Z góry przepraszam, jeżeli podobny wątek gdzieś tu już jest.
Moja sytuacja zaczyna mnie przerastać. Studiuję prawo, aktualnie jestem na czwartym roku. Zawsze byłam taka elokwentna, pracowita, nie miałam problemów na uczelni. Jeden egzamin mi się nie udał, nie wyrobiłam się w letniej sesji. Poprawkę oblałam, choć uczyłam się ponad 2 tygodnie, także i na praktykach w prokuraturze, ale profesor jest znany z oblewania, bo ktoś się zająknął, czy jakoś dziwnie odpowiada... Odesłanie mnie na warunek mnie przybiło, przez 2 tygodnie grałam w strzelanki i piłam. Potem zaczął się październik, zaczęłam ryć ostro do warunku, po miesiącu pojawił się termin - zdałam, ale kosztem przedmiotów z nowego semestru. Oblewam wszystko, jak leci, choć minęły już ponad 3 tygodnie. Nic nie udało mi się poprawić. Uczę się prawie w dzień w dzień, bo jedno, dwudniowa przerwa nie pomaga mi. Trafiłam do nowej grupy, gdzie wszyscy się poznajemy i oni niestety traktują mnie jak... sama nie wiem, ale przypadkowo usłyszałam, że niektórzy mają mnie za tępą. Owszem, w ostatnim czasie uważam, że jestem kretynem. Nic mi nie wchodzi do głowy, nawet nie mogę jeździć samochodem, nie kojarzę znaków, nie pamiętam przepisów...
Nie wiem czy pogorszenie mojego stanu psychicznego i fizycznego jest spowodowane tylko tym zmęczeniem i stresem. Boję się, że jestem na coś chora. Prawie nic nie jem, ciągle gdzieś latam, a tyję, mam okrutne wzdęcia i wieczne uczucie sytości. Zawsze miałam rewelacyjny metabolizm. Mam omamy wzrokowe. Jest mi zimno. Czuję się, jakbym się ostro posunęła w czasie. Wypadają mi włosy, mam opuchnięte górne powieki, ciągle chcę spać, ograniczam rozmowy przez telefon, bo gorzej słyszę. Czasami nie dosłyszę co nam zadają na zajęciach, siedzę w bliższych ławkach, żeby usłyszeć i widzieć, jak są jakieś slajdy i prezentacje, tak mi się wzrok pogorszył, że musiałam zmienić soczewki o pół jednostki mocniejsze. Jestem totalnie zmęczona,ciągle ryczę i mam sporo myśli, żeby rzucić studia, żeby uciec, nawet ostatecznie... Próbowałam się żalić mamie i chłopakowi, ale oni uważają że przesadzam, że przecież się często śmieję. Nawet mały sukces, że coś dobrego ugotuję sprawia, że zaczynam być pełna energii, ale na chwilę. Nie wyrabiam tej huśtawki nastrojów.
Pojutrze idę do lekarza, chcę zrobić porządne badania. Obawiam się, że stracę ten rok. Zastanawiam się, czy nie wziąć dziekanki. Ciągle są nowe kolokwia, wejściówki, zanim coś poprawię, oblewam następne... W grudniu będą najcięższe koła, w styczniu powinnam uczyć się do sesji, z tych przedmiotów, z których na ćwiczenia chodzić nie muszę, bo już je miałam w szerszym zakresie na administracji, którą kiedyś studiowałam równolegle. Nie rozumiem nic także z przedmiotu, z którego kiedyś na administracji byłam dobra i zdałam w elitarnej grupie 30 osób na 200, a zakres jest delikatnie różny. Sypie mi się życie rodzinne, osobiste, oddalam się od przyjaciół, nie wierzę, że mogę coś zrobić, co się uda. Jeszcze parę tygodni temu starałam się chociaż widywać ze znajomymi, z chłopakiem, zająć się na chwilę czymś innym, poczytać dla rozluźnienia to forum, ale wcale mi to nie pomogło, bo i tak oblałam co mogłam. Ogólnie zbrzydłam i stałam się zgryźliwa. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam wesołą dziewczyną, ale to już obca osoba. W dodatku codziennie ktoś mówi o aplikacji, słyszę, że nie nadaję się na radcę prawnego, którym kiedyś chciałam być. Teraz chcę skończyć studia, pracować gdziekolwiek, byle mieć za co zjeść i było ciepło.
Cierpię chyba na jakiś przerost ambicji, ale czy to normalnie, że człowiek staje się w tak krótkim czasie kretynem?
Absolutnie nie jesteś kretynką, masz po prostu gorszy czas.
Bardzo dobrze, że idziesz do lekarza. Wspólnie na pewno ustalicie, co Ci dolega, a następnie odpowiednie leczenie.
Pozdrawiam.
Stres działa cuda, również cuda negatywne.
Zaburzeniami wywołanymi przez stres są między innymi: problemy ze spaniem, niestrawności, brak apetytu lub objadanie się, zaparcia lub biegunki, trudności w oddychaniu, ból w klatce piersiowej, ból brzucha, osłabienie pamięci, obniżenie popędu seksualnego, labilność emocjonalna, trudności w koncentracji uwagi, obniżenie samooceny i niewiara w osiągniecie sukcesu, pesymizm, nuda, nadwrażliwość na bodźce, brak tolerancji wobec innych, podejrzliwość, nieracjonalność, niecierpliwość, uczucie zmęczenia, itd., itp..
Wypisane przeze mnie objawy wydają Ci się znajome?
Jest jeszcze jedna prawidłowość. Po pewnym czasie tworzy się samonapędzające błędne koło stresu, gdzie kolejne zachowania, kolejne myśli pogłębiają objawy.
A na ostatnie pytanie dotyczące tempa "skretynienia" odpowiadam: tak, jest to możliwe. Całe jednak szczęście, że proces ten nie jest rzeczą trwałą, można go zatrzymać, a następnie odwrócić jego kierunek.
Próbuję medytacji, zrelaksować się jakoś, ale nic z tego. Pamiętam, na pierwszym roku był problem, prawie cały rok chodził jak zombie, bo tak nas styrali jednym przedmiotem, aż w gazetach pisali... Ale miałam zasadę, że trzeba sobie odpuścić i wszystko zacznie się układać. Jakoś mi to też nie wychodzi. Myślałam, żeby iść do psychiatry, ale nie mam czasu mu gadać historii swojego życia, a nie chcę by mnie pobieżnie ocenił. Teraz próbuję znaleźć szybki ratunek gdziekolwiek, stąd musiałam komuś się wyżalić. Jeszcze dziś oblałam wejściówkę, do której cały wieczór się uczyłam, a w trakcie pisania zastanawiałam się nad ortografią, niż nad treścią... A jutro mam kolejną poprawę kolokwium sprzed miesiąca. Najgorsze jest to, że niektórzy ćwiczeniowcy po zajęciach sugerują mi, bym się wreszcie zaczęła uczyć, i że to dziwne, że z taką wiedzą prześlizgnęłam się do czwartego roku... Nie znają mnie, a kiedyś byłam prymuską ![]()
Próbujesz się zrelaksować. Tyle tylko, że trudno jest znaleźć się w tym stanie, gdy w tyle głowy masz włączony magnetofon ze sklejoną w koło taśmą "Nie mam czasu, muszę szybciej, muszę więcej, muszę bardziej."
Podobnie z medytacją. Ona zawsze jest rzeczą trudną (chyba, że ktoś ma lata codziennej, systematycznej praktyki za sobą). Uczestnicząc w takiej gonitwie, rzeczą graniczącą z cudem jest wyciszenie się i pozwolenie myślom na przepływanie, nie zatrzymywanie ich.
Te dwie próby potwierdzają to, że jesteś osobą bardzo ambitną. Ambicja, zbyt wysoka motywacja są kolejnym utrudnieniem w osiągnięciu sukcesu. Jednocześnie twierdzisz, że nie masz czasu na to, by pomóc sobie. Zastanów się, co musi się stać, byś zdecydowała się poprosić o pomoc.