Dziewczyny .... mimo wszystko, pomimo różnych progów naszej wytrzymałości fizycznej i psychicznej, emocjonalnej czy uczuciowej .... niezależnie od tego, jak szybko zbieramy się po ciosach od losu, po nieszczęściach, tragediach ...
Niezależnie od osobistych uwarunkowań, przekonań, i nastawienia do problemów.
Jedna po takim przeżyciu wraca do pracy na następny dzień, inna za pół roku.
Jedna płacze tydzień, inna kilka miesięcy.
Jedna rozkleja się na widok każdego wózka, maluszka, czy akcesoriów niemowlęcych, innej takie rzeczy wcale nie ruszają.
Jednak takie przeżycia nie pozostawiają nas takich samych.
Nijak nie mogę wyobrazić sobie, że po kilku dniach, nie wiem po siedmiu ? ośmiu ? - przychodzę na jakiekolwiek znane mi forum dyskusyjne i zaczynam dyskutować i wypowiadać się w dokładnie takim samym tonie i dokładnie w taki sam sposób jak zawsze - jak gdyby nic się nie stało.
I zaczynam znowu rzucać kulkami z błota w żony, albo w kochanki.
Bo po pierwsze one gupie. I durne. I wredne. I zazdraszczają mi. I zawistne. I wcale się nie dziwię, że mąż je zdradził i oszukał. I że właśnie należało się im. I że generalnie mam je głęboko w poważaniu, bo zwisa mi i powiewa ich jakakolwiek opinia.
I że właśnie będę sobie pisać gdzie mi się podoba, bo tak mi się chce i mogą mnie one cmoknąć.
Albo o kochankach.
Że szmaty, że podłe, że tylko do jednego się nadają.
Że niech sobie biorę tego niewiernego a ja im jeszcze dopłacę i kwiaty poślę.
I że sumienia nie mają i mieć nie będą.
I że bla bla bla w tyle mam fakt, że na forum są działy, albo regulamin. I mogę się wypowiadać jak mi się chce i jak mnie się żywnie podoba.
Po prostu GROZĄ przejmuje mnie myśl, że nawet takie wydarzenie nie pozostawiłoby we mnie samej żadnego śladu.
Nie potrafię i nie chcę sobie wyobrażać, że po stracie upragnionego przeze mnie i mojego partnera dziecka - nadal miałabym w sobie napastliwość i chęć szydzenia i dokuczania innym.
Albo ochotę na wywyższanie się, i gloryfikowanie swojego uczucia, związku.
To jest dla mnie niewyobrażalne i zatrważające jednocześnie.