Vicky, bo Wy jakoś ostro, laski, tłumaczycie...
Ja bym się zaczął nad sobą zastanawiać po takim tłumaczeniu. (wiem, wiem..., nie tłumaczyć mi) ![]()
Perełka, prosta bo oczywista jednak... I każdy jednak tutaj chce dobrze dla Ciebie, wiesz? Nie broń się tak, one mocno mają rację - tylko obniżą Ci też niepotrzebnie wartościowanie osobiste - o to mi chodzi. Wygląda, że myślisz, więc przyznaj im trochę racji i pomyśl, że te laski radzą Ci po swojemu z wizją, że na koniec nie zrobią Ci krzywdy. I że w ogóle odpowiadają bo wygląda na to, że piszą dłuższe wypowiedzi a to też podyktowane pewnego rodzaju zaangażowaniem...
Zapytaj ich, niech wytłumaczą może w mniej bezpośredni sposób bo próbują się Panie do Ciebie dobić ![]()
a jak nie?:D
Dobre... a dziwne, że nie znałem
polecam więc NIEŚMIERTELNE poniżej... i ja mam 'empty box' - wyjaśniłbym Wam, Kobiety, co to takiego ale zaraz, jak gościu mówi, byście zaczęły mi go meblować ![]()
133 2017-05-29 20:38:35 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-05-29 20:42:36)
A z tym ogniskowaniem to sprawdziłem... nie straż ale leśniczy i do 100 m od granicy lasu nie można palić ogniska w miejscu do tego niewyznaczonym. Jak las prywatny to musi być zgoda właściciela dodatkowo, jak państwowy to też nie tak prosto bo zwykle zależy od stopnia zagrożenia pożarem, więc lepiej namierzyć leśniczego
i to widać nie jest proste...
PS. uwielbiam ogniska... od małego niby 'na przymus' jeździłem z rodzicami na grzyby i na ognisko a teraz tak doceniam... i zwykle można pojechac na ognisko przy zimniejszej czy nawet w deszczową pogodę, wiecie? mam tipa - jadę na stację benzynową czy jakiś market i kupuję szczapy lub specjalne 'niby-drewno' do kominków... Drogie to skubane ale pali się super i w 'niepogodę' (piszę w cudzysłowie, bo pogoda jest zawsze czasami tylko nie za dobra) ![]()
134 2017-05-29 20:48:27 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-29 20:55:40)
Perełka80 napisał/a:A zalezność pomiędzy sławą, a posiadaniem dużej liczby znajomych jest niezwykle prosty: osoba sławna to osoba znana przez wielu ludzi, budząca powszechne zainteresowanie - jak sama nazwa wskazuje. Osoba sławna zna więcej ludzi, bo więcej ludzi chce ją znac. Taka osoba nie ma problemu z zawieraniem znajomości. Bo znacznie więcej osób chciało by pójść na kawę z Lady Gagą niż z Jankiem Kowalskim...
Żadnych zadawanych mi pytań nie odbieram jako osobistego ataku na siebie, bo moim celem jest dojście do sedna soprawy, a zgadzam się z Tobą w zupełności,że tylko przez zadawanie pytań można to osiągnąć.ze co... myslisz ze slawna osoba ma wielu znajomych? ci ludzie tylko mysla, ze sa znajomymi. Znani ludzie staraja sie nie dopuszczac do siebie zbyt wielu zbyt blisko, bo to nie jest nic fajnego. Wazni sa przyjaciele, serdecznie znajomi, a tych wystarczy miec garstke, aby isc z usmiechem przez zycie, a i tak nie idzie ze wszystkim sie zbyt czesto spotykac. Z najlepszymi przyjaciolmi rozmawiam raz w tygodni przez messengera, a widzimy sie dwa razy do roku, na wakacje i ferie. Po co komu szeroko grono niezliczonych znajomych? PO co zwlaszcza Tobie, skoro tak ciezki idzie ci nawiazywanie przyjazni?
Nie chcialabym isc na kawe z Lady Gaga, a niby po co... Na kawe mam ochote pojsc z kims, z kim sie dobrze rozumiem i mam wspolne pasje, zainteresowania, tematy, wspolny jezyk.Perełka80 napisał/a:Nie jestem osobą zupełnie niedoświadczoną życiowo, w swoim życiu podejmowałam wiele prób dojścia do czegoś. W wieku 22 lat prowadziłam już 2 firmy, które niebawem upadły. Kilka razy zostałam okradziona, przeszłanmdługotrwałe bezrobocie, pracowałam fizycznie za grosze przez kilka lat, ale to do niczego mnie nie doprowadziło, nic w moim zyciu nie zmieniło na lepsze, straciłam jedynie sporo lat mojej młodości. Podejmowałam w zyciu wiele różnych prób. Wyszłam za mąż i rozwiodłam się niebawem. Uprawiam sport, zdobywałam medale. Nie należę do osób, które siedzą i narzekają. Dlatego modne niedawno uwagi typu "zmień pracę i weź kredyt frankowy" jakoś mnie nie przekonują...
Prowadzilas dwie firmy, upadly ok - pech. Kilka razy zostalas okradziona? Ale gdzie? NIe mialas ubezpieczenia?
Dlugotrwale bezrobocie czyli co - kilka lat tak? Dlaczego wtedy nie pojechalas szuka dobrze platnej pracy za granica Polski?
Dlaczego sie rozwiedliscie?
Gdzie zostałam okradziona? W Polsce, w moim mieście. Nie było to włamanie, ani rabunek, tylko oszustwo zakończone sprawami przed sądem ( również karnymi)Nie od wszystkiego mozna się u nas ubezpieczyć... Coś o tym wiem.
Dlaczego nie pojechałam szukać pracy za granicą Polski? Ponieważ nigdy nie miałam zdolności do języków obcych i słabo je znam. Nie słyszałam jeszcze o takim przypadku, by ktoś dostał za granicą dobrze płatną umyslowa pracę bez znajomości języka czy choćby początkowego wkładu finansowego (którego wówczas nie miałam). Natomiast przeraża mnie wizja zmywaka czy zmieniania pampersów osobom starszym. Od najmłodszych lat mojego zycia starałam się dobrze uczyć by coś w zyciu osiagnąc, podejmując naukę w różnych szkołach na studiach ( również płatnych - podyplomowych) czy kursach, by w przyszłości nie musieć ścierać brudnych stołków w podrzędnym barze. I po tym wszystkim takie zajęcie byłoby dla mnie życiową klęską.
Może znów ocenicie mnie, kochani, negartywnie ze względu na nadmierną ambicję ( ambicja jest źle widziana w dzisiejszych czasach) czy brak pokory ( obecnie wręcz karygodny), ale piszę szczerze, to co myślę.
Dlaczego się rozwiodłam?
Bo nie mieliśmy z mężem pieniędzy, wszystkie opłaty za wynajęte mieszkanie ponosili moi teściowie. Mąż nie chciał pracować wcale, wolał spotkania towarzyskie z kolegami, rzucił pracę w dzień po ślubie. Ja byłam wtedy na kursie dla osób bezrobotnych Urzędu Pracy, by zdobyć niezbędne uprawnienia do nowej pracy. Pewnego dnia teść się zbuntował i przestał nam płacić za mieszkanie, a moi rodzice nie mieli kasy w ogóle i nie mogli nam dać. Mąż nie chciał zamieszkać u mnie, a jego rodzice nie zgadzali się, bym u nich zamieszkała I tak się wszystko skończyło..
A z tą "sławą" miałam po prostu na myśli to,że osobie bardziej znanej, mającej więcej kontaktów z luźmi łatwiej jest wybrać sobie przyjaci,ół, bo po prostu ma większy wybór. Nie chodzi mi wcale o zostanie celebrytką...
A z tym ogniskowaniem to sprawdziłem... nie straż ale leśniczy i do 100 m od granicy lasu nie można palić ogniska w miejscu do tego niewyznaczonym. Jak las prywatny to musi być zgoda właściciela dodatkowo, jak państwowy to też nie tak prosto bo zwykle zależy od stopnia zagrożenia pożarem, więc lepiej namierzyć leśniczego
i to widać nie jest proste...
PS. uwielbiam ogniska... od małego niby 'na przymus' jeździłem z rodzicami na grzyby i na ognisko a teraz tak doceniam... i zwykle można pojechac na ognisko przy zimniejszej czy nawet w deszczową pogodę, wiecie? mam tipa - jadę na stację benzynową czy jakiś market i kupuję szczapy lub specjalne 'niby-drewno' do kominków... Drogie to skubane ale pali się super i w 'niepogodę' (piszę w cudzysłowie, bo pogoda jest zawsze czasami tylko nie za dobra)
To ognisko coraz bardziej mnie kusi...
Nie byłam na takim z 15 lat...
Ja bym zrobił to ognisko i niedługo... Mam dni, że bym TAAAAKIE ognisko zrobił i świat bym z dymem puścił
dobrze, że takiej zapałki jeszcze nie ma albo podpalacze muszą jakieś jeszcze kody podawać... no tak, żartując przypomniałem sobie sprawę o której się nie mówi. Kiedyś w USA nawalił chyba satelita i wyszło, że USSR ich atakują bronią jądrową... było już pozamiatane, wszystkie procedury sprawdzone, wszystkie wskaźniki pokazywały na jeden rozkaz i nie musieli już nawet prezydenta pytać
jeden gościu po stronie amerykańców postawił się - nie nacisnął guzika. Wiecie jaką lekcję wynieśli? Że to był jednak błąd, tak, tak... możecie nie dowierzać... bo zawiodły i ich metody i ich postrzeganie świata - szkolili tych żołnierzy 'na psycholi' aby mogli oni nacisnąć ten magiczny przycisk... więc wszyscy mamy MEGASZCZĘŚCIE!
Ono istnieje... a po lekturze Hawkinsa i jego książki o najnowszych teoriach to bym napisał, że ten WSZECHŚWIAT jest skończony i przeznaczony dla nas, więc delektujmy się czasami ![]()
Vicky, bo Wy jakoś ostro, laski, tłumaczycie...
Ja bym się zaczął nad sobą zastanawiać po takim tłumaczeniu. (wiem, wiem..., nie tłumaczyć mi)
Perełka, prosta bo oczywista jednak... I każdy jednak tutaj chce dobrze dla Ciebie, wiesz? Nie broń się tak, one mocno mają rację - tylko obniżą Ci też niepotrzebnie wartościowanie osobiste - o to mi chodzi. Wygląda, że myślisz, więc przyznaj im trochę racji i pomyśl, że te laski radzą Ci po swojemu z wizją, że na koniec nie zrobią Ci krzywdy. I że w ogóle odpowiadają bo wygląda na to, że piszą dłuższe wypowiedzi a to też podyktowane pewnego rodzaju zaangażowaniem...Zapytaj ich, niech wytłumaczą może w mniej bezpośredni sposób bo próbują się Panie do Ciebie dobić
Pytam cały czas i dziękuję za to całe zaangażowanie w problem
Wszyscy piszą o tym pozytywnym nastawieniu. Duzo o tym czytałam ( bo interesuję się tym od dłuższego czasu), ale zrozumiałam z tego tyle,że powinnam cieszyć sie również z tego, co mnie tak naprawdę nie cieszy. Gdy tak próbowałam robić, czułam się po prostu sztucznie, jakbym sama przed sobą odgrywała jakąś rolę.
Jest taka książka "Bóg Nigdy nie mruga"
Rh72 pewnie powie, że to zbiór truizmów ale mało kto jest takim hurra - optymistą co on
Ja jestem pesymistką. Uważam, że już nic mnie w życiu nie czeka:D No i co Wy na to ![]()
Jest taka książka "Bóg Nigdy nie mruga"
Rh72 pewnie powie, że to zbiór truizmów ale mało kto jest takim hurra - optymistą co on![]()
Ja jestem pesymistką. Uważam, że już nic mnie w życiu nie czeka:D No i co Wy na to
Pierdzielony zbiór truizmów... Kiedyś w EMPiK przeglądałem - nie dałem rady czytać... Typu 'niegrzeczne dziewczynki wygrywają' albo 'niegrzeczni chłopcy mają 80% populacji kobiet'. Nie jestem hurra-optymistą. Jestem realistą
Typowym, rasowym... można przy mnie ponarzekać.
A Ty mi się nie podkładaj
no dobra, przemyślałem, trochę możesz... Ciebie czeka zapierdzielanie od wieczora do nocy, pacjenci typu rh, drugi doktorek lub wilczek obok itd... Się już ćwiczy we wkurzaniu 'przyszłego' a taka młoda - to z wiekiem powinno Ci przyjść a nie z talentem ![]()
140 2017-05-29 21:32:01 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-29 22:00:07)
Chcesz rady?
Przeczytaj swe posty, wyobraź sobie, że napisała je obca Ci osoba. Co o niej myślisz?Zastanów się, kogo (nie chodzi o personalia) lubisz, jak się zachowuje ta osoba/te osoby, jakie ma/mają cechy, jak traktują innych.
Przestań grać rolę ofiary.
Zakończ grę w 'tak, ale...'.
Przepraszam,ze nie odpisalam wcześniej.
Czytając swoje posty myślę,że ta osoba znajduje się po prostu w nieodpowiednim miejscu i czasie odnośnie do swojego charakteru i sposobu bycia.
Osobom które lubię zazdroszczę tego,że potrafią sami siebie pokazać w dobrym świetle i inni ich tak odbierają. Ja tego nie potrafię - i jak pisałam - zazdroszczę im tego.
Chciałabym tak umieć. Inni ich wtedy podziwiają, lubią szanują, lgną do nich. Ja gdy próbuję ich nasladować ( w realu - nie w necie) czuję się i wyglądam jakoś sztucznie.
Nie gram żadnej roli tylko piszę to, co myślę. Nie mam żadnego interesu w tym, by tu - na forum - zupełnie anonimowo, odgrywać kogoś, ki nie jestem.
Piszę "tak, ale..." jeśli na prawdę mam wątpliwości i nie jest to żadną grą
Jest taka książka "Bóg Nigdy nie mruga"
Rh72 pewnie powie, że to zbiór truizmów ale mało kto jest takim hurra - optymistą co on![]()
Ja jestem pesymistką. Uważam, że już nic mnie w życiu nie czeka:D No i co Wy na to
Nie możesz wiedzieć, co Cię w życiu czeka. Nikt z nas tego nie wie.
Pytam cały czas i dziękuję za to całe zaangażowanie w problem
Wszyscy piszą o tym pozytywnym nastawieniu. Duzo o tym czytałam ( bo interesuję się tym od dłuższego czasu), ale zrozumiałam z tego tyle,że powinnam cieszyć sie również z tego, co mnie tak naprawdę nie cieszy. Gdy tak próbowałam robić, czułam się po prostu sztucznie, jakbym sama przed sobą odgrywała jakąś rolę.
No i dobrze kombinujesz... przesłodzisz to nie posmakuje... każą cieszyć się drobnostkami, powiedzą, że gadać o niczym nie ma 'po co'. Definicję naruszasz... nie można cieszyć się z czegoś co naprawdę nie cieszy. To jest z definicji, więc i Ty mi truizmem
A kto Ci powie jednak, z czego się cieszyć powinnaś? Wiesz, ja to mam z górki... mogę jakieś historyjki już opowiadać... byłem w szpitalu, była tam babcia z 90kilka lat. Sama już bo syn w UK i tylko dobrze, że jej jakaś sąsiadka została. Przewróciła się babcia we własnym mieszkaniu i biodro naruszyła więc miała przeszczep. Chodzi o chodziku i mówi do innej pacjentki: 'proszę Panią, mam 90kilka lat i żyję jak w jajku bo strasznie to kruche moje życie... i cieszę się z niego, że po prostu żyję' - historyjki nie ubarwiam jakimiś 'bo oddycham, bo świat ładny' - ona tego nie powiedziała... a wszystko to takie subiektywne i to tak, że aż mnie wkręciły w pesymizm ![]()
Nie czytać! Myśleć! Jak czytać to tylko literaturę SF, jak film to głównie komedie to najlepiej romantyczne, jak 'Leon Zawodowiec'... Jak mi zakażą marzyć to dopiero wtedy się powieszę ![]()
Nie możesz wiedzieć, co Cię w życiu czeka. Nikt z nas tego nie wie.
Patrz, Perełka... Hahahaha
I Tobie przyszło rady dawać i to z sensem
![]()
Han_Na napisał/a:Jest taka książka "Bóg Nigdy nie mruga"
Rh72 pewnie powie, że to zbiór truizmów ale mało kto jest takim hurra - optymistą co on![]()
Ja jestem pesymistką. Uważam, że już nic mnie w życiu nie czeka:D No i co Wy na toPierdzielony zbiór truizmów... Kiedyś w EMPiK przeglądałem - nie dałem rady czytać... Typu 'niegrzeczne dziewczynki wygrywają' albo 'niegrzeczni chłopcy mają 80% populacji kobiet'. Nie jestem hurra-optymistą. Jestem realistą
Typowym, rasowym... można przy mnie ponarzekać.
A Ty mi się nie podkładaj
no dobra, przemyślałem, trochę możesz... Ciebie czeka zapierdzielanie od wieczora do nocy, pacjenci typu rh, drugi doktorek lub wilczek obok itd... Się już ćwiczy we wkurzaniu 'przyszłego' a taka młoda - to z wiekiem powinno Ci przyjść a nie z talentem
Bla bla bla alfa i omega
Mnie takie zbiory truizmów bardzo pomagają, Perełce też może pomogą
Nie każdy tak twardo stąpa po ziemi co Ty. Pewnie dlatego, że nie każdy jest takim misiaczkiem
Ergo czeka mnie praca. Wszystkie przyjemności już się skończyły. A drugi doktorek czy tam wilczek najpewniej będzie już żonaty a mnie przypadnie zaszczytna rola metressy itd
Perełka80 napisał/a:Nie możesz wiedzieć, co Cię w życiu czeka. Nikt z nas tego nie wie.
Patrz, Perełka... Hahahaha
I Tobie przyszło rady dawać i to z sensem
![]()
![]()
Zadziałało:D To ja jeszcze ponarzekam - jestem gruba, brzydka, nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie chce
146 2017-05-29 21:48:08 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-29 21:51:14)
rh72 napisał/a:Perełka80 napisał/a:Nie możesz wiedzieć, co Cię w życiu czeka. Nikt z nas tego nie wie.
Patrz, Perełka... Hahahaha
I Tobie przyszło rady dawać i to z sensem
![]()
![]()
Zadziałało:D To ja jeszcze ponarzekam - jestem gruba, brzydka, nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie chce
Ale ja uwielbiam dawać rady. I czesto daje je innym.
Tylko gdy sama potrzebuję rady, wtedy nikogo przy mnie nie ma...
Może dlatego tak ciężko nam się porozumieć, bo ja nie dzielę świata na "negatywny" i "pozytywny" tylko na prawdę i fałsz.
Han_Na napisał/a:rh72 napisał/a:Patrz, Perełka... Hahahaha
I Tobie przyszło rady dawać i to z sensem
![]()
![]()
Zadziałało:D To ja jeszcze ponarzekam - jestem gruba, brzydka, nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie chce
Ale ja uwielbiam dawać rady. I czesto daje je innym.
Tylko gdy sama potrzebuję rady, wtedy nikogo przy mnie nie ma...
Może dlatego tak ciężko nam się porozumieć, bo ja nie dzielę świata na "negatywny" i "pozytywny" tylko na prawdę i fałsz.
To tak jak ja
Z tym, że sama do własnych rad się nie stosuje
I potem narzekam jaka to jestem nieszcześliwa bo nie mam faceta
vicky85 napisał/a:a jak nie?:D
Dobre... a dziwne, że nie znałem
polecam więc NIEŚMIERTELNE poniżej... i ja mam 'empty box' - wyjaśniłbym Wam, Kobiety, co to takiego ale zaraz, jak gościu mówi, byście zaczęły mi go meblować
haha dzieki za to! jakie prawdziwe
Perełka80 napisał/a:(...) Wiele razy spotkałam się z pojęciem "zmiany sposobu myślenia" w literaturze i wśród ludzi ( myślę,że to w ostatnim czasie modny slogan), jednak nikt nigdzie nie pokusił się o wyjaśnienie tego pojęcia. Być może naukowcy tego jeszcze nie dopracowali... Nigdzie nie znalazłam zadnej procedury ani sposobu wpływania samemu na to, co się w danej sytuacji myśli. Chodzi mi o to,że np kolarz przygotowujący się do wyścigu ternując, postępuje w ramach określonej procedury - wykonuje różne czynności by osiagnąć zamierzony cel. Czy istnieje coś takiego - zbiór czynności, które należy wykonać, by osiągnąć zamierzony cel - taki sposób myślenia, jaki by mnie odpowiadał, a nie taki, jaki mam naturalnie?
Zmiana sposobu myślenia nie jest żadnym sloganem dla kogoś, kto zdecydował się na pracę nad sobą, frazesem zaś określają je osoby, którym odpowiada istniejący stan rzeczy, a ich działania są pozorowane - wszak podjęte decyzje poznajemy po zachowaniu osoby, nie po słowach przez nią wypowiadanych.
We wczorajszym poście (nr 21) zaproponowałam kilka kroków. Pominęłaś je czy uznałaś, że 'nie da się'/'żadnych pozytywnych efektów nie będzie'? Zresztą, wszystko jedno - skutek jest ten sam.
Na to, jakie myśli 'przychodzą' nam do głowy nie mamy (podobno) wpływu, ale na to co z nimi i pod ich wpływem robimy - już tak. Można pozwolić myślom odpłynąć, można je rozwijać i na ich podstawie pisać w swej wyobraźni scenariusze. Można widzieć szklankę do połowy pełną, można do połowy pustą. Wszystko to zależy od nas, bo - chcąc nie chcąc - to my decydujemy i my jesteśmy za to odpowiedzialni, nawet wtedy, gdy udajemy, że tak nie jest.
Owszem, przyglądanie się swojej ciemnej stronie nie jest ani proste, ani przyjemne, przynosi jednak dobre efekty (co prawda tylko tym, którzy są zdeterminowani, by rozwiązać problem, nie tylko zlikwidować objawy).
Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. Tak jak nie można być do połowy w ciąży, tylko się jest w ciązy albo się nie jest :-)
Bardzo ciekawi mnie temat selekcji myśli, jednak wciąż jest to dla mnie niezmiernie trudne - zastanawianie się ciągle, którym myślom pozwolić odpłynąć, a które mają zostać... W tym na prawdę jest się łatwo pogubić...
Perełka80 napisał/a:Han_Na napisał/a:Zadziałało:D To ja jeszcze ponarzekam - jestem gruba, brzydka, nikt mnie nie kocha i nikt mnie nie chce
Ale ja uwielbiam dawać rady. I czesto daje je innym.
Tylko gdy sama potrzebuję rady, wtedy nikogo przy mnie nie ma...
Może dlatego tak ciężko nam się porozumieć, bo ja nie dzielę świata na "negatywny" i "pozytywny" tylko na prawdę i fałsz.To tak jak ja
Z tym, że sama do własnych rad się nie stosuje
![]()
I potem narzekam jaka to jestem nieszcześliwa bo nie mam faceta
Ja też potrafię poradzić chyba każdemu, ale nigdy sobie... Po prostu uważam siebie za jakis dziwny wynalazek...
rh72 napisał/a:Vicky, bo Wy jakoś ostro, laski, tłumaczycie...
Ja bym się zaczął nad sobą zastanawiać po takim tłumaczeniu. (wiem, wiem..., nie tłumaczyć mi)
Perełka, prosta bo oczywista jednak... I każdy jednak tutaj chce dobrze dla Ciebie, wiesz? Nie broń się tak, one mocno mają rację - tylko obniżą Ci też niepotrzebnie wartościowanie osobiste - o to mi chodzi. Wygląda, że myślisz, więc przyznaj im trochę racji i pomyśl, że te laski radzą Ci po swojemu z wizją, że na koniec nie zrobią Ci krzywdy. I że w ogóle odpowiadają bo wygląda na to, że piszą dłuższe wypowiedzi a to też podyktowane pewnego rodzaju zaangażowaniem...Zapytaj ich, niech wytłumaczą może w mniej bezpośredni sposób bo próbują się Panie do Ciebie dobić
ale zrozumiałam z tego tyle,że powinnam cieszyć sie również z tego, co mnie tak naprawdę nie cieszy. .
hahahaha to ci naprawde wyszlo, Perelka!!! genialne. No tak, logika nakazuje sie cieszyc po prostu (ja tak robie) np: kazdego dnia cieszyszy sie ze zyjesz, ze masz to czy tamto, ze dzieci zdrowe, ze maz zdrowy, ze moja choroba nie rozwija sie zbyt szybko, ze jest ladna pogoda, ze moge sie zrelaksowac oderwac od codziennosci i posiedziec z wami na forum;p
a tymczasem dla ciebie to jest, z jakiegos wzgledu, nieosiagalny stan umyslu. Po prostu wiele rzeczy cie nie cieszy, i tyle. Marny ze mnie psycholog, to ci nie powiem, dlaczego. Mam jedna przyjaciolke jeszcze z czasow podstawowki... tez wciaz taka niezadowolona chodzi. Jest singlem. Miala jednego chlopaka slownie (a jest naprawde niezla laseczka). Wciaz wszystko jest nie tak. Jak wyjezdzalismy pierwszy raz za granice, chcielismy ja zabrac. Nie, bo jezyk, nie bo ona na zmywak to nie....Nam nie przeszkadzala praca fizyczna, roblismy cos co trzeba bylo zeby sie odbic. Po dwoch latach znalismy juz jezyk i zaczelismy trzepac kase az milo. Nie rozumiem, jak mozna sie wstydzic pracowac w barze czy na zmywaku, ale nie wstydzic sie zarabiac na tyle marnie, zeby nie moc sie usamodzielnic... W moich oczach to drugie to zdecydowanie gorsze zycie, niz polewanie piwa nawet z doktoratem w reku, ale za dobre pieniadze.
Tylko gdy sama potrzebuję rady, wtedy nikogo przy mnie nie ma...
Może dlatego tak ciężko nam się porozumieć, bo ja nie dzielę świata na "negatywny" i "pozytywny" tylko na prawdę i fałsz.
Acha, to rada... I tak i w drugi sposób... świata nie podzielisz ![]()
Wielokropek napisał/a:Perełka80 napisał/a:(...) Wiele razy spotkałam się z pojęciem "zmiany sposobu myślenia" w literaturze i wśród ludzi ( myślę,że to w ostatnim czasie modny slogan), jednak nikt nigdzie nie pokusił się o wyjaśnienie tego pojęcia. Być może naukowcy tego jeszcze nie dopracowali... Nigdzie nie znalazłam zadnej procedury ani sposobu wpływania samemu na to, co się w danej sytuacji myśli. Chodzi mi o to,że np kolarz przygotowujący się do wyścigu ternując, postępuje w ramach określonej procedury - wykonuje różne czynności by osiagnąć zamierzony cel. Czy istnieje coś takiego - zbiór czynności, które należy wykonać, by osiągnąć zamierzony cel - taki sposób myślenia, jaki by mnie odpowiadał, a nie taki, jaki mam naturalnie?
Zmiana sposobu myślenia nie jest żadnym sloganem dla kogoś, kto zdecydował się na pracę nad sobą, frazesem zaś określają je osoby, którym odpowiada istniejący stan rzeczy, a ich działania są pozorowane - wszak podjęte decyzje poznajemy po zachowaniu osoby, nie po słowach przez nią wypowiadanych.
We wczorajszym poście (nr 21) zaproponowałam kilka kroków. Pominęłaś je czy uznałaś, że 'nie da się'/'żadnych pozytywnych efektów nie będzie'? Zresztą, wszystko jedno - skutek jest ten sam.
Na to, jakie myśli 'przychodzą' nam do głowy nie mamy (podobno) wpływu, ale na to co z nimi i pod ich wpływem robimy - już tak. Można pozwolić myślom odpłynąć, można je rozwijać i na ich podstawie pisać w swej wyobraźni scenariusze. Można widzieć szklankę do połowy pełną, można do połowy pustą. Wszystko to zależy od nas, bo - chcąc nie chcąc - to my decydujemy i my jesteśmy za to odpowiedzialni, nawet wtedy, gdy udajemy, że tak nie jest.
Owszem, przyglądanie się swojej ciemnej stronie nie jest ani proste, ani przyjemne, przynosi jednak dobre efekty (co prawda tylko tym, którzy są zdeterminowani, by rozwiązać problem, nie tylko zlikwidować objawy).Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. Tak jak nie można być do połowy w ciąży, tylko się jest w ciązy albo się nie jest :-)
Bardzo ciekawi mnie temat selekcji myśli, jednak wciąż jest to dla mnie niezmiernie trudne - zastanawianie się ciągle, którym myślom pozwolić odpłynąć, a które mają zostać... W tym na prawdę jest się łatwo pogubić...
odrzucac negatywne, zachowywac pozytywne.... proste jak but...nie mozna zagubic sie w bucie
Perełka80 napisał/a:rh72 napisał/a:Vicky, bo Wy jakoś ostro, laski, tłumaczycie...
Ja bym się zaczął nad sobą zastanawiać po takim tłumaczeniu. (wiem, wiem..., nie tłumaczyć mi)
Perełka, prosta bo oczywista jednak... I każdy jednak tutaj chce dobrze dla Ciebie, wiesz? Nie broń się tak, one mocno mają rację - tylko obniżą Ci też niepotrzebnie wartościowanie osobiste - o to mi chodzi. Wygląda, że myślisz, więc przyznaj im trochę racji i pomyśl, że te laski radzą Ci po swojemu z wizją, że na koniec nie zrobią Ci krzywdy. I że w ogóle odpowiadają bo wygląda na to, że piszą dłuższe wypowiedzi a to też podyktowane pewnego rodzaju zaangażowaniem...Zapytaj ich, niech wytłumaczą może w mniej bezpośredni sposób bo próbują się Panie do Ciebie dobić
ale zrozumiałam z tego tyle,że powinnam cieszyć sie również z tego, co mnie tak naprawdę nie cieszy. .
hahahaha to ci naprawde wyszlo, Perelka!!! genialne. No tak, logika nakazuje sie cieszyc po prostu (ja tak robie) np: kazdego dnia cieszyszy sie ze zyjesz, ze masz to czy tamto, ze dzieci zdrowe, ze maz zdrowy, ze moja choroba nie rozwija sie zbyt szybko, ze jest ladna pogoda, ze moge sie zrelaksowac oderwac od codziennosci i posiedziec z wami na forum;p
a tymczasem dla ciebie to jest, z jakiegos wzgledu, nieosiagalny stan umyslu. Po prostu wiele rzeczy cie nie cieszy, i tyle. Marny ze mnie psycholog, to ci nie powiem, dlaczego. Mam jedna przyjaciolke jeszcze z czasow podstawowki... tez wciaz taka niezadowolona chodzi. Jest singlem. Miala jednego chlopaka slownie (a jest naprawde niezla laseczka). Wciaz wszystko jest nie tak. Jak wyjezdzalismy pierwszy raz za granice, chcielismy ja zabrac. Nie, bo jezyk, nie bo ona na zmywak to nie....Nam nie przeszkadzala praca fizyczna, roblismy cos co trzeba bylo zeby sie odbic. Po dwoch latach znalismy juz jezyk i zaczelismy trzepac kase az milo. Nie rozumiem, jak mozna sie wstydzic pracowac w barze czy na zmywaku, ale nie wstydzic sie zarabiac na tyle marnie, zeby nie moc sie usamodzielnic... W moich oczach to drugie to zdecydowanie gorsze zycie, niz polewanie piwa nawet z doktoratem w reku, ale za dobre pieniadze.
Jeśli chodzi o pracę ja raczej wybrałabym zajęcie, za które zarabia się nawet nieco mniej pieniędzy, ale które sprawia mi przyjemność, niż niewolniczą pracę za większą kasę. A myślę tak dlatego,że praca zajmuje sporą część życia, a co to za zycie, w którym codziennie przez większość dnia cierpisz, a potem śpisz... Ja zawsze chciałam być po prostu dobra w jakiejś dziedzinie, bo wierzę,że jeśli naprawdę jest się w czymś dobrym, i robi się to z przyjemnością, to można zawsze na tym zarobić. I wciąż wierzę,że osiągnę kiedyś taki stan
Tak Wam napiszę...
Perełka - tak, Twój jest ten kawałek podłogi ![]()
Vicky - tak, Wróżka Bajuszka
wkurz się na mnie, jak zwykle na faceta ale to nie ja Ci to zapodałem pod nickiem ![]()
Han_na - a chciałabyś netbabeczkę, co? A chciałaby dusza... Jajków do tej pory nie dała, nie będzie ![]()
Rzekłem! ![]()
Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. (...)
Weź szklankę o pojemności 200 ml i nalej do niej 100 ml płynu. Pytanie retoryczne: szklanka będzie pełna czy pusta?
Perełka80 napisał/a:Wielokropek napisał/a:Zmiana sposobu myślenia nie jest żadnym sloganem dla kogoś, kto zdecydował się na pracę nad sobą, frazesem zaś określają je osoby, którym odpowiada istniejący stan rzeczy, a ich działania są pozorowane - wszak podjęte decyzje poznajemy po zachowaniu osoby, nie po słowach przez nią wypowiadanych.
We wczorajszym poście (nr 21) zaproponowałam kilka kroków. Pominęłaś je czy uznałaś, że 'nie da się'/'żadnych pozytywnych efektów nie będzie'? Zresztą, wszystko jedno - skutek jest ten sam.
Na to, jakie myśli 'przychodzą' nam do głowy nie mamy (podobno) wpływu, ale na to co z nimi i pod ich wpływem robimy - już tak. Można pozwolić myślom odpłynąć, można je rozwijać i na ich podstawie pisać w swej wyobraźni scenariusze. Można widzieć szklankę do połowy pełną, można do połowy pustą. Wszystko to zależy od nas, bo - chcąc nie chcąc - to my decydujemy i my jesteśmy za to odpowiedzialni, nawet wtedy, gdy udajemy, że tak nie jest.
Owszem, przyglądanie się swojej ciemnej stronie nie jest ani proste, ani przyjemne, przynosi jednak dobre efekty (co prawda tylko tym, którzy są zdeterminowani, by rozwiązać problem, nie tylko zlikwidować objawy).Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. Tak jak nie można być do połowy w ciąży, tylko się jest w ciązy albo się nie jest :-)
Bardzo ciekawi mnie temat selekcji myśli, jednak wciąż jest to dla mnie niezmiernie trudne - zastanawianie się ciągle, którym myślom pozwolić odpłynąć, a które mają zostać... W tym na prawdę jest się łatwo pogubić...odrzucac negatywne, zachowywac pozytywne.... proste jak but...nie mozna zagubic sie w bucie
A no można. Zwłaszcza dla osoby która ocenia świat w kategoriach: fakt/kłąmstwo, a nie pozytywne/negatywne. To co jest pozytywne czy negatywne to jest subiektywna ocena i dla każdej osoby może ona oznaczać co innego ( jak widać w naszej dyskusji). A fakt zawsze będzie faktem.
158 2017-05-29 22:40:19 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-29 22:42:11)
Perełka80 napisał/a:Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. (...)
Weź szklankę o pojemności 200 ml i nalej do niej 100 ml płynu. Pytanie retoryczne: szklanka będzie pełna czy pusta?
pełna
Natomiast jeśli wylejesz tą wodę - będzie pusta
ku%wa poddaje sie
Wielokropek napisał/a:Perełka80 napisał/a:Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. (...)
Weź szklankę o pojemności 200 ml i nalej do niej 100 ml płynu. Pytanie retoryczne: szklanka będzie pełna czy pusta?
pełna
Natomiast jeśli wylejesz tą wodę - będzie pusta
POLAM i wszystko jasne.
Tak Wam napiszę...
Perełka - tak, Twój jest ten kawałek podłogi
Vicky - tak, Wróżka Bajuszkawkurz się na mnie, jak zwykle na faceta ale to nie ja Ci to zapodałem pod nickiem
Han_na - a chciałabyś netbabeczkę, co? A chciałaby dusza... Jajków do tej pory nie dała, nie będzieRzekłem!
Wpisz sobie w GPS
hue hue hue
vicky85 napisał/a:Perełka80 napisał/a:Szklanka nie może być do połowy pełna ani do połowy pusta tylko pełna lub pusta. Tak jak nie można być do połowy w ciąży, tylko się jest w ciązy albo się nie jest :-)
Bardzo ciekawi mnie temat selekcji myśli, jednak wciąż jest to dla mnie niezmiernie trudne - zastanawianie się ciągle, którym myślom pozwolić odpłynąć, a które mają zostać... W tym na prawdę jest się łatwo pogubić...odrzucac negatywne, zachowywac pozytywne.... proste jak but...nie mozna zagubic sie w bucie
A no można. Zwłaszcza dla osoby która ocenia świat w kategoriach: fakt/kłąmstwo, a nie pozytywne/negatywne. To co jest pozytywne czy negatywne to jest subiektywna ocena i dla każdej osoby może ona oznaczać co innego ( jak widać w naszej dyskusji). A fakt zawsze będzie faktem.
Ty nie masz przypadkiem Aspergera? Ludzie z Aspergerem rozpatrują świat w takich właśnie kategoriach.
ku%wa poddaje sie
Dziękuję wam jeszcze raz za cierpliwość i szczerą rozmowę.
Wiem,że jestem "wynalazkiem" i nie powinnam dłużej zadręczać ludzi swoją osobą.
Tu na forum przez chwilę poczułam się dobrze, bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych i... wreszcie miałam z kim pogadac i wymienić poglądy.
Niemniej jednak wiem i czuję,że obcowanie ze mną nie należy do rzeczy przyjemnych, więc pora chyba uciekać z forum...
Nie wiem dlaczego tak jest - widocznie takie przeznaczenie i takie geny... Może kiedyś się dowiem, jak to zmienić... może na starość... :-)
Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za zaangażowanie i próbę pomocy za wszelką cenę.
Jesteście wspaniali
Nie będę Was dłużej zadręczać
Dziękuję
vicky85 napisał/a:ku%wa poddaje sie
Dziękuję wam jeszcze raz za cierpliwość i szczerą rozmowę.
Wiem,że jestem "wynalazkiem" i nie powinnam dłużej zadręczać ludzi swoją osobą.
Tu na forum przez chwilę poczułam się dobrze, bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych i... wreszcie miałam z kim pogadac i wymienić poglądy.
Niemniej jednak wiem i czuję,że obcowanie ze mną nie należy do rzeczy przyjemnych, więc pora chyba uciekać z forum...
Nie wiem dlaczego tak jest - widocznie takie przeznaczenie i takie geny... Może kiedyś się dowiem, jak to zmienić... może na starość... :-)
Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za zaangażowanie i próbę pomocy za wszelką cenę.
Jesteście wspaniali
Nie będę Was dłużej zadręczać
Dziękuję
Poczytaj jeszcze raz swój post. Słowo po słowie. W nim znajdziesz odpowiedź, dlaczego jesteś samotna. Nie piszę tego złośliwie.
Perelka... Wyglada na to ze mi sie szefowa marketingu zainteresowala... Szczególnie tym 8.08 ale MUSI być charytatywna akcja to wymagane... Odezwij się na priva chociaz będzie śmiech jak cos wyjdzie bez Ciebie... ![]()
Perelka... Wyglada na to ze mi sie szefowa marketingu zainteresowala... Szczególnie tym 8.08 ale MUSI być charytatywna akcja to wymagane... Odezwij się na priva chociaz będzie śmiech jak cos wyjdzie bez Ciebie...
Dostałeś moją wiadomość?
Perełka80 napisał/a:vicky85 napisał/a:ku%wa poddaje sie
Dziękuję wam jeszcze raz za cierpliwość i szczerą rozmowę.
Wiem,że jestem "wynalazkiem" i nie powinnam dłużej zadręczać ludzi swoją osobą.
Tu na forum przez chwilę poczułam się dobrze, bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych i... wreszcie miałam z kim pogadac i wymienić poglądy.
Niemniej jednak wiem i czuję,że obcowanie ze mną nie należy do rzeczy przyjemnych, więc pora chyba uciekać z forum...
Nie wiem dlaczego tak jest - widocznie takie przeznaczenie i takie geny... Może kiedyś się dowiem, jak to zmienić... może na starość... :-)
Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za zaangażowanie i próbę pomocy za wszelką cenę.
Jesteście wspaniali
Nie będę Was dłużej zadręczać
DziękujęPoczytaj jeszcze raz swój post. Słowo po słowie. W nim znajdziesz odpowiedź, dlaczego jesteś samotna. Nie piszę tego złośliwie.
Ten post jest dowodem na to, że już wiem dlaczego jestem sama
Piegowata'76 napisał/a:Perełka80 napisał/a:Dziękuję wam jeszcze raz za cierpliwość i szczerą rozmowę.
Wiem,że jestem "wynalazkiem" i nie powinnam dłużej zadręczać ludzi swoją osobą.
Tu na forum przez chwilę poczułam się dobrze, bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych i... wreszcie miałam z kim pogadac i wymienić poglądy.
Niemniej jednak wiem i czuję,że obcowanie ze mną nie należy do rzeczy przyjemnych, więc pora chyba uciekać z forum...
Nie wiem dlaczego tak jest - widocznie takie przeznaczenie i takie geny... Może kiedyś się dowiem, jak to zmienić... może na starość... :-)
Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za zaangażowanie i próbę pomocy za wszelką cenę.
Jesteście wspaniali
Nie będę Was dłużej zadręczać
DziękujęPoczytaj jeszcze raz swój post. Słowo po słowie. W nim znajdziesz odpowiedź, dlaczego jesteś samotna. Nie piszę tego złośliwie.
Ten post jest dowodem na to, że już wiem dlaczego jestem sama
kiedy pytasz o rade,to badz gotowa, ze ją otrzymas
"bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych"
No nie wierze!!! To pisze 30kilku letnia kobieta???!masakra!
"bo miałam to, czego chciałam - popularność ( 130 odpowiedzi w 24h i pon 1000 wyświetlen tematu w tym samym czasie), dużą liczbę znajomych"
No nie wierze!!! To pisze 30kilku letnia kobieta???!masakra!
Lepsi znajomi na forum, niż żadni.
A że mnie nie lubią i poniżają tak samo jak ci w realu - normalka...
172 2017-05-30 19:17:16 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-30 19:20:27)
A cała prawda jest taka,że jak miałam firmy, nowe auto, domek na jeziorem i kasę - to miałam masę przyjaciół, wszyscy mnie wszędzie zapraszali, a mój telefon ciągle dzwonił.... I wcale im nie pezszkadzała moja głupota i niedorozwój. A jak auto się zestarzało, firmy zbankrutowały a ja zaczęłam pracować w ochronie - to znajomi poznikali, a ci, którzy pozostali - zmienili do mnie stosunek
A cała prawda jest taka,że jak miałam firmy, nowe auto, domek na jeziorem i kasę - to miałam masę przyjaciół, wszyscy mnie wszędzie zapraszali, a mój telefon ciągle dzwonił....
Przyjaciół??? Gdyby to byli przyjaciele, to byliby przy Tobie do tej pory.
Pieniądze, pieniądze, pieniądze - bardzo dużo o nich piszesz i przypisujesz im jakąś nadrzędną rangę, tak jakby lubienie kogoś uzależnione było od ich posiadania albo braku. Można mieć mnóstwo pieniędzy, pozycję społeczną, ale być odpychającym, a przeez to samotnym, a można nie mieć nic, ale wzbudzać sympatię i mieć wspaniałych przyjaciół. Proponuję trochę zweryfikować swoje poglądy, bo odnoszę wrażenie, że winą za swoje niepowodzenia towarzyskie obarczasz swoją sytuację materialną, co jest błędem. To charakter przyciąga lub odpycha od nas innych ludzi.
Perełka80 napisał/a:A cała prawda jest taka,że jak miałam firmy, nowe auto, domek na jeziorem i kasę - to miałam masę przyjaciół, wszyscy mnie wszędzie zapraszali, a mój telefon ciągle dzwonił....
Przyjaciół??? Gdyby to byli przyjaciele, to byliby przy Tobie do tej pory.
Pieniądze, pieniądze, pieniądze - bardzo dużo o nich piszesz i przypisujesz im jakąś nadrzędną rangę, tak jakby lubienie kogoś uzależnione było od ich posiadania albo braku. Można mieć mnóstwo pieniędzy, pozycję społeczną, ale być odpychającym, a przeez to samotnym, a można nie mieć nic, ale wzbudzać sympatię i mieć wspaniałych przyjaciół. Proponuję trochę zweryfikować swoje poglądy, bo odnoszę wrażenie, że winą za swoje niepowodzenia towarzyskie obarczasz swoją sytuację materialną, co jest błędem. To charakter przyciąga lub odpycha od nas innych ludzi.
Czyli może po prostu mam paskudny charakter.
A charakteru niestety nie da się zmienić...
Więc może taki mój los,że muszę być sama
Głównie kolarstwo i kolarstwo górskie. Ale mam także inne, jak np kolekcjonerstwo i antyki czy konie
Poszukaj różnych grup w necie. Napewno jest ich cala masa, jakies funpage czy grupy. Z pewnością ludzie co jakiś czas organizują spotkania, warsztaty, wyjazdy itd. Udzielaj się w tych grupach, rozmawiaj z ludźmi i nawiązesz znajomości. Najprostszą drogą jest zawsze internet. Później już będzie łatwiej.
A cała prawda jest taka,że jak miałam firmy, nowe auto, domek na jeziorem i kasę - to miałam masę przyjaciół, wszyscy mnie wszędzie zapraszali, a mój telefon ciągle dzwonił.... I wcale im nie pezszkadzała moja głupota i niedorozwój. A jak auto się zestarzało, firmy zbankrutowały a ja zaczęłam pracować w ochronie - to znajomi poznikali, a ci, którzy pozostali - zmienili do mnie stosunek
Co ty z tą głupotą i niedorozwojem. Naprawdę masz takie mniemanie o sobie??? O_o
Dla mnie to jest robota dla psychologa.
A dla mnie to jest TROLL
179 2017-05-31 08:43:26 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-31 09:34:52)
Perełka80 napisał/a:A cała prawda jest taka,że jak miałam firmy, nowe auto, domek na jeziorem i kasę - to miałam masę przyjaciół, wszyscy mnie wszędzie zapraszali, a mój telefon ciągle dzwonił.... I wcale im nie pezszkadzała moja głupota i niedorozwój. A jak auto się zestarzało, firmy zbankrutowały a ja zaczęłam pracować w ochronie - to znajomi poznikali, a ci, którzy pozostali - zmienili do mnie stosunek
Co ty z tą głupotą i niedorozwojem. Naprawdę masz takie mniemanie o sobie??? O_o
Ludzie mają o mnie takie mniemanie z tego co widzę. Nawet na tym forum pojawiają się wpisy sugerujące taki stan rzeczy. "No nie wierze!!! To pisze 30kilku letnia kobieta???!masakra!" itp. Albo naśmiewanie się z tego,że mieszkam z rodzicami, a nie we własnym domku z ogródkiem czy mieszkaniu.
Dlatego z jednej strony chcę do ludzi, a z drugiej obawiam się ich reakcji i opinii o mnie, bo zawsze marnie wypadam na ich tle.
Perełka80 napisał/a:Głównie kolarstwo i kolarstwo górskie. Ale mam także inne, jak np kolekcjonerstwo i antyki czy konie
Poszukaj różnych grup w necie. Napewno jest ich cala masa, jakies funpage czy grupy. Z pewnością ludzie co jakiś czas organizują spotkania, warsztaty, wyjazdy itd. Udzielaj się w tych grupach, rozmawiaj z ludźmi i nawiązesz znajomości. Najprostszą drogą jest zawsze internet. Później już będzie łatwiej.
Świetny pomysł. Jestem w paru takich grupach na fb, ale faktycznie udzielam sie tam słabo lub wcale... Może czas to zmienić :-)
Świetny pomysł. Jestem w paru takich grupach na fb, ale faktycznie udzielam sie tam słabo lub wcale... Może czas to zmienić :-)
Na którejś z wcześniejszych stron padł niemal identyczny, ale wówczas nie byłaś zainteresowana - już zapomniałaś czy coś się nagle zmieniło? ![]()
Przyznam z ręką na sercu, nie przeczytałam całego wątku.
Ale odnoszę wrażenie, że Perełka odrzuca każdy lub prawie każdy pomysł - znajdując usprawiedliwienie dla swojego ALE
W tym wieku w którym jesteś, normą jest, że ludzie mają pracę, rodzinę i na życie towarzyskie zostaje mniej czasu, a gdy już się spotykają - interesuje ich co innego niż Ciebie, widać wpadłaś w lekko snobistyczne towarzystwo.
A może wybierzesz się kiedyś w góry na jeden z wypadów organizowanych przez SKPB, koszty nie są wysokie możliwość poznania nowych osób ogromnie - zwłaszcza jeśli wybierzesz się na rajd który zahaczy o ześrodkowanie wiosenne lub jesienne
183 2017-05-31 11:57:42 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-05-31 12:43:08)
Lolaboga, co za meczydusza z Ciebie Perelka... Wszystko zle, wszystko na nie, a jedyna obsesja jaka u Ciebie widze to kasa i szukanie powierzchownego fejmu. W dodatku jeszcze ksiezniczkujesz jak udzielna pani na wlosciach, co gorsza praca to sobie raczek nie pobrudzi. To nie brak pieniedzy jest czynnikiem, ktory odpycha od Ciebie ludzi, tylko naprawde nieprzyjemna postawa zyciowa- bierna, roszczeniowa, negatywna i plytka. Jprd, bylas dojrzala na tyle by wyjsc za maz, ale juz nie na tyle dojrzala by sie samej z mezem utrzymywac, no bo jasne, latwiej bylo ciagnac kase od tesciow.
Dobre wiesci sa takie, ze swoje myslenie mozna zmienic, tylko TRZEBA CHCIEC. Mozesz zaczac od jakiejs ksiazki typu self help, a mozesz pomyslec o powaznej terapii.
Co do mieszkania z rodzicami w wieku 36 lat, to chyba dostalabym bezdennej depresji, gdybym dzielila z nimi mieszkanie. Szczerze piszac, wolalabym wynajmowac pokoj gdzies, najmniejsza klitke, niz jako dorosla baba byc ciagle pod kontrola mamusi i tatusia. Jezeli Ty nawet znajomych do domu nie mozesz zaprosic, to Twoje pisanie o tym jakie macie wspaniale stosunki rodzinne, to jeden pic na wode.
Perełka, spróbuj na Sport42. Ja tam spotkałam fajnego kolarza /z Polic
/
Perełka80 napisał/a:vicky85 napisał/a:odrzucac negatywne, zachowywac pozytywne.... proste jak but...nie mozna zagubic sie w bucie
A no można. Zwłaszcza dla osoby która ocenia świat w kategoriach: fakt/kłąmstwo, a nie pozytywne/negatywne. To co jest pozytywne czy negatywne to jest subiektywna ocena i dla każdej osoby może ona oznaczać co innego ( jak widać w naszej dyskusji). A fakt zawsze będzie faktem.
Ty nie masz przypadkiem Aspergera? Ludzie z Aspergerem rozpatrują świat w takich właśnie kategoriach.
Też pomyślałam o zespole Aspergera, albo czymś zbliżonym...
Na pewno jednak widzę też inny problem u Ciebie, Perełko. Masz zaniżone poczucie własnej wartości. Czyli inaczej mówiąc, wygląda na to, że nie do końca sama siebie lubisz i akceptujesz.
A ludzie omijają takie osoby. Ciągną do takich, które są pewne siebie, które znają swoją wartość. To znaczy, znają swoje zalety i wady, i cieszą się z tych zalet, eksponują je, natomiast wady po prostu akceptują. Co nie znaczy, że nie mogą niektórych wad starać się zmienić, bo zawsze warto się rozwijać, jednak nawet w przypadku jakby sie im to nie udało, to i tak będą siebie akceptować - w przeciwieństwie do ludzi z zaniżoną samooceną, nie akceptujących siebie, jeśli nie są perfekcyjni.
Trzeba siebie samego lubić, żeby ktoś inny mógł nas też polubić. Niby banał - ale jakże prawdziwe...
U Ciebie nie widzę takiej prawdziwej akceptacji siebie. Takiej świadomości, że Ty też masz coś do zaoferowania innym ludziom. Stawiasz się jakby od razu na niższej pozycji (nawet tu, na forum). Mówiąc o sobie źle (i nie ważne jak ktoś inny o Tobie myśli, Ty sama powinnaś myśleć o sobie pozytywnie!). I jako ta, która musi dopiero się czymś wykazać - a to sławą, a to pieniędzmi - żeby w ogóle ktoś chciał mieć z nią do czynienia. Tak jakby ludzie dla samej Ciebie nie mogli się z Tobą spotkać...
Tak właśnie myślisz o sobie Ty sama. I to by pasowało zmienić. Może z pomocą psychologa...? Lub poszukać jakichś książek-poradników w temacie? (Albo jedno i drugie najlepiej
)
Bo uwierz mi, ale takie nastawienie ludzie szybko wyczuwają i myślą (może podświadomie nawet) coś w rodzaju "ona sama o sobie ma słabe mniemanie... to pewnie jest coś na rzeczy.... Tak, wierzę jej, bo czemu by nie wierzyć? Jak pokazuje się jako jakas gorsza, to coś musi być z nią rzeczywiście nie tak". Bo wiadomo, w dzisiejszych czasach każdy raczej się stara siebie pokazywać w jak najlepszym świetle, więc jeśli trafia się osoba, która "przeprasza, że żyje", próbuje wkupić się w łaski itp, no ogółem startuje jakby z pozycji kogoś gorszego, to ludzie takiej osobie też wierzą w to, co pokazuje.
Tak że jeśli będziesz sama myślała o sobie źle, to ludzie na ogół też nie będą temu zaprzeczali. Niektórzy wręcz utwierdzać Cię w tym będą, żeby swoje własne kompleksy "leczyć". Jednak nawet jakby zaprzeczali, to Ty i tak już "wiesz lepiej", i nawet nie przyjmiesz do siebie tego, że ktoś może o Tobie myśleć coś dobrego. Więc kolejnym razem już nie zaprzeczą, dostosują się do Ciebie, albo odsuną...
Tak że nie czekaj na to, ze to otoczenie ma pierwsze zmienić mniemanie na Twoj temat. Tutaj trzeba zacząć od siebie.
Co wymaga wytrwałości i swoistego treningu.
Pytałaś też gdzieś wcześniej jak to dokładnie się robi, żeby zmienić swoje myślenie. Wiesz, są całe ksiązki na temat jak zmienić myślenie i podnieść swoje poczucie własnej wartości. Jak znajdziesz dobrą, to nawet ćwiczenia tam są podane, krok po kroku, jak właśnie chciałaś
Na przykład: stań przed lustrem i patrząc sobie w oczy powtarzaj: "Ja <<Twoje imię>> w pełni akceptuję i kocham siebie taką, jaka jestem". No i tak powtarzasz po parę razy na dzien, aż wbije się to trochę w (pod)świadomość
To akurat takie najprostsze, co może być. Jest oczywiście więcej ćwiczeń, czy innych porad. Większość jednak nie tyle polega na tym, żeby cokolwiek robić, tylko na przemyśleniu sobie dokładnie problemu, skąd się wziął, co powoduje w naszym życiu i przede wszystkim zastanowieniu się, czy to, co o sobie myślimy, jest do końca zgodne z prawdą (okazuje się, że na ogół tak nie jest). Również trzeba poznać siebie, zastanowić się "jakie mam wady/ jakie mam zalety". Nie mogę tu jednak opisywac Tobie treści kilku książek, zresztą tego typu rzeczy czytywałam wiele lat temu, więc dokładnie już nie pamiętam wszystkiego...
W każdym razie jest od groma takich pozycji w księgarniach internetowych. Jakbyś była zainteresowana, to na pewno znajdziesz coś dla siebie.
Jesli jednak masz tego Aspergera, czy coś zbliżonego, to na pewno samo to nie wystarczy. Bo jak mówiłam, żeby siebie na prawdę zaakceptować, to musisz też siebie sama dobrze poznać, zrozumieć. Jakie masz wady, a jakie zalety, a co jeszcze jest częścią choroby (o ile taką masz, rozważam ewentualność, więc nie obraź się
) i jak możesz być odbierana przez "zdrowych" ludzi. Co możesz zrobić, żeby być odbieraną bardziej pozytywnie, a nie jak do tej pory. Tu myślę, że jest to jednak na tyle powazny problem, że musiałabyś to już robić u psychologa, który ma wiedzę na temat takich zaburzeń. Żeby Cię pokierował trochę. I pomógł Ci trochę zmienić swoje myślenie, poznać siebie, zrozumieć to i owo, itp. Choć nie licz na to, że psycholog zrobi coś za Ciebie, tak czy siak pracę taką trzeba wykonać samemu... No ale pokierować Cię powinien. A przede wszystkim jeśli masz jakieś zaburzenia, to tylko psycholog może Ci je zdiagnozować (lepiej sama sie nie bierz za diagnozę, z wujkiem Google jako lekarzem
)
Ogółem jestem zdania, że sama organizacja spotkań z ludźmi, bez zmiany swojego nastawienia (nastawienia przede wszystkim do siebie samej, które jednak pociąga za sobą też jak Ty postrzegasz innych, a oni Ciebie - więc zauważ, że walcząc z tym problemem od razu walczysz i z tym, że ludzie Ciebie źle odbierają) to rozwiązywanie problemu tylko po wierzchu. Jakby na wrzód nakleić plasterek... Plasterek w końcu odpadnie, a "wrzód" będzie bolał jeszcze mocniej...
Sorry, nie dałam rady przeczytać całości, zmęczyłam się po kilku wypowiedziach ![]()
Perełka80 - jeśli chcesz rozwiązać jakikolwiek problem, to musisz szukać sposobu na rozwiązanie, a nie argumentów, dlaczego się nie da.
Pesymizm może działać tak, że widzisz same katastrofy i przeciwności losu, nawet czytanie o psychologii pozytywnej, można wtedy przemielić na NIE... tylko po co? Chcesz się babrać w swoim życiu - OK, twoje życie, twoja sprawa, ale po co pytasz nas o rady, szukasz klakierów, którzy będą bić brawo, bo nie masz znajomych i udało ci się odrzucić wszystkie metody na próby znalezienia rozwiązanie problemu?
Nie zrozumiałaś, o co chodzi w psychologii pozytywnej - nie zadawaj sobie pytania, po co, dlaczego, po prostu zrób sobie ćwiczenie: każdego dnia, przez 2 tyg. napisz sobie 3-5 rzeczy, sytuacji, chwil, które były fajne w ciągu dnia. Poza tym, że nie było nic fajnego w ciągu dnia
, bo nie dostałaś podwyżki, nikt nie zaproponował ci spotkania, itd... mogło się zdarzyć, że zupa wcale nie była za słona, była idealnie przyprawiona, była smaczna i przez chwilę było przyjemnie zjeść coś smacznego, no albo jakieś takie mały przyjemności.
Mam podobny problem. Ciężko mi przychodzi nawiązywanie znajomości, a nawet jak szukam kogoś w necie, to zawsze przyciągam jakiś zboczeńców i dziwnych, mało normalnych ludzi ![]()
Mam podobny problem. Ciężko mi przychodzi nawiązywanie znajomości, a nawet jak szukam kogoś w necie, to zawsze przyciągam jakiś zboczeńców i dziwnych, mało normalnych ludzi
Hahaha! Aż muszę odpisać i to ze smartfona a nie wygodnie w domciu... Więc... Przyciągnęłaś ![]()
189 2017-05-31 21:57:30 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-31 22:00:10)
Han_Na napisał/a:Perełka80 napisał/a:A no można. Zwłaszcza dla osoby która ocenia świat w kategoriach: fakt/kłąmstwo, a nie pozytywne/negatywne. To co jest pozytywne czy negatywne to jest subiektywna ocena i dla każdej osoby może ona oznaczać co innego ( jak widać w naszej dyskusji). A fakt zawsze będzie faktem.
Ty nie masz przypadkiem Aspergera? Ludzie z Aspergerem rozpatrują świat w takich właśnie kategoriach.
Też pomyślałam o zespole Aspergera, albo czymś zbliżonym...
Na pewno jednak widzę też inny problem u Ciebie, Perełko. Masz zaniżone poczucie własnej wartości. Czyli inaczej mówiąc, wygląda na to, że nie do końca sama siebie lubisz i akceptujesz.
A ludzie omijają takie osoby. Ciągną do takich, które są pewne siebie, które znają swoją wartość. To znaczy, znają swoje zalety i wady, i cieszą się z tych zalet, eksponują je, natomiast wady po prostu akceptują. Co nie znaczy, że nie mogą niektórych wad starać się zmienić, bo zawsze warto się rozwijać, jednak nawet w przypadku jakby sie im to nie udało, to i tak będą siebie akceptować - w przeciwieństwie do ludzi z zaniżoną samooceną, nie akceptujących siebie, jeśli nie są perfekcyjni.
Trzeba siebie samego lubić, żeby ktoś inny mógł nas też polubić. Niby banał - ale jakże prawdziwe...
U Ciebie nie widzę takiej prawdziwej akceptacji siebie. Takiej świadomości, że Ty też masz coś do zaoferowania innym ludziom. Stawiasz się jakby od razu na niższej pozycji (nawet tu, na forum). Mówiąc o sobie źle (i nie ważne jak ktoś inny o Tobie myśli, Ty sama powinnaś myśleć o sobie pozytywnie!). I jako ta, która musi dopiero się czymś wykazać - a to sławą, a to pieniędzmi - żeby w ogóle ktoś chciał mieć z nią do czynienia. Tak jakby ludzie dla samej Ciebie nie mogli się z Tobą spotkać...
Tak właśnie myślisz o sobie Ty sama. I to by pasowało zmienić. Może z pomocą psychologa...? Lub poszukać jakichś książek-poradników w temacie? (Albo jedno i drugie najlepiej)
Bo uwierz mi, ale takie nastawienie ludzie szybko wyczuwają i myślą (może podświadomie nawet) coś w rodzaju "ona sama o sobie ma słabe mniemanie... to pewnie jest coś na rzeczy.... Tak, wierzę jej, bo czemu by nie wierzyć? Jak pokazuje się jako jakas gorsza, to coś musi być z nią rzeczywiście nie tak". Bo wiadomo, w dzisiejszych czasach każdy raczej się stara siebie pokazywać w jak najlepszym świetle, więc jeśli trafia się osoba, która "przeprasza, że żyje", próbuje wkupić się w łaski itp, no ogółem startuje jakby z pozycji kogoś gorszego, to ludzie takiej osobie też wierzą w to, co pokazuje.
Tak że jeśli będziesz sama myślała o sobie źle, to ludzie na ogół też nie będą temu zaprzeczali. Niektórzy wręcz utwierdzać Cię w tym będą, żeby swoje własne kompleksy "leczyć". Jednak nawet jakby zaprzeczali, to Ty i tak już "wiesz lepiej", i nawet nie przyjmiesz do siebie tego, że ktoś może o Tobie myśleć coś dobrego. Więc kolejnym razem już nie zaprzeczą, dostosują się do Ciebie, albo odsuną...
Tak że nie czekaj na to, ze to otoczenie ma pierwsze zmienić mniemanie na Twoj temat. Tutaj trzeba zacząć od siebie.
Co wymaga wytrwałości i swoistego treningu.
Pytałaś też gdzieś wcześniej jak to dokładnie się robi, żeby zmienić swoje myślenie. Wiesz, są całe ksiązki na temat jak zmienić myślenie i podnieść swoje poczucie własnej wartości. Jak znajdziesz dobrą, to nawet ćwiczenia tam są podane, krok po kroku, jak właśnie chciałaśNa przykład: stań przed lustrem i patrząc sobie w oczy powtarzaj: "Ja <<Twoje imię>> w pełni akceptuję i kocham siebie taką, jaka jestem". No i tak powtarzasz po parę razy na dzien, aż wbije się to trochę w (pod)świadomość
To akurat takie najprostsze, co może być. Jest oczywiście więcej ćwiczeń, czy innych porad. Większość jednak nie tyle polega na tym, żeby cokolwiek robić, tylko na przemyśleniu sobie dokładnie problemu, skąd się wziął, co powoduje w naszym życiu i przede wszystkim zastanowieniu się, czy to, co o sobie myślimy, jest do końca zgodne z prawdą (okazuje się, że na ogół tak nie jest). Również trzeba poznać siebie, zastanowić się "jakie mam wady/ jakie mam zalety". Nie mogę tu jednak opisywac Tobie treści kilku książek, zresztą tego typu rzeczy czytywałam wiele lat temu, więc dokładnie już nie pamiętam wszystkiego...
W każdym razie jest od groma takich pozycji w księgarniach internetowych. Jakbyś była zainteresowana, to na pewno znajdziesz coś dla siebie.
Jesli jednak masz tego Aspergera, czy coś zbliżonego, to na pewno samo to nie wystarczy. Bo jak mówiłam, żeby siebie na prawdę zaakceptować, to musisz też siebie sama dobrze poznać, zrozumieć. Jakie masz wady, a jakie zalety, a co jeszcze jest częścią choroby (o ile taką masz, rozważam ewentualność, więc nie obraź się) i jak możesz być odbierana przez "zdrowych" ludzi. Co możesz zrobić, żeby być odbieraną bardziej pozytywnie, a nie jak do tej pory. Tu myślę, że jest to jednak na tyle powazny problem, że musiałabyś to już robić u psychologa, który ma wiedzę na temat takich zaburzeń. Żeby Cię pokierował trochę. I pomógł Ci trochę zmienić swoje myślenie, poznać siebie, zrozumieć to i owo, itp. Choć nie licz na to, że psycholog zrobi coś za Ciebie, tak czy siak pracę taką trzeba wykonać samemu... No ale pokierować Cię powinien. A przede wszystkim jeśli masz jakieś zaburzenia, to tylko psycholog może Ci je zdiagnozować (lepiej sama sie nie bierz za diagnozę, z wujkiem Google jako lekarzem
)
Ogółem jestem zdania, że sama organizacja spotkań z ludźmi, bez zmiany swojego nastawienia (nastawienia przede wszystkim do siebie samej, które jednak pociąga za sobą też jak Ty postrzegasz innych, a oni Ciebie - więc zauważ, że walcząc z tym problemem od razu walczysz i z tym, że ludzie Ciebie źle odbierają) to rozwiązywanie problemu tylko po wierzchu. Jakby na wrzód nakleić plasterek... Plasterek w końcu odpadnie, a "wrzód" będzie bolał jeszcze mocniej...
I to chyba jest cała prawda o mnie...Tak mi się wydaje.
Jeśli mam powiedzieć cokolwiek dobrego o sobie w towarzystwie, to zawsze przychodzi mi to z wielkim trudem, ledwo bąkam coś pod nosem, albo wolę to przemilczeć. Natomiast jeśli mówię o sobie coś złego - przychodzi mi to bez problemu, najgorsze epitety same cisną mi się na usta, a buzia mi się wtedy nie zamyka... Dziwna przypadłość. I faktycznie nie zawsze mi dobrze z samą sobą. I faktycznie - uważam,że jeśli "dołożę do siebie" drogie gadżety , to tylko wtedy, przy nich będę atrakcyjna, bo tak sama z siebie to nie... I takie myślenie i postępowanie ściągnęło pewnie do mnie to snobistyczne towarzystwo ( może oni mają taki sam problem ze sobą...?)
Mam paru znajomych, którzy ciągle potrafią mówić o sobie w samych superlatywach i zazdroszczę im tej umiejętności
Żadnego Aspergera ani Downa w sumie chyba mieć nie powinnam, bo przechodziłam kilkakrotnie badania psychologiczne i psychiatryczne z racji mojej byłej pracy ( m.in. pozwolenie na broń) - bardzo dokładne, z masą testów, pytań, rozmów i zadań na specjalnych maszynach. Chyba,że mi tego tam nie wykryli po prostu....
Książek o takiej tematyce kilka już czytałam, ale trudno znaleźć wartościowe pozycje. Większość takich książek w księgarniach to książki amerykańskie, nie bardzo dostosowane do polskiej rzeczywistości.
O tym psychologu też myślałam, ale prywatnie koszty są spore, a jedna wizyta z pewniścią nie wystarczy ( przynajmniej psychologowie tak twierdzą). Moja doktor rodzinna nie widzi z kolei żadnego istotnego problemu u mnie,żeby kierować mnie do psychologa na NFZ.
190 2017-05-31 23:20:08 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-05-31 23:20:43)
Lolaboga, co za meczydusza z Ciebie Perelka... Wszystko zle, wszystko na nie, a jedyna obsesja jaka u Ciebie widze to kasa i szukanie powierzchownego fejmu. W dodatku jeszcze ksiezniczkujesz jak udzielna pani na wlosciach, co gorsza praca to sobie raczek nie pobrudzi. To nie brak pieniedzy jest czynnikiem, ktory odpycha od Ciebie ludzi, tylko naprawde nieprzyjemna postawa zyciowa- bierna, roszczeniowa, negatywna i plytka. Jprd, bylas dojrzala na tyle by wyjsc za maz, ale juz nie na tyle dojrzala by sie samej z mezem utrzymywac, no bo jasne, latwiej bylo ciagnac kase od tesciow.
Dobre wiesci sa takie, ze swoje myslenie mozna zmienic, tylko TRZEBA CHCIEC. Mozesz zaczac od jakiejs ksiazki typu self help, a mozesz pomyslec o powaznej terapii.
Co do mieszkania z rodzicami w wieku 36 lat, to chyba dostalabym bezdennej depresji, gdybym dzielila z nimi mieszkanie. Szczerze piszac, wolalabym wynajmowac pokoj gdzies, najmniejsza klitke, niz jako dorosla baba byc ciagle pod kontrola mamusi i tatusia. Jezeli Ty nawet znajomych do domu nie mozesz zaprosic, to Twoje pisanie o tym jakie macie wspaniale stosunki rodzinne, to jeden pic na wode.
Nie pisałam nigdy,że moje stosunki rodzinne są wspaniałe. Pisałam jedynie,że są dobre, normalne - czyli że nie pochodzę z rodziny rozbitej, patologicznej, alkoholików czy narkomanów.
A to, że ambicje zawodowe i chęć rozwoju ktoś nazywa " księzniczkowaniem", pozostawię bez komentarza,,,
191 2017-06-01 00:23:37 Ostatnio edytowany przez vicky85 (2017-06-01 00:24:19)
Książek o takiej tematyce kilka już czytałam, ale trudno znaleźć wartościowe pozycje. Większość takich książek w księgarniach to książki amerykańskie, nie bardzo dostosowane do polskiej rzeczywistości.
.
no tak przeciez ksiazki psychologiczne dziela sie na "studium psychologiczne przecietnego Amerykanina" oraz "studium psychologiczne przecietnego Polaka":D:D:D a takze "Jak nabrac dystansu do zycia gdy mieszka sie w stanach" oraz "jak nabrac dystansu do zycia mieszkajac w polsce" AAAAUAAAA moj mozg
Perełka80 napisał/a:Książek o takiej tematyce kilka już czytałam, ale trudno znaleźć wartościowe pozycje. Większość takich książek w księgarniach to książki amerykańskie, nie bardzo dostosowane do polskiej rzeczywistości.
.no tak przeciez ksiazki psychologiczne dziela sie na "studium psychologiczne przecietnego Amerykanina" oraz "studium psychologiczne przecietnego Polaka":D:D:D a takze "Jak nabrac dystansu do zycia gdy mieszka sie w stanach" oraz "jak nabrac dystansu do zycia mieszkajac w polsce" AAAAUAAAA moj mozg
Takie prawdy jaki "każdy sam jest odpowiedzialny za swoje szczęście mają zastosowanie tylko w USA. Natomiast w Polsce najważniejsze jest "co ludzie powiedzą"
Serio kobieto, ręce opadają. Niby chcesz tej pomocy ale na każdy pomysł Twoja odpowiedź to "nie da się". Nie "nie da się" tylko "nie chce, jest mi dobrze tak jak jest, lubię się użalać nad sobą"
Straciłas pracę - ok nie Ty jedna. Nie było przypadkiem tak, że Ci Twoi znajomi wspierali Cię jak mogli ale Ty się zapętliłaś w tym narzekaniu i oni odpuścili?
A jeśli rzeczywiście trzymała ich przy Tobie tylko kasa no to świadczy źle o nich, ale o Tobie niestety trochę też, bo to znaczy że nie miałaś nic do zaoferowania
193 2017-06-01 19:11:19 Ostatnio edytowany przez Perełka80 (2017-06-01 19:32:31)
vicky85 napisał/a:Perełka80 napisał/a:Książek o takiej tematyce kilka już czytałam, ale trudno znaleźć wartościowe pozycje. Większość takich książek w księgarniach to książki amerykańskie, nie bardzo dostosowane do polskiej rzeczywistości.
.no tak przeciez ksiazki psychologiczne dziela sie na "studium psychologiczne przecietnego Amerykanina" oraz "studium psychologiczne przecietnego Polaka":D:D:D a takze "Jak nabrac dystansu do zycia gdy mieszka sie w stanach" oraz "jak nabrac dystansu do zycia mieszkajac w polsce" AAAAUAAAA moj mozg
Takie prawdy jaki "każdy sam jest odpowiedzialny za swoje szczęście mają zastosowanie tylko w USA. Natomiast w Polsce najważniejsze jest "co ludzie powiedzą"
![]()
Serio kobieto, ręce opadają. Niby chcesz tej pomocy ale na każdy pomysł Twoja odpowiedź to "nie da się". Nie "nie da się" tylko "nie chce, jest mi dobrze tak jak jest, lubię się użalać nad sobą"
Straciłas pracę - ok nie Ty jedna. Nie było przypadkiem tak, że Ci Twoi znajomi wspierali Cię jak mogli ale Ty się zapętliłaś w tym narzekaniu i oni odpuścili?
A jeśli rzeczywiście trzymała ich przy Tobie tylko kasa no to świadczy źle o nich, ale o Tobie niestety trochę też, bo to znaczy że nie miałaś nic do zaoferowania
Ja nie chcę niczego negować, chcę po prostu udoskonalić jakoś te rozwiązania, których już próbowałam ( jak np z tymi książkami), żeby były bardziej skuteczne. Np polecjają w takich książkach wyliczanie własnych zalet człowiekowi, który uważa,że zalet nie posiada. Gdyby wiedział,że je posiada - taka edukacja byłaby zbędna. Albo - co gorsze - pytać znajomych o swoje zalety czy zdolności( polecenie którego najbardziej nie lubię) - a oni nigdy nie chcą na takie pytanie odpowiadać i obrażają się na mnie za samo zadawanie takich pytań.
Ale nic, może po prostu za mało ich przeczytałam, albo trafiłam na jakieś słabe. Trzeba szukać dalej, może trafię na lepsze pozycje. Ważne,że przynajmniej wiem co jest przyczyną tego wszystkiego i w jakim kierunku szukać rozwiązania. Bardzo dużo dowiedziałam się z Waszych postów.
Muszę też wyjaśnić,że nie zawsze byłam taka "marudna". To mnie naszło dopiero jakieś kilka lat temu...
Han_Na napisał/a:vicky85 napisał/a:no tak przeciez ksiazki psychologiczne dziela sie na "studium psychologiczne przecietnego Amerykanina" oraz "studium psychologiczne przecietnego Polaka":D:D:D a takze "Jak nabrac dystansu do zycia gdy mieszka sie w stanach" oraz "jak nabrac dystansu do zycia mieszkajac w polsce" AAAAUAAAA moj mozg
Takie prawdy jaki "każdy sam jest odpowiedzialny za swoje szczęście mają zastosowanie tylko w USA. Natomiast w Polsce najważniejsze jest "co ludzie powiedzą"
![]()
Serio kobieto, ręce opadają. Niby chcesz tej pomocy ale na każdy pomysł Twoja odpowiedź to "nie da się". Nie "nie da się" tylko "nie chce, jest mi dobrze tak jak jest, lubię się użalać nad sobą"
Straciłas pracę - ok nie Ty jedna. Nie było przypadkiem tak, że Ci Twoi znajomi wspierali Cię jak mogli ale Ty się zapętliłaś w tym narzekaniu i oni odpuścili?
A jeśli rzeczywiście trzymała ich przy Tobie tylko kasa no to świadczy źle o nich, ale o Tobie niestety trochę też, bo to znaczy że nie miałaś nic do zaoferowaniaJa nie chcę niczego negować, chcę po prostu udoskonalić jakoś te rozwiązania, których już próbowałam ( jak np z tymi książkami), żeby były bardziej skuteczne. Np polecjają w takich książkach wyliczanie własnych zalet człowiekowi, który uważa,że zalet nie posiada. Gdyby wiedział,że je posiada - taka edukacja byłaby zbędna. Albo - co gorsze - pytać znajomych o swoje zalety czy zdolności( polecenie którego najbardziej nie lubię) - a oni nigdy nie chcą na takie pytanie odpowiadać i obrażają się na mnie za samo zadawanie takich pytań.
Ale nic, może po prostu za mało ich przeczytałam, albo trafiłam na jakieś słabe. Trzeba szukać dalej, może trafię na lepsze pozycje. Ważne,że przynajmniej wiem co jest przyczyną tego wszystkiego i w jakim kierunku szukać rozwiązania. Bardzo dużo dowiedziałam się z Waszych postów.
Muszę też wyjaśnić,że nie zawsze byłam taka "marudna". To mnie naszło dopiero jakieś kilka lat temu...
Byłaś u psychologa bądź u psychiatry? Może po porostu masz depresje. I stąd są Twoje problemy
Ja bym uprościł...
Ale powiedzą, że się znowu seksista odezwał... ![]()