Cóż, odnoszę wrażenie, że wina leży po obu stronach miecza.
Swojego męża wybrałaś, widząc co sobą prezentuje, co robi w życiu. Gdy się żeniliście, gdy mówiłaś sakramentalne "tak", wtedy Ci odpowiadał. Następnie, życie poszło do przodu, Ty rozwinełaś skrzydła i zaczęłaś się realizować zawodowo. Zarabiać na równi bądź lepiej niż Twój mąż. Tym ruchem mu okazałaś, że w zasadzie jesteś samowystarczalna i nie potrzebujesz jego do życia. Facetowi ciężko przełknąć taki ruch. Nie od wczoraj wiadomo, że to kobieta wybiera, a nie mężczyzna. Wobec powyższego, kiedyś go wybrałaś z różnych powodów, m.in. zarobkowych, ale także jako nazwijmy to "lidera", "przewodnika stada". Nie deprecjonuję w żadnym stopniu Twojej pozycji, byliście i jestescie równi, aczkolwiek to trochę jak w tańcu - mężczyzna powinien prowadzić, mimo, że przecież nie jest od kobiety lepszym tancerzem. Aczkolwiek tego się od niego oczekuje. Kiedy facet przestaje umieć prowadzić, bo partnerka go przewyższa umiejętnościami, wtedy zwykle następuje zmiana gałęzi, upgrade, na lepszego tancerza. Mężczyźnie ciężko przetrawić taki fakt. Stąd agresja i próba zdominowania Ciebie.
Konkludując, to nie jest Twoja wina, że zaczęłaś zarabiać i się realizujesz zawodowo - powiedziałbym że to sukces. Problem w tym, że Twój facet widocznie nie ma zdolności, chęci, by pójść jeszcze w górę, a w obecnej sytuacji nie stanowi dla Ciebie równorzędnego partnera, a jest oczywistym, iż kobiety celują w najgorszym wypadku w równego sobie gościa, zwykle w kogoś kto osiągnął więcej, co zostało wyjasnione powyżej. Każdy kto twierdzi inaczej albo jest nierozgarnięty, albo nie zna realiów życia. To spowodowało, że Twój mąż czuje zagrożenie i stąd jego reakcja. Dlaczego napisałem zatem, że wina jest po obu stronach miecza? Bo Ty widząc to, że taki stan rzeczy nastał, stosujesz bierny psychiczny nacisk na niego, pokazując mu, że nic sobie z jego postawy nie robisz, okazując obojętność. Normalnie, jak kobiecie zależy, to stara się o wszystkim rozmawiać, wyjaśniać różne kwestie, przedstawiać scenariusze i schematy polubownych rozwiązań, drążyć temat skąd wynikają takie a nie inne zachowania, konsultować z mężem określone rozwiązania. Natomiast, kiedy w miejsce tego pojawia się chłód i odtrącenie, to w czynach można odtworzyć miedzy Wami następujący dialog: On- "kochanie, zależy mi na Tobie i boję się, że Cię stracę i co więcej, nie moge tego okazać w normalny sposób, bo będzie to oznaką słabości i tym bardziej stracę w Twoich oczach, a odnosże wrażenie, że się ode mnie oddalasz", na co Ty odpowiadasz swoim zachowaniem "owszem, oddalam, gdyż mocno się rozwinęłam i mam to w nosie, że Ciebie to boli. Ogarnij się człowieku i wykaż, że jesteś mnie wart, nie wiem zrób coś ze swom życiem, bo zaczynam Tobą gardzić. I tak, słusznie wyczuwasz, że coś się kroi, więc jak szybko czegoś nie zrobisz, bo niebawem wrócisz do pustego domu".
To powoduje, że te zachowania bedą narastać z obu stron, aż to jebnie w końcu, natomiast gdyby Ci serio na nim zależało, to coś byś z tym robiła, (co, to zostało już wyjasnione powyżej), natomiast z Twoich wypowiedzi wynika, że obecnie szukasz usprawiedliwienia, by całą winę na niego zrzucić i dać sobie powód i uznanie do jebnięcia tym. A takie coś pachnie, i ten zapach on wyczuwa. No cóż, zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, bo jestem przekonany, że sobie zdajesz, i nie robiąc z tym nic, pozwalająć temu niejako umrzeć, w pewnym zakresie odnajduję tutaj Twoją winę również. Nie takie coś przysięgałaś swojemu mężowi na slubnym kobiercu (w bogactwie i biedzie, zdrowiu i chorobie).
Ostatecznie, ja jego nie usprawiedliwiam, a jego zachowanie jest absolutnie nieakceptowalne. Mowa tu głównie o wyzwiskach w Twoim kierunku etc, natomiast miej świadomość, że Twoja wina w tym również występuje, bo decyzja o jego popierdoleniu w Twojej głowie juz zapadła, teraz to już tylko umacnianie się w niej.
Nawiasem mówiąc, jest to kolejny przykład na całkowity brak równouprawnienia, który przejwia się tak na prawdę w każdym możliwym aspekcie życia. Wystarczy spojrzeć na odwrotną sytuację: "Moja starsza i wysłuzona żona już nie jest taka ładna, jak kiedyś była, a poznałem taką fajną nauczycielkę w szkole, młodziutkie dziewczę no petarda, cholera no nie jestem się w stanie zmusić do miłości przecież. Może zatem po prostu przestanę się do niej oddzywać, swoim zachowaniem jej pokaże, że coś jest nie tak, a jak zacznie panikować i sie denerwować z tego powodu, to będę miał powód żeby wreszcie ją popierdolić." - z tą różnicą, że w tej sytuacji facet nie uzyskał by poparcia na forum i przyklasku "no pewnie, realizuj się stary, a babsko niech wypierdala". Tyle z mojej strony, pozdrawiam czule.