Witam co sądzicie o rodzimowiercach (wiara słowian)sam jestem rodzimowiercą wiem że bedziecie ze mnie szydzić ale odnalazłem siebie w tej wierze . Zapraszam zainteresowanych do dyskusji
1 2014-05-31 18:37:50 Ostatnio edytowany przez Astral Shadow (2014-05-31 19:35:45)
Jako osoba niewierzaca nie widze sensu w zadnej religii. Ale jak juz, to lepsza nasza, rodzima, a nie obca nam kulturowo.
Obserwuje w Danii wielka dume z dziedzictwa, wlasnie tego przedchrzescijanskiego. Chrzescijanstwo jest postrzegane jako cos obcego, co bylo, na szczescie juz mija.
Dzieci w szkolach sie ucza runow. Dla nich to jest bardziej atrakcyjne - Wikingowie, sagi, drakkary. Sama jestem tym zauroczona, zreszta mieszkam w miejscu dawnej osady.
Cala mitologia skandynawska jest ciekawsza niz biblijne opisy.
coś wtym jest dlatego duchowo zaciekawiła mnie nasza rodzimam wiara i na nią przeszedłem jest mi bliżej krwioobiegu tak czuje . Pozatym najlepsza jest szczera wiara . W polsce stale sie powieksza ilośc rodzimowierców czyżby powrót do korzeni?
A w jaki sposób przejawia się taka wiara? Jak się modlą rodzimowiercy? Do kogo? Jakie wyznają zasady moralne?
5 2014-05-31 22:41:57 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-05-31 22:45:55)
zamiast pokolei opisywać podam stronkę gdzi idzie sie wszystkiego dowiedzieć łącznie jak wygladaja obrzędy oraz jakie sa zasady moralne link usunięty
A tak nawiasem moim zdaniem rodzimowiercy mają bardzo mocny kręgosłup moralny zapraszam do lektury podanego linka
ehh link usunieto to recznie naskrobię skrócone wyznanie wiary rodzimowierców
I. Rodzima wiara Lechitów opiera się na dziedzictwie Lechitów, instynkcie, rozsądku, doświadczeniu, rozumie i nauce. Naszym obowiązkiem jest przyczyniać się jak najwięcej do jej rozkwitu.
II. Lechici czczą Bogów jak wszyscy Aryowie, czcząc Słońce i cały Wszech-Świat, Matkę-Ziemię naszą rodzicielkę i całą Przyrodę.
III. W prawach Przyrody stale odkrywamy boskie siły sprawcze Świata. Wszelkie życie dzieje się wedle tych praw. Podporządkowanie się im jest naszą powinnością. Wyznajemy wiarę w życie zgodne z prawami Przyrody.
IV. Słońcu, najbliższym nam ognisku hierarchicznego, nieskończonego, wiecznego i żywego Wszech-Świata, zawdzięczamy wszystko na naszej Ziemi. Wraz z lądami, wodami, roślinami i zwierzętami jesteśmy Jej cząstką. Tylko człowiek jest tego świadom; przez to ciąży na nim ogromna odpowiedzialność.
V. Obyczaje i obrzędy są częścią każdej wspólnoty wyznaniowej, również naszej. Wyznajemy rodzime dziedzictwo Lechitów. Będziemy to dziedzictwo przodków pomnażać i wzbogacać.
VI. Nasze istnienie zawdzięczamy rodzicom i dalszym przodkom. Oddajemy im cześć, a pamięć o nich przekazujemy przyszłym pokoleniom.
VII. Życie jest walką, jak walka jest życiem. Walka to ruch ku doskonalszemu, parcie naprzód, pokonywanie oporu. W walce wspierają nas instynkty. Takie są prawa przyrody, są one niezmienne i odnoszą się do każdego człowieka i do każdego narodu.
VIII. Ciało i duch tworzą nierozerwalną i wzajemnie warunkującą się jedność i całość. To są dwie strony tego samego bytu. Lechici podkreślając równą wartość obojga dążą do ich równomiernego, stałego i równoczesnego doskonalenia,
IX. Postępowanie każdego człowieka i narodu wyznacza ich charakter. Ten jest zaś wytworem dziedzicznych cech oraz otoczenia, nacisku środowiska i wychowania. Miarą wartości ludzi i narodów jest ich dorobek i tylko wedle nich oceniamy je.
X. Pobłądzić i zawinić może każdy z nas; bywa takie zdarzenie losu. Błąd i winę można tylko własnymi czynami naprawić i zmazać. Takie są odwieczne zasady Lechitów i wszystkich Aryów.
XI. Ból i cierpienie ostrzegają nas przed niebezpieczeństwem oraz budzą obronne siły ciała i ducha. Wywołują one nie tylko wstrząs, ale i wspomagają ozdrowienie. Nie są one dobre ani złe. Tak objawiają się prawa Przyrody. Narodziny i śmierć jednostki są konieczne dla stałego rozwoju gatunku i rodzaju. Nie jest ona karą ani nagrodą. Naród jest zaś potencjalnie nieśmiertelny w swej istocie, ciągle odnawiający się.
XII. Nieśmiertelność osiągamy przez potomstwo i twórcze działanie, które daje największą radość życia. Twórczość w narodzie i dla narodu uznajemy za najbardziej podniosłą.
XIII. Lechickie zasady etyczne opierają się na boskich prawach Przyrody. Najwyższymi wartościami są wiedza i siła, rozum i zdrowie, prawość i tężyzna, odpowiedzialność i żywotność, godność i rzetelność, wytrwałość i odwaga, wierność i mocna wola, duma i sprawiedliwość. Pokonujemy w nas nieuctwo i słabość, głupotę i chorobę, potępiamy chwiejność i tchórzostwo, zdradę i uzależnienie, fałszywość i warcholstwo, zwalczamy bojaźń i niemoc, pokorę i bierność. Dążymy do WIELKOŚCI, MOCY, PIĘKNA, PRAWDY I DOBRA.
XIV. Działanie zgodne z prawami Przyrody i włączanie się w wiecznotrwały rozwój Świata daje życiu każdego z nas podniosłe, uświęcające je znaczenie, wykraczając poza byt jednostki.
XV. Lechicki naród polski i jego sąsiedzi należą wraz z pozostałymi Bałto-Sławskimi narodami do wielkiego rodu aryjskich ludów Europy. Pragniemy odnowić zerwaną przed wiekami jedność między nimi oraz jedność między naszym pochodzeniem a wyznaniem, ażeby na niej oprzeć duchowy i materialny byt narodu. POLSKA-LECHIA-BALT-SŁAWIA-ARYA - to nasze posłannictwo - SŁAWA im!
XVI. Wiecznie rozwija się wszechogarniający człowieka jednorodny Bogo-Świat - Sława mu! Zaszczytnym powołaniem człowieka jest czynny udział w tym rozwoju i stałe zwiększanie wartości życia, by go czynić lepszym i piękniejszym, by mu nadać nadrzędne wymiary zgodne z Tworzycielską Wolą Świata.
Do rodzimowierstwa wszelakiego mam identyczny stosunek jak do każdej religii - nie wyznaję jej, ale i nic do niej nie mam, o ile jej wyznawcy nie próbują ingerować w moje życie.
Ogólnie za niepoważnych uważam ludzi, którzy nabijają się z wiary w Peruna czy Odyna, a sami wierzą, że ich bóg pojawiał się pod postacią płonącego krzaku (tak przykładowo naturalnie).
Astral Shadow
Wyznanie jakie opisujesz ,bardzo odpowiada opisowi przyozdobionego ateizmu i dorobionej filozofii oddawania boskiej czci naturze..
Szatan często mami ludzi ,robi wszystko ,aby ich zaciekawić czymś co odciągnie ich od wielbienia prawdziwego Boga.
Biblia to nie mitologia ,dlatego dla niektórych może być zbyt mało atrakcyjna ,jednak ostrzega nas,że wszelki spirytyzm czy też gusła pochodzą od demonów.
Biblia to nie mitologia
A tak konkretnie to poza tym, że w to wierzysz, to co różni Biblię od mitologii?
Nie słyszałaś o mitologii judeo-chrześcijańskiej..?
Astral Shadow
Wyznanie jakie opisujesz ,bardzo odpowiada opisowi przyozdobionego ateizmu i dorobionej filozofii oddawania boskiej czci naturze..
Szatan często mami ludzi ,robi wszystko ,aby ich zaciekawić czymś co odciągnie ich od wielbienia prawdziwego Boga.
Biblia to nie mitologia ,dlatego dla niektórych może być zbyt mało atrakcyjna ,jednak ostrzega nas,że wszelki spirytyzm czy też gusła pochodzą od demonów.
to jest skrócone wyznanie wiary pełne wyznanie wiary jest berdziej zasobne miłej lektury
W uporczywej duszy słowiańskiej
u rodzimego i pierwotnego ludu
sposób rządzenia się i życia,
obyczaje i mowa sama
- ściśle były spojone
z nauką o Bogach.
Zorian Dołęga Chodakowski 1818
Odrodzone prapolskie wyznanie przywraca Polakom podstawy ich ducha, wiarę wyrosłą razem z Narodem, źródło mocy. Zwracając się ku wierze przodków, której rozwój przemocą przerwano, nie zamierzamy odtwarzać słowiańskiej religii w jej dawnej postaci, lecz wczuć się w jej ducha - abyśmy mogli nim żyć. Rodzima wiara przywołuje wspólne bałto-słowiańskie i wszecharyjskie dziedzictwo, aby czerpać z niego siły, wiedzę i natchnienie do swego rozwoju.
Staramy się naszą prawiarę poznać do głębi, wczuć się w nią i zrozumieć ją. Podejmujemy trud jej odbudowy i dalszego rozwoju.
Bogowie są upostaciowanymi siłami Przyrody, oglądem Tego Jednego - Boskiej Prasiły tworzącej, przenikającej i uduchowiającej wszystek Świat. Każdy z Nich jest częścią, ułamkiem Bożycy, odzwierciadlając jedną z wielu stron potęgi Wszech-Boskości. Bez Bogów nie byłoby Świata, a bez Świata Bogów.
Nie znamy dróg rozwoju, jaką przebyłaby nasza prapolska wiara w ciągu set lat jej wymuszonej nieobecności w życiu Narodu, ani poziomu jaki by osiągnęła. Możemy tylko ją sobie wyobrazić i starać się nadać jej postać odpowiednią współczesności. Pomocne są nam w tym dziele ludowe obyczaje i obrzędy. W nich zachowało się dużo prapolskiej kultury i ukrytej wiary. Jak ongiś chcemy być wolni i twórczy, czynni w każdej dziedzinie życia, kierując się wzniosłymi zasadami. Rodzima Wiara jest stale żywą i zawsze młodą religią życia i radości, obcowania z Bogami.
Po tysiącleciu zniewalania ducha nadszedł czas jego odrodzenia, odrodzenia naszego i pokrewnych narodów. Od nas samych zależy jego przebieg i spełnienie. Bądźmy godnymi spadkobiercami naszych duchowych przodków - rodzimowierców. To dzieło wymaga od nas wytrwałości. Jego wynik rozstrzygnie naszą przyszłość.
1. Źródła wiary - przekaz, rozum i uczucie
Szeroko pojęte dziedzictwo Bałto-Sławii i Wszech-Aryi jest podstawową, bardzo istotną uczuciową płaszczyzną oparcia rdzennej wiary Polaków. Zakorzenienie w rodzimej glebie wzmacnia narodowy instynkt odrzucający to, co obce słowiańskiemu biosowi, a kierujący myśli i uczucia ku temu, co wyrosło z głębi duszy naszych praojców.
Czynniki rozumowe i uczuciowe w religii uzupełniają się wzajemnie. Uczuciowy związek z pradziejami warunkuje intuicyjne odczuwanie obecności Bogów i Boskiej Prasiły - Tego Jednego w życiu każdego z nas, w życiu Polski, Lechii, Bałto-Sławii i Wszech-Aryi.
Rodzima Wiara opierając się na dziedzictwie naszych przodków Prapolaków Słowian, doświadczeniu pokoleń, rozsądku, rozumie i nauce, przyznaje, że ten nieskończony, nieograniczony czymkolwiek Świat, w którym żyjemy, który stopniowo poznajemy, to nasza jedyna Rzeczywistość ujęta w prawa Przyrody - świat Bogów i Ludzi.
Umiłowanie i cześć boskiej Przyrody wyraża i opiewa niepowtarzalnie pięknie i nieporównywalnie wzniośle Rgweeda (Rgveda). Tworzyli Ją przed tysiącami lat natchnieni przez Bogów starożytni Aryowie, zdobywcy Indii. Rgweeda jest świętą również dla nas Słowian. Nasza obecna wiedza o Świecie wywodzi się z tej pradziejowej mądrości.
Rozwój wiedzy pogłębia i poszerza obraz wiecznego, nieograniczonego, hierarchicznie zbudowanego i stale rozwijającego się Bogo-Świata. Naszą powinnością jest włączyć się jak najmocniej w Jego rozwój, przyczyniać się do rozkwitu wiary i nauki. W promieniach wiedzy potężnieją nasi rodzimi prapolscy Bogowie Bałto-Sławii i Wszech-Aryi.
2. Bóg i Bogowie
Już w starożytności współżyły obok siebie przenikając się nawzajem dwie postacie rodzimej religijności. Pierwsza była udziałem filozoficznie usposobionej elity. Druga to ludowa religijność, polegająca przede wszystkim na obrzędach, na poczuciu więzi z Przyrodą, z Jej siłami, opierająca się też na instynktownym odczuwaniu łączności z ziemią, przeszłością i przodkami. Wśród Słowian było podobnie.
Nasza polska prawiara zawiera w sobie, obok tego, dwie warstwy religijności. Pierwsza z nich, starsza, pochodzi w swych pierwotnych wątkach jeszcze z neolitu, z czasu, gdy nasi najdawniejsi praprzodkowie poczęli osiedlać się na roli. Drugą przynieśli nam Prabałtosłowianie - Indoeuropejczycy. Obie warstwy rodzimej prawiary, prearyjska i aryjska, stopiły się harmonijnie w odległej przeszłości w jedną całość, tak jak ich wyznawcy stworzyli jeden lud.
Ta starsza warstwa prawiary odznaczała się czcią oddawaną Boginiom i Bogom związanym z ziemią i wodą. Ich wyobrażeniami o znanych imionach w Europie są Atena, Gaja, Żywia, Łada-Dana, Mokosz i Wełes. Te odległe czasy wiąże się często z matriarchatem.
Młodsza warstwa jest zbudowana trójpoziomowo zgodnie z aryjskim wyobrażeniem Świata zbudowanego z Ziemi, Przestworzy i Nieba. Najwyższe miejsce w hierarchii zajmują Bogowie, lub wieloimienny Bóg Nieba władający Ogniem. Następni są Bogowie Przestworzy przenoszący Ogień ludziom. Bogowie Ziemi i Wód dopełniają panteon.
Trójpoziomowemu modelowi Świata Bogów odpowiada trójstopniowość społeczeństw aryjskich ludów składających się z duchowych zwierzchników - prawodawców, wojowników i wytwórców.
To zostało odkryte i naukowo opracowane w XX wieku.
Znaczna część imion Bogów pochodzi bezpośrednio z Weed i często występują one w panteonach blisko i dalej spokrewnionych z nami ludów. W bałto-sławskim obszarze etnokulturowym powszechną jest cześć oddawana dawcy życia Bogu - Słońcu, Ogniowi i Ziemi. Bogowie Swarog i Perun są czczeni przez wszystkich Bałtów i Słowian od praczasu do dziś. Trygłów i Światowit (Swan-te-wid) należą też do wspólnego panteonu. Wedyjskie słowa Swan oraz Swar, jako kula Słońca, ogień, blask, żar i niebo, są bliskoznaczne.
W Polsce zachowało się wyjątkowo mało boskich imion. Porównując krytycznie panteony pokrewnych nam sąsiadów w minionych wiekach i obecnie możemy dobrze wyobrazić sobie i nasz lechicko-polski panteon. Akademickie spory o dokładne brzmienie i pisownię imion Bogów, ich miejsce w panteonie zostawiamy językoznawcom, mitologom i religioznawcom. Wysoko cenimy znaczenie mitów i mitologii jako poetyckiego przedstawienia i wyobrażenia naszych Bogów uosabiających przepotężne siły Przyrody, tożsamych z Nimi.
Istotną cechą naszej prawiary jest jej stały rozwój odpowiadający ciągłemu rozwojowi Świata. Wieczna zmienność zjawisk jest jedyną trwałą istotą otaczającej nas Rzeczywistości. To bezustanne stawanie się w zwrotnym powiązaniu wyraża wspaniale jeden z hymnów Rgweedy
(X, 72):
Świat powstał z wielkiej rodzicielki,
Z Świata powstały zaś przestrzenie,
Z Aditi Daksza się narodził,
Z Dakszy Aditi znów powstała.
Przyroda jest dla nas wielką księgą mądrości. Ucząc się czytać w tej księdze, czyli poznając prawa Przyrody, poznajemy Wszechbyt i Bogów, jak też samych siebie, nasze miejsce w Świecie. Nasza wiedza pogłębia się stale i poszerza. Ten proces trwa ciągle. Stale będziemy odkrywać nowe prawa Przyrody, jak one działają, jednak nie będziemy kiedykolwiek wszystkiego wiedzieć, nie staniemy się wszechwiedzącymi, bo też i przedmiot naszego poznania rozwija się i jak zawsze przemienia bezustannie.
Wszechwiedzę przypisuje człowiek Bogu lub Bogom. Lecz i Oni są ograniczeni do wiedzy o obecnym Świecie. Świat rozwija się stale. Wraz z nim rozwijają się Bogowie będący różnymi przejawami Tego Najwyższego - Prasiły, Jedni. To Najpotężniejsze - Boska Moc pragnie doskonalić się, prze ku doskonałości. Ten ciągły, wszechstronny i całościowy rozwój Wszechrzeczy jest stałą, jedynie całkowicie pewną rzeczywistością, absolutną realnością naszego Świata.
Pankosmiczna Prasiła, wedyjskie To Jedno przenika wszystko. Ona jest obecna w każdej zmianie w Kosmosie. To ta Wszech-Moc sprawia, że Świat podlega ciągłej, cyklicznej przemianie, że rozwija się stale i bez ograniczeń. Ta Boska Siła to Pankreator - Wszechtwórca.
3. Boskie Prawa Przyrody
Prapolska Rodzima Wiara wyrasta z wierzeń opierających się na odruchowym odczuwaniu jedności z otaczającą nas Przyrodą, z Ziemią, Słońcem i Wszech-Światem. Gdy żyjemy zgodnie z wszechobecnymi prawami Przyrody, one wspomagają nasze poczynania, są nam przyjazne. Świadomie włączając się w wiecznotrwały rozwój Bogo-Świata otwieramy sobie drogę do nieznanego dotąd rozkwitu człowieczeństwa w nas, wzrostu mocy.
Ziemia jest naszą Matką, która nas żywi. My jesteśmy nie tylko od niej uzależnieni, ale i jesteśmy Jej cząstką jak rośliny i zwierzęta, jak wody i lądy, chmury i wiatr, jak cała ożywiona i nieożywiona Przyroda. Tylko człowiek jest tego świadom. Stąd spada na nas ogromna odpowiedzialność. To my dokonujemy największych zmian na Ziemi od paru tysięcy lat. Nader często są to nieprzemyślane działania, których złe skutki póżniej obracają się przeciw nam samym.
Przyczyną tego jest odejście od prawiecznych wedyjskich zasad harmonii i hierarchii, od umiłowania Przyrody, od poczucia związku z Nią, chęć podporządkowania Jej, uczynienia poddaną. To spowodowało spustoszenie w otaczającym nas środowisku i w naszych duszach.
Świat jest prawieczny, nieskończony. Logika i zdrowy rozsądek nie pozwalają przyjąć powstanie nieskończonej masy i energii z niczego. Ex nihilo nihil, z niczego nic, o tym wiedzieli już starożytni. Powstanie Świata z niczego byłoby niedorzecznością. Wpierw To Jedno zaistniało własną mocą. Z Niego wyłonił się Bogowie i Świat. Światu jest immanentna - Boska Prasiła. To Ona sprawia, że Świat rozwija się wstępując spiralnie i przyjmuje przez to coraz to bardziej złożone postacie. Ona dąży również ku doskonałości i samodoskonalenia. Stały rozwój obojga jest zwrotnie sprzężony. Oboje są bezwzględną rzeczywistością.
Bogowie i Świat nie mogą istnieć oddzielnie. Oboje powstali razem w praczasie; RV. X. 129, 6. Oni Go ożywiają i poprzez Niego działają, są w Nim. Również pierwiastki męski i żeński w Życiu dopełniają się i warunkują wzajemnie. Nie może istnieć tylko męska lub żeńska rodzina, ród, naród lub większa wspólnota, jak nie ma jednobiegunowego magnesu.
4. Mocarne Słońce - Gromowy Bóg
Dla Ziemi i tego, co na niej żyje, najważniejszą jest nasza dzienna gwiazda - mocarne Słońce. To najbliższe nam, żywe skupisko potężnej energii jest jednocześnie dawcą życia na Ziemi. Istnienie pewnych postaci życia w głębi mórz, gdzie nie docierają słoneczne promienie, nie podważa roztrzygającego znaczenia Słońca dla nas, dla rozwiniętych form życia pozostających we wzajemnej zależności.
Słońcu należy się szczególna cześć. Jemu zadzięczamy nasze istnienie, całą otaczającą nas ożywioną i ukształtowanie nieożywionej Przyrody. To, że wiatr wieje, unoszą się chmury, pada deszcz i uderza grom i to, że źródła tryskają, a rzeki płyną, zawdzięczamy Słońcu.
Ubóstwienie Słońca zwiąże się zawsze z kultem Ziemi i płodności. Rgweeda ubóstwia Słońce ożywiające Ziemię. Surya - Słońce jest najwyższym spośród Bogów (RV. I. 50). Hellenowie i Rzymianie oddawali też zapładniającemu Ziemię Słońcu boską cześć. Kult Sol Invictus - Niezwyciężonego Słońca miał jednoczyć ludy rzymskiego Imperium. Słowianie i Bałtowie czczą Słońce pod różnymi imionami, jak daleko wstecz sięga nasza pamięć. W Polsce przetrwała aż do 17 wieku starodawna przysięga na Słońce jako najmocniejsze ze wszystkich zaklęć.
Ze Słońcem wiązały się odwieczne wyobrażenia Boga Bałtosłowian-Aryów. Żywe Słońce jest wcieleniem Boskiej Prasiły, najwyższej mocy Kosmosu, Bożym Okiem. Niebieskie sklepienie jest Jego wspaniałą siedzibą. Z nieba spada na Ziemię życiodajny deszcz. To Bóg - Słońce zapładnia Ziemię, a Grom-Perun pośredniczy w tym świętym dziele.
Słońce ucieleśnia samą Boskość, helleńskie to [???].
Oddawanie czci Słońcu-Swarogowi przez naszych wczesnopolskich przodków, jako najwyższemu spośród Bogów, świadczy o wysokim stopniu rozwoju wiary i mocnym związku z wedyjskim panteonem. Większość wedyjskich Bogów nieba i przestworzy posiada słoneczne cechy.
Surya jest zaś samym Słońcem w najczystszej postaci, baczącym na Ziemię z najwyższego nieba. Mocarny Indra, najmądrzejszy z wedyjskich Bogów, i ich król, zawiera w sobie, po Suryi, najwięcej przymiotów Słońca. On jednoczy błyskawicą i ogniem Gromowe Słońce, Niebo, Przestworza i Ziemię, panuje nad żywiołami.
Do Słońca modlili się Słowianie jak wszyscy Aryowie o świcie, a też południem i wieczorem, śpiewali hymny na Jego cześć i składali Mu obiaty- treby. Wschód Słońca jest zawsze podniosłym misterium.
Starodawnym obyczajem jest pozdrowienie rozpoczynającego się dnia i oddanie czci Słońcu-Swarogowi zwracając się wpierw ku Niemu słowami Stanisława Wyspiańskiego: Słońce Gromowe, Palący Boże! Modlimy się: Sława Tobie - Dawco Życia! Sława Rodzimym Bogom, Sława Niebu! naszej tarczy, Sława Matko Ziemio! Sława Tobie! Z Ciebie wyrastamy i do Ciebie wracamy w wiecznym krążeniu ciała i ducha. Sława Swaroże - Mocarny Boże! Sława Dadźbogowi, Perunowi i Trygłowowi!
Stańmy się z Wami jednością, odczujmy Wasze przepotężne życie, w rytm Świata. Módlmy się o zgodne z Nim życie i jedność naszych narodów o odrodzenie Rodzimej Wiary. Modlitwa towarzyszyła naszym przodkom na codzień - niechaj towarzyszy i nam. Ona przybliża nas do Bogów, dodaje sił i umacnia w wierze. Przez modlitwę łączymy się z przeszłością i oddziaływujemy na przyszłość. Modlitwą sławimy Bogów i wyrażamy nasze prośby i życzenia, wpierw wspólnotowe a potem osobiste.
5. Obrzędy i obyczaje
Z Przyrodą, z Jej rytmem życia, z Jej odwiecznie powracającymi przemianami związane są rodzime obrzędy i obyczaje. Znaczna część pradawnych, rodzimowierczych obrzędów przetrwała; czasem w powierzchownie schrystianizowanej postaci. Do nich należą palenie zniczy na mogiłach, spożywanie kraszanek, topienie Marzanny-Morany zapalanie watry na wzniesieniach w Jare Święto, spławianie wianków i palenie sobutek w Kupalną Noc, Dożynki na powitanie jesieni, uroczysta wieczerza w Szczodry Wieczór przed Godami, a też święcenie ognia, wody, ziół czy okadzanie żywiny, obchodzenie pól. Naszym zadaniem jest odzyskać i ożywić te pradawne polskie obrzędy i święta.
Na rodzime dziedzictwo składają się obyczaje i obrzędy związane z ubóstwieniem Przyrody, uświęceniem pracy i macierzyństwa. Polacy czują się jak wszyscy Sławowie-Aryowie dziećmi Matki Ziemi. Macierzyństwo i praca zasługują na najwyższą cześć i otaczane są opieką. Ubóstwienie Przyrody wyraża się m. in. poszanowaniem pierwotnej różnorodności żyjącego świata i wyróżniających się pięknością i majestatem gór i skał, źródeł i rzek, jezior i mórz, drzew i borów, wysp i wybrzeży.
Najwspanialszym sanktuarium jest położony w środku Śląska, w ziemi Ślężan, zespół trzech gór: Ślęży, Raduni i Wieżycy. Ich szczyty są otoczone starożytnymi wałami z kamieni, w tym Ślęża - potrójnym. Łysiec i Dobrzeszowska Góra w Łysogórach, też otoczone kamiennymi wałami, były ongiś ważnymi ośrodkami obrzędowymi. Wieżyca w Tucholskich Borach jest świętą górą Kaszubów, a nad samym morzem wznosi się Rowokół, święta góra Słowińców. Góra Zamkowa nad jeziorem Szurpiły, w Krainie Hańczy, była świętym miejscem Jaćwięgów. Tam najdłużej, do roku 1283, trwała bohatersko bałtosławska prawiara na obszarze dzisiejszej Polski. W puszczy Białowieskiej i na Pomorzu zachowały się kamienne kręgi i inne ślady po świętych gajach. Świętymi jeziorami są Gopło i Lednickie. Świętymi są źródła wszystkich polskich rzek. Świętą jest dla Polaka cała Polska, dla Słowianina cała Sławia.
Główne rodzimowiercze święta, są wyznaczane przez obieg Ziemi wokół Słońca. Na nim opierają się pomiary czasu i kalendarze aryjskich ludów od praczasów. Pierwszym świętem jest początek nowego roku słonecznego - Gody, które przypada w grudniu na dzień po przesileniu. Dawniej powszechnie, a i dziś jeszcze często uważa się za początek nowego roku pierwszy dzień wiosny w końcu marca - Jare Święto, Wielki Dzień, gdy dzień staje się dłuższy od nocy.
Noc Kupały, czyli Sobutki, najkrótsza noc w roku, drzewiej kończąca czerwiec, to wielkie, radosne, szczepowe święto. W tych dniach Słońce ma u nas największą moc, najszczodrzej obdarza nas dobrotliwym ciepłem, przeto witamy Go szczególnie uroczyście. Czwartym dużym świętem jest Święto Plonów - Dożynki czyli Wieńcowe - powitanie jesieni pod koniec września, po równonocy. To święto wyróżnia się szacunkiem i wdzięcznością za zebrane plony, na które składają się nie tylko płody Ziemi, ale też i wytwory ducha, wyniki naszej całorocznej pracy.
W czasie obchodów tych czterech głównych świąt oddajemy cześć naszym przodkom. Osobny dzień pamięci przodków to Dziady, zachowane mimo nacisku od tysiąca lat. Wschodni Słowianie i Bałtowie, a też Gallowie i Germanie świętują nadto środki pór roku. Ich obrzędowy rok składa się z ośmiu części.
6. Dziedzictwo przodków - Sława Rodowi!
Tym, którzy odeszli, którym nasze istnienie zawdzięczamy, cześć i sława. Oni tworzą wraz z nami wspólnotę. Ta wspólnota trwa Narodem tak długo, jak ich zachowujemy w pamięci, pokąd utożsamiamy się z Narodem, z jego dziejami. Pamięć o praojcach, świadomość pochodzenia jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Pamięć o nich i cześć przodkom ma też swe głębokie uzasadnienie w biologii człowieka. To, kim jesteśmy, wynika z praw dziedziczenia. Można zmienić poglądy i zapatrywania na wszystko, co nas otacza, można zmienić religię, ale nie można zmienić genotypu. Geny otrzymaliśmy od naszych rodziców, oni zaś od ich rodziców i tak coraz dalej od około 40 000 lat. Wtedy zaistniała nasza odmiana człowieka, zwana homo sapiens fossilis (Cromagnon i Aurinac). Z niej wyłoniła się później praaryjska wspólnota ludów, a z niej bałtosławska. Bałto-Słowianie rozdzielili się z upływem wieków na podrodziny narodów, jak wschodnich i zachodnich Słowian, Bałtów a następnie na poszczególne narody i szczepy.
Świadomi swego pochodzenia badamy je i zgłębiamy wiedzę o prawach dziedziczenia. Przy zakładaniu rodziny bierzemy je pod uwagę. Wychowując potomstwo w Rodzimej Wierze staramy się też wyrabiać w nim silną wolę, samodzielne myślenie i wytrwałość w działaniu oraz poczucie więzi z Przyrodą i narodową świadomość. Pamiętamy słowa Wieszcza nakazujące strzec czystości polskiej krwi.
Zdrowa wielodzietna i wielopokoleniowa rodzina zapewnia stały rozwój Narodu. Odnawiający się ciągle pokoleniami Naród nie starzeje się, staje się potencjalnie nieśmiertelnym.
Jeżeli często występuje zjawisko jedno- i bezdzietności, świadczy to o zaniku woli życia danego społeczeństwa. Utrzymanie się takiej biologicznej niewydolności przez parę pokoleń może doprowadzić do załamania się zbiorowego życia narodu, a następnie do jego wymarcia. To zdarzyło się wielokrotnie w dziejach świata. My i bliskie nam indoeuropejskie narody weszliśmy już w końcu XX wieku na tą drogę samozagłady.
7. Życie, walka i miłość
Życie naszych przodków wypełniała bez reszty walka. Walka z bezpośrednim zagrożeniem i codzienne zmaganie się ze słabością była treścią ich życia. Oni wyszli z tej próby zwycięsko. Bądźmy godnymi ich następcami. Nie ustawajmy w walce. Uczmy się zwyciężać.
W pramitach o początku Świata walka bywa często źródłem twórczości. Każda twórczość wynika z ciągłej zmiany i przekształceń. Te wywołuje zaś walka. Walka jest cechą naszego bytu. Byt przez ścieranie się w nim przeciwieństw znajduje się w ciągłym rozwoju, w walce. W walce ginie to, co przeżyło się, a powstaje nowe. Tylko walcząc jesteśmy w stanie obronić wolność - własną i narodu.
Walka daje też samowiedzę, bo walcząc sprawdzamy samego siebie. Osiągnięcie czegoś pokonując trudności daje ogromne zadowolenie, radość życia. Przejście przez życie bez walki, w bezruchu, byłoby nieszczęściem dla zdrowego na duchu człowieka.
Jedynie nie pragnąc czegokolwiek, nie dążąc ku czemuś, unikamy walki. Zastój, całkowity spokój to jest już prawie śmierć. Cisza, ustanie przemian, rozwoju i wreszcie czasu oznaczałoby niechybnie śmierć. Nie walczyć znaczy jakby nie być, nie żyć. Ruch, zmiany i napięcie towarzyszą zawsze życiu.
Walka może przybierać różne postacie. Wśród nich jest także ścieranie się poglądów, polemika. Również religia nie może istnieć bez polemiki, wymiany poglądów, choćby najostrzejszej. Nieprzypadkowo bios oznacza po grecku zarówno życie, jak i łuk. Łuk wyraża napięcie i siłę, która wyzwala się w locie strzały.
Walka jest ciągłym ruchem, w stale zmieniającym się uwarunkowaniu, pokonywaniem przeszkód, parciem naprzód ku coraz to doskonalszym postaciom, przełamywaniem oporu w stale zmieniającym się położeniu - jest samym życiem, rozwojem.
Życie rozwijało się zawsze w oparciu o instynkty. Bez nich nie moglibyśmy istnieć, bez nich nie moglibyśmy walczyć. Takie są prawa Przyrody, boskie, wszechobecne i nie do ominięcia. Im podlega wszystko, każdy naród, każdy z nas z osobna i wszystko co żyje. Życie jest wartością samą w sobie. My mówimy życiu TAK bez zastrzeżeń.
Miłość zajmuje w życiu szczególne miejsce. Najstarsze świadectwo duchowośći naszego etnokulturowego kręgu - hymny Rgweedy - nazywają miłość praźródłem twórczej działalnośći, rozumu i żądzy poznania. Miłość - kama jest podstawą bytowania ludzkiego, miarą człowieczeństwa. Eros znaczy po grecku miłość, a zarazem pęd do wiedzy i twórczą działalność duchową. Miłować i walczyć jest naszym zawołaniem od prawieków.
8. Niepodzielność wszechrzeczy
Wszechobecna i odwieczna jest, wszystko przenikająca Boska Prasiła. To Jedno - Tad Eekam z Rgweedy - stanowi teraz z całym Światem i Bogami jedną, niepodzielną, nieprzerwanie doskonalącą się Całość. Ciało i duch człowieka tworzą również wzajemnie warunkującą się całość. Każde z nich nie może istnieć bez tego drugiego. Dążąc do pełnego rozkwitu naszego człowieczeństwa staramy się oba te czynniki rozwijać równomiernie. Cokolwiek czyniąc dla duchowego rozwoju, doskonalimy równocześnie ciało, ćwicząc zaś ciało doskonalimy też ducha.
Świat rozwija się wraz z immanentną Mu Boską Prasiłą - Tym Jednym. Wszystko, co istnieje rozwija się, chce bezustannie doskonalić się, powiększać swoją moc, swój zakres możliwości. My winniśmy też stale doskonalić się. To jest ciągły ruch bez początku i kresu, a makrokosmos i mikrokosmos przenikają i warunkują się w człowieku wzajemnie. Rozwój Rzeczywistości jest uzależniony od rozwoju wszystkich istot składających się na Nią - a ich rozwój z Jej rozwojem.
Człowiek jest cielesną i duchową cząstką nieskończonego i żywego Kosmosu, a zarazem jego współtwórcą i jego świadomością. Boska wola tworząca napiera potężnie i stale na Wszech-Świat i człowieka. Ona wymusza rozwój. Przejściowe niepowodzenia zdarzają się jednak. Ograniczoność człowieka w czasie i przestrzeni jest koniecznym warunkiem rozwoju jego samego i Świata. Świadom tego człowiek stara się czynnie włączyć w nieustający rozwój Kosmosu uczestnicząc każdy w życiu swego narodu i wspólnoty narodów. Również tu ukazuje się dobitnie powszechna wszechogarniająca jedność rzeczy i zjawisk, ich ontologiczne powiązanie i wzajemne oddziaływanie.
9. Charakter i dziedziczenie
Charakter każdego człowieka i narodu uwidacznia się w ich postępowaniu. Kluczową rolę w kształtowaniu charakteru odgrywają odziedziczone cechy. Biologia człowieka nie poddaje się jakimkolwiek politycznym bądź ideologicznym zabiegom, wpływom czy naciskom. Ona jest nam dana raz na zawsze. Praw dziedziczenia nie sposób jakkolwiek pominąć lub obejść. Geny przenoszą nasze podstawowe, psychofizyczne cechy niezliczoną ilość razy z pokolenia na pokolenie, stając się nieśmiertelnym łącznikiem wiążącym przeszłość z przyszłością.
W wyniku nakładania się na odziedziczone cechy wychowania, nacisku środowiska naturalnego i wpływu otoczenia powstają charaktery pojedynczych ludzi i narodów. Jeżeli ich pochodzenie i wiara mają te same źródło, są zgodne ze sobą, powstają warunki, aby wytworzył się harmonijny i mocny charakter. Dla nas oznacza to bezwzględny nakaz powrotu do wiary przodków Prapolaków - Słowian i usilną, bezustanną pracę nad jej rozwojem. Odziedziczone przez nas uzdolnienia powinniśmy rozwijać, wzbogacając w ten sposób wspólne dobro. Łatwiej niż pomnożyć, można je niestety roztrwonić i zaprzepaścić.
Jeśli genotyp pozostaje w sprzeczności z wyznaniem, rodzi się wewnętrzne rozdarcie, charakter człowieka, a zwłaszcza narodu jest chwiejny i słaby, skłonny nawet do samoszkodzenia. Tak przejawia się głęboka dekadencja - wynaturzenie, obecnie częste zjawisko.
Wartość człowieka i narodu określają ich dokonania, nie zaś dobre chęci czy najlepsze nawet zamiary. Takie są podstawy oceniania znane od prawieków wśród ludów naszego etnokulturowego kręgu Indoeuropy.
Rodzimowiercy odznaczają się zdrowym rozsądkiem, logicznym myśleniem, surową etyką, wytrwałością w urzeczywistnianiu zamierzeń, poczuciem solidarności i umiłowaniem wolności.
10. Błąd i przewina
Każdy z nas ponosi pełną odpowiedzialność za własne czyny, dobre i złe, za osiągnięcia i przewiny. Przewiną jest każde działanie ze szkodą dla siebie, rodziny, rodu, szczepu,ojczyzny Polski, a też Sławii - Aryi. Każdy z nas może pobłądzić lub zawinić, źle postąpić, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dola - zrządzenie losu bywa niekiedy okrutne, a błędy młodości mogą latami mścić się, utrudniając dokonanie zasadniczego zwrotu we własnym życiu.
Nie wystarczy szczere wyznanie winy, przyrzeczenie zmiany postępowania i żal z postępku. Tłumaczenie, że zło wyrządziło się niechcący niezdając sobie sprawy ze złoczynu, nie zwalnia z ponoszenia pełnej zań odpowiedzialności. Tylko rzetelne naprawienie wyrządzonego zła i usunięcie skutków złoczynu może pozwolić na powrót do twórczej wspólnoty narodu.
W skrajnych wypadkach może wyrządzone zło być niemożliwe do naprawienia i istnieje niebezpieczeństwo powtórzenia złoczynu. Takim jest zdrada podczas wojny, zabójstwo z chęci zysku lub dla rozrywki. Usunięcie sprawcy na zawsze jest wówczas uzasadnione dla dobra wspólnoty.
Te zasady obowiązywały naszych praojców rodzimowierców. Każdy złoczyn jest naruszeniem Praw Kosmosu - Boskiego Ładu. Prośmy Bogów o pomoc starając się naprawić zło. Nie wiemy jednak, czy Oni nam pomogą. Nie jesteśmy w Kosmosie najważniejsi. Może nie zasługujemy na Ich uwagę. Ludzie nazbyt chętnie wyobrażają sobie, że Bóg/Bogowie bez przerwy zajmują się nimi, uważają, że coś jest karą lub łaską boską. Często pytają dlaczego On/Oni pozwalają na mordy, wojny, katastrofy. To jest uroszczenie. Bogowie powstawali razem ze Światem, z Jego siłami - a ludzie miliardy lat później. Pomoc od Bogów zależy od tego, jak dalece potrafimy do Nich się zbliżyć, w czuć się w działanie praw Przyrody, w Ich obecność.
11. Nieuchronność i konieczność śmierci
W otaczającej nas rzeczywistości rozróżniamy pięć warstw, spiętrzonych hierarchicznie i przenikających się nawzajem. Podstawę stanowi nieożywiona przyroda w jej czterech stanach skupienia. Bezpośrednio na niej spoczywają i dzięki niej żyją organizmy bez psychiki, bakterie i królestwo roślin. Rośliny unoszą i podtrzymują przy życiu królestwo zwierząt, stworzeń obdarzonych psychiką. Powyżej rozpościera się obszar człowieka z jego osobowym duchem. Nad nim znajdują się ludzkie wspólnoty wytwarzające zbiorowego ducha. Osobowy i wspólnotowy duch mogą tylko razem, we wzajemnym powiązaniu istnieć.
Najtrwalszą i najbardziej zwartą ze wszystkich wspólnot jest obecnie naród. On jest głównym i najpewniejszym nośnikiem ponadosobowego ducha wspólnoty. W przyszłości być może miejsce narodu zajmą wspólnoty wyższego rzędu - rodowe związki narodów, nadnarody. Duchowe życie narodu ma samoistny byt, rzeczywiście działający w dziejowym wymiarze. Czynny udział jednostki w życiu narodu, w jego rozwoju daje jej możność wzniesienia się do i odczuwania nieśmiertelności w ciągu życia.
Ponad wszystkimi warstwami i zachodzącymi w nich i między nimi zjawiskami rozpościera się i przenika je nieuchwytna bezpośrednio zmysłami i wszechobecna, Boska Prasiła. Ona objawia się nam powszechnymi prawami Przyrody i stałym rozwojem Wszech-Świata.
Prawa Przyrody nie są dobre ani złe. To, co dobre, a co złe, jest miarą człowieczą, nieobiektywną, uwarunkowaną wyznawanymi wartościami, nieodpowiednią dla oceniania praw Przyrody. Trudno jest nam pogodzić się z bólem i cierpieniem w życiu, a najbardziej z jego nieuchronnym kresem. Wszystko wzdraga się w nas na myśl o nieuniknionej śmierci, buntuje się przeciwko niej. Przemijanie napawa człowieka smutkiem, czasem towarzyszącym całemu jego istnieniu. Życie wydaje się bez sensu temu, kto podda się temu zgubnemu nastrojowi, kto nie potrafi przezwyciężyć go czynnym, twórczym, przynoszącym wspólnotom i sobie pożytek życiem, samourzeczywistnieniem, udziałem w rozwoju Świata.
Śmierć ma swe głębokie uzasadnienie, jest przyrodniczą koniecznością. Jednokomórkowce, które choć starzeją się, nie znają śmierci ze starości, ale i nie rozwijają się. One pozostają od setek milionów lat nie zmienione, nie doskonalą się. Ceną rozwoju gatunku jest osobnicza śmierć. Wiadomo, że ciało po śmierci rozpada się na związki i pierwiastki, wchodząc zgodnie z prawem zachowania materii w wieczny jej obieg. Co stanie się z naszym duchem, gdy unoszące go ciało obumrze, gdy ustanie działalność życiowa organizmu, stale podtrzymująca naszą świadomość, naszą psychikę? Na ten temat można wypowiadać się tylko warunkowo, można tylko domniemywać. Brak jest bowiem koniecznego doświadczenia.
Osobowy duch - jaźń, dźwigający ponadosobowego ducha, staje się ostatecznie nieśmiertelny, roztapiając się w tym duchu, wchodząc znów w wieczne krążenie energii, gdy nadejdzie kres bytowania unoszącego go ciała. Jednostkowa świadomość człowieka łączy się na nowo z nadświadomością Bogo-Świata, wraca do swego praźródła.
Nasza psychika nie może zniknąć bez śladu, jakby nigdy nie istniała. To byłoby sprzeczne z zasadą zachowania energii, gdyż osobowość jest splotem energii.Ta energia jest podstawą potencjalnej nieśmiertelnośći narodu jako duchowo-cielesnej zbiorowośći. Także energia wypromieniowana przez Słońce i inne gwiazdy nie ginie, lecz włącza się w wieczne jej krążenie. Jedne gwiazdy obumierają, a inne powstają rozwijają się i przekształcają się dzięki, i pod naporem boskiej woli tworzenia.
Nie ma uzasadnienia, aby przypuszczać, że osobowość mogłaby dalej istnieć bez żywego, dźwigającego ją ciała. Jedynym rozwiązaniem, jakie można przyjąć, jest - zachowując tożsamość rodową - roztopienie się duchowego jestestwa człowieka w boskiej Nieskończoności, jego powrót do niej. W najstarszej warstwie bałtosławskiej mitologii, a współcześnie jeszcze na Huculszczyźnie, dusze ulatują po śmierci ciała ku Słońcu, roztapiając się w Nim i wracając Jego promieniami na Ziemię. Kres życia jest powrotem do tego, z czego wyłoniła się ono, jest nieuchronny. Nie może zatem być ani karą, ani nagrodą.
Śmierć nie ma własnego bytu. Tylko ludowe wyobrażenia, twórczość artystów i poetycka przenośnia nadają jej jakże wymowną postać. Ona nie czyha na nas z kosą, ani nie każe za złe prowadzenie się w życiu. Ona nie wtrąca w otchłań za karę, ani przeprowadza nas do lepszego świata w nagrodę. Śmierć jest zawsze tylko brakiem życia, jego zakończeniem.
Śmierć jest brakiem życia, jak zimno jest brakiem ciepła, jak ciemność - brakiem światła. Daremny jest więc trud chować się, uciekać lub unikać czegoś, co istnieje wyłącznie jako symbol w wyobraźni człowieka. Wszyscy musimy umrzeć, choć tego nie chcemy, bardzo nie chcemy i bronimy się przed tą myślą. Musimy zdobyć się na odwagę i spojrzeć prawdzie w oczy, pozbyć się złudzeń, nie okłamywać siebie samego i mieć zaufanie w Boski Ład, gdy nadejdzie czas odejścia w nieznane.
Rodzima Wiara pomaga przezwyciężać słabość i lęk, słabość w nas samych i słabość Polski. Musimy być surowi, także wobec siebie, nie rozczulać się nad sobą, nie żalić, nie rozpaczać, że życie jest bez sensu, bo nieuchronnie wiedzie ku śmierci. Tylko jedno życie mamy - wykorzystajmy je jak najlepiej. Nie zmarnujmy go na błahostki ani uciekajmy od niego. Wiedząc, że rozporządzamy tylko skończoną ilością czasu, spożytkujmy go jak najlepiej, jak najgodniej, jak najpiękniej. Pokonujmy małość w nas, dążmy do wielkości. Wielkość Polski będzie potęgować wielkość nas samych, Bałto-Sławii i Wszech-Aryi.
12. Nieśmiertelność
Nieśmiertelność nie polega na przedłużeniu naszego obecnego życia poza grób. Nieśmiertelność można osiągnąć fizycznie przez potomstwo, przenosząc na nie odziedziczone geny, a duchowo - starając się możliwie jak najwięcej wnieść do rozwoju zbiorowej osobowości Narodu, aby stać się twórcą.
Świat przemienia się stale, rozwija. My i Naród będąc cząstką tego niewymiernego i nieskończonego Świata również przekształcamy się. Nasze jednostkowe - przemijające ciała składają się z atomów różnych pierwiastków, które powstały przed wieloma miliardami lat i będą dalej istnieć, gdy nasze ciała rozpadną się.
Również nasza jaźń czyli osobowy duch nie powstaje z niczego od nowa za każdym razem przy poczęciu i narodzinach, lecz wyłania się stopniowo z Nadjaźni obejmującej Bogów i dusze naszych przodków, rozwijając się w sprzężeniu z duchem wspólnoty, w której rodzimy się i wyrastamy. Stopniowo dojrzewamy do autonomicznych rozstrzygnięć między dobrem, a złem, między rozwojem, a zastojem.
Łącząc się z Prasiłą Kosmosu można, choć w niewyobrażalnie mikroskopijnym wymiarze, Jej moc powiększyć lub pomniejszyć, Jej rozwój przyspieszyć lub zakłócić. To zależy od tego, czy człowiek spełnia swe powołanie (doskonali się), czy swym działaniem wspiera rozwój samego siebie, szczepu i narodu. Człowiek jest jedyną istotą na Ziemi zdolną do twórczości. Ta zdolność wiąże nas z Bogami, z przenikającą wszystko, nieograniczoną w czasie i przestrzeni, pankosmiczną boską Prasiłą. Osobowe bytowanie człowieka jest cząstką Wszechbytu. To unieśmiertelnia nas na najwyższym możliwym poziomie.
Każdy z nas należy biologicznie do rodziny, rodu, szczepu, narodu i rodziny narodów. Każda z tych wspólnot jest potencjalnie nieśmiertelna przez odnawianie się pokoleń. Im wyższy szczebel wspólnoty, tym większe prawdopodobieństwo przetrwania i dalszego rozwoju.
Naród jest dla jednostki tym, czym drzewo dla pojedynczego kwiecia lub liścia. Jednocześnie drzewo żyje dzięki wymianie listowia i rozmnaża się dzięki kwieciu. Las-wspólnota żyje zaś swemi drzewami. Świadomość naszej ograniczoności pobudza nas rodzimowierców, do wszechstronnej twórczości, do doskonalenia się.
Świat jako całość rozwija się pod naporem boskiej woli tworzenia, osiągając coraz bardziej złożone, coraz doskonalsze postacie. Nasza część Świata, ta, na której żyjemy i na którą wywieramy wpływ, może jednak cofnąć się w rozwoju, a nawet załamać, z naszej przewiny lub bez niej. Rosnące możliwości człowieka zwiększają to zagrożenie. Dla nas mogło by to stać się ostateczną zagładą, a w kosmicznej skali - wydarzenie trudno zauważalne. Tak ma się skończoność do nieskończoności.
Są takie chwile w życiu, gdy odczuwamy zupełną jedność z otaczającą nas Rzeczywistością, z Bogami, z całym Światem, z tym co było i co nadejdzie, że naszym postępowaniem oddziaływujemy bezpośrednio na otoczenie, że współtworzymy Rzeczywistość, że przyszłość jest w nas. W ten sposób odczuwamy nieśmiertelność żyjąc teraz. Nasza osobowość, nasze ja wtapiając się w ducha wspólnot utrwala się, nie zginie bez śladu.
Im większe nasze tworzenie, tym więcej znaczymy w zbiorowym życiu, tym większy nasz udział w obiektywnym duchu wspólnoty.
Nasz duch po obumarciu unoszącego go ciała może tylko wrócić do tego z czego wyłonił się w zalążku przy narodzinach, do Nadjaźni. Starożytni Aryowie ujęli ten najtrudnieszy problem naszego życia uważając, że nasz osobowy duch, jaźń - Atman jest tożsamym z Brahmanem, duchem i rozumem Świata. To umożliwia wieczne krążenie i doskonalenie się ducha. W starożytnej Grecji odpowiednikiem Atmana była Psyche, a Brahmana Logos. Podobne bałtyjskie i sławskie wyobrażenia zachowały się tylko szczątkowo w mitach.
Gdyby nie było ponadosobowego ducha, opierającego się na naszych osobowych i związanego zwrotnie z nimi, jednoczącego je, nie byłoby możliwe porozumienie się kogokolwiek z innym człowiekiem.
Każdy z nas znajduje się na przecięciu dwojga czasoprzestrzennych osi. Na poziomej osi rozmieszczeni są współcześnie z nami żyjący rodacy, najbliższa rodzina obok nas. Pionowa oś przedstawia w dolnej części naszych przodków, minione pokolenia znikające w głębi czasu. Górna część osi powstaje dopiero. To nasi potomkowie i przyszłe pokolenia, które po nas będą żyć. Z tysięcy i milionów takich przecinających się osi składają się narody. Im bardziej zwarta jest owa sieć, tym mocniejsza tkanka narodu. Świadomość Prajedni jest częścią naszego odczuwania nieśmiertelności.
13. Rodzimowiercza etyka i najwyższe wartości
Nasze prapolskie zasady moralne opierają się na prawie naturalnym, czyli na prawach Przyrody, wprost wynikają z nich. System wartości Rodzimej Wiary ma swe odniesienie do rzeczywistego życia Narodu i większych pokrewnych nam wspólnot narodów Indoeuropy.
Dobro i zło są w powszechnym odczuciu najważniejszymi, najistotniejszymi pojęciami porządkującymi wyznawane wartości. Dobrym jest wszystko, co nas wzmacnia i rozwija. Złem i jest wszystko, co rodzi się z zastoju i ze słabości. W naszej wierze, jak w innych, rodzimych wyznaniach ważne miejsce zajmuje pojęcie dobra narodu. To, co jest dobrem dla narodu, jest dobrem dla każdego z nas. Między nimi istnieje wzajemna zależność. Ku dobru wiodą nas w pierwszym rzędzie wiedza i siła. Wiedza opiera się na rozumie, a siła na zdrowiu. Rozum i zdrowie warunkują wiedzę i siłę.
Prawość ceni się od niepamiętnych czasów tak, jak tężyznę. Odpowiedzialność za własne czyny i zaniechania jest konieczna, gdy cokolwiek czynimy. Rzetelność musi zawsze towarzyszyć wszelkim naszym poczynaniom. Jeden raz zawiedzione zaufanie jest niezwykle trudne do odbudowania. Zachowanie godności w codziennym życiu i trudnych chwilach obowiązuje nas zawsze i wszędzie. Wytrwałość i pracowitość są nam w dążeniu do urzeczywistnienia zamiarów szczególnie potrzebne. Twarda, zdecydowana postawa budzi szacunek i oddziaływuje na otoczenie.
Wierność jest wartością wysoko cenioną od niepamiętnych czasów opiewaną we wszystkich narodach. Wierność jest powszechnie odbierana jako sprawa honoru. Wierność ma wiele obliczy - jest wierność w przyjaźni, w małżeństwie, wierność wojskowym stanicom i wierność przekonaniom, wierność Polsce, Bałto-Sławii i Wszech-Aryi. Każda zdrada jest złoczynem i budzi odrazę - piętnujemy ją.
Wytrwałość i stanowczość zależą od siły woli. Wyrabianie silnej woli, odpowiedzialności za własne czyny i uczenie samodzielnego myślenia to podstawowe zadanie wychowania w rodzinnym domu i szkole. Uzdrowienie charakteru narodowego pozwoli nam wyrwać się z błędnego koła malejących sił Polski i Sławii-Aryi.
Starożytna zasada - w zdrowym ciele zdrowy duch podkreśla wartość zdrowia, tężyzny i żywotności. Dbałość o zdrowie jest dla nas moralnym nakazem i obowiązkiem. Rabunkowa gospodarka własnym organizmem mści się zawsze okrutnie. Jeszcze gorszą jest zgoda na chorobę, umartwianie się, samookaleczanie i uzależnienia. Pielęgnując szczególnie cenne wartości należy jednocześnie starać się wytrzebić wspakwartości, które rodzą zło. Miernota, nieuctwo, gnuśność i cherlactwo, głupota i bojaźń, bezwolność i bierność, oszustwa i zdrada są różnymi obliczami zła.
Chwiejność i niezdecydowanie w postępowaniu łączą się często z tchórzostwem ukrywanym pod mianem bycia otwartym na wszystko i pochylania się nad wszystkim, wyrozumiałości i tolerancji, a to jest dopuszczaniem zła. Nieprzeciwstawianie się złu, pokorne podporządkowanie się mu czy ustępliwość jest postawą niegodną wolnego człowieka. Warcholstwo bywało już i może być przyczyną upadku nawet potężnych państw. Podstępność i wiarołomność idą zazwyczaj w parze. Egoizm, słabość i niewierność są też wspakwartościami. Potępiamy je wszystkie zdecydowanie i zwalczamy w sobie.
Stale przekuwamy dobre w lepsze, wzmagamy moc Polski i Sławii.
Dążymy do Wielkości, Piękna, Prawdy i Dobra.
14. Twórcze życie
Prawa Przyrody są dla nas kierunkowskazem i pomocą w działaniu, w urzeczywistnianiu naszych zamierzeń. Przez nie łączymy się, jak ongiś nasi przodkowie, z Bogami, ze Światem, z Kosmosem, z Jego czynną zasadą, Prasiłą - Jednią, włączamy się w bieg Jego spiralnie postępującego rozwoju. Rozumiejąc prawa Przyrody wczuwamy się w Jej potężne życie. Świadomie włączając się w nurt rozwijającego się Świata stajemy się Jego współtwórcami. Stajemy się nimi, gdy między naszym człowieczeństwem a Bogami powstaje trwała wzajemna więź.
Wewnętrzna, subiektywna zasada duchowa człowieka jest tożsama z zewnętrzną, obiektywną zasadą Świata. Nasza jaźń, nasze własne ja jest najbardziej wewnętrzną rzeczywistością, nieskończenie drobną cząstką ciągle stającego się Świata. W ludzkim mikrokosmosie odzwierciedla się makrokosmos, cała Rzeczywistość.
Wszystko i zawsze jest objęte boskim tworzeniem. Twórca i tworzone dzieło stanowią jedność, są tożsame, chociaż nie są tym samym. Naród jest pierwotnym twórcą, a w każdym z nas tkwi większa lub mniejsza zdolność do tworzenia. Tą zdolność w nas powinniśmy pielęgnować i rozwijać ze wszystkich sił. Ona jednoczy nas z Boską Wolą - z pankosmiczną Prasiłą, którą cały Świat jest przepojony, która Go wydobyła z niebytu. Nasza twórczość jest najwartościowsza, jeśli złączona jest z Narodem. Twórcze życie wynosi nas ku wzniosłym szczytom wytęsknionego nadczłowieczeństwa, lub co najmniej do wyrastania ponad przeciętność, pozwala świadomie odczuwać i przeżywać nieskończoność, piękno i potęgę Bogo-Świata, naszą więź z Nim. Twórczość jednostki jest najwydajniejsza i najwartościowsza, gdy łączy się z duchowym życiem narodu.
15. Odnowa jedności Aryi
Jeszcze przed około pięcioma tysiącami lat istniała wielka wspólnota Aryów, którzy porozumiewali się między sobą wspólnym językiem. Później poczęły ich siedziby oddalać się, a języki stopniowo różnicować. Pokrewieństwo aryjskich narodów wyraża się nie tylko powinowactwem ich języków, ale i bliskością ich rodzimych wiar, dobrze widoczną w podobieństwie trójpoziomowych panteonów i wyznawanych wartościach, a też w zbliżonej, trójstanowej budowie pierwotnych społeczeństw.
Polska wchodzi w skład zachodniej Sławii, czyli Lechii. Lechia jest częścią Sławii, a ta Bałto-Sławii, zaś Bałto-Sławia - częścią Wszech-Aryi. Naszym posłannictwem jest ich rozkwit. Dążymy do przezwyciężenia utraty pierwotnej zwartości naszych ludów, wyrosłych ze wspólnych korzeni. Dążenie do jedności opiera się na genetycznym pokrewieństwie i wedyjskich źródłach naszej cywilizacji i kultury.
Religie są zawsze wielką siłą w życiu narodów - dobrą lub złą. Dobrą jest, gdy przybliża do Bogów, wzmacnia siły człowieka i narodu, pobudza do rozwoju. Złą jest, jeśli osłabia, odrywając od rzeczywistości i korzeni, łudząc rojeniami o wiecznej szczęśliwości po śmierci, błogostanie w zaświatach, lub o ostatecznym uwolnieniu się od życia i zawiśnięciu na granicy bytu z niebytu. Szkodliwe są zawsze religie obce biosowi narodu. Złą staje się taka religia szczególnie wtedy, gdy cudza świadomość wyznaniowa zastąpi Własną świadomość narodową. To skutkuje w Europie niszczycielskimi, bratobójczymi wojnami od Atlantyku po Adriatyk.
Kierując się pragnieniem zapewnienia pokoju i rozwoju, zapobieżenia dalszemu wzajemnemu wyniszczaniu się, odbudowujemy na zdrowych, przyrodzonych podstawach jedność narodów Idnoeuropy. Ona jest zakorzeniona w organicznej jedności narodów, jak jedność narodu wyrasta ze zwartości rodu. Dziedziczne utrzymywanie się określonego typu w ciągu pokoleń zapewnia tą zwartość. Krzyżowanie się pokrewnymi ludami nie osłabia narodowej wspólnoty, a nawet ją wzmacnia poszerzając. Tak dzieje się od tysięcy lat, od powstania dzisiejszej Słowiańszczyzny przez stopienie się Prasłowian z ludnością kultury Trypilia, najstarszej rolniczej kultury wschodu Europy.
Koniecznym i niezbędnym warunkiem powodzenia odnowy jest przywrócenie zgodności pochodzenia z wyznaniem. Jeśli chcemy sprostać wyzwaniom bliższej i dalszej przyszłości, nie ulec w walce o miejsce do życia na planecie Ziemi, musimy jako Naród wrócić do duchowych źródeł Aryów-Słowian, na nich oprzeć nasze duchowe i materialne życie. Wzmacnianie poczucia więzi narodowej jest wraz z szerzeniem prawiary podstawowym zadaniem i obowiązkiem rodzimowiercy.
Odrodzenie rodzimowierstwa jest już wyraźne wśród Bałtów, Słowian i innych ludów Indoeuropy-Aryi. To ukazuje ich dążenie do wejścia na drogę duchowego rozwoju opuszczoną pod przymusem przed wiekami. Jednocześnie stwarza to możliwość usunięcia przyczyny najkrwawszych z wojen - religijnych wojen. Te wojny rozrywają rodziny, rody, szczepy i narody. One pochłonęły dziesiątki milionów istnień, a zrodziły je religie roszczące sobie prawo do wyłączności na bezwzględną i ostateczną prawdę. Te sztuczne, "objawione" religie dążą do opanowania globu, właśnie w imię tej jedynej niepodważalnej prawdy, narzucają ją, by uszczęśliwić w ten sposób wszystkich bez wyjątku. Często sprowadza się to do przymusu i okrucieństw.
Wykrwawiona w obu światowych wojnach grzęźnie Europa w duchowym maraźmie, w pogłębiającej się stale dekadencji, mimo że groźba ostatecznego upadku i wymarcia jest już zauważalna. Materialne dobra stały się głównym miernikiem jakości życia a hedonizm powszechną postawą.
Rzeczywista odnowa jedności Europy dokona się w długotrwałym ozdrowieńczym przebiegu opartym na wspólnych duchowych korzeniach naszych bliskich sobie narodów. Duchowa jedność Indoeuropy-Aryi i odrodzenie prawiary są wzajemnie powiązane i uwarunkowane. Solidarny zwrot ku religii przodków zgodnej z naszym pochodzeniem, z genetyczną pamięcią przezwycięży wewnętrzną słabość Słowian i całej Indoeuropy-Aryi, otworzy nieznane dotąd możliwości rozkwitu narodów.
16. Sława Bogo-Światu!
Ciągłe stawanie się Świata jest wyzwaniem dla twórczego człowieka. Tak było zawsze i będzie w nieskończoność, pokąd będziemy istnieć. Nie ustawajmy w drodze, nie zadowalajmy się osiągniętym, a to, co dobre, niech stanie się lepszym!
Etos twórcy i wojownika jest nam najbliższy. Odrzucamy wzorce ubogiego duchem cierpiętnika. Bądźmy zawsze twardzi jak diament, nigdy miękcy jak grafit. Tego wymaga od nas, tego oczekuje od nas wiecznie rozwijająca się Wszech-Boskość wiodąca Świat ku coraz doskonalszym postaciom i Bogowie zrodzeni wraz ze Światem w praczasie z Tego Jednego-Wszystkiego. Ten Świat żyje. My bytujemy w nim i zarazem jesteśmy jego częścią. Życie Świata jest nieporównywalne z naszym na Ziemi. W całym Wszech-Świecie, wszędzie panuje, naoiera i powiększa się boska wola rozwoju, harmonii i hierarchii. Na tym opiera się Boski Ład Świata.
W pierwotnym, wedyjskim okresie religii i filozofii Indo-Aryów, Brahman jest czynną zasadą Świata, Boską Prasiła, Kosmiczną Wolą, Wszechstwórcą. Brahman jest duchową stroną Świata, ogarnia Go sobą, zawiera w sobie Świat, a Świat jest jego ciałem - jest tożsamy z Kosmosem. Ucieleśnieniem Brahmana Absolutu jest Brahma Bóg. Przeważnie jest On przedstawiany z czterema twarzami zwróconymi w cztery strony świata. Podobieństwo z posągiem Czterolicego ze Zbrucza i opisem Swantewita z Arkony jest oczywiste. Wówczas było dużo wyobrażeń i pojęć wspólnych całej Indoeuropie.
Naczelna Prazasada Bytu, To Jedno, Prajaźń, jest pierwotnie samoświadoma. Jej świadomość rozwija się dalej samoistnie. W człowieku osiąga ta świadomość jej najwyższy znany nam wymiar. Nie wykluczamy możliwości istnienia innych postaci świadomości w czasie i przestrzeni.
Rodzimowiercy sławią Bogo-Świat i wyrażają swoją głęboką wdzięczność za otaczającą nas wspaniałą Przyrodę. Jesteśmy wdzięczni za żyzną glebę, za rzeki, jeziora i morza, za deszcze i burze, za przestworza i wiatr, za wszystkie wody i góry. Cudownym darem jest dzienne światło i ciepło, którymi obdarza nas gromowe mocarne Słońce i gwiaździste niebo nocą i Księżyc, wierny towarzysz naszej Matki Ziemi i wszystkie planety.
Rodzima Wiara określa nasze miejsce w Świecie, stosunek każdego z nas, szczepu i narodu do Wszechbytu, do Bogów. Ona nadaje naszemu życiu podniosłe znaczenie, wskazuje drogę ku nieśmiertelności i wielkości, pomaga łączyć się z Boską Prasiłą.
Sława Rodzimym Bogom!
Astral Shadow
Według biblii , wszyscy mamy jednego Stwórcę. I do pewnego czasu ,ludzie mówili jednym językiem. Opisujesz ,że świat nie powstał przypadkowo i to prawda , w biblii też o tym czytamy.Wierzysz w Boską Prasiłę, w biblii czytamy ,że tym co stworzył wszystko jest Bóg, który dał się poznać z imienia Jehowa .Imię to oznacza "On powoduje ,że się staje".
Twoja religia mówi o wielu bogach , w biblii jest jeden Bóg, mieszka On w niebiosach, ale nie jest on sam . Nie ma początku i końca.Ponieważ jest Bogiem szczęśliwym dał życie (stworzył) ,mnóstwom stworzeń duchowym (aniołów). Jego pierwszym stworzeniem był Jezus ,ostatnim człowiek. Twoja religia zawiera prawa i zasady życia w społeczeństwie, zaś Bóg Jehowa dał ludziom biblię jako zbiór Jego praw i zasad . Zadbał ,aby wszyscy na świecie dowiedzieli się o Jego istnieniu i zamierzeniu co do ziemi i ludzi.
Piszesz o doskonaleniu człowieka ,Jehowa też tego wymaga od swoich wyznawców.
Nie wierzysz w życie po śmierci, Bóg mówi o zmartwychwstaniu , dla jednych zmartwychwstanie do życie i królowania wraz z Jego synem Jezusem w niebie ,a dla innych zmartwychwstanie do życia na ziemi. Na ziemi będzie panowała jedna religia ,a ludzie będą wychwalać jednego Boga.
W biblii także nie ma oddzielenia duszy od ciała,gdyż dusza to człowiek ,zwierzę ,życie. Jezus dając za nas okup ,umożliwił nam nadzieję na zmartwychwstanie. To było pierwotnym zamierzeniem Boga,aby człowiek doskonały cieszył się życiem wiecznym na ziemi w zgodzie ze zwierzętami, które nie zostały obdarowane życiem wiecznym.
Jest też mowa o zbuntowanym stworzeniu duchowym ,które pozazdrościło chwały Bożej i także jej zapragnęło. To właśnie jest Szatan , do którego przyłączyły się inne takie same stworzenia. Poprzez bunt utraciły swą doskonałość( podobnie jak zwiedzeni przez Szatana ludzie) i z aniołów stały się demonami.
Szatan wie ,że Bóg wydał na niego i inne demony wyrok i w swoim czasie ich zgładzi, dlatego pała wielką nienawiścią.Nadal zwodzi ludzi i rzuca oszczerstwa na Boga, obwiniając Go za wszelkie nieszczęścia i okrucieństwa na ziemi. Jedną z form jego zwodzenia ,jest przeobrażanie się w anioła światła , jego słudzy również to czynią. Jest to ostrzeżenie ,że nie wszystko, co ma związek z Szatanem, musi wyglądać odrażająco.Wprowadza on ludzi w błąd głównie za pomocą wszelkich religii fałszywych, które niekiedy nadają pozory prawości
2 Tymoteusza 3:2,5.
Nie będę Cię odwodziła od praktykowania Twojej religii ,ale zachęcam Cię do poznania Jehowy. Dla Niego nie ma różnic narodowościowych , granic ,ani koloru skóry. Czyż nie taki właśnie powinien być Bóg ? Bóg miłujący wszystkich ,którzy mu oddają cześć i stosują się do Jego praw. Cały świat dał nam w posiadanie.
Bóg zapowiedział ,że wszystkie ziemskie rządy zostaną usunięte ,a ich miejsce zastąpi Boży rząd ,gdyż człowiek panuje nad człowiekiem ,ku jego szkodzie Kaznodziei 8:9
Zaznaczam iż nie chcę nikogo urazić.
Niemniej jednak:Astral i jego rodzimowiercy to dla mnie "Cepelia"
natomiast last-to łapanka!
Na szczęście mamy wolnośc wyznania,ale powinnyśmy też mieć rozum-cokolwiek to oznacza!
jednak moja wiara jest mi bliżekrwioobiegu oraz była długo przed chrześcijaństwem i w niej pozostane
Astral Shadow
Przedstawiłam Ci niektóre podobieństwa i różnice występujące w biblii i Twoim wyznaniu.
Nic nie narzucałam ,tylko zaproponowałam poznanie Boga.
Wszystko
Trzymaj się.
Nie obrażam się każdy ma prawo wyboru ja wyboru dokonałem ,porostu chciałem podyskutować na ten temat
Ciekawe.
Od zawsze interesowałam się starymi religiami, są interesujące na swój sposób, nie tylko do wyznawania, ale choćby do poznania. Bardzo podoba mi się mitologia słowiańska jak i germańska. Nie zauważyłam jednak jakiegoś dużego powrotu do naszej pierwotnej wiary, lub być może się o tym nie mówi, a ludzie się z tym nie afiszują albo wręcz ukrywają bo zaraz się znajdą nadgorliwi co będą ich chcieli nawracać ;p
Ta "Cepelia" jak najbardziej godna pochwaly. Pielegnowanie dziedzictwa. a przy okazji atrakcja turystyczna. Tez zasady moralne nawet zgrabnie ujete. Na pewno lepsze niz chcrzescijanstwo, ktorego wyznawcy kombinuja jak kon pod gore jak przystosowac prymitywne zasady do dzisiejszych czasow. Jak wytlumaczyc, ze dobry i milosierny Bog kazal wybijac cale miasta, zabijac czlowieka ktory w szabas zbieral chrust czy nieposluszne dzieci.
Za to nie jest to z pewnoscia religia dawnych Slowian, tylko jakas unowoczesniona mieszanka. Nie widzisz, ze stwarza sie nowa religie, czesciowo tylko oparta na wierzeniach Slowian, z ktorych zreszta niewiele sie zachowalo? Wiec o "boskim" pochodzeniu dogmatow nie ma co mowic.
Jeszcze jedno zastrzezenie - troszeczke traci mi to szowinizmem. Moze przesadzam, ale kazda ideologie mozna wykrzywic, a u rodzimowiercow jest sporo fragmentow ktore mozna wykorzstac do szerzenia ksenofobii.
Z tym szowinizmem to zalerzy jak kto na to patrzy , toi u cheścijan tez można sie dopatrzeć na przykładzie starego testamentu. Dlamnie chrześcijaństwo jeb sytem obcym który mam narzucono ,kazanościąć święte dęby i stawiać krzyże
Tak, zgadzam sie ze chrzescijanstwo zostalo narzucone sila. Nie pasuje do naszej mentalnosci. Wiec ja wykrzywia, i mamy rezultaty.
Miło mi że ktoś się ze mna zgadza . Zawsze mnie nurtuje pytanie gdybanie mianowicie jakby wszystko sie potoczyło gdyby nas nie ochrzczono i nienarzucono chrześcijaństwa (w indiach dalej maja politeizm mają swych bogów i dobrze im z tym )
21 2014-06-06 10:11:26 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-06-06 10:13:30)
Miło mi że ktoś się ze mna zgadza . Zawsze mnie nurtuje pytanie gdybanie mianowicie jakby wszystko sie potoczyło gdyby nas nie ochrzczono i nienarzucono chrześcijaństwa
Odpowiedź wydaje się być bardzo prosta, teraz szprechałbyś po niemiecku albo gawarił pa ruski. ![]()
wątpie w to bo akurat w czasach pogańskich nikt nam nie podskakiwał byłiśmy bardzo bitni kto wie może jakby wiara praojców została to nie było by tego chłamu . A tak szlachta przepiła i sprzedała naszą swój kraj
wątpie w to bo akurat w czasach pogańskich nikt nam nie podskakiwał byłiśmy bardzo bitni kto wie może jakby wiara praojców została to nie było by tego chłamu . A tak szlachta przepiła i sprzedała naszą swój kraj
Nam czyli komu? Przecież państwowość powstała dzięki przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka. Dodatkowo wyobrażasz sobie państwo pogańskie w sercu średniowiecznej chrześcijańskiej Europy? Jeszcze w XV wieku krzyżacy wyżynali pogańskie ludy pod płaszczykiem walki z pogaństwem.
Mieszko I i Bolesław Chrobry, to byli spryciarze i świetnie wiedzieli, że mocne państwo (królestwo) w tamtym czasie można było zbudować tylko dzięki przyjęciu chrześcijaństwa.
Astral Shadow napisał/a:wątpie w to bo akurat w czasach pogańskich nikt nam nie podskakiwał byłiśmy bardzo bitni kto wie może jakby wiara praojców została to nie było by tego chłamu . A tak szlachta przepiła i sprzedała naszą swój kraj
Nam czyli komu? Przecież państwowość powstała dzięki przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka. Dodatkowo wyobrażasz sobie państwo pogańskie w sercu średniowiecznej chrześcijańskiej Europy? Jeszcze w XV wieku krzyżacy wyżynali pogańskie ludy pod płaszczykiem walki z pogaństwem.
Mieszko I i Bolesław Chrobry, to byli spryciarze i świetnie wiedzieli, że mocne państwo (królestwo) w tamtym czasie można było zbudować tylko dzięki przyjęciu chrześcijaństwa.
Masz rację! Nasi przodkowie przyjęli chrześcijaństwo, bo nie mieli innego wyjścia. Ludy słowiańskie, które tego nie zrobiły zostały podbite i wchłonięte przez Niemców. Nikt dziś nie mówi o Wieletach, Obodrzycach, Ranach itd. Nie było innej alternatywy.
25 2014-07-03 09:17:48 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-07-03 09:18:25)
Chrześcijaństwo zostało narzucone nam siłą, ale gdyby nie Mieszko, zrobiliby to Niemcy. Ale jeśli komuś odpowiada taki powrót do korzeni to nie mam nic przeciwko, niech każdy czyni według siebie i bierze za to odpowiedzialność ![]()
Rodzimowiercy co sądzicie o tym?
Sądzę, że najlepiej będzie gdy każdy zacznie patrzeć w głąb siebie. Można głosić prawdy swojej wiary, pokazywać postawą ale zmusić nikogo nie zmusimy. Mam szacunek do każdego, obojętnie czy jest chrześcijaninem, czy poganinem. Jak chce niech sobie wierzy nawet w Rumcajsa, nie przeszkadza mi to dopóki szanuje to, co dla mnie jest świętością. I wtedy wszyscy są happy, a życie staje się prostsze ![]()
26 2014-07-14 23:25:10 Ostatnio edytowany przez antykobieta (2014-07-14 23:26:01)
Temat rodzimej wiary znam bardzo dobrze. Z autopsji. To, co cytujesz, to deklaracje o ile kojarzę związku wyznaniowego Rodzima Wiara, albo innej organizacji, a nie rodzimowierstwa jako takiego. Rodzimowierstwo opiera się o kult słowiańskich bogów i to jedyna cecha wspólna. Wszelkie tego typu "prawdy wiary" to autorytarne wypociny, które pewne jednostki pragną wykreować jako "jedynie słuszne".
Nie wiem, czy byłoby nam lepiej. Na pewno byłoby nam lepiej, gdyby podbili nas 1000 lat temu Niemcy, albo przynajmniej w 1939. Ale zatracilibyśmy naszą tożsamość. Tak samo, jak zatraciliśmy sporo słowiańskiej tożsamości poprzez przyjęcie chrześcijaństwa.
Dyskusja w temacie o tyle trudna, że dla jednych chrześcijaństwo jest "nasze" a dla innych "obce". Pierwsza opcja występuje u tych którzy czytają Biblię, druga u tych, którzy czytają opracowania historyczne, religioznawcze i etnograficzne. Trudno dyskutować na wspólny temat, kiedy uczestnicy bazują na zupełnie różnych lekturach ![]()
Prawda jest jednak taka, że warto iść do lasu, złożyć skromną ofiarę i zwrócić się z prośbą. Wierzysz - czy nie wierzysz - grunt, że ma sporą skuteczność.
Astral Shadow napisał/a:Miło mi że ktoś się ze mna zgadza . Zawsze mnie nurtuje pytanie gdybanie mianowicie jakby wszystko sie potoczyło gdyby nas nie ochrzczono i nienarzucono chrześcijaństwa
Odpowiedź wydaje się być bardzo prosta, teraz szprechałbyś po niemiecku albo gawarił pa ruski.
Gdybyśmy dziś mówili po niemiecku, albo rosyjsku, to by oznaczało, że narzucono nam chrześcijaństwo, tylko nie z ręki Mieszka, ale kogoś innego. Pytanie Astral Shadow dotyczy sytuacji, jakby wyglądało dzisiejsze życie, gdyby doszło do zjednoczenia plemion przy zachowaniu słowiańskiej wiary i obrzędowości. A może nie zjednoczyłyby się, ale funkcjonowały jako niewielkie państewka. A może jedne byłyby wchłaniane przez inne. Jest to niezmiernie ciekawe pytanie. Czy doszłoby do centralizacji kultu i jego unifikacji, czy byłaby autonomia regionalna? Czy obchodzilibyśmy święta grupowo wokół głównej świątyni, czy każdy by świętował wokół swojego bóstwa w domu? Jak kult ewoluowałby wraz ze zdobyczami techniki?
To są niezmiernie ciekawe pytania i można pokusić się o stworzenie różnych symulacji obserwując choćby Japonię.
i widze że ktoś zrozumiał moje pytanie retoryczne które postawiłem
Ja uważam że jako potomkowie słowian chrześcijaństwo jest obcym elementem nam narzuconym bo nasi praojcowie mieli swoich Bogów . A co do pytania mego ciekawe czy Arkona trwała by do dziś gdyby Bogom dalej oddawano cześć
Nic wspólnego z Bogiem nie ma, śmierdzi poganstwem.
Astral Shadow napisał/a:wątpie w to bo akurat w czasach pogańskich nikt nam nie podskakiwał byłiśmy bardzo bitni kto wie może jakby wiara praojców została to nie było by tego chłamu . A tak szlachta przepiła i sprzedała naszą swój kraj
Nam czyli komu? Przecież państwowość powstała dzięki przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka. Dodatkowo wyobrażasz sobie państwo pogańskie w sercu średniowiecznej chrześcijańskiej Europy? Jeszcze w XV wieku krzyżacy wyżynali pogańskie ludy pod płaszczykiem walki z pogaństwem.
Niepogańskie też wyżynali. I nie przeszkadzało im, że są ich braćmi w wierze.
Astral Shadow napisał/a:wątpie w to bo akurat w czasach pogańskich nikt nam nie podskakiwał byłiśmy bardzo bitni kto wie może jakby wiara praojców została to nie było by tego chłamu . A tak szlachta przepiła i sprzedała naszą swój kraj
Nam czyli komu? Przecież państwowość powstała dzięki przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka. Dodatkowo wyobrażasz sobie państwo pogańskie w sercu średniowiecznej chrześcijańskiej Europy? Jeszcze w XV wieku krzyżacy wyżynali pogańskie ludy pod płaszczykiem walki z pogaństwem.
Mieszko I i Bolesław Chrobry, to byli spryciarze i świetnie wiedzieli, że mocne państwo (królestwo) w tamtym czasie można było zbudować tylko dzięki przyjęciu chrześcijaństwa.
Przyjęcie chrztu przez Mieszka I było decyzją polityczną. W tamtych czasach z pogardą traktowano pogan. Nie wpuszczano ich na salony, co uniemożliwiało rozmowy polityczne. Mieszko, żeby zaistnieć jako głowa silnego państwa musiał przyjąć chrzest.
Co do Bolesława Chrobrego, podobno był on fanatykiem religijnym. Karą za nie przestrzeganie postu było wybicie zębów.
Pytanie Astral Shadow dotyczy sytuacji, jakby wyglądało dzisiejsze życie, gdyby doszło do zjednoczenia plemion przy zachowaniu słowiańskiej wiary i obrzędowości. A może nie zjednoczyłyby się, ale funkcjonowały jako niewielkie państewka. A może jedne byłyby wchłaniane przez inne. Jest to niezmiernie ciekawe pytanie. Czy doszłoby do centralizacji kultu i jego unifikacji, czy byłaby autonomia regionalna? Czy obchodzilibyśmy święta grupowo wokół głównej świątyni, czy każdy by świętował wokół swojego bóstwa w domu? Jak kult ewoluowałby wraz ze zdobyczami techniki?
To są niezmiernie ciekawe pytania i można pokusić się o stworzenie różnych symulacji obserwując choćby Japonię.
Wydaje mi się, biorąc pod wzgląd globalizację, że aby wiara mogła przetrwać zjednoczenie byłoby nieuniknione.
Dochodzi też potrzeba mieszania genów. Ożenki z innoplemieńcami same w sobie doprowadziłyby do ujednolicenia tradycji. Podejrzewam, że tradycja obyczajów miałaby dużą możliwość przetrwania dla danego regionu. Nie trudno wyciągnąć taki wniosek, obserwując różnorodność zwyczajów we współczesnej Polsce.
Dla mnie rodzimowierstwo jest jak kotlety sojowe dla wegetarianina.
Taki wege wie, ze jedzenie miesa jest nie dla niego, ze wcale go nie pragnie, ale przez lata tak sie przyzwyczail do pewnych schematow, ze nie umie sobie wyobrazic obiadu bez kotleta i wymysla jakies kotlety z kalafiora, z soi, z brokulow. Nie potrafi wzniesc sie ponad ten schemat i zrozumiec, ze zeby zdrowo sie odzywiac nie potrzebuje zadnego kotleta ...
Dla mnie rodzimowierstwo jest jak kotlety sojowe dla wegetarianina.
Taki wege wie, ze jedzenie miesa jest nie dla niego, ze wcale go nie pragnie, ale przez lata tak sie przyzwyczail do pewnych schematow, ze nie umie sobie wyobrazic obiadu bez kotleta i wymysla jakies kotlety z kalafiora, z soi, z brokulow. Nie potrafi wzniesc sie ponad ten schemat i zrozumiec, ze zeby zdrowo sie odzywiac nie potrzebuje zadnego kotleta ...
Porównanie z kotletem bardziej mi pasuje do tradycji, kultury, wychowania.
Gdy wyrasta się w pewnych obyczajach trudno się pozbyć nawyków. Wegetarianin je rośliny przyrządzone w postaci kotleta, bo w taki sposób podawano mu jedzenie.
Mielimy mąkę i pieczemy chleb, a moglibyśmy jeść ziarna.
Kulturowo zaszczepiono nam jakiś stereotyp żywienia i go powielamy na znany nam sposób.
W odniesieniu do religii - przez wieki uczono nas określonych obrzędów, norm oraz zachowań i w przypadku gdy odstępujemy od czynnego udziału w wyuczonych praktykach zastępując je nowymi, to trudno nie przenieść zachowań.
Jeżeli wzorzec wiary jest wpajany pokoleniom na przełomie tysiąca lat, to nie ma możliwości, żeby się odciąć od utartych poczynań.
Wegetarianin wierzy w słuszność swojej kuchni. Jest przekonany o szkodliwości mięsa i jego przetworów. Pomimo to przyrządza rośliny na wzór potraw mięsnych. Dlaczego? Bo nikt mu nie pokazał, że można inaczej.
Rośliny, czy pieczone na kotlet, czy też jedzone na surowo, zostają roślinami. Nie staną się kotletem schabowym. Idea jest. Kultura i tradycja wymusiła przekaz.
34 2014-11-15 15:30:29 Ostatnio edytowany przez Astral Shadow (2014-11-15 15:37:31)
chrześciajństwo u nas wporo wchłoneło tradycji pogańskich , nap noć św Jana to nic innego jak noc kupały .To najbardziej znany przykład a jest tego sporo . Zastanawiające jest że Szczodre Gody święto pogańskie obchodzone 21 na 22 grudnia a u chrześcijan boże narodzenie 24 na 25 grudnia .Natomiast Jare Gody to jakby wielkanoc chrześcijańska i nadodatek malowanie jajek to pogański zwyczaj
chrześciajństwo u nas wporo wchłoneło tradycji pogańskich , nap noć św Jana to nic innego jak noc kupały .To najbardziej znany przykład a jest tego sporo . Zastanawiające jest że szczodre gody święto pogańskie obchodzone 21 na 22 grudnia a u chrześcijan boże narodzenie 24 na 25 grudnia
Pytanie Czy Katolików można nazwać chrześcijanami
dla mnie katolicy to chrześcijanie
dla mnie katolicy to chrześcijanie
Poczytaj sobie o tej wierze,albo odpal Youtube bądź pójdź do Kk
potem weź Biblię poczytaj i porównaj
sobie
POZDRAWIAM
38 2014-11-15 15:47:36 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-15 15:48:26)
Iceni napisał/a:Dla mnie rodzimowierstwo jest jak kotlety sojowe dla wegetarianina.
Taki wege wie, ze jedzenie miesa jest nie dla niego, ze wcale go nie pragnie, ale przez lata tak sie przyzwyczail do pewnych schematow, ze nie umie sobie wyobrazic obiadu bez kotleta i wymysla jakies kotlety z kalafiora, z soi, z brokulow. Nie potrafi wzniesc sie ponad ten schemat i zrozumiec, ze zeby zdrowo sie odzywiac nie potrzebuje zadnego kotleta ...
Porównanie z kotletem bardziej mi pasuje do tradycji, kultury, wychowania.
Gdy wyrasta się w pewnych obyczajach trudno się pozbyć nawyków. Wegetarianin je rośliny przyrządzone w postaci kotleta, bo w taki sposób podawano mu jedzenie.
Mielimy mąkę i pieczemy chleb, a moglibyśmy jeść ziarna.
Kulturowo zaszczepiono nam jakiś stereotyp żywienia i go powielamy na znany nam sposób.W odniesieniu do religii - przez wieki uczono nas określonych obrzędów, norm oraz zachowań i w przypadku gdy odstępujemy od czynnego udziału w wyuczonych praktykach zastępując je nowymi, to trudno nie przenieść zachowań.
Jeżeli wzorzec wiary jest wpajany pokoleniom na przełomie tysiąca lat, to nie ma możliwości, żeby się odciąć od utartych poczynań.
Wegetarianin wierzy w słuszność swojej kuchni. Jest przekonany o szkodliwości mięsa i jego przetworów. Pomimo to przyrządza rośliny na wzór potraw mięsnych. Dlaczego? Bo nikt mu nie pokazał, że można inaczej.
Rośliny, czy pieczone na kotlet, czy też jedzone na surowo, zostają roślinami. Nie staną się kotletem schabowym. Idea jest. Kultura i tradycja wymusiła przekaz.
Do religii też to ma odniesienie. Wszyscy jesteśmy wychowani w otoczeniu kotletów (nauk chrześcijańskich), ale niektórym ta dieta nie pasuje, nie smakuje, nie wychodzi na zdrowie. Jednak to przyzwyczajenie utrwalone przez wychowanie jest tak silne, że po odrzuceniu kotletów (wiary chrześcijańskiej) pozostaje tak duża dziura, że trzeba ją czymś zatkać - i stąd "kotlety" z kalafiorow (poszukiwanie substytutu wiary - na przykład takiego rodzimowierstwa).
Naprawdę w XXI wieku człowiek może wierzyć, ze postawienie miseczki z miodem pod najstarszym dębem w okolicy ma na cokolwiek wpływ?
My już MAMAY rozum, wiedzę, etykę, moralność, globalną cywilizację i podstawowe UNIWERSALNE prawa - nie są nam juz potrzebne kotlety z kalafiorów - my już się nauczyliśmy jeść kalafiora na tysiąc innych sposobów - nie musimy udawać, że ten kalafior jest czymś innym.
Jeżeli komuś chrześcijaństwo nie pasuje, przekona się, że ta "dieta" nie jest dla niego, to niechże ma odwagę stać się "wege" w pełni - pora przestać być niewolnikiem kotletów...
39 2014-11-15 15:56:19 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-15 15:58:22)
Astral Shadow napisał/a:chrześciajństwo u nas wporo wchłoneło tradycji pogańskich , nap noć św Jana to nic innego jak noc kupały .To najbardziej znany przykład a jest tego sporo . Zastanawiające jest że szczodre gody święto pogańskie obchodzone 21 na 22 grudnia a u chrześcijan boże narodzenie 24 na 25 grudnia
Pytanie Czy Katolików można nazwać chrześcijanami
Zauważ, że katolicyzm był pierwszy i to z niego wyrosły potem wszystkie inne gałęzie chrześcijaństwa. Odrzucenie katolicyzmu to jak odcięcie sie od pnia - owszem, nauki KK nie są wyrocznią, ale to z tych nauk wywodzi się i twój kościół - z sukcesów KK i z jego błędów.
Ba, studiujesz Biblię, której autorem (tzn autorem wyboru pism) jest KK.
Czy Zielonoświątkowcy mają swoją własną Biblię, własnych autorów, własny wybór pism, czy opierają się na pismach, które zostały wybrane, przetłumaczone i zaaprobowane przez KK setki lat temu? Czy twoja Biblia zawiera jakieś dodatkowe pisma? Odrzucone przez KK? Bo przecież takich "trefnych" pism są setki.
Więc jeżeli chcesz podważać chrześcijanstwo KK, to pamiętaj o tym, że księga, na którą się powołujesz zawiera dokładnie TO, co KK uznał za stosowne - ani więcej, ani mniej.
Pytanie dodatkowe: Czy urodziłaś się w rodzinie zielonoświątkowej, czy zmieniłaś wyznanie kiedy kościół katolicki cię rozczarował?
chodzi o to że wierzenie pogańskie zostało wydarte przez chrześcijan i z pogaństwa zaczerpneli to co im pasowało. Takie odnoszę wrażenie .Poza tym jak dlamnie wiara w żydowskiego boga jest elementem nie pasującym do nas ,uważam iż spuścizna naszych praojców jest co nasze (jest to moje subiektywne odczucie )Poza tym nie chce nikogo tym obrazić
A skąd wiesz jakie były wierzenia pogańskie? Nie zostały nigdzie zapisane, wszystko, co wiemy to przekazy - głownie chrześcijańskich mnichów podróżujących przez słowiańskie tereny.
Reszta to dorobiona dotego filozofia współczesnych.
Nie ma czegoś takiego jak wyznanie wiary Słowianina.
To wszysto to nadal kotlety z kalafiorów.
chodzi o to że wierzenie pogańskie zostało wydarte przez chrześcijan i z pogaństwa zaczerpneli to co im pasowało. Takie odnoszę wrażenie .Poza tym jak dlamnie wiara w żydowskiego boga jest elementem nie pasującym do nas ,uważam iż spuścizna naszych praojców jest co nasze (jest to moje subiektywne odczucie )Poza tym nie chce nikogo tym obrazić
Poganie czcili bozki,Ponieważ poznali Boga nie uznali go i nie wielbili go jako Boga nie złożyli mu dziękczynienia i znikczemneli w myślach swoich a ich nie zrozumiałe serce pogrążyło się w ciemności mieli się mądrymi a stali się głupi i przedstawiali Boga na obrazy przedstawiającego śmiertelnego człowieka, to byli poganie z punktu chrześcijańskiego
ewka3 napisał/a:Iceni napisał/a:Dla mnie rodzimowierstwo jest jak kotlety sojowe dla wegetarianina.
Taki wege wie, ze jedzenie miesa jest nie dla niego, ze wcale go nie pragnie, ale przez lata tak sie przyzwyczail do pewnych schematow, ze nie umie sobie wyobrazic obiadu bez kotleta i wymysla jakies kotlety z kalafiora, z soi, z brokulow. Nie potrafi wzniesc sie ponad ten schemat i zrozumiec, ze zeby zdrowo sie odzywiac nie potrzebuje zadnego kotleta ...
Porównanie z kotletem bardziej mi pasuje do tradycji, kultury, wychowania.
Gdy wyrasta się w pewnych obyczajach trudno się pozbyć nawyków. Wegetarianin je rośliny przyrządzone w postaci kotleta, bo w taki sposób podawano mu jedzenie.
Mielimy mąkę i pieczemy chleb, a moglibyśmy jeść ziarna.
Kulturowo zaszczepiono nam jakiś stereotyp żywienia i go powielamy na znany nam sposób.W odniesieniu do religii - przez wieki uczono nas określonych obrzędów, norm oraz zachowań i w przypadku gdy odstępujemy od czynnego udziału w wyuczonych praktykach zastępując je nowymi, to trudno nie przenieść zachowań.
Jeżeli wzorzec wiary jest wpajany pokoleniom na przełomie tysiąca lat, to nie ma możliwości, żeby się odciąć od utartych poczynań.
Wegetarianin wierzy w słuszność swojej kuchni. Jest przekonany o szkodliwości mięsa i jego przetworów. Pomimo to przyrządza rośliny na wzór potraw mięsnych. Dlaczego? Bo nikt mu nie pokazał, że można inaczej.
Rośliny, czy pieczone na kotlet, czy też jedzone na surowo, zostają roślinami. Nie staną się kotletem schabowym. Idea jest. Kultura i tradycja wymusiła przekaz.Do religii też to ma odniesienie. Wszyscy jesteśmy wychowani w otoczeniu kotletów (nauk chrześcijańskich), ale niektórym ta dieta nie pasuje, nie smakuje, nie wychodzi na zdrowie. Jednak to przyzwyczajenie utrwalone przez wychowanie jest tak silne, że po odrzuceniu kotletów (wiary chrześcijańskiej) pozostaje tak duża dziura, że trzeba ją czymś zatkać - i stąd "kotlety" z kalafiorow (poszukiwanie substytutu wiary - na przykład takiego rodzimowierstwa).
Naprawdę w XXI wieku człowiek może wierzyć, ze postawienie miseczki z miodem pod najstarszym dębem w okolicy ma na cokolwiek wpływ?
My już MAMAY rozum, wiedzę, etykę, moralność, globalną cywilizację i podstawowe UNIWERSALNE prawa - nie są nam juz potrzebne kotlety z kalafiorów - my już się nauczyliśmy jeść kalafiora na tysiąc innych sposobów - nie musimy udawać, że ten kalafior jest czymś innym.
Jeżeli komuś chrześcijaństwo nie pasuje, przekona się, że ta "dieta" nie jest dla niego, to niechże ma odwagę stać się "wege" w pełni - pora przestać być niewolnikiem kotletów...
Rozwaliłaś mnie na łopatki - leżę i kwiczę;)
Oczywiście w sensie pozytywnym. Podoba mi się Twoje racjonalne myślenie. Logiczne i zdrowe.
Osobiście uważam, że człowiek potrzebuje wiary, żeby zachować równowagę psychiczną. Gdyby jej nie miał, nie byłoby na kogo zepchnąć wszystkiego, czego nie rozumie lub nie potrafi wytłumaczyć. Co więcej, wiara w Opaczność Bożą sprawia, że nie jest samotny. Ma świadomość, że gdzieś tam jest Siła, która wie o nim wszystko, a i tak nie przestaje go kochać.
Co wyznaje, jakie obrzędy odprawia, to już mniej znaczące. Najważniejsze, że wierzy.
Wracając do koletu z kalafiora.
W firmie, w której pracuję, menadżer jest Chrześcijaninem, ale nie Katolikiem. Wychował się w konserwatywnej rodzinie katolickiej. Zna Biblię niemal na pamięć i uważa, że KK interpretuje ją dla własnych potrzeb. Często dyskutuje z proboszczem "naszej" parafii, jednak ten nie umie jednoznacznie odpowiedzieć na jego pytania. Menadżer wystąpił z KK i zaprzestał jego obrzędów. Jest prawdziwym wierzącym niepraktykującym. Jego wiara jest silniejsza niż większości Katolików, do tego przekłada się na czyny. Ten człowiek miał odwagę jawnie odstąpić od Kościoła. Często słyszę, jak ludzie w pracy z niego szydzą, wyśmiewają się z niego i po cichu mu ubliżają. Katolicy... Nie zdają sobie sprawy, że dzięki jego wierze są sprawiedliwie i uczciwie traktowani. Nie doceniają tego, że się nie wywyższa i traktuje wszystkich z szacunkiem. Dla niego nie ma znaczenia, czy ktoś jest sprzątaczem, czy kierownikiem.
Do czego zmierzam. Ten człowiek mógłby pod płaszczykiem Katolicyzmu spokojnie wyznawać własne poglądy i nikt by z niego nie drwił. Narażając się na potępienie społeczne postępuje zgodnie ze swoim sumieniem.
On jest prawdziwym wegetarianinem z Twojego porównania, ale zamiast szacunku naraża się na szyderstwo.
Nic wspólnego z Bogiem nie ma, śmierdzi poganstwem.
1. Z Twoim bogiem nic wspólnego nie ma.
2. Pogaństwo to pejoratywne określenie rodzimowierstwa.
To tak jakbyś napisała, że "prostytucja nie ma nic wspólnego z moją pracą, bo prostytutki to dziwki". Trochę nielogicznie...
45 2014-11-15 19:30:55 Ostatnio edytowany przez Sanderekxp (2014-11-15 19:31:15)
Sanderekxp napisał/a:Nic wspólnego z Bogiem nie ma, śmierdzi poganstwem.
1. Z Twoim bogiem nic wspólnego nie ma.
2. Pogaństwo to pejoratywne określenie rodzimowierstwa.To tak jakbyś napisała, że "prostytucja nie ma nic wspólnego z moją pracą, bo prostytutki to dziwki". Trochę nielogicznie...
przeciez pisalam ze nie ma nic wspolnego
Sanderekxp napisał/a:Nic wspólnego z Bogiem nie ma, śmierdzi poganstwem.
1. Z Twoim bogiem nic wspólnego nie ma.
2. Pogaństwo to pejoratywne określenie rodzimowierstwa.To tak jakbyś napisała, że "prostytucja nie ma nic wspólnego z moją pracą, bo prostytutki to dziwki". Trochę nielogicznie...
wpełni się zgadzam ,
Jeżeli chodzi o boże narodzenie to dziwne że chrześcijanie obchodzą je 25 grudnia .Wedle Ewangelii Mateusza 2,1 Jezus urodził się "w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda". Zgodnie z danymi historyka Józefa Flawiusza (por. "Dawne dzieje Izraela" XVII, 6,4 i 9,3) Herod Wielki zmarł przed świętem Paschy poprzedzonym zaćmieniem Księżyca (między 12 marca i 11 kwietnia 4 p.n.e. wedle wyliczeń Keplera). Dalej Ewangelista pisze, że Herod zmarł, kiedy Jezus jako dziecię wraz z rodziną przebywał w Egipcie. Tak więc na podstawie tego świadectwa można przyjąć, iż narodziny Jezusa miały miejsce tuż przed bądź w roku 4 p.n.e.
Witam czy jest ktoś na forum kto jest rodzimowiercą?
Jeżeli chodzi o boże narodzenie to dziwne że chrześcijanie obchodzą je 25 grudnia .Wedle Ewangelii Mateusza 2,1 Jezus urodził się "w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda". Zgodnie z danymi historyka Józefa Flawiusza (por. "Dawne dzieje Izraela" XVII, 6,4 i 9,3) Herod Wielki zmarł przed świętem Paschy poprzedzonym zaćmieniem Księżyca (między 12 marca i 11 kwietnia 4 p.n.e. wedle wyliczeń Keplera). Dalej Ewangelista pisze, że Herod zmarł, kiedy Jezus jako dziecię wraz z rodziną przebywał w Egipcie. Tak więc na podstawie tego świadectwa można przyjąć, iż narodziny Jezusa miały miejsce tuż przed bądź w roku 4 p.n.e.
Trudno jest określić precyzyjnie daty ze względu na różnicę kalendarzy. W czasach starożytnych używano kalendarza opartego na systemie lunarnym, czyli księżycowym. Różnił się on od słonecznego ilością dni w roku. W kalendarzu księżycowym pory roku się przesuwały. Ze względu na różnicę pomiędzy rokiem księżycowym a słonecznym powstał w ok. IV wieku kalendarz księżycowo-słoneczny.
Obecna data narodzin Chrystusa, jest jedynie założeniem, gdyż ze względu na różnice kalendarzy nie można jej dokładnie określić.
dziwne że chrześcijańskie święto miało by przypadać bardzo blisko rodzimego święta 21 grudnia tzw Sczodre gody podobnie z wielkanocą
dziwne że chrześcijańskie święto miało by przypadać bardzo blisko rodzimego święta 21 grudnia tzw Sczodre gody podobnie z wielkanocą
Naturalną koleją rzeczy jest, że jedne święta wypierają drugie, żeby ludzie nie obchodzili równocześnie starych i nowych.
Dzień przesilenia zimowego jest dniem, w którym według starych wierzeń czczono odrodzenie się słońca. Zaczynał się nowy cykl, nowy rok.
Data Bożego Narodzenia, której nie można dokładnie określić, ma wymiar duchowy. Świętuje się je na pamiątkę narodzin Jezusa Chrystusa w określony dzień, bo narodziny Syna Bożego są początkiem nowego. Dla chrześcijanina każdorazowe narodzenie się chrystusowej nauki powinno być jak Boże Narodzenie. (Te bez choinek i Mikołaja z reklamy coca coli;)
Podobnie ma się sprawa z Wielkanocą. Obchodzi się ją w czasie, gdy przyroda budzi się do życia z nową nadzieją, tak jak Zmartwychwstały niesie nadzieję na życie wieczne.
A jaką Ty masz teorię?
Ja jestem rodzimowiercą i moja teoria jest taka że specjalnie chrześcijanie ustalili w podobnym okresie swoje święta by subtelnie zniszczyć rodzime obrzędy oraz wiarę
Ja jestem rodzimowiercą i moja teoria jest taka że specjalnie chrześcijanie ustalili w podobnym okresie swoje święta by subtelnie zniszczyć rodzime obrzędy oraz wiarę
Moje słowa:
Naturalną koleją rzeczy jest, że jedne święta wypierają drugie, żeby ludzie nie obchodzili równocześnie starych i nowych.
Naturalną koleją rzeczy jest, że jedne święta wypierają drugie, żeby ludzie nie obchodzili równocześnie starych i nowych.
wychodzi na to że żydki dobrze wszystko obmyślili ,goje bedą wierzyć w naszego boga i w ten sposób podbijemy świat . Uważam że w ten sposób po części odebrano nam naszą tożsamość .
Witam czy jest ktoś na forum kto jest rodzimowiercą?
Jest to coś mi bardzo bliskiego, znam wielu ludzi z tych kręgów, więcej boskości dostrzegam w tworach natury, niż ludzką ręką stworzonych świątyniach, ciekawi mnie i jest mi bliska kultura słowiańska. Jest to system religijny, który w znacznej mierze odzwierciedla moje pojmowanie świata, duchowości. Można powiedzieć, że tak, choć nie lubię takiego sztywnego kategoryzowania.
Osobiście uważam, że człowiek potrzebuje wiary, żeby zachować równowagę psychiczną. Gdyby jej nie miał, nie byłoby na kogo zepchnąć wszystkiego, czego nie rozumie lub nie potrafi wytłumaczyć. Co więcej, wiara w Opaczność Bożą sprawia, że nie jest samotny. Ma świadomość, że gdzieś tam jest Siła, która wie o nim wszystko, a i tak nie przestaje go kochać.
Pewne doświadczenia psychologiczne zaprzeczają temu. Obserwacje ludzi, którzy byli wychowywani w izolacji od pojęć religijnych pokazują, że w ogóle nie jest im to do życia potrzebne. Ludziom wmawia się, że religia jest im potrzebna i że bez niej żyć nie mogą, tak samo jak producenci towarów wmawiają konsumentom, że są im niezbędne. Nie są.
To prawda, człowiek źle znosi samotność. Do zaspokojenia potrzeby obcowania z kimś najczęściej znajduje się partnera. Dziecku potrzebni są rodzice. Ale poczucie samotności wypełniają też znajomi, telewizja, pies albo kot, maskotka, hobby, internet itd. Czasem dzieci wymyślają sobie jakąś postać, z która nawet rozmawiają i dzielą się troskami. Wzbudza to niepokój rodziców. Jednak rozmawiając z boską postacią, której nigdy nie widziały, tak samo jak kota w butach, nie wzbudzają niczyjego niepokoju. Modlitwa to rozmowa z osoba, której nie widzimy, która sobie jedynie wyobrażamy i która nie przemawia do nas w sposób werbalny. Cóż, ja też to czasem praktykuję. Ale w żaden sposób nie jest to dowodem na to, że jest to mniej albo bardziej prawdziwe. Być może to tylko moja iluzja. Wyrosłem w świecie, którym wmawia się ludziom, że religia jest potrzebna, więc tym przesiąknąłem.
ewka3 napisał/a:Osobiście uważam, że człowiek potrzebuje wiary, żeby zachować równowagę psychiczną. Gdyby jej nie miał, nie byłoby na kogo zepchnąć wszystkiego, czego nie rozumie lub nie potrafi wytłumaczyć. Co więcej, wiara w Opaczność Bożą sprawia, że nie jest samotny. Ma świadomość, że gdzieś tam jest Siła, która wie o nim wszystko, a i tak nie przestaje go kochać.
Pewne doświadczenia psychologiczne zaprzeczają temu. Obserwacje ludzi, którzy byli wychowywani w izolacji od pojęć religijnych pokazują, że w ogóle nie jest im to do życia potrzebne. Ludziom wmawia się, że religia jest im potrzebna i że bez niej żyć nie mogą, tak samo jak producenci towarów wmawiają konsumentom, że są im niezbędne. Nie są.
To prawda, człowiek źle znosi samotność. Do zaspokojenia potrzeby obcowania z kimś najczęściej znajduje się partnera. Dziecku potrzebni są rodzice. Ale poczucie samotności wypełniają też znajomi, telewizja, pies albo kot, maskotka, hobby, internet itd. Czasem dzieci wymyślają sobie jakąś postać, z która nawet rozmawiają i dzielą się troskami. Wzbudza to niepokój rodziców. Jednak rozmawiając z boską postacią, której nigdy nie widziały, tak samo jak kota w butach, nie wzbudzają niczyjego niepokoju. Modlitwa to rozmowa z osoba, której nie widzimy, która sobie jedynie wyobrażamy i która nie przemawia do nas w sposób werbalny. Cóż, ja też to czasem praktykuję. Ale w żaden sposób nie jest to dowodem na to, że jest to mniej albo bardziej prawdziwe. Być może to tylko moja iluzja. Wyrosłem w świecie, którym wmawia się ludziom, że religia jest potrzebna, więc tym przesiąknąłem.
Nie jestem psychologiem - nie znam się na doświadczeniach tej dziedziny.
Za to wiem, że człowiek lepiej czuje się ze świadomością/podświadomością, że gdzieś istnieje Siła, która jest mu przychylna. Zna jego tajemnice, myśli, błędy..., a mimo to nadal przy nim trwa, rozumie.
Ty potrzebę Siły Wyższej sprowadzasz do samotności i dziecięcej wyobraźni, ja do wewnętrznej potrzeby każdego człowieka.
"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Coś poszło nie tak, innym torem niż planowaliśmy, nasz wpływ na zdarzenia był zerowy. Czy w takich okolicznościach nie myślimy "Tak miało być"? Czy to nie jest podświadome zawierzenie Czemuś lub Komuś?
Nie jestem psychologiem - nie znam się na doświadczeniach tej dziedziny.
Za to wiem, że człowiek lepiej czuje się ze świadomością/podświadomością, że gdzieś istnieje Siła, która jest mu przychylna. Zna jego tajemnice, myśli, błędy..., a mimo to nadal przy nim trwa, rozumie.Ty potrzebę Siły Wyższej sprowadzasz do samotności i dziecięcej wyobraźni, ja do wewnętrznej potrzeby każdego człowieka.
To, że ty odczuwasz taką potrzebę, to nie znaczy, że każdy ją odczuwa. Są ludzie, którzy kompletnie nie odczuwają takiej potrzeby i wręcz jest dla nich irytujące, kiedy ktoś im wmawia, że jakakolwiek religia jest im potrzebna. Niestety, często wtedy pojawiają się ludzie wierzący mający jakąś misję i twierdza, że te osoby muszą być jakoś szczególnie nieszczęśliwe. A tak nie jest. Co więcej, te osoby wręcz twierdzą coś przeciwnego, że te wierzące są strasznie nieszczęśliwe, bo są omamione i nie myślą samodzielnie.
Twoje odczucia, potrzeby i preferencje są tylko i wyłącznie twoje. Część z nich to pewnego rodzaju uzależnienie. Ludziom uzależnionym od używek też są one "potrzebne" do funkcjonowania. Ci, którzy nie są, nie potrzebują ich. Ty nie znasz świata bez religii, więc nie możesz ocenić obiektywnie, czy wtedy by ci czegoś brakowało. Tak samo może ci powiedzieć politeista, że twoja wiara jest uboga, bo wierzysz tylko w jednego boga, zamiast w wielu.
"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Coś poszło nie tak, innym torem niż planowaliśmy, nasz wpływ na zdarzenia był zerowy. Czy w takich okolicznościach nie myślimy "Tak miało być"? Czy to nie jest podświadome zawierzenie Czemuś lub Komuś?
Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić. Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką. Musze się liczyć z tym, że po drodze są wystające głazy, wiry i progi wodne. Mogę się na nich rozbić, nie mogę uniknąć ich istnienia. Ale mam wiosło i mogę próbować je ominąć. Mogę zadecydować, czy płynąc lewą, czy prawą stroną rzeki, ale nie wiem, po której stronie za zakrętem będzie czyhać zagrożenie.
Natomiast wiem, że każde moje działanie i każde działanie innego człowieka ma wpływ na moje życie. Tzw efekt motyla - błaha rzecz w jakimś momencie może zadecydować o wielkich rzeczach. Może być tak, że kichnęłaś i usłyszał to jakiś mężczyzna i powiedział "na zdrowie" i się uśmiechnęłaś i tak się poznało dwoje ludzi, którzy potem spłodzili trójkę dzieci, z których jedno potrąciło autem matkę w ciąży, a drugie zostało chirurgiem ratującym ludzkie życia. Tern mały pyłek w twoim nosie zadecydował o wielkich zdarzeniach. Jednak i tutaj twój udział był, bo wcale nie musiałaś się uśmiechnąć do tego mężczyzny. Nie wierzę w żadne przeznaczenie, czy kierującą nami jakąś siłę wyższą. To przenoszenie odpowiedzialności za siebie. Każdy jest kowalem swojego losu. Spotykają nas różne rzeczy - złe i dobre, ale to od nas zależy, co z tymi rzeczami zrobimy. Nawet rośliny wykazują aktywność zwracając się w kierunku słońca, człowiek tłumaczący swoje zycie przeznaczeniem jest mniej aktywny od rośliny.
Przy okazji, ciekawy tekst źródłowy o Słowianach Prokopiusza z Cezarei:
O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę.
ewka3 napisał:
Nie jestem psychologiem - nie znam się na doświadczeniach tej dziedziny.
Za to wiem, że człowiek lepiej czuje się ze świadomością/podświadomością, że gdzieś istnieje Siła, która jest mu przychylna. Zna jego tajemnice, myśli, błędy..., a mimo to nadal przy nim trwa, rozumie.
Ty potrzebę Siły Wyższej sprowadzasz do samotności i dziecięcej wyobraźni, ja do wewnętrznej potrzeby każdego człowieka.
To, że ty odczuwasz taką potrzebę, to nie znaczy, że każdy ją odczuwa. Są ludzie, którzy kompletnie nie odczuwają takiej potrzeby i wręcz jest dla nich irytujące, kiedy ktoś im wmawia, że jakakolwiek religia jest im potrzebna. Niestety, często wtedy pojawiają się ludzie wierzący mający jakąś misję i twierdza, że te osoby muszą być jakoś szczególnie nieszczęśliwe. A tak nie jest. Co więcej, te osoby wręcz twierdzą coś przeciwnego, że te wierzące są strasznie nieszczęśliwe, bo są omamione i nie myślą samodzielnie.
Twoje odczucia, potrzeby i preferencje są tylko i wyłącznie twoje. Część z nich to pewnego rodzaju uzależnienie. Ludziom uzależnionym od używek też są one "potrzebne" do funkcjonowania. Ci, którzy nie są, nie potrzebują ich. Ty nie znasz świata bez religii, więc nie możesz ocenić obiektywnie, czy wtedy by ci czegoś brakowało. Tak samo może ci powiedzieć politeista, że twoja wiara jest uboga, bo wierzysz tylko w jednego boga, zamiast w wielu.
ewka3 napisał:
"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Coś poszło nie tak, innym torem niż planowaliśmy, nasz wpływ na zdarzenia był zerowy. Czy w takich okolicznościach nie myślimy "Tak miało być"? Czy to nie jest podświadome zawierzenie Czemuś lub Komuś?
Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić. Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką. Musze się liczyć z tym, że po drodze są wystające głazy, wiry i progi wodne. Mogę się na nich rozbić, nie mogę uniknąć ich istnienia. Ale mam wiosło i mogę próbować je ominąć. Mogę zadecydować, czy płynąc lewą, czy prawą stroną rzeki, ale nie wiem, po której stronie za zakrętem będzie czyhać zagrożenie.
Natomiast wiem, że każde moje działanie i każde działanie innego człowieka ma wpływ na moje życie. Tzw efekt motyla - błaha rzecz w jakimś momencie może zadecydować o wielkich rzeczach. Może być tak, że kichnęłaś i usłyszał to jakiś mężczyzna i powiedział "na zdrowie" i się uśmiechnęłaś i tak się poznało dwoje ludzi, którzy potem spłodzili trójkę dzieci, z których jedno potrąciło autem matkę w ciąży, a drugie zostało chirurgiem ratującym ludzkie życia. Tern mały pyłek w twoim nosie zadecydował o wielkich zdarzeniach. Jednak i tutaj twój udział był, bo wcale nie musiałaś się uśmiechnąć do tego mężczyzny. Nie wierzę w żadne przeznaczenie, czy kierującą nami jakąś siłę wyższą. To przenoszenie odpowiedzialności za siebie. Każdy jest kowalem swojego losu. Spotykają nas różne rzeczy - złe i dobre, ale to od nas zależy, co z tymi rzeczami zrobimy. Nawet rośliny wykazują aktywność zwracając się w kierunku słońca, człowiek tłumaczący swoje zycie przeznaczeniem jest mniej aktywny od rośliny.
Przy okazji, ciekawy tekst źródłowy o Słowianach Prokopiusza z Cezarei:
O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę.
wpełni się z tobą zgadzam, lecz było pojęcie Dola - to był los , mogłeś mieć dole lub nie dole
wpełni się z tobą zgadzam, lecz było pojęcie Dola - to był los , mogłeś mieć dole lub nie dole
Nie "było" tylko "jest". Obecnie mamy słowo "dola" oznaczające los człowieka, ale pierwotnie słowo to oznaczało kawałek czegoś, cześć. Nawet złodzieje dzieląc się łupem przyznają sobie "dolę", a więc część łupu. Później oznaczało to powodzenie albo niepowodzenie przy otrzymywaniu należnej części np łupu, spadku. Dopiero z tego wtórnie wykształciło się pojęcie szczęścia - no bo dostać pieniądze to szczęście.
Z resztą nie w tym rzecz. Tekst Prokopiusza podałem jako ciekawostkę. Mógł też coś źle zrozumieć i błędnie opisać. Niemniej nie wierzę w przeznaczenie, bo uznawanie go neguje moja wolną wolę i sens starania się o cokolwiek (bo przecież i tak jest "zapisane")
Astral Shadow napisał/a:wpełni się z tobą zgadzam, lecz było pojęcie Dola - to był los , mogłeś mieć dole lub nie dole
Nie "było" tylko "jest". Obecnie mamy słowo "dola" oznaczające los człowieka, ale pierwotnie słowo to oznaczało kawałek czegoś, cześć. Nawet złodzieje dzieląc się łupem przyznają sobie "dolę", a więc część łupu. Później oznaczało to powodzenie albo niepowodzenie przy otrzymywaniu należnej części np łupu, spadku. Dopiero z tego wtórnie wykształciło się pojęcie szczęścia - no bo dostać pieniądze to szczęście.
Z resztą nie w tym rzecz. Tekst Prokopiusza podałem jako ciekawostkę. Mógł też coś źle zrozumieć i błędnie opisać. Niemniej nie wierzę w przeznaczenie, bo uznawanie go neguje moja wolną wolę i sens starania się o cokolwiek (bo przecież i tak jest "zapisane")
tak poszedł siku zrobił kupe - oszukał przeznaczenie
ewka3 napisał/a:"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić.
Pytałam o "pomyśleć".
Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką.
Rzeka, droga - co za różnica? To tylko przenośnie. "Wsiadaliśmy w długie łodzie we mgle" - znasz to...
Unikasz w w swoich wypowiedziach szczerości. Konstruujesz zdania na swoją korzyść. To nie są dobre podstawy pod dyskusję. Nie lubię rozmawiać w taki sposób. Sam wspominałeś o konsekwencji.
antykobieta napisał/a:ewka3 napisał/a:"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić.
Pytałam o "pomyśleć".
antykobieta napisał/a:Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką.
Rzeka, droga - co za różnica? To tylko przenośnie. "Wsiadaliśmy w długie łodzie we mgle" - znasz to...
Unikasz w w swoich wypowiedziach szczerości. Konstruujesz zdania na swoją korzyść. To nie są dobre podstawy pod dyskusję. Nie lubię rozmawiać w taki sposób. Sam wspominałeś o konsekwencji.
Ja nim przeszedłem na rozimowiestwo to nie raz tak pomyślałem "Ze tak miało być" no ale już tak na to nie patrzę .
antykobieta napisał/a:ewka3 napisał/a:"Tak miało być" - ile razy w życiu zdarzyło się Ci pomyśleć te słowa?
Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić.
Pytałam o "pomyśleć".
antykobieta napisał/a:Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką.
Rzeka, droga - co za różnica? To tylko przenośnie. "Wsiadaliśmy w długie łodzie we mgle" - znasz to...
Unikasz w w swoich wypowiedziach szczerości. Konstruujesz zdania na swoją korzyść. To nie są dobre podstawy pod dyskusję. Nie lubię rozmawiać w taki sposób. Sam wspominałeś o konsekwencji.
Ani powiedzieć, ani pomyśleć. Ani napisać - jakby mnie ktoś jeszcze miał łapać za słowo.
Może być droga, może być rzeka, może być lot na paralotni - bez znaczenia. Chodzi o ogólną ideę, w której napotykamy nieprzewidziane przeszkody, ale to od nas zależy, która drogę wybierzemy. Czasem nasz wybór polega na podjęciu pierwszej lepszej decyzji i nie znamy jej skutków. Ale to cały czas nasze wybory, a nie żadne przeznaczenie - tak uważam.
Nie wiem, czemu uważasz, że unikam szczerości. Nie umiem się odnieść do tak skonstruowanego zarzutu, nie rozumiem jego podstaw.
ewka3 napisał/a:antykobieta napisał/a:Nigdy mi się tak nie zdarzyło mówić.
Pytałam o "pomyśleć".
antykobieta napisał/a:Dla mnie życie to jak spływ rwąca rzeką.
Rzeka, droga - co za różnica? To tylko przenośnie. "Wsiadaliśmy w długie łodzie we mgle" - znasz to...
Unikasz w w swoich wypowiedziach szczerości. Konstruujesz zdania na swoją korzyść. To nie są dobre podstawy pod dyskusję. Nie lubię rozmawiać w taki sposób. Sam wspominałeś o konsekwencji.
Ani powiedzieć, ani pomyśleć. Ani napisać - jakby mnie ktoś jeszcze miał łapać za słowo.
Może być droga, może być rzeka, może być lot na paralotni - bez znaczenia. Chodzi o ogólną ideę, w której napotykamy nieprzewidziane przeszkody, ale to od nas zależy, która drogę wybierzemy. Czasem nasz wybór polega na podjęciu pierwszej lepszej decyzji i nie znamy jej skutków. Ale to cały czas nasze wybory, a nie żadne przeznaczenie - tak uważam.
Nie wiem, czemu uważasz, że unikam szczerości. Nie umiem się odnieść do tak skonstruowanego zarzutu, nie rozumiem jego podstaw.
Również, nie wierzę w przeznaczenie - przeczy wolnemu wyborowi.
Nie oczekuję odniesienia do "tak skonstruowanego zarzutu". Podmieniają "pomyśleć" na "powiedzieć" zmieniłeś sens mojego pytania. Bardzo nie lubię, gdy się manipuluje w moich wypowiedziach.
Skoro mamy już te grzeczności za sobą, to chętnie dowiem się czegoś od Ciebie o Rodzimowierstwie.