Tak jak w tytule marzę o normalności,o normalnym związku, o mężczyźnie który będzie dbał, szanował i co najważniejsze kochał.
Taki który będzie przeciwieństwem tego z którym tkwię w związku i nie mogę się z tego wyrwać. Nie wiem czy jestem na tyle naiwna, że wierzę w te jego zapewnienia, w jego bajeczki jak to wszystko będzie okej i jak to wszystko się ułoży.
Ten na początku był naprawdę wspaniały, ale z czasem zaczęły wychodzić jego wady. Niby jest dobrze przez jakiś czas, potrafi być normalny a nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się w świra szukając dziury w całym i powodów do kłótni. Wtedy nasłucham się jaka to jestem daremna i jak go wkur%%iam swoją osobą, jak to go ograniczam we wszystkim. Ciągle narzeka, że nie ma pieniędzy i go zrujnowałam, bo tak by sobie mieszkał w domu u rodziców a tak pieniądze ładuje w wynajem mieszkania na które ja go namówiłam. Od razu zaznaczę, że na nic go nie namawiałam, bo to była nasza wspólna decyzja i również dokładam się do rachunków. Tłumaczę wtedy, że to była wspólna decyzja to mówi, że to pod presją zdecydował się na wynajem.
Oprócz tego za często imprezuje, mnie już praktycznie nie zabiera nigdzie. Wychodzi sobie jak gdyby nigdy nic na piwko i wraca kompletnie narąbany. Piątek, sobota wtedy dla niego zaczyna się życie. A jak wraca to znowu żale i nie raz już zdarzyły się przekleństwa typu spierd### i nie dyryguj mną, piję za swoje więc ch## cię obchodzi z kim i kiedy. Rysuje mi też psychikę i wmawia, że nie nadaję się do związku i jestem daremna. Moje poczucie własnej wartości spadło praktycznie do zera choć jestem młodą, zgrabną i ładną kobietą to on wmawia, że tak nie jest. Mam 28 lat i nie wierzę już, że będę w ogóle mogła się wyrwać z tego związku i poznać kiedykolwiek normalnego faceta. Jak jest pijany to mówi też, że i tak będziesz trwać przy mnie bo nikt cię już nie zechce.
Odchodziłam dwa razy od niego, ale mijało kilka tygodni i znowu przebłagał o powrót. Kilka tygodni było dobrze, a potem znowu zmiana o 360 stopni. Powoli już żadnych znajomych nie mam, bo nie pozwalał mi wychodzić a on z moimi znajomymi raczej nie utrzymuje kontaktu. Jak chciałam gdzieś wyjść to zaraz wymyślał, że gdzieś mnie porywa wszystko po to bym sama nie poszła. Dla niego najlepiej jakbym siedziała w domu i wykonywała kobiece czynności czego też mi nie omieszka powiedzieć. Szukałam pracy to wmawiał, że gdzie mnie wezmą i lepiej jak on będzie pracował a ja będę zajmować się mieszkaniem. Znalazłam pracę to miał pretensje, ale nie chcę być finansowo uzależniona od niego. Z jednej strony mówi, że go doprowadziłam do ruiny a z drugiej daję na rachunki i to już mu nie przeszkadza.
Mam ochotę jutro pozabierać swoje rzeczy i wyprowadzić się, ale już mi głupio wracać po raz 3 do rodziców. Czuję, że jestem od niego uzależniona i naprawdę nie mam sił by to przerwać. Może Wy mi coś doradzicie, fajnie jest wygadać się anonimowym osobom.