Ta historia o kurze nie jest AŻ tak znowu straszna. Chociaż - niezły numer, niezły 
Zaczęłam kiedyś czytać z ciekawości wątek kobiet kochających za bardzo. Długaśny jest, zarzuciłam lekturę, ale dzisiaj mnie podkusiło zajrzeć pod wpływem innego z kolei wątku.
I tam takie zdanie znalazłam: kobiety kochające za bardzo są "nauczone" usługiwać, opiekować się, dbać, zabiegać. W związku z partnerem ogarniętym, spokojnym, "normalnym" nie maja co robić.
O kurczę, poczułam się zdrowsza!
Raz mniej, raz więcej prześladowała mnie myśl, czego ja nie zrobiłam, a zrobiła Nowa że wiadomy pan zaczął coś ze swoim piciem robić. Czy coś ze mną nie tak, że nie zamierzałam być niańką ani terapeutką? Czy nie jestem kochająca... za mało?
A może to ktoś inny ma zapędy do kochania za bardzo? Może trafiło się jej po prostu jak ślepej kurze ziano, że właśnie z nią, właśnie wtedy coś zaświtała w mózgownicy PP? O ile, oczywiście...
Przeżyję bez niego, przeżyję nawet w tej nietypowej relacji z nim, nie rozpaczam, ale mam potrzebę porozkminiać sobie i z ciekawością się poprzyglądać.
Nie sama jego obecność mi dokucza (uważam, że mimo wszystko jestem w stanie rozdzielić tę dzisiejszą relację od tego, co było), nie samo niepowodzenie, ale właśnie takie moje ciągoty do obniżania własnej wartości
A może właśnie to było zdrowe, że nie ratowałam, nie próbowałam...
Zresztą czy nie próbowałam? No, może nie załatwiałam terapeutów, ale moje stanowisko w sprawie on znał. A jest bardzo obrotnym facetem, więc czemu miałabym go wyręczać?
He, he, Hamerykę odkryłam
Przysiadła się wczoraj do nas przed domem sąsiadka i zaczęła opowiadać, o synu, regularnym alkoholiku. Uważa, że on powinien postanowić, że nie pije i to wystarczy. Nie zgodziłam się z tym, powiedziałam, że nie wierzę, że sam sobie jest w stanie poradzić. No i od słowa do słowa powiedziałam sąsiadce to, czego nie potrafilam powiedzieć PP w oczy (bo za dużo emocji), że zamykam tamten rozdział, pieprzyć to, ale jest mi cholernie przykro, że nie miałam wpływu, że zostałam olana w przeciwieństwie do tamtej kobiety. Chciałam, żeby to usłyszał.
Reakcji nie było, ale nie czekałam na reakcję.
Wiem, że zarejestrował.