To Ty próbujesz udowadniać na siłę, że Ty masz rację, że Ty jesteś najmądrzejszy i w ogóle kto śmie podważać Twoje argumenty...
Była masa argumentów, które Ty olałeś. Poza tym nie jestem Katoliczką i nie chrzci się w moim kościele kosmitów, a nawet dzieci. Po drugie, skoro uważasz, że świat powstał przez wielki wybuch, a Ty jesteś bakterią, która ewoluowała w człowieka to pomyśl czy to się trzyma kupy, bo dla mnie to jest śmieszne... to właśnie są czyjeś przypuszczenia. Nie możesz udowodnić, że tak było. Nikt nie może.
A tak na marginesie, mógłbyś nie pluć jadem na prawo i lewo, bo mnie to irytować niemiłosiernie zaczyna...
131 2010-09-18 21:20:48 Ostatnio edytowany przez Nelly X (2010-09-18 21:21:26)
To Ty próbujesz udowadniać na siłę, że Ty masz rację, że Ty jesteś najmądrzejszy i w ogóle kto śmie podważać Twoje argumenty...
Gdyby ktos podwazyl, to byloby ciekawie
.
Była masa argumentów, które Ty olałeś.
Wybacz, ale nie uzywam takiego slownictwa jak Ty, nikogo nie "olewam". A co do argumentow, to poki co mielismy juz prowadzace sie w cudowny sposob samochody i ozywajacych ludzi bez glowy. Moze Cie zaskocze, ale to nie byly moje slowa.
Poza tym nie jestem Katoliczką i nie chrzci się w moim kościele kosmitów, a nawet dzieci.
Akurat ten link nie byl zwrocony bezposrednio do Ciebie, pokazywal ogolny absurd.
Po drugie, skoro uważasz, że świat powstał przez wielki wybuch, a Ty jesteś bakterią, która ewoluowała w człowieka to pomyśl czy to się trzyma kupy, bo dla mnie to jest śmieszne...
Czyli wszystko to, czego ucza na biologii w podstawowce (ewolucja byla bodajze w 7 klasie, w tej chwili juz nie pamietam dokladnie), w szkole sredniej i na studiach biologicznych to nieprawda?
To oczywiste, ze kiedys ludzie wiara w boga tlumaczyli zjawiska, ktorych nie potrafili wyjasnic. Od tamtej pory minelo juz kilka tysiecy lat, ale nikt nikomu nie zabrania wierzyc np. w to, ze gwiazdy przyczepione sa do polokraglej sfery albo, ze Slonce krazy wokol Ziemi. Tylko czy jest to madre?
Taka dyskusje mozna prowadzic w nieskonczonosc, to prawda. Dlatego teraz bede odnosil sie tylko do nowych faktow, ktore sie pojawia, bo chyba juz wszystko co wazniejsze zostalo powiedziane.
Pozdrawiam
.
133 2010-09-18 21:51:56 Ostatnio edytowany przez Nelly X (2010-09-18 22:15:07)
Proszę, nie traktuj mnie jak kogoś o niższym poziomie intelektualnym, dobrze? Chciałam przez to powiedzieć, że nie wszystko co mówią naukowcy musi być wiarygodne. Argument o ewolucji skomentowałeś w sposób, który właściwie nic nie wyjaśnia. Ewolucja to tylko teoria, tak samo wiarygodna jak wiara w Boga. Nie została nigdy potwierdzona. Stąd nazwa "teoria"...
Chciałam przez to powiedzieć, że nie wszystko co mówią naukowcy musi być wiarygodne.
100% zgoda. Po to wlasnie prowadza ciagle badania zeby dochodzic do prawdy, a przynajmniej nieustannie sie do niej zblizac.
Ewolucja to tylko teoria, tak samo wiarygodna jak wiara w Boga. Nie została nigdy potwierdzona. Stąd nazwa "teoria"...
Istnieje setki tysiecy publikacji naukowych w tym temacie, ludzie robia na ten temat profesure, znaleziono dziesiatki szkieletow wymarlych gatunkow zwierzat i ludzi, organizmy zywe bez przerwy ulegaja ciaglemu przeksztalceniu, teoria ewolucji praktycznie juz od dawna przestala byc teoria. Nawet Ty posiadasz kosc ogonowa, czy musze pisac po czym jest to pozostalosc? I Ty twierdzisz, ze teoria ewolucji jest tak wiarygodna jak wiara w boga?
Swoja droga, byc moze niechcacy, w napisanym przez siebie poscie stwierdzilas, ze fakt istnienia boga jest tylko teoria. I to pisze osoba wierzaca? ![]()
135 2010-09-18 22:15:15 Ostatnio edytowany przez Nelly X (2010-09-18 22:16:09)
Ok, podam Ci argumenty, które uważam za wiarygodne.
Żadna inna książka, tylko Biblia, zawiera wiele proroctw odnośnie przyszłych wydarzeń, odległych o setki lat, które się dokładnie spełniły. Proroctwa te zawierają szczegóły, których żaden człowiek nie był w stanie przewidzieć. Tożsamość Jezusa, Jego imię, miejsce urodzenia, wjazd uroczysty do Jerozolimy, zdrada, cierpienie, śmierć i pogrzeb zostały przepowiedziane w Starym Testamencie 700 lat przed Jego narodzeniem. Jezus wypełnił ponad 300 proroctw. Prorocy Boga przepowiedzieli upadek wielu narodów: Amonitów, Edomitów, Moabitów, Filistyńczyków, upadek Babilonu i Niniwy. Na 150 lat przed narodzeniem Cyrusa (król perski) Izajasz przepowiedział jego narodzenie, podał imię i powiedział ,że on wyzwoli Żydów z niewoli (Izaj.44:28). Jozjasz został zapowiedziany 300 lat przed swoim narodzeniem (1 Królewska 13:2). Wszystko to wskazuje na nadprzyrodzony charakter Biblii.
Nawet archeologia potwierdza, że Biblia to niezwykła księga. Biblia 33 razy wspomina o Hetytach. I ostatnio dokonane wykopaliska potwierdziły to, mimo że nikt wcześniej o tym nie wiedział, żadne inne źródło o tym nie wspominało. Tablice z Ebla wspominają o miastach jak Sodoma i Gomora, o których przeciwnicy Biblii mówili,że nie istnieją. Wszystkie wykopaliska potwierdzają wydarzenia opisane w Biblii, istnienie królów judzkich, zwyczaje za czasów Mojżesza.
Biblia wypowiada się też w zakresie wielu naukowych dziedzien. Np obieg wody w atmosferze. Cykl ten został opisany w Biblii w księdze Hioba, a naukowcy przez wieki nie rozumieli tego zjawiska. Ludzie długo wierzyli, że Ziemia jest płaska, a kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa Izajasz napisał o okrągłym kształcie Ziemi(Izaj.40 : 22). Setki lat wcześniej Hiob napisał, że Ziemia została zawieszona w nicości.
Mam nadzieję, że ta wypowiedź Cię usatysfakcjonuje.
Nie bądź bezczelny i nie kwestionuj mojej wiary.
136 2010-09-18 22:49:31 Ostatnio edytowany przez Oen_242 (2010-09-18 22:51:04)
Z szacunku dla osob wierzacych nie bede komentowal zapisow Biblii (zreszta nie przeczytalem calej, ciekawe ile osob wierzacych to zrobilo?), bo akurat nie o to w tej dyskusji chodzi. Moge dyskutowac o koncepcji istnienia boga, ale odnosze wrazenie, ze nie ma to wiele wspolnego z tym co jest napisane w Biblii, Koranie, Awescie czy jakiejkolwiek innej swietej ksiedze innej religii. Bo przeciez w kazdej z nich zapisane jest co innego i kazda ma inna koncepcje na wizje swiata.
Tak, ale wydaje mi się, że ta dyskusja dotyczy Boga Chrześcijan, stąd wzmianka o Biblii.
Dawniej nie wierzyłam w Boga ani nic związanego z nim. Dla mnie była to jakaś bujda na resorach wymyślona przez żyjących daaaawno temu ludzi. Wątpiłam. Wiecznie chodziłam z pytaniem na ustach "skąd masz pewność, że to działo się naprawdę/że to autentyczny artefakt?" lub powtarzałam "Nie wierzę w to (cuda) - to czysty przypadek że przeżyła/wyzdrowiała/nawróciła się) - nie było dla mnie Siły Wyższej. Dzisiaj...Hmm...wydoroślałam, myślę, że Ktoś tam czuwa nad nami, a nawet śnił mi się Anioł Stróż...:)
w skrócie
to wierzyłem no i to bardzo że co go poprosiłem to dostałem lub zabierał jak coś bolała
ale w wieku ok 13 przestał mi pomaga i zacząłem tracić wiarę ze jeszcze jest i nastały lata 90 została granica otwarta i był dostęp do literatury ezoterycznej zacząłem sie tym interesować na początku tylko czytałem ale potem zacząłem praktykować magie chaosu potem wróżbiarstwo tarot i radiestezje
zacząłem mieć depresje i myśli samobójcze i z ta depresja to z 15 lat to męczyłem sie
az do zeszłego roku kiedy przyjąłem szkaplerz karmelitanski ze wiara odrzyła podczas nakładania w myślach usłyszałem "nakładam ci zbroje przeciw grzechowi i w tym momencie ujzałem swoje grzechy dosłownie tak jak na filmie i t teraz wszystko zuciłem magie tarot i radestezjie
i jak zaczełem to mineła depresja i mysli samobujcze
próbowałem nawet kiedyś sie powiesić miałem to zrobić ale miałam sen ze jak to zrobię to pujde do piekła a powiedział to dziecko które sie utopiło jak miało 1,5 roku
on mi powiedział i pokazało mi własny pogrzeb
merkaba zaczynam sie Ciebie bac
.
mi Bog nie pomaga... wiele sie do niego modlilam zeby bylo ok zebysmy byl ze soba do konca zycia, zeby jego uczucia sie nie zmienily a teraz opetal go jakis diabel chyba bo na wlasne zyczenie wybral sobie zla droge zycia a mnie odrzucil... teraz sa lzy, smutek i depresja a Bog mnie nie sluchal... zabral mi to co mnie tak budowalo, dawalo wiare na lepsze jutro...zakonnica nie bede ale chyba bede juz sama...
Oen_242, nie wstawiaj linków do stron komercyjnych, innych forów i portali, to wbrew regulaminowi!
A jednak, głupota jak mądrość ? poniekąd nieskończona, tyle że ? niestety, dynamicznie się rozwija. MASAKRA ![]()
frytka, wiesz, może Bóg stwierdził, że on nie jest dla Ciebie i z innym będziesz szczęśliwsza.
frytka, wiesz, może Bóg stwierdził, że on nie jest dla Ciebie i z innym będziesz szczęśliwsza.
tym razem wszechmoc boga wziela gore nad wolna wola czlowieka.
Bóg jest wszechmocny, ale chodzi o to, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, bo jest sprawiedliwy i chce, aby człowiek sam dokonał wyboru czy chce żyć z Nim czy samodzielnie.
wiecie co nie piszmy juz o mnie bo co bedzie to bedzie... juz mi to obojetne...
czytalam dzisiaj w pracy taki artykul o duchach... wypowiadala sie tam pewna pani ktora kupe lat temu wywolywala dusze zmarlego ojca. i zadala mu kilka pytan. pierwsze brzmialo :" czy istnieje Bog?" , odpowiedzial "nie". to spytala sie go "wiec co istnieje ?" a on ze tylko dobro...i jeszcze tak kilka podobnych pytan. jak myslicie prawda????
wiecie co nie piszmy juz o mnie bo co bedzie to bedzie... juz mi to obojetne...
czytalam dzisiaj w pracy taki artykul o duchach... wypowiadala sie tam pewna pani ktora kupe lat temu wywolywala dusze zmarlego ojca. i zadala mu kilka pytan. pierwsze brzmialo :" czy istnieje Bog?" , odpowiedzial "nie". to spytala sie go "wiec co istnieje ?" a on ze tylko dobro...i jeszcze tak kilka podobnych pytan. jak myslicie prawda????
Kompletna bzdura. Istnienie duchow to jak istnienie potwora z Loch Ness - kazdy slyszal, nikt nie widzial, a miejscowi zarabiaja krocie na naiwnych turystach
.
oj ja bym nie zgodzila sie ze duchy nie istnieja. moje mama byla kiedys na wakacjach u babci i wziela ze soba kolezanke i ta widziala ducha... za okolo 30 lat do tego samego domu przyjechala moja siostra cioteczna i to samo widziala. dziewczyna pozbierac sie nie mogla... siedziala pd kocem kilka dni. a teraz boi sie przyjezdzac do prababci mojej
jeżeli twierdził ze nie ma boga to był to demon a nie jej ojciec bo demon zawsze kłamie chyba ze ma w tym interes lub jest przymuszony przez egzorcystę
ale generalnie jest łatwo rozróżnić czy to demon czy zwykły duch
po prostu kazać mu wymienić jedno imię Maryja nie jest w stanie tego zrobić będzie nazywał ona lub ta Wysoka lub inne określenie czyli przekleństwa zaczynające się na k
Jeżeli chodzi o dusze zmarłych, które są w czyśćcu, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby mogły za Bożym pozwoleniem doświadczać czyśćca w duszach żyjących, to znaczy w osobach jeszcze chodzących po ziemi . Diabeł w celu dręczenia żyjących, może posługiwać się także potępionymi, szczególnie tymi, którzy byli opętani już za życia. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Bóg zezwolił diabłowi używać potępionych, którzy w piekle znajdują się pod jego władzą i którzy w pewnym sensie zostają zdemonizowani, aby dręczyć żyjących na ziemi.
Ksiądz Gabriele Amorth książka pt. ?Wyznania egzorcysty
Wiadomo już z samej definicji, że zły duch jest zawsze kłamcą i oszustem.
Zdarzyło mi się parę razy, że zły duch podawał się za osobę zmarłą, ale zawsze okazywało się to kłamstwem. Podczas jednego z egzorcyzmów osoba egzorcyzmowana nagle zaczęła płakać, prosząc o modlitwy i Mszę św. w intencji zmarłej. Nie uwierzyłem jej i kontynuowałem dalej egzorcyzm.
Okazało się, że te prośby były udawaniem, zmierzającym do tego, aby odwieść mnie od kontynuowania egzorcyzmu.
Szybko zły duch zareagował wybuchem wściekłości, wykrzykując całą listą wyzwisk i wulgaryzmów.
Zły duch nie ma żadnej władzy. Może tylko tyle, na ile
mu Bóg zezwoli. A jeśli Bóg mu zezwala, to tylko po to, aby okazała się większa chwała Boża i Jego miłość do ludzi, którym ofiaruje zbawienie. Demon chciałby sobie przywłaszczyć tę władzę, której nie ma, to znaczy chciałby manipulować i wykorzystywać dusze potępionych według swego upodobania. Lecz nie może zrealizować tego pragnienia. On jest zależny, jedynie i zawsze, nawet jeśli nie chce tego, od woli samego Boga.
przeraza mnie to wszystko... odbiegne od tematu. przepraszam ale tak madrze napisales ze mam pytanie. widzialam kiedys cos w krzakach z czerwonymi oczami i to z 5 razy w tym samym miejscu. a slyszalam od babci ze tam sie duzo lat temu ktos powiesil. co to moze byc? boje sie tego . a niestety raz w tyg musze kolo tego miejsca przechodzic
Teorii wielkiego wybuchu i innych na powstanie swiata (chociaz ta pierwsza jest najbardziej prawdopodobna) przedstawiac nie bede, bo bez sensu byloby wklejanie informacji z innych naukowych stron, to raczej nie miejsce na to. Jest tego w internecie mnostwo, zachecam do lektury, takze tematycznych ksiazek. Zdajesz sobie sprawe z tego, ze wierzac w boga podwazasz praktycznie cala nauke? No tak, osobie wierzacej taki "drobiazg" zapewne nie przeszkadza.
Napisalem w jednym z wczesniejszych postow, ze wiara jest mi obojetna i o ile moze mnie dziwic, ze wierzysz, tak poza zdziwieniem nic do tego faktu nie mam, gdyz - jak sam napisales - daje Ci to satysfakcje. Bez ironii, na zdrowie. Prosze Cie tylko o niepisanie bzdur rodzaju, ze widziales odrastajace konczyny, albo ze spotkales umarlego. Bo to juz nie jest wiara, tylko zwykly, niezdrowy fanatyzm.
Napisałeś, że wierząc w Boga podważam praktycznie całą naukę? Zastanawiałeś się trochę nad tym co piszesz?
Jeśli nawet zwolennicy ewolucji i wielu geniuszów wierzy w istnienie Boga, to może z nimi polemizuj. Dziwi mnie, że nadal trzymasz się wersji ?100% wiem?, widocznie jesteś odporny na argumenty.
Obliczanie rachunku prawdopodobieństwa nie jest twoją mocną stroną.
Dlaczego uzdrowienia mają być niezdrowe? Jak ktoś twierdzi, że Boga nie ma na 100% to też według mnie jest fanatykiem (to skrajna postawa, Bóg jeden wie jak to się przekłada na czyny w twoim życiu)
to na pewno zwierze jest zwłaszcza jak nocą idziesz i zaświecisz latarką w oczy to maga mieć rożne kolory nie raz tak miałem jak samochodem jechałem
zwłaszcza ze teraz dożo zwierząt jest a przynajmniej u mnie bobry ,czaple , szopy pracze nie mówiąc o wilkach ostatnio w zime grasowały w naszej okolicy ale tylko 5 psów zjedli kot to na dzewo ucieknie ale pies to nie ma gdzie
Nelly X napisał/a:Chciałam przez to powiedzieć, że nie wszystko co mówią naukowcy musi być wiarygodne.
100% zgoda. Po to wlasnie prowadza ciagle badania zeby dochodzic do prawdy, a przynajmniej nieustannie sie do niej zblizac.
Nelly X napisał/a:Ewolucja to tylko teoria, tak samo wiarygodna jak wiara w Boga. Nie została nigdy potwierdzona. Stąd nazwa "teoria"...
Istnieje setki tysiecy publikacji naukowych w tym temacie, ludzie robia na ten temat profesure, znaleziono dziesiatki szkieletow wymarlych gatunkow zwierzat i ludzi, organizmy zywe bez przerwy ulegaja ciaglemu przeksztalceniu, teoria ewolucji praktycznie juz od dawna przestala byc teoria. Nawet Ty posiadasz kosc ogonowa, czy musze pisac po czym jest to pozostalosc? I Ty twierdzisz, ze teoria ewolucji jest tak wiarygodna jak wiara w boga?
Swoja droga, byc moze niechcacy, w napisanym przez siebie poscie stwierdzilas, ze fakt istnienia boga jest tylko teoria. I to pisze osoba wierzaca?
Zdolności przystosowania się do zmieniających warunków to wszystko co jest pewne. Organizmy się zmieniają ale tylko do pewnego stopnia i poznano te zdolności dosyć dobrze. Materiały kopalne wręcz przeczą ewolucji Darwinowskiej. Kość ogonowa dowodzi istnienia kości ogonowej. Jeśli nasi przodkowie mieli ogony to musieliby przestać nimi machać żeby zniknęły (o ile wystarczy czegoś nie używać żeby to zniknęło). Jak czytam sobie hipotezy o tym dlaczego straciliśmy włosy, to dla mnie to jest pisanie bajek a nie poważna nauka. W muzeach ewolucyjnych najwięcej jest ekspozycji mających wpłynąć na ludzką wyobraźnie a dowodów nie ma.
Poza tym Teoria Ewolucji nie przeczy istnieniu Boga. Dlaczego Bóg nie może stwarzać tak jak chce, może być twórcą praw i początkiem życia.
Zdaje się, że próbujesz Teorią Ewolucji udowodnić, że Boga niema. Czasami ludzie myślą, że poznanie jakichkolwiek praw i mechanizmów które żądzą naszym światem jest dowodem na to, że Bóg nie istnieje. Wydaje mi się, że to nie ma nic wspólnego z logiką.
155 2010-09-21 22:26:59 Ostatnio edytowany przez Oen_242 (2010-09-21 22:29:56)
Juz wszystko zostalo powiedziane, a Ty dalej drazysz
.
Jeśli nawet zwolennicy ewolucji i wielu geniuszów wierzy w istnienie Boga, to może z nimi polemizuj.
Bardzo chetnie dyskutuje z wieloma osobami, akurat w tej chwili jestem tutaj i polemizuje m.in. z Toba. Jesli nie chcesz, to przymusu pisania przeciez nie ma.
Dziwi mnie, że nadal trzymasz się wersji ?100% wiem?, widocznie jesteś odporny na argumenty.
Po pierwsze zadnego merytorycznego argumentu nie podales i moze wreszcie cos w tym temacie ruszysz poza pisaniem, ze zrobiles to wiele razy.
Po drugie napisalem w jednym z wczesniejszych postow, ze jak najbardziej jestem w stanie zmienic zdanie i mowie to calkiem powaznie, wlasnie tym sie roznimy. Czy Ty jestes w stanie zmienic zdanie i stwierdzic, ze bog nie istnieje? Nie? No wlasnie, wiec kto z nas w tym momencie jest uparty?
Obliczanie rachunku prawdopodobieństwa nie jest twoją mocną stroną.
Pomidor.
Dlaczego uzdrowienia mają być niezdrowe?
A kto napisal, ze sa niezdrowe? Zawsze to wspaniala informacja, gdy ktos pokona chorobe. Oby jak najwiecej takich przypadkow.
Jak ktoś twierdzi, że Boga nie ma na 100% to też według mnie jest fanatykiem (to skrajna postawa, Bóg jeden wie jak to się przekłada na czyny w twoim życiu)
A jak ma sie przekladac?
Wlasciwie, to bedac szczerym, na przestrzeni setek lat wiara zrobila wiecej zlego niz dobrego. Ilez wojen religijnych bylo, ilu niewinnych ludzi skazano na stos za rzekome czary. Po zsumowaniu ofiar wyszloby tego kilka milionow istnien. Sam widzisz, ze charakter czlowieka nie ma nic wspolnego z tym czy wierzy czy nie. Mozna byc idiota i wierzyc w boga, mozna tez byc dobrym czlowiekiem i nie wierzyc. Zaleznosci nie ma zadnej.
chyba jest w tym racja że:lepiej założyć że Bóg istnieje bo jeśli go nie ma ostatecznie nic nie tracisz a ile stracisz jeśli jest a ty go odrzucasz?
chyba jest w tym racja że:lepiej założyć że Bóg istnieje bo jeśli go nie ma ostatecznie nic nie tracisz a ile stracisz jeśli jest a ty go odrzucasz?
Tzw. "zaklad Pascala", ale to zadna wiara tylko czysty i obrzydliwy egoizm. Jesli mialbym wierzyc tylko dlatego, zeby nie miec "w razie czego" przykrych konsekwencji po smierci, to byloby mi zwyczajnie wstyd opierac swoja wiare tylko na takich niskich pobudkach.
158 2010-09-21 23:45:15 Ostatnio edytowany przez mtmtc (2010-09-21 23:47:18)
Juz wszystko zostalo powiedziane, a Ty dalej drazysz
.
mtmtc napisał/a:Jeśli nawet zwolennicy ewolucji i wielu geniuszów wierzy w istnienie Boga, to może z nimi polemizuj.
Bardzo chetnie dyskutuje z wieloma osobami, akurat w tej chwili jestem tutaj i polemizuje m.in. z Toba. Jesli nie chcesz, to przymusu pisania przeciez nie ma.
mtmtc napisał/a:Dziwi mnie, że nadal trzymasz się wersji ?100% wiem?, widocznie jesteś odporny na argumenty.
Po pierwsze zadnego merytorycznego argumentu nie podales i moze wreszcie cos w tym temacie ruszysz poza pisaniem, ze zrobiles to wiele razy.
Po drugie napisalem w jednym z wczesniejszych postow, ze jak najbardziej jestem w stanie zmienic zdanie i mowie to calkiem powaznie, wlasnie tym sie roznimy. Czy Ty jestes w stanie zmienic zdanie i stwierdzic, ze bog nie istnieje? Nie? No wlasnie, wiec kto z nas w tym momencie jest uparty?mtmtc napisał/a:Obliczanie rachunku prawdopodobieństwa nie jest twoją mocną stroną.
Pomidor.
mtmtc napisał/a:Dlaczego uzdrowienia mają być niezdrowe?
A kto napisal, ze sa niezdrowe? Zawsze to wspaniala informacja, gdy ktos pokona chorobe. Oby jak najwiecej takich przypadkow.
mtmtc napisał/a:Jak ktoś twierdzi, że Boga nie ma na 100% to też według mnie jest fanatykiem (to skrajna postawa, Bóg jeden wie jak to się przekłada na czyny w twoim życiu)
A jak ma sie przekladac?
Wlasciwie, to bedac szczerym, na przestrzeni setek lat wiara zrobila wiecej zlego niz dobrego. Ilez wojen religijnych bylo, ilu niewinnych ludzi skazano na stos za rzekome czary. Po zsumowaniu ofiar wyszloby tego kilka milionow istnien. Sam widzisz, ze charakter czlowieka nie ma nic wspolnego z tym czy wierzy czy nie. Mozna byc idiota i wierzyc w boga, mozna tez byc dobrym czlowiekiem i nie wierzyc. Zaleznosci nie ma zadnej.
Jak już napisałem nie muszę żadnych argumentów podawać na istnienie Boga. Ja po prostu w Niego wierzę nie napisałem tutaj nic po to żeby kogoś przekonać. Natomiast Ty wiesz, że Boga nie ma i to na 100%, śmiejesz się z tego, że ktoś wierzy. Dla Ciebie wiara jest taka prymitywna, a przeżycia to wymysły. Powinieneś mieć więcej dowodów na swoje twierdzenia, dlatego drążę temat.
To prawda jestem uparty. Powołujesz się na naukowców jakby wszyscy nie wierzyli w Boga, podajesz to jako argument, dlatego napisałem z ?nimi pogadaj?. Jeśli naukowcy są dla Ciebie autorytetem to ich się zapytaj czy na 100% procent nie ma Boga. Jeśli wszyscy Ci odpowiedzą, że już to zostało udowodnione to wtedy podawaj takie argumenty. Jeśli we wszystkich publikacjach naukowych tak właśnie jest napisane, wtedy możesz stwierdzić, że cała nauka podważyła na 100%, że Bóg istnieje.
Jak pewnie zauważyłeś łatwo kogoś nazwać fanatykiem, tylko może nie zawsze człowiek o zdecydowanych poglądach jest złym człowiekiem. Fanatyzm nie najlepiej się kojarzy, można by tutaj użyć innego słowa.
Napisałeś, że to czy ktoś wierzy czy nie, to w żaden sposób nie świadczy o tym czy jest idiotą czy nie. Tylko z twoich wypowiedzi wynika, że wierzący to idioci. Może takiego słowa nie użyłeś ale?
...wiara w Boga wymaga wysiłku -wątpliwości są dobre.gdyby istniał niepodważalny dowód istnienia nic z tego nie miałoby sensu, trudniej jest wierzyć mimo wątpliwości które mądry człowiek musi posiadać niż przyjąć za pewnik że Boga nie ma-wygodniej, egoistycznie? póki co dobrze mi z ta wiara i z wątpliwościami...
Napisałeś, że to czy ktoś wierzy czy nie, to w żaden sposób nie świadczy o tym czy jest idiotą czy nie. Tylko z twoich wypowiedzi wynika, że wierzący to idioci. Może takiego słowa nie użyłeś ale?
Wczesniej mialem watpliwosci, ale teraz juz mam pewnosc, ze nie masz pojecia o czym pisze. Poza tym wkladanie komus slow, ktorych nie powiedzial jest zalosne. To, ze wyciagasz tak mierne i powierzchowne wnioski jest potwierdzeniem mojego pierwszego zdania. Myslalem, ze stac Cie na wiecej. Milego dnia
.
...wiara w Boga wymaga wysiłku -wątpliwości są dobre.
Nie wiem czy takie dobre. To swiadczy tylko o tym, ze nie jestes pewna swojego zdania. Nie byc pewnym swojego zdania to troche meczace na dluzsza mete, nie uwazasz?
gdyby istniał niepodważalny dowód istnienia nic z tego nie miałoby sensu, trudniej jest wierzyć mimo wątpliwości które mądry człowiek musi posiadać niż przyjąć za pewnik że Boga nie ma-wygodniej, egoistycznie?
Niczego nie przyjmuje za pewnik, tylko na podstawie analizy faktow wyciagam wniosek, zreszta jak z kazda rzecza w zyciu. Ty masz watpliwosci, ale mimo to brniesz dalej.
Mi się wydaje, że każdy Katolik ma czasem wątpliwości. Wszyscy jesteśmy ludźmi i kiedy dzieje się coś złego nam, czy osobom w naszym otoczeniu możemy być źli, rozczarowani, szukać sensu, winy itp. Wtedy pewnie nawet najbardziej zagorzały Katolik może mieć wątpliwości, czy nawet chwile zwątpienia i myślę, że to jest lepsze niż "ślepa" wiara bez refleksji...
Niektórzy ludzie potrzebują wierzyć w Boga. To daje im poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest ktoś, kto czuwa nad nimi, do kogo można zwrócić się o pomoc itd. Jeśli komuś jest to potrzebne, wiara daje siłę do pokonywania trudności w życiu, to co w tym złego? Każdy sam wybiera sobie drogę, którą idzie. Jedni poświęcają swoje życie Bogu a inni w ogóle nie przyjmują do świadomości jego istnienia. Ja należę do tych drugich, ale nigdy nie wyśmiewałam się z ludzi wierzących. Być może oni mają rację, tego nie wiem i szczerze mówiąc nikt tego nie może wiedzieć na pewno. Na chwilę obecną nie wierzę w Boga, nie modlę się do niego, nie chodzę do kościoła itd.
Wspomniany wcześniej Zakład Pascala był swojego czasu bardzo modny w moim otoczeniu. Wielu moich znajomych twierdziło, że nie wierzy na 100% ale może jednak coś w tym jest. Tak jak ktoś wcześniej napisał, Zakład Pascala jest czystym egoizmem i wyrazem strachu, czy wręcz tchórzostwa. Niektórzy po prostu twierdzą, że Boga nie ma, ale boją się ewentualnych konsekwencji (gdyby jednak istniał). Wg mnie to jest paradoks, bo jak można się bać konsekwencji ze strony kogoś kogo nie ma?
Przyglądam się tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że większość z Was chce na siłę przeforsować swoje zdanie. Jest to bezcelowe, bo ani Katolik nie wyrzeknie się swojej wiary pod wpływem forum ani odwrotnie - osoba niewierząca nie zacznie wierzyć...
Jeśli ktoś w chwili zwątpienia ma kryzys wiary to moim zdaniem to słaba wiara. W takiej chwili powinno się tym bardziej wierzyć.
A tak nawiasem mówiąc, nie wszyscy chrześcijanie, więc nie wsadzajmy wszystkiego do jednego worka.
Jeśli ktoś w chwili zwątpienia ma kryzys wiary to moim zdaniem to słaba wiara. W takiej chwili powinno się tym bardziej wierzyć.
To jak najbardziej naturalne, te wszystkie kryzysy. Wielu wielkich chrześcijańskiego świata miało w swym życiu całe lata ciemności duchowej. Nie da się w takim momencie bardziej wierzyć. To się wzajemnie wyklucza. Poza tym - nie Tobie oceniać siłę czyjejś wiary, to kompletny brak pokory i doświadczenia z Twoje strony.
A tak nawiasem mówiąc, nie wszyscy chrześcijanie, więc nie wsadzajmy wszystkiego do jednego worka.
Ale temat wątku to wiara w Boga, a w naszej kulturze słowo "Bóg" ma konotacje chrześcijańskie.
Coś chyba za mną nie przepadasz. Znam ludzi wierzących. Moja babcia, jest moim wielkim autorytetem pod względem wiary, i widzę, że kiedy miała raka, to tym bardziej trzymała się wiary, bo wiedziała, że nie jest "sama". Nie oceniam niczyjej wiary, nawet nie wskazałam nikogo personalnie.
Wiesz, w życiu każdego wierzącego człowieka jest tak, że przychodzi kryzys. Czasem to po prostu jakaś wątpliwość, a czasem ciemność duchowa, w której pogrążamy się na lata, nie widząc żadnego światełka w tunelu. Wtedy po prostu nie da się trzymać wiary, bo nie ma czego. Nie można bardziej wierzyć nie wierząc. Podałaś przykład Twojej babci - ok, u niektórych choroba powoduje utratę wiary, u innych jej wzmocnienie. Ale w momencie, kiedy tracimy wiarę trudno jest się jej trzymać. Na świecie są różni ludzie, nie tylko Twoja babcia.
Owszem. Ale Bóg od nas oczekuje niezachwianej wiary. Czy to w obliczu śmierci czy choroby, czy kiedy jesteśmy szczęśliwi. To nie jest sztuka wierzyć, kiedy wszystko jest proste. Właśnie dlatego spotykają nas różne doświadczenia, aby sprawdzić jak silna jest nasza wiara. A nie ma doświadczenia, które by przerastało nasze możliwości. Tak powiedział Bóg. I jeśli zachowamy naszą wiarę,będziemy zbawieni. Apostoł Paweł był tyle razy chłostany, więziony, szydzono z niego, został też skazany na śmierć. i nie zachwiał się. bo jego wiara była żywa i ogromna. Jaki sens miała by jego wiara, gdyby w obliczu śmierci przestał wierzyć i zwątpił w istnienie Boga? Jaki sens miałyby teraz dla nas jego listy? Jak to odbieram w taki sposób.
167 2010-09-25 15:58:33 Ostatnio edytowany przez heke (2010-09-25 15:59:02)
Wiesz nawet Jezus powiedział:"Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty" (Mt 26, 39). Więc Jezus też miał chwile zwątpienia, bo też był człowiekiem. Nawet święci miewali różnego rodzaju kryzysy, o czym pisała Emilia- np. Matka Teresa. W moim życiu wiara wygląda nieco jak sinusoida- kiedy jest dobrze, jest dobrze; a kiedy nadejdzie jakaś zła chwila, w której nie potrafię sobie poradzić, to nagle wszystko idzie w dół... Ale wiem, że Bóg kocha mnie pomimo wszystko, kocha mnie nawet kiedy ja od Niego się odwracam. Nie każdy potrafi w chwili zwątpienia czy choroby sobie poradzić z tym doświadczeniem, które go spotyka. Każdy z nas jest inny. Jesteśmy tylko ludźmi.
Nie wiem, czy Bóg oczekuje od nas niezachwianej wiary. To tak jakby oczekiwał od nas 100% perfekcjonizmu, tylko wtedy nie miałby za co nas kochać bo bylibyśmy jak maszyny. Św. Paweł - ok - silny psychicznie facet, który się nie załamał. Ale co my o nim tak naprawdę wiemy? Czy wiemy co czuł, jak się czuł, co przeżywał? Nie, wiemy tylko tyle ile ktoś nam o nim przekazał. Nelly, piszesz, że "nie ma doświadczenia, które by przerastało nasze możliwości". Hm... wcześniej napisałam, że brak Ci doświadczeń życiowych i nadal tak myślę. Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale po Twoich wypowiedziach widzę jasno - niewiele w życiu przeżyłaś. Nie będę się z Tobą licytować w tej chwili - bo to nie ma sensu, ale za 10 lat zmienisz zdanie - gwarantuję Ci to.
Są doświadczenia, które przerastają nasze możliwości - przyjmij to za pewnik, a nie rozczarujesz się. Vide wojny i wszystkie okropności, które ludzie wtedy przeżywają.
"Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie i naśladuje mnie." ew.Łuk.9:23
Zbawieni jesteśmy przez wiarę, więc jak ktoś może być zbawiony skoro ją utracił? Jak utracił wiarę to utracił zbawienie.
Nie wiesz ile mam lat, nie wiesz co właściwie przeżyłam. Kiedyś ludzie byli rzucani lwom na pożarcie za wiarę w Chrystusa i nie zaparli się. A dzisiaj zapierają się bo mają raka? To nie jest usprawiedliwienie. Ja może nie znam życia, ale za to znam Biblię...
U nas: zbawieni nie jesteśmy przez wiarę, tylko przez Chrystusa.
Dla Ciebie Chrystus umarł na krzyżu i zbawił nas mimo wsyzstkich grzechów, jakie popełnimy w przyszłości. Czyli w porządku chronologicznym: był Chrystus, umarł, potem długo długo nic, urodziła się Nelly, grzeszyła, grzeszyła, ale już to została zbawiona przez śmierć Chrystusa 2000 lat temu. No oczywiście upraszczam, ale sens zostaje.
Al to o czym ja piszę i to, o czym Ty - to są podstawowe różnice dogmatyczne między katolicyzmem a protestantyzmem.
Dla mnie ciężkie przeżycia są usprawiedliwieniem dla kryzysu wiary. O tym mówi wiara katolicka. I nie można nikogo za brak wiary lub za kryzys potępiać - to by było nieludzkie.
My wierzymy, że zostaliśmy zbawieni przez wiarę w Chrystusa, który zmarł za nasze grzechy i zmartwychwstał. I z łaski, nie z uczynków. Ale wiara wiąże się z tym, że wypełniasz wszystko co jest w Biblii napisane.
"Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go zmartwych, zbawiony będziesz". Rzymian 10:9
"Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść" 1 Kor. 10:9, znalazłam ten werset o doświadczeniach.
"Jawne zaś są uczynki ciała: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, knowania, gniew, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wa, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą" Galacjan 5:19-21
Jak ktoś odchodzi od wiary, nie jest już "czysty" , zaczyna robić właśnie te rzeczy, tym się różni człowiek wierzący od niewierzącego. A tu jest czarno na białym napisane, że tacy do Nieba nie wejdą.
No tak, piękne cytaty wrzuciłaś, w pewien sposób nie mogę się z nimi nie zgodzić. Tylko czy aby takie podejście nie wiąże się z potępianiem i pogardą dla słabszych, dla takich, którzy już nie wierzą? Zobacz, na naszym forum jest wiele osób, które odeszły od wiary z wielu różnych powodów. Nawet tu w tym wątku jest pare poranionych życiowo osób, które za wszelką cenę próbują udowodnić, że Boga nie ma. Co byś im powiedzała, że nie są już "czyści" i przykro Ci, ale nie będą zbawieni i do widzenia? Nawet jeśli nie robią tych wszystkich złych rzeczy, nawet jeśli żyją w zgodzie z własnym sumieniem i np. z prawem naturalnym, na którym ipera się chrześcijaństwo? Myślisz, że niewierzący, ateiści to źli ludzie, którzy: bzykają się na prawo i lewo, wróżą z kart, kłócą się, chleją, zazdroszczą, knują, zabijają i obżerają się? Bo tak wynika z cytatu, który przytoczyłaś. Tym przecież różnią się od wierzących?
Nie. Powiedziałabym im, że jest ktoś kto ich kocha, i ktoś kto oddał za nich życie i chce im pomóc. Że Bóg nie jest zły. Że nie są sami z własnymi problemami. Że Bóg nie będzie się na siłę pchał z butami do ich życia, ale jeśli tylko Go o to poproszą, to im pomoże. "Z łaski zbawieni jesteśmy, przez wiarę, nie z nas, Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił." Mniej więcej tak to brzmi. Chodzi mi o to, że nie potępiam takich ludzi, nigdy tak nie robiłam i nie zrobię. Bo sama w życiu przeszłam ciężkie chwile (zanim się nawróciłam), byłam związana z okultyzmem. Uwierz mi, przeszłam piekło zanim się uwolniłam od tego. Po prostu uważam, że powinniśmy we wszystkim ufać Bogu, nie troszczyć się o nie, bo przecież nawet każdy włos na naszej głowie jest policzony. I takim ludziom trzeba pomóc, aby odzyskały wiarę i nie zginęły na wieki. Takie jest moje zdanie:)
To super że masz takie podejście
.
Jednak wyjaśnij mi proszę jedną kwestię: czy nie jest tak, że łaska jest dana od górnie, niezależnie od woli człowieka? Że można o nią prosić, ale to Bóg decyduje, czy ją da czy nie? Że można jej po prostu nie dostać, czyli nigdy nie uwierzyć i nie zostać zbawionym? Jak to się ma do wolnej woli w takim razie? No i jest jeszcze predestynacja, prawda? Chodzi o to, że to, czy będzie się zbawionym czy nie nie zależy od człowieka tylko od tego, co Bóg postanowi odgórnie. Jak to ma się do tego, że jak ktoś poprosi, to Bóg pomoże? I jak predestynacja ma się do wolnej woli?
Chodzi o to, że Bóg zanim założył świat, wiedział kto uwierzy, a kto nie. W Biblii jest napisane, że każdy kto będzie szukać, znajdzie.
"gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym sercem swoim, objawię się wam-mówi Pan" Jeremiasza 29:11-14
Jezus umarł za wszystkich. I jeśli przyjmiesz tą ofiarę, będziesz zbawiony. A jeśli odrzucisz, to kiedyś Bóg zażąda zapłaty za krew swojego Syna. Takie jest moje zdanie i szczerze w to wierzę.
Czyli jednak nie ma wolnej woli, bo wszystkie nasze życiowe wybory są już postanowione. Ja osbiscie na pewnym protestanckim portalu przeczytałam, że to nie jest tak, że Bóg wiedział, kto jak wybierze przed urodzeniem danej osoby. On po prostu część osób wybrał a część odrzucił. I nie ma zmiłuj się, ten kto ma nie być zbawiony, nie będzie. Cała ta teoria przeznaczeniowa ma źródło jeszcze w antyku, w micie o Fatum, czyli ślepym losie. Dla mnie teoria predestynacji kłóci się w oczywisty sposób z twierdzeniem, że Jezus umarł za wszystkich ludzi.
"Nauka katolicka głosi, że predestynacja nie dotyczy pojedynczego człowieka, nie oznacza konkretnego ustalenia jego losu (wiecznego zbawienia lub potępienia), ale dotyczy powszechnego porządku zbawczego Boga, dostępnego dla wszystkich ludzi. Jezus Chrystus oddał swe życie za wszystkich ludzi i zaprasza do wiary w Niego. Wynika to m.in. z tego, że słowa Chrystusa na Ostatniej Wieczerzy (Mt 26, 28) o przelaniu Jego krwi (czyli śmierci na krzyżu) "za wielu", należy rozumieć w znaczeniu semickim, co oznacza "za wszystkich". Człowiek w sposób wolny może przyjąć propozycję Boga lub ją odrzucić. Ostateczny los poszczególnego człowieka nie jest z góry określony, pojedynczy człowiek nie jest predestynowany; wyrok w tej sprawie zapada dopiero na sądzie ostatecznym." ( z wikipedii).
I ja właśnie w to wierzę...
nie tylko choroba czy inne poważne doświadczenia mogą wywołać kryzys wiary.nawet w spokojnej codzienności pojawiają się wątpliwości-co nie jest złe a potrzebne.można patrzeć na to co dzieje się wokół, studiować nauki i wątpić w istnienie Boga i sens wiary- bo zdarzają się tragedie, księża pedofile, cierpią dzieci a człowiek ponoć pochodzi od małpy. tylko że wiara to nie nauka..to coś więcej kiedy trzeba zaufać czemuś więcej niż własnym oczom i rozumowi...myślę że wiara musi się zmieniać- czasem słabnąć a czasem się umacniać...jesteśmy tylko ludźmi i choć czasem wątpliwości prowadzą nas do odrzucenia Boga to gdy przychodzą chwile gdy nauka i ludzie zawodzą odnajdujemy gdzieś tą ufność w ,,coś więcej".a Bóg ponoć
wcale nas nie odrzuca nawet jeśli my Go odrzucamy.
"Nauka katolicka głosi, że predestynacja nie dotyczy pojedynczego człowieka, nie oznacza konkretnego ustalenia jego losu (wiecznego zbawienia lub potępienia), ale dotyczy powszechnego porządku zbawczego Boga, dostępnego dla wszystkich ludzi. Jezus Chrystus oddał swe życie za wszystkich ludzi i zaprasza do wiary w Niego. Wynika to m.in. z tego, że słowa Chrystusa na Ostatniej Wieczerzy (Mt 26, 28) o przelaniu Jego krwi (czyli śmierci na krzyżu) "za wielu", należy rozumieć w znaczeniu semickim, co oznacza "za wszystkich". Człowiek w sposób wolny może przyjąć propozycję Boga lub ją odrzucić. Ostateczny los poszczególnego człowieka nie jest z góry określony, pojedynczy człowiek nie jest predestynowany; wyrok w tej sprawie zapada dopiero na sądzie ostatecznym." ( z wikipedii).
I ja właśnie w to wierzę...
O. I to mi się podoba
.
Zgadzam się z heke. Jezus powiedział, że każdy kto będzie szukać, znajdzie, jeśli będzie kołatać, otworzą mu. Chodzi o to, że w Biblii wielokrotnie powtarza się tekst o tym, żeby właśnie wytrwać do końca w wierze. Ten kto umrze w wątpliwości, to umrze bez wiary. A bez wiary nie można osiągnąć zbawienia. Myślę, że wiara powinna być tak silna, że w chwilach strachu, rezygnacji czyczegokolwiek innego, powinniśmy szukać schronienia właśnie w niej, nie wątpić. I taka wiara właśnie jest piękna.Bezwzględna.
Ty zgadzasz się ze mną, ja zgadzam się z Emilią, więc wszystkie się ze sobą zgadzamy
Bóg nas kocha i to jest najpiękniejsza prawda! Zmarł za każdego- czy to za Żyda, Greka czy muzułmanina... Ale to my wybieramy czy chcemy żyć z Nim czy bez Niego. Lepiej, aby wybrać życie w zgodzie z Nim- choć nie jest to łatwe i czasem upadniemy, ale On w swojej Miłości nigdy nas nie odtrąca. Nigdy.
Tak. To prawda. Ale chodzi o to, że prawdziwa wiara, głęboka, nie upada nawet przy największym doświadczeniu. Jak to mówi przypowieść o dwóch fundamentach, jednym zbudowanym na piasku, drugim-na skale. Ten kto zbuduje swoją wiarę na skale, to choćby wiał wiatr, uderzał w niego sztorm, on nie upadnie.
No i proszę, my swoje, Ty swoje. Na tle takich banalnych dogmatycznych problemów wybuchały wojny religijne i już Cię uprzedzę - nie wywoływane li tylko przez katolików. Ekumenizm na tym forum to jak widzę puste słowo, skoro każdy tylko chce, żeby jego było na wierzchu. Może warto popatrzeć na forumowych ateistów? Kłócą się? Nie, stoją murem jeden obok drugiego. I myślę, że wielkim błędem chrześcijan jest to, że zamiast wspólnie robić dobro i działać na rzecz zbawienia wolą ciągle jedni drugim wytykać błędy w interpretacji Pisma. To jest po prostu przykre.
Tak mi się wydaje, że tutaj spór toczy się o słowa. Może różnice nie są duże tylko nie rozumiecie się nawzajem.
Wiara to nie uczucia. Czasami nie czujemy się dobrze (zwłaszcza po ciężkich przeżyciach). Wiara przechodzi próby, i w trakcie próby ?nie czujemy skrzydeł które niosą nas do nieba?. Nawet jeśli człowiek zwątpi to się może nawrócić. Jedni mają więcej wiary drudzy mniej. Ci co mają więcej powinni pomagać tym co mają mniej wiary, a ci co mają mniej nie powinni się czuć gorsi.
Można wierzyć np. że istnieje Bóg, albo wierzyć w to, że On czyni cuda albo jeszcze w coś innego.
Najważniejsze żeby wierzyć, że Jezus za mnie umarł na krzyżu i On daje mi zbawienie. Jeśli wiara jest prawdziwa przekłada się na czyny.
Z wiarą jest jak z miłością, czasem nie towarzyszą jej wzniosłe uczucia czy przeżycia, ale pozostajemy wierni swoim decyzjom w chorobie czy w zwątpieniu itp.
Piotr miał wiarę żeby chodzić po wodzie ale nie tak mocną żeby ustać kiedy przyszła wysoka fala. Kiedy zwątpił i wpadł po uszy jednak miał wiarę i wiedział do kogo zawołać o pomoc. Zaparł się Jezusa przed jego śmiercią bo zwątpił. Ale po jego zmartwychwstaniu też zginął za wiarę w Jezusa.
Tak. To prawda. Ale jest różnica między wiarą w Boga i wierzeniem Bogu. Po prostu uważam, że głęboka i wypróbowana wiara to jest to, czego Bóg oczekuje. Każdy może upaść, i każdego Bóg przyjmie znowu do siebie. Ale nie każdy umie wrócić i nie każdy chce. Na tym polega różnica. Przecież Bóg to wybaczy. Jedynym grzechem, którego Bóg nie wybaczy to bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu ![]()
BÓG ISTNIEJE. Dlaczego najsłynniejszy ateista zmienił swój światopogląd?. Jej autorem jest prof. Antony Flew, brytyjski filozof uważany przez dziesięciolecia za czołowego ateistę i głównego krytyka wiary w Boga. Jego rozprawa ?Teologia a falsyfikacja z roku 1950 ?okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną minionego wieku. W roku 2004 Flew niespodziewanie ogłosił, że zrewidował swój pogląd na istnienie Boga
. Chociaż wyszedł od ateizmu, to wierność tej zasadzie doprowadziła go logicznie do uznania istnienia Boga. W książce przedstawia argumenty obu stron sporu i wyjaśnia, że w obliczu współczesnej wiedzy naukowej nie da się dalej obronić ateizmu w racjonalny sposób. Jego ?nawrócenie było zatem konsekwencją, nie zaprzeczeniem, całej drogi życiowej tego starannie wykształconego zawodowego filozofa.
Flew i Vaghese wykazują nielogiczność rozumowania ?nowych ateistów?, na przykład bezsensowne traktowanie dyskusji o Bogu w kategoriach naukowych, nie filozoficznych. Popularność ?nowego ateizmu? wyjaśniają barwnym i płomiennym językiem i rozgłosem w mediach, jakim cieszy się od roku 2006 (wtedy odkryto ów przestarzały ateizm i nazwano go ?nowym?).
Źródła intelektualne ?nowgo ateizmu? nie sięgają wcześniejszych prac filozoficznych, ale raczej ? jak przyznaje sam Dawkins ? sposobu argumentacji Berntranda Russella, który z sarkazmem, przesadą i karykaturalnie wypowiadał się o Bogu (sam określając się mianem agnostyka), a jego popularne pisma wymierzone były przede wszystkim przeciwko religii instytucjonalnej. Dawkinsisci również gorliwie i płomiennie walczą z religią i wiarą tymi samymi metodami.
Flew pisze też, że jeszcze jako ateista krytykował Richarda Dawkinsa za jego koncepcję samolubnego genu, choć chwalił prace ateistyczne Dawkinsa. W pracy ?Darwinian Evolution? (1984) wskazał, że dobór naturalny nic nie tworzy, że może jedynie sprzyjać eliminacji. Flew pisze, że ?Samolubny gen? Dawkinsa jest książką bałamutną i już jako filozof ateistyczny uważał ?to dzieło popularyzatorskie za na swój sposób równie szkodliwe jak czy to ?Naga małpa?, czy ?Ludzkie zoo? Desmonda Morrisa?. Książki Morrisa ? jak pisze ? polegają na wymazywaniu wszelkich swoistych cech rodzaju ludzkiego i pomijaniu lub redukowaniu wszystkich oczywistych różnic między człowiekiem a zwierzęciem.
Flew pisze, że Dawkins podobnie lekceważy i pomija wyniki 50-ciu lat badań genetycznych, które dowodzą, jak bardzo cechy organizmów uwarunkowane są genami (streszczam i upraszczam). Pisze, że geny nie mogą być samolubne ani niesamolubne i podobnie jak inne byty nieświadome, nie mogą podejmować decyzji. I generalnie uznaje Dawkinsa bardziej za pisarza niż naukowca czy filozofa.
Oczywiście Flew nie zaprzecza teorii ewolucji, ani Darwinowi, raczej się nie wypowiada. Dowodzi, że pierwsza żywa komórka nie mogła powstać przypadkowo, więc uznaje argumentację Inteligentnego Projektu.
Jedynym grzechem, którego Bóg nie wybaczy to bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu
To Bog i Duch Swiety to nie jest to samo?
Czy w Islamie, Judaizmie, Protestantyzmie, Katolicyzmie, Nowym Testamencie i Starym Testamencie jest mowa o tym samym Bogu?
Nelly X napisał/a:Jedynym grzechem, którego Bóg nie wybaczy to bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu
To Bog i Duch Swiety to nie jest to samo?
Czy w Islamie, Judaizmie, Protestantyzmie, Katolicyzmie, Nowym Testamencie i Starym Testamencie jest mowa o tym samym Bogu?
To nie jest to samo.
I tak, masz rację - ten sam Bóg - tylko każde wyznanie ma swoje o nim wyobrażenia, swoje interpretacje, przekłady i wersje Pisma i każde uzurpuje sobie prawo do bycia "tym prawdziwym". I każde niestety czuje pogardę do innych. Jakby na to popatrzeć z pewnej perspektywy oddalenia to jest to nawet śmieszne. Takie małe ludziki toczą ciągły spór - i nawet zabijają się nawzajem przez to - o to, kim tak naprawdę jest Bóg. Tylko ilu z nich poznało Boga tak naprawdę w doświadczeniach duchowych a ilu uparcie powtarza utarte regułki?
BÓG ISTNIEJE. Dlaczego najsłynniejszy ateista zmienił swój światopogląd?. Jej autorem jest prof. Antony Flew, brytyjski filozof uważany przez dziesięciolecia za czołowego ateistę i głównego krytyka wiary w Boga. Jego rozprawa ?Teologia a falsyfikacja z roku 1950 ?okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną minionego wieku. W roku 2004 Flew niespodziewanie ogłosił, że zrewidował swój pogląd na istnienie Boga
. Chociaż wyszedł od ateizmu, to wierność tej zasadzie doprowadziła go logicznie do uznania istnienia Boga. W książce przedstawia argumenty obu stron sporu i wyjaśnia, że w obliczu współczesnej wiedzy naukowej nie da się dalej obronić ateizmu w racjonalny sposób. Jego ?nawrócenie było zatem konsekwencją, nie zaprzeczeniem, całej drogi życiowej tego starannie wykształconego zawodowego filozofa.
merkaba, jesli juz przeklejasz tekst "na zywca" z internetu, to wypadaloby podac zrodlo - http://stwarzanie.wordpress.com/2010/09 … -istnieje/ no chyba, ze to Ty jestes autorem oryginalnego tekstu. Jesli nie... bez komentarza
.
190 2010-09-27 19:59:51 Ostatnio edytowany przez GetReal (2010-09-27 20:27:52)
BÓG ISTNIEJE. Dlaczego najsłynniejszy ateista zmienił swój światopogląd?..
bo tylko krowa nie zmienia pogladow?
Jej autorem jest prof. Antony Flew, brytyjski filozof uważany przez dziesięciolecia za czołowego ateistę i głównego krytyka wiary w Boga. Jego rozprawa ?Teologia a falsyfikacja z roku 1950 ?okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną minionego wieku. W roku 2004 Flew niespodziewanie ogłosił, że zrewidował swój pogląd na istnienie Boga.
i niech mu to wyjdzie na zdrowie ![]()
Chociaż wyszedł od ateizmu, to wierność tej zasadzie doprowadziła go logicznie do uznania istnienia Boga.
To musi byc ciekawe. Logiczny dowod na istnienie Boga...hmm. Bedzie trzeba sie doksztalcic. Podasz laskawie wiarygodne linki?
W książce przedstawia argumenty obu stron sporu i wyjaśnia, że w obliczu współczesnej wiedzy naukowej nie da się dalej obronić ateizmu w racjonalny sposób.
Tak jakby w racjonalny sposob dalo sie obronic istnienie Boga.
Dawkinsisci również gorliwie i płomiennie walczą z religią i wiarą tymi samymi metodami.
I plomiennie i gorliwie i ogniem i mieczem w imie...
Wyobrazacie sobie panel dyskusyjny miedzy Flew a Dawkins'em, kurcze...takie cos to bym chciala zobaczyc. Szkoda ze sie nigdy nie uda.
Emilia wyjasnisz mi jeszcze jak to jest z ta trojca swieta w kosciele?
Dogmat św. Trójcy to takie jakby spoiwo, łączące prawie wszystkie wyznania chrześcijańskie. Nie uznają tego dogmatu np. arianie. Najprawdopodobniej dogmat ów powstał, ponieważ do wczesnego chrześcijaństwa przeniknęły wpływy filozofii platońskiej, co jest argumentem krytyków, ale dla mnie osobiście to pozytywny dowód jak, bardzo wczesne chrześcijaństwo było otwarte i światłe.
W wielu miejscach NT Jezus mówi o sobie i Ojcu jako oddzielnych osobach, a o Duchu Św. mowa jest w wielu miejscach, m.in.: "Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi" 2 Kor 15, 13. "Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Jezusie Chrystusie i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych" (2 Kor 1, 21). "Piotr, Apostoł Jezusa Chrystusa do wybranych. (...) Według tego, co przewidział Bóg Ojciec, aby w Duchu zostali uświęceni" (1 P 1, 1).
Główny problem polega na tym, że jak można znaleźć w wielu mądrych książkach "tajemnica Trójcy Św. przekracza możliwości ludzkiego pojmowania". Czyli zostało wymyślone coś (nie mówię, że bezpodstawnie), czego wytłumaczyć się nie dało.
Bo teoretycznie są trzy osoby boskie, ale i są i nie są odrębne. Takie trzy w jednym: szampon, odżywka i serum. W jednej butelce. Przynajmniej ja to tak pojmuję. No jeszcze są różne płyny, np. do demakijażu z loreala, dwuwarstwowy, co jak się go wstrząśnie to się warstwy mieszają. Być może o coś takiego chodzi szanownym teologom
, ale oni o siebie raczej nie dbają, a już na pewno się nie malują, więc skąd boroczki mają wiedzieć?
W sumie to mi osobiście największą trudność w tym sprawia wyczucie, kim jest Duch. Bo na dobrą sprawę nie przejawia się on nigdzie jako osoba ale jako energia (mówię o NT). Bóg jest zantropomorfizowany w ,no i raz się chyba odzywa w NT, poza tym w średniowiecznej wizji świata (w KK niestety do dzisiaj) Bóg jest takim niby-ludzikiem, a w każdym razie jest na maksa uczłowieczony. A Duch? Daje ludziom jakieś właściwości, ale ani słówka przy tym nie piśnie. Mogę oczywiście mówić tylko na podstawie swoich przeżyĆ i doświadczeń, więc skoro Duch jest transpersonalny, to dlaczego Bóg i Chrystus (bo trzeba odróżnić: Jezus był do śmierci, Chrystus jest od zmartwychwstania) mają być osobami? To raczej byty transpersonalne, ale w takim razie dogmat o Trójcy nabiera innego charakteru.
Dogmat św. Trójcy to takie jakby spoiwo, łączące prawie wszystkie wyznania chrześcijańskie. Nie uznają tego dogmatu np. arianie. Najprawdopodobniej dogmat ów powstał, ponieważ do wczesnego chrześcijaństwa przeniknęły wpływy filozofii platońskiej, co jest argumentem krytyków, ale dla mnie osobiście to pozytywny dowód jak, bardzo wczesne chrześcijaństwo było otwarte i światłe.
W wielu miejscach NT Jezus mówi o sobie i Ojcu jako oddzielnych osobach, a o Duchu Św. mowa jest w wielu miejscach, m.in.: "Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi" 2 Kor 15, 13. "Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Jezusie Chrystusie i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych" (2 Kor 1, 21). "Piotr, Apostoł Jezusa Chrystusa do wybranych. (...) Według tego, co przewidział Bóg Ojciec, aby w Duchu zostali uświęceni" (1 P 1, 1).
Główny problem polega na tym, że jak można znaleźć w wielu mądrych książkach "tajemnica Trójcy Św. przekracza możliwości ludzkiego pojmowania". Czyli zostało wymyślone coś (nie mówię, że bezpodstawnie), czego wytłumaczyć się nie dało.
Bo teoretycznie są trzy osoby boskie, ale i są i nie są odrębne. Takie trzy w jednym: szampon, odżywka i serum. W jednej butelce. Przynajmniej ja to tak pojmuję. No jeszcze są różne płyny, np. do demakijażu z loreala, dwuwarstwowy, co jak się go wstrząśnie to się warstwy mieszają. Być może o coś takiego chodzi szanownym teologom, ale oni o siebie raczej nie dbają, a już na pewno się nie malują, więc skąd boroczki mają wiedzieć?
W sumie to mi osobiście największą trudność w tym sprawia wyczucie, kim jest Duch. Bo na dobrą sprawę nie przejawia się on nigdzie jako osoba ale jako energia (mówię o NT). Bóg jest zantropomorfizowany w ,no i raz się chyba odzywa w NT, poza tym w średniowiecznej wizji świata (w KK niestety do dzisiaj) Bóg jest takim niby-ludzikiem, a w każdym razie jest na maksa uczłowieczony. A Duch? Daje ludziom jakieś właściwości, ale ani słówka przy tym nie piśnie. Mogę oczywiście mówić tylko na podstawie swoich przeżyĆ i doświadczeń, więc skoro Duch jest transpersonalny, to dlaczego Bóg i Chrystus (bo trzeba odróżnić: Jezus był do śmierci, Chrystus jest od zmartwychwstania) mają być osobami? To raczej byty transpersonalne, ale w takim razie dogmat o Trójcy nabiera innego charakteru.
Duch Święty w Nowym Testamencie jest traktowany jako osoba. Jest napisane, że zrobił, postanowił, przemówił itp. Generalnie kontynuuje dzieło Jezusa. Co konkretnie robi i jakie dary daje w kościele można przeczytać w 1 Koryntian rozdział 12. Ojciec ciągle rozmawia z Jezusem. O tym jak się ma sprawa z Jezusem proponuję ewangelię Jana rozdział 1. Jezus był nazywany Chrystusem czyli mesjaszem jeszcze przed swoją śmiercią.
W niektórych miejscach w Biblii można wywnioskować, że jest podział na osoby pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem, a w innych jest podkreślona jedność. Już hebrajskie i aramejskie słowa przetłumaczone na polskie ?Bóg?, wskazują na pewne komplikacje w zrozumieniu istoty Boga.
Bóg stworzył człowieka na swój obraz i według Biblii jesteśmy zbudowani z ciała ducha i duszy. Oczywiście jesteśmy tylko jego obrazem, jedynie składamy się z 3 części a z Bogiem jest inaczej.
Wytłumaczyć ciężko bo nie ma porównań które można użyć.
A ja tutaj chcę napisać, że pomogła mi Matka Boża Licheńska. Miałam problemy ze stopą, nie mogłam chodzić. Żadne leki nie skutkowały. Doszło do tego, że pojawił się straszny stan ropny. Nie dałam rady ubrać żadnego buta. Tak bardzo bolało...
I wtedy wziełam wodę, którą dwa miesiące wcześniej przywiozłam z Lichenia. Robiłam z niej okłady przez kilka dni i pomogło. Nie czułam już bólu, który towarzyszył mi od miesięcy... z każdym dniem było widać poprawę, aż w końcu wszystko znikło.
Tam w Licheniu czuję się obecność Matki Bożej, tam przeżyłam cudowną spowiedź... tam zrozumiałam czym tak w ogóle jest spowiedź... ze to nie tylko odklepanie regułki.
Tam dzieją się cuda...
U mnie wygląda to tak:
a) Wierzę w Boga.
b) Nie toleruję kościoła.
Czemu?
a) Trudno to wyjaśnić, ale z mojego punktu widzenia po prostu jest. Ja to wiem. Może dlatego, że sama przeżyłam kilka sytuacji, które umocniły moją wiarę. Które potwierdziły, że sam Bóg nade mną czuwa.
b) Kościoł ma swoje zasady, własny 'regulamin'. Ludzie mają go przestrzegać, inaczej nie dostaną możliwości spowiedzi/ślubu/chrztu dziecka. Dla mnie to jest chore...
Łatwiej w 'Boga' wierzyć gdy wszystko układa się po naszej myśli..wtedy z poztywnym nastawieniem wierzymy ,ze istnieje.. bo jakoś musimy wytłumaczyć sobie,skąd to nasze powodzenie..
Gorzej jest w sytuacji gdy komuś wszystko idzie pod góre,i dostaje jeszcze od życia w łeb..w konsekwencji jako młoda osoba umiera pozostawiająć cudne dwie córeczki bez ich mamy... **
Wykazał sie miłosierdziem,niesłychanym.. zabrał do siebie napewno#$%^&^%$#!!!pozostawiając córeczki z wieczną tęsknotą....
...Bóg? napewno istnieje..
...musi istnieć!
..bo musi ze mną pogadać w 4 ** !!!!!!!!