Z drzewa wiadomości ![]()
Z szarej renety. Twarde, kwaśne.
Szarlotka będzie z karmeliziwanymi jabłkami. Ale w sumie już się najadłam suriwego ciasta ( uwielbiam), bo oczekiwanie nadweręża moją cierpliwość.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kiedy dojrzewaja panowie?
Strony Poprzednia 1 … 69 70 71 72 73 … 92 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Z drzewa wiadomości ![]()
Z szarej renety. Twarde, kwaśne.
Szarlotka będzie z karmeliziwanymi jabłkami. Ale w sumie już się najadłam suriwego ciasta ( uwielbiam), bo oczekiwanie nadweręża moją cierpliwość.
A karmelizowane jabłka to jakie?
Karmelizowane to podsmażone w cukrze z dodatkiem soku cytrynowego. Jak rozpuszczony cukien zacznie brązowieć i zrobi się taki syrop, smaży sie w tym pokrojone jabłka, dodaje troche maki ziemniaczanej, cynamonu, wanilii- sa oblepione takim własnie karmelem, który tworzy się pod wpływem temperatury.
"Głowa medium" :0
Śniło mi się dziś, że znalazłam szczeniaka w studzience kanaluzacyjnej.
Rano po przyjściu do pracy usłyszałam,od psiapsiółka w pracy, ze jej dziecię bez jej zgody kupiło sobie pieska.
Swoją drogą jaką paskudę- szpic miniaturowy.
Wiola:" Prz3cież jakby co, to będę się wstydziła z tym wyjść na dwór!"
"Głowa medium" :0
Śniło mi się dziś, że znalazłam szczeniaka w studzience kanaluzacyjnej.
Rano po przyjściu do pracy usłyszałam,od psiapsiółka w pracy, ze jej dziecię bez jej zgody kupiło sobie pieska.Swoją drogą jaką paskudę- szpic miniaturowy.
Wiola:" Prz3cież jakby co, to będę się wstydziła z tym wyjść na dwór!"
Czyli wniosek taki, że jej dziecko będzie w przyszłości pracować w Miejskim Przedsiębiorstwie Kanalizacji ?
To oznacza że może otworzę działalność z zakresu przewidywania przyszłości? Kilka razy takie coś już mi się zdarzylo.
(nie otwieranie, tylko sny).
Muszę tylko zapisać się na kurs, żeby nawijkę podszkolić.
To oznacza że może otworzę działalność z zakresu przewidywania przyszłości? Kilka razy takie coś już mi się zdarzylo.
(nie otwieranie, tylko sny).
Muszę tylko zapisać się na kurs, żeby nawijkę podszkolić.
Proroctwo mojej prababci nade mną w "kołysce" kiedy się poznaliśmy :" będzie z niego nygus,albo nie będzie - ciężki przypadek " ![]()
Babcina mądrość. ![]()
Ślizgawka na Hali otwarta. Idę w piątek, bo potem jeszcze zamkną i znów obejdę się smakiem.
Nawijkę, Adelu, masz bez zarzutu ![]()
A propos niedrapania ran, o czym pisała wyżej Rossanka, spodobało mi się to, co powiedziała mi terapeutka.
Natrętne myśli można potraktować jak "gdaczące" w kącie radio, którego nikt nie słucha. Niech gdacze, a ja robię swoje, na przykład idę sobie na rower. Pomogła mi bardzo ta rada, choć może nie w stu procentach.
Nie wiedziałam tego i sobie - o tej nawijce.
Chyba rozwinęło mi się, jak zaczęłam terapię. Silne emocje potrafią być może coś takiego zdziałać.
Mam wrażenie że ostatnio mniej zjazdów nastroju. Mogę to porównać do momentu gdy mamy pierwsze wrażenie że mija potworny. kac. Jeszcze człowiek słaby i się telepie, ale już minęły mdłości które nie pozwoliły na wstanie z łóżka.
Takiego dramatu nie doświadczyłam, ale dobrze wiem, jak nawet "zwykła" przykrość potrafi obedrzeć z sił, odebrać ochotę na działanie i zdezorganizować codzienność.
Dobrze, Adelo, że powoli się podnosisz.
Ja doła trochę dzisiaj złapałam. Syn ma kłopoty w szkole, a ja nie wiem, jak mu pomóc. Postanowiłam na początek porozmawać z wychowawczynią, bo od syna wiem, w czym problem.
Mogę to porównać do momentu gdy mamy pierwsze wrażenie że mija potworny. kac. Jeszcze człowiek słaby i się telepie, ale już minęły mdłości które nie pozwoliły na wstanie z łóżka.
Nawet czasem czułem jak paznokcie mi rosną ![]()
W wychodzeniu z kaca jest coś heroicznego
nie istotne że najlepszym sposobem na kaca jest - nie pić cały niech będzie że tydzień ![]()
żeby nie było alegorju poniał są podobieństwa
Chyba może wreszcie natura zaczyna działać, chemia mózgu zawsze dąży do równowagi podobno , procentuje to co zrobiłaś dla siebie do tej pory,warto pocisnąć i pociągnąć sprawy dalej trochę mocniej ,korzystając z lekkiej zwyżki formy.
Żebyś wiedział.:)
Jeślu dotrze moja przyjaciółka z UK to planuję zabawić się na Sylwku. Wylaszczyć się nieco i wytańczyć.
I nawet wstępnie na narty w ferie się zgodziłam. Jako ekwiwalent za letni urlop.( którego nie było).
Co do chemii:
Chociaż może też być tak, że działa zwiększona dawka leku. Od ponad miesiąca ją stosuję.
Wszystko jedno. Niech wszystko razem działa, bo już naprawdę dość tego mroku.
Piegusie, a dziecko z nauką na bakier, czy to te inne sprawy? ( jeśli chcesz się tym tu dzielić)
Sytuacja nie jest dramatyczna, ale trochę młody narozrabiał. Opuścił bez mojej wiedzy sporo godzin lekcyjnych. Strategia uciekania od problemów.
Łebki miały ulgową taryfę w pierwszej klasie z powodu pandemii i zdalnego nauczania, a teraz chyba są w lekkim szoku, że nauka w średniej szkole to nie przelewki. Wymaga to pewnej strategii, a nie wyłącznie zakuwania dniami i nocami.
Właściwie dobrze, że wychowawczyni zareagowała w porę. Mnie już trochę emocje opadły, ale zestresowałam się bardziej niż główny zainteresowany.
Jak opada ta cała adrenalina, to się nie ma siły na nic. Zmusiłam się do jakiegoś minimum w domu, a teraz uciekam spać
Piegus , a na Librusa nie zaglądasz?
Przecież teraz przed rodzicem naprawdę trudno ukryc przegięcia w szkole.
Wiem, że to zabrzmi idiotycznie, ale jakoś te nieusprawiedliwione nieobecności przeoczyłam. Po prostu nie zwróciłam uwagi.
Z młodym odpowiednia pogadanka już przeprowadzona, przedsięwzięłam też pewne kroki z wychowawczynią oraz szkolną pedagog. Oby podziałało. No, cóż, moja uśpiona czujność i rozkojarzenie też się zemściły.
W takich chwilach brakuje mi wsparcia się autorytetem drugiego rodzica.
Ja wczoraj na Sympatii nawiązałem miłą rozmowę z pewną panią z Krakowa, która okazała się pół Rosjanką (matka Polka, ojciec Rosjanin). Mieszka od 3 lat w Polsce.
Tak sobie pomyślałem, że moja ex była po filologii rosyjskiej, a teraz jakaś pół Rosjanka
Przypadek ? Nie sądzę. Osaczają mnie "zielone ludziki" ![]()
Zobaczymy jak będzie dalej.
Moja rozmowa z typem z Sympatii:
T- Typ
J- ja
T: To co, przyjaźń isex?
J: Nieee...nie tego szukam.
T: Ja szukać nie muszę.
J: Tym lepiej.
T: Pewnie, widać że cienka jesteś.
I zanim zdążyłam odpowiedzieć " A Ty wąski", Typ dodał mnie do CZARNEJ LISTY .
:0
Misix, rosyjski akcent jest taki słodki..
Szukać nie musi a jednak szuka na Sympatii. Chyba, że chciał po prostu kogoś obrazić bez konsekwencji. Uderz i uciekaj
Moja rozmowa z typem z Sympatii:
T- Typ
J- ja
T: To co, przyjaźń isex?
J: Nieee...nie tego szukam.
T: Ja szukać nie muszę.
J: Tym lepiej.
T: Pewnie, widać że cienka jesteś.
I zanim zdążyłam odpowiedzieć " A Ty wąski", Typ dodał mnie do CZARNEJ LISTY .
:0
Misix, rosyjski akcent jest taki słodki..
Masakra ![]()
Mnie też się rosyjski akcent podoba. Mam nadzieję, że pani jest w ogóle dobrze komunikatywna po polsku, bo ja rosyjskiego już nie pamiętam. W pisaniu robiła pewne błędy i czasem czegoś chyba nie załapała, ale generalnie było ok.
Szukać nie musi a jednak szuka na Sympatii. Chyba, że chciał po prostu kogoś obrazić bez konsekwencji. Uderz i uciekaj
Szuka taki nie tam gdzie trzeba. Nie czyta opisu, bo przecież znajdzie panny na seks.
Traci czas, ale lubi pojechać na koniec.
aniuu1 napisał/a:Szukać nie musi a jednak szuka na Sympatii. Chyba, że chciał po prostu kogoś obrazić bez konsekwencji. Uderz i uciekaj
Szuka taki nie tam gdzie trzeba. Nie czyta opisu, bo przecież znajdzie panny na seks.
Traci czas, ale lubi pojechać na koniec.
Najczęściej to są i tak erotomani-gawędziarze, którzy jak przychodzi co do czego to tracą rezon. Oni są kozaki tylko przez internet i najlepiej anonimowo.
Moja rozmowa z typem z Sympatii:
T- Typ
J- ja
T: To co, przyjaźń isex?
J: Nieee...nie tego szukam.
T: Ja szukać nie muszę.
J: Tym lepiej.
T: Pewnie, widać że cienka jesteś.
I zanim zdążyłam odpowiedzieć " A Ty wąski", Typ dodał mnie do CZARNEJ LISTY .
:0
Coś jak czat room'y za starych dobrych czasów ICQ, gadu-gadu, tlenu. Tak słyszałem... ![]()
Ja tego nigdy nie używałam...wtedy jakoś ludzi poznawałam na żywo.
Dziś idę na ślizgawkę. Może tam jakiś wolny dżentelmen pomoże mi się podnieść, bo wykopyrtnę się na pewno.![]()
Ja tego nigdy nie używałam...wtedy jakoś ludzi poznawałam na żywo.
Dziś idę na ślizgawkę. Może tam jakiś wolny dżentelmen pomoże mi się podnieść, bo wykopyrtnę się na pewno.
Weź pingwinka.
Którego ? ![]()
Którego ?
No są takie dyżurne na ślizgawkach.
paslawek napisał/a:Którego ?
No są takie dyżurne na ślizgawkach.
To jednak ślizgawki nie są Ci obce ?
Adela pisała co prawda dawno temu o innym pingwinku,zapomniałem że możesz nie pamiętać,albo przeoczyłeś ten fakt.
Misinx napisał/a:paslawek napisał/a:Którego ?
No są takie dyżurne na ślizgawkach.
To jednak ślizgawki nie są Ci obce ?
Adela pisała co prawda dawno temu o innym pingwinku,zapomniałem że możesz nie pamiętać,albo przeoczyłeś ten fakt.
No widziałem ślizgawkę z bliska
i pingwinki były. Ale jeszcze się nie odważyłem wejść. Może kiedyś ![]()
paslawek napisał/a:Misinx napisał/a:No są takie dyżurne na ślizgawkach.
To jednak ślizgawki nie są Ci obce ?
Adela pisała co prawda dawno temu o innym pingwinku,zapomniałem że możesz nie pamiętać,albo przeoczyłeś ten fakt.No widziałem ślizgawkę z bliska
i pingwinki były. Ale jeszcze się nie odważyłem wejść. Może kiedyś
To może metoda szokowa ?
Desant ,porwanie Misinxa i wypuszczenie go z zawiązanymi oczami na ślizgawkę ?
Wszystko błyskawicznie .
Misinx napisał/a:paslawek napisał/a:To jednak ślizgawki nie są Ci obce ?
Adela pisała co prawda dawno temu o innym pingwinku,zapomniałem że możesz nie pamiętać,albo przeoczyłeś ten fakt.No widziałem ślizgawkę z bliska
i pingwinki były. Ale jeszcze się nie odważyłem wejść. Może kiedyś
To może metoda szokowa ?
Desant ,porwanie Misinxa i wypuszczenie go z zawiązanymi oczami na ślizgawkę ?
Wszystko błyskawicznie .
Ale najpierw newralgiczne miejsca obłożyć poduszkami. Nie miejsca na ślizgawce ![]()
Na Bombonierce ( moja ślizgawka) są te pingwinki cały czas.
Zrobię fotę i pokażę.
Ten pugwinek o którym wspomina Pasławek do innych zabaw służy .:)
Jakby kto$ chciał to za tydzieñ z pt na sob mam wolną cgatę. Zaraszam na grzane wino+ ślizgawka + jakieś jedzonko.
Nocleg na 2 osoby plus podłoga - tyle mogęzapewnić.
Na Bombonierce ( moja ślizgawka) są te pingwinki cały czas.
Zrobię fotę i pokażę.
Ten pugwinek o którym wspomina Pasławek do innych zabaw służy .:)
Jakby kto$ chciał to za tydzieñ z pt na sob mam wolną cgatę. Zaraszam na grzane wino+ ślizgawka + jakieś jedzonko.
Nocleg na 2 osoby plus podłoga - tyle mogęzapewnić.
To ja tego drugiego pingwinka nie pamiętam.
I może niech tak zostanie ![]()
"niepamięci cud" ![]()
"niepamięci cud"
Peseloza. Postępująca.
Ja tego nigdy nie używałam...wtedy jakoś ludzi poznawałam na żywo.
Dziś idę na ślizgawkę. Może tam jakiś wolny dżentelmen pomoże mi się podnieść, bo wykopyrtnę się na pewno.
Ja tak poznałam faceta w mlodosci wczesnej: wywracalam się na zamarzniętym jeziorze on wziął.mnie za rękę i już nie puścił.
piękne czasy.
Potem pytał czy udawalam ale ja naprawdę nie mogłam się utrzymać na lodzie.
$lizgawka kojarzy się tak nieco romantycznie, nie? A już jak jest na zewnątrz, i kolorowe lampki świecą...
Niestety na hali jest zimne, jarzeniowe światło- zero romantyzmu.
Ela, co potem było z tym Panem?
Sceny , których nie powstydzilby się filmowy scenariusz ![]()
Ale mieszkaliśmy daleko od siebie w przedinternetowych czasach i padło:)
Jak romantycznie Elu
przynajmniej jest co wspominać ![]()
Ps jesteście romantykami/romantyczni?
przyznawać się
ja tak średnio, kiedyś mniej, na starość mi się zmienia cosik
chociaż jeśli chodził o sentymentalność to druga połówka bije mnie w tym na głowę ![]()
Jak romantycznie Elu
przynajmniej jest co wspominać
Ps jesteście romantykami/romantyczni?
przyznawać się
ja tak średnio, kiedyś mniej, na starość mi się zmienia cosik
chociaż jeśli chodził o sentymentalność to druga połówka bije mnie w tym na głowę
Ja podobno jestem. Była tak twierdziła, bo ona nie była romantyczna
Pewnie faktycznie jestem, ale tak bez przegięć.
A tak z ostatniej chwili, to jutro mam randkę z panią pół-Rosjanką
To moja druga randka w tym roku. K...wa rozkręcam się
Jeszcze trochę i nie złapię zakrętu...
Jakby mnie uprowadziło KGB, to wyślę Wam kartkę z Syberii ![]()
Ja pierrrrrd.... ja nie mam co na siebie włożyć !!! Nie mam żadnych randkowych ciuchów. Masakra !!!
Co to właściwie znaczy - być romantycznym/ą? Bo mnie się trudno określić.
Mnie się wydaje,że pod tym względem jestem pełna sprzeczności.
Z pewnością jestem bardzo sentymentalna. Co do romantyzmu - chyba średnio.
Właśnie skończyłam czytać książkę, wprawdzie dla młodzieży, ale i tak poczytuję to sobie za sukces, bo od kilku lat czytanie szło mi jak po grudzie. Może wrócę wreszcie do ukochanego zajęcia? Tęsknię za tym, a koncentracja gorzej niż fatalna.
Książka przepiękna i wzruszająca. I bardzo mądra. Zawsze powtarzam, że dobra literatura wieku nie ma.

Kłaść się spać już chyba nie warto, zresztą wybiłam się. Mocna kawa i można się uaktywniać ![]()
A może jak za dawnych lat "odpalić" kolejną książkę od poprzedniej?
Jak ja lubię czytać Wasze rozmowy… Uświadomiłam sobie dzisiaj, że po 77 stronach lektury wypadałoby się przywitać
Adela, odkąd pojawiłaś się na forum, mocno trzymam za Ciebie kciuki. Twoja historia przypomina mi trochę doświadczenia mojej mamy.
Jak ja lubię czytać Wasze rozmowy… Uświadomiłam sobie dzisiaj, że po 77 stronach lektury wypadałoby się przywitać
Adela, odkąd pojawiłaś się na forum, mocno trzymam za Ciebie kciuki. Twoja historia przypomina mi trochę doświadczenia mojej mamy.
Dzień dobry.
Wilki lubią kozy.
Powodzenia Misinx na randce, tylko ładnie się tam zachowuj, wstydu nam nie narób
Cześć Lupe ![]()
Adela ,Musinx, już gdzieś kiedyś o tym pisałam, ale czy nie możecie żyć szczęśliwie sami ze sobą bez partnera? Żaden partner szczęścia Wsm nie da. Pytam, bo latami słyszałam to na forum.
Co dziwne jak jeszcze byłam w terapii, żaden terapeuta w życiu nic takiego mi nie powiedział. Wręcz odwrotnie, chwalili, że mimo życiu samej dobrze sobie radzę, jestem samowystarczalna, umiem sobie zorganizować czas, wychodzę do ludzi, robię wiele aktywności. Z resztą psychiatra, kiedy leczyłam nerwice, mówiła to samo. Że jest to jak najbardziej możliwe i aby nie myśleć tak, że się skończy samemu, że ja jestem normalna a to ,co przeżywam (tzn nerwica) to jedynie wynik moich doswiadczen życiowych i przejść.
Drugi człowiek szczęścia nie da, to nie rozsądniej żyć samemu?
Adela ,Musinx, już gdzieś kiedyś o tym pisałam, ale czy nie możecie żyć szczęśliwie sami ze sobą bez partnera? Żaden partner szczęścia Wsm nie da. Pytam, bo latami słyszałam to na forum.
Co dziwne jak jeszcze byłam w terapii, żaden terapeuta w życiu nic takiego mi nie powiedział. Wręcz odwrotnie, chwalili, że mimo życiu samej dobrze sobie radzę, jestem samowystarczalna, umiem sobie zorganizować czas, wychodzę do ludzi, robię wiele aktywności. Z resztą psychiatra, kiedy leczyłam nerwice, mówiła to samo. Że jest to jak najbardziej możliwe i aby nie myśleć tak, że się skończy samemu, że ja jestem normalna a to ,co przeżywam (tzn nerwica) to jedynie wynik moich doswiadczen życiowych i przejść.
Drugi człowiek szczęścia nie da, to nie rozsądniej żyć samemu?
Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Ja też dlatego Cię rozumiem. I wszystkich Ty, co są już długo sami i szukają. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie dostajesz porad typu naucz się żyć sam, musisz być szczęśliwym sam ze sobą, oczekujesz, xe kobieta przyjdzie i wypełni Ci pustkę, a musisz sam sobie ją wypełnić. W zamian za to jest życzliwe zainteresowanie randkami, motywacja do działania by kogoś poznać. U Adeli to samo. Nie widzę wpisów typu: nie szukaj faceta, nie umawiaj się na randki, znajdź właśnie teraz czas dla siebie, naucz się być sama ze sobą bo druga osoba szczęścia Ci nie da.
Zastanawia mnie ta zmiana podejścia.
Podobnego typu rady są adekwatne kiedy osoba zamiast zmierzyć się z jakimś swoim problemem, oczekuje, że ktoś inny za nią to załatwi.
Ja bym np mojej mamie dała taką radę, mimo, że jest zamężna.
Może czasem warto dopytać o co dokładnie chodzi, jakie są obserwacje osoby, która ci to mówi. Żeby lepiej zrozumieć sens tego przekazu.
Podobnego typu rady są adekwatne kiedy osoba zamiast zmierzyć się z jakimś swoim problemem, oczekuje, że ktoś inny za nią to załatwi.
Ja bym np mojej mamie dała taką radę, mimo, że jest zamężna.
Może czasem warto dopytać o co dokładnie chodzi, jakie są obserwacje osoby, która ci to mówi. Żeby lepiej zrozumieć sens tego przekazu.
Tego nie wiem. Takie rady czytałam tylko na tym forum. Od rodziny, znajomych wręcz odwrotnie, dziwili się, że nue ułożyłam sobie życia (zwiazkowo). Że jak to jest możliwe? Terapeuci do których chodziłam, pani psychiatra, tak samo, nigdy nie sugerowali, aby pobyć samej. Wręcz byli przekonani, że ułożę sobie życie (zwiazkowo). Żadna z tych osób nie mówiła, nauvz się być sama ze sobą. One znały mnie osobiście, na żywo I to przez wiele lat. Tylko tu na forum słyszałam takie porady. A sama lepiej sobie radzę niż wiele mężatek, które bez męża są nieporadne jak bez ręki.
Podsumowując, moje otoczenie - tam nigdy takiej rady nie słyszałam. Prawie10 lat jestem sama, wprawę w byciu samej mam. Ale nie wolno mi nawet wspomnieć że chciałabym mieć rodzinę, męża dzieci ( choć z dziećmi to teraz już po zawodach), bo zaraz wpisy, że naucz się być sama. Jednocześnie piszą, pisały tu osoby, które szykowały się do ślubu, zawierały związki małżeńskie im nikt niee pisal: po co ci druga osoba, naucz się być sam ze sobą.
Jestem 10 lat sama ze sobą prawie, jak można nauczyć się bycia jeszcze bardziej sama ze sobą?
Misinx napisał/a:Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Ja też dlatego Cię rozumiem. I wszystkich Ty, co są już długo sami i szukają. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie dostajesz porad typu naucz się żyć sam, musisz być szczęśliwym sam ze sobą, oczekujesz, xe kobieta przyjdzie i wypełni Ci pustkę, a musisz sam sobie ją wypełnić. W zamian za to jest życzliwe zainteresowanie randkami, motywacja do działania by kogoś poznać. U Adeli to samo. Nie widzę wpisów typu: nie szukaj faceta, nie umawiaj się na randki, znajdź właśnie teraz czas dla siebie, naucz się być sama ze sobą bo druga osoba szczęścia Ci nie da.
Zastanawia mnie ta zmiana podejścia.
Ross mieszasz parę spraw ze sobą .Stąd ciągły konflikt i niezgoda tak myślę.
To już nie wyliczasz jakie są negatywne ,niekorzystne strony związku,związków innych ludzi?
że zapytam wrednie i podstępnie ,deprecjonowanie związku czy idealizowanie to pułapka i ślepa uliczka .
Inni nie dadzą szczęścia jeżeli to od nich zależy i takim się uczyni to oczekiwanie, którego znaczenie urasta do rangi żądania ,to koniec ,nikt i nic nie wypełni żadnej pustki,kompleksów ,ponieważ są to osądy i oceny - złudzenia ,nie istnieje żadna pustka ,jedynie emocje i uczucia istnieją i są prawdziwe ,tylko są pochodną złudzeń biorących się z porównywania ,różnicowania i osądzania siebie i innych z subiektywnej percepcji i przekonań na różnych poziomach świadomości .
Związki ludzi są naturalne i mogą być dobrym regulatorem uczuć ,poczucia bezpieczeństwa itp dlatego że jesteśmy ludźmi jednocześnie nieidealnymi,niedoskonałymi ale dokładnie takimi jakimi powinniśmy być w danej chwili ,całkowitymi i kompletnymi ,z bagażem ,chmurą myśli uczuć ,całym pięknem i niby popapraniem .
Już tyle tego napisano w Twoim wątku....
Pozostaje odkryć swój sposób na szczęście ,niezależnie od odkryć innych .
rossanka napisał/a:Misinx napisał/a:Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Ja też dlatego Cię rozumiem. I wszystkich Ty, co są już długo sami i szukają. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie dostajesz porad typu naucz się żyć sam, musisz być szczęśliwym sam ze sobą, oczekujesz, xe kobieta przyjdzie i wypełni Ci pustkę, a musisz sam sobie ją wypełnić. W zamian za to jest życzliwe zainteresowanie randkami, motywacja do działania by kogoś poznać. U Adeli to samo. Nie widzę wpisów typu: nie szukaj faceta, nie umawiaj się na randki, znajdź właśnie teraz czas dla siebie, naucz się być sama ze sobą bo druga osoba szczęścia Ci nie da.
Zastanawia mnie ta zmiana podejścia.Ross mieszasz parę spraw ze sobą .Stąd ciągły konflikt i niezgoda tak myślę.
To już nie wyliczasz jakie są negatywne ,niekorzystne strony związku,związków innych ludzi?
że zapytam wrednie i podstępnie ,deprecjonowanie związku czy idealizowanie to pułapka i ślepa uliczka .
Inni nie dadzą szczęścia jeżeli to od nich zależy i takim się uczyni to oczekiwanie, którego znaczenie urasta do rangi żądania ,to koniec ,nikt i nic nie wypełni żadnej pustki,kompleksów ,ponieważ są to osądy i oceny - złudzenia ,nie istnieje żadna pustka ,jedynie emocje i uczucia istnieją i są prawdziwe ,tylko są pochodną złudzeń biorących się z porównywania ,różnicowania i osądzania siebie i innych z subiektywnej percepcji i przekonań na różnych poziomach świadomości .
Związki ludzi są naturalne i mogą być dobrym regulatorem uczuć ,poczucia bezpieczeństwa itp dlatego że jesteśmy ludźmi jednocześnie nieidealnymi,niedoskonałymi ale dokładnie takimi jakimi powinniśmy być w danej chwili ,całkowitymi i kompletnymi ,z bagażem ,chmurą myśli uczuć ,całym pięknem i niby popapraniem .
Już tyle tego napisano w Twoim wątku....
Pozostaje odkryć swój sposób na szczęście ,niezależnie od odkryć innych .
Psychiatra I terapeuci powiedzieli, że moje pragnienia są całkiem naturalne i nie widzą, abym uzależniała swoje życie od życia innych. Wspomniałam im wtedy o tym, że może powinnam żyć sama szczęśliwie ze sobą , usłyszałam, ze to można robić będąc również w związku I że ja się jak najbardziej nadaje, mam zdrowe odruchy, zdrowe myślenie ( mimo nerwicy). A przypominam, że to były osoby, do których chodziłam na sesję regularnie raz na tydzień przez około 6 lat ( z małymi przerwami niezależnie ode mnie).
Co do związków, wiem, że mogą być nieszczęśliwe również. To przecież logiczne. Wtedy się taki związek zrywa i idzie swoją drogą, bo szkoda życia. To też wyniosłam z terapii.
Edit: o tym właśnie piszę. Misinxowi i Adeli nie napisałeś, by nauczyli się być szczęśliwi sami ze sobą, że partner im nie da szczęścia i nie będzie wypełniał pustki. A mi od razu napisałeś:D
O To mi dokładnie chodzi. Inni mogą chciał być w związku, jedynie mnie nie wolno, bo zaraz krzyk, że chce sobie zapełni pustkę, ![]()
U mnie 30 lat, patrząc na obecność na forum mogę śmiało przyjąć, że moje zaburzenia rządzą mną mocno i raczej status matrymonialny się nie zmieni.
Psychiatra I terapeuci powiedzieli, że moje pragnienia są całkiem naturalne i nie widzą, abym uzależniała swoje życie od życia innych. Wspomniałam im wtedy o tym, że może powinnam żyć sama szczęśliwie ze sobą , usłyszałam, ze to można robić będąc również w związku I że ja się jak najbardziej nadaje, mam zdrowe odruchy, zdrowe myślenie ( mimo nerwicy). A przypominam, że to były osoby, do których chodziłam na sesję regularnie raz na tydzień przez około 6 lat ( z małymi przerwami niezależnie ode mnie).
Co do związków, wiem, że mogą być nieszczęśliwe również. To przecież logiczne. Wtedy się taki związek zrywa i idzie swoją drogą, bo szkoda życia. To też wyniosłam z terapii.Edit: o tym właśnie piszę. Misinxowi i Adeli nie napisałeś, by nauczyli się być szczęśliwi sami ze sobą, że partner im nie da szczęścia i nie będzie wypełniał pustki. A mi od razu napisałeś:D
O To mi dokładnie chodzi. Inni mogą chciał być w związku, jedynie mnie nie wolno, bo zaraz krzyk, że chce sobie zapełni pustkę,
Następna prześladowana
Zarzucanie mi że propaguje samotne życie to gruba przesada jest.
Pisałem i Adeli i Misinxowi podobne rzeczy wystarczy się cofnąć ,zupełnie nie chodzi o nakłanianie kogoś do bycia samemu czy nie bycia samemu chodzi o to jak się siebie traktują i o postawę,jak i co o sobie myślą ,tak jak nie potrafię kogoś uszczęśliwić tak samo nie możliwym jest kogoś unieszczęśliwić, jeżeli nie ma na to przyzwolenia i zgody wewnątrz
.Głównie to chodzi o stosunek do siebie i oczekiwania .
A nie zauważyłem żeby ktokolwiek Ciebie potępiał za naturalne pragnienia i potrzeby ,raczej za marudzenie ,szukanie dziury w całym,dowalanie sobie i czarnowidztwo dostawałaś zwroty od ludzi ,za przeginanie i skrajności ,o to chodzi powiedzenie Tobie że jesteś w porządku, nie trafia do Ciebie bo nie dopuszczasz myśli o tym do siebie zaraz znajdziesz coś co jest niedobre w Tobie.
Misinx przez jakiś czas był bardzo nieszczęśliwy w związku o czym czasem pisał ,bycie samemu też go za bardzo nie uszczęśliwia .
Adela została zdradzona i porzucona z tym jest największa sprawa .
W obu przypadkach istotne jest jak oni siebie traktują teraz i to co ich spotyka .
Czy w związku, czy solo miewam bardzo różne powody do smutków i radości. Ot, życie.
Nigdy nie podejmę się wartościowania, który stan lepszy, każdy ma "zady i walety". Lubię być z kimś, ale nie za wszelką cenę. Bycie samą doceniam.
Bywało, że czułam się osamotniona, ale z czasem nauczyłam się dawać sobie z tym radę.
Najgorzej się na samotności zafiksować, dobrze wiem, jak to jest, bo też mi się chwilami zdarzało.
Lupe napisał/a:Jak ja lubię czytać Wasze rozmowy… Uświadomiłam sobie dzisiaj, że po 77 stronach lektury wypadałoby się przywitać
Adela, odkąd pojawiłaś się na forum, mocno trzymam za Ciebie kciuki. Twoja historia przypomina mi trochę doświadczenia mojej mamy.
Dzień dobry.
Wilki lubią kozy.
A o wilku, kozie i kapuście słyszałeś? ![]()
pomyłka
aniuu1 napisał/a:Podobnego typu rady są adekwatne kiedy osoba zamiast zmierzyć się z jakimś swoim problemem, oczekuje, że ktoś inny za nią to załatwi.
Ja bym np mojej mamie dała taką radę, mimo, że jest zamężna.
Może czasem warto dopytać o co dokładnie chodzi, jakie są obserwacje osoby, która ci to mówi. Żeby lepiej zrozumieć sens tego przekazu.Tego nie wiem. Takie rady czytałam tylko na tym forum. Od rodziny, znajomych wręcz odwrotnie, dziwili się, że nue ułożyłam sobie życia (zwiazkowo). Że jak to jest możliwe? Terapeuci do których chodziłam, pani psychiatra, tak samo, nigdy nie sugerowali, aby pobyć samej. Wręcz byli przekonani, że ułożę sobie życie (zwiazkowo). Żadna z tych osób nie mówiła, nauvz się być sama ze sobą. One znały mnie osobiście, na żywo I to przez wiele lat. Tylko tu na forum słyszałam takie porady. A sama lepiej sobie radzę niż wiele mężatek, które bez męża są nieporadne jak bez ręki.
Podsumowując, moje otoczenie - tam nigdy takiej rady nie słyszałam. Prawie10 lat jestem sama, wprawę w byciu samej mam. Ale nie wolno mi nawet wspomnieć że chciałabym mieć rodzinę, męża dzieci ( choć z dziećmi to teraz już po zawodach), bo zaraz wpisy, że naucz się być sama. Jednocześnie piszą, pisały tu osoby, które szykowały się do ślubu, zawierały związki małżeńskie im nikt niee pisal: po co ci druga osoba, naucz się być sam ze sobą.
Jestem 10 lat sama ze sobą prawie, jak można nauczyć się bycia jeszcze bardziej sama ze sobą?
Hmmm nie wiem. Nie przypominam sobie nawet, żeby ktoś ci pisał ostatnio te rzeczy o których wspominasz (nie znam długiej historii tego wątku). Widziałam kilka twoich ostatnich postów, które ciągle nawiązują do tego, że ludzie jakby komunikują ci, że związki nie są dla Ciebie ( chyba taki to ma wydźwięk?) Ciągle wyciągasz ten sam temat. Czemu?
A o wilku, kozie i kapuście słyszałeś?
Tego nie znam.
Misinx napisał/a:Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Ja też dlatego Cię rozumiem. I wszystkich Ty, co są już długo sami i szukają. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie dostajesz porad typu naucz się żyć sam, musisz być szczęśliwym sam ze sobą, oczekujesz, xe kobieta przyjdzie i wypełni Ci pustkę, a musisz sam sobie ją wypełnić. W zamian za to jest życzliwe zainteresowanie randkami, motywacja do działania by kogoś poznać. U Adeli to samo. Nie widzę wpisów typu: nie szukaj faceta, nie umawiaj się na randki, znajdź właśnie teraz czas dla siebie, naucz się być sama ze sobą bo druga osoba szczęścia Ci nie da.
Zastanawia mnie ta zmiana podejścia.
Takie rady jak Ty ja też dostawałem. Wiem o tym, że żeby kogoś kochać to powinienem kochać samego siebie itd. Tylko, że u mnie to jest taki zamknięty krąg. Odrzucam siebie, bo czuję się odrzucany przez innych, a mam wrażenie, że inni mnie odrzucają, bo sam siebie odrzucam itd. itd. itd.... A na początku była małpa.
Piegowata'76 napisał/a:A o wilku, kozie i kapuście słyszałeś?
Tego nie znam.
rossanka napisał/a:Misinx napisał/a:Mam duże doświadczenie w życiu samemu i jakoś nie czułem się z tego powodu szczęśliwy. Teraz też w sumie prowadzę życie mnicha. Nawet dotknąć nie mam nikogo.
Ja też dlatego Cię rozumiem. I wszystkich Ty, co są już długo sami i szukają. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie dostajesz porad typu naucz się żyć sam, musisz być szczęśliwym sam ze sobą, oczekujesz, xe kobieta przyjdzie i wypełni Ci pustkę, a musisz sam sobie ją wypełnić. W zamian za to jest życzliwe zainteresowanie randkami, motywacja do działania by kogoś poznać. U Adeli to samo. Nie widzę wpisów typu: nie szukaj faceta, nie umawiaj się na randki, znajdź właśnie teraz czas dla siebie, naucz się być sama ze sobą bo druga osoba szczęścia Ci nie da.
Zastanawia mnie ta zmiana podejścia.Takie rady jak Ty ja też dostawałem. Wiem o tym, że żeby kogoś kochać to powinienem kochać samego siebie itd. Tylko, że u mnie to jest taki zamknięty krąg. Odrzucam siebie, bo czuję się odrzucany przez innych, a mam wrażenie, że inni mnie odrzucają, bo sam siebie odrzucam itd. itd. itd.... A na początku była małpa.
Nie małpa tylko wspólny przodek,takie nie wiadomo co ni pies ni wydra ![]()
Mniej więcej o to w tym szczęściu chodzi,od polubienia ,pokochania siebie ,nie dlatego że tak się powinno,trzeba czy musi.
dobrowolnie ,całościowo ,bez warunków ,nie jest to jednorazowa deklaracja ,akceptacja ta zdrowa jest procesem ćwiczeniem i nauką ,problemem po prostu jest jak przerwać to o czym pisze Misinx czyli to zapętlenie zamknięty krąg .To od wieków wiadomo i nic to nowego w sumie niby oczywista oczywistość w różnych duchowościach,nie wszystkich.
Związek nic nie da a przynajmniej niewiele ,jeżeli siebie się nie lubi ,ponieważ nie bardzo jasnym staje się jak ma wyglądać lubienie kochanie kogoś zdrowo rozwijając relację ,nie ma też w tym jasności jak mamy przyjmować kochanie od kogoś ,zawsze będzie brak,lub nadmiar czegoś ,i jeszcze równowaga we wzajemności najważniejszy element, w związku bez równowagi w sobie niemożliwe
jest nawiązanie więzi,oraz to co możemy dać z siebie równie ważne z tym co dostajemy,dostrzeżenie tego to sztuka połączenie i synergia ,najłatwiejsza rzecz na świecie ,łatwizna ,tyle że bardzo indywidualnie osiągana,gotowce nie działają .
Problemem jest też wiara w siebie ,a nie teorie na jej temat ponieważ wiara w siebie bez uczynków też jest martwa ,
Ross Adela ,Misinx ,i inni każde na swój własny sposób przyjmują komplementy,wsparcie ,pewnie jest im przyjemnie i miło czasem,tylko że w nie nie wierzą, wietrzą podstęp i spisek np .że chce się ich pocieszyć podnieść na duchu ,oczywiście nie jest z wami tak tragicznie a ja przeginam teraz i upraszczam.
Cześć, Lupe. Miło Cie widzieć.
I jak ułozyło sie Twojej mamie?
Jesli chodzi o bycie samemu , czy też w zwiazku- juz kilka razy o tym pisałam, więc nie będe sie powtarzać. ![]()
Moje terapeutka natomiast potwierdza, ze nie ma nic złego w tym, że chcę być z kimś, ponieważ "taka już jestem, taki mam charakter". Sugeruje jednoczesnie, że w siebie nie wierzę, i dlatego utrata wsparcia tak mnie boli. Jednak, gdybym była bardziej pewna siebie, swoich potrzeb i sprawczosci, również wolałabym być w zwiazku, bo z natury lubię mieć kogoś do interakcji, do dawania siebie. Uwielbiam dogadzać tym, których kocham. Przynieść sniadanie do łóżka, albo nalesniki podczas okropnego wykładu on line.. Sprawia mi to przyjemność, czuję się spełniona..
Wczoraj na ślizgawce wywaliłam sie tylko raz. A to dlatego, że rozwaliła mi sie łyżwa. Żadnych księciuniów nie było,sama sie podniosłam. Za to potem poszłysmy do baru i piłam piwo z rumem i trochę mi zaszumiało w głowie.
.
A o wilku, kozie i kapuście słyszałeś?
Piegowata, jak to szło? Dziadek chce przewieźć kozę, wilka i kapustę na drugi brzeg rzeki, ale w łódce ma tylko jedno miejsce? ![]()
Takie rady jak Ty ja też dostawałem. Wiem o tym, że żeby kogoś kochać to powinienem kochać samego siebie itd. Tylko, że u mnie to jest taki zamknięty krąg. Odrzucam siebie, bo czuję się odrzucany przez innych, a mam wrażenie, że inni mnie odrzucają, bo sam siebie odrzucam itd. itd. itd....
Ja mam chyba teraz coś podobnego z przyjaźniami. Po przeprowadzce w nowe miejsce znalazłam dużo znajomych, ale brakuje mi takiej głębokiej, przyjacielskiej więzi (nie licząc męża) i nieraz zastanawiałam się, czy to kwestia innej mentalności i stylu życia, czy potrzeba więcej czasu, czy może w moim przypadku nie da się na tym etapie zbudować takiej więzi jak z przyjaciółmi z dzieciństwa. A rzecz chyba w tym, że sama się jakoś podświadomie zamykam na te nowe głębsze więzi i idealizuję moje starsze, „prawdziwe” przyjaźnie.
Cześć, Lupe. Miło Cie widzieć.
I jak ułozyło sie Twojej mamie?
Ciężko powiedzieć. Najpierw próbowała ten związek ratować, mijało trochę czasu, tata znowu zawodził jej zaufanie, i w którymś momencie emocjonalnie się odcięła od tego wszystkiego. Jednocześnie pozostając jego żoną i mieszkając pod jednym dachem… Wiem, że u mnie coś takiego na pewno by się nie sprawdziło i nie wytrzymałabym zbyt długo w takiej atmosferze, ale to jej wybór i jakoś się trzyma.
Moje terapeutka natomiast potwierdza, ze nie ma nic złego w tym, że chcę być z kimś, ponieważ "taka już jestem, taki mam charakter". Sugeruje jednoczesnie, że w siebie nie wierzę, i dlatego utrata wsparcia tak mnie boli. Jednak, gdybym była bardziej pewna siebie, swoich potrzeb i sprawczosci, również wolałabym być w zwiazku, bo z natury lubię mieć kogoś do interakcji, do dawania siebie. Uwielbiam dogadzać tym, których kocham. Przynieść sniadanie do łóżka, albo nalesniki podczas okropnego wykładu on line.. Sprawia mi to przyjemność, czuję się spełniona..
.
Mam tak samo. Też od terapeutów słyszałam, że to nic złego. I żaden nie radził, abym naucza się żyć sama ze sobą. Twierdzili, że wyjątkowo dobrze umiem żyć sama ze sobą. I aby wierzyć w siebie bardziej, bo wszystko się jeszcze może zdarzyć.
Niezbyt rozumiem ten dylemat.
Ze sobą jest się zawsze. Jak można się czuć dobrze w związku, a że sobą już nie? Od siebie się nie ucieknie..
W sumie to terapeuta nie ma komuś sugerować życia takiego czy innego.To nie doradztwo zawodowe.
Niezbyt rozumiem ten dylemat.
Ze sobą jest się zawsze. Jak można się czuć dobrze w związku, a że sobą już nie? Od siebie się nie ucieknie..
W sumie to terapeuta nie ma komuś sugerować życia takiego czy innego.To nie doradztwo zawodowe.
A komu terapeuta doradzał jak żyć? Bo coś mi umknęło w wątku?
Niezbyt rozumiem ten dylemat.
Ze sobą jest się zawsze. Jak można się czuć dobrze w związku, a że sobą już nie? Od siebie się nie ucieknie..
W sumie to terapeuta nie ma komuś sugerować życia takiego czy innego.To nie doradztwo zawodowe.
To nie jest tak, że się ze sobą człowiek czuje źle. Cały problem, przynajmniej u mnie, polega na tym, na pewnym modelu, który jest nastawiony na ciągłym ataku na samego siebie. Czujesz się permanentnie nie wystarczający. Nieustannie się porównujesz z innymi i w tych porównaniach najczęściej czujesz się przegranym. Ciągle się samemu oceniasz i myślisz, że inni cię ciągle oceniają. Kiedy jesteś samemu w domu, to wcale nie oznacza, że motasz się od ściany, do ściany. Wtedy jest nawet lepiej, bo tak jakby nie czujesz "tych oczu innych obserwujących ciebie". Ale z drugiej strony odczuwasz pewną pustkę. Masz ciągle potrzebę bliskości, potrzebę otoczenia kogoś opieką, uczuciem, troską i oczywiście z wzajemnością.
Ela210 napisał/a:Niezbyt rozumiem ten dylemat.
Ze sobą jest się zawsze. Jak można się czuć dobrze w związku, a że sobą już nie? Od siebie się nie ucieknie..
W sumie to terapeuta nie ma komuś sugerować życia takiego czy innego.To nie doradztwo zawodowe.A komu terapeuta doradzał jak żyć? Bo coś mi umknęło w wątku?
Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby terapeuta wprost coś mi doradzał.
A jeśli chodzi o wczorajszą randkę, to była niestety z tych, w których już po paru minutach czujesz, że to kompletnie nie to. Ale grzecznie pogadaliśmy. Czas był w sumie spędzony miło. Ale to nie to.
Strony Poprzednia 1 … 69 70 71 72 73 … 92 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kiedy dojrzewaja panowie?
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024