ehh..nie wiem nawet od czego zacząć, mam 20 lat, jestem po 1-roku studiów , studiuję w mieście w którym zawsze nie chciałam ale przez rodzicow tak jakoś wyszło, w życiu mi się nie układa, zawsze byłam zosstawiana przez facetów, a byli ze mną tylko ci którzy akurat potrzebowali wspracia, na poaczątku chłopacy są mną zachwyceni a potem zainteresowanie spada. Moja największa miłość tak samo bardzo kocha już dlugi czas bez wzajemności jak ja...inną kobietę. Tak naprawdę przestałam już wierzyć , że kiedykolwiek się z kimś zwiążę, że będzie mnie chciał na dłużej..
mimo , że było mi cholernie ciężko postanowiłam wykonać ostani krok...wyjechalam do miast d którego zawsze chciałam mieszkać, znajdujacego się 600km od mojej miejscowości NIKOGO tu nie znałam (może dlatego chciałam tu przyjechać , wyciszyc się)..pojechałam w ciemno. no poczatku nocowałam w hotel, potem znalazłam pracę, a teraz też stancję. jestem tu tydzień. poznałam pewnego niemca, wydawało mi sie ze dobrze sie rozumiemy mówił że jestem jego ideałem kobiety..a teraz..się nie odzywa.. co gorsza czułam się tak zagubiona, bez szacunku do samej siebie , że weszłam w "romans" z szefem, od jakiś 3 dni..
chciał mi pomóc w wielu rzeczach itp. dał mi odrobinkę poczucia bezpieczenstwa ktorego tak bardzo potrzebowalam (nie tylko tutaj ale w starym miescie tez).. jednak to jest babiarz, ktory podrywa pracownice. ja jestem teraz tu sama i poprostu.ja juz nie wiem w jaki sposob moge walczyc!? nie chcialam siedziec w moim malym miasteczu na dupie i nic nie robic (siedzac caly czas na kompie) , bo nie moglam znalezc tam pracy. wyjechalam, robie wszytsko co uwazam ze jestem w stanie aby polepszyc swoje zycie, spelnic swoje marzenia, 'poruszyc' ten glaz w sobie który nosze już dłuższy czas...i to wszytsko na marne. Nie mozna szanowac siebie jeżeli zawsze dostaje się kosza, i niech dziewczyny które zawsze są w związku nie piszą, że związek to nie wszytsko.. bo kazdy człowiek czasami potrzebuje wsparcia i poczucia bezpieczeństwa..ja tego nigdy nie dostałam i już od niekogo nie dostane ..jedynie bede pakowac sie w takie 'zwiazki' jak ten z szefem,a potem znów cieprpieć, bo nikt normalny się mną nie zainteresuję ;((( czy mogę coś jeszcze zrobić?????
tak naprawdę ja już nie mam żadnych wartości, zasad morlanych itp bo "wszytstko to w co tak wierzyłam raz na zawsze się rozpadło", czy w sytaucji ludzikiej takiej jak moja walka w ogóle ma jakikolwiek sens? w imię czego? naprawdę staram się ...jeślu chodzi o facetów..byłam za równo kobieca, byłam męska, delikatna, agresywna, miekka , twarda, SOBĄ, trudna, łatwa... jakowliej by nie bylo zawsze kończyło się klęską dla mnie....