Witajcie,
Postanwiłam napisać na tym forum poniważ już sama przestaję dajwać radę, z tym co się dzieje w moim małżeństwie...
Mam 25 lat i jestem rok po ślubie mój mąż jest 3 lata starszy,od początku naszego małżeństwa oszukiwał mnie finansowo i tydz po ślubie wyszło żę ma długi na 7 tys niby nie wiele ale ośmieszał mnie przedswoją rodzina i okreslal mianem najgorszej a kiedy bylismy razem robil ze mna na odwot tzn mowil rozne rzeczy na swoja rodzine, przez to bardzo narobil sie nie mila stuacja pomiedzy rodzinami moja a jego, Stałam się z dziewczyny energicznej zamknieta w sobie z niska samoocena....Dodam ze jest bardzo porywczy i kiedy sie zdenerwuje to rzuca przedmiotami ,przeklina a od kilku dni kiedy mu powiedzialam ze nie dam rady z nim dluze zyc w takim zwiazku powiedzial ze sie zabije, kilka razy przeslal mi sms ze niemam na niego czekac bo nie wroci itp.
Dodam ze przez rok kochalismy sie moz 5 razy bo maz nie wykazuje zainteresowania lub nie jest zdolny do seksu....:(
Chcialam tylko szczesliwego malzenstwa bo przed slubem taki nie byl a mam oskarzenia placz prawie co noc, i tys mysli ,,,,myslicie ze po kilkunastu rozmowach i ostatnich szansach warto probowac dalej???
2 2013-08-09 16:28:29 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 16:29:14)
Witaj. Bardzo Ci współczuje ale dobrze wiem co przeżywasz bo ja mam podobnie ;-(
A więc tak, zaczną od tego, że mam 27 lat, mój mąż jest w tym samym wieku. Małżeństwem jesteśmy od 2 lat, jednak znamy się od 6 lat.
Mój mąż zabrania mi wszystkiego:
- nie moge iść do pracy, on jest rolnikiem i zmusza mnie żebym też była i pracowała w polu z jego rodzicami, którzy nie doceniaja tego co robie i ciągle wyzywają od nierobów!!! a ja tyle im pomagam, pracuje z polu po 12 godzin dziennienie, w deszczu i w słońcu, kopie dziury na ogrodzenie, naciągam siatkę, przybijam skoble, chodzę z haką, sypie nawóz który noszę w wielkiej misce która waży chyba ze 20 kg!!kiedy ja sama waże tylko 50kg. (ale ja nie chcem tego robić, nie po to studiowałam, żeby ryć w ziemii ;-(ja się po prostu do tego nie nadaję
- nie moge spotykać się z koleżankami,(mam tylko 2 ze względu na to, że mieszkamy blisko jego rodziców, ja nie znam tu nikogo, ja pochodze z innego miasta)czasami pozwala mi iść na godzinkę do koleżanki , raz na kilka miesięcy,ale to tylko pod warunkiem że nie ma jej męża w domu. niestety jak wracam po tej godzinie to musze się spowiadać z każdego zdania mojego i mojej koleżanki, o czym gadałyśmy, czy piłam kawe, herbate czy może nie daj boże wino! najlepiej jakbym wzieła dyktafon i wszystko nagrywała, strasznie mnie to męczy,
- nie mogę farbować włosów, chodzić do fryzjera ich ściąć, bo przecież jego mamusia może mi podciąć włosy.
- nie mogę jeździć sama do domu, do babci, cioci, sióstr i braci, bo mąż mówi że dobra żona nie wychodzi nigdzie bez męża, moge tylko jeździć z nim, tyle, że ja czasami chciałabym porozmawiać z rodziną sam na sam, czy z siostrą poplotkować o babskich sprawach i niekoniecznie chcem żeby on stał i słuchał
- ale on tego nie rozumie bo on nie utrzymuje zadnych kontaktów ze swoja rodziną, jedynymi osobami z którymi się spotyka są jego rodzice.
- mąż przeglada mi telefon, jak tylko dostanę sms to juz jest przy mnie i czyta,
- tak samo jest z siedzeniem na komputerze, jak tylko nie ma mnie w pobliżu to przeglada historię przeglądania stron internetowych,
- jak dzwoni do mnie telefon to chce żebym brała na głośnik bo uwaza że jesli jest moim mężem to ma prawo słyszeć co ktos mówi,
a jeśli tego nie robie to muszę wszystko ze szczegółami opowiadać jak na spowiedzi,
- jesli jesteśmy u mojej rodziny i mąż chce iść spać to ja też muszę iść, nie mogę zostać z rodziną i porozmawiać sam na sam,
- ja mam juz dosyć siedzenia z nim 24/h ,jak nie w domu to razem w polu z jego rodzicami, przeciez człowiek potrzebuje troche odpoczynku od tej drugiej osoby.
Nie napisałam jeszcze, że jestem w 11 tygodniu ciąży, myślałam, że jak już jestem w ciąży to coś się zmieni, ale wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Doszły jeszcze wyzwiska i różne epiety. Dodam, że nigdy go nie zdradziłam i nigdy nie dałam mu nawet powodu do zazdrości, on po prostu taki jest i wydaje mi się, że jest to wyniesione z domu rodzinnego, w którym rodzice nie ruszają się jedno bez drugiego na krok, nie utrzymują kontaktu z rodziną i znajomymi, bo każda kobieta to ku.....a a każdy facet to cham. Jednym słowem żyją sobie w tym swoim małym świecie, ale ja taka nie jestem, mam braci i siostry i zawsze miałam z nimi dobry kontakt, jednak on nie rozumie, że nie można drugiemu człowiekowi zabraniać kontaktu z rodziną.
Poza tym wydaje mi się, że każdy normalny człowiek, wiedząc, że żona jest sama w mieście, gdzie nikogo nie zna, powinien sam zaproponować żebym pojechała do rodziny a nie siedziała w pustym mieszkaniu sama jak palec.
ostatnio napisałam mu, że chcem pojechać do siostry do Gdańska, ona też jest w ciąży i siedzi w domu na chorobowym, i co usłyszałam? " że jeśli pojadę to on mi dziecko odbierze bo się na matkę nie nadaję, bo nie moge w domu usiedzieć! poza tym jadę tam pobzykac się z innymi bo wiem, że drugi raz nie zaskoczę! przecież to jakiś obłęd, jemu wszystko sprowadza się do jednego! Najbardziej martwi mnie to, że jeśli on już teraz takie rzeczy wygaduje, jak jeszcze dziecko się nie urodziło, to co będzie jak się urodzi? zamknie mnie w domu i zabroni gdziekolwiek samej z dzieckiem wyjść bo inaczej mi dziecko odbierze? to jest chore!juz kiedys mi powiedział, że jesli będziemy mieli dziecko to on nie pozwoli żebym sama pojechała z dzieckiem do rodziny, myślałam że żartuje, ale teraz jak juz jestem w ciąży widzę, że on mówił całkiem serio ;-(
Według mnie powinnaś od niego odejść. ale wiem że to nie jest takie proste, sama tkwię po uszy w takim bagnie, ale mam nadzieję że będę miała wystarczająco siły żeby odejść.... nie chem już dłużej tak żyć, życie jest tylko jedno a ono teraz ucieka mi przez palce ;(
no uważam że Twój mąż niezle Cie urzadził....usmiechnelam siekiedy zobaczylam ze jestes z okolic Gdanska poniewaz ja rowniez...wiesz mysle ze powinnas skorzystac z pomocy swojej rodziny i ja poinformowac o tym co sie dzieje napewno kos na poczatku Tobie pomoze stanac na nogi w polsce caly czas instytucja opieki na dzieckiem jest po stronie matki...:) jak juz urodzisz zlozysz wniosek o alimenty sama dostaniesz zasilesk z mopsu a pozniej jak dziecko podrosnie napewn znajdziesz prace chocby w sklepie na poczatku wierze w twoja ukryta sie jaka ma kazda kobieta !!! daj zmac na forum jak sie uklada zycie zycze ci powodzenia !!!
5 2013-08-09 19:58:52 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-09 20:17:15)
źle mnie zrozumiałaś, ja tylko chcę odwiedzić siostrę w Gdańsku :-) ja niestety mieszkam w małej miejscowości, w której na dodatek prawie nikogo nie znam bo są to strony męża ;-(
Ja mam do kogo pójść, mam ciocię, która ma dom i sama w nim mieszka, bo dzieci już ma dorosłe, więc spokojnie mogłabym u niej pomieszkać do czasu porodu i później aż odchowam dzidziusia. Poźniej wiadomo, chciałabym w końcu znaleśc jakąś pracę, wyjść do ludzi, żyć normalnie.Chciałabym zamieszkać w Olsztynie, tam studiowałam i tam zostawiłam wszystkich znajomych, mogłabym w końcu odnowić z nimi kontakty.Jak sobie pomyśle jak moje życie mogłoby wygladać po rozwodzie to aż buzia mi się uśmiecha;-)
Z opieką nad dzieckiem nie byłoby problemu, ciocia pracuje ale mam siostrę która jeszcze nie pracuje,a ma już prawie roczny staż jeśli chodzi o niemowlaki, przez rok zajmowała się córeczką naszej cioci. i jestem przekonana że z chęcią by mi pomagała, jeśli byłaby taka potrzeba. Przez pierwszy rok wiadomo, że nie oddałabym dzidziusia do żłobka, ale jak bym już go trochę odchowała, to mogłabym oddać go do żłobka a sama poszukać pracy. Chodzi tylko o to, żebym ja zrobiła w końcu pierwszy krok i od niego odeszła.
źle mnie zrozumiałaś, ja tylko chcę odwiedzić siostrę w Gdańsku :-) ja niestety mieszkam w małej miejscowości, w której na dodatek prawie nikogo nie znam bo są to strony męża ;-(
Ja mam do kogo pójść, mam ciocię, która ma dom i sama w nim mieszka, bo dzieci już ma dorosłe, więc spokojnie mogłabym u niej pomieszkać do czasu porodu i później aż odchowam dzidziusia. Poźniej wiadomo, chciałabym w końcu znaleśc jakąś pracę, wyjść do ludzi, żyć normalnie.Chciałabym zamieszkać w Olsztynie, tam studiowałam i tam zostawiłam wszystkich znajomych, mogłabym w końcu odnowić z nimi kontakty.Jak sobie pomyśle jak moje życie mogłoby wygladać po rozwodzie to aż buzia mi się uśmiecha;-)
No wiec ??
Lap swoj los we wlasne rece!
Gdybym miala takie mozliwosci, juz by mnie przy tym tyranie nie bylo.
Alimenty na dziecko wywalczysz w sadzie.
Moze Ciocia pomoglaby przy dziecku, a Ty poszukalabys pracy?
7 2013-08-10 11:16:18 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-08-10 11:18:59)
Witajcie,
Postanwiłam napisać na tym forum poniważ już sama przestaję dajwać radę, z tym co się dzieje w moim małżeństwie...
Mam 25 lat i jestem rok po ślubie mój mąż jest 3 lata starszy,od początku naszego małżeństwa oszukiwał mnie finansowo i tydz po ślubie wyszło żę ma długi na 7 tys niby nie wiele ale ośmieszał mnie przedswoją rodzina i okreslal mianem najgorszej a kiedy bylismy razem robil ze mna na odwot tzn mowil rozne rzeczy na swoja rodzine, przez to bardzo narobil sie nie mila stuacja pomiedzy rodzinami moja a jego, Stałam się z dziewczyny energicznej zamknieta w sobie z niska samoocena....Dodam ze jest bardzo porywczy i kiedy sie zdenerwuje to rzuca przedmiotami ,przeklina a od kilku dni kiedy mu powiedzialam ze nie dam rady z nim dluze zyc w takim zwiazku powiedzial ze sie zabije, kilka razy przeslal mi sms ze niemam na niego czekac bo nie wroci itp.
Dodam ze przez rok kochalismy sie moz 5 razy bo maz nie wykazuje zainteresowania lub nie jest zdolny do seksu....:(
Chcialam tylko szczesliwego malzenstwa bo przed slubem taki nie byl a mam oskarzenia placz prawie co noc, i tys mysli ,,,,myslicie ze po kilkunastu rozmowach i ostatnich szansach warto probowac dalej???
Ma długi, ośmiesza Ciebie przed swoją rodziną i na odwrót. Jest porywczy, rzuca przedmiotami, przeklina, a gdy mówisz, że odejdziesz, to szantażuje, że popełni samobójstwo..................
No i teraz masz zagwozdkę .... odejść czy tkwić w tym wszystkim.
Długi, nerwowość, brak zainteresowania seksem i wychodzenie z domu gdzieś na dłużej......... sugeruje, że mąż może być uzależniony od hazardu.
Mam wśród bliskich znajomych podobny przypadek z tym, że Ona szybko rozprawiła się z tym problemem.
Proponuję przede wszystkim rozdzielność majątkową i zastrzeżenie w akcie notarialnym, że mąż sam będzie odpowiadał za długi przedmałżeńskie i obecne.
Być może mąż potrzebuje fachowej pomocy psychiatry..... psychologa... terapii, w zależności. co w nim siedzi.
Podejmując decyzje, nie bierz pod uwagę szantażu męża, bo nawet gdy coś stanie się, to nie jesteś /nie będziesz/ za to odpowiedzialna.
Przecież nie podżegasz do uczynienia tegoż?
Nie odkładaj spraw z nadzieją na poprawę, bo jak znam życie, to będzie jedynie gorzej.
Gdy mąż nie zechce z Tobą rozmawiać o swoich problemach i ewentualnej pomocy - rozważ odejście, by ratować siebie.
.