osobistej relacji z Bogiem. Sumienie Ci podpowiada, że taka sytuacja jaka jest teraz, jest niewłaściwa. Może podpowiada Ci też jak ją zmienić?
allegra90 jeżeli to nie bedzie problem, bardzo bym chciała
)
to mój e-mail merysia8@gmail.com ![]()
W porządku Majka, tylko to tak wieczorkiem, bo chcę to ładnie opisać, a to potrwa ![]()
Oki, nie ma sprawy, czekam
))
Wisz co, tak czytam i napisze Ci - zastanów się, co jest dla Ciebie ważne. Wiara czy chodzenie do kościoła? Bo wg Ciebie i Twoich rodziców chodzenie na mszę jest wyznacznikiem dobrego chrześcijanina, ale sama mówisz, że uprawiasz seks przed ślubem i mieszkacie bez ślubu. Nie ustalasz sobie podwójnych standardów? Chodze do kościoła, więc jestem dobra, chłopak nie, a inne rzeczy przemilczę... Większym grzechem jest jednak ten seks, niż opuszczanie mszy świętej.
Oki, nie ma sprawy, czekam
))
Poszło:) ![]()
Wisz co, tak czytam i napisze Ci - zastanów się, co jest dla Ciebie ważne. Wiara czy chodzenie do kościoła? Bo wg Ciebie i Twoich rodziców chodzenie na mszę jest wyznacznikiem dobrego chrześcijanina, ale sama mówisz, że uprawiasz seks przed ślubem i mieszkacie bez ślubu. Nie ustalasz sobie podwójnych standardów? Chodze do kościoła, więc jestem dobra, chłopak nie, a inne rzeczy przemilczę... Większym grzechem jest jednak ten seks, niż opuszczanie mszy świętej.
Dziekuje mialam napisac to samo.
Hipokryzja powialo jak smrodkiem zgnilego jajka ![]()