W innym wątku ci napisałem dlasczego nie pogadamy sobie. Tu powtorzę:
doszedłem do wniosku, że z nawiedzonym prostakiem, nie mającym elementarnej wiedzy, dyskusja jest bez sensu. Jeśli masz ochotę rozmawiać w ten sposób - zarzucając rozmówcom bezpodstawnie kłamstwa itp. to idź na forum prostykołek.pl. Do niewidzenia.
Owszem. Gdyby ktoś chciał odpowiedzieć rzeczowo, a nie tylko pokrzyczeć "prostak prostak", to czekam.
Zainteresowanym przypomnę: byliśmy przy ogólnej zasadzie, która ateistom każe wymagać od innych dowodu, gdy sami siedzą wygodnie w fotelach wierząc w swe mniemania zupełnie bezkrytycznie.
Zdaniem ateistów obowiązek dowodzenia jest po stronie osoby, która formułuje twierdzenie pozytywne, na temat istnienia, nie trzeba zaś - zdaniem ateistów - dowodzić tez, niezależnie od tego jak daleko idących, które mówią o nieistnieniu.
Na prostym przykładzie pokazałem, że tezę nietrudno przeformułować z negatywnej na pozytywną. Jeśli jest tu jakaś konsekwentna osoba, przekonana, że powinno się dowodzić tylko twierdzeń pozytywnych, proszę dowieść następującego:
Istnieje co najmniej jeden świat, w którym Bóg się nie objawił, nie umarł na krzyży za ludzkie grzechy i na który nie przyjdzie powtórnie, by sądzić żywych i umarłych.
Ja zaś, trzymając się bzdurnej zasady kolegi Lupusa, nie będę musiał dowodzić, że taki świat nie istnieje (to jest: we wszystkich Bóg był). Zauważmy przy tym, że pozwoliłem tu sobie na mocniejsze twierdzenie "Bóg się objawił w każdym świecie i wszędzie umarł na krzyżu", ale wyraziłem je w taki sposób, by zrzucić ciężar dowodzenia na oponentów. Mam nadzieję, że teraz jałowość tego działania ateistów stała się jasna. ![]()
Widzisz problem polega na tym, że jesteś jakims filozofem i próbujesz zasady tej pseudonauki wprowadzić do badań przyrodniczych. A bzdura.
264 2011-08-07 16:49:25 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-07 16:50:10)
1. Nie jestem filozofem, znam się na metodologii nauk. ![]()
2. Metodologia nauk to nie bzdura, a również nauka.
Oczywiście może tobie wystarczają przesłanki. To znaczy nie chcesz, by ktoś wymagał dowodu, a jedynie poprzestawał na potwierdzeniu kilkoma obserwacjami i już. Mam nadzieję rozumiesz, że to osłabia twoje twierdzenia? Są one wtedy niedowiedzione na twoje własne życzenie. Większości ludzi wystarcza intuicja, gdybyś to powiedział - miałbyś rację, ale większość ludzi nie ma o nauce pojęcia i większość ludzi popełnia błędy. Metodologia zaś dba o to, by błędy eliminować. W nauce myśli mają być maksymalnie pewne, celowe jest także określanie stopnia pewności, jaki się udało uzyskać.
W przypadku dowodu pewność jest stuprocentowa. Nie 99,99%. Jest stuprocentowa. Oczywiście nie wszystko nazwane dowodem jest nim - ludzie są omylni. Ale część tego, co nazwiemy dowodem, nie jest nim na pewno. I przy użyciu prostych metod można to sprawdzić.
Na przykład nie jest dowiedziona żadna teza, jeśli da się wymyślić dowolną inną, która pozostaje niesprzeczna z danymi (na przykład z wynikami obserwacji).
Tak zatem długo, jak istnienie Boga pozostanie niesprzeczne z dowolnymi danymi (a pozostanie na zawsze), tak długo nieudowodniona pozostanie teza, że Boga nie ma. Przypominam: tezę da się inaczej sformułować, możemy mówić "istnieje świat, w którym Bóg nie umarł na krzyżu" i tej tezie zaprzeczać.
Tak czy inaczej - w naukach argumentuje się zawsze. W ŻADNEJ nauce nie zostawia się argumentacji oponentom "to on powinien coś udowodnić". Każde twierdzenie, niezależnie od użytych zwrotów, by być twierdzeniem potrzebuje dowodu. Bez dowodu jest tezą. Wypowiedzią.
3. Jeśli nie chcesz pisać, skończ naciskać klawisze. Mówisz, że nie będziesz rozmawiać, piszesz o mnie zamiast na temat, rozmawiasz - czyli kłamiesz.
Ciekawe jakich nauk, bo w mojej dziedzinie, to pitolisz bez sensu. Nawet nie mam zamiaru wgłębiać się w twoje filozofie, bo to bezsensowne rozmywanie tematu.
266 2011-08-07 17:07:21 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-07 17:32:35)
A jakaż to dziedzina mistrzu, w której się nie dowodzi tez, tylko tak sobie atakuje ludzi religijnych?
Powiedz mi. ![]()
Gdzie nie trzeba dowodzić tego, co się twierdzi?
Gdzie się poprzestaje na "ty udowodnij, ty udowodnij"? Podaj jakieś dane. Może cię tego uczą w szkole? Daj namiary na szkołę, ja chętnie sprawdzę, czy mnie tam nazwą pitolącym bez sensu. A może raczej uciekniesz w całkowitą anonimowość za głową wilka?
Taki trochę Oz jesteś. ![]()
(Przy okazji - niezbyt znasz język polski. Mówiłeś, że są ludzie, którzy piszą tak źle, że muszą się godzić byś ty im teksty redagował? Biedacy!)
267 2011-08-08 00:45:01 Ostatnio edytowany przez Oen_242 (2011-08-08 00:46:29)
Gdzie się poprzestaje na "ty udowodnij, ty udowodnij"?
Wszedzie tam, gdzie istnieja choc troche myslacy ludzie. Jesli ktos Ci powie, ze wierzy w istnienie krasnoludkow oczywistym jest, ze poprosisz go o jakies dowody, a nie bedziesz robil z siebie idiote i udowadnial mu, ze kransoludki nie istnieja (bo jest to oczywiste dla kazdego).
Pyta się pseudoracjonalista pseudoanalityka:
- Widzisz las?
- Niestety. Drzewa zasłaniają.
I jeżdżą tak sobie po lesie lat już tysiące w poszukiwaniu... lasu. O ile obok takich "organoleptycznych" metod badawczych człowieka z Epoki Brązu można było przejść z politowaniem, o tyle w XXI wieku, w nadchodzącej wkrótce Erze Wodnika - erze trzeźwości intelektu, na takie pobłażanie miejsca być nie może. Należy GŁUPCOM WYKRZYKIWAĆ JAWNIE W TWARZ ICH GŁUPOTĘ I WALCZYĆ Z NIĄ CHOCIAŻBY MIECZEM, gdyż ta "niczym puszczona samopas po farmie świnia, stratuje uprawne grządki" i na długie stulecia przychamuje rozumowy renesans. Biblioteka Aleksandryjska spłonęła między inymi właśnie przez głupich ludzi, na swych popiołach wyhodowując rzesze "światłych ciemniaków"...
****************** Jeżdzących po lesie w poszukiwaniu... lasu. *******************
Mój udział w tej dyskusji uważam za zakończony.
Wszedzie tam, gdzie istnieja choc troche myslacy ludzie. Jesli ktos Ci powie, ze wierzy w istnienie krasnoludkow oczywistym jest, ze poprosisz go o jakies dowody, a nie bedziesz robil z siebie idiote i udowadnial mu, ze kransoludki nie istnieja (bo jest to oczywiste dla kazdego).
Jak widać nie dla każdego.
heathcliff napisał/a:Gdzie się poprzestaje na "ty udowodnij, ty udowodnij"?
Wszedzie tam, gdzie istnieja choc troche myslacy ludzie. Jesli ktos Ci powie, ze wierzy w istnienie krasnoludkow oczywistym jest, ze poprosisz go o jakies dowody, a nie bedziesz robil z siebie idiote i udowadnial mu, ze kransoludki nie istnieja (bo jest to oczywiste dla kazdego).
Czyli mówisz o krasnoludkologii? Bo ja o nauce. W nauce dowodzi się tego, co się twierdzi. I jeśli ktoś zacznie mówić "nie istnieją krasnoludki", jakby mówił tezę naukową np. w biologii, to będzie tę tezę musiał udowodnić. Nauka może się czymś nie zajmować - wówczas nie formułuje ŻADNEJ tezy. Brak krasnoludków zakładają ludzie we własnym zakresie, żadna nauka poza krasnoludkologią nie formułuje tez na ich temat.
Gdyby zaś twierdzić, że nie istnieje życie w kosmosie, nie istnieje woda na jakiejś planecie, nie istnieje życie oparte na krzemie, nie istnieje prędkość większa od prędkości światła, nie istnieje na Ziemi drugi gatunek człowieka etc, to każde z tych stwierdzeń należy udowodnić, inaczej jest tylko hipotezą. Naukowcy bynajmniej nie czekają z założonymi rękami "ha, to pokaż mi coś szybszego od światła" albo "ha, to przynieś mi wodę z tej planety". Naukowcy dowodzą tego, co twierdzą.
Nauka może się czymś nie zajmować - wówczas nie formułuje ŻADNEJ tezy.
To nie oznacza automatycznego przyjecia, ze cos istnieje badz jest realne. Dlatego nauka zajmuje sie hipotetycznymi, ale w jakims minimalnym stopniu prawdopodobnymi kwestiami typu wspomniana predkosc wieksza od predkosci swiatla, a nie zajmuje sie bogiem, bo nie mozna zajmowac sie tym, co nie istnieje.
272 2011-08-08 18:43:55 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-08 18:49:16)
Nauka zajmuje się tym, co jest jej przedmiotem badań. Biologia nie zajmuje się prędkością światła. Fizyka się nią zajmuje. Żadna z nauk nie zajmuje się krasnoludkami. Tylko teologia zajmuje się Bogiem. W związku z tym żadna nauka nie mówi nic o krasnoludkach. Na pewno nikt się w nauce nie bawi w zakładanie bez dowodu, że krasnoludki są lub że ich nie ma.
Podobnie nikt poza teologami nie zajmuje się w nauce dociekaniem czy Bóg jest czy nie. Nie dlatego, że naukowcy uznali, że nie będą się zajmować nieistniejącym. Nie zajmują się Bogiem, bo mają inne rejony działań. I już. Ani nie twierdzą, że Bóg jest, ani, że Boga nie ma. To po prostu stwierdzenia zupełnie niezwiązane z działalnością naukową poza teologią.
Gdy biolog, matematyk, filolog, fizyk czy historyk mówi, że Boga nie ma (lub że Bóg jest) wyraża swoje własne przekonania bez jakiegokolwiek związku z nauką, którą się zajmuje.
Przy okazji jeszcze taki drobny fakt: prawdopodobieństwo to pojęcie matematyczne. Nie ma żadnych naukowych podstaw, by twierdzić, że istnienie Boga jest prawdopodobne lub nieprawdopodobne. Nie ma żadnej matematycznej podstawy określania takiego prawdopodobieństwa. Może się komuś wydawać, że jest tak lub inaczej - znów to kwestia prywatnej wiary. Rachunek prawdopodobieństwa, nauka, nie zajmuje się badaniem prawdopodobieństwa stwierdzeń metafizycznych, niezależnie od tego czy są wyrażone przez "coś istnieje" czy "coś nie istnieje". To znów nie jest obszar badań nauki.
Bardzo ważny w nauce jest jednak brak uprzedzeń. Ani biolog nie twierdzi, że nie będzie badał czegoś biologicznego "bo mu się wydaje nieprawdopodobne", ani matematyk nie przestaje badań "bo nie wierzy, że coś może być prawdą". Naukowcy badają bez wcześniejszych uprzedzeń rzeczywistość. Historyk, który przestaje badać, bo wierzy, że z góry wie, co znajdzie, jest nazywany wróżką. Prawdziwy historyk sprawdza, co znajdzie, a nie bawi się w zgadywanie wcześniej.
Wiele razy w historii nie chciano z powodu uprzedzeń przyjąć wyników. Na przykład teoria Einsteina była wymysłem Żyda, a genetyka przeczyła poglądom marksistów. Uprzedzenia za każdym razem hamowały naukę. Naukowiec powinien być wolny. Jeśli odkryje krasnoludki - uzna krasnoludki. Naukowiec dochodzi do prawdy, a nie tylko stara się potwierdzać to, w co wierzy wcześniej.
Z metodologii nauk empirycznych polecam Poppera, a następnie krytykę Lakatosa, Kuhna i Feyerabenda. Naukowiec powinien mieć wolność, nie wytyczne od ideologów. ![]()
Innymi slowy mozna przyjac za prawdopodobne istnienie najwiekszej bzdury jaka ktos moze sobie wymyslic jesli akurat nauka sie nia nie zajmuje. Zaiste, genialne wytlumaczenie.
Moge Ci zdradzic w najwiekszej tajemnicy, ze nieistnienie kransoludkow, to nie jest moja prywatna wiara. To jest - o zgrozo! - fakt.
274 2011-08-08 21:27:42 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-08 21:42:46)
Mówiąc, że mówienie o prawdopodobieństwie jest tu bezzasadne, nie żartowałem.
Nauka nie ocenia prawdopodobieństw pewnych zdarzeń, bo się nie da. Prawdopodobieństwo się wylicza, a gdy nie ma danych, to lepiej o prawdopodobieństwie nie mówić. Dlaczego uparcie używasz słownictwa związanego z rachunkiem prawdopodobieństwa tam, gdzie rachunek prawdopodobieństwa nie ma zastosowania?
Nieistnienia krasnoludków nikt nie dowiódł, w związku z tym nie mówiłoby się w nauce, że to fakt, gdyby się w nauce mówiło o krasnoludkach.
Istnienie krasnoludków, gdyby mówiono o nich w nauce, byłoby hipotezą, identycznie jak ich nieistnienie. Istnienia dowiodłaby* pierwsza niepodważalna obserwacja krasnoludka, nieistnienia pierwsza niepodważalna obserwacja wszechświata w całości, podczas której nie zaobserwowano by krasnoludka. Do tego czasu - hipotezy. ![]()
Natomiast sformułuję pewną myśl, która być może jest dla niektórych zaskakująca: niezależnie od tego, jak niezgodne z intuicją byłyby odkryte w nauce zjawiska czy prawa, przyjmuje się je, jeśli oczywiście nie budzą wątpliwości użyte metody i nie podejrzewa się błędów czy oszustwa. Intuicja na przykład niezbyt chce się zgodzić z prostym faktem, że jeden elektron w pojedynczej chwili przelatywać może dwiema różnymi szczelinami jednocześnie. Cóż, w nauce na szczęście nie powiedziano "to absurdalne" czy też "to największa bzdura, jaką słyszałem", albo "ludzie myślący w to nie uwierzą", po prostu to sprawdzono.
Intuicja myli. Oczywiście człowiekowi trudno z niej zrezygnować i jest gotów swą intuicję mylić z faktami czy nauką. Polecane pozycje na temat filozofii nauki mówią między innymi o uteoretyzowaniu obserwacji, czyli ludzkiej niezdolności do niemieszania własnych zapatrywań w obiektywne, wydawałoby się, doświadczenia. Z wpływem uprzedzeń jednak się walczy. I już choćby fizyka kwantowa pokazuje, że intuicyjne branie czegoś za niemożliwe może mylić. ![]()
Naukowe (psychologiczne) stwierdzenie, że intuicja myli, ma przy okazji dobre uzasadnienie. Pokazano na wielu przykładach mechanizmy powodujące, że człowiek jest w stanie unikać sprawdzania teorii, gdy obawia się, że wynik nie będzie po jego myśli. Bardzo wiele osób w życiu codziennym unika konfrontacji swoich przekonań z rzeczywistością, by chronić te przekonania.
Ludzie nie dowodzą braku krasnoludków, nie dowodzą słuszności swych przekonań politycznych czy ekonomicznych. Wyrażają pewność, że mają rację, jednak nie zdradzają najmniejszej chęci szukania naukowego dowodu.
W tym jest wyjątkowość nauki - jest ona w większości szukaniem dowodu, uzasadnienia, prawdy, choćby wbrew intuicji i wcześniejszym przekonaniom. ![]()
---
*-nie ma niepodważalnych obserwacji, więc w tym przypadku nie mówilibyśmy o dowodzie. To takie zastrzeżenie, skoro już się ściśle wyrażamy. Natomiast w nauce dość istotna jest też efektywność, stąd obserwacja wykonana zgodnie z przyjętymi regułami owocowałaby UZNANIEM w nauce jej wyników. Uznanie nie jest pewnością, jest praktycznym włączeniem w teorię, braniem pod uwagę.
Post nie związany z tematem.
Moderatorka-apoteoza
O, widzę że profesor atakuje każdy wątek religijny oprócz tego w którym zostawiłam mu odpowiedź... Ciekawe dlaczego?
nie atakuje ,tylko polemizuje.widocznie czekasz w kolejce na odpowioedz:-)
Mniejsza, pozwolę sobie po raz drugi zadać pytania które zostały zignorowane: Co jest złego w tym że ktoś wierzy i jaki masz cel w tym aby wszystkich na siłę przekonywać do tego że nikt inny tylko Ty masz rację?
sam jestem wierzacy ale inaczej niz Pani. Widze,ze moj przekaz został zle odebrany.Probuje przekonac ludzi ,ze nie ma prawdziwej religii bo takie sa fakty.to sie nazywa oswiecanie.To,ze nie ma boskiej religii -prawdziwej to wiem z religioznawstwa.
Oen_242 napisał/a:Mahtob napisał/a:Mniejsza, pozwolę sobie po raz drugi zadać pytania które zostały zignorowane: Co jest złego w tym że ktoś wierzy i jaki masz cel w tym aby wszystkich na siłę przekonywać do tego że nikt inny tylko Ty masz rację?
Co prawda pytanie nie bylo bezposrednio do mnie, ale co tam: nie ma nic zlego w tym, ze ktos sobie wierzy w cokolwiek pod warunkiem, ze wiara nie zabiera mu zdrowego rozsadku. To, ze ktos w cokolwiek wierzy (np. w istnienie krasnoludkow) nie oznacza, ze to cos staje sie chociaz w minimalnym stopniu realne, prawdziwe.
No to rozumiem. Ale moim zdaniem to nie było tu jeszcze osoby która pod wpływem religii by straciła zdolność logicznego myślenia.
a widziała Pani co sie działo na krakowskim przedmiesciu?
słyszała Pani co zrobił norweg Anders z powodow religiijnych?
A nawet jeśli to już jego sprawa. Sam sobie wybrał taki styl życia. Ciekawe czy Tobie by było tak miło gdyby ktoś stwierdził że straciłeś zdrowy rozsądek i na siłę próbował zmienić Twój światopogląd.
wszystko ok,po za tym ,że religijnosci sie nie wybira ,tak jak i osobowosci.religijnosc determinuja nastepujace czynniki;
1aktywnosc osrodka w mozgu odpowiadajacego za przezycia duchowe.
2genetyka
3cechy charakteru
4typ osobowoscci
5srodowisko zycia
6wychowanie w rodzinie
7doswiadczenia zyciowe
8inteligencja
9wykształcenie
A jeśli w coś wierzysz to staje się to realne dla Ciebie. Jest wielu ludzi którzy tracąc wiarę w Boga tracą wszystko, bo zostali tak doświadczeni w życiu że jedyne co im zostało to wierzyć że jest w tym jakiś cel. Więc dlaczego im to zabierać? Ani Cię to nie ubogaci ani przez to nie zbiedniejesz.
wiara samam w sobie nie jest irracjonalna. gorzej jest juz z przesadna religijnosci a sama religijnosc wyewoluowała nie bez powodu. Pomaga słabym jednostkom w przezyciu.
Owszem. Gdyby ktoś chciał odpowiedzieć rzeczowo, a nie tylko pokrzyczeć "prostak prostak", to czekam.
Zainteresowanym przypomnę: byliśmy przy ogólnej zasadzie, która ateistom każe wymagać od innych dowodu, gdy sami siedzą wygodnie w fotelach wierząc w swe mniemania zupełnie bezkrytycznie.
Zdaniem ateistów obowiązek dowodzenia jest po stronie osoby, która formułuje twierdzenie pozytywne, na temat istnienia, nie trzeba zaś - zdaniem ateistów - dowodzić tez, niezależnie od tego jak daleko idących, które mówią o nieistnieniu.Na prostym przykładzie pokazałem, że tezę nietrudno przeformułować z negatywnej na pozytywną. Jeśli jest tu jakaś konsekwentna osoba, przekonana, że powinno się dowodzić tylko twierdzeń pozytywnych, proszę dowieść następującego:
Istnieje co najmniej jeden świat, w którym Bóg się nie objawił, nie umarł na krzyży za ludzkie grzechy i na który nie przyjdzie powtórnie, by sądzić żywych i umarłych.
Ja zaś, trzymając się bzdurnej zasady kolegi Lupusa, nie będę musiał dowodzić, że taki świat nie istnieje (to jest: we wszystkich Bóg był). Zauważmy przy tym, że pozwoliłem tu sobie na mocniejsze twierdzenie "Bóg się objawił w każdym świecie i wszędzie umarł na krzyżu", ale wyraziłem je w taki sposób, by zrzucić ciężar dowodzenia na oponentów. Mam nadzieję, że teraz jałowość tego działania ateistów stała się jasna.
panski post wygral w kategorii "bełkot w nieznanym jezyku"
Kochani wykłócacie się o to kto ma rację. Ale powiem raz jeszcze (bo w innym wątku już coś podobnego napisałam), każdy ateista w chwili śmierci będzie zazdrościł nam- wierzącym
W trakcie życia które tak szybko mija fajnie jest się wymądrzać i głośno wykrzykiwać JESTEM ATEISTĄ!! Fajnie jest się nabijać z ludzi, którzy zdaniem ateisty marnują swoje życie na modlitwy i ogólnie przestrzeganie zasad, które nam naznaczył ukochany Jezus Chrystus.
Fajnie tak cieszyć się życiem i zabawiać się nim cały czas, gorzej gdy życie dobiega końca...
Mam więc pytanie do niewierzących: Co będzie po życiu?.... Wiem,wiem nie będzie nic, albo będziemy w innym wymiarze,albo wogóle kosmos...
Jestem przekonana, że każdy z nas przed śmiercią będzie przerażony, a przysłowiowy ateista będzie w tej chwili zazdrościł nam wiary ![]()
Na szczęście Bóg jest miłosierny i wystarczy,ze na łożu śmierci grzesznik poprosi Boga o pomoc,to Bóg nasz najukochańszy nie zostawi;) Nawet tych naszych kochanych ateistów ![]()
A co do tematu wątku, to jak już wiadomo ja wierzę
I chyba bym pękła z żalu i rozpaczy gdybym w nic nie wierzyła ![]()
Niestety ja jestem dość słaba psychcznie i łatwo można mnie zranić, nie raz tego doświadczałam i nie raz przez to miałam naprawdę czarne myśli... gdyby nie świadomość, że Pan nasz najsłodszy mnie kocha, to raczej by mnie już tu chyba z nami nie było
Albo bym była w psychiatryku ![]()
W każdym razie Na nasze szczęście Bóg kocha nas wszystkich
Nawet tych naszych forumowych niewierzących awanturników ![]()
Pozdrawiam!! ![]()
278 2011-11-26 13:05:13 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-11-26 13:06:21)
elutka86 - moim zdaniem chwila śmierci szybko mija. Chyba w którymś odcinku "House'a" właśnie tak argumentowano, po co się martwić tym, co się pomyśli w godzinie śmierci, skoro to chwila. Lepiej dbać o życie. ![]()
Piszesz, że ateista będzie zazdrościł wierzącym wiary. Którym wierzącym? Buddystom? Muzułmanom? Protestantom?
Na łożu śmierci Wolter został zapytany przez duchownego, czy wyrzeka się Szatana. Odpowiedź brzmiała "Spokojnie, dobry człowieku, to nie czas na robienie sobie wrogów".
To raczej pokazuje, że można się w chwili śmierci zupełnie religią nie przejmować i całkiem udanie sobie z niej kpić. ![]()
279 2011-11-26 19:30:07 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-11-26 19:31:21)
Heathcliff byłam pewna, że od razu mi odpiszesz
Nie wazne czy Buddysta czy Protestant ważne, że gdy człowiek ma nadzieję i w coś wierzy to śmierć nie jest straszna ![]()
A wręcz śmierć jest czymś długo wyczekiwanym ![]()
Jestem pewna, że gdy nadejdzie taka pora inaczej będziesz myślał i pomodlę się dziś o to przed spaniem ![]()
Tzn absolutnie nie o śmierć!! Ale o Twoje nawrócenie
O przejżenie na oczy ![]()
elutka86 - ach, to ktoś Ci nakłamał, że jestem ateistą? ![]()
Haha a to przepraszam
I tak się pomodlę na wszelki wypadek ![]()
282 2011-11-26 20:38:08 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-11-26 20:40:19)
elutka86 - Dziękuję. Ja za Ciebie też, choć jeszcze nie wiem, do kogo.
Ale w zasadzie po co nadzieja, że coś tam jest? Śmierci, po której nic nie ma, nie trzeba się bać. Czemu niby? Piekła się można obawiać, a nicości nie można. ![]()
No i jeszcze pomyślałem właśnie, że temat tego wątku jest beznadziejny. W zasadzie to niegrzeczne wymagać od Boga pomocy gdy się wierzy, że stworzył góry i pluszcze.
283 2011-11-26 20:43:15 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-11-26 20:48:24)
Dziękuję ![]()
Wiesz może i masz rację
Ale czyż nie lepiej by się człowiek poczuł na łożu śmierci ze świadomością, że teraz czeka go nagroda za trudności i wyrzeczenia?
No i, że teraz to się dopiero zacznie Raj
A nie taka smutna nicość ![]()
Nie rozumiem, dlaczego niegrzeczny?
elutka86, ja nie wiem. Myślę, że jeśli człowiek myśli na łożu śmierci o swoich grzechach, to gdy stwierdzi, że Bóg jest, to raczej się nie cieszy (myśli, że go czeka Piekło), a wystarczy brak wiary i już się człowiek z grzechów cieszy. ![]()
Haha dobra metoda
Ale na pocieszenie powiem Ci, że Bóg jest nieskończoną miłością, i największemu bandycie wybaczy na łożu śmierci
Wystarczy, że Go o to poprosimy ![]()
Ahh fajnie mieć takiego Boga prawda? ![]()
elutka86 - to jest zabawne, co piszesz. Właściwie pogląd, że
a) zbawienie jest pewne
b) zbawienie jest niezależne od człowieka, a z góry ustalone przez Boga
prowadził już w historii do różnych dziwnych ludzkich zachowań.
Ludzie sobie pozwalali na wszystko, bo cokolwiek zrobili i tak już nie mogli sobie zaszkodzić. ![]()
Jeśli Bóg wybacza każdemu, to całe istnienie Piekła jest nieuzasadnione i niezbyt dobrze świadczy o Bogu.
Ale załóżmy, że Bóg nie każdemu wybacza. Czyli są sobie w Niebie dobrzy ludzie i podobno się cieszą, choć ich bracia lub matki smażą się w Piekle. Ja nie wiem, jak Niebo może być Niebem, póki istnieje Piekło. ![]()
Może mi to kiedyś ktoś wyjaśni.
Wydaje mi się, że nie każdy ma szczęście umrzeć powolną śmiercią
I niestety nie każdy ma szanse zdążyć pogodzić się z Bogiem ![]()
Poza tym myślę, że w Niebie nie ma rodzin itp. i ponad wszystko jest miłość Boża
Dusza może poprostu nie myśli o biedakach w piekle ![]()
Ehh nie wiem
Mój umysł jest zbyt malutki by pojąć to wszystko ![]()
Jednak wierzę w to
Poza tym słyszałam o tym, że podczas sądu ostatecznego Bóg wypuści szatana który będzie próbował nas kusić i welu na jego zaproszenie pójdzie za nim...
Niestety szatan jest przebiegly i różne metody będzie stosował
Ohh mam nadzieję, że nie damy się nabrać na jego zachętę... ![]()
Ale dla Ciebie to już wogóle abstrakcja
I myślisz pewnie, że "gadasz" z wariatką ![]()
elutka86 - dlaczego? Przez Szatana? Nic podobnego, ja bardzo lubię Szatana.
Brr samo to, że piszesz o nim z dużej litery jest dla mnie odrażające
![]()
O masz! Oglądaj "Mam Talent"
Właśnie grupa śpiewała pieśń religijną
haha I babka powiedziała bardzo mądrze, ich pieśń przedstawiała najpopularniejszy bestseller na Świecie
Pismo Święte ![]()
elutka86 - Pismo Święte do świetny komentarz do "Kodu Leonarda da Vinci" (na podstawie strony Nowy Pompon). Rozszerza liczne wątki, wprowadza nowych bohaterów i pozwala dłużej cieszyć się powieścią.
Natomiast Szatan to dla mnie byt osobowy, więc jest uzasadnienie dla pisania go z wielkiej litery. A na przykład nie ma uzasadnienia, by z wielkiej litery pisać buddystów.
W ogóle Szatan w wielu powieściach ciekawie występuje. Może nawet założę wątek, najlepsze książki na temat Szatana, zła, demonów i sił piekielnych? Hm.
A wiesz mój drogi Twoje życie i Ty możesz robić ze swoim wolnym czasem co tylko zechcesz ![]()
Chociaż z drugiej strony, lepszy wróg znany prawda? ![]()
elutka86 - to jest zabawne, co piszesz. Właściwie pogląd, że
a) zbawienie jest pewne
b) zbawienie jest niezależne od człowieka, a z góry ustalone przez Boga
prowadził już w historii do różnych dziwnych ludzkich zachowań.Ludzie sobie pozwalali na wszystko, bo cokolwiek zrobili i tak już nie mogli sobie zaszkodzić.
Jeśli Bóg wybacza każdemu, to całe istnienie Piekła jest nieuzasadnione i niezbyt dobrze świadczy o Bogu.
Ale załóżmy, że Bóg nie każdemu wybacza. Czyli są sobie w Niebie dobrzy ludzie i podobno się cieszą, choć ich bracia lub matki smażą się w Piekle. Ja nie wiem, jak Niebo może być Niebem, póki istnieje Piekło.
Może mi to kiedyś ktoś wyjaśni.
Zbawienie nie jest pewne. Na zbawienie trzeba zasłużyć sobie dając świadectwo podczas życia. Niemniej, co zadziwia w religii zbawienie można uzyskać będąc całe życie grzesznikiem. Dlaczego?
Bóg jest Bogiem, on stworzył ludzi, a nie ludzie Boga.
Ludzie nie muszą i nie wiedzą, kim jest Bóg i jakie ma plany.
Ludzie myślą swoim ludzkim rozumem o samych sobie i naginają, że Bóg myśli podobnie jak ludzie, a nie musi.
Bóg myśleć może w zupełnie inny sposób.
Bóg dał ludziom wolną wolę, postępują jak chcą - mogą żyć dobrze, słuchać przykazań, ale i mogą żyć wg zasad złych. Każdemu jednak człowiekowi daje szansę. Nie odrzuca kogoś, bo ktoś zgrzeszył. Po to jest wyznanie grzechów, prawdziwy żal za to, pokuta. Polecam obejrzeć film Misja, tam pokazano, że człowiek może się zmienić. Każda zbłąkana owieczka ma szansę wrócić do Boga.
Pewne jest, że w chwili śmierci nie ma ludzi twardych. Ludzie czują ogromny strach, że za chwilę nadejdzie koniec ich egzystencji, nadejdzie kres rozmów, myśli, widzenia... Nie wierzę w bajki Voltera. Bo kto mi udowodni, że właśnie tak powiedział, jak podaje kolega? Że nawet jeśli tak powiedział, to pomyślał tak. Książki, zapiski? A nawet jeśli powiedział, to czy powiedział tak Stwórcy? Wątpię. Był tylko prochem i w proch się obrócił.
Uważam, że w chwili śmierci każdy z nas staje przed Bogiem. Wtedy decyduje się co z nim będzie. Wtedy padają pytania - kim byłeś i jak żyłeś? wtedy każdy ma szansę na powrót do Boga.
A Bóg odkryje łatwo czy mówisz prawdę, czy tylko ze strachu.
To, że rodzina, mąż, żona, dziecko smaży w piekle... Co z tego. Czy w niebie muszą istnieć więzi rodzinne, czy musisz zdawać sprawę, że rodzinę się miało. A może to nowa droga, narodzenie na nowo zupełnie... Piekło istnieje, jak istnieje Niebo, jak istnieje Bóg i jak istniejemy my - a my jesteśmy kim w porównaniu z wiecznością...? Prochem.
Tyle ode mnie.
Zico - to, czy zbawienie jest pewne, to już kwestia religii, wyznania, ewentualnie herezji. Zbawienie zależne od ludzi powoduje pytania o granice bożego miłosierdzia i egoizm zbawionych. ![]()
Natomiast zupełnie nie jest pewne, że w chwili śmierci nie ma ludzi twardych. Skoro są, to raczej niemożliwe jest, że ich nie ma.
Oczywiście możesz nie wierzyć w przekaz na temat Woltera, ale uzasadnienie tego brakiem dowodów jest nieszczęśliwe, w końcu kto Ci udowodnił, że Bóg jest, albo kto Ci udowodnił, że nie ma ludzi twardych w chwili śmierci? Ot, bez dowodów wierzysz w jedno, a chcesz dowodów przy drugim - konkretnie wierzysz w to, co Ci pasuje a dowodów chcesz tam, gdzie przestaje pasować. Prawda, że nieszczęśliwe?
Oczywiście w Niebie nie muszą istnieć więzi rodzinne. Czemu zbawieni nie mieliby się naśmiewać z potępionych, pluć na nich, grać w kości o ich szaty i takie tam? W końcu zamysły Boga mogą być niejasne, więc nie ma nic dziwnego w tym, że zbawieni wydawać się nam będą ostatnimi chamami szydzącymi z własnych potępionych dzieci, trzeba wierzyć, że to jest dobre i po prostu nie rozumiemy zamysłów.
Na szczęście nie mam większych szans na Niebo (może forumowa koleżanka nie wymodli).
294 2011-11-27 22:03:47 Ostatnio edytowany przez Zico (2011-11-27 22:05:37)
Zico - to, czy zbawienie jest pewne, to już kwestia religii, wyznania, ewentualnie herezji. Zbawienie zależne od ludzi powoduje pytania o granice bożego miłosierdzia i egoizm zbawionych.
Natomiast zupełnie nie jest pewne, że w chwili śmierci nie ma ludzi twardych. Skoro są, to raczej niemożliwe jest, że ich nie ma.
Oczywiście możesz nie wierzyć w przekaz na temat Woltera, ale uzasadnienie tego brakiem dowodów jest nieszczęśliwe, w końcu kto Ci udowodnił, że Bóg jest, albo kto Ci udowodnił, że nie ma ludzi twardych w chwili śmierci? Ot, bez dowodów wierzysz w jedno, a chcesz dowodów przy drugim - konkretnie wierzysz w to, co Ci pasuje a dowodów chcesz tam, gdzie przestaje pasować. Prawda, że nieszczęśliwe?
Hmm, moje myślenie nie jest nieszczęśliwe. Za to sam zauważ jakie jest twoje - zarzucasz mi, że wierzę w Boga bez dowodów, ale nie wierzę ludziom bez dowodów. Wynika więc jasno, że Ty wierzysz bez dowodów w Boga i wierzysz bez dowodów ludziom - jesteś człowiekiem głębokiej więc wiary
Jeśli się mylę - podaj mi dowody na istnienie Boga, jak i słowa owe Voltera.
To dość prosty zabieg. Rozmówca mówi jakąś tezę - zaprzeczam jej. Ja mówię co myślę. Ty zaprzeczasz zgodnie z zasadą swoją. Ja mówię jeśli A to A, ty - udowodnij mi, że A to A, a jeśli nie, to się mylisz. Nie żądaj więc od kogoś dowodów, że A to A, lecz sam udowodnij że A to B.
Poza tym - jeśli wierzę w Boga, a nie wierzę w słowa Voltera, to zupełnie normalne. Ja i Volter i ty jesteśmy ludźmi, myślimy po ludzku. Stawianie na równi wiary w Boga i słowa nieżyjącego dawno Voltera - dość kontrowersyjne - nie sądzisz.
Jeśli się mylę - udowodnij mi, że Volter mówił prawdę, a Bóg nie istnieje.
Piszesz co Ci pasuje, chcesz od kogoś dowodów, a sam może byś je podał. Prawda, że nieszczęśliwe?
Ps. Ciekawi mnie zdanie twoje - Czy oskarżający oskarżonemu powinien jego winę udowodnić, czy oskarżony oskarżającemu swą niewinność...
Oczywiście w Niebie nie muszą istnieć więzi rodzinne. Czemu zbawieni nie mieliby się naśmiewać z potępionych, pluć na nich, grać w kości o ich szaty i takie tam? W końcu zamysły Boga mogą być niejasne, więc nie ma nic dziwnego w tym, że zbawieni wydawać się nam będą ostatnimi chamami szydzącymi z własnych potępionych dzieci, trzeba wierzyć, że to jest dobre i po prostu nie rozumiemy zamysłów.
Na szczęście nie mam większych szans na Niebo (może forumowa koleżanka nie wymodli).
Wydaje mi się, że tylko ty tak myślisz lub tobie podobni. Do tego ironicznie i prześmiewczo. Nie czytasz, co się pisze, a pomijasz i wstawiasz swoje myśli. Nie uważam, by w niebie ludzie mieli swoje ziemskie małostki, swoje ziemskie złośliwości. Chyba, że podając nam ten tekst pomyliło Ci się Niebo z Piekłem.
Ps. Forumowa koleżanka, na pewno przed obliczem Boga dostanie za to plus ![]()
295 2011-11-28 09:06:28 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-11-28 09:20:27)
Hmm, moje myślenie nie jest nieszczęśliwe. Za to sam zauważ jakie jest twoje - zarzucasz mi, że wierzę w Boga bez dowodów, ale nie wierzę ludziom bez dowodów.
Ależ naginasz.
Jeśli wierzysz w Boga, to komu wierzysz?
Pewnie, że ludziom, którzy o Bogu opowiedzieli. Zatem wierzysz ludziom w skomplikowane relacje o Bogu, a nie wierzysz ludziom w proste relacje o tym, że można nie beczeć w chwili śmierci.
Wynika więc jasno, że Ty wierzysz bez dowodów w Boga i wierzysz bez dowodów ludziom - jesteś człowiekiem głębokiej więc wiary
Jeśli się mylę - podaj mi dowody na istnienie Boga, jak i słowa owe Voltera.
Ja wierzę w dużo rzeczy, oczywiście.
Zresztą, mało to osób przyjęło śmierć godnie? I na szubienicy, i na wojnie, i we własnym łóżku? Setki, tysiące relacji o godnej śmierci, ale nie wierzysz? Ja wierzę, gdybym nie wierzył w setki i tysiące relacji o godnej śmierci, tym bardziej nie wierzyłbym w parę relacji o przenikaniu przez drzwi i chodzeniu po wodzie.
To dość prosty zabieg. Rozmówca mówi jakąś tezę - zaprzeczam jej. Ja mówię co myślę. Ty zaprzeczasz zgodnie z zasadą swoją. Ja mówię jeśli A to A, ty - udowodnij mi, że A to A, a jeśli nie, to się mylisz. Nie żądaj więc od kogoś dowodów, że A to A, lecz sam udowodnij że A to B.
To dość prosty zabieg, choć nieuczciwy. ![]()
Jeśli ktoś wymaga dowodów dla przyjęcia jakiejś myśli (A), to ja pytam, dlaczego nie wymaga dowodów dla przyjęcia tej myśli, którą już przyjął (B).
Nie ma tu myśli postaci "X to Y".
Nie ma też podstaw, byś swoje myśli przedstawiał jako "A to A".
Masz pewne poglądy przyjęte bez dowodów, a innych myśli nie przyjmujesz, bo są bez dowodów. ![]()
Ja nie powiedziałem nigdzie, że przyjmuję tylko stwierdzenia dowiedzione. Natomiast odrzucam te, których fałszywość dowiedziono i przyjmuję te, których prawdziwość dowiedziono. Ekonomicznie stawiam proste prawdy przed skomplikowanymi i jeśli widzę dziecko nad rozbitą szklanką, raczej przyjmę bez dowodu, że dziecko szklankę stłukło, niż że Syn Boży zstąpił na Ziemię, żył, nauczał, cudów dokonywał, a wskrzeszony Łazarz zbił dziecku szklankę i zniknął.
Tam, gdzie nie ma dowodów prawdziwości i fałszywości kierujemy się wiarą. Tylko z Twojej wiary wynika, że tysiące relacji o godnej ludzkiej śmierci to wszystko kłamstwa. Dość mocny zarzut. Powiedz mi, czy oskarżeni o kłamstwa mają dowodzić swojej niewinności, czy może oskarżyciel powinien im udowodnić winę?
Aha, oskarżyciel w dowodach nie opiera się oczywiście na swojej wierze "bo moim zdaniem nie można w chwili śmierci...", ale jakoś poważniej rozumuje. ![]()
Poza tym - jeśli wierzę w Boga, a nie wierzę w słowa Voltera, to zupełnie normalne. Ja i Volter i ty jesteśmy ludźmi, myślimy po ludzku. Stawianie na równi wiary w Boga i słowa nieżyjącego dawno Voltera - dość kontrowersyjne - nie sądzisz.
Absolutnie nie kontrowersyjne, bo w Boga też wierzysz po ludzku. Wiara w Boga nie jest czymś, co robi Bóg.
Ty, jako człowiek, wierzysz w coś na temat Boga i w coś na temat Woltera (po francusku Voltaire'a), w jedno i w drugie bez dowodów, ale jednak w przypadku Boga myślisz "tak się działo", a w przypadku pisarza myślisz "tak się nie działo". Wolno. Ja tylko mówię, że niektóre rzeczy nieekonomiczne przyjmujesz bez dowodów, a ekonomicznych tak przyjmować nie chcesz. ![]()
Piszesz co Ci pasuje, chcesz od kogoś dowodów, a sam może byś je podał. Prawda, że nieszczęśliwe?
Tak oto czynnik religijny zaburza czytanie. Ja tylko zauważyłem, że znikąd nagle chcesz dowodu. Skoro wierzysz w Boga, to znaczy, że przez niemałą część życia chłonąłeś stwierdzenia bez dowodów. A tu nagle jedna prosta myśl i mówisz, że chcesz dowodu. Ty go chcesz. Wróć do postu #292 i przeczytaj, że pytasz "kto udowodni".
Zatem piszesz, co Ci pasuje (że Bóg i takie tam), a od innych chcesz dowodów.
Ty, nie ja. Prawda, że nieszczęśliwe!
(Ale śmieszne)
Ty wymagałeś dowodu w sprawie Woltera, nie ja. Ja stwierdziłem, że nagle wymagasz dowodu w prostej sprawie, gdy nie wymagałeś go tam, gdzie chodziło o Boga. Ba, bez dowodu przyjmiesz, że Wolter śmierci się bał, czemu? Bez dowodu to robisz. Przyjmujesz w sprawie śmierci Woltera pogląd i przyjmujesz bez dowodu. Rozumiesz? Nie mówisz "nie wiem, jak było z Wolterem". Mówisz, że wiesz, jak było, że nie było twardych w chwili śmierci. Bez dowodu?
Tyle pisałem. Nie wymagam nigdzie dowodów.
Chciałbym przeczytać odpowiedź, skąd ta różnica standardów - że póki Ci coś pasuje, to ani myśli o dowodzie mieć nie będziesz, za zaczynasz o dowód pytać, gdy przestaje pasować? ![]()
Ps. Ciekawi mnie zdanie twoje - Czy oskarżający oskarżonemu powinien jego winę udowodnić, czy oskarżony oskarżającemu swą niewinność...
Ja wierzę w domniemanie niewinności. A ty?
Wydaje mi się, że tylko ty tak myślisz lub tobie podobni. Do tego ironicznie i prześmiewczo. Nie czytasz, co się pisze, a pomijasz i wstawiasz swoje myśli. Nie uważam, by w niebie ludzie mieli swoje ziemskie małostki, swoje ziemskie złośliwości. Chyba, że podając nam ten tekst pomyliło Ci się Niebo z Piekłem.
Ps. Forumowa koleżanka, na pewno przed obliczem Boga dostanie za to plus
Wydaje mi się, że tylko ja i ludzie podobni do mnie (czyli myślący mózgiem, a nie trzustką czy piętą) tak właśnie myślą. Tu się zgadzamy. ![]()
Jeszcze raz Ci wyjaśnię słowo pisane:
Ludzie religijni, w tym najwyraźniej ty, tłumaczą wiele spraw "bo nie rozumiemy zamysłów Boga". To bardzo niekonstruktywny argument.
Dowód
Jeśli sobie zamienimy Niebo i Piekło miejscami w myślowym eksperymencie, nie wiemy, dlaczego w Niebie ludzie smażą się w kotłach (świetne wyobrażenie, naprawdę lubię dawne freski). Ale nie musimy rozumieć, wszak "nie rozumiemy zamysłów Boga".
Innymi słowy, gdyby tę regułę stosować konsekwentnie, można o Bogu powiedzieć wszystko, a jeśli wyjdą głupoty, dodać "bo nie rozumiemy zamysłów Boga".
Co należało udowodnić. ![]()
Gdy coś wynika z jakiejś starej pisaniny, na przykład Biblii, to religijni mówią "to jest napisane w Biblii" (niektórzy mówią "to pisze w Biblii", bo nie znają polskiego). Gdy nie wynika, wystarczy powiedzieć "nie rozumiesz", prawda?
Żydzi przed wiekami mogli dowolne żarty w Biblię wkleić, nieważne, istnieje dziś argument "bo nie rozumiemy zamysłów Boga".
Stąd przykład: w Niebie sobie święci siedzą z laskami (płatnymi), ćpają, a Bóg zapewnia im zdrowie i wolność od chorób wenerycznych. Śmieci, odpady, brudne majtki i co tylko zrzuca się ludziom w Piekle na głowy. Ludzie w piekle tłoczą się w tych śmieciach na stojąco, nawet wstrzemięźliwych dopadają choroby weneryczne, wszystkich boli. Oddający się uciechom w Niebie rodzice naśmiewają się z pierwszych objawów syfilisu u dzieci.
I co? Taką wizję da się uzasadnić pięknym argumentem "bo nie rozumiemy Bożych zamysłów". ![]()
Ja się uczciwie przyznaję, że nie rozumiem. Wydawało mi się zawsze, że kochający (i zasługujący na Niebo) rodzic bardzo współczułby dziecku, cierpiał wraz z dzieckiem wszelkie piekielne katusze. Jeśli tak nie jest, to zbliżamy się, zbliżamy, do powyższej wizji, bo Bóg, w ramach tajemniczych planów, zrywa więzi rodzinne, ogranicza współczucie, pozwala tym dobrym nie żałować tych złych. Choć na Ziemi dobrzy oddawali nieraz życie za innych, w Niebie im pewnie nie wolno pocierpieć trochę za innych ludzi. Cieszą się zatem, choć wszystko, co dobre było na Ziemi, musieli zostawić przed bramami Nieba? ![]()
Tak, ludzie podobni do mnie demagogii religijnej nie lubią.
----
Jeśli czytanie znów zostanie przez czynnik religijny zaburzone:
Pytałem, czemu dla jednych myśli dowodu wymagasz, dla innych nie. ![]()
Nie wymagam od ciebie dowodów. Proszę tylko o odpowiedź, czemu tam, gdzie mamy tysiące (a pewnie i miliony) relacji o godnej śmierci ludzi wszelkich wyznań, ateistów, satanistów, agnostyków, deistów, teistów, panteistów, politeistów, marksistów, mechanicystów, fizykalistów, materialistów etc, bardzo gładko przepuszczasz bez dowodu stwierdzenie, że wszelkie relacje kłamią (oskarżasz o kłamstwo bez dowodu), a wierzysz w tezy o Bogu (choć różne religie stawiają przeróżne tezy, choć świadectw jest o wiele mniej i wymagają one wiary w zjawiska sprzeczne z codziennym doświadczeniem)?
![]()
296 2011-11-28 09:39:24 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-11-28 09:43:04)
Zico serce mi urosło!!!
Dziękuję ![]()
Ja dyskutować na ten temat nie będę bo to będzie spór a nie dyskusja
Ja nie mam wystarczających dowodów na istnienie Boga (Błogosławiony kto nie widział a uwierzył), a Heathcliff nie ma wystarczających dowodów na nieistnienie Boga ![]()
Ja ze swoją wiarą jestem szczęśliwa i same cuda dzieją się wokół mnie ![]()
Natomiast niewierzący nie zauważa tych małych cudów, tylko jęczy w kółko, że nic nie dzieje się po jego myśli ![]()
elutka86 - jakie cuda dzieją się wokół Ciebie?
Najróżniejsze
To są takie prywatne małe cuda
Coś o co długo się modlę spełnia się
Moich rodziców trudna sytuacja życiowa, nagle się poprawia. Ktoś się nawraca i otwiera swoje serce
itp. Dużo by opowiadać ![]()
elutka86 - gdy ja proszę Szatana, by zmusił chrześcijan do modlenia się za mnie, też się zawsze udaje. Opowiedz o jakichś cudach. To świetny temat jest.
Moja "wiara" ewoluowała:)Najbardziej gdy studiowałam na katolickiej uczelni.Ani razu nie byłam w kościele,nie mogłam patrzeć na zakonnice prowadzącew akademik,widziałam księży profesorów wyamagających od co ładniejszych studentek żeby osobiście przychodziły po wpis do indeksu w wyznaczone przez nich miejsce.
Nie wierzę,że jakikolwiek bóg potrafi zadawać człowiekowi cierpienie,karać go strasznymi chorobami,śmiercią ukochanych ludzi,doprowadzać do chroby psychicznej.
Wolę myśleć,że wiele zależy ode mnie,od moich genów,szczęścia i wyczucia chwili.
Moja "wiara" ewoluowała:)Najbardziej gdy studiowałam na katolickiej uczelni.Ani razu nie byłam w kościele,nie mogłam patrzeć na zakonnice prowadzącew akademik,widziałam księży profesorów wyamagających od co ładniejszych studentek żeby osobiście przychodziły po wpis do indeksu w wyznaczone przez nich miejsce.
Nie wierzę,że jakikolwiek bóg potrafi zadawać człowiekowi cierpienie,karać go strasznymi chorobami,śmiercią ukochanych ludzi,doprowadzać do chroby psychicznej.
Wolę myśleć,że wiele zależy ode mnie,od moich genów,szczęścia i wyczucia chwili.
Bóg nie zsyła ludziom cierpienia, chorób, śmierci. To konsekwencje tego, że nasze ciała są śmiertelne, a to z kolei jest konsekwencją grzechu pierworodnego (Ks.Rodz. 3.14 - 19) czyli sprzeciwienia się Bogu.
Bóg nie zsyła ludziom cierpienia, chorób, śmierci. To konsekwencje tego, że nasze ciała są śmiertelne, a to z kolei jest konsekwencją grzechu pierworodnego (Ks.Rodz. 3.14 - 19) czyli sprzeciwienia się Bogu.
Kizia straszne choroby to konsekwencja tego,że nasze ciała są śmiertelne??? To dlaczego niektóre dzieci umierają po wielu mekach i cierpieniach a inni dożywają do dziewięćdziesiątki i nigdy nie chorują?
303 2011-11-29 12:40:21 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-11-29 12:41:11)
Gojka Twoje pytanie jest zadawane setki razy. I setki razy jest udzielana ta sama odpowiedź. Ból i cierpienie tworzy człowiek.
A to, że człowiek rodzi się chory, lub choruje itp... JA wierzę, że ogólnie ból i cierpienie pochodzi od ZŁA,a my cierpimy, tak jak Jezus cierpiał, za nasze grzechy.
Wierzę, że choroba i inne przykrości są w pewnym sensie łaską...
Wierzę, że choroba i inne przykrości są w pewnym sensie łaską...
Gdy się dzieje dobrze, to mówisz, że to mały cud i jest to łaską.
Gdy się dzieje źle, to mówisz, że to łaska.
To bardzo konsekwentne, wszystko jest łaską i można się cieszyć. ![]()
305 2011-11-29 23:51:04 Ostatnio edytowany przez steiner (2011-11-29 23:52:50)
Ja w boga nie wierze od ho ho ho. To było jakoś przed komunią, pani od religii zaczęła wymieniać co "trzeba" zrobić żeby dostać się do nieba ja powiedziałem wtedy na głos "To ja już wolę szatana". Oczywiście babcie w lament bo wnuczek nie wierzy w "boziuchne". Później zaczęły się naukowe dowody powstania wszechświata itp itd. Ogólnie moim zbawicielem był National Geographic i Discovery od małego siedziałem wpatrzony w programy o otaczającym nas kosmosie. Jeszcze do tego doszły książki napisane przez Fryderyka Nietzsche. Rodzaj słuchanej muzyki spowodował, że koty i dziewice przy mnie muszą uważać. Najśmieszniejsze jest to w Polsce, że ludzie mówią trzeba szanować czyjeś poglądy i ja nie mogę powiedzieć przy katoliku, że boga nie ma bo nie wypada ale on może przy mnie pitolić o bogu, bo to mnie nie dotyczy. W Polsce rozmowy o bogu i katolicyzmie polegają na jednym, "Możesz mówić wszystko, pod warunkiem że nie krytykujesz"
306 2011-11-30 09:12:47 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-11-30 09:14:22)
Heathcliff jest łaską bo cierpienie zbzbliża nas do cierpiącego Jezusa, a to już jest łaska
hehe
Steiner chyba masz rację
Ludzie nie są do końca tolerancyjni... Ja też uważam, że Chrześcijanie domagają się tolerancji religijnej (tzn. krzyż ma wisieć w sejmie itp.), ale sami nie jesteśmy do końca tolerancyjni.
A co do nauki i kosmosie itp. Nauka wcale nie wyklucza religii
Nasz Pan jest doskonałym "projektantem". Wszystkie gwiazdy i planety są doskonale pod względem odległości umieszczone od siebie. Słyszałam, że słońce jest idealnie umieszczone pod względem odległości od Ziemi. Ogrzewa nasza planete, powoduje, że mamy plony itp. A ponoć gdyby było niewiele bliżej lub odrobinę dalej planeta nie miałaby szans na życie.
Kurczę nie potrafię tego tak naukowo napisać. Czytałam gdzieś artykuł o odległościach między planetami itp. które są tak precyzyjnie ustawione, że aż dziw bierze, że miałyby tak same z siebie się ułożyć
Poszukam tegho artukułu i go tu wkleję
Pozdrawiam ![]()
elutka86 - mówisz o tak zwanej zasadzie antropicznej, to więcej niż tylko odległości planet. Gdyby wprowadzić niewielkie zmiany w prawa fizyki, rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej i nie wiadomo, czy mogłoby w niej powstać życie (a prawie na pewno nie mogłoby istnieć życie w takiej postaci jak dziś). Żyjemy tacy, jacy jesteśmy, dzięki pewnej (IMO pięknej) zgodności praw.
Zasada nie jest żadnym poważnym argumentem na istnienie Boga, ale zainteresowanie się fizyką czy matematyką pozwala poznać niezwykłe piękno świata od tej strony projektowej, a to niekiedy zbliża do mówienia o Bogu.
elutka86- Oczywiście niech każdy tłumaczy to jak chce. Są też inne planety które też są idealnie umieszczone. I udowodnione jest że nie ma najmniejszych szans aby we wszechświecie nie istniało inne życie czy też w postaci jednokomórkowej czy rozwiniętej. Co do umieszczenia to wiedz, że te niewielkie różnice to tysiące km. W astronomii gdy pada hasło nie daleko to oznacza to że na pewno więcej niż parę tysięcy km. Cała historia powstania wszechświata to naprawdę ciąg bardzo ciekawych wydarzeń które dają mi pewność że boga nie ma. Po drugie wyznaję zasadę że Grecy w dawnych czasach nie słyszeli o Chrześcijańskim bogu a za to dali by sobie rękę uciąć że Zeus ciska piorunami i jak dla mnie to samo jest teraz. Ogólna zasada jest tak - Każdy ma prawo wierzyć w to co chce, ważne tylko żeby dyskutować i wymieniać się poglądami, a nie kłócić.
I udowodnione jest że nie ma najmniejszych szans aby we wszechświecie nie istniało inne życie czy też w postaci jednokomórkowej czy rozwiniętej.
A możesz przedstawić jakiś dowód, że istnieje w postaci rozwiniętej? (proponuję w nowym wątku, tu może być to zbyt duży offtop)
Mam takie pytanie co do wierzących tutaj. Czym dla was jest Katolicyzm a czym Chrześcijaństwo ?
heathcliff- (szkoda też zaśmiecać nowym wątkiem tym bardziej że sprawa łączy się z samym pytaniem o boga i ludzkość.) Nasza galaktyk jest jedna z młodszych jakie znamy. Szacunkowo znamy parę planet gdzie miało prawo zaistnieć życie i w tym momencie najniższa forma była by około 10 tys lat starsza od nas
steiner - napisałeś, że być może gdzieś jest życie, przy tym "10 tys. lat" jest liczbą z kilku powodów absurdalną. To jest jakiś dowód, że nie ma najmniejszych szans itp?
![]()
312 2011-12-01 01:43:04 Ostatnio edytowany przez steiner (2011-12-01 01:45:46)
znamy około sto tysięcy galaktyk przyjmijmy że każda galaktyka ma 100 tys gwiazd ( normalnie mają nawet po 10 000 000 000 000 gwiazd ) przyjmując że każda gwiazda ma jedną planetę ( lub planetoidę) to wyjdzie ci prawdopodobieństwo 1 do 10000000000 że nigdzie nie powstało życie. A tak naprawdę to każda gwiazda ma przynajmniej jedną planetę, a z reguły więcej no i szacowana liczba galaktyk we wszechświecie jest dużo dużo wyższa
A nasza galaktyka jest jeszcze dzieciątkiem raczkującym więc każdy ma swoje przekonania nie będę się tutaj kłócił co to uważa wystarczy poczytać parę książek i obrać swoją teorię. Ważne żeby nie myśleć stereotypami typu Zielony ludzik z dużymi oczami. Stereotypy zabijają wszystko co jest mądre i jeszcze nie odkryte
Kochani ale jednak nauka nie wyklucza, że stwórcą tego wszystkiego jest Bóg ![]()
Nie ma dowodów na to, że to nie Bóg stworzył te wszystkie gwiazdy i planety ![]()
W końcu to on postanowił pewnego razu, że stworzy Ziemię i życie na niej
Inne planety mogły już być dawno stworzone.
Może po jakimś czasie Pan stworzył Ziemię i usadowił ją w idelanej odległości od Słonca, żeby było nam cieplo i żebyśmy mogli się rozwijać
Brzmi jak bajka
Ale dla naszych małych umysłów może to być niepojęte i faktycznie abstrajcyjne ![]()
314 2011-12-01 09:10:46 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-12-01 09:31:29)
steiner - to, co przedstawiasz, to po pierwsze nie jest dowód, po drugiej jest to przykład astronomicznej ignorancji.
n - liczba galaktyk (duża)
m - średnia liczba gwiazd w galaktyce (duża)
p - średnia liczba planet krążących wokół gwiazdy (niewiadoma, nie ma żadnych danych, że przy każdej gwieździe coś krąży, może to być liczba mała)
q - prawdopodobieństwo, że na losowo wybranej planecie w ogóle może powstać życie (liczba na pewno mniejsza od 1, może być bardzo mała)
r - prawdopodobieństwo, że na planecie, na której może powstać życie, bo spełnione są różne warunki, życie rzeczywiście powstaje (na pewno mniej niż 1, może to być liczba bardzo mała)
s - prawdopodobieństwo, że jeśli gdzieś powstaje życie, to ma szanse się rozwinąć w to, co nazywamy cywilizacją (na pewno mniej niż 1, może bardzo mała liczba)
I teraz przypuszczalna ilość planet, na których kiedyś istniało życie to nmpqr, a planet, na których istniało życie inteligentne to mnpqrs.
Liczbę nmpqr można zapisać prościej, to X*y, gdzie X jest liczbą bardzo wielką, a y liczbą małą.
I zupełnie NIE WIADOMO, ile też liczba nmpqr=Xy wynosi. ![]()
Wiemy, że we wszechświecie na jednej planecie żyją istoty z pretensjami do inteligencji, to jesteśmy my. Nie wiemy, czy tak pięknie wyliczona ilość innych kosmicznych cywilizacji to 1000000 czy 0,
Może 27? Może 27000000? Może 1/27000000000 ~ 0? Wzór, choć udaje wiedzę, zawiera prawie same niewiadome i nie mówi nic.
Jeśli ktoś jest takim optymistą, by wszelkie nieznane prawdopodobieństwa oceniać wysoko, to ten ktoś może być wprost optymistą i wierzyć w miliony cywilizacji, a nie mamić ludzi pseudowiedzą. ![]()
------
10 tysięcy lat jest liczbą absurdalną. W porównaniu z miliardami lat życia gwiazd i planet jest to czas śmiesznie mały i nic nie uzasadnia myśli, że różnice wieku cywilizacji czy organizmów będą takie. Na Ziemi różne katastrofy naturalne zmieniały bieg ewolucji. Nie będę oceniał, czy przyśpieszały czy spowalniały powstanie istot inteligentnych, ale nie będzie nic dziwnego w tym, że zwykłe przypadki nie tylko o 10 tysięcy lat zmieniły czas powstania inteligentnego życia, ale o 10 czy więcej milionów lat.
Wiele z planet, na których chciałbyś widzieć życie, nie istnieje od milionów lub miliardów lat. Dlatego o życiu pisałem w czasie przeszłym, mogło sobie być i zniknąć, a mogło nigdy nie być.
No i póki co fizycy w większości się zgadzają z Einsteinem, że nie ma czasu absolutnego, a jest czas zależny od obserwatora. Stąd stwierdzenie, że odległa o miliony lat świetlnych populacja jest starsza lub młodsza o 10 tysięcy lat nie ma matematycznego sensu.
Zatem, steiner, możemy z całą pewnością stwierdzić, że Twoja wiedza fizyczna/matematyczna/astronomiczna nie wykracza poza popularne artykuły w czasopismach i czasem program na Discovery. A i tak nie wybierasz artykułów i programów najwyższych lotów. Dałeś się przekonać sposobowi podania pewnych informacji, ale nie znasz ich matematycznej treści. Proszę zatem, byś poprzestał na tym, co wiesz i rozumiesz, ale nie rozpowszechniał pseudonauki.
Jeśli gdzieś znajdziemy życie, będzie to dowód istnienia życia, i tak bez wpływu na religię.
W książkach wiedza jest. Szukaj tam. Na razie nie wiem, gdzie szukałeś, ale na pewno nie była to poważna książka.
W wątku o Bogu przyszedłeś głosić pseudodowody Jego nieistnienia?
Nawet gdyby kosmici z tysięcy planet tu przylecieli, nie byłby to dowód czegokolwiek w religijnej kwestii. Zapoznaj się proszę ze standardami dowodzenia w przeróżnych naukach.
--------------------------
elutka86 - masz rację, że nie ma dowodów. Ani, że Bóg stworzył, ani, że nie On stworzył bądź w ogóle nikt nie stworzył. Ludzie, którzy głoszą istnienie jakichś dowodów w tej kwestii zakłamują fizykę i już dlatego, że nie podchodzą do fizyki uczciwie nie należy im ufać.
Heathcliff masz rację
Nie ma dowodów na to, że to Pan stworzył Ziemię, ale też nie ma na to, że to nie On ![]()
A może i są te wszystkie dowody,ale ja niestety nic o tym nie wiem ... ![]()
A wogóle to dzień dobry wszystkim
Życzę wszystkim miłego dnia ![]()
elutka86 - gdy ja proszę Szatana, by zmusił chrześcijan do modlenia się za mnie, też się zawsze udaje. Opowiedz o jakichś cudach. To świetny temat jest.
Jak można prosić czy zwracać sie do szatana. przeciesz to nas wróg, który chce nas pociągnąć do piekła. Dziewczyno opamiętaj się.
A ja od miesiąca jestem pogodzona z Bogiem i kościołem, moi rodzice też nie byli bardzo religijni, dlatego zdziwiłam się gdy zaczęła należeć do przykościelnej wspólnoty neokatechumenalnej- zapraszała mnie na różne katechezy i spotkania ale ja zawsze z niej pokpiwałam i śmiałam się z tego. Aż tu nagle ja znalazłam się na samym dnie, i to takim,że chciałam się zabić. Wtedy właśnie jedyną osobą która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń była moja siostra. Zabrała mnie na spotkanie i tam znalazłam rodzinę ale pomagają. Jak tego doświadczyłam na własnej skórze to zdałam sobie sprawę,że Bóg pomaga nam właśnie poprzez innych ludzi i to jest ten jego Cud. Jeżeli chodzi o samą wspólnotę to każdemu polecam- nie ma na tych katechezach tego co nieraz słuchamy w kościele na kazaniach od księży starej daty. To nowe spojrzenie na religię i to pod kontem naszych czasów są tam wspaniali przyjacielscy w większości dosyć młodzi księża którzy analizują wspólnie z nami biblię pod kontem współczesnego świata. Zachęcam wszystkich-mi to naprawdę uratowało tyłek i nikt mnie tam nie osądzał.
heathcliff napisał/a:elutka86 - gdy ja proszę Szatana, by zmusił chrześcijan do modlenia się za mnie, też się zawsze udaje. Opowiedz o jakichś cudach. To świetny temat jest.
Jak można prosić czy zwracać sie do szatana. przeciesz to nas wróg, który chce nas pociągnąć do piekła. Dziewczyno opamiętaj się.
Sam się dziewczyno opamiętaj. Zapalę dziś świecę Azazelowi w prośbie o oświecenie dla Ciebie, byś pana tego świata, jedynego Prometeusza, nie nazywał więcej swoim wrogiem.
A ja od miesiąca jestem pogodzona z Bogiem i kościołem, moi rodzice też nie byli bardzo religijni, dlatego zdziwiłam się gdy zaczęła należeć do przykościelnej wspólnoty neokatechumenalnej- zapraszała mnie na różne katechezy i spotkania ale ja zawsze z niej pokpiwałam i śmiałam się z tego. Aż tu nagle ja znalazłam się na samym dnie, i to takim,że chciałam się zabić. Wtedy właśnie jedyną osobą która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń była moja siostra. Zabrała mnie na spotkanie i tam znalazłam rodzinę ale pomagają. Jak tego doświadczyłam na własnej skórze to zdałam sobie sprawę,że Bóg pomaga nam właśnie poprzez innych ludzi i to jest ten jego Cud. Jeżeli chodzi o samą wspólnotę to każdemu polecam- nie ma na tych katechezach tego co nieraz słuchamy w kościele na kazaniach od księży starej daty. To nowe spojrzenie na religię i to pod kontem naszych czasów są tam wspaniali przyjacielscy w większości dosyć młodzi księża którzy analizują wspólnie z nami biblię pod kontem współczesnego świata. Zachęcam wszystkich-mi to naprawdę uratowało tyłek i nikt mnie tam nie osądzał.
To fantastycznie, że znalazłaś swoją drogę do Boga. Gratuluję
. Dobrze, że znalazłaś grupę, w której czujesz się dobrze i w której wiara jest żywa i nieautomatyczna. Osobiście choć nie jestem katoliczką, tylko protestantką, słyszałam o neokatechumenacie dużo dobrych opinii. Coś jest w tym co napisałaś o cudzie jako działaniu Boga poprzez drugiego człowieka. Może cud to nieodpowiednie słowo, ale nie znam innego, które by lepiej wyraziło moją wdzięczność za postawienie niespodziewanie w moim życiu kogoś, kto mnie ocalił przed hmm... pójściem w złą stronę
.
pozdrawiam
oczywisice ze wierze.. bez wiary w Boga moje zycie nie mialoby sesnu.. wiara pomaga mi w trudnych chwilach, czuje jego opieke i obecnosc.. wiem ze dzieki niemu odnosze sukcesy.. wiem, ze wszystko co mi sie przydarzylo w zyciu ma jakis sens i ON wie co nam pomoże ukształtować nasze zycie..
Aniołku ślicznie to napisałaś ![]()
Życie bez wiary jest takie smutne
Bo trzeba cały czas walczyć o to by mieć wysokie stanowisko społecznie,by lubili Cię inni, trzeba walczyć o pieniądze- bo przecież na tym Świecie nie ma nic większej wartości... Trzeba walczyć o to, by nie być za bardzo do "tyłu", bo w tedy jesteś gorszy od pozostałych będących na "przedzie"...
Bóg nas kocha takich maluśkich, a nie tych pierwszych, najzabwawniejszych, najbardziej obrotnych itp.;)
Tzn Bóg uwielbia nas wszystkich
Ale jak to cudownie jest mieć świadomość, że jesteśmy kochani za to, że jesteśmy a nie za nasze osiągnięcia ![]()
Wierzę....choć już od paru miesięcy nie chodzę do kościoła.Wkurzają mnie na maksa sukienkowi i nie mogę ich strawić.Niemniej jednak moja wiara się nie zmieniła, jest chyba nawet silniejsza.Miałam różne momenty w życiu.O wiele rzeczy prosiłam, nie wszystko otrzymałam.Teraz jestem na etapie,że oddaje się w całości temu, co ON zaplanował w stosunku do mojej osoby.Może przytoczę coś fajnego ![]()
"Prosiłam o siłę,
bym mogła coś osiągnąć,
otrzymałam słabość,
bym mogła być posłuszna.
Prosiłam o zdrowie,
bym mogła czynić większe dzieła,
otrzymałam ułomnosć
bym mogła czynić dzieła lepsze.
Prosiłam o bogactwo
bym mogła być szczęśliwa,
otrzymałam ubóstwo,
abym mogła być mądra.
Prosiłam o władzę
bym mogła być chwalona posród ludu,
otrzymałam niemoc,
bym mogła cieszyć się wszystkim.
Nie otrzymałam niczego, o co prosiłam,
lecz otrzymałam wszystko,
czego pragnęłam."
Może nie ze wszystkim się utożsamiam
ale spodobało mi się ![]()
323 2011-12-03 09:17:23 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-12-03 09:18:58)
K_r_o jakie to piękne!! ![]()
Naprawdę wiersz jest cudowny i oddaje mądrość bożą ![]()
No bo na pierwszy rzut oka nam się wydaję, że ogólnie jest tragicznie, nie ma pieniędzy, nie ma zdrowia itp, a prosiliśmy o coś innego. Z czasem jednak gdy człowiek przestanie walczyć i zaakceptuje sytuacje, znajdzie rozwiązanie i odpowiedź na pytanie :"Dlaczego mnie to akurat spotyka?" ![]()
Ja Kochani w swoim czasie też nie śmierdziałam groszem
Dosłownie jadłam chcleb z cebulką, bo niczego innego nie było w lodówce ![]()
A jeszcze pare lat wcześniej jeździłam kilka razy w roku za granicę na wakację... I ja po jakimś czasie zrozumiałam dlaczego mnie spotkała taka tragedia... (pominąwszy, że nie mieliśmym co jeść, to jeszcze straciliśmy dom i ogólnie samochody, wszystko. Cały majątek. Została zgniła wynajęta klitka, z sąsiadem psychopatą). No ale nie o tym! Rozpisałam się ![]()
W każdym razie śliczny ten wierszyk napisałaś i w 100% się z nim zgadzam ![]()
Boże mój BŁOGOSŁAW wszystkim ludziom!!!
Ha! Amen!
Buziaczki!
Wiktor napisał/a:heathcliff napisał/a:elutka86 - gdy ja proszę Szatana, by zmusił chrześcijan do modlenia się za mnie, też się zawsze udaje. Opowiedz o jakichś cudach. To świetny temat jest.
Jak można prosić czy zwracać sie do szatana. przeciesz to nas wróg, który chce nas pociągnąć do piekła. Dziewczyno opamiętaj się.
Sam się dziewczyno opamiętaj. Zapalę dziś świecę Azazelowi w prośbie o oświecenie dla Ciebie, byś pana tego świata, jedynego Prometeusza, nie nazywał więcej swoim wrogiem.
POLUBIŁEM CIĘ !
I pomódlmy się
Chwała Tobie, Szatanie, cześć na wysokościach
Nieba, gdzie królowałeś, chwała w głębokościach
Piekła, gdzie zwyciężony, trwasz w dumnym milczeniu!
Uczyń, niechaj ma dusza spocznie z tobą w cieniu
Drzewa Wiedzy, gdy swoje konary rozwinie,
Jak sklepienie kościoła, który nie przeminie! /,,/
steiner - a ja cię nie znam. Wierzysz w Boga?