Większość osób wierzących uważa, że jedno nie wyklucza drugiego bo można być osobą mądrą, wykształconą i oczytaną i jednocześnie głęboko wierzącą. Sądzę jednak, ze gdyby człowiek wiedział absolutnie wszystko nie musiałby w nic wierzyć. Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? Czy ktokolwiek grałby w lotto wiedząc, że nie wygra? Gdybyśmy mieli wiedzę czyli pewność podejmowania słusznych decyzji to nikt by się nie mylił. Dlatego też myślę, że wiara uzupełnia wiedzę a im większa wiedza tym wiara mniejsza. Są to dwa stany wzajemnie się wykluczające.
Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
3 2012-10-01 20:57:51 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-10-01 21:04:29)
Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
Ale ja wcale nie próbuję udowadniać, że Boga nie ma ani że jest. Moja wiedza jest zbyt mała bym się na takie dowody porywał. Twierdzę jedynie, że poszerzanie wiedzy zmniejsza sferę wiary.
Poza tym proszę nie zwracaj się do mnie ojczulek bo odbieram to jako ignorancję.
Większość osób wierzących uważa, że jedno nie wyklucza drugiego bo można być osobą mądrą, wykształconą i oczytaną i jednocześnie głęboko wierzącą. Sądzę jednak, ze gdyby człowiek wiedział absolutnie wszystko nie musiałby w nic wierzyć. Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? Czy ktokolwiek grałby w lotto wiedząc, że nie wygra? Gdybyśmy mieli wiedzę czyli pewność podejmowania słusznych decyzji to nikt by się nie mylił. Dlatego też myślę, że wiara uzupełnia wiedzę a im większa wiedza tym wiara mniejsza. Są to dwa stany wzajemnie się wykluczające.
Dlatego często naukowcy to ateiści. Nie wyobrażam sobie, jak ogarnięty w temacie fizyk, może wierzyć w Boga?
Ciężka to kwestia i bardzo ciekawe zagadnienie.
Często dyskutuję o tym z mężem i nie mam łatwo, bo często on ateista ma więcej do gadania, a mi brakuje argumentów. Na szczęście nie mam misji nawracania kogokolwiek, więc nie zapieniam się jakoś specjalnie.
Mam też świadomość dwóch rzeczy: moja wiedza (również dotycząca religii, wiary) nie jest ogromna i cały czas ją kolekcjonuję; poza tym jestem takim umiarkowanym wierzącym - bez zaklinania się, bez fanatyzmu.
Może gdybym się bardziej w religijne tematy zagłębiała, zaczęłabym miej wierzyć. No a może zaczęłabym się bardziej pienić w dyskusjach ![]()
Jak zwykle ojczulku odwracasz kota ogonem i wypierasz się tego co napisałeś.To takie twoje masło maślane.I nie zgodzę się z twoja tezą,że "poszerzanie wiedzy zmniejsza sferę wiary".Stawiam antytezę-większa wiedza powoduje wiarę w stwórcę całego systemu rzeczy.
Im ludzie więcej wiedzą, tym mają więcej pytań, a że ludzie są dociekliwi to i więcej chcą wytłumaczyć.
Wiedza opiera się na materialiźmie, na doświadczeniu, wiara opiera się na przeświadczeniu, że tak jest, na mglistych przesłankach sprzed tysięcy lat, zachowanych dość wybiórczo. Bo okazuje się, że ewangelii było więcej niż 4, całun turyński jest dość wątpliwy itd.itp.
Im większa wiedza, tym większe wymagania co do wiary, co do Boga. Bo naturą ludzką jest wytłumaczenie tego, co niezrozumiałe.
7 2012-10-01 22:59:57 Ostatnio edytowany przez luc (2012-10-01 23:05:44)
Ojciecpiotr napisał/a:Większość osób wierzących uważa, że jedno nie wyklucza drugiego bo można być osobą mądrą, wykształconą i oczytaną i jednocześnie głęboko wierzącą. Sądzę jednak, ze gdyby człowiek wiedział absolutnie wszystko nie musiałby w nic wierzyć. Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? Czy ktokolwiek grałby w lotto wiedząc, że nie wygra? Gdybyśmy mieli wiedzę czyli pewność podejmowania słusznych decyzji to nikt by się nie mylił. Dlatego też myślę, że wiara uzupełnia wiedzę a im większa wiedza tym wiara mniejsza. Są to dwa stany wzajemnie się wykluczające.
Dlatego często naukowcy to ateiści. Nie wyobrażam sobie, jak ogarnięty w temacie fizyk, może wierzyć w Boga?
Kompletnie nieprawdziwe stwierdzenie.
Właśnie przedstawiciele nauk ścisłych, w przeciwieństwie do humanistów, częściej byli/są wierzący.
Może dlatego, że humaniści mają większą "łatwość" (żeby nie powiedzieć "lekkość") stawiania tez i tworzenia teorii bez naukowej podbudowy. W przeciwieństwie do np. fizyków, którzy im większą mają wiedzę, tym bardziej zdają sobie sprawę ze złożoności świata i mają więcej pokory.
Nawet Einstein, jakkolwiek nigdy tego wprost nie wyraził, to do Boga często się odwoływał. Nawet jeśli tego wprost nie wyraził to domyślać się można, że w jakąś formę transcendencji wierzył.
A chyba można go uznać za "ogarniętego fizyka"?
Najczęściej właśnie fizycy i matematycy byli wierzący, wyłączywszy okres XVIII i XIX wieku.
No i wyłączywszy francuskich naukowców, ale to osobne zagadnienie.
Jak zwykle ojczulku odwracasz kota ogonem i wypierasz się tego co napisałeś.To takie twoje masło maślane.I nie zgodzę się z twoja tezą,że "poszerzanie wiedzy zmniejsza sferę wiary".Stawiam antytezę-większa wiedza powoduje wiarę w stwórcę całego systemu rzeczy.
Mogłaś poprzestać na stwierdzeniu, że się ze mną nie zgadzasz. Zastanawiam się czy zawsze starszy się obrazić osoby o innych poglądach bo pierwsze zdanie Twojej wypowiedzi chyba to miało na celu. Co do Twojej antytezy wytłumacz jak ma się ona do reguły, że społeczeństwo im bardziej wykształcone tym mniej wierzące.
Nie czytalam po kolei, le poczatek zwalil mnie z nog.
W moim przypadku im wiedza wieksza, tym wiara wieksza
)
Moze z mniejsza wiedza (gdy bylam mlodsza) troche inaczej sie modlilam, lecz "douczenie"
spowodowalo "wzrost" wiary, jesli w ogole mozna mowic o wiekszej lub mniejszej wierze.
Moim zdaniem albo wierzysz w Boga, albo nie,
Z reszta zadna nauka nie wyklucza Boga, wrecz przeciwnie, wszystkie teorie tylko wtedy zgodza sie ze soba jesli uznamy ze to z Bog wszystko stworzyl i nadal porzadek rzeczom.
Wielu wielkich naukowcow bylo wierzacych, wielu jest, a jesli jakis ateista wskakuje na podest i krzyczy ze Boga nie ma, to coz i uczony moze sie pomylic w jednej dziedzinie.
To, ze sa ludzie nie wierzacy - wiemy wszyscy, a jesli jakis niewierzacy przekonuje innych,ze nie ma Boga wykorzystujac autorytet, to raczej powinno dac do myslenia tym "glupszym" ktorzy go wysluchuja. I co nie znaczy ,ze musza dac mu racje. Moim zdaniem ktos kto nie wierzy w Boga, nigdy na temat Boga nie rozmawia. Trzeba byc dobrze glupim jesli dyskutuje sie o czyms nieistniejacym.
Z reszta wielu dzisiejszych uczonych zwlaszcza lekarzy - przyznajac sie ze sa niewierzacy - mowia "to jest cud"
i gdzie tu sens.
Po prostu moze to dzisiejszym ksiezom brak wiedzy, i w czasie kazan nie przyblizaja nauki do Boga lub odwrotnie.
Znam ludzi ktorym po poznaniu Fibonaccia ostudzila sie wiara, bo i tak pewnie byla letnia.
Zas mnie to zabraklo slow (mysli) zachwytu nad Boza Inteligencja ect... Gesiej skory dostalam wtedy, zwlaszcza, ze kiedys czytalam cytat " jak cudownie ten swiat stworzyles - wg. liczb i wzorow..." . wczesniej nie wiedzialam do czego to przykleic, a po poznaniu Fib. moja wiara jesli sie nie zwiekszyla, to na pewno nie zmniejszyla. I tak bylo zawsze, czy to matematyka, czy fizyka, czy biologia.
10 2012-10-02 07:29:57 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-10-02 07:32:07)
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją wypowiedź ale gdyby znalazła się osoba , która stwierdziłaby "mam dowód na to, że Boga nie ma* to żadne jej argumenty nawet najbardziej oczywiste nie przekonałyby Ciebie do zmiany poglądów. Sądzę, że wielu ateistów tak samo zareagowałoby na dowody istnienia Boga. Zacząłem ten wątek bo chciałem dowiedzieć się jakie są przyczyny odchodzenia od wiary i nawracania się w ciągu swojego życia. Co sprawia, że ludzie zmieniają swój pogląd na sprawę tak istotną jaką jest wybór Boga lub jego całkowita negacja?
Ludzie nie odchodzą od wiary tylko od instytucji wiary jaką w naszym kraju jest KK. Nawet ateiści są wierzący, gdyż nie mając naukowego dowodu opierają się na WIERZE w rozsądek i naukę, że Boga nie ma. Nie ważne w co się wierzy i dlaczego istotny jest sam fakt wiary. Wiara jest nie rozerwalnym elementem ludzkiej natury. Sukces i postęp są wynikiem wiary w wiedzę i doświadczenie na pdst których zakłada się pozytywne rozwiązanie problemu. Mitologie są tylko próbą usystematyzowania i wizualizacji abstrakcyjności pojęcia wiary.
Sądzę jednak, ze gdyby człowiek wiedział absolutnie wszystko nie musiałby w nic wierzyć.
Wtedy nie byłby człowiekiem, tylko Bogiem.
Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? .
Nie. Ale póki co, nikt takiej wiedzy nie ma, choć są tacy, którzy twierdzą, że mają
.
13 2012-10-02 20:45:34 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-10-02 20:47:24)
Ludzie nie odchodzą od wiary tylko od instytucji wiary jaką w naszym kraju jest KK. Nawet ateiści są wierzący, gdyż nie mając naukowego dowodu opierają się na WIERZE w rozsądek i naukę, że Boga nie ma.
Jasne i odrzucanie istnienia elfów, trolli i krasnoludków też opiera się na wierze, bo dowodów na to brak.
Jak zwykle ojczulku odwracasz kota ogonem i wypierasz się tego co napisałeś.To takie twoje masło maślane.I nie zgodzę się z twoja tezą,że "poszerzanie wiedzy zmniejsza sferę wiary".Stawiam antytezę-większa wiedza powoduje wiarę w stwórcę całego systemu rzeczy.
Według badania z 1998 roku, opublikowanego w "Nature" tylko 7 procent członków prestiżowej Amerykańskiej Akademii Nauk wyrażało wiarę w "osobowego Boga".
(cytat z artykułu Natalie Angier, Mój problem z Bogiem, za racjonalista.pl).
To badanie wśród elity amerykańskich uczonych. A tak wygląda to w przypadku ogółu naukowców (za Wiki):
Badania przeprowadzone w 1996 roku a opublikowane w Nature wskazały, że wśród naukowców 60,7% nie wierzy w boga. Badania przeprowadzone w latach 2005-2006 ujawniły, iż jako niewierzący deklaruje się 64% naukowców
I antyteza poszła się... np. do lasu ![]()
Jasne i odrzucanie istnienia elfów, trolli i krasnoludków też opiera się na wierze, bo dowodów na to brak.
Elfów fakt nie widziałem poza srebrnym ekranem, trolli jest od cholery zwłaszcza w necie a jak dość dobrze popijesz i dostaniesz w palnik to krasnoludki też zobaczysz.
Często dyskutuję o tym z mężem i nie mam łatwo, bo często on ateista ma więcej do gadania, a mi brakuje argumentów. Na szczęście nie mam misji nawracania kogokolwiek, więc nie zapieniam się jakoś specjalnie.
Mam podobny "problem". Zawsze jak wywola sie dyskusja nt. wiary, to mniej lub bardziej przegrywam, bo chlopak zarzuca mnie jakimis naukowymi tekstami, podchwytliwymi pytaniami.. a mi tak jak Tobie brakuje odpowiedzi. Glupio mi z tym.
dorota.f napisał/a:Często dyskutuję o tym z mężem i nie mam łatwo, bo często on ateista ma więcej do gadania, a mi brakuje argumentów. Na szczęście nie mam misji nawracania kogokolwiek, więc nie zapieniam się jakoś specjalnie.
Mam podobny "problem". Zawsze jak wywola sie dyskusja nt. wiary, to mniej lub bardziej przegrywam, bo chlopak zarzuca mnie jakimis naukowymi tekstami, podchwytliwymi pytaniami.. a mi tak jak Tobie brakuje odpowiedzi. Glupio mi z tym.
Proponuję dyskusję światopoglądową ale bez próby nawracania.
Najczęściej właśnie fizycy i matematycy byli wierzący, wyłączywszy okres XVIII i XIX wieku.
No i wyłączywszy francuskich naukowców, ale to osobne zagadnienie.
Raczej chodziło mi o współczesnych ludzi nauki, a nie grzebanie w przykładach z historii.
To postęp naukowy bywa powodem odchodzenia od wiary.
Proponuję dyskusję światopoglądową ale bez próby nawracania.
Pełna zgoda. Rozmowa zawsze, licytacja nigdy.
Dlatego wolę dyskusję z moim mężem ateistą, który podaje tylko racjonalne argumenty, niż jakieś przerzucanie się słowami z nawiedzonymi religijnymi jednostkami. Chodzi mi o tych, co to mają misję szerzenia jednej prawdy. Moje doświadczenia wskazują na to, że ateiści są mniej upierdliwi w temacie nawracania.
18 2012-10-03 12:18:53 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-10-03 12:25:52)
Z wiarą jest tak, że ateiści zawsze będą mieli więcej argumentów na nie istnienie Boga niż wierzący na jego istnienie. Dlatego pewnie nawracacze na jedyną słuszną wiarę tak się złoszczą gdy brakuje im argumentów.
Wiary się po prostu nie udowadnia. Drażni mnie to, że przykościołowi misjonarze wzięli sobie do serca wezwanie o sianiu, ewangelizacji i o tym by się nie wstydzić Jezusa i trudno im zrozumieć, że ktoś może tego po prostu nie chcieć.
Wyobraźcie sobie kucharkę, która wszystkim każe jeść zupę pomidorową bo według niej ona jest najlepsza.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją wypowiedź ale gdyby znalazła się osoba , która stwierdziłaby "mam dowód na to, że Boga nie ma* to żadne jej argumenty nawet najbardziej oczywiste nie przekonałyby Ciebie do zmiany poglądów. Sądzę, że wielu ateistów tak samo zareagowałoby na dowody istnienia Boga. Zacząłem ten wątek bo chciałem dowiedzieć się jakie są przyczyny odchodzenia od wiary i nawracania się w ciągu swojego życia. Co sprawia, że ludzie zmieniają swój pogląd na sprawę tak istotną jaką jest wybór Boga lub jego całkowita negacja?
HI; HI (to taki serdeczny smiech, nie odbierz zle - trudno jest, piszac wyrazic sposob nastawienia do "rozmowcy" )
Po kilku moich slowach wyrabiasz sobie o mnie jakies tam zdanie
Musze Ci powiedziec, ze, jeszcze za czasow naszego Jana Pawla, ktos mi kiedys powiedzial abym "bron Boze nie wybrala sie - z nudow na audiencje, bo wyrwa mi sie 3 zdania i z papieza zrobie ateiste".
Wiec wiesz jak mi milo czytac, to co piszesz teraz TY.
Ja sama tak mysle sobie jak to sie stalo, z normalnie wierzacej, bogobojnej osoby tak mi sie poprzewracalo w glowie, a potem mi sie odwrocilo. Moze ktos sie za mnie pomodlil, mam znajomych ktorych na noszach po operacji targali na Msze, bo by chyba pomarli przez jedna nieobecnosc.
Walczylam z nimi, ganilam wszelkie "rytualy koscielne", ksiezy "palilam na stosach" ect. Tylko Boga sie nie wyrzeklam, tzn. wierzylam, ze gdzies tam jest.
Az potem jeden rozaniec zmienil mi rozumowanie, przypomnialo mi sie co i jak pisze w Pismie Sw.
Nigdy juz nie naszly mnie watpliwosci, zarzucilam Yogi, HUNY ect. - bo to chyba byla ta przyczyna odstepstwa od kosciola. I oczywiscie od Boga. Co z tego , ze wierzylam, jesli nie modlilam sie i wszystkie Sakramenty omijalam z daleka ect.
Jesli mam okazje rozmawiac z ludzmi ktorzy watpia w Boga i modlitwe, to zawsze proponuje "test" - ja te modlitwy nazywam uprzywilejowanymi, sa ta 2 modlitwy za umierajacych, i 1 za zmarlych. I czy ktos chce czy nie Bog tym ktorzy sie modla da poznac jaka maja "moc".
Zadne watpliwosci po tym nie zostaja.
Myślę, że jeśli chodzi o naukowców i wiarę, to mam podejrzenie, że ich "nawracanie" się może wynikać z frustracji. Nawet teraz nie jesteśmy w stanie odkryć wszystkich tajemnic świata czy fizyki, bo nie istnieje potrzebna technika, czy po prostu potrzeba więcej czasu. Kiedy nie jesteśmy w stanie czegoś zrozumieć, łatwiej jest wytłumaczyć sobie, że jest sobie jakiś bóg, on to zrobił i puff, ot cała magia.
Zastanawia mnie, czy gdyby Einstein żył obecnie i miał do dyspozycji dzisiejsze technologie i metody (np. Wielki Zderzacz Hadronów), to czy nadal byłby taki pewny swojego boga.
Pozostaje też kwestia tego, że może za x czasu pojawi się Darwin namber dwa, który znajdzie jakiś dowód na definitywne nieistnienie sił wyższych, i wprowadzi kościoły świata w zakłopotanie.
Pozostaje też kwestia tego, że może za x czasu pojawi się Darwin namber dwa, który znajdzie jakiś dowód na definitywne nieistnienie sił wyższych, i wprowadzi kościoły świata w zakłopotanie.
Według mnie, czyli osoby wierzącej zjawi się kiedyś Ktoś, kto definitywnie da dowód na istnienie Boga i wprowadzi w zakłopotanie wszystkich ateistów
.
busiu napisał/a:Pozostaje też kwestia tego, że może za x czasu pojawi się Darwin namber dwa, który znajdzie jakiś dowód na definitywne nieistnienie sił wyższych, i wprowadzi kościoły świata w zakłopotanie.
Według mnie, czyli osoby wierzącej zjawi się kiedyś Ktoś, kto definitywnie da dowód na istnienie Boga i wprowadzi w zakłopotanie wszystkich ateistów
.
Tylko po co? Każdy żyje z jakimś światopoglądem i to czy go zmienia czy nie nie powinno nikogo obchodzić. Dyskusja o istnieniu czy nie istnieniu Boga podobna jest do sporu co było pierwsze; jajko czy kura.
Wiara to wiara, wiedza to wiedza i odzielam jedno od drugiego,i nie mozna tego łaczyc, bo to są dwie sprzecznosci.Ja kieruje sie wiedzą, nauką,racjonalnoscią, nie wiarą,ale kazdy ma prawo do wyboru,i zmieniać siebie nawzajem nie ma co
Własnie ostatnio męza córka mi powiedziała, a raczej zapytala sie jak zakonnica,która uczy religi w w ich szkole może wlasnie byc również nauczycielem fizyki? bo wlasnie teraz we wrzesniu obroniła mgr,i niebawem bedzie w podts i gimnazjum nie tylko religie ale fizyke uczyć,(podstawowka jest połączona z gimn-jeden duzy budynek)i pchła do mnie z tekstem abym logicznie jej to wytłumaczyła,bo jedno drugiemu zaprzecza.
Nie potrafiłam tego złączyć w całość i powiedziałam że jak za kilka lat bedzie mic fiz z tą siostra to niech sie jej zapyta (pchła nie chodzi na religie)ja jestem z byt ograniczona aby to zcalić
24 2012-10-04 13:47:42 Ostatnio edytowany przez november (2012-10-04 14:27:49)
Ojciecpiotr napisał/a:Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? .
Nie. Ale póki co, nikt takiej wiedzy nie ma, choć są tacy, którzy twierdzą, że mają
.
Nie ma też wiedzy, że Królewna Śnieżka to tylko wytwór fantazji... Jest nawet ciekawy artykuł, który ukazuje dlaczego tzw. kult śnieżkański ma rację bytu. Żeby nie spamować - jest na portalu, z którego już coś cytował Vuk. (jeśli kogoś ciekawi).
Co do wiary i wiedzy - to co powiem nie ma nikogo obrażać, ma to być głos w dyskusji - zetknęłam się niedawno z mniej lub bardziej wiarygodnymi badaniami, według których średni poziom inteligencji osób niewierzących jest wyższy niż wierzących. Naukowcy twierdzą, że ludziom o niższym IQ łatwiej jest zaakceptować zastany - np. wpojony przez rodziców - stan rzeczy, czyli ramy narzucone przez religię. Mniej się oni zastanawiają nad tym wszystkim, zadają sobie mało pytań, nie dociekają, nie zastanawiają się czy to, w co wierzą, ma sens. Jest im tak dobrze. Myślę, że nie bez kozery religia uwielbia pokorę...
Badań różnych jest bardzo wiele. Pokazują one m.in.:
- negatywną korelację inteligencji i religijności (Beckwith, Kanazawa, Verhage);
- mniejszy odsetek wierzących w grupie naukowców (Larsen i Witham);
- spadek religijności z wiekiem (Francis, Turner);
- spadek odsetka wierzących w ostatnim stuleciu (korelacja ze wzrostem inteligencji) (Flynn, Giddens, Gallup, Zukermann);
- zależność światopoglądu od inteligencji (Nyborg).
Są to pojedyncze nazwiska, ale badania nad tymi zależnościami prowadzone są od wielu, wielu lat.
november,moja pchła dwa lata temu zaczytywała sie w Harrym Poterze i przez ten czas żyła w swoim wyimaginowanym świecie,co rusz przebierając sie w czarownice,i cytując zaklecia tak jak wierni Biblie(Nie, nie mialam ją ochoty spalić za to na stoscie, choc za co innego owszem
)
Kazdy kult czy to postaci fantasty czy mitycznych jest bardzo łatwy do manipulacji ludzkim rozumem.Ale wolałam,aby sie przebierala za jakiś czarodzieji,jako wytwór wyobrazni,niz na krzyzu sie przybijala gwozdziami wczuwając sie w role Jezusa i pasje poprzez biczowanie praktykowała ![]()
Ej. Właściwie to chciałam dodać, że rozumiem, że religia w założeniu jest dobra. Są te cudowne przykazania, jak np. nie zabijaj, nie cudzołóż, nie grzesz pychą, gniewem, zazdrością, czy inne takie. To są bardzo dobre założenia, i gdyby ludzie ich NAPRAWDĘ przestrzegali, świat byłby piękniejszy. Mnie bardzo podoba się postać Jezusa- wybaczający, troskliwy, opanowany (choć w świątyni trochę go poniosło), uczciwy, no po prostu dobry człowiek. W ogóle nie widzę cech tego autorytetu np. w fanatycznych katolikach, którzy życzą smażenia w piekle swoim przeciwnikom, czy agresywnych pro-lajfowcach.
Kompletnie też nie rozumiem wielkiej wojny pomiędzy judaizmem, islamem i chrześcijaństwem. Z tego co ja wiem, to wszyscy oni wierzą w tego samego boga, a jedyne co ich odróżnia to prorocy, albo w który dzień chcą odpoczywać, albo czy wolą nosić jarmułki czy też burki. Jak spojrzeć na to z daleka, to to wszystko jest IDIOTYCZNE. Jak byk napisane jest "5. Nie zabijaj", a Palestyna z Izraelem żrą się, że wióry lecą. Jakbym była bogiem, to bym się wstydziła za takich tępych wyznawców.
I dodam, że jedną z niewielu religii, które byłabym w stanie przyjąć, jest bahaizm. Polecam!
Kizia75 napisał/a:Ojciecpiotr napisał/a:Czy jest sens wierzyć w Boga mając wiedzę, że go nie ma? .
Nie. Ale póki co, nikt takiej wiedzy nie ma, choć są tacy, którzy twierdzą, że mają
.
Nie ma też wiedzy, że Królewna Śnieżka to tylko wytwór fantazji... Jest nawet ciekawy artykuł, który ukazuje dlaczego tzw. kult śnieżkański ma rację bytu. Żeby nie spamować - jest na portalu, z którego już coś cytował Vuk. (jeśli kogoś ciekawi).
Co do wiary i wiedzy - to co powiem nie ma nikogo obrażać, ma to być głos w dyskusji - zetknęłam się niedawno z mniej lub bardziej wiarygodnymi badaniami, według których średni poziom inteligencji osób niewierzących jest wyższy niż wierzących. Naukowcy twierdzą, że ludziom o niższym IQ łatwiej jest zaakceptować zastany - np. wpojony przez rodziców - stan rzeczy, czyli ramy narzucone przez religię. Mniej się oni zastanawiają nad tym wszystkim, zadają sobie mało pytań, nie dociekają, nie zastanawiają się czy to, w co wierzą, ma sens. Jest im tak dobrze. Myślę, że nie bez kozery religia uwielbia pokorę...
Badań różnych jest bardzo wiele. Pokazują one m.in.:
- negatywną korelację inteligencji i religijności (Beckwith, Kanazawa, Verhage);
- mniejszy odsetek wierzących w grupie naukowców (Larsen i Witham);
- spadek religijności z wiekiem (Francis, Turner);
- spadek odsetka wierzących w ostatnim stuleciu (korelacja ze wzrostem inteligencji) (Flynn, Giddens, Gallup, Zukermann);
- zależność światopoglądu od inteligencji (Nyborg).Są to pojedyncze nazwiska, ale badania nad tymi zależnościami prowadzone są od wielu, wielu lat.
Coz, moze spotykasz ludzi podobnych sobie, ktorzy "pytan nie stawieja" etc...
A wiesz , ze w czasach demokracji, czesto podpisujacy umowe na uczelni dostaje pouczenie, ze na tematy religijne i polityczne sie NIE ! DYSKUTUJE !
Co w sercu, to w sercu, i nie chodzi tu o zapieranie sie Boga, ja mam ochote zyc wiecznie i zamiast przekonywac reszte swiata - wole sie za nich pomodlic.
Dosc czesto takie rozmowy przechodza w udowodnianie komus swoich racji, w tym przypadku jest to bez sensu.
A pisanie, ze "naukowcy".... KIM SA CI NAUKOWCY KTORZY MIERZYLI IQ WIERZACYM ? ZNASZ ICH? NAPISZ NAZWISKO KTO TE BADANIA I KIEDY ROBIL; MOZE I MY ICH ZNAMY ? CZY MOZE W JAKIEJS GAZECIE ANTY CZYTALAS. Rozne rzeczy rozni ludzie pisza, i takie tam % nie wiadomo z kad wziete, nie przekonuja.
asikk, November wyłożyła Ci przecież nazwiska naukowców, którzy zajmują się badaniem powiązań pomiędzy inteligencją a religijnością.
29 2012-10-04 19:32:37 Ostatnio edytowany przez november (2012-10-04 20:01:22)
Być może - nie podpisywałam umowy na uczelni, więc nie wiele mi o tym wiadomo. Szczerze - jestem zaskoczona, że coś takiego ma miejsce. Z drugiej jednak strony co do rozmów o religii to wcale się nie dziwię - mają prawo o nich rozmawiać i wierzący, i niewierzący. Problem w tym, że dziś tak łatwo jest urazić czyjeś "uczucia religijne", że faktycznie czasem ciężko jest o tym dyskutować, szczególnie że ateiści nie mogą tak łatwo się zasłonić.
W demokracji jadłam w piątki na stołówce w laickiej placówce dania postne... Nie istotne.
asikk, November wyłożyła Ci przecież nazwiska naukowców, którzy zajmują się badaniem powiązań pomiędzy inteligencją a religijnością.
Sorki, ale w tak wielkim swiecie tych kilka nazwisk, to dla mnie za malo,
Kiedys ktos glosno zawolal ze Ziemie podtrzymuja 4 slonie, ludzie po dzis dzien to pomietaja,
wielu wtedy uwierzylo, ale czy to byla prawda. Mowic kazdy moze.
A tak na marginesie, ja osobiscie to moglabym miec i zolte papiery,( a co mnie to obchodzi czy ludzie maja mnie za madra czy glupsza ) jesli w gre wchodzi wiecznosc ![]()
Wiara to wiara, wiedza to wiedza i odzielam jedno od drugiego,i nie mozna tego łaczyc, bo to są dwie sprzecznosci.Ja kieruje sie wiedzą, nauką,racjonalnoscią, nie wiarą,ale kazdy ma prawo do wyboru,i zmieniać siebie nawzajem nie ma co
Własnie ostatnio męza córka mi powiedziała, a raczej zapytala sie jak zakonnica,która uczy religi w w ich szkole może wlasnie byc również nauczycielem fizyki? bo wlasnie teraz we wrzesniu obroniła mgr,i niebawem bedzie w podts i gimnazjum nie tylko religie ale fizyke uczyć,(podstawowka jest połączona z gimn-jeden duzy budynek)i pchła do mnie z tekstem abym logicznie jej to wytłumaczyła,bo jedno drugiemu zaprzecza.
Nie potrafiłam tego złączyć w całość i powiedziałam że jak za kilka lat bedzie mic fiz z tą siostra to niech sie jej zapyta (pchła nie chodzi na religie)ja jestem z byt ograniczona aby to zcalić
Ja to nie chce nikogo "nawracac" , ale temat mi spasowal, bo fizyka to pol mojego swiata,
Mnie nic nie stoi na przeszkodzie aby powiedziec, ze to Bog stworzyl swiat zaczynajac od wprawienia w ruch energii, kwarkow, protonow, elektronow, ze wszystkie impulsy energii to z Jego woli sa w tym danym nam swiecie.
Dostalismy tez mozg, rozum, aby to wszystko zrozumiec "jak to sie dzieje" i odkrywac rzeczy ktore istnieja od wiekow. Bo naukowiec nie tworzy, naukowiec odkrywa rzeczy istniejace.
Z reszta nawet w czasach gdy odsunelam sie troche od Kosciola - bo z powodu niechcenia rozumienia kilku rzeczy - skasowalam w glowie i sercu wszystkie nauki chrzescijanskie, ( tak naprawde to z powodu ksiedza ), przywileju stworzenia swiata nigdy Bogu nie odebralam.
A Ty nie jestes ograniczona, postawilas na pierwszym miejscu w zyciu inne sprawy, kazdy ma jakies chierarchie. Moze dlatego chrzescijanstwo tak sie "topi", ze mamy obowiazki Mszy sw. i inne, lecz to stoi w miejscu, wg. mnie to ksieza za malo sie staraja, to co wystarczalo naszym babciom, to dla nas za malo, wiec ludzie szukaja, Sama widzisz po swojej "pchle" - ma pytania i watpliwosci. Jesli Ty jej nie pomozesz i jesli zakonnica od fizyki jej nie odpowie, to jesli ta Twoja "pchla" zapsze sie - byc moze za pare lat stworzy jakas nowa religie.
Mnie nic nie stoi na przeszkodzie aby powiedziec, ze to Bog stworzyl swiat zaczynajac od wprawienia w ruch energii, kwarkow, protonow, elektronow, ze wszystkie impulsy energii to z Jego woli sa w tym danym nam swiecie.
Dostalismy tez mozg, rozum, aby to wszystko zrozumiec "jak to sie dzieje" i odkrywac rzeczy ktore istnieja od wiekow. Bo naukowiec nie tworzy, naukowiec odkrywa rzeczy istniejace.
Otóż to. Harmonia świata jest zadziwiająca i piękna. Dla mnie to oczywiste, że nie jest to dziełem przypadku.
33 2012-10-05 11:36:27 Ostatnio edytowany przez november (2012-10-05 12:00:51)
busiu napisał/a:asikk, November wyłożyła Ci przecież nazwiska naukowców, którzy zajmują się badaniem powiązań pomiędzy inteligencją a religijnością.
Sorki, ale w tak wielkim swiecie tych kilka nazwisk, to dla mnie za malo,
Kiedys ktos glosno zawolal ze Ziemie podtrzymuja 4 slonie, ludzie po dzis dzien to pomietaja,
wielu wtedy uwierzylo, ale czy to byla prawda. Mowic kazdy moze.
A tak na marginesie, ja osobiscie to moglabym miec i zolte papiery,( a co mnie to obchodzi czy ludzie maja mnie za madra czy glupsza ) jesli w gre wchodzi wiecznosc
Z chęcią zapoznam się z badaniami, które tego nie potwierdziły, wręcz przeciwnie.
A tak na marginesie, jeszcze nie słyszałam by ktoś tak otwarcie przyznawał się do interesowności swojego "wierzę". To nie o czynienie dobra i miłość chodzi w tej religii?
Jakby nie było obiecanek, to już nie miałabyś po co wierzyć? - zastanawiam się...
Jeśli chodzi o cztery słonie, rzeczywiście. Tak jak do tej pory - i myślę silniej - pamiętamy, że Ziemia była płaskim krążkiem albo, że to wokół niej krążyły planety. O ile pamiętam, Kopernik był za to z kościołem na bakier a jego księga na liście ksiąg zakazanych przez kościół. To jeden z dowodów, że instytucjom religijnym poszerzanie horyzontów wiernych jest nie na rękę. Łatwiej jest też manipulować ludźmi mając monopol na prawdę, czy roszcząc sobie prawo do np. odpuszczania win, kontrolowania ludzkiego sumienia. Nic dziwnego, że każde nietypowe pytanie można zatrzeć wspomnianą już przeze mnie pokorą...
Teraz, kiedy powiemy, że Kopernik się mylił, a jest coraz więcej dowodów, że nasza planeta nie krąży wokół Słońca, to też niektórzy się zdziwią i uznają to za nonsens...
Świetnie powiedziałaś: "Wielu wtedy uwierzyło, ale czy to była prawda. Mówić każdy może"...
Otóż to. Harmonia świata jest zadziwiająca i piękna. Dla mnie to oczywiste, że nie jest to dziełem przypadku.
Dlaczego? Bo nie jesteś w stanie wyobrazić sobie - albo inaczej - bo nie umiemy np. dowieść, że to był przypadek? (abstrahując od tego czy procesy we wszechświecie, wybuchy, zderzenia cząsteczek są chaotyczne, czy uporządkowane - nie znam się na tym). Czy też wtedy ktoś powie, że to kwestia nazewnictwa?
Większość z Was oddziela wiarę od Kościoła. Dlaczego, skoro to Kościół od setek lat propaguje wiarę i nie wiadomo czy gdyby nie ta instytucja to dzisiaj ktokolwiek wiedziałby cokolwiek o Bogu, Biblii itp.
Będąc na różnych płaszczyznach obcowania z Kościołem wszyscy prawie mówią, że wierzą. Jeżeli więc mamy co raz więcej dowodów na wielowiekową zbrodniczą działalność pracowników kościoła od kleryka do Papieża włącznie, dlaczego wierzymy im w materii istnienia Boga?
Może to kolejne kłamstwo wymyślone dla pozyskania bogactwa i trzymania w ryzach niepokornych.
Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
No dobrze, więc proszę udowodnić naukowo, że Bóg istnieje.
Dlaczego stwierdza Pani, że pytanie było głupie? Nie ma głupich pytań. Poza tym każdy może mieć własne przekonania na dany temat, więc nie ma sensu obrażać drugiej osoby.
Ja na przykład uważam, że Boga nie ma. Koniec. Kropka. Niech teraz wszyscy wierzący rzucą we mnie kamieniami. Posiadam wiedzę, uczę się i mam swoje poglądy na ten temat.
A instytucja zwana Kościołem Katolickim to osobny temat. Temat- rzeka. Zgadzam się z OjcemPiotrem, że gdyby nie Kościół, to raczej mało kto wiedziałby o Biblii. To przecież Kościół "rozszerzył" wiarę przy użyciu siły w postaci wypraw krzyżowych.
Najpierw Chrześcijanie byli zwalczani przez Cesarstwo Rzymskie i byli męczennikami, a potem sami robili to samo.
A ja jestem agnostykiem, bo wg mnie nie można w chwili obecnej jednoznacznie stwierdzić czy bóg jest, jeśli tak to czy jakakolwiek religia ma cokolwiek z nim wspólnego itp. Każdy ma swoje życie, swoje wybory.
Bardzo ciekawe rzeczy naukowcy odkrywają w ciągu ostatnich lat. Świat kwantowy, zupełnie inny od naszego, a jednocześnie - absolutna podstawa materii. Okazuje się, że materia może pojawić się "znikąd", a wielki wybuch wcale nie był wybuchem, a raczej pojawieniem się nowego wymiaru - czasu. Ludzie od zawsze byli pewni istnienia boga "bo ktoś to wszystko musiał stworzyć". Smutna prawda fizyczna niestety powoli odsłania coś zupełnie innego. Wszystko wskazuje na to, że świat mógł stworzyć się sam.
Jednak jeśli bóg istnieje to z pewnością nie w takiej formie jaką znamy z kościołów. Dowodem tego jest wg mnie zerowa skuteczność modlitw, którą kiedyś kapłani egipscy tłumaczyli tak samo jak obecni hierarchowie kościołów.
walcząca z wilkami napisał/a:Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
No dobrze, więc proszę udowodnić naukowo, że Bóg istnieje.
To jest akurat ciekawe. Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Jaga Baba07 napisał/a:walcząca z wilkami napisał/a:Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
No dobrze, więc proszę udowodnić naukowo, że Bóg istnieje.
To jest akurat ciekawe. Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Obowiązuje zasada domniemania niewinności, to Tobie mają udowodnić winę a nie Ty swoją niewinność.
busiu napisał/a:Jaga Baba07 napisał/a:No dobrze, więc proszę udowodnić naukowo, że Bóg istnieje.
To jest akurat ciekawe. Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Obowiązuje zasada domniemania niewinności, to Tobie mają udowodnić winę a nie Ty swoją niewinność.
To jest forum internetowe, czy sąd?
Może sąd ostateczny?
A ja zostaje przy "swoim". Ciekawe jest to, ze kazda dziedzina podaje inny termin stworzenia swiata.
- Najinteligentniejszy chemicy mowia, ze swiat powstal kiedys tam
- najinteligentniejsi biolodzy, ze kiedys tam indziej
- najinteligentniejsi inni naukowcy, ze jeszcze kiedys, kiedys tam
Czy to nie ciekawe, ze ludzie o najwiekszym IQ maja tak rozne dowody.
Mogli by "tak dla oka" zmowic sie i 1 date podawac, przeciez i tak kazdy im na slowo prawie wierzy. ![]()
Kto z nas sprawdzi i do jakiego stopnia, ile prawdy. Z reszta kazdy ma swiatlo w domu, a 1 na 1000 zapytany dlaczego zarowka swieci - probuje cos tam wymyslac... Nie wiemy w jakim swiecie zyjemy, korzystamy z rzeczy ktorych nie znamy - tylko umiemy obslugiwac.
Oczywiscie ja tam nie chce laurow wydzierac tym ktorzy przysluzyli sie ludzkosci w jakichkolwiek odkryciach, ale bialej goraczki dostaje jak slysze o poczatkach swiata, bo "naukowcy" tak stwierdzili, wiec pytam dalej - ktory wg. Ciebie jest najbardziej wiarygodny, bo wszyscy razem wzieci maja bardzo rozbiezne rezultaty. Ktory dokladnie ma to NAJ, NAJ IQ ? Ktoremu wierzyc co do poczatku swiata ? Bo nie wszystkim - bo to roznice milionow lat swietlnych.
asikk napisał/a:busiu napisał/a:asikk, November wyłożyła Ci przecież nazwiska naukowców, którzy zajmują się badaniem powiązań pomiędzy inteligencją a religijnością.
Sorki, ale w tak wielkim swiecie tych kilka nazwisk, to dla mnie za malo,
Kiedys ktos glosno zawolal ze Ziemie podtrzymuja 4 slonie, ludzie po dzis dzien to pomietaja,
wielu wtedy uwierzylo, ale czy to byla prawda. Mowic kazdy moze.
A tak na marginesie, ja osobiscie to moglabym miec i zolte papiery,( a co mnie to obchodzi czy ludzie maja mnie za madra czy glupsza ) jesli w gre wchodzi wiecznoscZ chęcią zapoznam się z badaniami, które tego nie potwierdziły, wręcz przeciwnie.
A tak na marginesie, jeszcze nie słyszałam by ktoś tak otwarcie przyznawał się do interesowności swojego "wierzę". To nie o czynienie dobra i miłość chodzi w tej religii?
Jakby nie było obiecanek, to już nie miałabyś po co wierzyć? - zastanawiam się...
Jeśli chodzi o cztery słonie, rzeczywiście. Tak jak do tej pory - i myślę silniej - pamiętamy, że Ziemia była płaskim krążkiem albo, że to wokół niej krążyły planety. O ile pamiętam, Kopernik był za to z kościołem na bakier a jego księga na liście ksiąg zakazanych przez kościół. To jeden z dowodów, że instytucjom religijnym poszerzanie horyzontów wiernych jest nie na rękę. Łatwiej jest też manipulować ludźmi mając monopol na prawdę, czy roszcząc sobie prawo do np. odpuszczania win, kontrolowania ludzkiego sumienia. Nic dziwnego, że każde nietypowe pytanie można zatrzeć wspomnianą już przeze mnie pokorą...
Teraz, kiedy powiemy, że Kopernik się mylił, a jest coraz więcej dowodów, że nasza planeta nie krąży wokół Słońca, to też niektórzy się zdziwią i uznają to za nonsens...
Świetnie powiedziałaś: "Wielu wtedy uwierzyło, ale czy to była prawda. Mówić każdy może"...Kizia75 napisał/a:Otóż to. Harmonia świata jest zadziwiająca i piękna. Dla mnie to oczywiste, że nie jest to dziełem przypadku.
Dlaczego? Bo nie jesteś w stanie wyobrazić sobie - albo inaczej - bo nie umiemy np. dowieść, że to był przypadek? (abstrahując od tego czy procesy we wszechświecie, wybuchy, zderzenia cząsteczek są chaotyczne, czy uporządkowane - nie znam się na tym). Czy też wtedy ktoś powie, że to kwestia nazewnictwa?
Moje wierze jest "interesowne" - chcialabym potem, kiedys tam, byc juz na zawsze z Bogiem, O to w tej religii chodzi, O to sie staram, starajac sie wypelniac przykazania, dla mnie (nas wierzacych) w Boga to zycie, to walka o ta WIECZNOSC - CZYLI O BOGA NA WIEKI, bo i przeciwnik tez o nas - wszystkich walczy.
Wszystko, co czlowiek robi, ma jakis cel, jakis skutek. Glownym celem czlowieka wierzacego jest zycie wieczne.
I oto trzeba sie starac, bo samo powiedzenie "wierze" to nic nie znaczy.
Twoja "podsluchana gdzies opowiesc o Bogu" byla niedkladna.
Czlowiek wierzacy w Boga, ma tak zyc aby dostapic zbawienia i zycia wiecznego, a to wszystko stac sie nie moze, jesli nie ma tej Milosci blizniego i dobra.
Czlowiek wierzacy w Boga jest bardzo "interesowny" jesli chodzi o cel jego zycia, bo to maksimum - najlepsze z najlepszego i najpiekniejsze z najpiekniejszego, co moze miec juz na zawsze, to BOG.
Nie chce mi sie wierzyc, ze nigdy nie slyszalas, ze "to zycie to walka", jesli walka - to znaczy, ze jest 2 przeciwnikow, i cos tam sie wygrywa - logiczne. W przypadku wierzacego jest to zycie wieczne lub potepienie - tez na wieki.
A jak ma się praktykowanie wiary (chodzenie do kościoła, modlenie się do obrazów świętych) gdy wiedza poszerza się o informacje na temat usunięcia przez Kk drugiego przykazania z Dekalogu?
A jak ma się praktykowanie wiary (chodzenie do kościoła, modlenie się do obrazów świętych) gdy wiedza poszerza się o informacje na temat usunięcia przez Kk drugiego przykazania z Dekalogu?
A kto sie "modli do obrazow" ? Nawet we wczesnej mlodosci cos takigo do glowy mi nie przyszlo.
Obraz - tak samo jak fotka bliskiej osoby - przypomina CI o kims. Ze istnieje.
Jesli patrzysz na fotke mamy lub zony, to chyba zdajesz sobie sprawe, ze to tylko kawalek papieru. Ja przynajmniej tak mam, i raczej wielu innych. Chyba nie myslisz ,ze w 21 wieku ludzie wieszajac obrazy ze swietymi mysla, ze to akurat oni we wlasnej osobie. To jakby to Twoim zdaniem bylo - ile domow - tyle Bogow - bo w kazdym jest obraz Boga Ojca.
Lecz 100 tki lat temu, gdy ludzie byli pewnie bardziej zacofani, takie przykazanie mialo gruby sens. Bo gdy Bog juz nie przemawia, ani w krzewie plonocym sie nie ukazuje, to dla sorki (nie moge znalezc slowa) zacofanemu czlowiekowi bardzo latwo uznac jakas pomalowana deske za cel swoich modlitw. Dzis mysle,ze w jakis sposob, taki obraz, czy Krzyz przy drodze, pomaga tej mysli oderwac sie od ziemi czesciej.
To przykazanie "nie bedziesz mial Bogow przede mna" to w dzisiejszym swiecie raczej dotyka najnowszych wynalazkow, Moim zdaniem, dzis to np. komputer to taki bog przed Bogiem, bo tyle jest rozrywek, ze na ten pacierz, pewnie zwlaszcza mlodziezy juz czasu nie starcza.
Gdybym miala wplyw na zmiane przykazan to zmienilabym na "nie bedziesz mial komputerow, telewizorow, gier i innych rozrywek przede mna "
Z reszta zobacz jak to jest z np. Nowenna Pomoejska, tyle obietnic, tyle swiadectw, a zanim ktos powie Rozaniec to tysiac razy zapyta czy "oplaca sie" naprawde, tak jak by samo niebo za modlitwe to bylo za malo. Ale mniejsza o to, ludzie wierzacy, nawet z czesto duzymi problemami, zaluja czasu aby sie pomodlic. To nic, ze lzy sie leja bo problemy przytlaczaja, lepiej grac w play station i plakac, czy 10 - ty raz paznokcie pilowac i rozwazac problemy, niz po prostu je rozwiazac.
Ciezko liczyc na cuda jesli ktos tych cudow oczekuje od plotna z ramkami. A moze naprawde wiekszosc tak mysli jak Ty. ( ja wiem, ze tylko prowokujesz tymi pytaniami
)
Ale mysle, ze oprocz przykazan,to trzeba byloby zmienic i nauczanie i isc z Duchem Swietym z duchem 21 wieku.
Wiedza a wiara
Wydaje mi się, że ten post powinien rozpoczynać się od postanowień soboru, który rozpoczął się 20 maja 325 r. w Nicei. To wiele wniosłoby do dyskusji.
45 2012-10-18 12:30:49 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-10-18 12:37:07)
Zastanawia mnie, czy gdyby Einstein żył obecnie i miał do dyspozycji dzisiejsze technologie i metody (np. Wielki Zderzacz Hadronów), to czy nadal byłby taki pewny swojego boga
Einstein był ateistą i samo tym mówił.
Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Zasada jest taka, że ciężar dostarczenia dowodów spoczywa na tych, którzy twierdzą, że coś istnieje.
46 2012-10-18 17:27:11 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2012-10-18 17:27:54)
busiu napisał/a:Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Zasada jest taka, że ciężar dostarczenia dowodów spoczywa na tych, którzy twierdzą, że coś istnieje.
Dziwne by było znaleźć dowody na to, że dany byt nie istnieje, tym bardziej, że jest niewidzialny.
Czekam na te dowody, że jednak Bóg jest. Wtedy uwierzę.
JagaBaba - jak będziesz miała dowody, że Bóg jest to już nie będzie wiara tylko wiedza.
Podejrzewam, że gdyby Bóg się objawił i stał się obiektem wiedzy (nauki) to ludzie szybko znaleźli by sobie nowy przedmiot wiary.
JagaBaba - jak będziesz miała dowody, że Bóg jest to już nie będzie wiara tylko wiedza.
W takim razie moja wiara jest na poziomie minusowym lub moja wiedza jest znikoma. Stawiam na to pierwsze.
Podejrzewam, że gdyby Bóg się objawił i stał się obiektem wiedzy (nauki) to ludzie szybko znaleźli by sobie nowy przedmiot wiary.
Wtedy zaczęliby wierzyć w Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków.
luc napisał/a:JagaBaba - jak będziesz miała dowody, że Bóg jest to już nie będzie wiara tylko wiedza.
W takim razie moja wiara jest na poziomie minusowym lub moja wiedza jest znikoma. Stawiam na to pierwsze.
Ojciecpiotr napisał/a:Podejrzewam, że gdyby Bóg się objawił i stał się obiektem wiedzy (nauki) to ludzie szybko znaleźli by sobie nowy przedmiot wiary.
Wtedy zaczęliby wierzyć w Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków.
... i we Wróżkę Zębuszkę ![]()
Jaga Baba07 napisał/a:luc napisał/a:JagaBaba - jak będziesz miała dowody, że Bóg jest to już nie będzie wiara tylko wiedza.
W takim razie moja wiara jest na poziomie minusowym lub moja wiedza jest znikoma. Stawiam na to pierwsze.
Ojciecpiotr napisał/a:Podejrzewam, że gdyby Bóg się objawił i stał się obiektem wiedzy (nauki) to ludzie szybko znaleźli by sobie nowy przedmiot wiary.
Wtedy zaczęliby wierzyć w Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków.
... i we Wróżkę Zębuszkę
Sorki, jak to rozumiec " stal sie obiektem wiedzy " ?
To tak jak z Yeti albo potwór z Loch Ness. Póki nie udowodniono, że istnieje to nikt nie bada. Jakby odkryto Boga jak jakiś dotąd nieznany gatunek zwierzęcia i zajęła by się nim nauka to i tak ludzie zaczęli by wierzyć w coś innego.
53 2012-10-22 12:15:03 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-10-22 12:36:31)
Sęk w tym że religia oparta jest na akcie wiary. Czyli dowody jej nie powinny interesować. To jest inny system który z nauką się nie dogadał i się nie dogada. Poza tym subtelność nauki, a przynajmniej nauk empirycznych, polega na tym że nic nie da się udowodnić na 100%. Nawet gdyby naukowo dowieść istnienia Boga, nadal nie byłoby pewności że Bóg jest. Oczywiście rozważanie jest diabła warte bo jak zbadać istnienie istoty transcendentnej kiedy w ogóle nie ma się dostępu do sfery transcendentnej.
Jeżeli ktoś uważa się za człowieka wykształconego, a jest przy tym wierzący i uważa że nauka świadczy na korzyść Boga, to w moim odczuciu jest to człowiek który ani nie wierzy w Boga ani nie ma o nim wiedzy. On DOMNIEMUJE jego istnienie, a domniemanie jest mniej pewne niż sprawność i rzetelność polskiej prokuratury.
Chrześcijaństwo w wymiarze społecznym ma dwa oblicza. Jedno to oblicze wierzących chrześcijan studiujących Biblię i zdających sobie sprawę z charakteru aktu wiary. Drugie to "wiara" ludowa, na potrzeby której robi się wysyp "cudów" w polskich kościołach i rozrzuca zwłoki świętych w charakterze relikwii o magicznych właściwościach. To nie jest wiara w Absolut tylko wiara w magię i okultyzm, oparta na empirycznych odczuciach o wątpliwej wartości dowodowej. Kult relikwii spotkał się z napiętnowaniem już w średniowieczu, już wtedy też negowano możliwość istnienia cudów. Ale ciemny lud tkwi swym poziomem umysłowym na poziomie bajek i czarodziejów, więc kościół im tych czarodziejów daje...
Jaga Baba07 napisał/a:walcząca z wilkami napisał/a:Sorry ojczulku,ale twoje pytanie:"czy jest sens wierzyć w Boga,mając wiedzę,ze go nie ma ?"dla mnie jest po prostu głupie.Bardzo cię proszę,UDOWODNIJ NAUKOWO,ŻE BOGA NIE MA.
No dobrze, więc proszę udowodnić naukowo, że Bóg istnieje.
To jest akurat ciekawe. Jeśli powiem, że wierzę w niewidzialne jednorożce, to jak ma być- czy to ja mam udowodnić, że niewidzialne jednorożce istnieją, czy mój oponent ma udowadniać, że niewidzialne jednorożce NIE istnieją?
Ma zadzwonić pod 112.
Kizia75 napisał/a:busiu napisał/a:Pozostaje też kwestia tego, że może za x czasu pojawi się Darwin namber dwa, który znajdzie jakiś dowód na definitywne nieistnienie sił wyższych, i wprowadzi kościoły świata w zakłopotanie.
Według mnie, czyli osoby wierzącej zjawi się kiedyś Ktoś, kto definitywnie da dowód na istnienie Boga i wprowadzi w zakłopotanie wszystkich ateistów
.
Tylko po co? Każdy żyje z jakimś światopoglądem i to czy go zmienia czy nie nie powinno nikogo obchodzić. Dyskusja o istnieniu czy nie istnieniu Boga podobna jest do sporu co było pierwsze; jajko czy kura.
Sens to by miało żeby unicestwić jednego konkurenta i wreszcie zrobić spokój, tylko że chrześcijaństwo jest zbyt cwane żeby dało się taki manewr wyprowadzić. Inny system myślenia i do widzenia. Nauka nic chrześcijaństwu zrobić nie może ,a chrześcijaństwo w nauce nie ma nic do powiedzenia. Osobną sprawą jest że dla ogółu nauka sama stała się religią. Co naukowo udowodnione, to prawdziwe. A tymczasem nauka jest znacznie subtelniejsza i wcale nie rości sobie prawa do orzekania o tym jak jest. Badanie naukowe, jeżeli jest rzetelnie przeprowadzone, rości sobie prawo tylko do stwierdzenia "prawdopodobnie jest tak".
asikk napisał/a:Mnie nic nie stoi na przeszkodzie aby powiedziec, ze to Bog stworzyl swiat zaczynajac od wprawienia w ruch energii, kwarkow, protonow, elektronow, ze wszystkie impulsy energii to z Jego woli sa w tym danym nam swiecie.
Dostalismy tez mozg, rozum, aby to wszystko zrozumiec "jak to sie dzieje" i odkrywac rzeczy ktore istnieja od wiekow. Bo naukowiec nie tworzy, naukowiec odkrywa rzeczy istniejace.Otóż to. Harmonia świata jest zadziwiająca i piękna. Dla mnie to oczywiste, że nie jest to dziełem przypadku.
Ja nie widzę tej harmonii, ot popatrz jak to się Hitler z nami harmonijnie dogadywał. Co innego że dla mnie oczywistym jest że taki zorganizowany świat, nie dowodzi istnienia Boga. Obowiązują pewne prawa wg. których on funkcjonuje i w konsekwencji wyszło z tego to co wyszło, dodajmy że niewykluczone że jest to częściowo dzieło przypadku bo wygląda na to że kwanty są jedynymi obiektami niezdeterminowanymi. Żeby było ciekawiej, są jedynymi obiektami sprzeciwiającymi się teorii deterministycznej, a determinizm stoi w jawnej sprzeczności z tezą o nadanej człowiekowi przez Boga wolnej woli. Zatem przypadkowość tutaj zaskakująco "przemawia na korzyść" Boga. Ale żeby było ciekawiej: już starożytni Grecy na gruncie logicznym uzasadniali że BYT musi być wieczny (a więc nie został stworzony ex nihilo przez Boga jak to proponują później chrześcijanie). Ostatnio w CERNie przeprowadzono badania które pozwalają przypuszczać że byt jest wieczny, że na pewnym poziomie czas nie obowiązuje, a nasz czasowy świat to tylko drobna osobliwość.