Ela210 napisał/a:Niezbyt rozumiem ten dylemat.
Ze sobą jest się zawsze. Jak można się czuć dobrze w związku, a że sobą już nie? Od siebie się nie ucieknie..
W sumie to terapeuta nie ma komuś sugerować życia takiego czy innego.To nie doradztwo zawodowe.A komu terapeuta doradzał jak żyć? Bo coś mi umknęło w wątku?
Przyczepiłaś się Ross do pewnego fragmentu większej całości ,czyli całej postawy wobec siebie i się buntujesz ,znęcasz nad tym,czyli nad sobą .
Po co ?
Zauważyłem również to że jak człowiek zaczyna siebie lubić i to robi przez jakiś czas to się nasyca i powstaje naturalna potrzeba podzielenia się ,gotowość jest czymś oczywistym nie sprawia trudności ,te wszystkie listy preferencji i uprzedzeń do innych ludzi nie są aż tak ważne ,bo człowiek nie jest bogiem nie ogarnie wszystkiego i się nie pozabezpiecza od wszystkiego,wniosek dla mnie był taki że tego lubienia siebie nie da się zatrzymać tylko dla siebie,ponieważ to nienaturalne ,tylko jak się siebie nie lubi ,nie wierzy w siebie z czym do innych.
Z lekami,pretensjami uległością czy chęcią panowania? Z żądaniami,roszczeniami?
Podobnie widzę ludzie wyjmują fragment o życiu tu i teraz i się nad nim znęcają ,twierdząc ze przeszłość jest najważniejsza i ma największe znaczenie,jednocześnie twierdząc też ze bardzo boją się być sami w przyszłości to akurat ostatnio zauważyłem na forum z większym nasileniem .