Cześć kobietki! Jestem nowa na tym forum, mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło i powiecie mi kilka słów pocieszenia, bo ja sobie nie radzę:(
Więc tak...
Swojego (już teraz byłego) chłopaka poznałam dzięki swojemu bardzo bliskiemu przyjacielowi. Od razu mi się spodobał i od razu między nami coś zaiskrzyło. Potem zaczęliśmy ze sobą pisać i spotykać się. Było to w wakacje 2 lata temu. W zeszłe wakacje zaczęliśmy być ze sobą. Z początku wszystko było jak w bajce, zapewniał mnie, że mnie kocha, że jestem tą jedyną, wierzyłam mu, mimo że znałam jego przeszłość (słynął z tego, że dziewczyny zmieniał jak rękawiczki) i mimo tego, że moja rodzina ostrzegała mnie przed nim. Ja jednak mu ufałam, wierzyłam, że się zmienił. Było dobrze, nawet bardzo dobrze, przez kilka kolejnych miesięcy. Zakochałam się w nim strasznie, jednak dwa miesiące temu coś zaczęło się psuć... Przestał mieć dla mnie czas, tłumaczył to tym, że jest bardzo zajęty, pracuje, uczy się, z początku mu wierzyłam, ale z czasem przestał nawet do mnie pisać, nie odzywał się po kilka dni, już nie mówił mi, że mnie kocha, kiedy chciałam się z nim spotkać, żeby porozmawiać, nie miał czasu, a doskonale wiedziałam, że często odwiedza swoją przyjaciółkę, którą zna od lat. Dzisiaj, podczas kolejnej z kłótni wygarnęłam mu to, zapytałam, dlaczego tak mnie traktuje, dlaczego przyjaciółka jest ważniejsza ode mnie, rozłączył się (rozmawialiśmy wtedy przez telefon, bo oczywiście znowu nie mógł się spotkać). Przed chwilą dostałam SMS'a: "To koniec, nigdy Cię nie kochałem i nie pokocham." Świat mi się zawalił:( Nie wiem co mam zrobić, tak bardzo go kocham, a okazuje się, że byłam tylko jego kolejną zabawką:( Byłam głupia, że myślałam, że dla mnie się zmienił...
Czy to ze mną jest coś nie tak? Mój poprzedni chłopak też mnie zostawił w podobny sposób, może mnie nie da się kochać?:(