Monoceros, z obrazkiem sie nie zgadzam, bo takie podejscie do sprawy wywoluje tylko frustracje u kobiety i wnerwienie ze strony mezczyzny. Facet to nie jest podwladny zony, tylko jej maz. Nie jest tez pieciolatkiem, ktoremu trzeba przypominac o posprzataniu zabawek. Uwazam, ze dorosli ludzie sa w stanie na poczatku wspolnego gospodarstwa sie umowic co kto robi, a potem po prostu nie wchodzic sobie w droge.
Tak na przyklad, to ja u nas w domu gotuje i sprzatam. Jestem lepsza kucharka i lepiej potrafie organizowac porzadki. Z drugiej strony, Misiek wie jak zajac sie ogrodkiem, roslinami w domu, ma lepsza pamiec do placenia rachunkow- wiec mu to zostawiam do roboty. W ten sposob kazde z nas wie, co do niego nalezy i nie ganiamy za soba proszac o zrobienie tego czy tamtego.
Zreszta ludzie w parach sie roznia w kwestii postrzegania co jest porzadkiem, a co juz balaganem. Dla mnie nieumyty kubek to bajzel, dla Miska ciuchy moga sie walac po calej sypialni, a on nie widzi problemu.
Ten komiks Pontonu tylko pokazuje, ze istnieja kobiety, ktore nie potrafia sie efektywnie komunikowac z wlasnymi mezami. Wskazuje tez na to, ze istnieja kobiety, ktore patologicznie wszystko musza kontrolowac w swoim otoczeniu, bo tak naprawde nie wierza, ze ich maz cokolwiek potrafi zrobic przy dziecku czy tez w domu. No jak lata taka kobita wszystko ogarniajac i oczekujac, jak juz opadnie z sil, ze facet ma krysztalowa kule by sie zorientowac, w czym ma pomoc- szczegolnie, ze od wszystkich tych zadan go caly czas odpychala- to potem jest placz i zgrzytanie zebow.