Vold napisał/a:Nie, prawo małżeństwa jest stworzone dla kobiety i mężczyzny. Nikt tego nie odbiera ludziom homoseksualnym. Prawo jest równe ( wtym sensie, że teoretycznie homoseksualista też może ożenić się/wyjść za mąż, nikt nie sprawdza orientacji).
I jest to przywilej. Jak pisałem wcześniej. Rodzina to fundament społeczeństwa, jest chroniona specjalnymi prawami. Nie jest więc tak że skoro mogą hetero, to czemu nie homo, bo to nie kwestia dyskryminacji.
Co innego rozmowa o związkach partnerskich.
Vold, już chyba 3 czy 4 raz w tym temacie piszę - nikt normalny nie wykłóca się o SEMANTYKĘ. Czy to będzie nazywane związek partnerski czy małżeństwo. Tylko śmieszne wrzaskuny w rodzaju pacynki Biedronia mogą sie o to kłócić, ale nie sami homoseksualiści. Biedroń też się nie kłóci dla idei tylko, żeby się kłócić, bo póki się kłóci, póty o nim głośno i ma stołek, proste.
Natomiast nie pisz mi, że "homoseksualista może się ożenić z kobietą", bo to obrzydliwie ponury żart. To tak jakby zabronić czegoś powiedzmy kobietom, np. pracy zarobkowej, i powiedzieć ależ oczywiście, mogą pracować, muszą tylko zmienić płeć na męską.
W calej awanturze o związki partnerskie homoseksualistom chodzi jedynie o te prawa, które automatycznie chronią partnera i ewentualnie wspónie wychowywane dziecko (zwróć uwagę, że nie piszę o adopcji dzieci z bidula).
Wyobraź sobie taką sytuację: ja jestem bi, mam dziecko ze związku z facetem, 10 lat. Od 9 jestem w związku z kobietą. Ja zasuwam w robocie, ona zajmuje się dzieckiem, prowadzi dom, dziecko kocha nas obie, nie ma problemu. Ale mnie trafia nagły szlag i umieram. Owszem, mogę przekazać mojej partnerce spadek testamentem, ale musi ona zapłacić za niego potężny podatek. Nie ma mowy o rencie dla niej - w końcu oficjalnie byłyśmy dla siebie obce. A moje dziecko? Chociaż żyje kobieta, która je wychowywała i kochała 9 lat, dziecko trafia do bidula, bo nie mam żyjącej bliskiej rodziny, a ona jest dla niego prawnie nikim.
Mnie i każdej normalnej osobie serio wszystko jedno, czy nasz związek będzie oficjalnie nazywany partnerskim, małżeństwem, konkubinatem (chociaż to ultra głupia nazwa
) czy jak jeszcze. Mnie osobiście najbardziej podoba się "związek partnerski", ale jakby miało być małżeństwo - ok, niech będzie. ALE NIECH DO CHOLERY COŚ BĘDZIE, bo tak jak jest, jest po prostu zwyczajnie nie fair i krzywdząco.