ja dziś poszłam do spowiedzi, bo chciałam się wyspowiadać przed świętami... rekolekcje były akurat w czasie i w godzinach jak miałam zajęcia na studiach, a wiadomo, że żaden wykładowca nie przyjąłby takiego usprawiedliwienia i na zajęciach trzeba być. z kolei spowiadać się 3 tygodnie przed świętami to byłaby dla mnie głupota bo mam chłopaka i kocham się z nim, więc jeszcze zdążyłabym później nagrzeszyć... a 2 tygodnie temu chłopak wyjechał za granicę do pracy, więc chciałam się już wyspowiadać, żeby w święta i przez najbliższe 5 miesięcy jak go nie będzie móc normalnie chodzić do komunii.
ale odbiegłam trochę... dziś poszłam i doznałam szoku. ksiądz (co prawda szeptem) zarzucił mi po co tu wgl przyszłam, zapytał "Ludzie, co się z wami dzieje w tych czasach, kiedyś dziewczyny w Twoim wieku oddawały życie za czystość a wy nie potraficie dotrzymać cnoty do ślubu?"... myślałam, że za chwile powiem coś chamskiego ale się pohamowałam... Niektórzy księża są o wiele gorsi i jakoś nikt tego nie widzi. A ja kocham mojego chłopaka, planujemy wspólne życie (pojechał za granicę zarobić na swoją część wesela) więc co jak co ale jestem go pewna... Jesteśmy razem co prawda dopiero pół roku, ale kupiliśmy sobie srebrne obrączki by o sobie pamiętać przez czas rozłąki... Gdy wróci, mamy się zaręczyć. Ale ksiądz i tak wie swoje, powiedział mi, że kiedy nie pokazujemy że się szanujemy przed ślubem to potem druga osoba nie będzie nas szanowała po ślubie. Odpowiedziałam mu, że się z tym nie zgadzam bo na to akurat nie ma reguły i zasady, że znam pary, które przed ślubem razem nie spały, a teraz jedno zdradza drugiego. I czy to jest niby gwarancja? I spowiednik powiedział mi, że da mi rozgrzeszenie tylko pod warunkiem, że obiecam, że więcej nie zrobię z chłopakiem tego przed ślubem. Powiedziałam więc, że nie mogę tego obiecać i wyszłam...
I tak jak pisał ktoś na początku, denerwujący jest fakt, że dla kleru to jeden grzech "współżycie przedmałżeńskie", ale nie patrzy się na to, czy jest to współżycie z miłości czy za przeproszeniem dawanie w ubikacji na imprezie... co jak co ale miedzy jednym a drugim jest znacząca różnica.
Przyjmuję też tabletki antykoncepcyjne, ale zaczęłam je brać ze względu na problemy zdrowotne z miesiączkowaniem, a nie dla samego zabezpieczenia... No ale dla księdza to też będzie grzech. A on akurat (zironizuję trochę) tyle się nachodził do ginekologa i tak wszystko wie...
Przed Bożym Narodzeniem jakoś dostałam rozgrzeszenie a teraz nie, cóż, trzeba wybrać się do innego kościoła...
Łatwo im powiedzieć, że po ślubie, tylko, że żeby wziąć ślub sam ksiądz chce za udzielenie sakramentu 1000 zł! i to już niby nie jest grzech? albo to, że niektórzy księża nie żyją w celibacie to też nie jest niby grzechem? Życie w celibacie to wg mnie też życie w skromności i nie mam tu tylko na myśli wstrzemięźliwości seksualnej, ale też np unikanie wygód... Dlaczego księża jeżdżą najnowszymi samochodami? Ale przecież każdy miałby na to wytłumaczenie, a ludzie świeccy są już beee i grzesznicy, że gorszych nie trzeba...
To nie XIX wiek... Dobra, przyjmijmy, że trzymałoby się cnotę do ślubu... A potem po ślubie, jakby mi się nie spodobało, albo jakby mnie nie szanował w tej sferze to co? Reklamacja? Chyba trzeba się sprawdzić przed ślubem w każdej kwestii, żeby na 100% być pewnym że to ta właściwa osoba... To w końcu decyzja na całe życie, jeśli mówimy o przyrzekaniu przed Bogiem i nie dopuszczamy przed Bogiem rozwodów...
Ja rozumiem, spowiedź to mocne postanowienie poprawy i wgl... Ale czy to, że kocham chłopaka i chcę oddać mu się cała oznacza od razu, że mam się odwrócić od kościoła? Sorry, ale kocham Boga i to, że śpię z chłopakiem nie równa się z tym, że tak nie jest... Ale do kościoła chodzić będę, nie odwrócę się od Boga tylko dlatego, że ksiądz myśli inaczej. Bóg wie, jaka jestem naprawdę, że zamierzamy wziąć ślub i wie też że nie robię tego w złej wierze. Do kościoła chodzi się dla Boga a nie dla księdza i tego się trzymam.
Trochę się rozpisałam, wybaczcie, ale aż się we mnie telepie po tej dzisiejszej sytuacji i musiałam gdzieś to z siebie wyrzucić...