Jak wyobrażacie sobie śmierć? Co waszym zdaniem jest po niej? Czy coś w ogóle jest?
W co wierzycie w związku z tym?
albo będzie kompletna laba w nicości albo cały ten bajzel będziemy młócić w nieskończoność - wiem nie takiej odpowiedzi oczekiwałaś ale samo pytanie jest dość osobliwe.
3 2012-08-05 23:13:27 Ostatnio edytowany przez kilosz (2012-08-05 23:14:29)
Możliwości jest wiele:
- Jako chrześcijanin wierzę w piekło, niebo, czyściec. (Może są inne krainy)
- Nie ma nic. Trochu jak stan podczas snu, kiedy nie śnimy. Wtedy też nie istniejemy. Nie czujemy, nie myślimy. Jak będzie podobny stan to bym nie był zły.
- Połączymy się z mocą (Gwiezdne Wojny)
- Reinkarnacja - niekończąca się opowieść.
Można by zaglądnąć do różnych wyznań, ale chyba te cztery odpowiedzi to cztery trendy.
albo będzie kompletna laba w nicości albo cały ten bajzel będziemy młócić w nieskończoność - wiem nie takiej odpowiedzi oczekiwałaś ale samo pytanie jest dość osobliwe.
Tu raczej chodzi o to, jakie TY masz przekonanie, jaką nadzieję na to, co nieuniknione.
Ja mam nadzieję być osobą zbawioną, dla której śmierć ciała będzie tylko jednym z etapów.
Tu raczej chodzi o to, jakie TY masz przekonanie, jaką nadzieję na to, co nieuniknione.
Ja mam nadzieję być osobą zbawioną, dla której śmierć ciała będzie tylko jednym z etapów.
no to ja chciałbym po przepłynięciu Styxu spotkać się z moją Żoną albo na Nią poczekać na drugim brzegu i dalej z Nią eksplorować nieznane - zakładając, że Ona też by tego chciała
Generalnie to chciałbym spotykać znajomych i dalej robić to co robimy teraz tylko w bardziej "wypasionej" scenerii ;D
No i żeby te hurysy były i piwo.
No i żeby te hurysy były i piwo.
piwo jest na bank
kiedyś przyśnił mi się kumpel z piwkiem w dłoni który zginął w wypadku drogowym i "powiedział" że browar jest - nie mam podstaw żeby mu nie wierzyć, więc głowa do góry!
8 2012-08-06 19:37:06 Ostatnio edytowany przez xylanderka (2012-08-06 21:42:04)
i pewnie chcecie, by to trwalo wiecznie co? takie niekonczace sie dobro? dobro na przerozne sposoby, tak?
Cos w rodzaju zakonczenie filmu "Powder" jesli ktos widzial
Jestem zwolenniczka takiej teorii ![]()
Nie ma nic finito.Koniec pieśni.
11 2012-08-07 01:51:35 Ostatnio edytowany przez Przemo77 (2012-08-07 01:52:15)
Może coś jest a może nie ma. I tak nie mamy na to wpływu więc nie ma się czego bać. Wszyscy skończą tak samo. Wyboru nie ma...
a macie nadzieję, że jednak coś jest? że życie toczy się dalej, ale już nie w ciele?
No tak to wlasnie wyglada w tym filmie co sie na niego powolywalam ![]()
Czlowiek zaczyna istniec jako...energia?
Albo cos wiecej...
Nigdy nie wierzyłam w piekło, niebo i tak dalej, nawet w czasach gdy byłam bardzo zaangażowana w praktykę katolicką. W momencie, gdy zmarł mi ktoś bliski po prostu nie wierzę, że zupełnie nic, bo wtedy po co istniałoby to życie? Podobno celem każdego życia jest przeżycie (nie dać się zabić) i reprodukcja, ale człowiek przecież wywiera wpływ na innych ludzi, więc na chłopski rozum u nas musi chodzić o coś więcej...
Ale to tylko moje myśli ![]()
a macie nadzieję, że jednak coś jest? że życie toczy się dalej, ale już nie w ciele?
a jakim organem bedziesz odbierac bodźce, skoro wszystkie Twoje członki ciała będą martwe, łącznie z mozgiem odpowiedzialnym za Twoją świadomość?
Tego nie wiadomo:) W śnie śnisz, może to będzie na tej samej zasadzie.
Poza tym ....ciało to ciało, jest nam potrzebne tu do zycia, ale człowiek to nie tylko ciało.
no tak, na kazdego czlowieka oddzialywuje duch Boga, ale to dzieki temu, ze masz mozg, mozesz odbierac wszelakie bodzce, wiec nawet jesli w chwili smierci zrobi CI takie wrazenie, ze latasz jakbys byla ta wyzsza energia, dostarczajac pozytywne bodzce (albo i zle) i wrazenie, ze trwa to wieki to prawda jest taka, ze trwa to tak dlugo, zanim zupelnie faktycznie ustanie praca mozgu (a zaznaczam, ze tkanka nerwowa jest tkanka wrazliwa, neurony lubia tlen do zycia (jak wszystko, co zyje z reszta), brak oddechu, brak tlenu to brak zycia dla neuronow...jak dlugo wytrzymasz pod woda bez oddechu?) spojrz na rybe, ktora jest tak a nie inaczej traktowana zgodnie z grudniowa sadystyczna tradycja; ciachasz karpia a ten jeszcze merda ogonem...jak dlugo pomerda? mozliwe, ze maksymalnie do dwoch kwadransow...zalozmy, ze tyle tez moze trwac umieranie mozgu...teraz wez pod uwage swiadomosc...jak dlugo ona pozyje? tyle czasu, ile jeszcze dychaja neurony? czy moze jednak krocej, bo potrzebuje jednak odpowiednich aksonow, polaczen, by ze tak to ujme trzymalo sie kupy?...ale zalozmy wiec, ze umieranie mozgu lacznie z jaznia moze trwac nawet te pol godziny...w tym czasie Bog moze dac Ci takie wizje, tak rozciagnac poczucie czasu, ze moze Ci sie wtedy wydawac, ze trwa to dluzej niz trwa faktycznie (np miliardy lat zamiast faktycznego kwadransu)...
w kazdym badz razie ja uwazam to za oszustwo, tym bardziej, ze na to oszustwo trzeba sobie zapracowac:
- ?Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne??
- "Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę?.
- ?Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości?.
Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu:
- ?Jednego ci brakuje. IDŹ, SPRZEDAJ WSZYSTKO, CO MASZ I ROZDAJ UBOGIM, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!?
Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów:
- ?Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego?.
P.S. czy uwazacie, ze jezusek to Bog?
jesli nie, to skad nazwa Boże Narodzenie, Bogurodzica, "Bog sie rodzi, moc truchleje..." etc
Ale Twoje ostatnie zdania nie są na temat rtego wątku:) Idź do działu RELIGIA, tam jest mnóstwo takich tematów.
Ale Twoje ostatnie zdania nie są na temat rtego wątku:) Idź do działu RELIGIA, tam jest mnóstwo takich tematów.
A w jakim dziale jesteśmy?
A co do ostatnich słów to młody człowiek idąc do seminarium z góry skazany jest na potępienie bo wszystkie katabasy gromadzą kasę ile wlezie.
dobrze, popraweię: nagle wyrwane z kontekstu słowa niemające nic wspólnego z owym WĄTKIEM (nie działem, a wątkiem) "P.S. czy uwazacie, ze jezusek to Bog?
jesli nie, to skad nazwa Boże Narodzenie, Bogurodzica, "Bog sie rodzi, moc truchleje..." etc"
nadają się właśnie do innego wątku, których tu mnóstwo:)
moim skromnym zdanie nie ma co snuć jakiś szczególnych rozważań - nie chodzi mi bynajmniej o to aby się nad śmiercią nie zastanawiać i się jej bać lecz w sumie mnie satysfakcjonuje już perspektywa, że z chwilą śmierci tracę moją aktualną świadomość osobową (co jest wielce prawdopodobne bo jej podłożem jest ciało) i jest generalnie ok ![]()
... w sumie mnie satysfakcjonuje już perspektywa, że z chwilą śmierci tracę moją aktualną świadomość osobową (co jest wielce prawdopodobne bo jej podłożem jest ciało) i jest generalnie ok
z tego rozumiem, że obstawiasz opcję:
- Nie ma nic. Trochu jak stan podczas snu, kiedy nie śnimy. Wtedy też nie istniejemy. Nie czujemy, nie myślimy. Jak będzie podobny stan to bym nie był zły.
?
23 2012-08-08 17:32:45 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-08-08 17:36:05)
Richard Dawkins którego książkę oskarżono o prymitywizm tylko dlatego że odpowiadała na prymitywne poglądy większości społeczeństwa powiedział sarkastycznie że myśl że miałby jakoś przetrwać śmierć swojego mózgu odstręcza go od wizji życia pozagrobowego.
Bracia Polscy w wyznaniu wiary stwierdzali : "Nie wierzymy że zmartwychwstaną nasze ciała"
Starożytni Grecy uważali że człowiek w pełni istnieje tylko jako istota dualna, dlatego Achilles powiedział po śmierci:
"wolałbym żyć i być na Ziemi parobkiem niż w Hadesie królem"
Ciekawa teoria filozoficzna, nie wiem kto jest autorem, oparta na Heraklitejskim poglądzie o cykliczności i kolejnych "restartach" wszechświata, zakłada że przy nieskończonej ilości wersji wszechświata, ten sam człowiek może się pojawić w którejś wersji wszechświata powtórnie. Pomimo tego że od jednej wersji do drugiej mogła by minąć niewyobrażalna liczba restartów, człowiek ten ten oczywiście nie zauważyłby przerwy w swoim życiu. Zakładając że ta teoria jest poprawna, pytanie brzmi czy byłby to rzeczywiście ten sam człowiek czy tylko jego "kopia". Prawdopodobnie nie, ponieważ po kolapsie wszechświata zostałaby tylko materia lub energia albo obydwie te rzeczy, natomiast informacja przepadłaby bezpowrotnie. W każdym razie, jeżeli ta teoria byłaby słuszna, wynikało by z niej że w pewnym sensie ojciec Rydzyk jest wieczny bo co ileś tetratryliardów wszechświatów rodzi się ponownie i być może funkcjonuje nawet w identycznych warunkach.
W każdym razie, jeżeli ta teoria byłaby słuszna, wynikało by z niej że w pewnym sensie ojciec Rydzyk jest wieczny bo co ileś tetratryliardów wszechświatów rodzi się ponownie i być może funkcjonuje nawet w identycznych warunkach.
złego diabli nie biorą ![]()
Pan Lewski napisał/a:W każdym razie, jeżeli ta teoria byłaby słuszna, wynikało by z niej że w pewnym sensie ojciec Rydzyk jest wieczny bo co ileś tetratryliardów wszechświatów rodzi się ponownie i być może funkcjonuje nawet w identycznych warunkach.
złego diabli nie biorą
Cholera, dobre.... ![]()
Ja jako osoba, która była już jedną nogą w innym świecie (nie z własnej woli) pamiętam tylko, że było mi dobrze, ciepło i czułam się lekko, a to mi wystarczy. Osobiście uważam, że po drugiej stronie czekają na mnie moi bliscy. W tym dziadek, którego nie miałam okazji poznać, a który z opowieści był cudownym człowiekiem. Pozdrawiam!
Ja jako osoba, która była już jedną nogą w innym świecie (nie z własnej woli) pamiętam tylko, że było mi dobrze, ciepło i czułam się lekko, a to mi wystarczy. Osobiście uważam, że po drugiej stronie czekają na mnie moi bliscy. W tym dziadek, którego nie miałam okazji poznać, a który z opowieści był cudownym człowiekiem. Pozdrawiam!
Tylko nie koniecznie musi mieć to związek z Bogiem, Diabłem i tym co głosi KrK.
Na reinkarnację (wędrówkę dusz) są dowody, o których przedstawiciele kościoła wypowiadać się nie chcą bo nie umieją polemizować. Uważam, że jest rzeczą wielce prawdopodobną, że jedna dusza na przestrzeni wieków zamieszkuje wiele różnych ciał. W międzyczasie pozostałe wędrują sobie w innej przestrzeni i czekają na bliskich z tego świata. Kiedyś nauka i do tego dotrze.
28 2012-08-09 11:25:30 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-08-09 11:46:43)
Ja jako osoba, która była już jedną nogą w innym świecie (nie z własnej woli) pamiętam tylko, że było mi dobrze, ciepło i czułam się lekko, a to mi wystarczy.
I tutaj z naukowego punktu widzenia kłania się dział filozofii pt. epistemologia. To że coś widziałaś albo czułaś, w żaden sposób nie świadczy o prawdziwości tego. Każdy komu pokazano kiedyś sztuczkę oka i kciuka albo oglądał Matrixa, powinien dojść do tego. Nota bene "Matrix" to też w zasadzie pomysł starożytny.
Udało się natomiast ustalić że w sytuacjach skrajnych, nawet kiedy niekoniecznie zachodzi jeszcze śmierć organizmu (wystarczy że mózg jest przekonany że do niej dojdzie), zachodzi ogromny wyrzut substancji tamujących odbieranie bodźców i poprawiających samopoczucie, dlatego ludziom zamarzającym na śmierć jest miło i ciepło ,a alpiniście spadającemu w przepaść jest wszystko jedno co się z nim stanie i nawet nie poczuje gdy złamie sobie kość biodrową.
Na reinkarnację (wędrówkę dusz) są dowody
Jakiego rodzaju dowody?
Uważam, że jest rzeczą wielce prawdopodobną, że jedna dusza na przestrzeni wieków zamieszkuje wiele różnych ciał.
To by pasowało do obserwowalnej cykliczności, szkoda tylko że nie wiemy czy dusza istnieje ani czym właściwie miała by być? Współczesna psychologia wyraźnie rozczłonkowuje ludzką psychikę na różne części i udało się metodą badań aktywności mózgu, ustalić jakie obszary są aktywne przy różnych reakcjach. Takie rozczłonkowanie obserwuję u siebie i pewnie każdy z nas w jakimś stopniu. Teraz użyję jeszcze dwóch słabych argumentów: już teraz tworzymy programy które są w stanie na chatach w udany sposób udawać ludzi. Z kolei genialny brytyjski matematyk-kryptolog (skądinąd homoseksualista) prowadzący po wojnie badania nad A.I. nie mogąc rozwiązać sporów nt. charakteru inteligencji zaproponował kryterium uznaniowe "Jeżeli komputer wydaje się inteligentny to taki jest". A do czego zmierzam: Ludzki mózg to sieć neuronowa składająca się z kilkudziesięciu miliardów neuronów połączonych dynamicznym układem połączeń. Nie widzę powodu by szukać innego ośrodka ludzkiego istnienia, uważam że mózg jest dostatecznie zaawansowany by wywiązać się z tej roli.
A propo komputerów, przypuśćmy że udało by nam się stworzyć komputer o inteligencji i świadomości odpowiadającej ludzkiej, tak jak ma to miejsce w wielu powieściach i filmach sci-fi, np. "Terminatorze". Fani tej postaci określają terminatora z końcówki filmu "Terminator 2" przymiotnikami takimi jak "heroiczny" oraz "empatyczny". Nawet jeśli znaleźć czysto racjonalne uzasadnienie dla którego zmasakrowany Terminator desperacko czołga się po podłodze, czy wykonuje bardzo ludzkie gesty, np. przytulenie, to równie dobrze takie uzasadnienie można by odnieść do człowieka. Rozmiecie o co mi chodzi: Jeżeli człowiek miałby mieć duszę, to nie widzę żadnego powodu dla którego duszy nie miałby mieć Terminator. A w to już nikt chyba z domowego wychowania nie wierzy.
Ojciecpiotr napisał/a:Na reinkarnację (wędrówkę dusz) są dowody
Jakiego rodzaju dowody?
Czytałem o hipnozie cofającej medium do okresu sprzed narodzin.
Ja też czytałam, ale był to powrót do co najwyżej okresu prenatalnego.
To wszystko nieważne, ważna jest tylko możliwość że Sromotnik Toruński potencjalnie może być nieśmiertelny - to jest dopiero dopust Boży ![]()
A tak na marginesie to czysto teoretycznie w jakich "znanych zaświatach" chcielibyście się znaleźć?
-Pola Elizejskie
-Hades
-Raj
-Piekło
bo ja to w Valhalli - najpierw ostra popijawa w doborowym towarzystwie a potem ostra napie.....nka z całą tą swołoczą z ciemności rodem ![]()
No ja liczę na przepiękny raj, gdzie spotkam się z Bogiem ![]()
No ja liczę na przepiękny raj, gdzie spotkam się z Bogiem
taki jak ten z rysunków w Strażnicy czy Przebudźcie Się? ![]()
...najchętniej taki jak w filmie "Spotkanie" ("The Encounter") ![]()
Zamierzam obejrzeć ten film bo przeczytałem kilka komentarzy o nim a ten mnie przekonał:
"...Natrętna, sekciarska wręcz katecheza, łopatologicznie wmawiająca widzowi prawdy
objawione o Jezusie - wyłącznie dla entuzjastów TV Trwam i Radia Maryja. Przez takie filmy
jak ten żałuję że jestem katolikiem...."
Wiem jestem stuknięty ale zaczyna mi się wydawać, że wszystko co dotyczy "Dzieł" Sromotnika staje się moim fetyszem ![]()
To nie jest dzieło katolików nawet, tylko protestantów ![]()
Jak dla mnie film przemówił...głęboko, bo ja tego doświadczyłam na pewnym etapie życia, byłam dokładnie tam, gdzie ci ludzie (kilku bohaterów filmu) i dostałam również od Boga to, co najlepsze:)
Daleko mi i do katolicyzmu i do jakiejkowliek innej religii.
ależ ja nie miałem na myśli Ciebie, tylko mnie strasznie jarają wszelkiego rodzaju spory "dogmatyczne" bo z góry wiadomo, że żaden kompromis nie wchodzi w grę a szansa na zadymę jest ogromna. Kiedyś dla picu zalogowałem się na jakimś katolickim(ale nie sromotnikowym) forum i założyłem temat "Zbawienny wpływ wypraw krzyżowych na dzieje świata", w którym "udowadniałem" ową tezę - gdyby przez net dałoby się zabijać byłbym po stokroć martwy
ale udało mi się zasiać ziarno zwątpienia w szeregach "poprawnych katosiów" i kilku chciało nawet wyruszyć wyzwalać Jerozolimę z rąk żydów, niestety dostałem bana ![]()
A i dobrze! Ja też lubię.;.....pobudzać ludzi do ruszenia zwojów mózgowych bo psychologia tłumu w naszym kraju jest rozwinięta do granic logiki ![]()
Na moje to nic nie ma, gnijemy w ziemi tak jak każdy lis, pies i inne zwierze. Innej teorii nie mam bo wierzenie, że będę gdzieś w niebie obok boga/dziewic lub wyląduję znowu na ziemi jest raczej teorią na strach przed śmiercią. Oczywiście też się jej lekko obawiam ale staram się przy tym myśleć racjonalnie.
Myślę, że to byłoby PRZEOKRUTNE gdyby okazało się, że po śmierci nie ma nic. Że umieramy i koniec, pył, proch, zgnilizna. Z wielu powodów skłaniam się do teorii o tym, że ciało jest jedynie "nośnikiem" duszy. Ciało ludzkie po śmierci to jedynie kłopot, dusza to energia, która wędruje dalej.
41 2012-08-10 03:54:52 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-08-10 03:56:00)
Myślę, że to byłoby PRZEOKRUTNE gdyby okazało się, że po śmierci nie ma nic. Że umieramy i koniec, pył, proch, zgnilizna. Z wielu powodów skłaniam się do teorii o tym, że ciało jest jedynie "nośnikiem" duszy. Ciało ludzkie po śmierci to jedynie kłopot, dusza to energia, która wędruje dalej.
Zdziwię cię ale wiele osób wyrażało pogląd że właśnie to że po śmierci nie ma nic, to dobra wiadomość. Wiele kultur obchodziło też narodziny jak pogrzeb ,a pogrzeb jako radosne wydarzenie. Jeżeli podejść do sprawy logicznie to trudno się z nimi nie zgodzić. W zasadzie to chrześcijanie też powinni cieszyć się z pogrzebów bo to moment odejścia do upragnionego raju... no chyba że spodziewają się że ich bliski trafi do piekła.
Jeżeli po śmierci nie ma nic to wydaje się to tylko powrót do stanu jaki względem nas funkcjonował przez większość istniejącego czasu.
Czytałem o hipnozie cofającej medium do okresu sprzed narodzin.
Ja też mogę wziąć grzybki i ciekawe rzeczy zobaczyć, tylko co z tego?
Myślę, że to byłoby PRZEOKRUTNE gdyby okazało się, że po śmierci nie ma nic. Że umieramy i koniec, pył, proch, zgnilizna. Z wielu powodów skłaniam się do teorii o tym, że ciało jest jedynie "nośnikiem" duszy. Ciało ludzkie po śmierci to jedynie kłopot, dusza to energia, która wędruje dalej.
Też mam takie zdanie, z tym, że jeszcze widzę tu Jezusa ![]()
Zwykle śmierć nie następuje nagle - umiera się powoli, stopniowo traci się świadomość.
Często proces ten trwa kilka dni. Umierający ma coraz słabszy kontakt z otoczeniem.
Potem przestaje się istnieć.
Przyjemnie byłoby wiedzieć, że potem jest jeszcze kolejne życie...
Niestety brak na to jakichkolwiek przesłanek.
Lepiej dobrze wykorzystać czas jak tu nam pozostał, niż liczyć na grószki na wierzbie i harem dziewic po śmierci...
gr3da ale o jakim rodzaju śmierci ty piszesz? Nie sądzę by w wypadku samochodowym, w którym nastąpił zgon na miejscu, było umieranie rozłozone na kilka dni.
gr3da ale o jakim rodzaju śmierci ty piszesz? Nie sądzę by w wypadku samochodowym, w którym nastąpił zgon na miejscu, było umieranie rozłozone na kilka dni.
To przecież jasne.
Uważam, że po śmierci następuje rozliczenie za wszelkie działania za życia, jak również następuje później inkarnacja w kolejne wcielenie.
a po śmierci dalszy ciąg życia wiecznego - podobnie jak przedtem
pewnie jakiś czas w wymiarze niefizycznym, moze kolejne wejscie w ten czy inny świat fizyczny.. w zaleznosci od tego jaki poziom rozwoju osiągnę w tym zyciu ![]()
A czy wiążecie życie "po" jakoś z Bogiem?
tak jak i teraz. Bóg jest dla mnie najwyższą siłą, której częścią jest każdy z nas gdzieś w naszych wyzszych jaźniach - tak ja to widzę. nie jakimś osobnym bytem/osobą/istotą. więc Bóg jest nierozerwalną czescią mnie zawsze, nie ma znaczenia czy moja dusza jest w ciele fizycznym czy nie.
tak jak i teraz. Bóg jest dla mnie najwyższą siłą, której częścią jest każdy z nas gdzieś w naszych wyzszych jaźniach - tak ja to widzę. nie jakimś osobnym bytem/osobą/istotą. więc Bóg jest nierozerwalną czescią mnie zawsze, nie ma znaczenia czy moja dusza jest w ciele fizycznym czy nie.
wiesz mój Przyjaciel niemal od piaskownicy w wieku około lat 9 rozpoczął treningi Aikido. Z czasem doszło Taekwondo, wciągnął mnie za co jestem Mu wdzięczny ale między nami zawsze była pewna różnica - On był/jest bardzo uduchowiony ale nie w katolskim nie zrozumieniu tego terminu tylko tak uniwersalistycznie. Kiedy ja koncentrowałem się na nowych technikach i rozwoju siły, dynamiki i koncentracji Jego wkręcały coraz bardziej medytacje i coś co on nazywał wewnętrznym spokojem ducha. W wieku około lat 25 zaczął twierdzić, że odbywa podróże astralne a niecałe 2 lata później został pensjonariuszem szpitala psychiatrycznego gdzie przebywa po dziś dzień.
Więc nie radzę przesadzać z tym 'Bogiem" w nas.
A gdzie zaczyna się przesada?
Pisałem o śmierci naturalnej, lub w przypadku przewlekłej choroby.
Wiadomo, że jak komuś nagle łeb rozwali granat, lub TIR, to śmierć jest natychmiastowa.
A gdzie zaczyna się przesada?
bez obrazy Cat bo nie zamierzam nikogo urazić ale dla mnie to sytuacja adekwatna do alkoholizmu, narkomanii czy hazardu innymi słowy - nałóg.
tak jak i teraz. Bóg jest dla mnie najwyższą siłą, której częścią jest każdy z nas gdzieś w naszych wyzszych jaźniach - tak ja to widzę. nie jakimś osobnym bytem/osobą/istotą. więc Bóg jest nierozerwalną czescią mnie zawsze, nie ma znaczenia czy moja dusza jest w ciele fizycznym czy nie.
To jest panteizm czyli z punktu widzenia zarówno katolicyzmu i wyznań protestanckich czysta herezja.
55 2012-08-14 11:45:10 Ostatnio edytowany przez manu (2012-08-14 13:43:10)
Glock,
a czemu łączysz to co napisałam z czyimiś odlotami do astrala? jak miał niefajne intencje to tak się to u niego zamanifestowało i wierz mi, gdyby nie zmienil swoich intencji a zmienil przekonania to tez by takie doswiadczenie załapał, tylko inaczej by się zrealizowało. jesli nie zachowa się przytomnosci, trzeźwosci to wyjdzie to tak czy siak.
To jest panteizm czyli z punktu widzenia zarówno katolicyzmu i wyznań protestanckich czysta herezja.
a to dla mnie nei ma znaczenia akurat
edit: natomiast religia katolicka również mówi o tym, że Bóg jest w kazdym z nas, że ciało jest swiątynią Boga ![]()
56 2012-08-15 01:02:06 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-08-15 01:03:14)
edit: natomiast religia katolicka również mówi o tym, że Bóg jest w kazdym z nas, że ciało jest swiątynią Boga
Tylko jak to rozumieć? Wg. katolicyzmu Bóg nie jest panteistyczny więc człowiek ani poświęcony przez polskiego księdza szalet miejski nie jest częścią Boga. Człowiek może sobie być świątynią, a że Bóg jest rzekomo w każdym z nas... Skoro nas podobno stworzył to jakoś symbolicznie może być, a skoro jego świadomość przenika cały wszechświat to w jakimś sensie może być w nas, co bynajmniej nie znaczy wcale że jesteśmy częścią Boga. Jak widać Bóg może wg. doktryny katolickiej być sobie w nas ale wcale świat wcale nie jest przy tym panteistyczny.
Skoro nas podobno stworzył to jakoś symbolicznie może być, a skoro jego świadomość przenika cały wszechświat to w jakimś sensie może być w nas, co bynajmniej nie znaczy wcale że jesteśmy częścią Boga.
a jak zdefiniujesz świadomość? bo trzeba by tu doprecyzować co nas przenika. i czy przenika tym samym szalet czy go omija
i w ogóle czym jest Bóg? niewidzialną istotą, która ma jakis fizyczny wymiar? czy pozafizyczny - jakaś Super-Dusza? gdzie przebywa? czy Twój światopogląd sprowadza się do religii katolickiej lub protestanckiej, że sięgasz do ich teorii?
Pan Lewski napisał/a:Skoro nas podobno stworzył to jakoś symbolicznie może być, a skoro jego świadomość przenika cały wszechświat to w jakimś sensie może być w nas, co bynajmniej nie znaczy wcale że jesteśmy częścią Boga.
a jak zdefiniujesz świadomość? bo trzeba by tu doprecyzować co nas przenika. i czy przenika tym samym szalet czy go omija
i w ogóle czym jest Bóg? niewidzialną istotą, która ma jakis fizyczny wymiar? czy pozafizyczny - jakaś Super-Dusza? gdzie przebywa? czy Twój światopogląd sprowadza się do religii katolickiej lub protestanckiej, że sięgasz do ich teorii?
Mój światopogląd nie musi się sprowadzać do niczego do czego sięgam. Uważam że jeżeli ktoś się na czymś zna to można go posłuchać ale jeżeli ktoś ma tylko swoje zdanie na ten temat to są lepsze rzeczy do roboty.
Przyjmuje się że Bóg chrześcijański jest transcendentny tzn. że jest poza światem stworzonym. Nie widzę powodu dla którego świadomość Boga miała by nas przenikać ,a jednocześnie musieć być częścią nas. Przecież kiedy ty postrzegasz drzewo za oknem to wcale nie jesteś przy drzewie ani tym bardziej nie jesteś drzewem, widzisz jedynie światło odbite od drzewa, ale w żadnym stopniu nie przeszkadza ci to być świadomą istnienia tego drzewa i postrzegania go. Boski aparat poznawczy jest z pewnością dalece lepszy więc tu można sobie tylko bajki opowiadać o tym jak ewentualny Bóg nas postrzega. Załóżmy na moment że przenika nas podobnie jak neutrina wędrująca po wszechświecie. Neutrina może przez chwilę być w nas i nawet tego nie zauważymy ale w żaden sposób nie jest częścią nas. Skoro jednak człowiek i neutrina są częścią świata stworzonego, a Bóg nie, Bóg jest transcendentny, to świadomość boska może nas przenikać ale nie potrzebuje być częścią nas ani nie musi funkcjonować materialnie...
Co do tego czym jest Bóg, trudno w sposób pozytywny to określić, skoro jest to istota transcendentna. Jest to jeszcze większa trudność niż odpowiedzieć na pytanie "co jest poza wszechświatem?" bo w przypadku Boga nie mamy żadnych przesłanek logicznych, przynajmniej nie w przypadku Boga chrześcijańskiego. Możemy jedynie określać jaki jest na podstawie przyjętych aksjomatów i stwierdzić co jest herezją z punktu widzenia jakiego nurtu chrześcijaństwa.
W każdym razie, nie widzę powodu dla którego Bóg musiałby być częścią tego co postrzega czy jest tego świadomy. W naszym przypadku taka zależność w stosunku do zająca na łące nie obowiązuje.
Ja wierze w reinkarnacje...czyli po tym zyciu spedzimy jakis czas w swiecie astralnym a nastepnie wcielimy sie ponownie...