Witajcie.
Mam 28 lat, mój partner 27 i jesteśmy razem od 4 lat.
Za nieco ponad 2 miesiące mamy brać ślub i to właśnie tutaj pojawiają się moje wątpliwości.
Nigdy nie był moim wymarzonym partnerem. Mimo to jest dobrą osobą. Uważam go za niezwykle seksownego, pociągającego mężczyznę- ale też bardzo trudnego. Nasze pierwsze 3 lata związku naznaczone były jego problemami emocjonalnymi. Był wychowywany w patriarchanej, ekstremalnie religijnej rodzinie i sporo emocji przerzucał na mnie. Gdyby nie mój bardzo twardy charakter, zjadłby mnie, ale zamiast tego wydoroślał. Wcale nie podobało mi się bycie "nauczycielką" czy "przycholożką", ale tak wyszło. W końcu powiedziałam mu basta. Wykańczał mnie psychicznie, słabo traktował, efekty były marne i powiedziałam mu że to koniec. Zeszliśmy się znowu, ale na innych warunkach. Poszedł na terapie i faktycznie zaczął panować nad swoimi emocjami o wiele lepiej. W końcu ten związek zaczął przypominać to, co powinien.
Zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Byłam pewna - w końcu pokazał, że potrafi mnie dobrze traktować, potrafi włożyć pracę, potrafi panować nad emocjami.
Natomiast odkąd planujemy ślub, znowu pojawiły się moje wątpliwości. Za pomocą manipulacji zaczął naciskać na swoje rozwiązania. Podczas rozmowy z rodzicami zauważyłam że wystawia mnie na ocenę (komentarze "no dzieci to chyba nie z x" wiedząc jakie mają podejście jako chrzescijanscy ekstremiści), jakieś sytuacje gdzie wykazuje się sporym egoizmem.
Gdybym nie miala wad, powiedziałabym, pieprzyć typa. Ale mam. Nie potrafię zdecydować czy typ faktycznie jest krzywy czy szukam pana "idealnego ".
Jestem typem ride or die. Jestem dzikusem i nie lubię ludzi. Jak wiem że mam mieć rozmowę o 16 we wtorek z obcym człowiekiem to cały tydzień Jestem zmęczona. Jak już kogoś poznam, pokocham, zaprzyjaźnię, to mogę za niego umrzeć. I ciężko byłoby mi zostawić mojego narzeczonego bo przy wszystkich problemach po prostu go kocham a i wiem że jakoś super łatwo że mną nie ma.
Mimo to uważam że charakteryzuje się sporą empatią i samokrytyką czego mu brakuje. A to dość ważne kwestie przy wyborze partnera na życie.
Nie potrzebuje ślubu. Jeśli o mnie chodzi, kocia łapa jest okej. Czasem rozważam rozstanie i mimo wszystkich przeciw... czuję że to byłoby tak spokojne. Mam swoje własne mieszkanie i bez niego byłoby takie ciche i spokojne. Nie musiałabym tyle sprzątać, gotować, martwić sie, drzeć sie; planować. Chcę go kochać i chce tego ślubu. Ale gdy odwala jakieś akcje myślę o tym ze mogłabym tak bardzo uprościć swoje życie.
Potrzebuje porady, bo za 2 msce będzie po fakcie.