Ajko- to co opisujesz jest mi znajome. Pozwolenie na to by te złe uczucia posiedziały sobie, poznanie ich, niejako "przetrawienie" pojawia sie w wykładach o buddyźmie, i często psychologowie tez podkreślają, że to jest ważne. Nie da rady ich wygonić, trzeba zaakceptować, że są u nas gościem, a one będą blednąć, mniej dokuczać. Ty tak zrobiłas, z tego co czytam i podziałało. Świetnie!
Ja też staram się żyć z nimi w niejakiej "symbiozie", no bo nie mam wyjścia. Ale czasem tak juz mam ich dość, że się wkurzam że jeszcze są.
Ela no nie wykrzyczałam gościowi, ale powiedziałam, co mi leży na wątrobie. W marcu jakoś pisałam, że się spotkaliśmy. Trochę pomogło, ale przełom to nie był. Z biegiem czasu mam następną listę pretensji, ale widzę że to te same w większości..
Może i sie zawiesiłam, nie wiem. Z perspektywy czasu dopiero da się to zobaczyć.
Wytłumaczenie i przeproszenie należy mi się jak psu buda !(albo kanapa). Ale go nie dostanę, no i już.