Sytuacja jest tragiczna. Jestem mamą dwójki dzieci. Córka - 19lat choruje na astmę, syn-17lat. Ja mam 53 lata. Nie mam możliwości pracy. Urząd Gminy nie interesuje się tym, że nie mamy dochodu. Nasz dochód to 106zł na syna zasiłek rodzinny. Na córkę też miałam, i nie było tak źle. Dziś okazało się, że pobrane pieniądze muszę zwrócić, ponieważ córki szkoła( uczy się zaocznie) nie wystartowała i pobierałam pieniądze. Musze oddać ponad 1000 złoty. Szukam pracy, gdzie bym nie poszła - słyszę, ze chcą ludzi z niepełnosprawnością, albo, ze nie ten wiek... Nie mogę zapewnić bytu moim dzieciom. Nie mam również na kogo liczyć. Po sprawie rozwodowej maż uzyskał opiekę pod najmłodszym naszym synem, a ja nad drugim, dlatego nie mogę starać się o alimenty na syna, a na córkę zostały wstrzymane alimenty i zasiłek, bo wynikł problem ze szkoła. Wcześniej już szukałam, pomocy w fundacjach, ale cały czas słyszałam, to samo. Jestem bezsilna, a nie mogę wiecznie płakać. Dzieci musza coś jeść. Wspomnę jeszcze o problemach zdrowotnych moich i córki. Jesteśmy pod opieka onkologa, ponieważ w rodzinie mojej i byłego męża jest rak w tym 100% dziedziczności, córka ma astmę i problemy położenia ginekologicznego. Dojazdy i wizyty kosztują... Jedzenie, ubrania, rachunki kosztują - mam zobowiązania opłaty za drzwi i pralkę, którą mam na raty. Rachunek za prąd leży... A to już nie będzie pierwszy raz, jak przyjedzie pan z energetyki i odetnie nam prąd Nie wiem już co zrobić... Proszę o jakakolwiek pomoc.
Dla informacji: Post pisze córka w moim imieniu, ponieważ mi już wstyd. Naszą sytuacje można przeczytać w innych wątkach, które są potwierdzeniem sytuacji.
Nie chciałabym złośliwych komentarzy, wszystko jest prawdziwe. Dla osób, które chcą pomóc jakkolwiek córka podeśle potrzebne dokumenty.