Czy moralnosc ma odcienie szarosci? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 196 ]

131

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Nic nie jest do końca czarne, ani do końca białe, tak samo jak nikt nie jest do końca zły, czy do końca dobry, do końca doskonały lub niedoskonały. Tak samo jest z naszymi decyzjami.  W każdej sytuacji i  przy każdym wyborze życiowym znajdziemy coś co nam tę czerń czy biel zmąci. Jeśli ktoś uważa inaczej to moim zdaniem błądzi i żyje w moralnej Utopii.

W każdym złym postępowaniu znajdziemy jakieś okoliczności łagodzące, wynikające niekoniecznie ze złej woli ocenianego, ale zbyt często z czynników towarzyszących, które są jakie są i które to każą nam jednak dokonywać różnorakich wyborów, czasem niestety wymuszających naginanie się  w kierunku nie do końca zgodnym z wewnętrznym przekonaniem.  Gdyby wszystko było tak proste, tak oczywiste, tak czyste w ogólnym pojęciu  jak odróżnienie tych dwóch barw od całej reszty, świat też byłby prosty, ale niestety takim nie jest.

Oczywiście, że jeśli usprawiedliwień szukamy na siłę to wyłącznie po to, aby samemu przed sobą się oczyścić lub pozwolić nam samym być lub współpracować z kimś drugim, ale oczyszczamy go, aby móc wybaczyć, a przedtem zrozumieć.  Sprowadzanie złych uczynków wyłącznie do czerni zabija w nas możliwość wybaczenia.

I jeszcze... Nie da się tak żyć, żeby nikogo nie urazić, nie skrzywdzić, wszystkich kochać z jednakową siłą, nie popełniać błędów, nie czuć żalu, niechęci, nie zapominać o tym co boli, w dobrej wierze nie naginać prawdy, zawsze służyć pomocą, każdemu dobrze życzyć,  być w zgodzie z samym sobą, trwać w miłości do całego świata, zawsze postępować w zgodzie z własnym przekonaniem. Gdyby tak było bylibyśmy idealni, jeśli nie- jesteśmy jednym z odcieni całej gamy szarości.

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Olina napisał/a:

Nic nie jest do końca czarne, ani do końca białe

Olinko - naprawdę tak uważasz?

Olina napisał/a:

Sprowadzanie złych uczynków wyłącznie do czerni zabija w nas możliwość wybaczenia.

Nie bardzo to rozumiem? Czy uważasz, że muszę zaaakceptować zły uczynek, żeby go wybaczyć?
A mnie się wydawało, że ważniejsza jest skruch i poprawa tego, co zło uczynił. Czyżbyś uważała, że się mylę?

133 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-02-05 00:24:31)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Olina napisał/a:

Nic nie jest do końca czarne, ani do końca białe, tak samo jak nikt nie jest do końca zły, czy do końca dobry, do końca doskonały lub niedoskonały. Tak samo jest z naszymi decyzjami.  W każdej sytuacji i  przy każdym wyborze życiowym znajdziemy coś co nam tę czerń czy biel zmąci. Jeśli ktoś uważa inaczej to moim zdaniem błądzi i żyje w moralnej Utopii.

I z tym się absolutnie nie zgodzę, a do tego mam wrażenie, że wnioskiem z twojego stanowiska jest: Nie ma dobra, nie ma zła, wszystko dozwolone.
Oczywiście, nawet u Hitlera doszukasz się tej bieli i okoliczności łagodzących: trudne dzieciństwo, kochał sztukę i zwierzęta. Ale to tylko kropelka bieli w morzu czerni. Ta kropelka nie jest w stanie zmienić koloru całego morza.

Pewnie i u postaci pozytywnych znajdziesz tę łyżeczkę czerni, ale to w niczym nie zmienia barwy. Bo cóż by musieli zrobić tacy ludzie jak Karski czy Nowak Jeziorański żeby to splamiło ich pozytywne działania?

134

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Lupus : )
Prawie równocześnie

135

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

NIEKOCHANA,
Piszesz:

" Jestem w stanie w moim blond rozumku przyjąć do wiadomości, że kochanka szuka sobie wygodnego wytłumaczenia dla swoich czynów, ale nie jestem w stanie pojąć, co kieruje osobą głęboko wierzącą (sama tak się określa), która reaguje na mojego potępiającego tą sytuację posta pisząc do kochanki słowa: "Pamietaj, na tej planecie,pojawiamy sie raz i tylko raz.......
Walcz o to,co Tobie wydaje sie sluszne,i co Tobie daje szczescie"
To przekracza moje zdolności logicznego myślenia.

Tak,jak wiele innych rzeczy,niestety......
Bo Ty nawet nie starasz sie ZROZUMIEC innego punktu widzenia.
Cos,co nie zgdza sie z Twoim postrzeganiem swiata jest zle.
Ty wiesz wszystko lepiej i tak jest za kazdym razem.


OLINA,
piszesz:

"I jeszcze... Nie da się tak żyć, żeby nikogo nie urazić, nie skrzywdzić, wszystkich kochać z jednakową siłą, nie popełniać błędów, nie czuć żalu, niechęci, nie zapominać o tym co boli, w dobrej wierze nie naginać prawdy, zawsze służyć pomocą, każdemu dobrze życzyć,  być w zgodzie z samym sobą, trwać w miłości do całego świata, zawsze postępować w zgodzie z własnym przekonaniem. Gdyby tak było bylibyśmy idealni, jeśli nie- jesteśmy jednym z odcieni całej gamy szarości.

Czyste i klarowne.
Ale Niekochana tego nie rozumie.
Ale przeciez tylko jej punkt widzenia jest sluszny i miarodajny.

136

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
malina551212 napisał/a:

ZAZDROSC,
potrafisz byc bardzo uszczypliwa,ale dzierzysz latarke prawdy i moralnosci w swej silnej dloni.....,niech Ci oswieca droge.
A zaraz za Toba ,podaza Niekochna (oczywiscie z latarka).
Przechadzacie sie po forum z tymi latarkami,wylapujac i robiac nagonke,na nas wszystkie,ktore osmielamy sie
myslec,czuc i widziec swiat nieco inaczej niz Wy ( o czynach juz nie wspominajac )
A potem(oczywiscie),jedlnomyslnie,uwazacie,ze To Wam ktos chce "dokopac" - TOTALNA BZDURA.
Jesli ktokolwiek osmieli sie "narazic"Tobie,w sukurs,momentalnie podaza Niekochana (dziala,niestety w obie strony).

Zauważyłam, że od jakiegoś czasu masz problemy z konsekwencją i pamięcią.
Przypomnę Ci zatem, że poprosiłaś o opuszczenie "Twojego" wątku, co uszanowałyśmy. Zatem zastosuj się również proszę do drugiej WŁASNEJ sugestii. Ponieważ biorę pod uwagę, że mogłaś "ZAPOMNIEĆ" , więc zacytuję:

malina551212 napisał/a:

NIEKOCHANA,

Ty znasz odpowiedz na wszystkie pytania.
Jestes  Alfa i Omega.
Jestes Sedzia jedynym i sprawiedliwym.
I jestes (wybacz,brzydka przenosnie ), i nie obrazm Cie,jak bulldog,jak chwyci,to nie pusci.
Znasz wszystkie prawdy oswiecone.
I chwala Ci za to.

Zycze Ci szczescia i spelnienia.
I nie zamierzam z Toba polemizowac na zadnym watku,bo Ty przeciez i tak wiesz lepiej...

Żeby nie było niejasności - mój post służy tylko przypomnieniu Twojej decyzji. Niekonsekwentne i dziwne jest więc, że po raz kolejny jednak usiłujesz ze mną polemizować. Nie warto - zapewniam.

137 Ostatnio edytowany przez malina551212 (2011-02-05 01:40:38)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Co z Toba nie tak,Dziewczyno!
Dlaczego umieszczasz te same odpowiedzi,na dwoch,nie majacych z soba zwiazku watkach?!

Pozostaje jedynie miec nadzieje,ze Moderatorki zrobia w tym jakis porzadek.

Kwoli scislosci:

Ktos probuje robic balagan.
Ja,owszem,jestem leciwa,wzrok juz nie ten, a i teraz dowiedzialam sie,ze mam amnezje.(dziekuje doktorku).

Ten sam post umiescila NIEKOCHANA w watku:

http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=20492&p=5

138

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Gwoli

139

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

To jedyne,co masz do powiedzenia?
Zenada.

Proponuje,bez zlosliwosci i zaznaczam nie zajmuje sie psychoanliza,spojrz na siebie..........

Czepiasz sie wszystkiego,doslownie.

Moze terapia,tak polecana przez Twoja siostre,wszystkim - dobrze Ci zrobi?.

Zastanow sie nad tym

140

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Olinko - naprawdę tak uważasz?

Mam nadzieję, że mówimy tu wciąż o moralności, postępowaniu, a nie o kolorach w naturze smile.
Tak, tak właśnie uważam, choć kiedy usiłuję to jakoś logicznie wytłumaczyć to przyznaję, że przychodzi to z trudem, poniżej jednak spróbuję...

Lupus napisał/a:

I z tym się absolutnie nie zgodzę, a do tego mam wrażenie, że wnioskiem z twojego stanowiska jest: Nie ma dobra, nie ma zła, wszystko dozwolone.

Oczywiście, że możesz się z tym nie zgodzić, bo jest to Twoje prawo i Twoje poglądy, ale ja mam je inne i tak naprawdę nie zależy mi nawet na przekonywaniu Cię do ich słuszności. Niemniej widzę tu dużą, naprawdę dużą nadinterpretację moich słów, których najwyraźniej nie zrozumiałeś. Bo ja nie wiem jak bym myślała to z mojego postu nie jestem w stanie wyciągnąć wniosku, że ,,nie ma dobra, nie ma zła, wszystko dozwolone". No proszę Cię...
Wyjaśnij mi może swój tok rozumowania, a będzie łatwiej.

Lupus napisał/a:

Oczywiście, nawet u Hitlera doszukasz się tej bieli i okoliczności łagodzących: trudne dzieciństwo, kochał sztukę i zwierzęta. Ale to tylko kropelka bieli w morzu czerni. Ta kropelka nie jest w stanie zmienić koloru całego morza.

Pewnie i u postaci pozytywnych znajdziesz tę łyżeczkę czerni, ale to w niczym nie zmienia barwy. Bo cóż by musieli zrobić tacy ludzie jak Karski czy Nowak Jeziorański żeby to splamiło ich pozytywne działania?

Czytasz niestety z niezrozumieniem.  I właśnie nawet o tę łyżeczkę mi chodziło. Biel z odrobiną czerni będzie już poszarzałą bielą, choć wciąż bielą (analogicznie mamy też rozbieloną czerń). Możemy licytować się tu na słowa, ale w każdym człowieku znajdziemy odrobinkę odmienności, która nam tę czystą barwę zmąci, co wcale nie znaczy, że ta cała reszta nie stłumi, nie przykryje, nie przytłoczy przeważającej barwy kręgosłupa moralnego człowieka. Czy Ty naprawdę na zabójcę nie potrafisz spojrzeć jak na człowieka? Człowieka, który myśli, czuje, ma jakieś pragnienia, może ulituje się nad myszką w celi więzienia i da jej okruszek, żeby nie była głodna, a przez to ukazuje swoje łagodniejsze oblicze. Choć generalnie jest przecież zły, ale nie zepsuty do szpiku kości, prawda? Nie czarny do cna.

A do podanych przez Ciebie przykładów mogłabym ponownie użyć stwierdzenia ,,nikt nie jest do końca dobry, ani do końca zły", choć postrzegając ludzi przez pryzmat całokształtu ich osobowości i charakteru, uczynków i wyznawanych zasad jeden będzie postrzegany jako dobry, a drugi zły, prawda? Ale wynika to wyłącznie z uproszczenia.

Niekochana72 napisał/a:
Olina napisał/a:

Sprowadzanie złych uczynków wyłącznie do czerni zabija w nas możliwość wybaczenia.

Nie bardzo to rozumiem? Czy uważasz, że muszę zaaakceptować zły uczynek, żeby go wybaczyć?
A mnie się wydawało, że ważniejsza jest skruch i poprawa tego, co zło uczynił. Czyżbyś uważała, że się mylę?

Nie napisałam przecież, że chcąc wybaczyć powinniśmy zaakceptować zły uczynek. Jak do tego doszłaś? Akceptacja byłaby dla mnie niejako przyzwoleniem na kolejne z tej kategorii..

I dalej... Jeśli uznamy, że coś jest zupełnie czarne nie damy rady tego zrozumieć na tyle, aby znaleźć tu jakąś szarość, nie znajdziemy w ten sposób żadnej wspomnianej przeze mnie okoliczności łagodzącej (to jest szarość właśnie), a tu będziemy już o krok od potępienia. Potępienie równa się dla mnie brak wybaczenia. Jeśli jednak widzimy tę skruchę, poprawę, zmianę na lepsze, widzimy wstyd, żal za popełnione błędy to czyż nie będzie to okoliczność łagodząca? Czyż nie będzie nam łatwiej wybaczyć?

Edit: Z uwagi na porę pisania posta rozumiem, że coś może być wciąż mało logiczne lub nieprecyzyjnie napisane, wybaczcie, jutro się temu od nowa przyjrzę wink.

141

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Olinko, mam wrażenie że mówimy o tym samym, ale używamy innych słów.
Nie uważam, że ludzie są w stanie postępować tylko właściwie - jesteśmy tylko (aż) ludźmi i każdy z nas popełnia błędy.
Pomimo iż niektórzy uznają iż uważam się za osobę bez skazy - JA tak nie uważam.
Chodzi mi o to, że jeśli popełniam jakieś złe uczynki, to sama przed sobą potrafię przyznać, że zrobiłam ŹLE. I staram się naprawić błąd lub nie popełniać go więcej. Nie odczuwam potrzeby wyszukiwania usprawiedliwień mojego postępowania. Siebie mam oszukiwać? Po co? Przecież i tak wiem, że zrobiłam źle.
Pewne zachowaniaa są dla mnie nie do zaakceptowania  - np zdrada. Ale to nie znaczy, że mam ochote spalić na stosie wszystkich niewiernych. Przecież wiesz droga Moderatorko, że koleguję się tu na forum z kilkoma osobami, które mają taki epizod w przeszłości.  Dla mnie jest ważne, co te osoby zrobiły później, jakie wnioski wyciągnęły z tej sytuacji.
Nie uważam się za sumienie tego forum. Martwi mnie to, że niektórzy tak łatwo przechodzą do akceptowania złych zachowań w imię "uszczęśliwiania siebie". Na to nigdy nie dam swojej zgody.

Ja znam parę rzeczy, które do końca są białe - np moja bezwarunkowa miłość do córki big_smile
Mój pies też kocha mnie (jak podejrzewam) miłością absolutną wink I jest to uczucie w pełni odwzajemnione.
O tych czarnych (niestety więcej mi przychodzi do głowy) nie chcę pisać, bo smutek mnie ogarnia.
Czy teraz jaśniej napisałam? Czy mówimy o tym samym? Czy jednak nie?

142

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Tak, Niekochana, używamy chyba po prostu nieco odmiennego kodu języka smile.

Ale czy kiedy kochasz te córkę bezwarunkowo nigdy nie zdarzyło Ci się na nią krzyknąć, być zła, czy cokolwiek złego powiedzieć? To mąci Twój idealny obraz matki, ale przecież wciąż jesteś dobrym jej przykładem, prawda?

Wydaje mi się, że każdy dojrzały człowiek popełniając błąd ma świadomość, że postąpił źle, ale czując się z tym niekomfortowo, gryząc z myślami, będzie starał się jakoś sam przed sobą wytłumaczyć, że...no właśnie...

Przykład: Facet prowadzi samochód, spowodował wypadek, potrącił człowieka, jest załamany, wie że go skrzywdził, ale przecież było ślisko, tamten wyskoczył mu na drogę, coś tam jeszcze się zdarzyło, czyli nie zrobił tego z premedytacją, choć gdzieś pewnie popełnił błąd. Żyjąc w poczuciu winy, rozbity, nie radząc sobie z wyrzutami i emocjami stara się jakoś to ogarnąć i poukładać, więc zaczyna szukać czegoś co pozwoli mu lepiej funkcjonować.

143

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Olina napisał/a:

Tak, Niekochana, używamy chyba po prostu nieco odmiennego kodu języka smile.

Ale czy kiedy kochasz te córkę bezwarunkowo nigdy nie zdarzyło Ci się na nią krzyknąć, być zła, czy cokolwiek złego powiedzieć? To mąci Twój idealny obraz matki, ale przecież wciąż jesteś dobrym jej przykładem, prawda?

Wydaje mi się, że każdy dojrzały człowiek popełniając błąd ma świadomość, że postąpił źle, ale czując się z tym niekomfortowo, gryząc z myślami będzie starał się jakoś sam przed sobą wytłumaczyć, że...no właśnie...

Przykład: Facet prowadzi samochód, spowodował wypadek, potrącił człowieka, jest załamany, wie że go skrzywdził, ale przecież było ślisko, tamten wyskoczył mu na drogę, coś tam jeszcze się zdarzyło, czyli nie zrobił tego z premedytacją, choć gdzieś pewnie popełnił błąd. Żyjąc w poczuciu winy, rozbity, nie radząc sobie z wyrzutami i emocjami stara się jakoś to ogarnąć i poukładać, więc zaczyna szukać czegoś co pozwoli mu lepiej funkcjonować.

Odnośnie pierwszego - oczywiście, że krzyczę, choć staram się jak najmniej. Czasem w gniewie powiem coś przykrego - niestety sad Ale zawsze w końcu wiem, że zrobiłam ŹLE i przepraszam córkę. Mówię, że byłam niesprawiedliwa i nie powinnam się tak zachować. Ale nie szukam usprawiedliwień (bo Ty zaczęłaś, bo mnie boli głowa, bo wieje halny..).  Jestem dorosła i odpowiadam za swoje czyny. Dobre i niedobre. W ten sposób uczę ją odpowiedzialności za swoje czyny - bo od niej wymagam tego samego.
Odnośnie kierowcy - dokładnie tak jak napisałaś - bo taka jest PRAWDA. Przecież nie zrobił tego specjalnie. Ale nie zmienia to faktu, że zabił człowieka i sam musi jakoś z tym żyć. Z pewnością nie jest łatwo. Niektórzy nie potrafią udźwignąć tej odpowiedzialności.

144 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 15:04:04)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Tak jak wspomnialam rozmowy o pojeciach abstrakcyjnych nie powinny budzic emocji big_smile

Zauwazylam kilka problemow w porozumiewaniu sie.
1. znaczenie kolorow
2. odniesienie problemu oceny uczynkow do siebie
3. odniesienie problemu oceny uczynkow do oceny innych
4. odniesienie problemu oceny do caloksztaltu swojej osobowosci
5. odniesienie problemu oceny do caloksztaltu cudzej osobowosci
6. nie dla wszystkich "norma moralna" oznacza to samo

Wszelkie nieporoumienia w dyskusji dotycza niezrozumienia wzajemnych wypowiedzi.
Na wypowiedz w odniesieniu pkt 1 nie moze byc zastosowany kontrargument w odniesieniu do pkt 5.
Mysle, ze to niezrozumienie rodzi niepotrzebne emocje.

Zatem odnoszac sie do wypowiedzi mojej ukochanej moderatorki Olinki
Oceniam swoje uczynki w kategorii bialo-czarne ( z wyjatkiem tej bolesnej szarosci, kiedy zycie nie daje mi wyboru i musze decydowac miedzy wieksza a mniejsza krzywda)
Mam sumienie i uzywam. Sumienie podpowiada mi co biale a co czarne nawet w odniesieni do okolicznosci lagodzacych.
Uwazam za nieuczciwe z mojej strony lekcewazenie moich bledow i obarczanie wina calego swiata za moje porazki.
Nawet to, ze jestem osoba kochajaca za bardzo rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu TO MOJA WINA mimo, iz to ja bylam krzywdzona. Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?) (abstrachujac juz od pojecia winy)
Gdy przyjmiemy to obarczanie kogos wina za swoje porazki i bledy i za zle decyzje, to w tym pojeciu szarosci... ta szarosc moze byc dla kogos nie do zaakceptowania, zwlaszcza, ze czesto wiaze sie z tym fakt, iz odbieramy osobie skrzywdzonej prawo do poczucia krzywdy a obarczamy ja wspolwina.

Calkiem inna sprawa gdy oceniamy uczynki innych... oczywiscie, ze istnieje dla mnie pojecie okolicznosci lagodzacych, oczywiscie, ze potrafie dla czyjegos dobra zrezygnowac ze swoich racji bo widze te szarosci lagodzace niezasluzona agresje, w srodowisku osob znajacych mnie na zywo jestem wrecz molestujaco namawiajaca do widzenia okolicnosci lagodzacych, nie osadzania kogos z gory ( spoznia sie bo dran i mnie lekcewazy) i nie zakladania, ze wszyscy maja zle intencje.
Oczywiscie szukajmy okolicznosci lagodzacych (jesli to nazwiemy kolorem szarym to ok, ale zdecydowanie innym szarym niz ten z pierwszego przykladu)

Kiedys matka skazanego za morderstwo syna powiedziala "Wiem, ze to co zrobil jest bardzo zle i ze poniesie zasluzona kare ale jestem jego matka, nadal go kocham i nigdy nie przestane. Nie oczekujcie, ze przestane go kochac." Ja wlasnie tak pojmuje kolory jak ta matka.

Sprawa komplikuje sie zdecydowanie przy normach moralnych. Nie wszyscy maja takie same a zakladamy, ze jest to cos co nas laczy, cos co jest oczywiste dla wszystkich i nie podlega dyskusji. A tak nie jest. Gdy zbierze sie pare osob o innych normach moralnych, niezrozumieniu wzajemnego odnoszenia sie do pojec to niesie to za soba skutki totalnego niezrozumienia i porownywania czegos co nie podlega porownaniu.

Gdyby matka z powyzszego przykladu powiedziala, ze: "mam w d*** syna i nic mnie nie obchodzi co zrobil bo to jego problem i tego trupa co go zabil, ktory i tak byl nic nie wart bo to smiec z komunistycznej/katolickiej/nowobogackiej (co kto woli) rodziny"  to nalezy zalozyc, ze owa matka tez miala by swoje pojecie o bialym, czarnym i szarym... i zapewne tez przylaczylaby sie do dyskusji o kolorach.
Mozna byloby prowadzic z nia dyskusje bez konca.... a moze trzebay odpuscic ze wzgledu na wlasnie normy moralne?

Czy mozna kogos namowic do wlasnych norm moralnych... chcialabym namowic do tego moje dzieci..a moze bladze? Slyszalam mamusie mowiaca do synka w przedszkolu "trzeba go bylo walnac w ten glupia lepetyne a nie sie mazac jak baba" Ona ma inne normy i szarosci, ale czy jest zla? Czy mam prawo namowienia takiej osoby (zakladajac ze jest moja znajoma) do moich norm moralnych?
Czy psycholodzy w zakladach karnych nie podejmuja sie poniekad takiego zadania-nauczyc norm moralnych, co wolno a czego nie?

Zderzenie z tak odmienna osoba powodowalo, ze zaczynalam zastanawiac sie co powoduje, ze tak mysli, moze zycie ja skrzywdzilo, moze ma problem emocjonalny... bo zakladalam, ze normy sa jednakowe dla wszystkich, wiec cos musialo sie wydarzyc w jej zyciu, iz "zamknela" sie na te normy, przeinacza swiat, jest okrutna i niesprawiedliwa, nieuczciwa i bez wyrzutow sumienia. Zakladam, wiec, ze sie zagubila... moze potrzebuje milosci, moze pomocy, moze terapii, moze jest niedowartosciowana...

I tu przyznaje byl moj blad w rozumowaniu. Odkrylam swoje bledne zalozenia (chyba przespalam wyklady z Etyki albo wagarowalam za czesto) Nie wszyscy mamy te same normy moralne (siegnelam po moje starodawne zapiski. To stoi niebieskim na bialym juz na 4 stronie mojego zeszytu)
Nie oznacza to oczywiscie, ze moje normy sa lepsze. Moje normy sa poprostu moje i je lubie. Dlatego przeciez ludzie dobieraja sie pod katem wzajemnej sympatii. Wyczuwaja podskornie podobienstwo norm moralnych. To podobienstwo norm powinno byc pierwszym i zasadniczym elementem a moze nawet i fundamentem kazdego zwiazku.

Zawarlam dzieki Netkobietom wiele prywatnych "zwiazkow" i sa to mam nadzieje znajomosci na cale zycie big_smile bo laczy nas wlasnie dobry fundament. Nie DOBRY w sensie, ze LEPSZY od innych ale  w sensie ze PODOBNY.

A co do kolorow... wlasnie od kilkunastu dni maluje obraz z przewaga czerwonego i szarego... i od przedwczoraj ten szary mnie gryzie...
Obraz ma wisiec w mojej sypialni... pierwsza rzecz po przebudzeniu..
.. wiec postanowilam sobie, ze ten szary bedzie dla mnie oznaczal umiejetnosc przebaczania i zakladania z gory u kazdego dobrych intencji... co przeciez bylo zawsze moim mottem przewodnim ale nigdy nie wiazalam tego z zadnym kolorem.
.. oraz, ze przez te szarosci na zawsze juz bedzie dla mnie wspomnieniem mojej przygody z www.netkoniety.pl big_smile

Lupus napisał/a:

Przyznam, że uważam osoby postrzegające wszystko w barwach białej i czarnej za jednostki prymitywne, niezdolne do zrozumienia czyiś racji, a także niezdolne do zauważenia swoich błędów - no bo skoro mają TAAAAKI kręgosłup moralny, to z natury rzeczy wszystko co robią musi być białe. Czarno-biali mają coś co nazywam końskimi okularami, a te umożliwiają patrzenie tylko przed siebie, a nie na boki.

Czy moglbys mi kolego wyjasnic to zdanie w kategoriach logiki abstrachujac od meritum... bo wychodzi, ze to co uwazasz, jest sprzeczne z tym co uwazasz big_smile
czyli
-uwazam ze oni sa prymitywni i niezdolni... bla bla
-uwazam, ze (zalozenie wynikajace z negacji zjawiska) powinno sie zauwzac czyjes racje a  nie nosic konskie okulary...

Bo mnie "wyniklo" ha ha, ze musialbys byc okularnikiem.
Oczywiscie nie zakladam tego big_smile staram sie tylko humorystycznie podejsc do skrotow myslowych, uogolnien jakie stosujemy w wypowiedziach i stosowania tego czarnego czesciej niz szarego u wyznawcow szarego... co tez w kims moze wzbudzic emocje... we mnie spowodowalo tylko samoczynne zrestartowanie dysku twardego na skutek przeciazenia procesora... czy to byl jednak wirus?
bo mam na ekranie duzy napis I LOVE YOU... big_smile

145

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Zazdrości Droga,
dzisiaj mam bardzo "załadowany" dzień. Jak cały miniony tydzień, z resztą. Wieczorem idę grać w karty ze znajomymi, pewnie, jak zwykle, zejdzie do rana. Żałuję, że nie będę mogła towarzyszyć Tobie w tym ostatnim wieczorze na Forum. Będzie mi Ciebie brakowało. Bo dlatego, że czasami jesteś bezwzględna w swoich osądach, zmuszasz do myślenia... A ja lubię myśleć. I nie zawsze mam absolutną rację ( tak jak i Ty, zapewne...). Dlatego warto spojrzeć na sprawy z Twojego bezwzględnego punktu widzenia. Nie trzeba się z tym zgadzać, ale trzeba wiedzieć dlaczego.
Dlatego cenię Twoje uwagi. Jeśli czasami zechcesz pogadać, zapraszam na maila (Twojego nie widzę), o ile masz ochotę.
Życzę Ci wszystkiego dobrego i dużo BIELI.

146 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 11:32:06)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Marynarko poprawiam sie i moj mail bedzie widoczny big_smile

hmmm... nie wiedzialam, ze mam bezwzgledny punkt widzenia... neutral
pomysle o tym...

147

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Kochani,
Już kiedyś miałam o to zapytać:
Czemu ma służyć następujące postępowanie:
obrażamy kogoś słownie, ale szybciutko zaraz za tym w nawiasie piszemy "tylko się nie obraź"
porównujemy kogoś do kogoś/czegoś, a zaraz w nawiasie piszemy "przepraszam za brzydkie porównanie"
życzymy komuś szczęścia i jednocześnie odczuwamy potrzebę dopisania w nawiasie "szczerze"
Kogo chcemy przekonać o szczerości i dobrych intencjach naszych wypowiedzi?
Innych czy siebie? Jak myślicie?

148

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Niekochana, myślę, że chyba jednak przekonujemy tu siebie, ale nie umiem pozbyć się wrażenia, że pośrednio i odbiorcę. Piszemy coś/mówimy, żeby to głośno wypowiedzieć dla samego wypowiedzenia, dla wyrzucenia z siebie pewnego rodzaju emocji, niemniej zaraz chcemy w jakikolwiek sposób złagodzić odczucia jakie w naszym mniemaniu mogą powstać (żeby nie było, że jesteśmy tacy okropni), nie chcemy pozostawić więc siebie samych w dyskomforcie. 

W bezpośrednim dialogu raz wypowiedzianych słów nie da się niestety cofnąć, można je jednak spróbować złagodzić, ale pisząc, jak choćby tu na forum, mamy możliwość edycji, a jednak często nie robimy tego. No właśnie, dlaczego?

149

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Odnośnie pierwszej części Twojej odpowiedzi - mam takie same wnioski. Ciekawa jestem, czy inni też tak to widzą.

Odnosnie ostatniego Twojego akapitu - mam wrażenie, że takie osoby nie widzą nic złego w takim postępowaniu - więc nie chcą go "zakamuflować". Nie mają refleksji po przeczytaniu tego, co napisały.

Hmm.. czy to oznacza, że często ich zdanie jest uznawane za nieważne, są ignorowane ich opinie? Nauczyły się na przykładzie w domu? Zmusza je do tego sytuacja? Bo gdyby zaczęły głośno i szczerze opisywać i manifestować emocje, które nimi NAPRAWDĘ targają - nie udźwignęłyby tego?
Tak sobie pomyślałam, że właśnie w ten sposób może postępować ktoś wychowany w rodzinie, w której jego zdanie i uczucia były lekceważone. Albo osoba żyjąca na co dzień w takim związku.
Przykład: Widzisz pijanego ojca, który masakruje matkę - naturalnym odruchem jest co najmniej złość, prawda? A następnego dnia mama mówi: "Musisz go kochać - to Twój ojciec. Pełna rodzina jest najważniejsza".
Albo: Mąż zdradza żonę, ona o wszystkim wie i mówi mu "Twoje zachowanie mnie krzywdzi, dlaczego mi to robisz? Musisz się zmienić, żebyśmy mogli razem być" I słyszy: "Ty durna babo - to Ty masz problem. Ja nic złego nie robię"
I myślę, że po wielu, wielu powtórzeniach osoba mniej odporna psychicznie zaczyna wierzyć w prawdy głoszone przez adwersarza. Co więc ma pomysleć o swoich wcześniejszych opiniach? Że są nieważne, nie mają żadnego znaczenia?

Dlatego warto walczyć o każdego człowieka, który wygaduje czasem niestworzone rzeczy, żeby ukryć swoje zagubienie - oczywiście MOIM zdaniem.
A Wy jak uważacie?

150 Ostatnio edytowany przez Olina (2011-02-05 15:20:18)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Zapraszam miłe panie na forum spam.

151 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 15:33:05)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

dajmy juz spokoj... szkoda mi jej... nie mozna jej zaszczuc nawet jak pod wplywem emocji gryzla kogo popadnie...
najzwyczajniej w swiecie przytulilabym ja teraz...
nawet nie wyobrazacie sobie co dzieje sie z kobieta, ktora kocha kogos kto....
to sa czasem emocje na granicy samobojstwa...

Chyba nikt nie uwierzyl, ze ona ma takie normy moralne... ja nie uwierzylam.
To kobieta, ktora tak zamanifestowala prawo do wlasnego zdania... bo czula, ze to prawo jest jej jakos odbierane.
.. i nie sprzeczajmy sie czy slusznie czy nieslusznie. Zostawmy to...

Malinko, przytulam Cie wirtualnie i nie zlosc sie juz na mnie.
Musisz byc silna dla siebie smile
Bede trzymac kciuki...

152

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Kartkuję właśnie "Twój Styl" z lutego i natrafiłam na na króciutki wywiad z Jackiem Santorskim na temat kobiet bardzo a propos mojego wcześniejszego posta. Pozwolę sobie zacytować kilka zdań:

"Właściwie każda agresja bierze się z bezsilności. Robią wszystko, by zasłonić fakt, że z czymś sobie nie radzą, np ze sobą, z jakąś traumą z przeszłości czy nadmiarem obowiązków. Im bardziej czują się niepewne, tym głośniej krzyczą na innych. Agresja jest dla wielu sposobem aby się nie rozsypać i iść do przodu. Z czasem staje się drugą naturą. W gruncie rzeczy mają problem ze sobą, bo nikomu nie ufają, boją się stanąć twarzą w twarz z własnym wnętrzem, a więc wszystko muszą kontrolować. (...) Jej bezsilność wynika z niskiego poczucia własnej wartości, z niespełnionej potrzeby miłości i akceptacji przez najbliższych. To częste przypadki kobiet, których związki się nie udały. (...) Zaczynają podświadomie walczyć z innymi kobietami. To nie jest walka o pozycję czy honor, tylko atawistyczna agresja niespełnionej kobiety skierowana przeciwko innej kobiecie"

Czy więc ktoś tak się zachowuje - to czy uważacie, że powinien "przepracować" swoje zachowanie. Dać sobie szansę na lepsze życie, czy wręcz przeciwnie - okopać się na pozycji "Taka jestem i już"?
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy świadome pozostawanie w takim niezauważaniu swojego problemu jest moralnie słuszne? A co jeśli chodzi nie tylko o nas - ale krzywdzimy w ten sposób tez naszych bliskich lub obcych ludzi?
Co powinniśmy zrobić?

153 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 15:37:11)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

ups wyedytowalam swojego posta przed Twoim...

154 Ostatnio edytowany przez dellafi (2011-02-05 15:42:48)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Odnośnie pierwszej części Twojej odpowiedzi - mam takie same wnioski. Ciekawa jestem, czy inni też tak to widzą.

Odnosnie ostatniego Twojego akapitu - mam wrażenie, że takie osoby nie widzą nic złego w takim postępowaniu - więc nie chcą go "zakamuflować". Nie mają refleksji po przeczytaniu tego, co napisały.

Hmm.. czy to oznacza, że często ich zdanie jest uznawane za nieważne, są ignorowane ich opinie? Nauczyły się na przykładzie w domu? Zmusza je do tego sytuacja? Bo gdyby zaczęły głośno i szczerze opisywać i manifestować emocje, które nimi NAPRAWDĘ targają - nie udźwignęłyby tego?
Tak sobie pomyślałam, że właśnie w ten sposób może postępować ktoś wychowany w rodzinie, w której jego zdanie i uczucia były lekceważone. Albo osoba żyjąca na co dzień w takim związku.
Przykład: Widzisz pijanego ojca, który masakruje matkę - naturalnym odruchem jest co najmniej złość, prawda? A następnego dnia mama mówi: "Musisz go kochać - to Twój ojciec. Pełna rodzina jest najważniejsza".
Albo: Mąż zdradza żonę, ona o wszystkim wie i mówi mu "Twoje zachowanie mnie krzywdzi, dlaczego mi to robisz? Musisz się zmienić, żebyśmy mogli razem być" I słyszy: "Ty durna babo - to Ty masz problem. Ja nic złego nie robię"
I myślę, że po wielu, wielu powtórzeniach osoba mniej odporna psychicznie zaczyna wierzyć w prawdy głoszone przez adwersarza. Co więc ma pomysleć o swoich wcześniejszych opiniach? Że są nieważne, nie mają żadnego znaczenia?

Dlatego warto walczyć o każdego człowieka, który wygaduje czasem niestworzone rzeczy, żeby ukryć swoje zagubienie - oczywiście MOIM zdaniem.
A Wy jak uważacie?

Niekochana - Nie rozumie twojej wypowiedzi .Uważasz ,ze osoby z takimi przeżyciami nie potrafią  zmienić zdania ,przemyśleć co napisały i skasować danej treści zastępując ją inną?
Czy trwają przy swoim ,żeby pokazać " takie jest moje zdanie , nie ustąpię"   ?


Zapraszam do wypowiedzi w http://www.netkobiety.pl/t21391.html

155

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Nie - nie chodzi mi o upór "dla zasady". Chodzi mi oto, że czują cały czas potrzebę uzasadniania swoich wyborów.
Tak często nie liczono się z ich zdaniem, że same w to uwierzyły. Muszą przekonywać same siebie do swoich racji.

Bo popatrz - jeśli pisze coś szczerze, to nie odczuwam potrzeby pisania, że to szczere. Jest to dla mnie oczywiste. Ale jeśli ktoś wmawia mi, że gadam głupoty lub manipuluje moimi wypowiedziami - mogę taką potrzebę odczuwać.
Z kolei jeśli piszę nieszczerze i nie chcę się do tego przyznać (nawet przed samą sobą) - tez odczuwam potrzebę złagodzenia swojej wypowiedzi.

Mam wrażenie, że takie osoby nie lubią bezpośredniej konfrontacji - wolą takie właśnie gierki, udawanie.

156

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Zazdrość, napisałam do Ciebie maila, teraz już naprawdę muszę zmykać.
Do jutra Wszystkim. Do ... Zazdrości. Bywaj...

157

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Czym różnią się te dwie sytuacje z punktu widzenia krzywdzonego dziecka? Bo ja nie bardzo rozumiem?
I napisz proszę, jakie metody były stosowane.

Czy możesz napisać, jakie korzyści osiągnęliście jako taka pełna rodzina?

Koliber - przedstaw mi proszę tę druga stronę medalu - co na niej było?

oczywiście ze widzę...
w pierwszej sytuacji dziecko ma wsparcie w matce...
w drugiej sytuacji nie ma wsparcia w żadnym z rodziców...

moja mama najpierw przekonywała tatę do terapii na początku nie chciał się zgodzić ale uległ i poszedł i tak ciagnał te terapie-nawet pomagały na jakis czas, starała sie żeby unikał alkoholu, rożne miała sposoby czasami straszyła go rozwodem jak juz nie miała argumentów...

mysle, ze nie da sie określić "wspólnych korzysci" ale ja mimo tego iż byłam zaniedbywanym dzieckiem przez tatę to czułam sie kochana przez obojga rodziców...

druga strona medalu to taka że mama chciała stworzyć dla nas pełna rodzinę mimo iz wiedziała ze bedzie ja to kosztowała nie lada wysiłek...kochała nas i tate

158

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Koliber, zanim odpowim na powyższe, napisz proszę, jakie były Twoje uczucia do taty? Co czułaś jako dziecko alkoholika?
I co mówiła Ci mama o tej "sytuacji"? Jak ją tłumaczyła?

159

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

moje odczucia byłu mieszane miłosc przeplatała sie z nienawiscia
mówiła ze mimo tego ze tata jest chory to was kocha...nie pamietam szczegółów

160

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Koliber napisał/a:

moje odczucia byłu mieszane miłosc przeplatała sie z nienawiscia
mówiła ze mimo tego ze tata jest chory to was kocha...nie pamietam szczegółów

Koliber nie bardzo wiem, jak Ci lepiej wytłumaczyć, a nie być gruboskórną hmm
Czy uważasz, że gdyby tata Was naprawdę kochał, to nie zrezygnowałby z picia?
Odnośnie nie pamiętania - to się nazywa wyparciem - taki mechanizm obronny.
Kiedy czułaś złość na ojca, a mama mówiła, że on Cię kocha - co sobie myślałaś? I jak w takim razie wtedy rozumiałaś tą miłość?
Jeśli wiedziałaś, że dzieje Ci się krzywda, a mama nadal trwa przy ojcu - co czułaś?

161

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Koliber nie bardzo wiem, jak Ci lepiej wytłumaczyć, a nie być gruboskórną hmm
Czy uważasz, że gdyby tata Was naprawdę kochał, to nie zrezygnowałby z picia?
Odnośnie nie pamiętania - to się nazywa wyparciem - taki mechanizm obronny.
Kiedy czułaś złość na ojca, a mama mówiła, że on Cię kocha - co sobie myślałaś? I jak w takim razie wtedy rozumiałaś tą miłość?
Jeśli wiedziałaś, że dzieje Ci się krzywda, a mama nadal trwa przy ojcu - co czułaś?

możesz być szczera do bólu...lubię takich ludzi

Tak myślę, ze mógł nas naprawdę kochać a jednocześnie być słaby...

Tak, niepamiętanie to mechanizm obronny, to samo powiedział mi psycholog na indywidualnym spotkaniu DDA.

kiedy czułam złość na ojca mama nigdy nie ignorowała moich prawdziwych uczuć ale była za mną, mama nigdy nie mówiła nam tego ze tata nas kocha w momencie gdy pił, ale czekała na odpowiedni moment bez emocji albo odpowiadała wtedy kiedy pytaliśmy się o uczucia taty do nas.

na ostanie pytanie ci nie odpowiem bo jako dziecko nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach, tak na prawdę nie obwiniałam mamy ale tate za cała sytuacje..

162

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Niekochana - uważasz, z całą stanowczością, że jeśli się kogoś kocha, to się tej osoby nie krzywdzi?

Oczywiście tak powinno być, ale czasem ludzie nie radzą sobie sami ze sobą, działają przeciw sobie a "przy okazji" krzywdzą innych, nawet tych, których kochają. Przecież alkoholik nie pije po to aby krzywdzić bliskich.

163 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-05 17:40:56)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
MagdaEM. napisał/a:

Niekochana - uważasz, z całą stanowczością, że jeśli się kogoś kocha, to się tej osoby nie krzywdzi?

Oczywiście tak powinno być, ale czasem ludzie nie radzą sobie sami ze sobą, działają przeciw sobie a "przy okazji" krzywdzą innych, nawet tych, których kochają. Przecież alkoholik nie pije po to aby krzywdzić bliskich.

Tak, z całą stanowczością uważam, że jak kogoś kocham, to go nie krzywdzę. Alkoholik pije, bo jest chory. Jego choroba powoduje, że nie potrafi zachowywać się jak "normalny" człowiek - jego priorytety nie są normalne. Alkoholik, który się nie leczy - krzywdzi innych.
Czy uważasz, że w imię chorej miłości do alkoholika ma cierpieć cała rodzina? Wiesz, jaki garbem jest bycie DDA? Jakie to niesie konsekwencje na całe życie?
Nie wiem, czy problem Cie bezpośrednio dotyczy, ale mnie tak. Więc pokrótce "przybliżę problem".
Jak zatem Ty z pozycji dziecka zinterpretowałabyś następujące zachowania:
codzienna niepewność tego, co się wydarzy i nie mówią tu o pogodzie, tylko o problemach: będzie bił? znów zdemoluje mieszkanie? będzie leżał w bramie spity do nieprzytomności, kiedy będę wracać ze szkoły z koleżankami? co zobaczę w środku mieszkania, jeśli całe drzwi są umazane krwią? zdążę pochować noże i inne ostre przedmioty? znów zostanę zwyzywana bez powodu od najgorszych? znów będę drzemać w ubraniu, żeby szybko móc obronić mamę? czy następnym razem jak uderzy głową mamy o ścianę, to jeszcze będzie żyła?

Sorki, ale więcej już nie mogę wymieniać, za dużo mnie kosztuje taki powrót do przeszłości.

Widzisz tu gdzieś miłość mojego ojca do nas? I zapewniam Cię - takich jak ja jest wiele.

164

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Nie - nie chodzi mi o upór "dla zasady". Chodzi mi oto, że czują cały czas potrzebę uzasadniania swoich wyborów.
Tak często nie liczono się z ich zdaniem, że same w to uwierzyły. Muszą przekonywać same siebie do swoich racji.

Bo popatrz - jeśli pisze coś szczerze, to nie odczuwam potrzeby pisania, że to szczere. Jest to dla mnie oczywiste. Ale jeśli ktoś wmawia mi, że gadam głupoty lub manipuluje moimi wypowiedziami - mogę taką potrzebę odczuwać.
Z kolei jeśli piszę nieszczerze i nie chcę się do tego przyznać (nawet przed samą sobą) - tez odczuwam potrzebę złagodzenia swojej wypowiedzi.

Mam wrażenie, że takie osoby nie lubią bezpośredniej konfrontacji - wolą takie właśnie gierki, udawanie.

Mam nadzieje ,że się nie obrazisz ( ciekawe na kogo wyjdę smile , ale czytając twoje posty na temat rodziców i swoich uczuć z tym związanych nasuwa mi się przypuszczenie Ty też czujesz taką potrzebę ciągłego uzasadniania swoich racji . Nie potrafisz uwierzyć ,że można kochać i szanować nawet takich słabych , nieporadnych rodziców jakich miałaś. A można .
Ty jesteś silną Osóbka i nie potrzebujesz krzykiem wyrażać swojego zdania ,potrafisz pięknymi słowami wyrażać swoje uczucia i myśli.  Inne osóbki dopiero się tego uczą .

165

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Niekochana, ja nie twierdzę, że dziecko jest szczęśliwe w takiej rodzinie. Ja tylko zapytałam się, czy uważasz, że ojciec alkoholik nie może kochać swojego dziecka (w prawdzie chorą, niezdrową miłością). Nic więcej nie miałam na myśli. Doradziłabym każdej kobiecie, która jest w związku z alkoholikiem, który w dodatku cały czas pije i nie poddaje się leczeniu, żeby od niego odeszła. Chociaż wiem, że nie jest to prosta decyzja dla kobiety.

166

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:

[
Mam nadzieje ,że się nie obrazisz ( ciekawe na kogo wyjdę smile , ale czytając twoje posty na temat rodziców i swoich uczuć z tym związanych nasuwa mi się przypuszczenie Ty też czujesz taką potrzebę ciągłego uzasadniania swoich racji . Nie potrafisz uwierzyć ,że można kochać i szanować nawet takich słabych , nieporadnych rodziców jakich miałaś. A można .
Ty jesteś silną Osóbka i nie potrzebujesz krzykiem wyrażać swojego zdania ,potrafisz pięknymi słowami wyrażać swoje uczucia i myśli.  Inne osóbki dopiero się tego uczą .

Dellafi - kiedy piszę o SWOICH przezyciach - jak powyżej, to są to MOJE odczucia. Nie uważam, że każdy alkoholik zachowuje się tak, jak mój ojciec. Dlatego, pomimo, iz to cholernie boli - szczerze opisałam zachowanie MOJEGO ojca i wynikające z tego MOJE uczucia.
Piszę to po to, żeby ktoś w podobnej sytuacji jak ja nie wstydził się powiedzieć - nie takiego życia oczekiwałam. Nie tak moi rodzice powinni się mną opiekować.
Wiesz, jak to jest żyć w ciągłym poczuciu wstydu? W ciągłym strachu? Gdy nikt nie chce Ci pomóc? Ja wiem. I wiem, jak trudno przerwać taki "krąg milczenia". A komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają.
A wiesz jakie są potem skutki - mąż, który robi to, co ojciec. I Ona juz wie, że "Musi go kochać, bo....". A jeśli mają dzieci, to - sama wiesz. I tak z pokolenia na pokolenie.
Aż trafi się oporna sztuka, którą nie będzie obchodziło, że każą jej żyć z katem i przerwie ten chory łańcuch.

167 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-05 18:07:40)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
MagdaEM. napisał/a:

Niekochana, ja nie twierdzę, że dziecko jest szczęśliwe w takiej rodzinie. Ja tylko zapytałam się, czy uważasz, że ojciec alkoholik nie może kochać swojego dziecka (w prawdzie chorą, niezdrową miłością). Nic więcej nie miałam na myśli. Doradziłabym każdej kobiecie, która jest w związku z alkoholikiem, który w dodatku cały czas pije i nie poddaje się leczeniu, żeby od niego odeszła. Chociaż wiem, że nie jest to prosta decyzja dla kobiety.

Sama sobie odpowiedziałaś - może kochać CHORĄ MIŁOŚCIĄ, która krzywdzi to dziecko.
Mój ojciec też mnie kocha- właśnie taką pokręconą miłością. I ta jego miłość połączona ze słabością mojej mamy zafundowała mi 20-letnią traumę, której żniwo zbieram do dziś jako osoba współuzależniona.
Wierz mi - w odróżnieniu od mojej mamy zrobię wszystko, żebym była ostatnim ogniwem tego chorego łańcucha. Dla mojej ukochanej córki.


Koliber napisał/a:

możesz być szczera do bólu...lubię takich ludzi
dziecko nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach, tak na prawdę nie obwiniałam mamy ale tate za cała sytuacje..

No więc dobrze, sprawdzimy jak jest z tym Twoim umiłowaniem szczerości.
Odpowiedz mi zatem na pytanie, czy uważasz, że po tym jak wypowiedziałaś się na innym wątku na temat moich intencji i oceniłaś na postawie TYLKO własnych domysłów mnie w tak obrażający mnie sposób - powinnam poświęcać mój cenny czas na tłumaczenie Ci czegokolwiek?
Tak szczerze.

168 Ostatnio edytowany przez dellafi (2011-02-05 18:16:51)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

NIEKOCHANA pozwolę sie z Tobą nie zgodzić ,że komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają. Dla mnie takie komentarze mają wołać  Możesz kochać swoich rodziców pomimo tego ,że byli słabi.Możesz kochać siebie taką mała bezbronna osóbkę ,która była silna w swojej bezradności  , możesz przebaczyć
napisałaś "... zdążę pochować noże i inne ostre przedmioty? ...  znów będę drzemać w ubraniu, żeby szybko móc obronić mamę?
  Możesz z dumą o sobie powiedzieć ,że robiłaś rzeczy ponad siły dorosłego człowieka. Twoja siła w tym wszystkim , była siłą by nie powielać błędów mamy.
Popatrz z tej strony , jakby twoja mama odeszła od ojca gdy byłaś malutka i z ojcem nie miała byś kontaktów ,to czy byłabyś tak silna dzisiaj ?

169 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-05 18:26:37)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:

NIEKOCHANA pozwolę sie z Tobą nie zgodzić ,że komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają. Dla mnie takie komentarze mają wołać  Możesz kochać swoich rodziców pomimo tego ,że byli słabi.Możesz kochać siebie taką mała bezbronna osóbkę ,która była silna w swojej bezradności  , możesz przebaczyć
napisałaś "... zdążę pochować noże i inne ostre przedmioty? ...  znów będę drzemać w ubraniu, żeby szybko móc obronić mamę?
  Możesz z dumą o sobie powiedzieć ,że robiłaś rzeczy ponad siły dorosłego człowieka. Twoja siła w tym wszystkim , była siłą by nie powielać błędów mamy.
Popatrz z tej strony , jakby twoja mama odeszła od ojca gdy byłaś malutka i z ojcem nie miała byś kontaktów ,to czy byłabyś tak silna dzisiaj ?

Dellafi czy kiedykolwiek zostałaś pobita przez któregoś z rodziców? Wiesz jak się czuje dziecko bite przez osoby, dla których powinno być całym światem? Jakby świat się zawalił.
Wiesz, dlaczego DDA? Bo my nigdy nie byliśmy dziećmi - musieliśmy od najmłodszych lat zachowywać się i podejmować decyzje, które powinny należeć do dorosłych.
Uwierz, duma jest ostatnim uczuciem, które odczuwamy. I wiele oddałabym, żebym wzrastać w normalnym domu.

170

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:

Tak, z całą stanowczością uważam, że jak kogoś kocham, to go nie krzywdzę. Alkoholik pije, bo jest chory. Jego choroba powoduje, że nie potrafi zachowywać się jak "normalny" człowiek - jego priorytety nie są normalne. Alkoholik, który się nie leczy - krzywdzi innych.
Czy uważasz, że w imię chorej miłości do alkoholika ma cierpieć cała rodzina? Wiesz, jaki garbem jest bycie DDA? Jakie to niesie konsekwencje na całe życie?
Nie wiem, czy problem Cie bezpośrednio dotyczy, ale mnie tak. Więc pokrótce "przybliżę problem".
Jak zatem Ty z pozycji dziecka zinterpretowałabyś następujące zachowania:
codzienna niepewność tego, co się wydarzy i nie mówią tu o pogodzie, tylko o problemach: będzie bił? znów zdemoluje mieszkanie? będzie leżał w bramie spity do nieprzytomności, kiedy będę wracać ze szkoły z koleżankami? co zobaczę w środku mieszkania, jeśli całe drzwi są umazane krwią? zdążę pochować noże i inne ostre przedmioty? znów zostanę zwyzywana bez powodu od najgorszych? znów będę drzemać w ubraniu, żeby szybko móc obronić mamę? czy następnym razem jak uderzy głową mamy o ścianę, to jeszcze będzie żyła?

Niekochana....mój tata był alkoholikiem ale nie był agresywny to prędzej moja mama go poszarpała jak zobaczyła go pijanego, nigdy mnie, rodzeństwa i mamy nie wyzwał tylko nas tulił nawet po pijanemu i strasznie mi go brakuje ale nie jako alkoholika ale jako ojca i tęsknie za nim cholernie choc nie żyje juz 10 lat...
ja tez widziałam go pijanego na chodniku, a najbardziej bałam sie epilepsji poalkoholowej po której zdażyło mi sie zmywac krew bo podczas upadku uderzył głową o stół...i wiele innych

dlatego każda sytuacje trzeba rozpatrywac osobno, nie każde DDA bedzie cierpiało na to samo...

ja nie czuje tez zeby te doswiadczenia które przeżyłam były dla mnie garbem...to znaczy tak jak bede chciała to beda dla mnie garbem ale zawsze mówiłam sobie tak:"Koliberku kochany, masz swój krzyz, on leży sobie na ziemi i teraz co chcesz to z nim zrobisz albo weźmiesz go na swoje plecy i bedzie ci ciążył przez całe życie albo zostawisz na ziemi i popatrzysz na niego z innego punktu widzenia, moze cos przeanalizujesz, cos wygrzebiesz z przeszłości, pogodzisz sie czyms albo nie, przebaczysz lub nie i to na tyle"

Zawsze powtarzam szczeście jest niezalezne od tego co nas dotkneło.=)

Niekochana jak sie czujesz z tym aż tak strasznie źle to idz na osobistą terapie, sama sobie z tym nie poradzisz, owszem książki sa pomocne(ja tez z nich duzo skorzystałam) ale to nie to sama, ale pewnie dobrze o tym wiesz.

171 Ostatnio edytowany przez dellafi (2011-02-05 18:38:12)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Tak, byłam bita pasem przez ojca na polecenie mamy. Tata często pił ale jak pił to nigdy nie
był agresywny .Nawet zawsze czułam większą miłość od taty niż mamy.

Zostałam zgwałcona (oczywiście poza domem ) gdy miałam 14 lat i wolałam W obawie przed karą  ,żyć przez lata w poczuciu winy niż rodzicom o tym powiedzieć .Nigdy nie mogłam liczyć na wsparcie , nikt nie widział moich ran na rękach. Ale ja mimo wszystko kocham moich rodziców , mam  zal ale ich kocham.

Koliber napisał/a:

ja nie czuje tez zeby te doswiadczenia które przeżyłam były dla mnie garbem...to znaczy tak jak bede chciała to beda dla mnie garbem ale zawsze mówiłam sobie tak:"Koliberku kochany, masz swój krzyz, on leży sobie na ziemi i teraz co chcesz to z nim zrobisz albo weźmiesz go na swoje plecy i bedzie ci ciążył przez całe życie albo zostawisz na ziemi i popatrzysz na niego z innego punktu widzenia, moze cos przeanalizujesz, cos wygrzebiesz z przeszłości, pogodzisz sie czyms albo nie, przebaczysz lub nie i to na tyle"

Zawsze powtarzam szczeście jest niezalezne od tego co nas dotkneło.=)

koliber -ku :Piękne słowa Jak to zakodować w głowie mam ?

Niekochana Duma powinna być na pierwszym miejscua resztę kichać

172

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:

Tak, byłam bita pasem przez ojca na polecenie mamy.
Zostałam zgwałcona (oczywiście poza domem ) gdy miałam 14 lat i wolałam W obawie przed karą  ,żyć przez lata w poczuciu winy niż rodzicom o tym powiedzieć .Nigdy nie mogłam liczyć na wsparcie , nikt nie widział moich ran na rękach. Ale ja mimo wszystko kocham moich rodziców , mam  zal ale ich kocham.

No i znów się poryczałam sad
Boże, ja mam 15- letnia córkę. I nie wyobrażam sobie, żebym podniosła na nią rękę.
Bardzo mocno Cię ściskam - bardzo mi przykro, że tak okrutne rzeczy Cię spotkały. Nie będę absolutnie polemizować z Twoimi odczuciami - nie mam do tego najmniejszego prawa.
Wyobrażam sobie, jak trudna była ta Twoja samotność i bezradność. 
Nikt nie zasługuje na to, co Ciebie spotkało.

173

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
niekochana72 napisał/a:
Koliber napisał/a:

możesz być szczera do bólu...lubię takich ludzi
dziecko nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach, tak na prawdę nie obwiniałam mamy ale tate za cała sytuacje..

No więc dobrze, sprawdzimy jak jest z tym Twoim umiłowaniem szczerości.
Odpowiedz mi zatem na pytanie, czy uważasz, że po tym jak wypowiedziałaś się na innym wątku na temat moich intencji i oceniłaś na postawie TYLKO własnych domysłów mnie w tak obrażający mnie sposób - powinnam poświęcać mój cenny czas na tłumaczenie Ci czegokolwiek?
Tak szczerze.

Uważam, ze nie ma czegoś takiego ze POWINNAŚ,
ale jeśli tego CHCESZ to jak najbardziej tak

174

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Koliber napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
Koliber napisał/a:

możesz być szczera do bólu...lubię takich ludzi
dziecko nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach, tak na prawdę nie obwiniałam mamy ale tate za cała sytuacje..

No więc dobrze, sprawdzimy jak jest z tym Twoim umiłowaniem szczerości.
Odpowiedz mi zatem na pytanie, czy uważasz, że po tym jak wypowiedziałaś się na innym wątku na temat moich intencji i oceniłaś na postawie TYLKO własnych domysłów mnie w tak obrażający mnie sposób - powinnam poświęcać mój cenny czas na tłumaczenie Ci czegokolwiek?
Tak szczerze.

Uważam, ze nie ma czegoś takiego ze POWINNAŚ,
ale jeśli tego CHCESZ to jak najbardziej tak

A nadal uważasz, że życzę Cii wszystkiego, co najgorsze? I że jestem wilkiem w owczej skórze?

175

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

A teraz ja się popłakałam . dzięki

176 Ostatnio edytowany przez Olina (2011-02-05 19:19:15)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:
Koliber napisał/a:

ja nie czuje tez zeby te doswiadczenia które przeżyłam były dla mnie garbem...to znaczy tak jak bede chciała to beda dla mnie garbem ale zawsze mówiłam sobie tak:"Koliberku kochany, masz swój krzyz, on leży sobie na ziemi i teraz co chcesz to z nim zrobisz albo weźmiesz go na swoje plecy i bedzie ci ciążył przez całe życie albo zostawisz na ziemi i popatrzysz na niego z innego punktu widzenia, moze cos przeanalizujesz, cos wygrzebiesz z przeszłości, pogodzisz sie czyms albo nie, przebaczysz lub nie i to na tyle"

Zawsze powtarzam szczeście jest niezalezne od tego co nas dotkneło.=)

koliber -ku :Piękne słowa Jak to zakodować w głowie mam ?

napisać na kartce i wklepać jak pacierz smile

niekochana72 napisał/a:

A nadal uważasz, że życzę Cii wszystkiego, co najgorsze? I że jestem wilkiem w owczej skórze?

niekochana wtedy odniosłam sie do danego zdania, które tak odczułam i nie zmienię zdania, wtedy tak poczułam i nie ma co tego analizować...
i nie rozpatruje tego w odniesieniu do tego o czym teraz piszemy...bo teraz piszemy jak równy z równym i nie ma osobistych wycieczek w strone drugiej osoby...
nie jestem pamiętliwa jeśli o to ci chodzi...



Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

177 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 19:57:24)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Koliber napisał/a:

czasami straszyła go rozwodem jak juz nie miała argumentów...

dlaczego napisalas: straszyla
Czy wszyscy wiedzieli, ze to tylko straszenie?

dellafi napisał/a:

NIEKOCHANA pozwolę sie z Tobą nie zgodzić ,że komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają. Dla mnie takie komentarze mają wołać  Możesz kochać swoich rodziców pomimo tego ,że byli słabi.Możesz kochać siebie taką mała bezbronna osóbkę ,która była silna w swojej bezradności  , możesz przebaczyć

Popatrz z tej strony , jakby twoja mama odeszła od ojca gdy byłaś malutka i z ojcem nie miała byś kontaktów ,to czy byłabyś tak silna dzisiaj ?

Mam swietna ksiazke o tym, ze nie da sie nikomu wmowic milosci i ze wmawianie skrzywdzonemu przez rodzicow dziecu, ze ma powinnosc wzbudzic w sobie te uczucia jest nieporozumieniem i jest krzywdzace. Mozna szanowac ich ale ie trzeba kochac i uwazac za autorytet.

Koliber napisał/a:

nie jestem pamiętliwa jeśli o to ci chodzi...

to szlachetna cecha charakteru jesli chodzi o proces wybaczania... bywa jednak ulomnoscia gdy chodzi o procesz przepraszania
czasem warto odswierzyc pamiec by zauwazyc, ze kogos warto przeprosic.

178

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Wiem, że teraz to już będzie ni z gruszki, ni z pietruszki, ale przypomniało mi się wink.

Zazdrosc napisał/a:

Wszelkie nieporozumienia w dyskusji dotycza niezrozumienia wzajemnych wypowiedzi.

Na wypowiedz w odniesieniu pkt 1 nie moze byc zastosowany kontrargument w odniesieniu do pkt 5.
Mysle, ze to niezrozumienie rodzi niepotrzebne emocje.

Już wczoraj doszłam do wniosku, że mamy problem z jednoznacznym odniesieniem się do tych samych stwierdzeń, bo każdy z nas pewne pojęcia zupełnie inaczej rozumie, rozumie je po swojemu, nadając inne znaczenie tak samo brzmiącym pojęciom. Tak więc rozmawiamy pozornie o tym samym, ale dla każdego ,,to samo" będzie oznaczać ,,coś innego". Miałam nawet myśl, abyśmy w celu ,,urzetelnienia" naszej dyskusji i ,,ujednoznacznienia" pojęć spróbowali stworzyć na potrzebę tej dyskusji takie definicje. Niemniej bardzo szybko pomysł ten zarzuciłam stwierdzając, że jest to nieomal chyba niemożliwe, a już na pewno każde pojęcie mogłoby stanowić całkiem odrębny wątek smile.


Zazdrosc napisał/a:

Zatem odnoszac sie do wypowiedzi mojej ukochanej moderatorki Olinki
Oceniam swoje uczynki w kategorii bialo-czarne ( z wyjatkiem tej bolesnej szarosci, kiedy zycie nie daje mi wyboru i musze decydowac miedzy wieksza a mniejsza krzywda)
Mam sumienie i uzywam. Sumienie podpowiada mi co biale a co czarne nawet w odniesieni do okolicznosci lagodzacych.
Uwazam za nieuczciwe z mojej strony lekcewazenie moich bledow i obarczanie wina calego swiata za moje porazki.
Nawet to, ze jestem osoba kochajaca za bardzo rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu TO MOJA WINA mimo, iz to ja bylam krzywdzona. Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?) (abstrachujac juz od pojecia winy)
Gdy przyjmiemy to obarczanie kogos wina za swoje porazki i bledy i za zle decyzje, to w tym pojeciu szarosci... ta szarosc moze byc dla kogos nie do zaakceptowania, zwlaszcza, ze czesto wiaze sie z tym fakt, iz odbieramy osobie skrzywdzonej prawo do poczucia krzywdy a obarczamy ja wspolwina.

Zazdrosc, bardzo podoba mi się ta wypowiedź, tym bardziej, że świetnie oddaje moje własne odniesienie do tematu. Jak zwykle potrafiłaś zgrabnie ubrać w słowa to, co mi samej przychodziło w tym miejscu z trudem. Zazdroszczę Ci tej lekkości wink.

No właśnie, do tej pory nie umiem pojąć dlaczego niektórzy kompletnie nie potrafią przyjąć do świadomości, że miłość może być chorobliwa i niszcząca. Czy to jest naprawdę aż tak trudne, że nie może zmieścić się w rozumku wykształconego i inteligentnego człowieka? Zastanawiam się czy wina nie leży przypadkiem po stronie bardzo ograniczonego pojmowania uczuć, a miłości wyłącznie w kategoriach ,,dobre". A czy jest to ich winą? Może nikt nie wyjaśnił w wystarczająco obrazowy sposób (choć czy można jaśniej niż my tu, na forum, czasem się staramy?), że są różne odcienie miłości, pozornie czystej, ale przecież posiadającej też różne cienie i skazy, a czasem naprawdę ogromne rysy. A może nie chcą, bo tak jest im wygodniej, bo wtedy mogą oczekiwać, że inni powinni w imię tej miłości zrezygnować z własnych potrzeb i pragnień, a nawet z siebie samych, a to wciąż będzie to ,,dobre" (dla mnie trąci patologią). A może... coś tam jeszcze innego...

179

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

A wiecie co, to przez te wszystkie bajki, filmy i idiotyczne romanse, które produkuje się masowo.
"Miłość musi boleć" itp frazesy "uczą", że trzeba usychać, wzdychać, czekać i Bóg wie jeszcze co...
I to okropne moim zdaniem słowo POŚWIĘCENIE.
Nienawidzę tego słowa.
Ja postanowiłam zawalczyć o normalne życie swoje i córki. Nie chcę kochać za bardzo. Jestem ciekawa ocen mojej postawy, kiedy dojdzie do separacji. Czy zostanę tą "złą kobietą", które nie rozumie, że powinna się poświęcić w imię miłości?
Pewnie dla niektórych tak. Ale Ci najważniejsi dla mnie mnie wspierają - to znaczy, że są prawdziwymi przyjaciółmi, nie?

Wiesz Olinko - wczoraj dyskusja była trudna, bo podszyta emocjami z zupełnie innych powodów.

180 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-05 21:11:43)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Olina napisał/a:

Zastanawiam się czy wina nie leży przypadkiem po stronie bardzo ograniczonego pojmowania uczuć, a miłości wyłącznie w kategoriach ,,dobre". A czy jest to ich winą? Może nikt nie wyjaśnił w wystarczająco obrazowy sposób (choć czy można jaśniej niż my tu, na forum, czasem się staramy?), że są różne odcienie miłości, pozornie czystej, ale przecież posiadającej też różne cienie i skazy, a czasem naprawdę ogromne rysy. A może nie chcą, bo tak jest im wygodniej, bo wtedy mogą oczekiwać, że inni powinni w imię tej miłości zrezygnować z własnych potrzeb i pragnień, a nawet z siebie samych, a to wciąż będzie to ,,dobre" (dla mnie trąci patologią). A może... coś tam jeszcze innego...

Tak najczesciej sie dzieje gdy nasze wzorce milosci partnerskiej opieramy na literaturze (zwlaszcza romantycznej) i wzruszajacych filmach amerykanskich (nie tylko big_smile )bo nie mamy wzorca zdrowej milosci partnerskiej wyniesionego z domu. Zdrowe relacje partnerskie to dla wielu tylko abstrakcja, ktora rozumieja jako odczuwanie "szczescia" bycia kochanym i akceptowanym i robia wszystko by tak pojmowane szczescie osiagnac.
Krecimy sie z naszymi nie zalatwionymi emocjonalnymi problemami, ktorych korzenie siegaja czesto dziecinstwa (jesli nie prawie zawsze) i szukamy tego szczescia na zewnatrz. Jestesmy w stanie wiele poswiecic dla chocby chwilowego odczucia rozprezenia w takim szczesciu... wiec godzimy sie na.... (tu kazdy ma swoja liste krzywd) zeby czasami dostac zaplate rozprezenia i chwilowej eufori w szczesciu.

Jak mozna wytlumaczyc sobie poniewierke emocjonalna, na ktora sie godzimy? To proste wytarczy zaprzegnac do naszych dzialan wiare , nadzieje i milosc!
Nikt nie moze sie sprzeczac ze szlachetnoscia pobudek... sa wielkie jak patriotyzm... wiec szable w dlon!
Tylko, ze te szable wbijamy sobie w brzuch... ale tego nikt nie widzi.. bo przeciez jestesmy walczacymi patriotami milosci.

181 Ostatnio edytowany przez dellafi (2011-02-05 21:26:01)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Zazdrosc napisał/a:

Zatem odnoszac sie do wypowiedzi mojej ukochanej moderatorki Olinki
Oceniam swoje uczynki w kategorii bialo-czarne ( z wyjatkiem tej bolesnej szarosci, kiedy zycie nie daje mi wyboru i musze decydowac miedzy wieksza a mniejsza krzywda)
Mam sumienie i uzywam. Sumienie podpowiada mi co biale a co czarne nawet w odniesieni do okolicznosci lagodzacych.
Uwazam za nieuczciwe z mojej strony lekcewazenie moich bledow i obarczanie wina calego swiata za moje porazki.
Nawet to, ze jestem osoba kochajaca za bardzo rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu TO MOJA WINA mimo, iz to ja bylam krzywdzona. Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?) (abstrachujac juz od pojecia winy)
Gdy przyjmiemy to obarczanie kogos wina za swoje porazki i bledy i za zle decyzje, to w tym pojeciu szarosci... ta szarosc moze byc dla kogos nie do zaakceptowania, zwlaszcza, ze czesto wiaze sie z tym fakt, iz odbieramy osobie skrzywdzonej prawo do poczucia krzywdy a obarczamy ja wspolwina.

Ja sie niestety z toba nie zgodzę do końca (JAK ZWYKLE ZRESZTĄ big_smile) .
Dla mnie obarczanie winą ,nawet po dodaniu "rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu " jest strasznie destrukcyjne.
Wole określenie odpowiedzialność, Ja jestem odpowiedzialna za swoje błędy ,wyciagnięte wnioski i to co z nimi zrobię. POCZUCIE odpowiedzialności, nie przekreśla poczucia krzywdy jakiej się zaznało.

Zazdrosc napisał/a:
dellafi napisał/a:

NIEKOCHANA pozwolę sie z Tobą nie zgodzić ,że komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają. Dla mnie takie komentarze mają wołać  Możesz kochać swoich rodziców pomimo tego ,że byli słabi.Możesz kochać siebie taką mała bezbronna osóbkę ,która była silna w swojej bezradności  , możesz przebaczyć

Popatrz z tej strony , jakby twoja mama odeszła od ojca gdy byłaś malutka i z ojcem nie miała byś kontaktów ,to czy byłabyś tak silna dzisiaj ?

Mam swietna ksiazke o tym, ze nie da sie nikomu wmowic milosci i ze wmawianie skrzywdzonemu przez rodzicow dziecu, ze ma powinnosc wzbudzic w sobie te uczucia jest nieporozumieniem i jest krzywdzace. Mozna szanowac ich ale ie trzeba kochac i uwazac za autorytet.

Ale ja nie chciałam wmówić miłości. JA mówię że można kochać pomimo , można przebaczyć i kochać teraz .Miłość jest wyborem, nienawiść również .

182

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Dellafi - w moim przypadku pozostanę przy "toleruję go". To dalej jest temat tabu - picie i zachowanie ojca. Nigdy nie miał na tyle odwagi, żeby powiedzieć zwykłe "Przepraszam" sad
Ja nic więcej nie mogę zrobić - dalej tkwię w sytuacji bezradności. Wiem, że gdybym doprowadziła do konfrontacji - wszystko skupiłoby się na mamie.  Ja mam jeszcze jeden problem - mój brat. Niestety idzie chyba w ślady taty. Ten sam charakter - wrażliwiec nie radzący sobie z wieloma rzeczami i szukający "ratunku" w alkoholu. Smutne to ....

183

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Niekochana |" toleruję " to też trochę pozytywne uczucie. Ale mnie bardziej martwi twój stosunek do  relacji z mama.  Oczywiście to tylko twoja sprawa.
A brat przykra sprawa. Macie dobry kontakt ze sobą.|?

184

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:

Niekochana |" toleruję " to też trochę pozytywne uczucie. Ale mnie bardziej martwi twój stosunek do  relacji z mama.  Oczywiście to tylko twoja sprawa.
A brat przykra sprawa. Macie dobry kontakt ze sobą.|?

Heh... mnie też to bardziej martwi smile Z mamą mam stosunki poprawne, ale z mojej strony szczerze mówiąc to jest wymuszone. Wiesz, to nie jest tak, że ja jej nie rozumiem. Rozumiem, ale wiem, że podjęła złą decyzję.
Była bardzo atrakcyjną, inteligentną kobietą, zarabiającą tyle samo co tata, a od dłuższego czasu go utrzymuje. I dała się zniszczyć. Wiesz, wcześniej nie napisałam jeszcze jednego bardzo ważnego "elementu", który najbardziej rzutuje na moją ocenę. To ja byłam najbardziej odpowiedzialna osobą w rodzinie.
Ja nie potrafię "koloryzować" zaachowania mamy. Powinna nas chronić. Nawet jeśli nie potrafiła odejść od ojca - mogła mi wielu rzeczy oszczędzić. Nie potrafiła tego zrobić - ja byłam "tarczą", za którą się chowała. To tego nie potrafie jej tak naprawdę wybaczyć. Bo ja nawet wtedy, jako nastolatka wiedziałam, że ona nie zachowuje się tak jak powinna. Ja - dziecko wiedziałam, że muszę chronić mojego brata i to robiłam. Trochę to za dużo na raz dla jednej małej dziewczynki sad
Najgorsze w tym było, jak mama po kilku cichych dniach przechodziła nad sprawą do "porządku dziennego". Tłumaczyła, że tata jest taki wrażliwy, że nie radzi sobie z emocjami, że tak został wychowany.
I teraz wyobraź sobie, co czułam ja? Po pierwsze - że jestem nieważna dla nich obojga. Dla niego - bo mnie krzywdzi dosłownie i dla niej - bo przedkłada związek z nim nad opiekę nad nami. A druga sprawa - taki głos z tyłu głowy "Jesteś zła - bo nie akceptujesz zachowania ojca, nie wybaczasz mu". Dlatego właśnie o tym tak dużo mówię - wiem, że takie skrajnie przeciwstawne uczucia szarpią DDA, które były w podobnym "uwikłaniu" jak ja. Ja już wiem, że nie ma nic złego wt ym, że tak wtedy odczuwałam. Ale sporo pracy mnie to kosztowało.
W moim przypadku niestety nie będzie happy endu w relacjach rodzice-ja.
Ale teraz najważniejsze jest dla mnie, aby moja córka nie została obciążona złym bagażem. To jest mój PRIORYTET.

Odnośnie brata - kontakt raczej słaby. On uważa, że nie ma problemu. Chciałam go namówić na terapię DDA, ale on "nie ma problemu" i koniec dyskusji. Dla swojego spokoju staram się nie angażować - zrobiłam, co mogłam.
Ehh..

185 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-02-06 03:27:25)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Zatem odnoszac sie do wypowiedzi mojej ukochanej moderatorki Olinki
Oceniam swoje uczynki w kategorii bialo-czarne ( z wyjatkiem tej bolesnej szarosci, kiedy zycie nie daje mi wyboru i musze decydowac miedzy wieksza a mniejsza krzywda)
Mam sumienie i uzywam. Sumienie podpowiada mi co biale a co czarne nawet w odniesieni do okolicznosci lagodzacych.
Uwazam za nieuczciwe z mojej strony lekcewazenie moich bledow i obarczanie wina calego swiata za moje porazki.
Nawet to, ze jestem osoba kochajaca za bardzo rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu TO MOJA WINA mimo, iz to ja bylam krzywdzona. Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?) (abstrachujac juz od pojecia winy)
Gdy przyjmiemy to obarczanie kogos wina za swoje porazki i bledy i za zle decyzje, to w tym pojeciu szarosci... ta szarosc moze byc dla kogos nie do zaakceptowania, zwlaszcza, ze czesto wiaze sie z tym fakt, iz odbieramy osobie skrzywdzonej prawo do poczucia krzywdy a obarczamy ja wspolwina.

Ja sie niestety z toba nie zgodzę do końca (JAK ZWYKLE ZRESZTĄ big_smile) .
Dla mnie obarczanie winą ,nawet po dodaniu "rozumiem w dobrym tego slowa znaczeniu " jest strasznie destrukcyjne.
Wole określenie odpowiedzialność, Ja jestem odpowiedzialna za swoje błędy ,wyciagnięte wnioski i to co z nimi zrobię. POCZUCIE odpowiedzialności, nie przekreśla poczucia krzywdy jakiej się zaznało..

No dobra czytalam 3 razy... i nie rozumiem. Zwlaszcza w kontekscie, ze sie nie zgadzasz big_smile
ale trzykrotne czytanie ma swe pozytywne strony... zauwazylam, ze z uporem maniaka twierdze iz slowo abstrahujac pisze sie przez "CH"
To zabawne, ze musze zobaczyc takie rzeczy, tzn patrzec na to co pisze... ha ha... a jednoczesnie dekonspiruje moja nieumiejetnosc bezwzrokowego pisania na klawiaturze.
Moja kolezanka, piszaca polonistka napisala ostatnio do mnie "RZYCIE!"... gdy sie zorientowala dodala "chyba umieram"
wiec ja tez... chyba umieram big_smile... bo tylko to mi przychodzi do glowy

dellafi napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:
dellafi napisał/a:

NIEKOCHANA pozwolę sie z Tobą nie zgodzić ,że komentarze "Kochaj go, bo to Twój ojciec", "Przecież on jest chory" tylko zmniejszają poczucie własnej wartości osób, które i tak prawie jej nie mają. Dla mnie takie komentarze mają wołać  Możesz kochać swoich rodziców pomimo tego ,że byli słabi.Możesz kochać siebie taką mała bezbronna osóbkę ,która była silna w swojej bezradności  , możesz przebaczyć

Popatrz z tej strony , jakby twoja mama odeszła od ojca gdy byłaś malutka i z ojcem nie miała byś kontaktów ,to czy byłabyś tak silna dzisiaj ?

Mam swietna ksiazke o tym, ze nie da sie nikomu wmowic milosci i ze wmawianie skrzywdzonemu przez rodzicow dziecu, ze ma powinnosc wzbudzic w sobie te uczucia jest nieporozumieniem i jest krzywdzace. Mozna szanowac ich ale ie trzeba kochac i uwazac za autorytet.

Ale ja nie chciałam wmówić miłości. JA mówię że można kochać pomimo , można przebaczyć i kochać teraz .Miłość jest wyborem, nienawiść również .

I znow nie zrozumialam  Nie wspominalam, ze Ty cos takiego mowisz.
Milosc i nienawisc nie zawsze jest wyborem big_smile Gdyby tak bylo, wiesz ile kobiet wybraloby "nie kocham go juz" albo "O! tego faceta wybieram sobie do pokochania!"

Najczesciej corka np gwalcona przez tatusia ma do wyboru albo prawo do niekochania swego ojca, albo zycie z poczuciem winy, ze jest zlym czlowiekiem bo nie kocha swego rodzica, ktory dal jej zycie i utrzymanie.
uwazam, ze czlowiek ma prawo do uwolnienia sie z takiego poczucia winy a zdania typu "musisz kochac rodzicow", "to Ty wybiersz milosc lub nie", "mozesz przebaczyc i kochac" niestety wmawiaja milosc i odmawiaja prawa do braku milosci.
Nie zgadzam sie ze slowami MOZESZ kochac pomimo, lub MOZNA przebaczyc z kategori mozesz=czyli masz na to wplyw, decydujesz...
Twoja wypowiedz mialaby dla mnie znamiona prawdy gdyby brzmiala:
JA mówię że MOZE SIE TAK ZDARZYC, ze kochasz pomimo , i MOZE TAK SIE ZDARZYC, ze  przebaczysz i kochasz teraz .Miłość i nienawisc nie jest wyborem swiadomym.

186 Ostatnio edytowany przez dellafi (2011-02-06 04:37:09)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Zazdrosc napisał/a:

No dobra czytalam 3 razy... i nie rozumiem. Zwlaszcza w kontekscie, ze sie nie zgadzasz big_smile

NAPISAŁAŚ:" Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?)"
To nie jest moja ,Twoja , ich wina . My jesteśmy odpowiedzialne za swoje czyny .ponosimy ich konsekwencje . za brak wiedzy ,za brak jej poszukiwana itd. ale nie winne.
Mówienie jesteś winna ,że dajesz się mężowi  poniżać  tylko zmniejsza poczucie własnej wartości ,a powiedzenie słuchaj jest tak jak jest, on jest świnią ale to Ty ponosisz odpowiedzialność za swoje życie i Ty swoim ,czasami nieświadomymi decyzjami przyczyniłaś się do tego ,że  ON NA TO Sobie pozwalał.ALE też Ty i tylko TY PONOSISZ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ZMIANĘ  - jest mobilizujące

Zazdrosc napisał/a:

I znow nie zrozumialam  Nie wspominalam, ze Ty cos takiego mowisz.
Milosc i nienawisc nie zawsze jest wyborem big_smile Gdyby tak bylo, wiesz ile kobiet wybraloby "nie kocham go juz" albo "O! tego faceta wybieram sobie do pokochania!"

Najczesciej corka np gwalcona przez tatusia ma do wyboru albo prawo do niekochania swego ojca, albo zycie z poczuciem winy, ze jest zlym czlowiekiem bo nie kocha swego rodzica, ktory dal jej zycie i utrzymanie.
uwazam, ze czlowiek ma prawo do uwolnienia sie z takiego poczucia winy a zdania typu "musisz kochac rodzicow", "to Ty wybiersz milosc lub nie", "mozesz przebaczyc i kochac" niestety wmawiaja milosc i odmawiaja prawa do braku milosci.
Nie zgadzam sie ze slowami MOZESZ kochac pomimo, lub MOZNA przebaczyc z kategori mozesz=czyli masz na to wplyw, decydujesz...
Twoja wypowiedz mialaby dla mnie znamiona prawdy gdyby brzmiala:
JA mówię że MOZE SIE TAK ZDARZYC, ze kochasz pomimo , i MOZE TAK SIE ZDARZYC, ze  przebaczysz i kochasz teraz .Miłość i nienawisc nie jest wyborem swiadomym.

Zazdrość ja nie miałam na myśli ,że można wybrać sobie obiekt uczuć .
2 faceta którego dzisiaj spotkam ,pokocham.
Nie pisałam ,że można się tak po prostu odkochać , ale można zrobić coś w tym kierunku .
A pokochać ? DLA MNIE MOŻESZ- masz prawo do
Spotykasz żonatego facety , pierwsza reakcja motylki w brzuchu . Dowiadujesz się ,że ma żonę .
Masz wybór "MOZE SIE TAK ZDARZYC, ze pokochasz pomimo "
Możesz świadomie powiedzieć, a co tam otwieram się na miłość do tego faceta ( ACH TE MOTYLKI NA JEGO WIDOK)
Możesz postanowić ,że nic Cię nie będzie z nim łączyć i nie pozwolić miłości się rozwinąć .
Możesz go znienawidzić.
Oczywiste jest to ,że to nie jest wybór na już , to wymaga czasu i pracy. ( poza nienawiścią - decyzja i masz big_smile)

Każdy DDA , DDD  inny ma prawo do trzymania żalu , nienawiści ,poczucia winy .
Każdy DDA , DDD  ma prawo dokonać wyboru: Otwieram swoje serce na wybaczenie ,na miłość ,  na proces ,który oczyszcza serce daje wolność od przeszłości.
Każdy DDA , DDD ma prawo powiedzieć pozostanę przy  "toleruję go"
Każdy DDA , DDD ma prawo powiedzieć wisi mi to , niema sprawy , nie było problemu


MIŁOŚĆ - gdzieś ostatnio czytałam jest wtedy gdy możesz powiedzieć : mogę bez ciebie żyć , ale nie chcę

187 Ostatnio edytowany przez Koliber (2011-02-06 22:38:13)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
dellafi napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

No dobra czytalam 3 razy... i nie rozumiem. Zwlaszcza w kontekscie, ze sie nie zgadzasz big_smile

NAPISAŁAŚ:" Czy zauwazylas Olinko jak wiele osob nie rozumie istoty kochania za bardzo?.. to nadal nie jest ich wina (?)"
To nie jest moja ,Twoja , ich wina . My jesteśmy odpowiedzialne za swoje czyny .ponosimy ich konsekwencje . za brak wiedzy ,za brak jej poszukiwana itd. ale nie winne.
Mówienie jesteś winna ,że dajesz się mężowi  poniżać  tylko zmniejsza poczucie własnej wartości ,a powiedzenie słuchaj jest tak jak jest, on jest świnią ale to Ty ponosisz odpowiedzialność za swoje życie i Ty swoim ,czasami nieświadomymi decyzjami przyczyniłaś się do tego ,że  ON NA TO Sobie pozwalał.ALE też Ty i tylko TY PONOSISZ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ZMIANĘ  - jest mobilizujące


Każdy DDA , DDD  inny ma prawo do trzymania żalu , nienawiści ,poczucia winy .
Każdy DDA , DDD  ma prawo dokonać wyboru: Otwieram swoje serce na wybaczenie ,na miłość ,  na proces ,który oczyszcza serce daje wolność od przeszłości.
Każdy DDA , DDD ma prawo powiedzieć pozostanę przy  "toleruję go"
Każdy DDA , DDD ma prawo powiedzieć wisi mi to , niema sprawy , nie było problemu


MIŁOŚĆ - gdzieś ostatnio czytałam jest wtedy gdy możesz powiedzieć : mogę bez ciebie żyć , ale nie chcę

A odnośnie poczucia winy to ja nigdy nie starałam sie siebie i innych wpędzać w poczucie winy, z przyczyn takich jak napisałaś wyżej...

o! mam dobry przykład...
ostatnimi czasy mieliśmy kryzys z moim partnerem i on z uporem maniaka powtarzał "to twoja wina ze sie stało jak się stało, a nawet i podwójna"  wie ze nie lubię tego słowa to chciał mi tym dopiec mad...
ale mu sie nie udały te zabiegi big_smile ...powiedziałam mu:
"co z tego ze wezmę na siebie dwukrotna czy dziesięciokrotna winę jak faktem jest to ze zamiast siedzieć obok siebie i poszukać rozwiązania problemu to na siłę szukamy winnego"
ha cwany ze mnie lisek..a mój skarb nigdy nie ma na moje słowa argumentu big_smile

Im więcej winy bierzemy na swoje barki tym jesteśmy słabsi(choć z pozoru wyglądamy na szlachetnych i odpowiedzialnych)... ale w gruncie rzeczy nie  dajemy sobie prawa do słabości, potknięć tylko je sobie odbieramy...
czym innym jest głos naszego sumienia, ze w danym momencie, na daną chwile zrobiliśmy coś źle, popełniliśmy błąd i wtedy czujemy się z tym niewygodnie...

a w ogolę myślenie typu że moja wina bo weszłam w związek z destrukcyjnym człowiekiem to dla mnie jakiś kosmos...

Ja jak podejmuje wybory to podejmuje je świadomie, to znaczy uwazam ze one zawsze sa dobre na dana chwile a to ze po paru latach skutek okazuje sie inny niz sobie wymarzyłam to nie przekreśla to wartości tego wszystkiego co sie działo przez te całe lata...
i jestem tego pewna ze jakbym weszła w związek z człowiekiem, który po paru latach pokazał by swoje prawdziwe oblicze to uważałbym to dalej za dobry wybór, bo to mój wybór,nie jest to czas stracony a skoro coś nie wyszło to trudno, wyciągnę wnioski i pójdę dalej...

mysle tez, ze niektórzy ludzie lubią sie na siłe unieszczęśliwiać właśnie takim głupim gadaniem typu "tyle czasu straciłam/em" "po co się w to angażowałam/angażowałem""a jakbym wybrał/ała inaczej to moje zycie by sie inaczej ułożyło" itp. i zamiast widzieć pozytywna stronę każdej sytuacji to umartwiają swojego ducha tym "co by było gdyby...."

Dellafi fajnie przedstawiłaś nasze Prawa big_smile

ja bym dodała jeszcze odnośnie tej dyskusji, ze każdy ma prawo do wzięcia na siebie winy...ale oby nie ponad swoje siły smile

188

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Cechy DDA w praktyce
Autor: admin.7 maja 2008


Coś się zakończyło. Po raz kolejny pokazało się moje DDA, ale tym razem, już po raz pierwszy (chyba?) było to świadome. Niestety, nie w takim znaczeniu, że świadomie podjąłem jakąś decyzję, ale ?świadome? ? bo wiem, że to moje DDA nałożyło się na moje postrzeganie sprawy. Mogę pomóc komuś pokazując na swoim konkretnym przykładzie to, jak ? tak bardzo realnie praktycznie ? funkcjonuje ktoś z DDA.

Przypadkiem zetknąłem się z pewna grupą osób. Mam sporo pomysłów, choć przyznaję, że z realizacją bywa różnie. Widząc, że moje pomysły trafiają na dobry grunt ? zaangażowałem się w to. Zgodnie z tym, co wiem o DDA ? szukałem akceptacji, kiedy więc ja otrzymałem, wpadłem po uszy. To, co robiłem dotychczas zeszło na dalszy plan.
Stworzyłem serwis internetowy. Poświęciłem na nią wiele czasu i energii. Zawsze znalazło się coś, z czego byłem niezadowolony. Widząc strony ?konkurencyjne? ? dopieszczałem swój projekt. umieściłem linki na forum, czytałem opinie. Kiedy napotykałem negatywne ? brałem to do siebie. Brzmi znajomo?
Cechy DDA: Ostra, bezlitosna samokrytyka
* jestem dla siebie najsurowszym krytykiem
* zbyt szybko się osądzam
* jestem swoim najgorszym wrogiem
Zachowania kompulsywne
* mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do pracy
?każdą krytykę traktujemy jako zagrożenie?
Uważnie wczytywałem się w opinie innych (na forum ale i w rozmowach). Garściami brałem ze swoich doświadczeń. Opracowałem wszystko od A do Z. zaproponowałem i uzyskałem akceptację kogoś, kto tym zarządzał. Poukładałem, zaprojektowałem? i zaproponowałem, że mogę być ? że chcę być redaktorem naczelnym. Słysząc ?TAK? przystąpiłem do działania tu i teraz. Okazało się, że napotkałem na opór, chociaż starałem się, by nikomu nie wchodzić w paradę. Pojawił się jednak ? nazwijmy to tak ? ?opornik?. Z pośpiechu popełniłem trochę błędów, które ?opornik? wykorzystał. Pojawił się pierwszy sygnał ? krytyka z drugiej strony. Zarzut, że biorąc poważnie deklarację ? zrobiłem coś, co wiązało się z wzięciem odpowiedzialności?
Rozmawiałem też ze znajomymi o ?oporniku?? Usłyszałem opinie, które przejąłem jako swoje ? straciłem zaufanie do ?opornika?, który ma opinie osoby idącej po trupach do celu? Białe to białe, a czarne to czarne ? w przeciwieństwie do Kaczyńskiego pozwoliłem sobie to wmówić? Znowu brzmi znajomo? Cechy DDA?
Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności
* mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko
Lęk przed utratą kontroli
* lubię, kiedy wszystko jest na swoim miejscu
* czuję się zaniepokojony, kiedy mam świadomość, że nie panuję nad wszystkim
* czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to, co się dzieje
Myślenie kategoriami ?białe? lub ?czarne?
* gdy staję wobec jakiegoś problemu, trudno mi wymyśleć więcej niż jedno rozwiązanie
* mam skłonność do myślenia w kategoriach dobro-zło
* zawsze wydaje mi się, że tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa


Zacząłem się bronić, jak wojownik walczyć o swoje zdanie. Znów pojawiły się pewne błędy. Jak każda osaczona ofiara (tak się czułem) zacząłem się bronić. Chcąc odzyskać swoje pieniądze zastosowałem chwyty poniżej pasa (choć kulturalne). Uczulony na ?grupę? źle zinterpretowałem rzeczywistość (myśląc, że ktoś mnie unika, podczas gdy był to zbieg okoliczności)? Znowu cos mi to mówi?
?nastawieni na obronę, uzależniliśmy się od stałego napięcia we wszystkich naszych sprawach?
Pozostawanie w roli ofiary
* zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję
Zdolność przetrwania
* często czuję się jak bojownik, któremu udało się przetrwać
* przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność
* nauczyłem się, że nie mogę na nikim polegać
To tyle? pomogło mi znalezienie w swoim zachowaniu cech DDA?
Darek-Codzienne zmagania
---------------------------------------------------------------------------------------------

Doświadczenia dzieci wychowujących się w rodzinach alkoholowych są różne i zależą od wielu czynników. Poszczególne osoby z rodzin dysfunkcyjnych różnią się między sobą pod względem nasilenia i rodzaju występujących problemów.
Fakt ten nie wyklucza jednak istnienia ogólnego, wspólnego dla nich wszystkich obrazu funkcjonowania. Możemy zauważyć wiele podobieństw w sferze skutków, jakie wywarła na poszczególnych jednostkach choroba alkoholowa w rodzinie.
Lista cech tworzących strukturę leżącą u podłoża zaburzeń występujących u osób wychowanych w rodzinach z problemem alkoholowym:
1. Osoby wychowane w rodzinach z problemem alkoholowym cechuje duża potrzeba perfekcjonizmu, zachowań kompulsywnych i stałego kontrolowania siebie i innych. Takie zachowania wynikają prawdopodobnie z życia w wiecznym chaosie i są próbą opanowania sytuacji.
3. Bezlitosne ocenianie siebie i innych
Skłonność do bezlitosnego oceniania siebie i innych jest pokłosiem wychowania w rodzinie, w której zabrakło zdrowych granic, rozłożenia odpowiedzialności na poszczególnych członków rodziny oraz konstruktywnych sposobów rozwiązywania problemów i prawidłowego, funkcjonalnego podziału ról i obowiązków. DDA przejawiają tendencję do negatywnego osądzania własnej osoby i rzadko koncentrują się na tym, co jest w nich wyjątkowe i dobre.  Takie doświadczenia na długo pozostają w pamięci i znacznie utrudniają adekwatne spojrzenie na siebie i otoczenie.
Z uwagi na własne doświadczenia, zgadują, co jest normalne. Ich obraz normalnej (funkcjonalnej) rodziny oparty jest na fałszywych przesłankach i w związku z tym nie jest adekwatny do rzeczywistości. Sądzą, że normalne jest wszystko to, co stanowi odwrotność stosunków panujących w ich rodzinie.
6. Stałe szukanie aprobaty
DDA nieustannie szukają wśród innych potwierdzenia i aprobaty dla własnej osoby i swoich zachowań. W związku z tym są w stanie zrobić wszystko dla innych za cenę uzyskania akceptacji i przyjaźni. Chcą być lubiani i postrzegani jako osoby potrafiące wszystkiego dopilnować i wszystko załatwić, nie zwracają przy tym uwagi na ponoszone koszty.

10. Chora wola
DDA są osobami kompulsywnymi, impulsywnymi, upartymi, zarozumiałymi, nadmiernie dramatyzującymi, kontrolującymi i mającymi trudności z podejmowaniem decyzji. Próbują kontrolować to, co nie może być kontrolowane.
11. Raczej reagowanie niż działanie
Owładnięci potrzebą nieustannej analizy ludzkich zachowań, zapominają o sobie i swoich potrzebach. Odpowiadając na zachowania innych, ograniczają czas na własne działania. Cechują się nadmiernym, pochopnym reagowaniem, często nieadekwatnym do zaistniałej sytuacji. Przyrównuje się życie DDA do następujących kolejno po sobie reakcji na zachowania otoczenia i podkreśla, że często nie ma już w nim miejsca na przejawy indywidualnych działań.
15. Poczucie inności, odmienności w stosunku do pozostałych ludzi
Już od wczesnych lat dzieciństwa, osoby wychowujące się w dysfunkcyjnych rodzinach czują się inne niż wszyscy, brakuje im typowego dla większości ludzi poczucia przynależności. Mimo, iż tego jawnie nie demonstrują, zazdroszczą innym ich ?normalności? i odczuwają złość w stosunku do tych, którzy wydają się normalni.

17. Niskie poczucie własnej wartości i zinternalizowany wstyd

Dzieci z rodzin alkoholowych czują się wybrakowane jako istoty ludzkie. Ukrywają się za takimi rolami jak Opiekun, Osoba Superodpowiedzialna, Bohater, Gwiazda, Perfekcjonista. Są perfekcjonistyczni, kontrolujący, szukający władzy, krytyczni i oceniający, wściekli, jawnie lub skrycie pogardliwi, plotkarscy i obmawiający innych.
18. Mylenie miłości z litością
Mylenie miłości z litością wiąże się ze swoistym przyciąganiem do siebie osób słabych, potrzebujących wsparcia i pomocy. W związki z takimi właśnie osobami najczęściej wchodzą DDA. Potrafią wiele ofiarować osobie, która wzbudza litość, ponieważ ?naprawa? drugiego człowieka stanowi dla nich ważne wyzwanie.
19. Nadmierna powaga albo odwrotność tego
Mamy tutaj do czynienia z dwoma skrajnościami: nadmierną powagą, odpowiedzialnością, ponurością, smutkiem i apatią towarzyską lub zdecydowaną spontanicznością, brakiem odpowiedzialności i bagatelizowaniem wszystkich, nawet wymagających poważnych rozważeń spraw.
21. Nadmierna zależność i lęk przed opuszczeniem
DDA wiążą się najczęściej z nieodpowiednimi partnerami i pozostają w destrukcyjnych, dysfunkcjonalnych związkach. Mają olbrzymie trudności z przerwaniem takich toksycznych relacji. Ten problem dotyczy nie tylko związków z ludźmi, ale również np.: nieumiejętności rezygnacji z pracy nie przynoszącej satysfakcji.
23. Zastraszenie przez złość i krytykę swojej osoby
Nie znoszą gdy ktoś ich krytykuje i złości się na nich. Aby przerwać taką sytuację są w stanie zrobić wiele, nawet kosztem własnych potrzeb.
24. Szaleństwo kontroli
DDA pozostają w niewoli kontroli ? muszą wszystko i wszystkich kontrolować, obawiają się utraty kontroli (wiąże się to z negatywnymi emocjami) i unikają sytuacji, w których nie mogą objąć nadzoru.
25. Nadmierna odpowiedzialność i nadmierna nieodpowiedzialność

DDA bardzo często popadają w skrajności. Dotyczy to również podejmowania działań. Osoby z rodzin alkoholowych albo biorą na siebie wszystko i odczuwają nadmierną odpowiedzialność za wszystko i wszystkich albo wycofują się I przerzucają całą odpowiedzialność na innych ludzi.
****************************************************
Dokonując próby podsumowania czynników warunkujących funkcjonowanie DDA, oprócz wyżej wymienionych cech, zwaraca się także uwagę na:
- lęk przed sytuacjami konfliktowymi,
- lęk przed uczuciami
- niemożność odprężenia się,
- niemożność odczucia przyjemności,
- duży samokrytycyzm,
- łatwość zaprzeczania,
-łatwiejsze odnajdowanie się w sytuacjach chaosu niż bezpieczeństwa,
- skłonność do widzenia świata w czarno-białych barwach w sytuacjach dużego napięcia psychicznego,
- częste cierpienie wywołane spóźnionym żalem
****************************************************
na podstawie opracowania
Monika Filipiak
Wyższa Szkoła Humanistyczna w Lesznie
monrek@wp.pl

189

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Zazdrosc napisał/a:

Czy moralnosc , uczciwosc, wiernosc, przyjazn, dobroc.. itd mozna rozpatrywac w kategorii czarne -biale, czy mozna nadawac jej odcienie szarosci?
Zbesztano mnie za wypowiedz cyt:
Mozna oczywiscie mowic, ze czarne jest biale, albo, ze przynajmniej ma odcienie szarosci... w tych odcieniach szarosci lamiemy nasze kregoslupy moralne, wiec czy warto?

Osobiscie jestem zwoleniczka wypracowania sobie i wpojenia moim dzieciom zasad opartych na czarne-biale po to by nie mialy watpliwosci jak droge wybrac gdy stana przed wyborem i zeby nie mialy watpliwosci, checi tlumaczenia siebie lub szukania alibii gdy zrobia zle. Ucze je przymowac porazki odpowiedzialnie i konsekwencji wobec siebie. Nie jest to bolesne bo podawane na cieplo da sie zjesc big_smile
Te same zasady stosuje wobec siebie.
Mam alergie na tlumaczenie zla, okrucienstwa, zdrady, przestepstwa etc. Uwazam, ze usprawiedliwianie "zdrajcy" i szukanie szlachetnych pobudek jakimi sie kierowal powoduje upowszechnianie zla i niemoralnego zachowania

Moze potrzeba "uszarzania" wynika z nieumiejetnosci przyznania sie do bledu, poniesienia konsekwencji i stawieniu czola wlasnym, wstydliwym zachowanoim.. nie wiem...nie rozumiem..

Szare w moim rozumieniu- to watpliwosci.
Co Wy o tym myslicie?

Przede wszystkim..
Zło i dobro to pojęcie względne.
Czytałem raz o seryjnym mordercy, który nie widział nic złego w swych uczynkach.
Po przeczytaniu jego biografii nie wiem czy miał w ogóle do czynienia z czymś co wielu ludzi określa mianem "dobra" a wręcz wątpię.
I nie chodzi mi nawet o usprawiedliwienie jego działań a raczej o przyczyny, z powodu których stał sie taki a nie inny. Czy przypadkiem nie są winni jego rodzice?
W końcu małe dziecko nie powinno oglądać znęcania się i mordowania psów..
Powinni zainteresować się, z kim się zadaje.
Ok, może i miał po części taką naturę..lecz bez oglądania tego i dowiedzeniu się, że za takie coś temu hyclowi nic nie groziło(nie poniółśł konsekwencji) nie uznałby to za normalne. Może skończyłoby się na zabawach sado-maso i ewentualnie od czasu do czasu by komuś przyłożył..lecz może nie mordował.
Każdy ma włąsny kręgosłup moralny jak widać, on miał swój.
Dla niego to było moralne.
Gdyż nie widział w tym zła.
Seks przedmałżeński wg kościoła jest zły.
Gdzie tu widzisz czarne-białe?
Zwłaszcza biorąc pod uwagę przeciwne punkty widzenia?
Co tu jest czarne a co białe i wg kogo?
Wysokie podatki są dobre dla rządu a złe dla ludzi.
Gdyby wszycy ludzie byli w rajach podatkowcyh byłoby dla społeczeństwa być może dobrze. Osobiście wolę sam decydować czy z amoje pieniądze pod moim blokiem będzie górka dla dzieci na zimę by na sankach zjeżżąły czy stał apartamentowiec prawie pusty.
Lecz jak jedni nie płacą podatków to..zwiększają się podatki dla drugich.
Co i dla kogo jest tu złe i dobre?
Łatwo odgadnąć, tylko czy czarne zawsze jest czarne a białe białe?
Jak widać nie - jest to rzecz względna.
A co do odcieni szarości..czy taką sama karę wymierzysz komuś za morderstwo i drobną kradzież(powiedzmy 5 zł)?
Ktoś popełnił większe przestępstwo a ktoś mniejsze.
Nawet w szkole nie ma ocen 0-1, tylko 1-6.
Czy tójka plus to już czarne czy już białe?
Dobra ocena to czy już zła?
Jeszcze nie czwórka, lecz więcej niż sama trójka.
Ok, inaczej.
Obcy człowiek pyta się ciebie o miejsce zamieszkania.
Mówisz prawdę - okrada cię.
Kłamiesz - nie okrada ciebie.
Powiedz mi, gdzie tu jest czarne a gdzie białe.
Mówisz prawdę czyli jesteś szczera - to się chwali, lecz..przez to domzostaje splądrowany i być może uprowadzone dziecko.
Kłamiesz - zło, nie wolno kłamać zresztą uczymy się od dziecka a przynajniej powinniśmy.
Lecz to wyjątkowy przypadek i dzięki temu chronisz swój dom i rodzinę.
Ochroniłaś czyli zrobiłaś coś dobrego, lecz skłamałaś co jest już złe.
No więc? Co jest czarne a co białe?

190 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-29 01:40:47)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
kachna66 napisał/a:

Cechy DDA w praktyce
Autor: admin.7 maja 2008


Coś się zakończyło. Po raz kolejny pokazało się moje DDA, ale tym razem, już po raz pierwszy (chyba?) było to świadome. Niestety, nie w takim znaczeniu, że świadomie podjąłem jakąś decyzję, ale ?świadome? ? bo wiem, że to moje DDA nałożyło się na moje postrzeganie sprawy. Mogę pomóc komuś pokazując na swoim konkretnym przykładzie to, jak ? tak bardzo realnie praktycznie ? funkcjonuje ktoś z DDA.

Przypadkiem zetknąłem się z pewna grupą osób. Mam sporo pomysłów, choć przyznaję, że z realizacją bywa różnie. Widząc, że moje pomysły trafiają na dobry grunt ? zaangażowałem się w to. Zgodnie z tym, co wiem o DDA ? szukałem akceptacji, kiedy więc ja otrzymałem, wpadłem po uszy. To, co robiłem dotychczas zeszło na dalszy plan.
Stworzyłem serwis internetowy. Poświęciłem na nią wiele czasu i energii. Zawsze znalazło się coś, z czego byłem niezadowolony. Widząc strony ?konkurencyjne? ? dopieszczałem swój projekt. umieściłem linki na forum, czytałem opinie. Kiedy napotykałem negatywne ? brałem to do siebie. Brzmi znajomo?
Cechy DDA: Ostra, bezlitosna samokrytyka
* jestem dla siebie najsurowszym krytykiem
* zbyt szybko się osądzam
* jestem swoim najgorszym wrogiem
Zachowania kompulsywne
* mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do pracy
?każdą krytykę traktujemy jako zagrożenie?
Uważnie wczytywałem się w opinie innych (na forum ale i w rozmowach). Garściami brałem ze swoich doświadczeń. Opracowałem wszystko od A do Z. zaproponowałem i uzyskałem akceptację kogoś, kto tym zarządzał. Poukładałem, zaprojektowałem? i zaproponowałem, że mogę być ? że chcę być redaktorem naczelnym. Słysząc ?TAK? przystąpiłem do działania tu i teraz. Okazało się, że napotkałem na opór, chociaż starałem się, by nikomu nie wchodzić w paradę. Pojawił się jednak ? nazwijmy to tak ? ?opornik?. Z pośpiechu popełniłem trochę błędów, które ?opornik? wykorzystał. Pojawił się pierwszy sygnał ? krytyka z drugiej strony. Zarzut, że biorąc poważnie deklarację ? zrobiłem coś, co wiązało się z wzięciem odpowiedzialności?
Rozmawiałem też ze znajomymi o ?oporniku?? Usłyszałem opinie, które przejąłem jako swoje ? straciłem zaufanie do ?opornika?, który ma opinie osoby idącej po trupach do celu? Białe to białe, a czarne to czarne ? w przeciwieństwie do Kaczyńskiego pozwoliłem sobie to wmówić? Znowu brzmi znajomo? Cechy DDA?
Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności
* mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko
Lęk przed utratą kontroli
* lubię, kiedy wszystko jest na swoim miejscu
* czuję się zaniepokojony, kiedy mam świadomość, że nie panuję nad wszystkim
* czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to, co się dzieje
Myślenie kategoriami ?białe? lub ?czarne?
* gdy staję wobec jakiegoś problemu, trudno mi wymyśleć więcej niż jedno rozwiązanie
* mam skłonność do myślenia w kategoriach dobro-zło
* zawsze wydaje mi się, że tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa


Zacząłem się bronić, jak wojownik walczyć o swoje zdanie. Znów pojawiły się pewne błędy. Jak każda osaczona ofiara (tak się czułem) zacząłem się bronić. Chcąc odzyskać swoje pieniądze zastosowałem chwyty poniżej pasa (choć kulturalne). Uczulony na ?grupę? źle zinterpretowałem rzeczywistość (myśląc, że ktoś mnie unika, podczas gdy był to zbieg okoliczności)? Znowu cos mi to mówi?
?nastawieni na obronę, uzależniliśmy się od stałego napięcia we wszystkich naszych sprawach?
Pozostawanie w roli ofiary
* zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję
Zdolność przetrwania
* często czuję się jak bojownik, któremu udało się przetrwać
* przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność
* nauczyłem się, że nie mogę na nikim polegać
To tyle? pomogło mi znalezienie w swoim zachowaniu cech DDA?
Darek-Codzienne zmagania
---------------------------------------------------------------------------------------------

Doświadczenia dzieci wychowujących się w rodzinach alkoholowych są różne i zależą od wielu czynników. Poszczególne osoby z rodzin dysfunkcyjnych różnią się między sobą pod względem nasilenia i rodzaju występujących problemów.
Fakt ten nie wyklucza jednak istnienia ogólnego, wspólnego dla nich wszystkich obrazu funkcjonowania. Możemy zauważyć wiele podobieństw w sferze skutków, jakie wywarła na poszczególnych jednostkach choroba alkoholowa w rodzinie.
Lista cech tworzących strukturę leżącą u podłoża zaburzeń występujących u osób wychowanych w rodzinach z problemem alkoholowym:
1. Osoby wychowane w rodzinach z problemem alkoholowym cechuje duża potrzeba perfekcjonizmu, zachowań kompulsywnych i stałego kontrolowania siebie i innych. Takie zachowania wynikają prawdopodobnie z życia w wiecznym chaosie i są próbą opanowania sytuacji.
3. Bezlitosne ocenianie siebie i innych
Skłonność do bezlitosnego oceniania siebie i innych jest pokłosiem wychowania w rodzinie, w której zabrakło zdrowych granic, rozłożenia odpowiedzialności na poszczególnych członków rodziny oraz konstruktywnych sposobów rozwiązywania problemów i prawidłowego, funkcjonalnego podziału ról i obowiązków. DDA przejawiają tendencję do negatywnego osądzania własnej osoby i rzadko koncentrują się na tym, co jest w nich wyjątkowe i dobre.  Takie doświadczenia na długo pozostają w pamięci i znacznie utrudniają adekwatne spojrzenie na siebie i otoczenie.
Z uwagi na własne doświadczenia, zgadują, co jest normalne. Ich obraz normalnej (funkcjonalnej) rodziny oparty jest na fałszywych przesłankach i w związku z tym nie jest adekwatny do rzeczywistości. Sądzą, że normalne jest wszystko to, co stanowi odwrotność stosunków panujących w ich rodzinie.
6. Stałe szukanie aprobaty
DDA nieustannie szukają wśród innych potwierdzenia i aprobaty dla własnej osoby i swoich zachowań. W związku z tym są w stanie zrobić wszystko dla innych za cenę uzyskania akceptacji i przyjaźni. Chcą być lubiani i postrzegani jako osoby potrafiące wszystkiego dopilnować i wszystko załatwić, nie zwracają przy tym uwagi na ponoszone koszty.

10. Chora wola
DDA są osobami kompulsywnymi, impulsywnymi, upartymi, zarozumiałymi, nadmiernie dramatyzującymi, kontrolującymi i mającymi trudności z podejmowaniem decyzji. Próbują kontrolować to, co nie może być kontrolowane.
11. Raczej reagowanie niż działanie
Owładnięci potrzebą nieustannej analizy ludzkich zachowań, zapominają o sobie i swoich potrzebach. Odpowiadając na zachowania innych, ograniczają czas na własne działania. Cechują się nadmiernym, pochopnym reagowaniem, często nieadekwatnym do zaistniałej sytuacji. Przyrównuje się życie DDA do następujących kolejno po sobie reakcji na zachowania otoczenia i podkreśla, że często nie ma już w nim miejsca na przejawy indywidualnych działań.
15. Poczucie inności, odmienności w stosunku do pozostałych ludzi
Już od wczesnych lat dzieciństwa, osoby wychowujące się w dysfunkcyjnych rodzinach czują się inne niż wszyscy, brakuje im typowego dla większości ludzi poczucia przynależności. Mimo, iż tego jawnie nie demonstrują, zazdroszczą innym ich ?normalności? i odczuwają złość w stosunku do tych, którzy wydają się normalni.

17. Niskie poczucie własnej wartości i zinternalizowany wstyd

Dzieci z rodzin alkoholowych czują się wybrakowane jako istoty ludzkie. Ukrywają się za takimi rolami jak Opiekun, Osoba Superodpowiedzialna, Bohater, Gwiazda, Perfekcjonista. Są perfekcjonistyczni, kontrolujący, szukający władzy, krytyczni i oceniający, wściekli, jawnie lub skrycie pogardliwi, plotkarscy i obmawiający innych.
18. Mylenie miłości z litością
Mylenie miłości z litością wiąże się ze swoistym przyciąganiem do siebie osób słabych, potrzebujących wsparcia i pomocy. W związki z takimi właśnie osobami najczęściej wchodzą DDA. Potrafią wiele ofiarować osobie, która wzbudza litość, ponieważ ?naprawa? drugiego człowieka stanowi dla nich ważne wyzwanie.
19. Nadmierna powaga albo odwrotność tego
Mamy tutaj do czynienia z dwoma skrajnościami: nadmierną powagą, odpowiedzialnością, ponurością, smutkiem i apatią towarzyską lub zdecydowaną spontanicznością, brakiem odpowiedzialności i bagatelizowaniem wszystkich, nawet wymagających poważnych rozważeń spraw.
21. Nadmierna zależność i lęk przed opuszczeniem
DDA wiążą się najczęściej z nieodpowiednimi partnerami i pozostają w destrukcyjnych, dysfunkcjonalnych związkach. Mają olbrzymie trudności z przerwaniem takich toksycznych relacji. Ten problem dotyczy nie tylko związków z ludźmi, ale również np.: nieumiejętności rezygnacji z pracy nie przynoszącej satysfakcji.
23. Zastraszenie przez złość i krytykę swojej osoby
Nie znoszą gdy ktoś ich krytykuje i złości się na nich. Aby przerwać taką sytuację są w stanie zrobić wiele, nawet kosztem własnych potrzeb.
24. Szaleństwo kontroli
DDA pozostają w niewoli kontroli ? muszą wszystko i wszystkich kontrolować, obawiają się utraty kontroli (wiąże się to z negatywnymi emocjami) i unikają sytuacji, w których nie mogą objąć nadzoru.
25. Nadmierna odpowiedzialność i nadmierna nieodpowiedzialność

DDA bardzo często popadają w skrajności. Dotyczy to również podejmowania działań. Osoby z rodzin alkoholowych albo biorą na siebie wszystko i odczuwają nadmierną odpowiedzialność za wszystko i wszystkich albo wycofują się I przerzucają całą odpowiedzialność na innych ludzi.
****************************************************
Dokonując próby podsumowania czynników warunkujących funkcjonowanie DDA, oprócz wyżej wymienionych cech, zwaraca się także uwagę na:
- lęk przed sytuacjami konfliktowymi,
- lęk przed uczuciami
- niemożność odprężenia się,
- niemożność odczucia przyjemności,
- duży samokrytycyzm,
- łatwość zaprzeczania,
-łatwiejsze odnajdowanie się w sytuacjach chaosu niż bezpieczeństwa,
- skłonność do widzenia świata w czarno-białych barwach w sytuacjach dużego napięcia psychicznego,
- częste cierpienie wywołane spóźnionym żalem
****************************************************
na podstawie opracowania
Monika Filipiak
Wyższa Szkoła Humanistyczna w Lesznie
monrek@wp.pl

Obserwacje kliniczne profesjonalnych psychoterapeutów których klientami coraz częściej są osoby z tej populacji oraz solidne badania naukowe pokazują od dawna, że wiele zjawisk zaliczanych do syndromu DDA u wielu DDA nie występuje natomiast zjawiska te nieraz występują u osób, które nie są DDA.Muszę się jednak przyznać, że to ja byłem osobą, która pod koniec lat 80 tych i później bardzo przyczyniła się do popularyzacji nazwy ?syndrom DDA? w Polsce. Nie żałuję tego i sądzę że było to kiedyś bardzo pożyteczne.

Uważam, za ważne i potrzebne rozwijanie zdolności do rozpoznawania i rozumienia tej różnorodności, nie pomijając oczywiście tego co może być podobne u różnych DDA. Jest to szczególnie ważne dla tych, którzy profesjonalnie zajmują się pomocą psychologiczną dla DDA . Powinni dostrzegać i rozumieć to co jest indywidualnie specyficznie dla ich klientów i stosownie do tego prowadzić psychoterapię. Jest to także ważne dla każdego DDA, który borykając się ze swoimi problemami powinien być zdolny do trafnego rozpoznawania tego, co naprawdę utrudnia mu zycie i nie doszukiwać się w sobie tego wszystkiego, co jest opisywane jako ?syndrom DDA?. Pomijam tez fakt, że wyjaśnianie przyczyn wszystkich trudności i problemów osobistych w dorosłym życiu przez wskazywanie na złe dzieciństwo jest często znacznym i dezorientującym uproszczeniem.

Byłoby lepiej by nazwa syndrom DDA nie była stosowana do diagnozowania konkretnych dorosłych osób, które wychowywały się w rodzinach alkoholowych. Obawiam się jednak że jej dotychczasowa popularność oraz atrakcyjność posługiwania się uproszczona wizją złożonych problemów, przedłuży ?żywotność? i popularność syndromu DDA.

Szczególnie użyteczne wydaje się poznanie i zrozumienie co najmniej trzech sfer zjawisk, które w różnych zestawieniach mogą współwystępować u różnych osób będących DDA.

Pierwsza, to obecność w psychice śladów tych doświadczeń z przeszłości, które najbardziej bezpośrednio wpływają aktualnie na emocjonalność DDA. Dotyczy to w szczególności tego co można uznać za ogniskowe tendencje do przeżywania lęku, smutku i gniewu oraz różnych form wyrażania, uśmierzania i kontrolowania tych emocji. Przykłady różnorodności DDA w tej sferze możemy dostrzec na przykładach A, B, C, D.

Życie Ani jest zdominowane przez ciągłe przeżywanie niepokoju, obaw o zdrowie własne i córeczki , martwi się nieustannie o przyszłość swego małżeństwa i gorączkowo stara się unikać jakichkolwiek sytuacji, które mogą rozdrażnić męża. Obrazy przerażających wydarzeń z dzieciństwa pojawiają się w jej wyobraźnie we śnie i na jawie a lęk jest stałym towarzyszem jej życia.

Życie Basi jest przepełnione smutkiem, często czuje się przygnębiona i wyczerpana, nie znajduje satysfakcji w pracy mimo iż jest w niej bardzo ceniona, rozstaje się z kolejnym partnerem z poczuciem że nie chce go unieszczęśliwiać swoją depresją.

Czesław od szkoły podstawowej swój strach i niepokój związany z życiem rodzinnym zagłuszał złością , której agresywne przejawy zbudowały cenną dla niego pozycję u rówieśników, jednak utrwalona tendencja do złoszczenia się psuje mu kolejne związki i tworzy problemy w pracy.

Dorota, której podwyższona wrażliwość emocjonalna koncentruje się wokół naprzemiennych stanów niepokoju i smutku, już w dzieciństwie miała swój własny i tworzony w wyobraźni świat w którym rozgrywały się różne sceny w których ludzie byli dla siebie dobrzy ale których bezpieczeństwo co i raz było zagrożone przez katastrofy i złe moce. Kreowanie tych wyobrażanych sytuacji i czuwanie by w jej ?królestwach? złe mocy nie zwyciężały, od dawna stanowi dominującą treść życia już dorosłej Doroty. Pisze wiersze i maluje obrazy ale jest samotna i uznanie dla jej twórczości nie przynosi jej satysfakcji.

Druga sfera wymagająca indywidualnego rozpoznania, to ukształtowane w zagrażających i patologicznych sytuacjach rodzinnych oraz utrwalone w umyśle i zachowaniu DDA wzorce funkcjonowania oraz ślady dziecięcych sposobów radzenia sobie z nimi. Dotyczy to w szczególności schematycznych i destrukcyjnych form relacji z samym sobą oraz relacji z innymi ludźmi a także nastawienia wobec świata, życia i przyszłości. Przykłady różnorodności DDA w tej sferze możemy dostrzec na przykładach E, F, G, H.

Ewa, która od wczesnych lat obserwowała jak ojciec poniża matkę i sama była obiektem jego wulgarnych napaści, uwewnętrzniła ojcowską wrogość i utrwalił się w niej bardzo negatywny stosunek do samej siebie. Myśli o sobie w najgorszy sposób, za najdrobniejsze niedociągnięcia się zadręcza, patrząc w lustro widzi ?ohydną brzydotę? która nie może liczyć że ktoś ją pokocha. Jest gotowa robić poniżające rzeczy by ?kupować? sobie chwilową życzliwość drugiej osoby.

Franek, który był najmłodszym dzieckiem chowającym się pod stołem w czasie licznych awantur, nie był dostrzegany przez nikogo, nikt nie zwracał na niego uwagi, nie atakował go i nie troszczył się o niego. Od wczesnych lat , przez kolejne trzy dekady swojego życia czuł się nie ważny dla samego siebie i dla innych ludzi . Poczucie, że mogło by go nie być i nikt by na to nie zwrócił uwagi, nie wzbudzało w nim silnego przygnębienia, bo wydawało mu to się prawie naturalne. Wydaje mu się, że żyje ?z przyzwyczajenia? ale nie czuje by to życie miało jakąś wartość i sens.

Grażyna, bardzo aktywnie od najmłodszych lat angażowała się w ratowanie rozpadającej się rodziny. Starała się bronić mamę przez ojcem, błagała go nie pił, opiekowała się nim gdy chorował, przynosiła mu ze szkoły najlepsze oceny i nie opuszczała jej nadzieja, że jej kolejne osiągnięcia na uczelni i w pracy zawodowej, spowodują że ojciec się zmieni , w domu będzie spokojnie a mama przestanie płakać. Jest bardzo wymagająca wobec samej siebie, nieustannie czuwa i wywiera na siebie presję by wszystko co robi było doskonałe. Nieustanna samokontrola obejmuje także jej relacje z innymi ludźmi a towarzyszące temu chroniczne napięcie jest powodem problemów zdrowotnych. Stale towarzyszy jej poczucie że ?jest coś nie tak?, że zawodzi, że z czegoś ważnego się nie wywiązuje, ze przegrywa.. ale nie rozumie dlaczego.

Hanka, jest dynamiczną i impulsywna osobą, która w dzieciństwie bardzo aktywnie włączała się w awantury między rodzicami, którzy oboje pili. Już jako dziesięciolatka rzucała się z pięściami na ojca, który jednak nigdy jej nie uderzył, tylko ze śmiechem mówił ?ta mała ma mój charakter?. Gdy dorastała zdarzało się jej uderzyć matkę i zamykać ją w domu by nie poszła po wódkę. Zycie wewnętrzne i relacje małżeńskie Hanki są bardzo burzliwe. Jej nastawienia wobec samej siebie przybierają skrajną formę. Czasem widzi siebie jako skrzywdzoną i przestraszoną ofiarę, czasem widzi w sobie potwora zdolnego do destrukcji i krzywdzenia innych. Agresywne reakcje wobec bliskich pojawiają się niemal automatycznie a kiedy zdaje sobie sprawę co zrobiła tym, których kocha, myśli o samobójstwie. Dzieci jej się boją a mąż unika.

Powyższe, wybrane spośród wielu innych, przykłady, pokazują jak różnorodnie mogą zapisywać się i wpływać na życie dorosłych ludzie doświadczenia życia ?które źle się zaczęło?. W przypadku konkretnych osób określanych jako DDA na uwagę zasługuje również trzecia sfera czynników czyli specyfika aktualnych problemów i zaburzeń, które pojawiły się jako skutki poprzednio wymienionych czynników i niepowodzeń w radzeniu sobie z nimi. Warto dostrzegać odmienność problemów przemocy w rodzinie, uzależnień, zaburzeń nerwicowych i zaburzeń osobowości, samotności i rozpadania się bliskich związków, problemów zawodowych i bytowych, poczucia braku sensu życia itp.

Te trzy sfery są oczywiście ściśle ze sobą powiązane ale uwzględnianie związanej z nimi odmienności zjawisk pomaga w rozumieniu złożoności i indywidualności poszczególnych osób. W przypadku korzystania przez DDA z profesjonalnej pomocy punktem wyjścia od którego rozpoczyna się proces pomocy jest rozpoznanie aktualnej specyfiki problemów lub zaburzeń , z którymi dana osoba się boryka. Następnie rozwija się poszukiwanie utrwalonych w psychice schematów będących przyczynami tych problemów oraz docieranie do śladów tych doświadczeń z przeszłości, które te schematy ukształtowały i tworzenie warunków by korektywne doświadczanie tych śladów uwalniało osobę spod ich wpływów.

Wydaje mi się cenne by równolegle do popularyzacji potocznych uproszczeń na temat ?cech DDA? lub ?syndromu DDA? zwiększała się gotowość i zdolność do rozpoznawania i rozumienia zarówno specyfiki jak i różnorodności tych osób, których życie źle się rozpoczęło. Bo ich życie może zmieniać się na lepsze a ślady złej przeszłości nie muszą tworzyć przeznaczenia.

Mogą podejmować w tej sprawie różnorodne starania oraz korzystać z pomocy psychologicznej.

Jerzy Mellibruda (ur. 22 lipca 1938) - profesor w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, doktor habilitowany, psycholog, specjalizujący się w problematyce uzależnień, autor licznych prac z dziedziny psychologii, w tym szczególnie problemów alkoholowych.

Ukończył studia psychologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1969, po których odbył - pod kierunkiem prof. Antoniego Kępińskiego - staż kliniczny. Pracę doktorską obronił w 1972. Był promotorem, założycielem i wieloletnim dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Jest szefem Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Jest kierownikiem Katedry Psychologii Uzależnień, Przemocy i Sytuacji Kryzysowych w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1998)[1].

- certyfikowany Psychoterapeuta i Superwizor Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, i PTPsychiatrycznego; certyfikowany Superwizor Treningów Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. certyfikowany Specjalista Psychoterapii Uzależnień i Superwizor Psychoterapii Uzależnień PARPA , specjalista psychologii klinicznej II st., dyrektor Profesjonalnej Szkoły Psychoterapii SWPS, kierownik Katedry Psychologii Uzależnień, Przemocy i Sytuacji Kryzysowych SWPS, dyrektor Instytutu Psychologii Zdrowia.

     

http://www.psychologia.edu.pl/blog/2011/04/07/29-dziecice-traumy-intrudne-ycie-nie-tylko-dda.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Mellibruda
http://www.psychoterapiawarszawa.pl/jerzy_mellibruda.html

191

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
młody stary napisał/a:

Ok, inaczej.
Obcy człowiek pyta się ciebie o miejsce zamieszkania.
Mówisz prawdę - okrada cię.
Kłamiesz - nie okrada ciebie.
Powiedz mi, gdzie tu jest czarne a gdzie białe.
Mówisz prawdę czyli jesteś szczera - to się chwali, lecz..przez to domzostaje splądrowany i być może uprowadzone dziecko.
Kłamiesz - zło, nie wolno kłamać zresztą uczymy się od dziecka a przynajniej powinniśmy.
Lecz to wyjątkowy przypadek i dzięki temu chronisz swój dom i rodzinę.
Ochroniłaś czyli zrobiłaś coś dobrego, lecz skłamałaś co jest już złe.
No więc? Co jest czarne a co białe?

Mamy problem z odpowiedzia na to pytanie gdy nie potrafimy myslec "outside the box".
Ja odpowiedzialabym:
-Obcy czlowieku, nie zanierzam klamac, wiec nie podam Ci mojego adresu.

zatem wybralam dobro.. powiedzialam prawde

192

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
Zazdrosc napisał/a:
młody stary napisał/a:

Ok, inaczej.
Obcy człowiek pyta się ciebie o miejsce zamieszkania.
Mówisz prawdę - okrada cię.
Kłamiesz - nie okrada ciebie.
Powiedz mi, gdzie tu jest czarne a gdzie białe.
Mówisz prawdę czyli jesteś szczera - to się chwali, lecz..przez to domzostaje splądrowany i być może uprowadzone dziecko.
Kłamiesz - zło, nie wolno kłamać zresztą uczymy się od dziecka a przynajniej powinniśmy.
Lecz to wyjątkowy przypadek i dzięki temu chronisz swój dom i rodzinę.
Ochroniłaś czyli zrobiłaś coś dobrego, lecz skłamałaś co jest już złe.
No więc? Co jest czarne a co białe?

Mamy problem z odpowiedzia na to pytanie gdy nie potrafimy myslec "outside the box".
Ja odpowiedzialabym:
-Obcy czlowieku, nie zanierzam klamac, wiec nie podam Ci mojego adresu.

zatem wybralam dobro.. powiedzialam prawde

Dla Ciebie to dobro - dla złodzieja niekoniecznie..
Myślę, że warto się też zastanowić nie tyle czy to co robię jest dobre czy złe - tylko czy konsekwencje mego czynu będą dobre czy złe.

Byron Katie, autorka bestsellera ?Kochaj co jest? (?Loving what is?), spotkała się raz z mężczyzną, który odsiadywał wyrok dożywocia za zamordowanie swojej żony. Autorka zapytała mężczyznę ?O czym myślałeś, kiedy posunąłeś się do działania, które sprawiło, że znalazłeś się w tym miejscu?? Skazaniec odpowiedział, że myślał, że żona go nie kocha. Wtedy Katie zadała mu pytanie ?Czy to była prawda??.
Dziesięć minut dyskusji ujawniło, że tak naprawdę żona kochała tego mężczyznę. Do tragedii doprowadziły bolesne myśli i przekonania. Kiedy podczas tej rozmowy skazaniec uświadomił to sobie, niestety było już za późno.
Autor: Ł.Wieczorek, coaching.bblog.pl

193

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
alfaalfa napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:
młody stary napisał/a:

Ok, inaczej.
Obcy człowiek pyta się ciebie o miejsce zamieszkania.
Mówisz prawdę - okrada cię.
Kłamiesz - nie okrada ciebie.
Powiedz mi, gdzie tu jest czarne a gdzie białe.
Mówisz prawdę czyli jesteś szczera - to się chwali, lecz..przez to domzostaje splądrowany i być może uprowadzone dziecko.
Kłamiesz - zło, nie wolno kłamać zresztą uczymy się od dziecka a przynajniej powinniśmy.
Lecz to wyjątkowy przypadek i dzięki temu chronisz swój dom i rodzinę.
Ochroniłaś czyli zrobiłaś coś dobrego, lecz skłamałaś co jest już złe.
No więc? Co jest czarne a co białe?

Mamy problem z odpowiedzia na to pytanie gdy nie potrafimy myslec "outside the box".
Ja odpowiedzialabym:
-Obcy czlowieku, nie zanierzam klamac, wiec nie podam Ci mojego adresu.

zatem wybralam dobro.. powiedzialam prawde

Dla Ciebie to dobro - dla złodzieja niekoniecznie..
Myślę, że warto się też zastanowić nie tyle czy to co robię jest dobre czy złe - tylko czy konsekwencje mego czynu będą dobre czy złe.

Byron Katie, autorka bestsellera ?Kochaj co jest? (?Loving what is?), spotkała się raz z mężczyzną, który odsiadywał wyrok dożywocia za zamordowanie swojej żony. Autorka zapytała mężczyznę ?O czym myślałeś, kiedy posunąłeś się do działania, które sprawiło, że znalazłeś się w tym miejscu?? Skazaniec odpowiedział, że myślał, że żona go nie kocha. Wtedy Katie zadała mu pytanie ?Czy to była prawda??.
Dziesięć minut dyskusji ujawniło, że tak naprawdę żona kochała tego mężczyznę. Do tragedii doprowadziły bolesne myśli i przekonania. Kiedy podczas tej rozmowy skazaniec uświadomił to sobie, niestety było już za późno.
Autor: Ł.Wieczorek, coaching.bblog.pl

dla zlodzieja to tez dobro. Zostal potraktowany z szacunkiem a przy okazji jakas obca rodzina z przypadkowo podanego adresu nie zostala obrabowana. Nie rozumiem jakie dobro mogloby wyniknac z oszukania go?
Mysle, ze czesc ludzi ma jakis wewnetrzny przymus do manipulowania innymi i zamiast powiedziec wprost jak sie rzeczy maja to uzywaja podstepu i klamstwa by zmanipulowac kogos do jakiegos czynu. Uwazam to za niehonorowe.
Nie musze kogos oszukac podajac falszywy adres moge powiedziec prawde. A prawda jest to, ze nie chce podac adresu. Czyz to nie proste?
To ze facet zabil zone jest zle to ze to zrozumial -dobre.
Oceniamy czyn nie czlowieka. Czlowiek jako istota omylna robi w zyciu dobre rzeczy i zle. Nikt nie jest perfekcyjnie dobry lub beznadziejnie zly. Nie powinnismy oceniac ludzi w kategorii biale-czarne

194

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Zastanawia mnie, czy statystycznie, ludzie z czarno-białym podejściem do moralności są mniej skłonni do inicjatywy, ryzyka i działania, by uniknąć konieczności konfrontacji tego czarno-białego modelu z rzeczywistością zawierającą całą gamę odcieni.

195 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-06-22 09:11:51)

Odp: Czy moralnosc ma odcienie szarosci?
ZaubererDE napisał/a:

Zastanawia mnie, czy statystycznie, ludzie z czarno-białym podejściem do moralności są mniej skłonni do inicjatywy, ryzyka i działania...

Ponieważ miałam zaszczyt poznać osobiście parę osób z dyskutantów - ZAPEWNIAM Cię, że STATYSTYCZNIE spośród NICH - WRĘCZ PRZECIWNIE! smile
Wręcz nazwałabym je ryzykantami i wyjątkowo "szalonymi" - pomimo skrystalizowanych i trwałych poglądów etycznych.
Wiesz - TO ta różnica: "moralność się MA (nawet taka Dulska posiadała wink ) a ETYKĘ się UPRAWIA" smile Nawet, jeśli jej stosowanie jest przez otoczenie przyjmowane niezbyt chętnie.

Posty [ 131 do 195 z 196 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy moralnosc ma odcienie szarosci?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024