Karma? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 293 ]

Temat: Karma?

Właśnie się dowiedziałam, że straciłam dziecko sad
Płacze jak bóbr...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:

Właśnie się dowiedziałam, że straciłam dziecko sad
Płacze jak bóbr...

Przykro mi.
Są rzeczy ważniejsze niz my sami, niż jakaś tam karma.
Teraz to nie ważne.

3

Odp: Karma?

Nie cieszę,się że straciłaś dziecko. To przykre. I nie wiem co jeszcze więcej napisać bo i tak w tej chwili nic nie pomoże.

Ale na pytanie odpowiadam : Tak

4

Odp: Karma?

Jestem załamana
tak się cieszyłam, tak czekałam.. czułam bicie serduszka...
nie wiem jak to przeżyję sad

5

Odp: Karma?

Współczuję Ci bardzo. Przykro mi sad

6 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-07-24 19:22:34)

Odp: Karma?

Przykro mi.
Nie wmawiają sobie, że ktoś chce Cię ukarać czyjąś smiercia.
Na pewno nie.
Daj sobie czas na pogodzenie się z faktem, przeżyj czas żałoby, ale nie poddawaj się.
Dbaj o siebie. Będzie dobrze, zobaczysz.
Pozdrawiam.

7

Odp: Karma?

Anastacja bardzo ci współczuję sad
I daj sobie spokój już z tą karmą.Co ci daje rozmyślanie o tym co cię połączyło z twoim facetem? Zamknij już ten rozdział.Inaczej wpadniesz w depresję, a to nikomu do szczęścia nie jest potrzebne.Będzie jeszcze dobrze,zobaczysz.

8

Odp: Karma?
zbytdelikatna napisał/a:

Anastacja bardzo ci współczuję sad
I daj sobie spokój już z tą karmą.Co ci daje rozmyślanie o tym co cię połączyło z twoim facetem? Zamknij już ten rozdział.Inaczej wpadniesz w depresję, a to nikomu do szczęścia nie jest potrzebne.Będzie jeszcze dobrze,zobaczysz.

Problem w tym, że tak uważam, wszyscy mi tej karmy życzyli, że nie mogłam do końca być szczęśliwa... to dziecko było tym co wzmacniało moją siłę, że nie przejmowałam się niczym... ono było najważniejsze..
Masz rację, chyba naprawdę wpadnę w depresję - za dużo tego sad

9

Odp: Karma?

Anastacja, przykro mi oczywiście tak po ludzku, bo nikomu źle nie życzę.
Co do karmy to pisałam o tym wielokrotnie - to nie zawsze działa w ten sposób, choć oczywiście może..nie zawsze w skali 1 do 1.

Mogłaś stracić dziecko przez stres itp., czyli w wyniku tzw. autoagresji. Nie wiem, który to był miesiąc, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale mimo wszystko dasz sobie radę. Czy Twój partner Cię teraz wspiera? Oto jest pytanie..

10

Odp: Karma?

Nie wiem czy karma. Jestem wierząca ( tak mi się przynajmniej czasem wydaje) i myślę, że Bóg daje nam znaki, naprowadza nas. Od nas zależy czy jesteśmy na nie uważni, jak żyjemy, co zmieniamy w swoim życiu.

Czytając jakąś twoją wypowiedź pomyślałam wczoraj, że w tobie to jednak gdzieś siedzi. Tłumaczysz, wciąż tłumaczysz.
Myślę Anastacjoo, że jednak gdzieś tam w środku uwiera cię to z kim jesteś, kim byłaś, te wszystkie okoliczności...

Przykre jest to co się stało.

11

Odp: Karma?
Elle88 napisał/a:

Anastacja, przykro mi oczywiście tak po ludzku, bo nikomu źle nie życzę.
Co do karmy to pisałam o tym wielokrotnie - to nie zawsze działa w ten sposób, choć oczywiście może..nie zawsze w skali 1 do 1.

Mogłaś stracić dziecko przez stres itp., czyli w wyniku tzw. autoagresji. Nie wiem, który to był miesiąc, domyślam się, że jest Ci ciężko, ale mimo wszystko dasz sobie radę. Czy Twój partner Cię teraz wspiera? Oto jest pytanie..

Miesiąc 3-ci, on wciąż jest przy mnie choć dużo go nie ma (taka praca), dziś tez go nie ma... dlatego siedzę i płaczę...  Zadzwoniłam do niego , wraca, ale pewnie będzie ok 22.

12

Odp: Karma?

Teraz przeżywasz ogromny ból, musisz się wyciszyć,lekarz powinien przepisać ci jakieś uspokajacze.Mam nadzieję, że twój facet cię wspiera i on to również przeżywa, przecież to jego dziecko, pamiętaj o tym, nie zostawiaj go z tym samemu.A co do tej karmy - to wymysł, a ludzie gadają głupoty.Naprawdę.

13

Odp: Karma?
bet napisał/a:

Nie wiem czy karma. Jestem wierząca ( tak mi się przynajmniej czasem wydaje) i myślę, że Bóg daje nam znaki, naprowadza nas. Od nas zależy czy jesteśmy na nie uważni, jak żyjemy, co zmieniamy w swoim życiu.

Czytając jakąś twoją wypowiedź pomyślałam wczoraj, że w tobie to jednak gdzieś siedzi. Tłumaczysz, wciąż tłumaczysz.
Myślę Anastacjoo, że jednak gdzieś tam w środku uwiera cię to z kim jesteś, kim byłaś, te wszystkie okoliczności...

Przykre jest to co się stało.

Tak bet, ja tez jestem wierząca, byłam w scholi, chodziłam na pielgrzymki.. zawsze wydawało mi się że mam swoje wartości, zasady... straciłam je przy nim, miłość mnie zaślepiła, może tez wcześniejszy dramat (mój narzeczony zginął w tragicznym wypadku), także jestem trochę pokiereszowana.. a teraz ta wiadomość.. za dużo jak dla mnie sad

14

Odp: Karma?
zbytdelikatna napisał/a:

Teraz przeżywasz ogromny ból, musisz się wyciszyć,lekarz powinien przepisać ci jakieś uspokajacze.Mam nadzieję, że twój facet cię wspiera i on to również przeżywa, przecież to jego dziecko, pamiętaj o tym, nie zostawiaj go z tym samemu.A co do tej karmy - to wymysł, a ludzie gadają głupoty.Naprawdę.

tak dostałam jakieś witaminy, Asparagin, tabletki uspakajające (ziołowe póki co)..

15

Odp: Karma?

Bardzo mi przykro Anastacjoo. To nie karma, sprawiedliwość boża ani pech. W pierwszym trymestrze ciąże tracone są najczęściej, tak po prostu się stało. Bardzo Cię proszę nie zadręczaj się już takimi pytaniami. Czasami  tak się dzieje nie mamy na to wpływu ani my sami ani nikt inny. Przeżyjcie tę stratę, tą żałobę razem...

16 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-07-24 20:20:26)

Odp: Karma?
Nigdy napisał/a:

Bardzo mi przykro Anastacjoo. To nie karma, sprawiedliwość boża ani pech. W pierwszym trymestrze ciąże tracone są najczęściej, tak po prostu się stało. Bardzo Cię proszę nie zadręczaj się już takimi pytaniami. Czasami  tak się dzieje nie mamy na to wpływu ani my sami ani nikt inny. Przeżyjcie tę stratę, tą żałobę razem...

Wiem, zawsze chciałam być mamą.. najpierw zwlekałam, bo to studia, praca.. jak się te 3 msc temu  dowiedziałam byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem...
Teraz nie, nie powiem dlaczego ja? Bo związałam się z "żonatym"... To boli sad naprawdę myślę, że to karma, która mi tak szczerze życzono sad

17

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:
Nigdy napisał/a:

Bardzo mi przykro Anastacjoo. To nie karma, sprawiedliwość boża ani pech. W pierwszym trymestrze ciąże tracone są najczęściej, tak po prostu się stało. Bardzo Cię proszę nie zadręczaj się już takimi pytaniami. Czasami  tak się dzieje nie mamy na to wpływu ani my sami ani nikt inny. Przeżyjcie tę stratę, tą żałobę razem...

Wiem, zawsze chciałam być mamą.. najpierw zwlekałam, bo to studia, praca.. jak się te 3 msc temu  dowiedziałam byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem...
Teraz nie, nie powiem dlaczego ja? Bo związałam się z "żonatym"... To boli sad naprawdę myślę, że to karma, która mi tak szczerze życzono sad

NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Masz mega doła więc szukasz winnych... Lekarz na pewno Ci nie powiedział, że to wina karmy.

18

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:
Nigdy napisał/a:

Bardzo mi przykro Anastacjoo. To nie karma, sprawiedliwość boża ani pech. W pierwszym trymestrze ciąże tracone są najczęściej, tak po prostu się stało. Bardzo Cię proszę nie zadręczaj się już takimi pytaniami. Czasami  tak się dzieje nie mamy na to wpływu ani my sami ani nikt inny. Przeżyjcie tę stratę, tą żałobę razem...

Wiem, zawsze chciałam być mamą.. najpierw zwlekałam, bo to studia, praca.. jak się te 3 msc temu  dowiedziałam byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem...
Teraz nie, nie powiem dlaczego ja? Bo związałam się z "żonatym"... To boli sad naprawdę myślę, że to karma, która mi tak szczerze życzono sad

Nikt Ci tego nie życzył, z  tego co pamiętam, a pamięć mam niezłą wink To ty podświadomie wiedziałaś od początku, że początek waszej relacji nie był w zgodzie z TWOIMI (!!) zasadami.
I jeśli już, to stresem i wyrzutami sumienia za to zapłaciłaś. Ciąża to "rykoszet", jak pisałam.
Tego typu sytuacje nigdy nie pozostają bez śladu na tzw. ciele emocjonalnym, nawet jeśli jest się "wygranym".

Ja bym interpretowała - oczywiście z duchowego punktu widzenia, gdzie nie ma kar i nagród rozumianych w standardowy sposób jako dobre/złe - jako skłonienie Cię do zatrzymania i nabrania właściwej perspektywy do całej sytuacji, bo ostatnie miesiące to były w głównej mierze haj i zachłyśniecie 'wygraną', trochę zatraciłaś dystans.. wiele osób zwracało Ci na to uwagę. Było dużo pisania o swoim szczęściu, o swojej historii, a Miłość ma to do siebie, że lubi ciszę i pokorę.

19

Odp: Karma?

Kochanka mojego męża była w ciąży i tą ciążę straciła.Ale nie wiem jakim trzeba by być człowiekiem żeby czegoś takiego komuś życzyć.
Do głowy mi nigdy nie przyszła żadna karma wobec kochanek mojego męża, ani nigdy im nic złego nie życzyłam.Daj spokój, najlepiej połóż się spać choć na trochę,sen daje wyciszenie.Teraz potrzeba czasu,przy następnej ciąży po prostu musisz o siebie bardziej dbać,może nawet położyć się do szpitala, jeśli lekarz uzna to za konieczne.
Jeszcze będzie dobrze.

20

Odp: Karma?

Anastacjoo myślę, że nikt nie odważyłby się tobie życzyć czegoś takiego.
Czasem powie się coś niepotrzebnego, za dużo..., ale takich rzeczy nie życzy się nikomu.
Zresztą człowiek nie ma takiej mocy.

Nie myśl teraz o tym, to nie zmieni tego co się stało.

21

Odp: Karma?
Elle88 napisał/a:

Ja bym interpretowała - oczywiście z duchowego punktu widzenia, gdzie nie ma kar i nagród rozumianych w standardowy sposób jako dobre/złe - jako skłonienie Cię do zatrzymania i nabrania właściwej perspektywy do całej sytuacji, bo ostatnie miesiące to były w głównej mierze haj i zachłyśniecie 'wygraną', trochę zatraciłaś dystans.. wiele osób zwracało Ci na to uwagę. Było dużo pisania o swoim szczęściu, o swojej historii, a Miłość ma to do siebie, że lubi ciszę i pokorę.

Może masz rację, ale nie traktowałam to w kategorii wygranej.. ja swoją 1 największa miłość straciłam, potem byli inni, którzy jednak nie wzbudzili we mnie żadnych emocji..  w końcu ten żonaty.. Tak zakochałam się.. może dlatego pisałam tak że się zachłysnęłam... jednak naprawdę dużo mnie ten związek psychicznie kosztował, ze aż znalazłam się na forum..

22 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-07-24 20:47:12)

Odp: Karma?
zbytdelikatna napisał/a:

Kochanka mojego męża była w ciąży i tą ciążę straciła.Ale nie wiem jakim trzeba by być człowiekiem żeby czegoś takiego komuś życzyć.
Do głowy mi nigdy nie przyszła żadna karma wobec kochanek mojego męża, ani nigdy im nic złego nie życzyłam.Daj spokój, najlepiej połóż się spać choć na trochę,sen daje wyciszenie.Teraz potrzeba czasu,przy następnej ciąży po prostu musisz o siebie bardziej dbać,może nawet położyć się do szpitala, jeśli lekarz uzna to za konieczne.
Jeszcze będzie dobrze.

Zasnąc na pewno nie dam rady...ale dzięki za te słowa
Już chyba mi się łzy wyczerpują...

23

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ja bym interpretowała - oczywiście z duchowego punktu widzenia, gdzie nie ma kar i nagród rozumianych w standardowy sposób jako dobre/złe - jako skłonienie Cię do zatrzymania i nabrania właściwej perspektywy do całej sytuacji, bo ostatnie miesiące to były w głównej mierze haj i zachłyśniecie 'wygraną', trochę zatraciłaś dystans.. wiele osób zwracało Ci na to uwagę. Było dużo pisania o swoim szczęściu, o swojej historii, a Miłość ma to do siebie, że lubi ciszę i pokorę.

Może masz rację, ale nie traktowałam to w kategorii wygranej.. ja swoją 1 największa miłość straciłam, potem byli inni, którzy jednak nie wzbudzili we mnie żadnych emocji..  w końcu ten żonaty.. Tak zakochałam się.. może dlatego pisałam tak że się zachłysnęłam... jednak naprawdę dużo mnie ten związek psychicznie kosztował, ze aż znalazłam się na forum..

Tak miało być - taka "cena" za uczucie, które rozwinęło się trochę wbrew 'zasadom'. Przyjmij to i zaakceptuj. Wiem, że to brzmi zimno, ale coś zyskałaś, coś innego straciłaś - taki Wszechświat wystawił rachunek. Nie wszystko musisz odrazu w 100% rozumieć, ale nic nie dzieje się w życiu przypadkiem.
Nie patrz na to w kategoriach winy i kary, bo nie o to w tym chodzi.

24

Odp: Karma?
Elle88 napisał/a:

Tak miało być - taka "cena" za uczucie, które rozwinęło się trochę wbrew 'zasadom'. Przyjmij to i zaakceptuj. Wiem, że to brzmi zimno, ale coś zyskałaś, coś innego straciłaś - taki Wszechświat wystawił rachunek. Nie wszystko musisz odrazu w 100% rozumieć, ale nic nie dzieje się w życiu przypadkiem.
Nie patrz na to w kategoriach winy i kary, bo nie o to w tym chodzi.

wiesz Elle88, może rzeczywiście nie potrafiłam się tym związkiem, miłością do końca cieszyć bo to nie było po "bożemu"...może to moja wina że tak się stało sad

25

Odp: Karma?

Nie ma w tym Twojej winy. Cierpisz, bo Twoje myślenie i w to, co wierzysz w tej chwili jest w opozycji z prawdą. Wszechświat, jak pisałam, nigdy nie ma celu w krzywdzeniu. On ma tylko jeden cel: Twój rozwój, a drogi jaka ku temu prowadzi nie da się zrozumieć odrazu, a na pewno nie będąc w kołowrocie emocji wink

26

Odp: Karma?
Elle88 napisał/a:

Nie ma w tym Twojej winy. Cierpisz, bo Twoje myślenie i w to, co wierzysz w tej chwili jest w opozycji z prawdą. Wszechświat, jak pisałam, nigdy nie ma celu w krzywdzeniu. On ma tylko jeden cel: Twój rozwój, a drogi jaka ku temu prowadzi nie da się zrozumieć odrazu, a na pewno nie będąc w kołowrocie emocji wink

Nie wiem czy do końca zrozumiałam, ale kochana jesteś :*

27 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-07-24 21:34:57)

Odp: Karma?

Znam cenę straty dziecka. Zarówno tego, jeszcze nie narodzonego, jak i rozkosznego, gaworzącego niemowlęcia.
Nigdy tego nie zapomnę i nie chcę zapomnieć.
Bo cenię teraz każdą chwilę z dziećmi, które mi pozostały.
Chcę powiedzieć, Anastacjoo, że będziesz jeszcze miała dzieci, bo młoda jesteś.
I będziesz się nimi cieszyć.
A w karmę nie wierzę.

28

Odp: Karma?

Anastacja przykro mi.
To na pewno nie karma. Po prostu tak się stało.
I na pewno nikt ci źle nie życzył, a już na pewno nie takiej rzeczy.

29

Odp: Karma?

Anastacjo, pierwszym i podstawowym prawem każdego człowieka jest prawo dążenia do własnego szczęścia. To nie jest ani Twoja wina, ani kara, ani karma, ani też nie znaczy to, że nie jest pisane Ci zostać wkrótce szczęśliwą mamą. Nie myśl tak, nie myśl o sobie źle. Do trzeciego miesiąca się po prostu może okleić. Tak bywa. Znaczy, że nie było dane jemu/jej się urodzić. Natura jest mądra. Zaufaj i nie zadręczaj się. Jestem z Tobą myślami i naprawdę jest mi przykro. Trzymaj się.

30

Odp: Karma?

Postąpiłaś źle wiążąc się z żonatym, ale nie wmawiaj sobie że to kara za grzechy, tak się dzieje, wiele kobiet traci dzieci, ja także straciłam, a też się cieszyłam choć tego nie planowaliśmy, 3 lata nie zachodziłam w ciążę w końcu zaszłam, ucieszyłam się że jednak mogę mieć dzieci a dziecko mi odebrano. Nie ma powodu byś miała wyrzuty sumienia, co innego gdybyś piła, paliła, ćpała wtedy to byłaby Twoja wina, a tak? Biologia taka już jest, to się dzieje, boli, ale nie ma sensu by się obwiniać i doszukiwać w tym kary.

31

Odp: Karma?

Dzięki za te słowa...

Nie mogę spać...
M zachował się bardzo w porządku, trochę wczoraj razem popłakaliśmy (pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy). W połowie nast tyg. wyjeżdżamy na urlop, może jakoś się do tego co zdarzyło zdystansuję...
Jakoś ten weekend muszę przetrwać... sad

32

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:

Dzięki za te słowa...

Nie mogę spać...
M zachował się bardzo w porządku, trochę wczoraj razem popłakaliśmy (pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy). W połowie nast tyg. wyjeżdżamy na urlop, może jakoś się do tego co zdarzyło zdystansuję...
Jakoś ten weekend muszę przetrwać... sad

Przytulam Cię mocno.
Wiem, co to znaczy stracić dziecko.
Teraz jeszcze w to nie wierzysz, ale będzie lepiej.
Zregenerujesz się i za jakiś czas możecie dalej próbować.

Co do karmy, to nie wiem, czy istnieje, ale nie chce mi się wierzyć, że mogłaby się zemścić aż tak okrutnie.
O wiele logiczniejsze wydaje się myślenie, że tak po prostu miało być, dzidziuś nie był Ci teraz pisany.
Nie myśl o tym zbyt dużo. Żyj tym, co jest teraz, do przeszłości nie wracaj, bo wykończysz się psychicznie.
Dobrze, że partner Cię wspiera.

33 Ostatnio edytowany przez newlife (2015-07-25 09:14:48)

Odp: Karma?

Napewno cierpisz i usilujesz znalezc wytlumaczenie tego co sie stalo.

Sadze ze zamiast do karmy powinnas odwolac sie do medycyny i realiow "tworzenia" dzieci. Tylko 1 na 4 zaplodnionych embrionow urodzi sie jako dziecko. 3/4 z nich albo nie zaimplantuje sie lub tez organizm wiedzac ze nie sa w pelni zdrowe pozbedzie sie ich  we wczesnym stadium rozwoju. kobieta ktorej miesiaczka spoznila sie o tydzien nie zdaje sobie z reguly sprawy ze byla w ciazy i jej wlasny organizm usunal zarodek. Czasem zdaza sie to  po kilku czy nawet kilkunastu tygodniach ciazy. Dopiero po 12 tygodniach uwaza sie ze w wiekszosci przypadkow ciaza przerodzi sie w noworodka a nawet po tym czasie bywaja zaburzenia w rozwoju i wady plodu.
Powod do zmartwienia bedzie jak bedziesz miala 3 poronienia, to wtedy bedzie znaczylo ze moze masz nadmiar komorek NK  lub sa inne powody.
Powodem samoistnej "aborcji" zarodkow sa najczesciej zaburzenia chromosomalne.

Sadze ze kolejna ciaza przerodzi sie w zdrowego dzidziusia. Prosze odczekaj 3 miesiace zanim zaczniecie znowu planowac dziecko.
Glowa do gory, z jakiegos powodu musialas dac upust hamowanym dotychczas emocjom, dobrze ze placzesz, to pozwala usunac stres z organizmu. Z karma to nie jest tak prosto i tak od razu.....

Jak masz dobry zwiazek to to wydarzenie powinno Was zblizyc.

34 Ostatnio edytowany przez Pirx (2015-07-25 10:39:16)

Odp: Karma?

Ana...
Karma nie ma nic do rzeczy...

Wspólczuję straty,ale powiem to co moja znajoma, która straciła trzykrotnie ciąże... "Jest mi źle, ale będziemy próbować dalej."
Mają teraz dwie śliczne córki... :-)

Wypłaczesz jeszcze wiele łez i nie życzę Ci więcej.Nie mniej... - nie żyjemy po to aby sie poddawać prawda?


maila znasz.

35

Odp: Karma?

Anastacjaa czasem coś tłumaczę jako karmę - ale na pewno nie byłoby to w takim przypadku..
Bardzo Ci współczuje, ale czasem tak po prostu się dzieje...biologia...

Odczekaj, daj sobie czas, poukładaj sobie to i za jakiś czas będzie dobrze. Zobaczysz.
Powodzenia !

36 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-07-25 11:18:27)

Odp: Karma?

Dzięki, nie zamierzam się poddawać. Odczekamy jakiś czas, kilka msc i pewnie znów zaczniemy się starać.
Ta ciąża była dla nas dużym zaskoczeniem - myślałam że to jakieś powikłania po wyjeździe na przerwę majową wink najpierw niebywały szok a potem szczęście... najmłodsza już nie jestem, pierwsza ciąża po 30-tce...
już zaczęłam się zastanawiać nad imionami, jak przemeblujemy mieszkanie, wyobrażałam sobie małego niesfornego człowieczka z pieluchą... i wszystkie te marzenia się w jednym momencie zawaliły sad
Możliwe, że rzeczywiście ta sytuacja może nas jeszcze bardziej do siebie zbliży...

37 Ostatnio edytowany przez SupportforOscar (2015-08-03 12:58:15)

Odp: Karma?

Hej..
Bardzo mi przykro z powodu straty ciąży sad
Jak możesz w ogole mysleć, ze ktoś mogłby Ci takie okropne rzeczy życzyć?? Skoro Ty wiesz jak było naprawdę z jego malżeństwem, że to nie Ty jesteś powodem jego rozbicia to dlaczego cały czas wracasz do tego? Dlaczego to poronienie tłumaczysz karmą skoro TY WIESZ JAK BYŁO? Karma za romans z żonatym? czy z powodu związku/małżeństwa z rozwodnikiem ? Karma za to, że nie zyjecie po bożemu? Za bardzo roztrząsasz przeszłość i nawet tu na forum zauważyłam, ze "kręcisz" sie w tematach kochanek, zdrad.. Po co?

38 Ostatnio edytowany przez alpengold (2015-08-03 13:25:01)

Odp: Karma?
SupportforOscar napisał/a:

Hej..
Bardzo mi przykro z powodu straty ciąży sad
Jak możesz w ogole mysleć, ze ktoś mogłby Ci takie okropne rzeczy życzyć?? Skoro Ty wiesz jak było naprawdę z jego malżeństwem, że to nie Ty jesteś powodem jego rozbicia to dlaczego cały czas wracasz do tego? Dlaczego to poronienie tłumaczysz karmą skoro TY WIESZ JAK BYŁO? Karma za romans z żonatym? czy z powodu związku/małżeństwa z rozwodnikiem ? Karma za to, że nie zyjecie po bożemu? Za bardzo roztrząsasz przeszłość i nawet tu na forum zauważyłam, ze "kręcisz" sie w tematach kochanek, zdrad.. Po co?

bo to ona uwiodła go świadomie po prostu chciała z nim być a on głupek polazł dlatego wie, ze zrobiła zle. Straciła ciążę to trwoga nastąpiła gdyby było ok pisałaby dalej takie posty jakimi nas tu raczyła wcześniej. u Ciebie Support była trochę inna sytuacja.

39

Odp: Karma?

Anastacja tak mi przykro ze to cie spotkalo. Nie mysl absolutnie ze to jakas karma. Na tej zasadzie rodzice chorych dzieci musieliby wyrzucac sobie ze to co spotkalo ich dziecko jest wynikiem jakichs ich bledow czy grzechow przeszlosci a przeciez wiadomo ze tak nie jest.
Staraj sie byc szczesliwa, z tym co masz. Wyobrazam sobie jak jest ci trudno. Zostalas z ta swiadomoscia ze "przez ciebie" rozpadlo sie ich malzenstwo. Ale tak nie jest, ono i tak istnialo tylko na papierze. Malzenstwo mojego bylego kochanka tez chyba wisi na wlosku. I to pomimo ze zamknelam ten temat definitywnie jak wiesz. To co prawda potwierdza tylko ze on nie byl z nia szczesliwy ale i tak mam wyrzuty ze to przez mnie. Szkoda mi go bardzo bo naprawde kochalam go szczerze.

40 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-08-03 18:00:16)

Odp: Karma?
SupportforOscar napisał/a:

Hej..
Bardzo mi przykro z powodu straty ciąży sad
Jak możesz w ogole mysleć, ze ktoś mogłby Ci takie okropne rzeczy życzyć??

No niestety, są takie osoby, które życzą...

41

Odp: Karma?
kroteczka napisał/a:

Anastacja tak mi przykro ze to cie spotkalo. Nie mysl absolutnie ze to jakas karma. Na tej zasadzie rodzice chorych dzieci musieliby wyrzucac sobie ze to co spotkalo ich dziecko jest wynikiem jakichs ich bledow czy grzechow przeszlosci a przeciez wiadomo ze tak nie jest.
Staraj sie byc szczesliwa, z tym co masz. Wyobrazam sobie jak jest ci trudno. Zostalas z ta swiadomoscia ze "przez ciebie" rozpadlo sie ich malzenstwo. Ale tak nie jest, ono i tak istnialo tylko na papierze. Malzenstwo mojego bylego kochanka tez chyba wisi na wlosku. I to pomimo ze zamknelam ten temat definitywnie jak wiesz. To co prawda potwierdza tylko ze on nie byl z nia szczesliwy ale i tak mam wyrzuty ze to przez mnie. Szkoda mi go bardzo bo naprawde kochalam go szczerze.

Kroteczka, ale ja wcale nie czuję, że rozbiłam jego małżeństwo, bo wiem jak ono wyglądało. Przyglądałam się z boku przez ponad 2 lata. On był z żoną po prostu nieszczęśliwy. Jeszcze przed poznaniem mnie doszedł do wniosku, że chce swoje życie zmienić. Zaczął od powrotu w wir pracy, wracał do domu tylko ze względu na dziecko…
Nie wiem czemu mam czuć się winna tak naprawdę - bo się zakochałam a on we mnie? Właściwie oboje doszliśmy do wniosku, kiedy już ze sobą szczerze o naszych uczuciach zaczęliśmy rozmawiać, że tak naprawdę od pierwszego spotkania w każdym z nas coś drgnęło a potem mniej lub bardziej świadomie dążyliśmy do poznania siebie, kontaktu. Nie zgodzę się z tym że to był cel w sensie zdobycia i rozbicia małżeństwa. Przecież po 2 czy 3 spotkaniach mogło się okazać że to nie to. Mogliśmy się też ze sobą przespać już na pierwszej imprezie a nie czekać z tym 2 lata, kiedy oboje będziemy pewni siebie, że to nie przypadek.
Chciałam go poznać lepiej na neutralnym koleżeńskim gruncie, zweryfikować to co do niego czuję, myślę że on podobnie. Gdyby nie był żonaty na pewno bym się tyle nie wzbraniała i nie była tak ostrożna.  Dlatego nie znoszę tej niesprawiedliwości w ocenie „kochanek”, wrzucanie ich do jednego worka.
Podziwiam Cię, że wytrwałaś w swoim postanowieniu, że odcięłaś się od niego i wybrałaś małżeństwo. Tak jednak bywa, że osoba która podejmuje pierwsza tą decyzję zakończenia romansu ma przewagę tak naprawdę. Dla tej drugiej to szok. Szkoda by było gdyby w tej sytuacji, kiedy jesteś przekonana, że nie chcesz z nim być, jego małżeństwo się rozpadło. Jednak nie możesz siebie o to winić. To była (też) jego decyzja, on o Ciebie zabiegał, on się starał. Gdyby mu zależało, gdyby był odpowiedzialny, rozegrałby to inaczej. Co do postawy jego żony – gdy czuła tylko ew zagrożenie wiadomo że była zazdrosna i zaborcza, ale jak się okazało, że już po fakcie i że Ty się wycofałaś, to hmm nie ma o kogo i z kim walczyć tak naprawdę. Bo on „wrócił” a Ty nie jesteś zainteresowana. A w dodatku mąż Ci wybaczył. Nie ma więc na kim wylewać żalu, jadu (jak tu co poniektóre). Pewnie dyby Wasz romans trwał to by się rozkręciła… a tak? Przyjąć niewiernego Misia bo jego ukochana a do tej pory jej rywalka go nie chce?
Eh, takie to wszystko skomplikowane… czasem myślę, że ludzie bez uczuć, nie zdolni do miłości, wyrachowani mają tysiąc razy w życiu lżej hmm

42

Odp: Karma?

Nie znam historii kroteczki, jednak żona jej byłego kochanka mogła po prostu już go nie chcieć po zdradzie. Najpierw walczyła, a potem stwierdziła, że po co jej do szczęścia potrzebny ktoś kto zdradza. Jeśli nie z tą, to znajdzie następną. Można czymś takim się zmęczyć.

43 Ostatnio edytowany przez poszukiwaczka1975 (2015-08-03 20:30:14)

Odp: Karma?
zbytdelikatna napisał/a:

Nie znam historii kroteczki, jednak żona jej byłego kochanka mogła po prostu już go nie chcieć po zdradzie. Najpierw walczyła, a potem stwierdziła, że po co jej do szczęścia potrzebny ktoś kto zdradza. Jeśli nie z tą, to znajdzie następną. Można czymś takim się zmęczyć.

Bo widzisz zbytdrlikatna, żona kroteczkowego kochanka go nie chce, ty pogoniłaś swojego zdradzacza, ja wygnałam seojego niewiernego a taka Anastacja jest zachwycona swoim kiszonym ogórem,
Nie wiem, czy zdążyłaś przecztać wątek Anastacji o jej romansie, zanim został usunięty, ale ten biedny misio taki był nieszczęśliwy, że swoją żonę zdradził wielokrotnie a Anastacja była jedną z wielu i kolejną. Na ale pewnie teraz już zdradzać nie będzie -tylko przy złej żonie musiał kisić ogóra u koleżanek z pracy wink

44

Odp: Karma?
SupportforOscar napisał/a:

Hej..
Bardzo mi przykro z powodu straty ciąży sad
Jak możesz w ogole mysleć, ze ktoś mogłby Ci takie okropne rzeczy życzyć?? Skoro Ty wiesz jak było naprawdę z jego malżeństwem, że to nie Ty jesteś powodem jego rozbicia to dlaczego cały czas wracasz do tego? Dlaczego to poronienie tłumaczysz karmą skoro TY WIESZ JAK BYŁO? Karma za romans z żonatym? czy z powodu związku/małżeństwa z rozwodnikiem ? Karma za to, że nie zyjecie po bożemu? Za bardzo roztrząsasz przeszłość i nawet tu na forum zauważyłam, ze "kręcisz" sie w tematach kochanek, zdrad.. Po co?

Ech, cóż zrobić, najwyraźniej tak miało być, jeszcze nie czas... sad  choć zawsze to było moim marzeniem.
Widzisz, Ty za młoda, ja za stara wink tzn zdawałam sobie sprawę że po 30-tce z (pierwszą) ciążą tak mogło być.. mimo to dla mnie ogromny ból strata, szczególnie że jednak słyszałam już bicie serduszka, widziałam je na USG... ale nie urodziłam,  więc to trochę dla mnie jak sen? Tzn staram się tak myśleć, bo bym chyba zwariowała.
W ogóle w ciągu ostatniego roku tyle się w moim życiu wydarzyło, zmieniło. Może rzeczywiście najpierw czas na zbudowanie relacji już teraz razem odcięcie od tej "łatki" kochanki, romansu z żonatym... Niby tylko pół roku minęło.. ale do poukładania wiele rzeczy. I nie mówię tu do końca o nas bo jednak przez te ponad 3 lata jakoś się poznaliśmy i poukładaliśmy swoje życie razem, ale jest jeszcze jego dziecko i ex żona.
Ty masz ten "komfort"? że po jego rozwodzie masz właściwie czystą sytuacje, ex nie istnieje w Waszym życiu, nie ma jego dzieci.
Dla mnie to nowa i trudna sytuacja choć się staram jak mogę. Jego dziecko mnie polubiło, to już duży plus, ja też nie ograniczam jego kontaktu z dzieckiem wręcz przeciwnie. Mam nawet wrażenie że jego ex żona jak poczuła że jest wolna i może ze swoim facetem już na legalu spędzać czas to to dziecko bardzo chętnie nam podrzuca (a wie że ja nie odmówię nawet jak on na wyjazdach) a sama korzysta z życia. Już nawet nie ma oporów by ze mną dogadywać pewne kwestie dotyczące dziecka. Odnajduję się w tym ale to wciąż nie jest dla mnie komfortowa sytuacja. Mam nawet czasem wrażenie, że teraz jestem dla tego dziecka najbliższą osobą... naprawdę. To dziwne uczucie. Wiem ze matka to matka a ojciec to ojciec, ale.. Matka żyje nową miłością, ojciec dużo pracuje.. a ja się nią zajmuję. Doszło nawet do tego że ex żona nie uwzględniła dziecka w swoim urlopie.
Ja tam się mogę nią zając, mamy tu nianię, ale nie ogarniam tej kobiety.. hmm I ta perspektywa że wciąż będzie obecna w naszym życiu sad

45

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:

Kroteczka, ale ja wcale nie czuję, że rozbiłam jego małżeństwo, bo wiem jak ono wyglądało. Przyglądałam się z boku przez ponad 2 lata. On był z żoną po prostu nieszczęśliwy. Jeszcze przed poznaniem mnie doszedł do wniosku, że chce swoje życie zmienić. Zaczął od powrotu w wir pracy, wracał do domu tylko ze względu na dziecko…
Nie wiem czemu mam czuć się winna tak naprawdę - bo się zakochałam a on we mnie? Właściwie oboje doszliśmy do wniosku, kiedy już ze sobą szczerze o naszych uczuciach zaczęliśmy rozmawiać, że tak naprawdę od pierwszego spotkania w każdym z nas coś drgnęło a potem mniej lub bardziej świadomie dążyliśmy do poznania siebie, kontaktu. Nie zgodzę się z tym że to był cel w sensie zdobycia i rozbicia małżeństwa. Przecież po 2 czy 3 spotkaniach mogło się okazać że to nie to. Mogliśmy się też ze sobą przespać już na pierwszej imprezie a nie czekać z tym 2 lata, kiedy oboje będziemy pewni siebie, że to nie przypadek.
Chciałam go poznać lepiej na neutralnym koleżeńskim gruncie, zweryfikować to co do niego czuję, myślę że on podobnie. Gdyby nie był żonaty na pewno bym się tyle nie wzbraniała i nie była tak ostrożna.  Dlatego nie znoszę tej niesprawiedliwości w ocenie „kochanek”, wrzucanie ich do jednego worka.
Podziwiam Cię, że wytrwałaś w swoim postanowieniu, że odcięłaś się od niego i wybrałaś małżeństwo. Tak jednak bywa, że osoba która podejmuje pierwsza tą decyzję zakończenia romansu ma przewagę tak naprawdę. Dla tej drugiej to szok. Szkoda by było gdyby w tej sytuacji, kiedy jesteś przekonana, że nie chcesz z nim być, jego małżeństwo się rozpadło. Jednak nie możesz siebie o to winić. To była (też) jego decyzja, on o Ciebie zabiegał, on się starał. Gdyby mu zależało, gdyby był odpowiedzialny, rozegrałby to inaczej. Co do postawy jego żony – gdy czuła tylko ew zagrożenie wiadomo że była zazdrosna i zaborcza, ale jak się okazało, że już po fakcie i że Ty się wycofałaś, to hmm nie ma o kogo i z kim walczyć tak naprawdę. Bo on „wrócił” a Ty nie jesteś zainteresowana. A w dodatku mąż Ci wybaczył. Nie ma więc na kim wylewać żalu, jadu (jak tu co poniektóre). Pewnie dyby Wasz romans trwał to by się rozkręciła… a tak? Przyjąć niewiernego Misia bo jego ukochana a do tej pory jej rywalka go nie chce?
Eh, takie to wszystko skomplikowane… czasem myślę, że ludzie bez uczuć, nie zdolni do miłości, wyrachowani mają tysiąc razy w życiu lżej hmm

Tak u mnie bylo tak samo, ja tez musialam sie upewniec ze z jego strony to cos powaznego. I tez dlatego tyle trwalo zanim sie zdecydowalam pojsc krok dalej. On byl nieugiety w swoim dazeniu do celu. Przyznam ze mi to bardzo imponowalo, i dlatego nie wierze ze to bylo zwykle polowanie na kobiete. I teraz po jego zachowaniu widze ze to nie byla zabawa dla niego.
Nie wiem jak zachowuje sie jego zona czy odpuscila sobie go czy nadal walczy. Ja nie walczylabym o faceta ktory marzy i teskni do innej kobiety.

46

Odp: Karma?

Jak sie czyta co piszesz o tym małym dziecku to sie przykro robi. Tata w rozjazdach,daleko, mama, Ty, partner mamy, niania... jak to dziecko ma normalnie dorosnac w takiej sytuacji? Ale to nie Twoja wina. To wina rodziców, a największa ojca.
To dobrze, ze się troszczysz o to dziecko.

47

Odp: Karma?
kroteczka napisał/a:

Tak u mnie bylo tak samo, ja tez musialam sie upewniec ze z jego strony to cos powaznego. I tez dlatego tyle trwalo zanim sie zdecydowalam pojsc krok dalej. On byl nieugiety w swoim dazeniu do celu. Przyznam ze mi to bardzo imponowalo, i dlatego nie wierze ze to bylo zwykle polowanie na kobiete. I teraz po jego zachowaniu widze ze to nie byla zabawa dla niego.
Nie wiem jak zachowuje sie jego zona czy odpuscila sobie go czy nadal walczy. Ja nie walczylabym o faceta ktory marzy i teskni do innej kobiety.

Dokładnie, inna rzecz którą zbytdelikatna jako ta zdradzona żona podkreśliła, że też mogłaby wejść w romans z żonatym, zajętym, ale się szanuje i na to nigdy nie pójdzie. Ok, ale sytuacja sytuacji nie równa. Sex możesz mieć w 5 min. wystarczy że się zalogujesz na portalu randkowym albo dasz do zrozumienia koledze, albo on tobie ot tak przelotnie że ma ochotę... Kwestia tego czy ktoś zechce się o ciebie starać, że nie poleci na łatwiznę... I to jest ta różnica i punkt sporu... Rozumiem, że kobietom zdradzonym łatwiej myśleć że ona go uwiodła, że on właściwie tylko się poddał jej "tańcom". Ok, ja to rozumiem, bo pewnie tez tak bywa, może i w większości przypadków zdrad. Jednak nie zawsze. Czasem naprawdę ten "mąż" staje na głowie by zdobyć " kochankę".

48

Odp: Karma?
horses napisał/a:

Jak sie czyta co piszesz o tym małym dziecku to sie przykro robi. Tata w rozjazdach,daleko, mama, Ty, partner mamy, niania... jak to dziecko ma normalnie dorosnac w takiej sytuacji? Ale to nie Twoja wina. To wina rodziców, a największa ojca.
To dobrze, ze się troszczysz o to dziecko.

Nie wiem czy do końca jego - jego ex zona nigdy nie pracowała, niania i osoby do zajęcia domem to standard. On tak na to wszystko zarabiał. Teraz zrezygnował z kilu funkcji, bo nie chce mnie obciążać i chce być więcej z dzieckiem, ale i tak wyjeżdża i zdarza się ze ja sama z nianią zostaje jego z dzieckiem.
Ja też nie mam złej pracy, nie zarabiam mało, tez wyjeżdżam, ale nie tyle co on. Dlatego ex żona woli ze mną teraz wszystko dogadywać.
Do niego nic nie mam, ale jej zachowanie zaczyna mnie irytować, choć to dziecko naprawdę polubiłam...

49

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:

Dokładnie, inna rzecz którą zbytdelikatna jako ta zdradzona żona podkreśliła, że też mogłaby wejść w romans z żonatym, zajętym, ale się szanuje i na to nigdy nie pójdzie. Ok, ale sytuacja sytuacji nie równa. Sex możesz mieć w 5 min. wystarczy że się zalogujesz na portalu randkowym albo dasz do zrozumienia koledze, albo on tobie ot tak przelotnie że ma ochotę... Kwestia tego czy ktoś zechce się o ciebie starać, że nie poleci na łatwiznę... I to jest ta różnica i punkt sporu... Rozumiem, że kobietom zdradzonym łatwiej myśleć że ona go uwiodła, że on właściwie tylko się poddał jej "tańcom". Ok, ja to rozumiem, bo pewnie tez tak bywa, może i w większości przypadków zdrad. Jednak nie zawsze. Czasem naprawdę ten "mąż" staje na głowie by zdobyć " kochankę".

Wiele zdradzonych zon nie moze pojac ze "ich" maz moze tak bardzo starac sie o inna kobiete. "Moja zona"'dowiedziala sie o zdradzie , bo jak podejrzewam, przeczytala jego teskne smsy. Wie ze byl seks miedzy nami i ze juz od jakiegos czasu to skonczone. Ale nie sadze ze wie jak dlugo jej maz staral sie mnie uwiesc. Jak czesto slyszalam od niego uwagi nt tego jaka jestem idealna dla niego, w sensie fizycznym i psychicznym. Jak pytal mnie jakie podobaja mi sie rosliny w ogrodzie i czy powinien posadzic to czy tamto.
Ona nigdy mnie nie lubila bo wiedziala ze sie przyjaznimy i byla o to zawsze bardzo zazdrosna.
Nigdy nie wdalabym sie w ten romans gdyby chociaz raz zdarzylo mi sie podejrzewac go o to ze sie mna bawi.

Mysle tak jak ty, ze takie romanse to mniejszosc , wiekszosc przypadkow to przelotne skoki w bok. Romanse gdzie w gre wchodzi uczucie, zaangazowanie sa znacznie ciezszym przypadkiem dla wszystkich stron.

Ja mysle ze gdybym nie miala dzieci a tylko meza to odeszlabym od niego. Sprobowalabym tak jak ty z nim zyc. Ja mialam znacznie wiecej do stracenia.

50

Odp: Karma?

To ich sprawa, ze nie pracowała.
Pomine sprawe winy i powodów rozpadu malżeństwa, bo to juz się stało.
Wszyscy dorosli do tego dopuścili, a dziecko już wtedy zapłaciło pierwszą cenę.
Ale małżeństwa się rozpadają i nie ma co z tym dyskutować. Nikt nie zyje za karę.
Dziecko ma dwa domy i wiele dzieci ma dwa domy
i w jakis sposób wszyscy dorosli w tej sytuacji staraja się zapewnic  dziecku stabilność, normalność.
Sama widzisz, ze nie jest normalnie. Taka jeździ, mama odreagowuje, Tobie sytuacja zaczyna działać na nerwy.
Dziecko znowu płaci. Szkoda dziecka.

51

Odp: Karma?
poszukiwaczka1975 napisał/a:

Bo widzisz zbytdrlikatna, żona kroteczkowego kochanka go nie chce, ty pogoniłaś swojego zdradzacza, ja wygnałam seojego niewiernego a taka Anastacja jest zachwycona swoim kiszonym ogórem,
Nie wiem, czy zdążyłaś przecztać wątek Anastacji o jej romansie, zanim został usunięty, ale ten biedny misio taki był nieszczęśliwy, że swoją żonę zdradził wielokrotnie a Anastacja była jedną z wielu i kolejną. Na ale pewnie teraz już zdradzać nie będzie -tylko przy złej żonie musiał kisić ogóra u koleżanek z pracy wink

No to ciekawe co na to, ta wiekszosc zon walczacych zaciekle? Co im powiesz?
Ja mysle ze rozpadaja sie te malzenstwa gdzie nie bylo prawdziwej milosci, gdzie mezowi zwyczajnie na zonie nie zalezy. A trwaja te gdzie zdradzajacy szczerze zaluje i chce trwac w malzenstwie dla wspolnego dobra, w takim wypadku znacznie latwiej tez jest wybaczyc.

52

Odp: Karma?
horses napisał/a:

To ich sprawa, ze nie pracowała.
Pomine sprawe winy i powodów rozpadu malżeństwa, bo to juz się stało.
Wszyscy dorosli do tego dopuścili, a dziecko już wtedy zapłaciło pierwszą cenę.
Ale małżeństwa się rozpadają i nie ma co z tym dyskutować. Nikt nie zyje za karę.
Dziecko ma dwa domy i wiele dzieci ma dwa domy
i w jakis sposób wszyscy dorosli w tej sytuacji staraja się zapewnic  dziecku stabilność, normalność.
Sama widzisz, ze nie jest normalnie. Taka jeździ, mama odreagowuje, Tobie sytuacja zaczyna działać na nerwy.
Dziecko znowu płaci. Szkoda dziecka.

Horses nie demonizuj sytuacji, wiele dzieci sie wychowuje w takiej sytuacji a nawet w znacznie gorszej. Mala sobie poradzi. Co innego gdyby nowa "ciocia" jej nie lubila a tak zyskuje nowa osobe do kochania.
Anastacja trzymam kciuki, bedzie dobrze. Jesli go kochasz wszystko sie ulozy.

53 Ostatnio edytowany przez horses (2015-08-03 22:29:34)

Odp: Karma?

Krotko nie zrozumialas mnie.
O to chodzi aby dziecku, które ma dwa domy zbudowac w tej sytuacji harmonię.
Jest nowa sytuacja, punkt zero .... i trzeba zapewnic normalność w tej własnie sytuacji.
Da się, ale to ciężka praca dwóch nowych związków. Ta 4 ludzi jest temu dziecku to winna.
Trochę brutalnie powiem. Wybacz Anastazja, bo to nie jest złosliwość.
Ale zamiast podskakiwac z radości, ze kazdy ma nowego, wymarzonego partnera ( piszę o 4 ludzi),
zastanawiac sie nad powiekszaniem rodziny ..... poswięcic troche czasu na ustabilizowanie sytuacji tej dziewczynki.
Dogadac się w kwestii czasu spędznego razem, opieki i róznych innych spraw. To juz się sypie, nawet Anastazja to widzi.
Naprawdę warto się tym zająć.
Nie chodzi o osobe do kochania. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa, jasne reguły i stabilność.

54

Odp: Karma?
horses napisał/a:

Krotko nie zrozumialas mnie.
O to chodzi aby dziecku, które ma dwa domy zbudowac w tej sytuacji harmonię.
Jest nowa sytuacja, punkt zero .... i trzeba zapewnic normalność w tej własnie sytuacji.
Da się, ale to ciężka praca dwóch nowych związków. Ta 4 ludzi jest temu dziecku to winna.
Trochę brutalnie powiem. Wybacz Anastazja, bo to nie jest złosliwość.
Ale zamiast podskakiwac z radości, ze kazdy ma nowego, wymarzonego partnera ( piszę o 4 ludzi),
zastanawiac sie nad powiekszaniem rodziny ..... poswięcic troche czasu na ustabilizowanie sytuacji tej dziewczynki.
Dogadac się w kwestii czasu spędznego razem, opieki i róznych innych spraw. To juz się sypie, nawet Anastazja to widzi.
Naprawdę warto się tym zająć.
Nie chodzi o osobe do kochania. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa, jasne reguły i stabilność.

horses, ja już to widzę i to po kilku miesiącach. Na początku wyszłam z założenia że chcę być dla tego dziecka po prostu koleżanką albo dużo starszą siostrą, nie 2 matką! Nie chcę ani odbierać tej roli ani w niej się znakować obecnie..  Jedyny plus taki że bardzo się polubiłyśmy z jego dzieckiem i ona naprawdę chce ze mną spędzać czas.. Ja jednak do nowej sytuacji muszę się przyzwyczaić, wiem że ciężko mi to idzie, ale to tylko pół roku... tak wiele się zmieniło...

55

Odp: Karma?

Anastacja a napisz jak ci sie uklada z nim? Czujesz sie szczesliwa? Wierzysz ze to milosc na cale zycie?

56

Odp: Karma?
kroteczka napisał/a:

Anastacja a napisz jak ci sie uklada z nim? Czujesz sie szczesliwa? Wierzysz ze to milosc na cale zycie?

Kroteczko, układa nam się bardzo dobrze. Kocham go a on mnie i ja to czuję, bo na wiele sposobów mi okazuje. Jakoś nie było żadnego problemu z tym by się ze sobą zgrać w codziennym życiu, to wyszło jakoś tak bardzo naturalnie. Zmieniliśmy mieszkanie by zacząć wszystko od nowa i powoli sobie się w nim urządzaliśmy. Ogólnie oboje poczuliśmy ulgę i pewien spokój… Znajomi nawet się specjalnie nie zdziwili, że jesteśmy parą, bo to dla nich było oczywiste, że coś było na rzeczy już wcześniej.
O nas się nie martwię, tylko o jego dziecko i ex, ale myślę, a właściwie mam nadzieję, że po wakacjach sytuacja się unormuje. Wiadomo szkoła itd., większa stabilizacja.

57

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Anastacja a napisz jak ci sie uklada z nim? Czujesz sie szczesliwa? Wierzysz ze to milosc na cale zycie?

Kroteczko, układa nam się bardzo dobrze. Kocham go a on mnie i ja to czuję, bo na wiele sposobów mi okazuje. Jakoś nie było żadnego problemu z tym by się ze sobą zgrać w codziennym życiu, to wyszło jakoś tak bardzo naturalnie. Zmieniliśmy mieszkanie by zacząć wszystko od nowa i powoli sobie się w nim urządzaliśmy. Ogólnie oboje poczuliśmy ulgę i pewien spokój… Znajomi nawet się specjalnie nie zdziwili, że jesteśmy parą, bo to dla nich było oczywiste, że coś było na rzeczy już wcześniej.
O nas się nie martwię, tylko o jego dziecko i ex, ale myślę, a właściwie mam nadzieję, że po wakacjach sytuacja się unormuje. Wiadomo szkoła itd., większa stabilizacja.


Coś czuję że dziecko ci już jednak zaczęło przeszkadzać…czepiasz się że matka zaczyna szaleć i podrzucać wam dziecko…a przepraszam kto siedział z dzieckiem jak ty się „zabawiałaś” z jego tatusiem…twój ALVARO ma takie samo prawo do opieki nad dzieckiem jak matka…a ze on się tobą wyręcza to już twój problem że się tak dajesz urobić

58

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:
kroteczka napisał/a:

Anastacja a napisz jak ci sie uklada z nim? Czujesz sie szczesliwa? Wierzysz ze to milosc na cale zycie?

Kroteczko, układa nam się bardzo dobrze. Kocham go a on mnie i ja to czuję, bo na wiele sposobów mi okazuje. Jakoś nie było żadnego problemu z tym by się ze sobą zgrać w codziennym życiu, to wyszło jakoś tak bardzo naturalnie. Zmieniliśmy mieszkanie by zacząć wszystko od nowa i powoli sobie się w nim urządzaliśmy. Ogólnie oboje poczuliśmy ulgę i pewien spokój… Znajomi nawet się specjalnie nie zdziwili, że jesteśmy parą, bo to dla nich było oczywiste, że coś było na rzeczy już wcześniej.
O nas się nie martwię, tylko o jego dziecko i ex, ale myślę, a właściwie mam nadzieję, że po wakacjach sytuacja się unormuje. Wiadomo szkoła itd., większa stabilizacja.

To, że dziecko wiąże się z Tobą emocjonalnie, jest darem losu, nie powodem do.zmartwień.
Niestety, obecność ex Twojego partnera, to stały element związku powstałego na bazie rozpadu poprzedniego związku jednego z partnerów, w którym podstawową rolę gra wspólne dziecko.
Z tym należało się liczyć. Niezależnie, czy kontakty byłych małżonków są poprawne, czy wręcz odwrotnie.
"Po owocach go poznacie". A te owoce w Twoim przypadku już widzę. Matka dziecka nie ma nic przeciwko Twojemu wpływowi na córkę. Bo widzi, że małej nie dzieje się.źle pod Twoją opieką. I wykorzystuje to. Nie dziw się temu w jej sytuacji obecnej.

59

Odp: Karma?

Anastacjoo,
ale to troche naiwne myslenie, ze jest się przyjaciółką, starszą siostrą tej dziewczynki.
Jestes partnerką jej ojca i wiążą się z tym także pewne obowiązki. Uczestniczysz w wychowaniu tego dziecka.
Dlatego wazne jest ustalenie zasad, obowiązków między rodzicami i nowymi partnerami, dla własnej wygody i dla dobra dziewczynki.
Ponadto szybko zobaczysz, jaki styl wychowywania dziecka preferuje Twój partner.
Czy to swiadomy i zaangazowany w ukształtowanie dziecka człowiek, czy tez wolny ptak,ukochany dostarczyciel prezentów i przyjemności,
a całe zmudne wychowanie dziecka zwala na kobietę, teraz kobiety. Generalnie często spotykany typ mężczyzny smile

60

Odp: Karma?
Excop napisał/a:

To, że dziecko wiąże się z Tobą emocjonalnie, jest darem losu, nie powodem do.zmartwień.
Niestety, obecność ex Twojego partnera, to stały element związku powstałego na bazie rozpadu poprzedniego związku jednego z partnerów, w którym podstawową rolę gra wspólne dziecko.
Z tym należało się liczyć. Niezależnie, czy kontakty byłych małżonków są poprawne, czy wręcz odwrotnie.
"Po owocach go poznacie". A te owoce w Twoim przypadku już widzę. Matka dziecka nie ma nic przeciwko Twojemu wpływowi na córkę. Bo widzi, że małej nie dzieje się.źle pod Twoją opieką. I wykorzystuje to. Nie dziw się temu w jej sytuacji obecnej.

Excop, ja się bardzo ciesze z tej relacji z dzieckiem, bo tego bardzo się obawiałam wcześniej, że może mnie nie zaakceptować, albo że matka ją będzie przeciwko mnie nastawiać. Nie dziwię się też matce że teraz chce odreagować i wyszaleć. Jednak nie zamierzam być jej (żony) koleżanką, wolałabym zachować dystans i zwyczajnie zaczynają mnie drażnić jej telefony do mnie, to spoufalanie się. Z drugiej strony czuję się poniekąd odpowiedzialna za tą sytuację, również za to dziecko, dlatego póki co nic z tym nie robię, bo nie chcę dziecka narażać na dodatkowe stresy, że nie ma się kto nią zająć, chcę by czuła się u nas bezpiecznie, że zawsze może przyjechać. Obawiam się jednak że matka tak będzie dalej postępowała dlatego chcę postawić granicę, tylko nie wiem za bardzo jak to zrobić. Przecież nie powiem że nie życzę sobie by do mnie dzwoniła? A może powinnam? Może powinnam była od samego początku tak zrobić, ale wydawało mi się naturalne, że matka chce wiedzieć co z jej dzieckiem i jak ojciec nie odbiera raz, drugi, to dzwoni do mnie.

61

Odp: Karma?

Nie wiem, może mam jakieś konserwatywne poglądy. Podchodzi się do tematu rozbicia rodziny z łatwością.
Wiele dzieci wychowuje się w rozbitych rodzinach i ma jeszcze gorszą sytuację. I co?!
To znaczy, że to ma stać się normą. Mamy dostosować, unowocześnić swoje myślenie, swoją moralność. Jak będzie coraz bardziej szerzyć się pedofilia to też zweryfikujemy swoje na nią poglądy?
Nie jest to dla mnie normą. Myślę, że dla tego dziecka, którego nikt się o zdanie nie pytał i nikt nie brał go pod uwagę ( a już na pewno nie ten "ojciec roku", który większość czasu był w domu nieobecny) nie jest to taka zwykła sytuacja.
Nie rozumiem tego. A gdyby to chodziło o twoje dziecko Anastacjoo to też pocieszałabyś się, że inne dzieci mają gorzej.
A skąd wiesz co dla takiego dziecka znaczy "gorzej".

Kobiety jak wy wchodzicie na trzeciego między małżonków to jest wasza sprawa. Każdy ma w końcu rozum i wolną wolę, ale skończcie wmawiać ludziom, że to jest właściwie normalne i ok.
Napisałaś Anastacjoo, że jego żona nie pracowała i do tego miała niańkę do dziecka a on na to wszystko pracował.
A kto miał na to pracować? Sąsiad?
Teraz robi z niej leniwą, wygodną kobietę. Założę się, że odradzał jej podjęcie pracy zawodowej ze względu na dziecko i fakt, że on przecież dobrze zarabia i nie ma potrzeby żeby ona za jakieś marne grosze zostawiała dziecko na cały dzień.
Kobieta siedziała całymi tygodniami sama z dzieckiem. On przecież "pracował'. Anastacjoo chciałabyś takiego życia i takiego męża?Wiecznie sama z dzieckiem. Mała chora - ty sama, nieprzespana noc - ty sama. Co z tego, że nie pracowała. Nie zostawi się takiego małego dziecka samego w domu, bo coś może się wydarzyć. Kobieta też potrzebuje pójść do lekarza, fryzjera a nie być uwiązaną do dziecka, stąd niańka.
Obecnie nadal nie zajmuje się dzieckiem. Zrezygnował z części obowiązków służbowych, żeby czas spędzić z tobą - czyli dalej jego przyjemności. Zresztą może zależy mu na płaceniu mniejszych alimentów.

Widzisz chyba każda chciałaby tego faceta ale najlepiej bez jego przychówku. Dotychczas to nie był twój problem. Sytuacja się zmieniła.
Najlepiej faktycznie wyszedł na tym on. Dzieckiem się chyba tylko zasłaniał.
No i jeszcze to robienie z siebie takiego szlachetnego. Bardzo ciekawe, że prawie zawsze ci faceci przedstawiają siebie w takim świetle a kobiety które wzięli sobie za żony i chyba zwyczajnie zaniedbywali to jakieś takie, które z nimi były tylko z wygody.
Anastacjoo popatrz może trochę szerzej na to co się wokół ciebie dzieje. Może zdyscyplinuj trochę jego, żeby jednak poświęcał córce jak najwięcej czasu i był dla niej jak najlepszym ojcem. Najprościej mieć pretensje do żony. A to nie jej wina, że on przerzucił na ciebie to co do niego należy. Nie licz też, że jego ona będzie cię lubiła. Nie zapraszała cię do waszego życia, ty weszłaś w jej życie i w życie dziecka.

62

Odp: Karma?
Anastacjaa napisał/a:

Nie wiem czemu mam czuć się winna tak naprawdę - bo się zakochałam a on we mnie? Właściwie oboje doszliśmy do wniosku, kiedy już ze sobą szczerze o naszych uczuciach zaczęliśmy rozmawiać, że tak naprawdę od pierwszego spotkania w każdym z nas coś drgnęło a potem mniej lub bardziej świadomie dążyliśmy do poznania siebie, kontaktu. Nie zgodzę się z tym że to był cel w sensie zdobycia i rozbicia małżeństwa. Przecież po 2 czy 3 spotkaniach mogło się okazać że to nie to. Mogliśmy się też ze sobą przespać już na pierwszej imprezie a nie czekać z tym 2 lata, kiedy oboje będziemy pewni siebie, że to nie przypadek.
Chciałam go poznać lepiej na neutralnym koleżeńskim gruncie, zweryfikować to co do niego czuję, myślę że on podobnie. Gdyby nie był żonaty na pewno bym się tyle nie wzbraniała i nie była tak ostrożna.  Dlatego nie znoszę tej niesprawiedliwości w ocenie „kochanek”, wrzucanie ich do jednego worka.

Anastazjo wg mnie też nie ma nic złego w tym, że ktoś się w kimś zakocha, chodzi o fakt dalszego postępowania, okłamywania i oszukiwania. To jest cholernie nieuczciwe i tchórzowskie. Jeśli komuś nie układa się w małżeństwie i poznaje 2 osobę to dlaczego nie odejdzie od żony/męża? Lepiej oszukiwać, zdradzać? Kłamstwa i tak zawsze wyjdą na światło dzienne i niestety bardziej boli to, że było się tak długo oszukiwanym... Z drugiej strony zastanawia mnie jak to jest być kochanką? - dzielić się mężczyzną, którego się rzekomo kocha z jego żoną, da się z tym żyć? On pewnie z nią sypia (oczywiście mówi że nie), musi mówić jej, że ją kocha żeby stwarzać pozory, dla mnie trwanie w trójkącie to nie jest normalna sytuacja.

63

Odp: Karma?
bet napisał/a:

Kobiety jak wy wchodzicie na trzeciego między małżonków to jest wasza sprawa. Każdy ma w końcu rozum i wolną wolę, ale skończcie wmawiać ludziom, że to jest właściwie normalne i ok.
Napisałaś Anastacjoo, że jego żona nie pracowała i do tego miała niańkę do dziecka a on na to wszystko pracował.
A kto miał na to pracować? Sąsiad?
Teraz robi z niej leniwą, wygodną kobietę. Założę się, że odradzał jej podjęcie pracy zawodowej ze względu na dziecko i fakt, że on przecież dobrze zarabia i nie ma potrzeby żeby ona za jakieś marne grosze zostawiała dziecko na cały dzień.
Kobieta siedziała całymi tygodniami sama z dzieckiem. On przecież "pracował'. Anastacjoo chciałabyś takiego życia i takiego męża?Wiecznie sama z dzieckiem. Mała chora - ty sama, nieprzespana noc - ty sama. Co z tego, że nie pracowała. Nie zostawi się takiego małego dziecka samego w domu, bo coś może się wydarzyć. Kobieta też potrzebuje pójść do lekarza, fryzjera a nie być uwiązaną do dziecka, stąd niańka.
Obecnie nadal nie zajmuje się dzieckiem. Zrezygnował z części obowiązków służbowych, żeby czas spędzić z tobą - czyli dalej jego przyjemności. Zresztą może zależy mu na płaceniu mniejszych alimentów.

Widzisz chyba każda chciałaby tego faceta ale najlepiej bez jego przychówku. Dotychczas to nie był twój problem. Sytuacja się zmieniła.
Najlepiej faktycznie wyszedł na tym on. Dzieckiem się chyba tylko zasłaniał.
No i jeszcze to robienie z siebie takiego szlachetnego. Bardzo ciekawe, że prawie zawsze ci faceci przedstawiają siebie w takim świetle a kobiety które wzięli sobie za żony i chyba zwyczajnie zaniedbywali to jakieś takie, które z nimi były tylko z wygody.
Anastacjoo popatrz może trochę szerzej na to co się wokół ciebie dzieje. Może zdyscyplinuj trochę jego, żeby jednak poświęcał córce jak najwięcej czasu i był dla niej jak najlepszym ojcem. Najprościej mieć pretensje do żony. A to nie jej wina, że on przerzucił na ciebie to co do niego należy. Nie licz też, że jego ona będzie cię lubiła. Nie zapraszała cię do waszego życia, ty weszłaś w jej życie i w życie dziecka.

Zgadzam się z bet!!!
Moim zdaniem, teraz możesz mieć bardziej realny obraz tego jak to mogło wyglądać u nich w domu...
zobacz co się dzieje!! Ty teraz też zostajesz z dzieckiem w domu sama!!! I to nie z Twoim ale jego!!! On nie ma żadnych skrupułów!! No sorry.. ale to generalnie jest jego odpowiedzialność!!! Myślisz, że u nich w domu to wyglądało inaczej?? No nie... a wręcz pewnie jeszcze gorzej bo tam to już mógł być " w 100% sobą". Przykre to jest bardzo, że teraz ta mała zostaje takim workiem ziemniaków przerzucanych z kąta w kąt!!!! Bo i dlaczego by to nie ojciec miał nad nią opiekę a mama została "weekendową mamusią"  jeżeli matka "nie daje rady".
Nie powinnam się wymądrzać, ale ja sama też byłam kochanką. I jak to się wszystko działo to inni mi powtarzali, czy ja myślę, że on będzie mnie inaczej traktował niż własną żonę? Kłamał, zdradzał, cokolwiek by to miało nie być jak podejście do obowiązków domowych.. itp... No nie, bo dlaczego by nie skoro on tak robił komuś innemu to czemu by ze mną miało być inaczej? I to co się u Was dzieje to jest moim zdaniem teraz, w pewnym sensie klasyk gatunku. Nie jestem przekonana czy on przerobił to dlaczego rozpadło się jego małżeństwo. Wolał ucieczkę w Ciebie niż stawić temu czoła. No bo jak miał się zająć małżeństwem jak jego ciągle w domu nie było? Z tego co piszesz to teraz go też często nie ma! Te same problemy zaczynają u Was wychodzić, jak te przysłowiowe trupy z szafy.. Tak jak napisała bet, jak się miała czuć jego żona jak została zostawiona sama sobie w domu z dzieckiem? Wielu Panów, uważa, ze skoro ja pracuję, to dzieci to już generalnie "sprawa" żony.. To jest już równia pochyła w dół...
Trochę dziwnie z boku to wygląda. "Mała" to jest generalnie jego obowiązek! A jemu to na rękę, żeby ona "siedziała" u matki. Ma "problem" z głowy.. Nawet telefonów mu się nie chce od Ex odbierać, przecież wie po co dzwoni...  Myślisz , że z Waszymi dziećmi będzie inaczej..Yyyyy??

64

Odp: Karma?
kochanka81 napisał/a:

Moim zdaniem, teraz możesz mieć bardziej realny obraz tego jak to mogło wyglądać u nich w domu...
zobacz co się dzieje!! Ty teraz też zostajesz z dzieckiem w domu sama!!! I to nie z Twoim ale jego!!! On nie ma żadnych skrupułów!!

Ale wcześniej tak nie było, tzn przed wakacjami. Wszystko było właściwie wiadomo, kto kiedy się dzieckiem zajmuje. Kiedy była M kolej, to nieraz sam z dzieckiem ten czas spędzał, ja zwykle pomagałam tylko przy pewnych czynnościach np kąpieli, mycie włosów itd. Sytuacja zmieniła się dopiero na wakacjach kiedy jest czas wolny u dziecka i teoretycznie może przebywać u nas ile chce bo nie musi wracać do szkoły, a że lubi tu bywać, to żona to wykorzystuje. Tyle że to nie jest umówiony wcześniej czas, dlatego M nie zawsze jest a ja nie chcę odmawiać opieki nad tym dzieckiem i dlatego wtedy zajmuje się nim sama, a w ciągu dnia, jak mnie nie ma, niania.

65

Odp: Karma?

Kroteczko i anastazjaa wy wciąż usiłujecie znaleźć dobre strony tych zdrad. Dlaczego? To jest aż zastanawiające. A co do zdradzających mężów - tak oni po powrocie od kochanki sypiają ze swoimi żonami,i nie mam pojęcia dlaczego kochanki czują wyższość nad żonami, przecież to jest śmieszne. Poza tym znam osobiście dwie pary, które stworzyły nowe związki z odzysku. Nie są ze sobą od dawna. To też daje do myślenia, tyle kombinacji, zabiegów i doopa blada, nie udało się. A żony wcale tak nie walczą jakbyście chciały ( dla satysfakcji?) przeważnie, gdy dowiedzą się o zdradzie - wystawiają małżonka za drzwi, rozwodzą się, odchodzą, albo jak nie ma wyjścia, to tkwią razem ale osobno. No chyba, że żonkoś usiłuje to naprawić, wtedy można dać szansę. W małżeństwie każdym jest mnóstwo różnorakich problemów, bo to życie właśnie,i tylko człowiek niedojrzały rozwiązuje je skokiem na bok.

Posty [ 1 do 65 z 293 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024