Ela210 napisał/a:Ale piszesz że zadasz się do tej pory.
Może gdybyś została u tamtej terapeutka wcale byś nic sobie nie zrobiła i z niczym się nie znać Ale?
Istotą wszystkich nerwicowych zaburzeń jest wielki egocentryzm.
Klient, żeby nie powiedzieć pacjent ma bardzo przewrażliwione ego.
W realu cierpi gdy nie czuje się wystarczająco ważny dla innych. No bo przecież jego problemy są takie ważne, a zły świat nie docenia.
Różne sa metody i różni terapeuci.
Ale słowo, będąc blisko tego środowiska;)
Jedni tak leczą, by całkiem nie wyleczyć, by pacjent wracał i ...płacił.
No zdarza sie. Ale okazalo sie, ze ksiazki i samodzielne analizowanie wlasnych emocji dzialaja u mnie lepiej niz 30min rozmowy z babka, ktora wprost stwierdzila, ze ludzie maja wieksze problemy.
Ja wtedy potrzebowalam pomocy, a nie zepchniecia w wiekszy dol. Przyszlam, bo potrzebowalam porozmawiac o konkretnej sprawie, z ktora nie umialam sobie wtedy poradzic. Szybko sie zorientowalam, ze tej akurat kobiety zupelnie nie interesuje to, co chce jej powiedziec i ona zupelnie nie potrafi postawic sie w mojej sytuacji.
Potem przy innej okazji trafilam doraznie na bardzo fajna babke, ktora mnie potraktowala powaznie i faktycznie poczulam sie wysluchana. I tyle mi trzeba bylo tak naprawde. Nawet jezeli raz na rok mialabym placic za taka dorazna pomoc i samo wysluchanie i kilka zdan komentarza, to jest to tego warte. To mi pomoglo stanac na nogi i zyc dalej, a rozmowa tez nie trwala dlugo. Z 30-40min max.
Ja bardziej potrzebuje pokierowania mnie w odpowiednia strone raz na czas, nie chce analizy calego zycia.
Zreszta epizody nerwicowe da sie przewidywac, a przynajmniej ja mniej wiecej widze ich symptomy u siebie i potrafie juz zrobic tak, zeby nie wplywaly bardzo mocno na moje zycie codzienne. Wiem, co mnie triggeruje i jak wiem, ze bedzie cos takiego, to staram sie to jak najbardziej amortyzowac juz duzo wczesniej. I to swietnie dziala, tylko potrzebowalam pomocy kogos, kto mi to uswiadomil. Nie kogos, kto powiedzial, ze to zaden problem, bo ludzie maja wieksze i zyja.
I ja osobiscie mysle, ze do problemow kazdej osoby trzeba podejsc indywidualnie. Nie da sie zrobic uniwersalnej miary problemow, bo kazdy je postrzega inaczej i kazdy jest tez na innym etapie rozwoju. Na studiach bylo inaczej, przed studiami bylo inaczej, teraz jest inaczej. O to chodzi, zeby czlowiek mogl poczuc sie wysluchany na takiej wizycie, nawet jezeli terapeuta sam uwaza, ze te problemy nie sa wielkie.
PS. Ten ortopeda tez moze podejsc do pacjenta roznie
moze wytlumaczyc, co bedzie zrobil, ostrzec, ze zaboli, zrobic swoje szybko, zapytac, jak sie pacjent czuje i sprawdzic czy jest ok.
A moze tez wpasc do gabinetu z biegu, potracic po drodze pacjenta w chore miejsce, uzupelnic dokumentacje nie odzywajac sie, zrobic swoje bez wiekszego ostrzegania i bez myslenia o pacjencie, skonczyc dokumentacje i wyjsc.