Ja mam obecnie OCD. Może tak być, że stany depresyjne są spowodowane przeciaganiem sie innych objawow i nie radzenia sobie z nimi, wiec w sumie ciezko stwierdzic, co bylo pierwsze jajko czy kura, czy to CHAD bylo pierwsze u Ciebie, czy cos innego, np. analizujesz wciaz, jestes malo pewna siebie itp. i przez to teraz masz klopoty z nastrojem i motywacja i dostrzeganiem sensu.
Nie wiem kto* ja z tym kacem moralnym po "wyjściach" mam identycznie. To dziwne, bo jeszcze nigdy nie spotkalam sie, zeby ktos tak mial i sama sobie to tez dopiero niedawno uswiadomilam, ze tak mam. I tez nie robie nie wiadomo czego, tylko tyle, ze wypije i jestem pewna siebie, jestem taka "normalna", to sie zasmieje, to pozartuje, wygadana, to to to tamto, i nawet nie mowie niewiadomo czego, ale na nastepny dzien czuje sie tak zle, ze szkoda gadac, nawet nie majac za duzego kaca po alkoholu. Chyba to znaczy, ze na codzien zyjemy pod jakas silna presja siebie samych, nie pozwalamy sobie na "normalnosc", cos nas hamuje za bardzo i potem, jak troszke wyluzujemy to wydaje nam sie ze zrobilysmy cos strasznego... myslisz ze tak moze byc?
Tak masz rację.Cos w tym może byc. W sumie to ja juz nie wiem jak ta moja "normalnosc" wygląda. CZasem mam wrazenie ze nigdy nie jestem sobą.Sobą jestem pewnie tylko wtedy kiedy zamkne sie w pokoju i mysle... . Wychodząc do miasta zakładam maskę pewnej siebie ( dla mnie czasem nawet ogromnym stresem sa zwykle zakupy
) boję sie zeby w czyms się nie pomylic,zeby ludzie na mnie dziwnie nie patrzeli( czasem jak ide ulica mam wrazenie ze wszyscy tylko na mnie uwage zwracają) wiec stwarzam pozory pewniary, takiej osoby ktora to ma wszystko gdzies. Wychodząc do pubu zakladam maske wesolutkiej, pozytywnej i jakze pewnej siebie osoby. A w srodku czuje sie taka malutka;/Wiec zeby dodac sobie tej pewnosci zaczynam szybciutko od jednego piwa ( ktore czesto zamula wiadomo ;p ) wiec siegam po nastepne. Potem to jestem wulkanem energii, bryluje w towarzystwie czesto nawet. A to jakis dowcip powiem, a to smieje sie z byle czego, ale i porozmawiam na jakies powazne tematy i czuje ze dopiero wtedy "mam gadane" heh. I mimo ze nic naprawde głupiego nie zrobie to nastpengo dnia mi tak zle ze obłęd
. Mam podwójnego kaca doslownie. Ale moralnego,tak jakbym nie wiadomo co zrobila. Mimo ze kaca fizycznego praktycznie nie mam. Tak bylo do tej pory. Ostatnio jak gdzies wychodze i pije to juz nie czuje sie tak "pozytywnie".Teraz to juz chyba tylko mysle o "tym czyms" co mnie spotkalo. Tak jakby brutalna prawda coraz bardziej do mnie docierala-ze to moje zachowanie jest wynikiem jakiegos choróbksa ;/ Robie sie jakas nerwowa, nie moge sobie miejsca znalezc ( przynajmniej tak bylo 3 razy z rzędu teraz) i nie moge za dlugo wysiedziec wsród ludzi wiec idziemy do domu. Jutro z przyjaciółka wychodzimy.. Moj facet w delegacji wiec idziemy same. Pewnie bedzie masa znajomych wiec juz sie boje. Wiem ze nie moge wypic wiecej jak dwa piwa ( zwykle 3 mi wystarcza do tego zeby miec zajebisty humor a jak jakims cudem wleje w siebie wiecej -a tez potrafie- to juz przesada), ale teraz boje sie juz nawet wypic tych dwóch a jak nie wypije wcale to bede zamulac. Wiec i tak zle i tak niedobrze. Juz mam powiedziane ze bede pilnowana zeby nie pic za duzo. a jak sie uda to moze w ogole. Ale wątpie. Tak moze byc...zyjemy pod presją samych siebie...ech..
aaa i nie mysl sobie ze ja dobrze spie po alkoholu, bo albo sie budze pare razy w nocy albo obudze sie nad ranem i pozniej juz koniec. Oczywiscie wiadomo co robie jak nie spie heh
69 2010-11-25 16:19:24 Ostatnio edytowany przez endorfina (2010-11-25 16:21:26)
frytka292 idz do apteki po test zamiast wyczekiwać, a nie myśl nad tym co będzie póki nie będziesz wiedziec
ile wy tu produkujecie, ponadrabiam niedługo ![]()
Nieźle, mi się też zawsze wydawało, że sobą to jestem tylko w domu przy rodzicach. I że nikt mnie takiej nie zna. Rozkapryszonej jedynaczki z humorami. Bałabym się ludziom z takiej strony pokazać, z drugiej strony - to chyba normalne, że wole być miła i kulturalna - przecież tak się funkcjonuje w społeczeństwie... Czasem lubię taką "rozpieszczoną" postawę przybrać, nawet w formie pieszczotliwej, w żartach. I jest to takie moje naturalne. A przy ludziach się z tym hamuje, zgrywam poważna 24-latkę, przynajmniej próbuję
i to mnie często męczy...
Kiedyś to miałam jeszcze gorsze "schizy" odnośnie "bycia sobą"... W liceum... Przez to moja najlepsza koleżanka obraziła sie na mnie na amen. Kiedyś zaczęłam jej się zwierzać z tych moich problemów, że ja nigdy nie czuję, żebym była sobą, że na pewno gram, że w sumie to nie wiem, ale chyba tak jest...a ona mi na to, że tak naprawdę to ja jej chce pewnie wbić nóż w plecy itp itd i to był koniec. Ja tez byłam wtedy inna, często paliłam za sobą mosty, obrażałam się na amen i wyszło jak wyszło. Historia.
Alkohol. Wiesz, tak jak pisałam wcześniej, był okres, kiedy nie piłam na wyjściach i powiem Ci, że co jak co, ale takiego kaca moralnego to ja wtedy nie przeżywałam. Czułam spokój, harmonię, ale też niestety żadnych ekscytacji, żadnych dodatkowych "wrażeń". Alkohol daje mi to, że "się dzieje" jak jestem w pubie, ale potem przeżywam cały nastepny dzien, mysli, mysli, kac, sumienie - oczywiście bez powodu. No moze tez dlatego, ze jak wypije, to zdarza mi sie/zdarzalo mi sie zapalic tez i wtedy te wyrzuty sumienia byly najwieksze, bo ja sie staram od dawna nie palic i nie pale juz rok, tylko ewentualnie na "wyjściach", co mnie potem dobija, ale jak wypije, to nie umiem odmówić. No ale to inny problem. Jak bym wypiła 3 piwa to już bym miała "dobrze". Dla mnie to tak dwa... ale chcialabym umiec na jednym poprzestac, nie palic (teraz jest zakaz naszczescie heh). Moze wtedy tego kaca by nie bylo.... Ale alkohol co jak co dziala nawet w malych ilosciach na psyche, wiec jesli mamy problemy z nastrojem, to pewnie nawet niewielka ilosc moze nam cos w glowie poprzewracac, wiec moze lepiej jednak zamulac, co nie? Ale jak staralam sie nie pic, to wiesz, wcale tak nie zamulalam, jakos bylo spoko calkiem, nawet zdarzylo sie ze na dysce sie bawilam dobrze:) Sprobuj.
Dzis wychodze... ciekawe jak bedzie. Zawsze to ma byc tylko niby spacer z kolezanka, a konczy sie poworotami o 1 w nocy itp. Mam nadz, ze dzis bedzie "rozsądniej".
Ja też ostatnio chciałam zrzucić wszystko na "chorobę" jakąś tam, te CHAD chociażby, ale nie rób tak. Dla psychologa i tak nie jest do konca najweazniejsze jaka kto ma diagnoze, terapia polega na pracy nad soba bez wzgledu na to czy to jest to czy tamto i w zalozeniach terapii jest to, ze czlowiek moze wyjsc ze swoich problemow zmieniajac niekiedy tylko (i az) swoj sposob myslenia...
Z tym Twoim spaniem to rzeczywiście niepokojące...Niby po alko sie śpi... Hmm. Chociaż, jeśli aż takie napiecia i emocje w środku są, w sumie po takim wyjsciu kac juz mnie zaczyna lapac przed snem ;0
Heh, ja po alkoholu nawet jak zasypiam o 5 nad ranem to budze sie tak jakbym poszła spać o północy:P dlatego po imprezie musze mieć cnajmniej dzien przerwy by się normalnie wyspać.
I również zamulam jak wypiję, co mi przeszkadza bawić sie tak dobrze jak inni.
Odnośnie tematu ciężko mi napisać coś sensownego, gdyż mam ten sam problem. I też nie umiem sobie z nim poradzić. Obyśmy kiedyś wszytskie wkońcu znalazły to,czego pragniemy ![]()
73 2010-11-25 20:33:54 Ostatnio edytowany przez frytka292 (2010-11-25 20:36:25)
czytalam na necie jakies sposoby na wywolanie okresu. wzielam te 2 polopiryny.niby to ma odblokowac okres. na nastepny dzien nie dostalam okresu ale pomyslalam sobie ze na nastepny dzien jednak go kupie. ze smutku opilam sie i wieczorem dostalam okres ale z podwojna sila wycieku !!! tampony co 4 godz zmieniac musialam- powinnam miec ulge ale przed tym po pijaku napisalam do "ojca nie doszlego dziecka " i wczoraj dzwonil do mnie ze zawalu serca chcial o mnie dostac i bardzo chcial ze mna rozmawiac ale ze ja zajeta w pracy bylam to powiedzialam mu zeby za godz zadzwonil i nie zadzwonil do dzis. i znow mam depresje ze wykorzystal i zostawil jak szma** .... tak jak wy mam juz od kilka lat problem ze soba... raz jestem normalna, szczesliwa, pobudzona, pewna siebie a innym razem bierze mnie chandra.... mam juz ja 2 mies
nie umiem sobie poradzic.
patrze na siebie widze w lusterku ladna dziewczyne - ale nikt nie chce jej
mysle inni maja gorsze problemy, choroby, nie szczescia - ja jednak czuje sie staro, brak mi energii, czuje ze na tym swiecie nie ma polowki dla mnie, ze bede sama, bezdzietna, do konca zycia jak palec....
pech, klatwa nade mna ciazy???? caly czas po gorke... ze wszystkim
w domu zle relacje z ojcem, w pracy bardzo fatalnie ![]()
wróciłam sobie z tego wyjscia. jest 1:30. No coment. Było fajnie, owszem. Były piwa i drink. Był papieros. Jest kacyk i bedzie jutro. W trakcie "wyjścia"pisałam z moim "lubym", był miły ogolnie bardzo, ale cos o kontuzji jakiejs pisal i ze na razie nie za bardzo mozemy sie spotkac, ale jak tylko wroci do normy, to sobie odbijemy czy cos w tym guście... obrocilam to wszystko w zart, pozartowalam jeszcze troche o czyms innym, ale wiem, z ejakbym nie byla na imprezie to bym chyba mu nie darowala, ze on chocby i z kontuzją nie chce sie ze mna spotkac (sic!)...wiem, glupotki pisze, wybaczcie....;(
No to zaszalałas hehe
. Tak swoją drogą... ile Wy już czasu razem? ;> i nie rozumiem tego ze "cos wspomniał o kontuzji..." skoro jestescie razem to Ty nic nie wiesz? ;> jak to tam jest? :)mam nadzieję ze nie mialas tego cholernego kaca az tak duzego ;/. " Po pijaku " to tez albo bym mu wojne zrobila ( zresztą tez robię) a na trzezwo żaluje albo bym to w zart obrócila. Dziś ja wychodze. Limit 2 piwa hehe. Jedyne czym sie pocieszam to to ze palenie rzucilam jakis niecaly rok temu choc ostatnio przy tych stresach mam ochote zajarac ale jakos daje rade. Po prostu strulam sie raz konkretnie papierosikami
. A i nie piszesz głupotek
Ja to rozumiem :)Pozdrówka
Nie wiem kto* a czytałaś moją jeszcze poprzednią wiadomość... Bo tam się trochę więcej "sprodukowałam" ![]()
a no faktycznie
sorki najmocniej...wypadło mi to dzis z głowy ...jestem rozkojarzona ...wsio rozumiem ![]()
NotAgirlNotYetAwoman, nie wiem kto* przeczytałam wasze posty i widzę wiele wspólnego począwszy od rodziny bo 'ktoś zawsze był lepszy', z nastojami bywa różnie, ale może nie będe sie o tym rozpisywać bo same doskonale wiecie jak to jest. objawy typu bóle żołądka czy serca to 'normalne' mi do tej pory serce wali jak oszalałe, nie zaleznie od tego czy siedze czy stoje czy coś robie. zrobiłam wszystkie możliwe badania i nic mi nie dolega anatomicznie. rozumiem opory z pójściem do lekarza, z diagnozowaniem, mnie na początku zmuszano wręcz do tego, więc opór był jeszcze silniejszy. na początku pewna pani chciała mi wypisać kilka leków i na tym koniec. przeraziłam się strasznie, ze Bóg wie co mi jest, nie wykupiłam tych recept. nic się nie zmieniało, ale po dłuzszym czasie sama umówiłam się na wizyte z psychologiem. okazało się, że leki mi nie potrzebne, po coś one są, ale docelowo nie leczą, dostałam jedynie później coś doraźnego, ale wziełam bodajze tylko raz jedna tabletke kiedy już byłam mega zdenerwowana. korzystam z terapii, byłam bardzo sceptycznie do tego nastawiona, nie wierzyłam i przez to moje nastawienie przez długi czas to nie przynosiło efektów, czułam się gorsza, słaba, nie lubie okazywać słabości podobnie jak wy. ale teraz widzę znaczne postepy, jeszcze pare mesięcy temu uwazałam, że te 'postepy' to nic, ale dostrzegam, że się zmieniłam, moje myślenie trochę się zmieniło bo o nie tu właśnie się rozchodzi, ale jeszcze potrzeba czasu bym osiągneła to co chcę.
Nie wiem kto, teraz zobaczyłam, że ja Ci nie odpisałam na jedną wiadomość, więc to zrobię teraz, bo mi trochę brakuję tej naszej wymiany wiadomości
Otóż z tym chłopakiem to taka sms-owa znajomość, a raz na jakiś czas sie spotykamy. Niby razem, a jednak osobno. Pisałam mu nie raz, że chciałabym się częściej spotykać, ale on, jakby wciąż trzyma dystans. Wiem, że mu się podobam, usłyszałam juz wiele miłych slów z jego ust, nie raz pisał mi, że jestem dla niego ważna. Może to brzmieć, jakbym się tylko tak łudziła, no ale też za każdym razem jak się spotkamy jest bardzo fajnie i miło... Wiem też, że nie ma żadnej innej ważniejszej dziewczyny w jego życiu (nikt go nigdy nie widział z dziewczyną inną, ja też, a zaznaczam, że mieszkamy w tym samym mieście, a jego znajoma powiedziała mi kiedyś też, że jestem pierwszą dziewczyną, z którą widziałą, że się całuje, a zna go b. długo....). Także taka sytuacja. Nie podejrzewam, żeby był gejem :PPP bo takie rzeczy się czuje myslę...
Jest z jego strony jednak jakis dystans, taka niechęć do zbytniego "wprowadzania mnie" w jego świat. Tak w ogóle, to sie juz tu o tej mojej sytuacji bardzo dużo rozpisywałam, także nie mam potrzeby o tym zbytnio dłużej rozmawiać (może się boje komentarzy
), w każdym razie napisałam Ci jak jest.
Jeśli chodzi o kaca, to niby nie był duży, ale niestety następnego dnia (piątek zeszły) miałam takiego doła, że szok. Siedziałą i płakałam. Znów była rozmowa z rodzicami, znów mama była załamana tym, co mówiłam. Totalna deprecha. Płacz, załamka. Powiedziałąm rodzicom, że mam myśli "s". Także jak widać, alkohol mi nie służy chyba jednak. Fakt faktem, że miałam też dostać miesiączkę i pewnie na ten mój stan złożyły się też objawy PMS (a miewiam na 2 tyg przed takie, też już o tym tu się rozpisywałam). No ale teraz jest już lepiej. Tylko, że jestem chora, jakiś wirus mnie dopadł.
A jak Twoje piątkowe wyjście się udało? Jak się czułaś? Pozdrawiam Cię serdecznie, mam nadz., że tu jeszcze zajrzysz....
Hej
Przykro mi ze miałąs taką doline;/ i mysli "s". Ale rozumiem ze to tylko w piątek bylo najgorzej i "te myśli" pojawily sie tyko w w ten wlasnie dzien...?
Co do mojego piątkowego wyjscia to... wyszlam z przyjaciółą i nasza "nową" kolezanką do pubu. Tak jak pisalam wtedy - nie moglam wypic wiecej niz 2 piwa. No i nie wypilam i co? Trche zamulałam. Niby bylo ok, miło itd ale mi cos nie tak;/ Mialam momenty ze wybuchalam smiechem ale bylam jakas nerwowa. Nie bylam tez pijana ale troszke juz zaczynalo mi "szumiec" . W sobote rano jakos wstalałam po 6 bo musialam isc do pracy i bylo ok. W miare upływu dnia bylo mi coraz gorzej;/. Zaczely sie analizy minionego wieczoru. No i zle
. A bo to nie zachowywalam sie tak jakbym chciala a bo jak skonczyly nam sie tematy do rozmowy to nie umialam znalezc nowych i "nakrecac imprezy" na pewno ta dziewczyna sie z nami męczyla ,tematy byly naciągane itd itp. Schizy takie że zal. Opowiedzialam o tym wieczorze chlopakowi bo akurat w sobote wrócil z delegacji i tłumaczyl mi ze na pewno bylo ok i ja przesadzam ze to nie tylko ode mnie zalezy czy spotkanie bedzie udane czy nie. Przyjaciolka tlumaczy to samo. Ale do mnie jak do sciany
. Po poludniu rozpacz bo bylo zle i w ogole jest sobota i chyba musze więcej wypic zeby odreagowac i zapomniec. na poczatku byla mowa ze sobote spedzamy w domu ale jednak chęc wyjscia do ludzi zwyciężyla. Spotkalismy sie całą paczka w pubie i byla swietna impreza. Ale rzecz jasna nie obylo sie bez alkoholu -5 piw!!! Jak dla mnie to duuzo. Ale odziwo...niedziele przezylam spokojnie. Staralam sie nie nakrecac. Pomogl mi tez moj facet. Udalo mi sie. aa i tez od paru dni zażywam sobie jakies "specyfiki"ziołowe na uspokojenie. Wiesz bez recepty, cos takiego zeby troche wyciszalo. Moze tez to mi pomoglo-nie wiem. Bylo ok to wczoraj . DZis w nocy płacz bo zanou cos zaczelam sobie roic:(. Nie pytaj juz co bo to smieszne i oczywiste-a bo to pewnie wszyscy dookola mnie sciemniaja ze jestem tak wazna dla nich ze nie robie nic wartosciowego itd itp. I dzis mam dzien do d***. Wyjatkowo facet moj wraca dzis z delegacji ale postanowil sobie w sobote wyjechac z kumplami do Krakowa na caly dzien i wrocici w niedziele. Ok niech jedzie. Niech sie uwolni choc na jakis czas ode mnie, niech sie zabawi tak jak On chce. Nie mam zamiaru zabraniac. Pytal czy sie zgadzam.POwiedzialam ze sam musi wiedziec co zrobic. Nic na sile. Nie jestem zla na Niego-naprawde:).
Jesli chodzi o Ciebie i ta sprawe z chłopakiem... a moze On boi sie tego wszystkiego, moze ma dystans bo nie potrafilby sie do konca w tym wszystkim odnalezc? Moze postarajcie umowic sie na jakąs konkretna rozmowe albo cos...
Pozdrawiam ciepło ![]()
Chyba rzeczywiście nie ma sensu tego aż tak analizować, czy się zachowywałaś tak, jakbyś chciała, czy też nie, że mogłaś inaczej, że to i tamto... bo to do niczego nie doprowadzi. Lepiej dać sobie na luz... i być taka, jaka Cie natura stworzyła... Łatwo pisać
. A ja się tak sobie czuje, niby mam przebłyski, ale juz dziś też płakałam, bo jak sobie wypisałam listę rzeczy do załatwienia włącznie z takimi, które wisza nade mną od dłuższego czasu, to sie załamałam, że nie wiem w co ręce włożyć. Wszystko niby ważne. Jak zaczne jedno, to wyklucza drugie i tak to jest - eh.
Masz racje mysle, że on po prostu moze taki jest, bo nie umie sie odnalezc w sytuacji "związek"/"mam dziewczyne". W takiej sytuacji to chyba nawet rozmowa nie pomoze, bo co, ja mu moge co najwyzej powiedziec, ze ja bym miala takie a takie oczekiwania (zreszta juz troche bylo takich rozmow), a on, ze ma tak i tak i co - rozstac sie na amen, zerwac kontakt - nie chcę tego;) choc sie czasem mecze. Ale juz kiedys i to nie raz musialam zerwac na amen kontakt z kims, kogo "kochalam", a przynajmniej do kogo mnie choler*** ciągnelo, to byla wyzsza koniecznosc i nie chcialabym teraz znow tego robic, wole juz zeby to sie samo rozwialo, jesli mialoby tak to sie skonczyc... Wczoraj napisal mi niby w zartach, ze moglby sie teraz ze mna czesciej spotykac, ale ze ja nie chce to i coz
Bo ja mu biadolilam ze siedze w domu i sie zle czuje, nic nie robiac, i nawet nie ma z kim sie spotkacm, bo wszyscy pracuja... No i niby tak mi napisal ze tak. Z checia bym go zaprosila do domu na herbatke, ale sie boje.... wstydze sie, to glupie, wiem, ale boje sie jego opinii. Bylam u niego kiedys, on u mnie nie. Mam w domu zwierzeta i sie wstydze, ze on pomysli, ze u mnie nie jest zbyt estetycznie, on ma w domu raczej czyściutko i w ogole jest taki "czyściutki", co zawsze mi sie podobalo w nim.... glupie wiem. Jest dla mnie mily, wymieniamy dziesiatki smsow, ale w sumie sie nie znamy za dobrze, a mnie do niego b. ciagnie i chaialbym go poznac lepiej. Choc wiem, ze to moze zweryfikowac sprawe w ten sposob, ze okaze sie ze to nie to...obawiam sie jednak ze ja sie moge zakochac, nawet jak cos bedzie nie tak i bede cierpiec, ale coz.
Nie wiem kto, bardzo fajnie, ze masz takie wsparcie ze strony swojego faceta. Moze czasem czujesz, ze Cie tak nie zrozumie jak kobieta, ale facet ma troche inne myslenie niz kobieta i to co on robi wzgledem Ciebie, to naprawde cenne ![]()
82 2010-12-03 15:32:04 Ostatnio edytowany przez judka1301 (2010-12-03 15:34:26)
nie, lekarz tego na pewno za Ciebie nie zrobi bo on od tego nie jest, z jego pomocą przy odrobinie chęci Ty to zrobisz, małymi krokami, odkryjesz swój cel etc. wszystko jest w Twoich rękach. Poza tym jak ktoś czegoś nie próbował to skąd może wiedzieć czy to działa
Do lenka22:
Ja też jestem tego zdania co Endorfina. Ja też miałam takie myśli, czarne, że wszystko już nie ma sensu, czułam się jak w pułapce, jak w klatce bez wyjścia. Od września chodzę na terapię, pani psycholog mi bardzo pomogła. Nie przyszło to szybko, ale i tak jak na terapię jest dobrze. W ogóle to moja psychoterapeutka zajmuje się terapią krótkoterminową. Mamy grudzień, czyli 3 miesiące terapii mam za sobą i jest dużo lepiej. Jeszcze od czasu do czasu mam przebłyski złych myśli ale są krótkie, nie trwają tydzień czy więcej jak kiedyś. Nie boję się bać. Tak bym to powiedziała. Bo kiedy nachodzą nas lęki, to jest całkiem normalne, tak ma każdy człowiek, bez lęku nie da się żyć wbrew pozorom. Lęk nas chroni przed niebezpieczeństwami. Wcześniej bałam się, że się boję, tak po prostu i dlatego lęki się nasilały. Teraz z pomocą mojej psychoterapeutki dużo zrozumiałam. Lęki są dużo mniejsze i rzadsze. Zrozumiałam i zaakceptowałam je, tak że z czasem w ogóle pewnie nie będę na nie zwracała uwagi.
Radziłabym Ci pójść do dobrego/ej psychoterapeuta/ki. Uwierz mi, że tylko taki lekarz jest Ci w stanie pomóc. Wiem, że masz takie myśli, że Ci nie pomoże już nic. Ja też tak miałam, ale się miło zdziwiłam jakie cuda potrafią zdziałać psychoterapeuci.