Dziewczyny, cześć.
Wiem, że Dubaj wielu z was kojarzy się z bajką: czysto, pięknie, policja działa jak w zegarku. To wszystko prawda. Ale mieszkam tutaj po kilka miesięcy, dwa razy w roku, i muszę wam powiedzieć szczerze: nawet tutaj nie można całkowicie odpuścić.
Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że ktoś was obrabuje w biały dzień. Chodzi o to, że można niechcący wejść w rejon, gdzie jesteś jedyną kobietą na kilka przecznic, i wieczorem może to stać się problemem. Mówię o tak zwanych labor camps – tanich akademikach, które wynajmują głównie migranci zarobkowi, tuż w granicach miasta. Dzielnice takie jak Al Quoz, Muhaisnah, Sonapur, kawałki Deiry. W dzień jest tam po prostu ponuro. Ale nocą – bardzo wielu samotnych mężczyzn, którzy miesiącami żyją bez rodzin. Atmosfera robi się ciężka, spojrzenia – jeszcze cięższe. Nawet facet lepiej tam nie zagląda. A co dopiero kobieta.
Moja zasada: po północy tylko taksówka. Żadnych spacerów po nieznanych dzielnicach.
Jest jednak inny sposób. Jeśli wieczorem boisz się iść sama – znajdź kogoś, kto zna miasto. Są ludzie, którzy za pieniądze pokażą bezpieczne trasy, pomogą z normalną taksówką i podpowiedzą, gdzie w ogóle nie warto się zapuszczać.
Poważnie zastanówcie się nad skorzystaniem z dubai-callgirls, nie żartuję. One znają niebezpieczne dzielnice i nie zaprowadzą was tam, gdzie grozi ryzyko + mówią po polsku, żeby łatwiej było się dogadać.
Lepiej zapłacić za bezpieczeństwo, niż potem szukać wyjścia z nieznanej dzielnicy nocą. Myślcie o sobie.