Nie ma recepty na to jak uporać się z tym bólem...Może niezbyt Cię to pocieszy, może to nie jest rozwiązanie jakie chciałabyś usłyszeć ale daj sobie czas. Jeśli czujesz smutek,to płacz. W niczym Ci to nie zaszkodzi, a pozwoli skumulowanym emocjom znaleźć upust, co samo w sobie jest potrzebne. Zaufaj mi, nadejdzie chwila gdy uwolnisz się od tego ciężaru. Nie stanie się to z dnia na dzień, bo nie da się w mgnieniu oka odwrócić odczuwania człowieka. To czasochłonny i wyboisty proces, pełen chwil pozornego "wyleczenia" by po chwili uświadomić sobie, że stoimy w punkcie wyjścia...
Po prostu pozwól by czas biegł i robił swoje. Ty na siłę niczego nie próbuj zmieniać, bo to nic nie da, co najwyżej krótkotrwale przestaniesz się na tym skupiać, ale gdy tylko zostaniesz sam na sam z myślami, to wróci wszystko z pełną intensywnością. To jak z grypą - musisz swoje "wyleżeć" w łóżeczku i wycierpieć. Trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że poradzisz sobie z tym problemem.
Katarzynka, facet to świnia? A może kobiety to wyrachowane i kalkulujące swoje korzyści bezwzględne zołzy, których oczekiwania nigdy nie są zaspokojone i gdy złapią za palec, to zaraz chcą złapać całą rękę? Podoba Ci się mój pogląd? Jest bardzo mądre powiedzenie: "wynalezienie doskonalszego miecza zawsze skutkuje wynalezieniem doskonalszej tarczy". I jeszcze jedno, które mi się podoba: "miłość to biznes idealny. Dostajesz dokładnie tyle, ile sam/a dajesz". To Ci powinno dać do myślenia.