Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-05-22 22:05:34)

Temat: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy

Jednym z najczęściej przytaczanych biblijnych dowodów na jedyność Boga jest tzw. Szema Izraela z Księga Powtórzonego Prawa 6:4:
„Słuchaj, Izraelu! Pan jest naszym Bogiem,Pan, nasz Bóg, Pan jest jeden.”
Jezus również cytował ten werset w Ewangelii Marka 12:29, potwierdzając jego znaczenie.

Inny wyraźny fragment znajduje się w Księdze Izajasza 45:5:
„Ja jestem Pan i nie ma innego. Poza Mną nie ma Boga.”
Ten werset bardzo bezpośrednio podkreśla, że poza Bogiem nie istnieje żaden inny prawdziwy bóg.

Kolejny przykład znajduje się w 1. List do Tymoteusza 2:5:
„Albowiem jeden jest Bóg i jeden pośrednik między Bogiem a ludźmi — człowiek, Chrystus Jezus.”
Fragment ten wyraźnie mówi o „jednym Bogu”.

Kolejny fragment to List Jakuba 2:19:
„Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą.”
Werset ten wprost mówi o wierze w jednego Boga.

Kilka fragmentów biblijnych, które są używane jako argument, że Bóg nie jest człowiekiem ani nie ma ludzkiej natury:
Księga Liczb 23:19
„Bóg nie jest człowiekiem, aby miał kłamać, ani synem człowieczym, aby miał żałować.”
Księga Samuela 15:29
„Chwała Izraela nie kłamie ani nie żałuje, bo nie jest człowiekiem, aby żałować.”
Księga Ozeasza 11:9
„…gdyż Bogiem jestem, nie człowiekiem.”
Ewangelia Jana 4:24
„Bóg jest duchem…”

Jezus nazwany prorokiem przez innych
Ewangelia Mateusza 21:11
„A tłumy mówiły: To jest Jezus, prorok z Nazaretu w Galilei.”
Ewangelia Łukasza 7:16
„Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg nawiedził lud swój.”
Ewangelia Jana 4:19
„Panie, widzę, że jesteś prorokiem.”
2. Jezus sam sugeruje, że jest prorokiem
Ewangelia Marka 6:4
„Prorok nie jest pozbawiony czci, chyba że w swojej ojczyźnie…”
Ewangelia Łukasza 13:33
„Przecież nie godzi się, aby prorok zginął poza Jerozolimą.”
3. Jezus mówi o sobie jako o wysłanym przez Boga
Ewangelia Jana 8:40
„…człowieka, który mówił wam prawdę, którą usłyszał od Boga.”
Ewangelia Jana 7:16
„Moja nauka nie jest moja, lecz Tego, który Mnie posłał.”

„Syn Boży” jako metafora (bliskość / wybranie)
Przykład:
-w Biblii Izrael nazywany jest „synem Bożym”
-aniołowie bywają określani jako „synowie Boży” w sensie stworzeń

Słowa „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” pochodzą z Ewangelia Jana 10:30:
„jedno” oznacza zgodność w woli i działaniu
podobne znaczenie jak „być jednego ducha” lub „działać w pełnej jedności”
Kontekst w Jana 10 pokazuje, że:
Jezus mówi też, że działa z woli Ojca
i że Ojciec „jest większy” (J 14:28)
Dlatego rozumie się to jako:
pełna jedność celu i misji, nie równość ontologiczna

Jezus nie wie wszystkiego
Ewangelia Marka 13:32
„O dniu owym i godzinie nikt nie wie… ani Syn, tylko Ojciec.”... jest to wyraźne zaprzeczenie rownosci Trojcy Świętej i Jednego Boga w Trzech Osobach

Ojciec jest jedynym prawdziwym Bogiem (w modlitwie Jezusa)
Ewangelia Jana 17:3
„aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Jezusa Chrystusa, którego posłałeś.”
Rozróżnienie między Bogiem, a Jezusem.

Jezus odrzuca „dobro” w sensie boskości
Ewangelia Marka 10:18
„Dlaczego nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.”
Podkreśla odróżnienie Jezusa od Boga.

Biblia i Koran o Jedynosci Boga zaprzeczaja Trojcy Świętej
„Allāh” w arabskiej Biblii oznacza po prostu „Bóg”.
1. „Allāh” jako słowo językowe
W języku arabskim:
Allāh = Bóg (jeden, jedyny Bóg)
pochodzi od „al-” (ten) + „ilāh” (bóg)
To nie jest „imię własne” w sensie jak „Zeus” czy „Jowisz”, tylko arabskie słowo na Boga monoteistycznego.
2. Biblia po arabsku używa słowa „Allāh”
W arabskich przekładach Biblii:
Stary Testament
Nowy Testament
wszędzie, gdzie w oryginale jest „Bóg”, pojawia się Allāh.
Przykład:
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1:1) → po arabsku: Fi al-bad’ khalaqa Allāh as-samāwāt wa-l-ard
3. Chrześcijanie arabscy też mówią „Allāh”
Arabscy chrześcijanie od wieków używają słowa Allāh w modlitwach i Biblii
np. Kościoły w Libanie, Syrii, Palestynie

1. Jedność Boga
Biblia – Księga Powtórzonego Prawa 6:4
„Pan jest naszym Bogiem, Pan jedynie.”
Koran – Sura 112:1
„Powiedz: On jest Allah – Jeden.”
2. Nie ma innego Boga
Biblia – Księga Izajasza 45:5
„Ja jestem Pan i nie ma innego, poza Mną nie ma Boga.”
Koran – Sura 2:163
„Wasz Bóg jest jeden Bóg. Nie ma boga oprócz Niego.”
3. Bóg jako jedyny Stwórca
Biblia – Księga Malachiasza 2:10
„Czy nie jeden Bóg nas stworzył?”
Koran – Sura 6:102
„Oto Allah, wasz Pan. Nie ma boga oprócz Niego, Stwórcy wszystkiego.”
4. Zakaz innych bogów
Biblia – Księga Wyjścia 20:3
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.”
Koran – Sura 4:36
„Czcijcie Allaha i nie dodawajcie Mu współtowarzyszy.”
5. Bóg jest jeden i niepodzielny
Biblia – List Jakuba 2:19
„Bóg jest jeden.”
Koran – Sura 21:22
„Gdyby były w nich inni bogowie oprócz Allaha, byłyby zniszczone.”

1. Jezus jako prorok
Biblia – Ewangelia Mateusza 21:11
„To jest Jezus, prorok z Nazaretu w Galilei.”
Koran 19:30
„Zaprawdę jestem sługą Boga. Dał mi Księgę i uczynił mnie prorokiem.”

2. Jezus uznany za wielkiego proroka
Biblia – Ewangelia Łukasza 7:16
„Wielki prorok powstał wśród nas…”
Koran – 4:171
„Mesjasz Jezus, syn Marii, był tylko posłańcem Boga…”
3. Jezus porównany do proroków
Biblia – Ewangelia Marka 6:4
„Prorok nie jest pozbawiony czci…”
Koran – 5:75
„Mesjasz, syn Marii, był tylko posłańcem…”
4. Jezus działa z woli Boga
Biblia – Ewangelia Jana 5:30
„Nie szukam własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.”
Koran – 5:110
„Czyniłeś cuda za Moim pozwoleniem…”
5. Jezus jako „prorok jak inni”
Biblia – Dzieje Apostolskie 3:22
„Proroka jak mnie wzbudzi wam Pan Bóg…”
Koran – 4:171
„Nie mówcie: Trójca. Zaniechajcie tego"

Unitarianie (czyli chrześcijanie odrzucający Trójcę) oraz inne nurty nie-trynitarne zwykle nie twierdzą, że te wersety „znikają” albo są błędne, tylko że są inaczej rozumiane językowo, kontekstowo i historycznie. Poniżej najczęściej omawiane fragmenty i ich interpretacje.
1. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”
Ewangelia Jana 10:30
„Ja i Ojciec jedno jesteśmy.”
Interpretacja unitariańska:
„jedno” (gr. hen) = jedność celu, woli i działania, nie jedna istota
podobne użycie: „być jednego serca” lub „jednej myśli”
kontekst: Jezus mówi o ochronie owiec, nie o metafizyce
2. „Słowo było Bogiem”
Ewangelia Jana 1:1
„Słowo było Bogiem.”
Interpretacja unitariańska:
greka może też znaczyć: „Słowo było boskie” lub „Słowo było u Boga i było boskiej natury”
rozróżnienie: „u Boga” → oddzielność
Logos = Boży plan/mądrość, nie druga osoba Boga
3. „Chrzcić w imię Ojca, Syna i Ducha”
Ewangelia Mateusza 28:19
„w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”
Interpretacja unitariańska:
„imię” w liczbie pojedynczej = autorytet Boga, nie trzy osoby
niektórzy uważają to za:
formułę liturgiczną rozwiniętą później
streszczenie roli Boga w zbawieniu (Ojciec = Bóg, Syn = Mesjasz, Duch = moc Boga)
4. „Kto Mnie widzi, widzi Ojca”
Ewangelia Jana 14:9
„Kto Mnie zobaczył, zobaczył Ojca.”
Interpretacja unitariańska:
Jezus reprezentuje Boga doskonale
„widzieć Ojca” = widzieć Jego charakter w Jezusie
analogia: ambasador = reprezentuje króla, ale nim nie jest
5. „Bóg powiedział: Uczyńmy człowieka”
Księga Rodzaju 1:26
„Uczyńmy człowieka na nasz obraz”
Interpretacja unitariańska:
„my” = majestatyczna liczba mnoga (Bóg mówi jako Król)
albo Bóg mówi do aniołów
nie dowód na wieloosobowość Boga
6. „Ojciec, Syn i Duch Święty”
List Jana 5:7 (w niektórych przekładach)
„Trzej są, którzy świadczą…”
Interpretacja unitariańska:
ten fragment w wielu przekładach nie występuje w najstarszych manuskryptach
uważany za późniejszy dodatek (tzw. Comma Johanneum)


Wniosek jest jeden: istnieje tylko Jeden niepodzielny Bóg.  Nie ma Trojcy. Tak wierzyli wszyscy Żydzi w Starym Testamencie wliczajac w to wszystkich prorokow, tak wierzyli pierwsi Chrzescijanie,a pozniej tez Unitarianie,ktorzy miedzy Bogiem,a Jezusem robili wyrazne odroznienie i tak zaczeli wierzyc w Islamie

Śmierć Jezusa na krzyżu (w chrześcijaństwie rozumiana jako „odkupieńcza”) nie musi automatycznie oznaczać, że Jezus jest Bogiem, bo zależy to od tego, jak rozumie się rolę Mesjasza i sens odkupienia.
Poniżej najważniejsze wyjaśnienia logiczne i teologiczne:
1. Odkupienie może być wykonane przez posłańca Boga
W wielu religiach (i w części interpretacji Biblii) działa zasada:
Bóg posyła kogoś
ten ktoś wykonuje misję
ale nie jest Bogiem
Przykład biblijny: Księga Wyjścia 3:10
„Idź, posyłam cię do faraona…”
Mojżesz działa jako wybawiciel Izraela, ale nie jest Bogiem.
2. Biblia pokazuje, że ludzie mogą „dokonywać odkupienia” jako narzędzia Boga
W Starym Testamencie:
prorocy
sędziowie
królowie
byli używani do:
ratowania ludzi
przynoszenia zbawienia
Ale: nikt z nich nie był Bogiem
3. Logika „reprezentanta” (pełnomocnika Boga)
W Biblii często działa zasada:
ktoś działa „w imieniu Boga”
i ma Jego autorytet
Ewangelia Jana 5:30
„Nie szukam własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.”
To może oznaczać:
wykonanie Bożego planu
nie tożsamość z Bogiem
4. Odkupienie = misja, nie natura
W chrześcijaństwie można rozróżnić:
funkcja:
„Zbawiciel” = ten, który przynosi ratunek
ontologia (kim ktoś jest):
„Bóg” = natura boska
Niektórzy argumentują:
ktoś może mieć funkcję zbawiciela, nie będąc Bogiem
5. Przykład proroków jako „zbawców”
W Biblii:
Noe ratuje ludzkość (arką)
Mojżesz wyprowadza z Egiptu
sędziowie ratują Izrael
wszyscy „ratują”, ale nie są Bogiem

Unitarianie (czyli chrześcijanie nieuznający Trójcy) tłumaczą okrzyk Tomasza „Pan mój i Bóg mój” z Ewangelia Jana 20:28 inaczej niż tradycyjna teologia trynitarna.
Tekst
„Pan mój i Bóg mój!”
1. Wyrażenie emocjonalne (zaskoczenie / uwielbienie)
Unitarianie często twierdzą, że Tomasz:
wypowiada okrzyk emocji
nie formułuje definicji teologicznej
Czyli:
„Mój Panie! Mój Boże!” = reakcja zdumienia, nie doktryna
2. Zwrot do Boga Ojca, nie do Jezusa
Jedna interpretacja mówi:
Tomasz może zwracać się do Ojca, nie do Jezusa
Jezus stoi obok, a Tomasz „przełamuje niedowierzanie” wobec Boga, który wskrzesił Jezusa
Ale większość tekstu sugeruje, że mówi do Jezusa — więc ta interpretacja jest mniej popularna.
3. „Bóg” w sensie reprezentanta Boga
Częsta unitariańska interpretacja:
w Biblii „Bóg” (hebr. elohim, gr. theos) bywa używany:
o aniołach
o sędziach
o przedstawicielach Boga
Dlatego:
Tomasz może nazywać Jezusa „Bogiem” w sensie najwyższego reprezentanta Boga
4. „Pan i Bóg” jako tytuły funkcjonalne
Unitarianie rozróżniają:
Pan (Kyrios) = mistrz, władca, autorytet
Bóg (Theos) = tytuł honorowy / reprezentacyjny
Czyli:
„Pan mój i Bóg mój” = najwyższy wysłannik Boga
5. Kontekst całej Ewangelii Jana
Unitarianie podkreślają, że w tej samej Ewangelii: Ewangelia Jana 17:3
„Ojciec… jedyny prawdziwy Bóg”
więc:
Jezus nie może być „drugim Bogiem”
Tomasz nie zmienia tej zasady
6. Alternatywa językowa (intonacja)
Niektórzy badacze wskazują:
greka pozwala na różne intonacje
możliwe: „Pan mój! Boże mój!” jako dwa okrzyki


Ludzie jestescie oklamywani nie ma zadna Trójca to wymysl kosciola katolickiego,ktory zmieszal poganstwo rzymskie z chrzescijanstwem


Ja od teraz zaczynam tylko zyc wedlug Pisma Swietego i według Koranu,bo moim zdaniem te dwie Ksiegi się ze soba łączą w jedna calosc i pokazuja,ze Pan Bóg jest Jeden

BIBLIA o Koranie Księga Izajasza 29:12
"Każde objawienie jest dla was jakby słowami zapieczętowanej księgi. Daje się ją temu, który umie czytać, mówiąc: «Czytaj ją, prosimy». On zaś odpowiada: «Nie mogę, bo ona jest zapieczętowana».  Albo dają księgę takiemu, który nie umie czytać, mówiąc: «Czytajże to», a on odpowiada: «Nie umiem czytać»."

KORAN o Biblii
Koran 3:3
„On zesłał Księgę w prawdzie, potwierdzając to, co było przed nią.”
Księgi objawione wcześniej
Koran 4:136
„Wierzcie w Boga, Jego Posłańca i Księgę, którą zesłał wcześniej…”

O objawieniach wcześniejszych (Tora i Ewangelia)
Sura 5:44
„Zaprawdę, objawiliśmy Torę, w której jest przewodnictwo i światło.”
Sura 5:46
„I daliśmy Jezusowi, synowi Marii, Ewangelię, w której jest przewodnictwo i światło…”
Jezus wedlug Biblii glosil Ewangelie
O wierze w poprzednie księgi
Sura 2:136
„Mówcie: wierzymy w Boga i w to, co zostało nam objawione, i w to, co zostało objawione Abrahamowi, Izmaelowi, Izaakowi, Jakubowi i pokoleniom, oraz w to, co dano Mojżeszowi i Jezusowi…”
O Koranie jako ostatnim objawieniu
Sura 5:48
„A tobie (Muhammadzie) objawiliśmy Księgę z prawdą, potwierdzającą to, co było przed nią z Księgi i strzegącą jej.”
O jedności Boga
Sura 112:1–4 (Al-Ikhlas)
„Powiedz: On, Bóg, Jeden.
Bóg, Samowystarczalny.
Nie zrodził i nie został zrodzony.
I nikt nie jest Jemu równy.”

Bóg jest Jeden,nie ma Trojcy

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy

Mam do was pytanie. Co sądzicie o autach elektrycznych ? Obecnie mam hybrydę plug-in, ale od dłuższego czasu zastanawiam się nad sprzedażą obecnego auta i zamianie go na czystego elektryka, ale trochę się cykam, bo mimo wszystko tankowanie jest szybsze niż szybkie ładowanie, ponadto auta elektryczne mają nadal mały zasięg na autostradzie.

3

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:

Mam do was pytanie. Co sądzicie o autach elektrycznych ? Obecnie mam hybrydę plug-in, ale od dłuższego czasu zastanawiam się nad sprzedażą obecnego auta i zamianie go na czystego elektryka, ale trochę się cykam, bo mimo wszystko tankowanie jest szybsze niż szybkie ładowanie, ponadto auta elektryczne mają nadal mały zasięg na autostradzie.


Ja bym się jeszcze chwilę wstrzymał. Jak jeździsz głównie po mieście i masz gdzie ładować, to spoko, ale przy trasach dalej wychodzi sporo kompromisów — zimą i na autostradzie zasięg potrafi topnieć w oczach. No i nadal infrastruktura bywa loterią, szczególnie jak nie chcesz planować podróży pod ładowarki.

4

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Mam do was pytanie. Co sądzicie o autach elektrycznych ? Obecnie mam hybrydę plug-in, ale od dłuższego czasu zastanawiam się nad sprzedażą obecnego auta i zamianie go na czystego elektryka, ale trochę się cykam, bo mimo wszystko tankowanie jest szybsze niż szybkie ładowanie, ponadto auta elektryczne mają nadal mały zasięg na autostradzie.


Ja bym się jeszcze chwilę wstrzymał. Jak jeździsz głównie po mieście i masz gdzie ładować, to spoko, ale przy trasach dalej wychodzi sporo kompromisów — zimą i na autostradzie zasięg potrafi topnieć w oczach. No i nadal infrastruktura bywa loterią, szczególnie jak nie chcesz planować podróży pod ładowarki.


Z drugiej strony to trochę powtarzany argument sprzed paru lat. Jak masz możliwość ładowania w domu i 80–90% jazdy robisz lokalnie, to elektryk jest po prostu mega wygodny i dużo tańszy w codziennym użytkowaniu. A trasy? Jasne, nadal mniej wygodne niż tankowanie, ale dziś przy sensownych ładowarkach robisz kawę, 20 minut przerwy i jedziesz dalej.

5

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Mam do was pytanie. Co sądzicie o autach elektrycznych ? Obecnie mam hybrydę plug-in, ale od dłuższego czasu zastanawiam się nad sprzedażą obecnego auta i zamianie go na czystego elektryka, ale trochę się cykam, bo mimo wszystko tankowanie jest szybsze niż szybkie ładowanie, ponadto auta elektryczne mają nadal mały zasięg na autostradzie.


Ja bym się jeszcze chwilę wstrzymał. Jak jeździsz głównie po mieście i masz gdzie ładować, to spoko, ale przy trasach dalej wychodzi sporo kompromisów — zimą i na autostradzie zasięg potrafi topnieć w oczach. No i nadal infrastruktura bywa loterią, szczególnie jak nie chcesz planować podróży pod ładowarki.


Z drugiej strony to trochę powtarzany argument sprzed paru lat. Jak masz możliwość ładowania w domu i 80–90% jazdy robisz lokalnie, to elektryk jest po prostu mega wygodny i dużo tańszy w codziennym użytkowaniu. A trasy? Jasne, nadal mniej wygodne niż tankowanie, ale dziś przy sensownych ładowarkach robisz kawę, 20 minut przerwy i jedziesz dalej.


No tylko że te „20 minut” zwykle robi się z tego 35–40, jak ładowarka jest zajęta, wolniejsza niż w reklamie albo bateria nie ma idealnej temperatury. Przy jednej trasie miesięcznie da się przeżyć, ale jak ktoś regularnie robi autostrady, to po czasie zaczyna to męczyć bardziej niż się wydaje.

6

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

Ja bym się jeszcze chwilę wstrzymał. Jak jeździsz głównie po mieście i masz gdzie ładować, to spoko, ale przy trasach dalej wychodzi sporo kompromisów — zimą i na autostradzie zasięg potrafi topnieć w oczach. No i nadal infrastruktura bywa loterią, szczególnie jak nie chcesz planować podróży pod ładowarki.


Z drugiej strony to trochę powtarzany argument sprzed paru lat. Jak masz możliwość ładowania w domu i 80–90% jazdy robisz lokalnie, to elektryk jest po prostu mega wygodny i dużo tańszy w codziennym użytkowaniu. A trasy? Jasne, nadal mniej wygodne niż tankowanie, ale dziś przy sensownych ładowarkach robisz kawę, 20 minut przerwy i jedziesz dalej.


No tylko że te „20 minut” zwykle robi się z tego 35–40, jak ładowarka jest zajęta, wolniejsza niż w reklamie albo bateria nie ma idealnej temperatury. Przy jednej trasie miesięcznie da się przeżyć, ale jak ktoś regularnie robi autostrady, to po czasie zaczyna to męczyć bardziej niż się wydaje.


To prawda, elektryk dalej wymaga trochę więcej planowania niż spalinówka i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Ale z drugiej strony większość ludzi mocno przecenia, jak często faktycznie robi 600–800 km jednym strzałem — a w codziennym życiu brak stacji benzynowych, cicha jazda i praktycznie zerowa „obsługa” auta szybko zaczynają rekompensować te gorsze momenty w trasie.

7

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Z drugiej strony to trochę powtarzany argument sprzed paru lat. Jak masz możliwość ładowania w domu i 80–90% jazdy robisz lokalnie, to elektryk jest po prostu mega wygodny i dużo tańszy w codziennym użytkowaniu. A trasy? Jasne, nadal mniej wygodne niż tankowanie, ale dziś przy sensownych ładowarkach robisz kawę, 20 minut przerwy i jedziesz dalej.


No tylko że te „20 minut” zwykle robi się z tego 35–40, jak ładowarka jest zajęta, wolniejsza niż w reklamie albo bateria nie ma idealnej temperatury. Przy jednej trasie miesięcznie da się przeżyć, ale jak ktoś regularnie robi autostrady, to po czasie zaczyna to męczyć bardziej niż się wydaje.


To prawda, elektryk dalej wymaga trochę więcej planowania niż spalinówka i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Ale z drugiej strony większość ludzi mocno przecenia, jak często faktycznie robi 600–800 km jednym strzałem — a w codziennym życiu brak stacji benzynowych, cicha jazda i praktycznie zerowa „obsługa” auta szybko zaczynają rekompensować te gorsze momenty w trasie.

Tylko że ludzie kupując auto za 200–300 tys. raczej nie chcą się zastanawiać, czy „tym razem się uda bez kombinowania”. W plug-inie masz trochę najlepsze z dwóch światów — po mieście jeździsz tanio i cicho, a jak nagle wyskoczy długa trasa albo mróz, to po prostu lejesz paliwo i jedziesz bez stresu.

8

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No tylko że te „20 minut” zwykle robi się z tego 35–40, jak ładowarka jest zajęta, wolniejsza niż w reklamie albo bateria nie ma idealnej temperatury. Przy jednej trasie miesięcznie da się przeżyć, ale jak ktoś regularnie robi autostrady, to po czasie zaczyna to męczyć bardziej niż się wydaje.


To prawda, elektryk dalej wymaga trochę więcej planowania niż spalinówka i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Ale z drugiej strony większość ludzi mocno przecenia, jak często faktycznie robi 600–800 km jednym strzałem — a w codziennym życiu brak stacji benzynowych, cicha jazda i praktycznie zerowa „obsługa” auta szybko zaczynają rekompensować te gorsze momenty w trasie.

Tylko że ludzie kupując auto za 200–300 tys. raczej nie chcą się zastanawiać, czy „tym razem się uda bez kombinowania”. W plug-inie masz trochę najlepsze z dwóch światów — po mieście jeździsz tanio i cicho, a jak nagle wyskoczy długa trasa albo mróz, to po prostu lejesz paliwo i jedziesz bez stresu.


Plug-in faktycznie jest dziś takim „bezpiecznym środkiem” i dla wielu osób to nadal bardzo rozsądny wybór. Tylko że on też niesie kompromisy — dwa układy napędowe, większa masa, często śmieszny zasięg elektryczny zimą i spalanie po rozładowaniu baterii potrafiące zaskoczyć. W dobrze dopasowanym użytkowaniu pełny elektryk jest po prostu bardziej spójny i wygodniejszy na co dzień.

9

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To prawda, elektryk dalej wymaga trochę więcej planowania niż spalinówka i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Ale z drugiej strony większość ludzi mocno przecenia, jak często faktycznie robi 600–800 km jednym strzałem — a w codziennym życiu brak stacji benzynowych, cicha jazda i praktycznie zerowa „obsługa” auta szybko zaczynają rekompensować te gorsze momenty w trasie.

Tylko że ludzie kupując auto za 200–300 tys. raczej nie chcą się zastanawiać, czy „tym razem się uda bez kombinowania”. W plug-inie masz trochę najlepsze z dwóch światów — po mieście jeździsz tanio i cicho, a jak nagle wyskoczy długa trasa albo mróz, to po prostu lejesz paliwo i jedziesz bez stresu.


Plug-in faktycznie jest dziś takim „bezpiecznym środkiem” i dla wielu osób to nadal bardzo rozsądny wybór. Tylko że on też niesie kompromisy — dwa układy napędowe, większa masa, często śmieszny zasięg elektryczny zimą i spalanie po rozładowaniu baterii potrafiące zaskoczyć. W dobrze dopasowanym użytkowaniu pełny elektryk jest po prostu bardziej spójny i wygodniejszy na co dzień.

No i tu jest klucz: „w dobrze dopasowanym użytkowaniu”. Problem w tym, że sporo ludzi kupuje elektryka trochę aspiracyjnie, a potem zaczyna się kalkulowanie ładowarek, degradacji baterii i wartości odsprzedaży po kilku latach. Plug-in może nie jest idealny, ale daje większy margines błędu i mniej uzależnia cię od infrastruktury.
No i jeszcze jest kwestia tego, jak te auta się starzeją. Dziś elektryk z dużą baterią brzmi super, ale technologia idzie tak szybko, że za 5–6 lat obecne modele mogą się zestarzeć dużo mocniej niż normalne auta — trochę jak smartfony na kołach. Do tego dochodzi temat ubezpieczeń i kosztów napraw po nawet drobnych stłuczkach, bo przy EV często robi się z tego grubsza historia niż w spalinówce.

10

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

Tylko że ludzie kupując auto za 200–300 tys. raczej nie chcą się zastanawiać, czy „tym razem się uda bez kombinowania”. W plug-inie masz trochę najlepsze z dwóch światów — po mieście jeździsz tanio i cicho, a jak nagle wyskoczy długa trasa albo mróz, to po prostu lejesz paliwo i jedziesz bez stresu.


Plug-in faktycznie jest dziś takim „bezpiecznym środkiem” i dla wielu osób to nadal bardzo rozsądny wybór. Tylko że on też niesie kompromisy — dwa układy napędowe, większa masa, często śmieszny zasięg elektryczny zimą i spalanie po rozładowaniu baterii potrafiące zaskoczyć. W dobrze dopasowanym użytkowaniu pełny elektryk jest po prostu bardziej spójny i wygodniejszy na co dzień.

No i tu jest klucz: „w dobrze dopasowanym użytkowaniu”. Problem w tym, że sporo ludzi kupuje elektryka trochę aspiracyjnie, a potem zaczyna się kalkulowanie ładowarek, degradacji baterii i wartości odsprzedaży po kilku latach. Plug-in może nie jest idealny, ale daje większy margines błędu i mniej uzależnia cię od infrastruktury.
No i jeszcze jest kwestia tego, jak te auta się starzeją. Dziś elektryk z dużą baterią brzmi super, ale technologia idzie tak szybko, że za 5–6 lat obecne modele mogą się zestarzeć dużo mocniej niż normalne auta — trochę jak smartfony na kołach. Do tego dochodzi temat ubezpieczeń i kosztów napraw po nawet drobnych stłuczkach, bo przy EV często robi się z tego grubsza historia niż w spalinówce.

Z tym „smartfonem na kołach” coś jest, ale mam wrażenie, że trochę podobnie było np. z pierwszymi hybrydami — ludzie też straszyli bateriami i utratą wartości, a dziś nikogo to specjalnie nie dziwi. Poza tym EV dużo wolniej zużywa mechanikę: brak skrzyni biegów, oleju, turbo czy dwumasy robi swoje i przy większych przebiegach zaczyna być widać różnicę w kosztach oraz komforcie użytkowania.

Co do napraw i ubezpieczeń — zgoda, dziś bywa drogo, szczególnie w premium. Ale to też trochę efekt tego, że elektryki są jeszcze relatywnie nowe i często naszpikowane elektroniką; podobny problem zaczyna dotyczyć już praktycznie wszystkich nowych aut, nie tylko EV.

11

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Plug-in faktycznie jest dziś takim „bezpiecznym środkiem” i dla wielu osób to nadal bardzo rozsądny wybór. Tylko że on też niesie kompromisy — dwa układy napędowe, większa masa, często śmieszny zasięg elektryczny zimą i spalanie po rozładowaniu baterii potrafiące zaskoczyć. W dobrze dopasowanym użytkowaniu pełny elektryk jest po prostu bardziej spójny i wygodniejszy na co dzień.

No i tu jest klucz: „w dobrze dopasowanym użytkowaniu”. Problem w tym, że sporo ludzi kupuje elektryka trochę aspiracyjnie, a potem zaczyna się kalkulowanie ładowarek, degradacji baterii i wartości odsprzedaży po kilku latach. Plug-in może nie jest idealny, ale daje większy margines błędu i mniej uzależnia cię od infrastruktury.
No i jeszcze jest kwestia tego, jak te auta się starzeją. Dziś elektryk z dużą baterią brzmi super, ale technologia idzie tak szybko, że za 5–6 lat obecne modele mogą się zestarzeć dużo mocniej niż normalne auta — trochę jak smartfony na kołach. Do tego dochodzi temat ubezpieczeń i kosztów napraw po nawet drobnych stłuczkach, bo przy EV często robi się z tego grubsza historia niż w spalinówce.

Z tym „smartfonem na kołach” coś jest, ale mam wrażenie, że trochę podobnie było np. z pierwszymi hybrydami — ludzie też straszyli bateriami i utratą wartości, a dziś nikogo to specjalnie nie dziwi. Poza tym EV dużo wolniej zużywa mechanikę: brak skrzyni biegów, oleju, turbo czy dwumasy robi swoje i przy większych przebiegach zaczyna być widać różnicę w kosztach oraz komforcie użytkowania.

Co do napraw i ubezpieczeń — zgoda, dziś bywa drogo, szczególnie w premium. Ale to też trochę efekt tego, że elektryki są jeszcze relatywnie nowe i często naszpikowane elektroniką; podobny problem zaczyna dotyczyć już praktycznie wszystkich nowych aut, nie tylko EV.


Tylko że w hybrydach degradacja baterii mniej boli, bo auto nadal działa „normalnie”, a w elektryku spadek realnego zasięgu odczuwasz od razu. No i producenci coraz częściej pakują wszystko w abonamenty, aktualizacje i zamknięte ekosystemy — mam wrażenie, że przy EV użytkownik jest jeszcze bardziej przywiązany do producenta niż kiedyś.

12

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No i tu jest klucz: „w dobrze dopasowanym użytkowaniu”. Problem w tym, że sporo ludzi kupuje elektryka trochę aspiracyjnie, a potem zaczyna się kalkulowanie ładowarek, degradacji baterii i wartości odsprzedaży po kilku latach. Plug-in może nie jest idealny, ale daje większy margines błędu i mniej uzależnia cię od infrastruktury.
No i jeszcze jest kwestia tego, jak te auta się starzeją. Dziś elektryk z dużą baterią brzmi super, ale technologia idzie tak szybko, że za 5–6 lat obecne modele mogą się zestarzeć dużo mocniej niż normalne auta — trochę jak smartfony na kołach. Do tego dochodzi temat ubezpieczeń i kosztów napraw po nawet drobnych stłuczkach, bo przy EV często robi się z tego grubsza historia niż w spalinówce.

Z tym „smartfonem na kołach” coś jest, ale mam wrażenie, że trochę podobnie było np. z pierwszymi hybrydami — ludzie też straszyli bateriami i utratą wartości, a dziś nikogo to specjalnie nie dziwi. Poza tym EV dużo wolniej zużywa mechanikę: brak skrzyni biegów, oleju, turbo czy dwumasy robi swoje i przy większych przebiegach zaczyna być widać różnicę w kosztach oraz komforcie użytkowania.

Co do napraw i ubezpieczeń — zgoda, dziś bywa drogo, szczególnie w premium. Ale to też trochę efekt tego, że elektryki są jeszcze relatywnie nowe i często naszpikowane elektroniką; podobny problem zaczyna dotyczyć już praktycznie wszystkich nowych aut, nie tylko EV.


Tylko że w hybrydach degradacja baterii mniej boli, bo auto nadal działa „normalnie”, a w elektryku spadek realnego zasięgu odczuwasz od razu. No i producenci coraz częściej pakują wszystko w abonamenty, aktualizacje i zamknięte ekosystemy — mam wrażenie, że przy EV użytkownik jest jeszcze bardziej przywiązany do producenta niż kiedyś.

To akurat bardziej problem całej nowej motoryzacji niż samych elektryków — BMW, Mercedes czy nawet marki spalinowe też idą w subskrypcje i software’owe ficzery. A co do baterii, jasne, degradacja istnieje, ale przy normalnym użytkowaniu te spadki zwykle są dużo mniejsze, niż ludzie się obawiają — bardziej typu „z 450 km robi się 390”, a nie nagle auto staje się bezużyteczne.

Za to EV często dużo lepiej znoszą jazdę miejską i krótkie odcinki, gdzie spalinowe i plug-iny potrafią się męczyć albo palić absurdalnie dużo przy niedogrzaniu.

13

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Z tym „smartfonem na kołach” coś jest, ale mam wrażenie, że trochę podobnie było np. z pierwszymi hybrydami — ludzie też straszyli bateriami i utratą wartości, a dziś nikogo to specjalnie nie dziwi. Poza tym EV dużo wolniej zużywa mechanikę: brak skrzyni biegów, oleju, turbo czy dwumasy robi swoje i przy większych przebiegach zaczyna być widać różnicę w kosztach oraz komforcie użytkowania.

Co do napraw i ubezpieczeń — zgoda, dziś bywa drogo, szczególnie w premium. Ale to też trochę efekt tego, że elektryki są jeszcze relatywnie nowe i często naszpikowane elektroniką; podobny problem zaczyna dotyczyć już praktycznie wszystkich nowych aut, nie tylko EV.


Tylko że w hybrydach degradacja baterii mniej boli, bo auto nadal działa „normalnie”, a w elektryku spadek realnego zasięgu odczuwasz od razu. No i producenci coraz częściej pakują wszystko w abonamenty, aktualizacje i zamknięte ekosystemy — mam wrażenie, że przy EV użytkownik jest jeszcze bardziej przywiązany do producenta niż kiedyś.

To akurat bardziej problem całej nowej motoryzacji niż samych elektryków — BMW, Mercedes czy nawet marki spalinowe też idą w subskrypcje i software’owe ficzery. A co do baterii, jasne, degradacja istnieje, ale przy normalnym użytkowaniu te spadki zwykle są dużo mniejsze, niż ludzie się obawiają — bardziej typu „z 450 km robi się 390”, a nie nagle auto staje się bezużyteczne.

Za to EV często dużo lepiej znoszą jazdę miejską i krótkie odcinki, gdzie spalinowe i plug-iny potrafią się męczyć albo palić absurdalnie dużo przy niedogrzaniu.

No miejskie użytkowanie to akurat najmocniejszy argument za elektrykiem, tutaj ciężko się kłócić. Bardziej mnie zastanawia, co będzie za kilka lat z rynkiem używek — czy ludzie faktycznie będą chcieli kupować 8–10 letnie EV po gwarancji na baterię, zwłaszcza jak koszt ewentualnej wymiany nadal będzie ogromny.

14

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

Tylko że w hybrydach degradacja baterii mniej boli, bo auto nadal działa „normalnie”, a w elektryku spadek realnego zasięgu odczuwasz od razu. No i producenci coraz częściej pakują wszystko w abonamenty, aktualizacje i zamknięte ekosystemy — mam wrażenie, że przy EV użytkownik jest jeszcze bardziej przywiązany do producenta niż kiedyś.

To akurat bardziej problem całej nowej motoryzacji niż samych elektryków — BMW, Mercedes czy nawet marki spalinowe też idą w subskrypcje i software’owe ficzery. A co do baterii, jasne, degradacja istnieje, ale przy normalnym użytkowaniu te spadki zwykle są dużo mniejsze, niż ludzie się obawiają — bardziej typu „z 450 km robi się 390”, a nie nagle auto staje się bezużyteczne.

Za to EV często dużo lepiej znoszą jazdę miejską i krótkie odcinki, gdzie spalinowe i plug-iny potrafią się męczyć albo palić absurdalnie dużo przy niedogrzaniu.

No miejskie użytkowanie to akurat najmocniejszy argument za elektrykiem, tutaj ciężko się kłócić. Bardziej mnie zastanawia, co będzie za kilka lat z rynkiem używek — czy ludzie faktycznie będą chcieli kupować 8–10 letnie EV po gwarancji na baterię, zwłaszcza jak koszt ewentualnej wymiany nadal będzie ogromny.

To jest realne pytanie, ale rynek już trochę pokazuje kierunek — starsze EV raczej nie będą „bezwartościowe”, tylko bardziej będą cenione jak auta miejskie/drugie w rodzinie, gdzie liczy się tani przebieg. Koszt wymiany baterii też z czasem spada i często nie kończy się na pełnej wymianie, tylko naprawach modułowych.

Do tego dochodzi fakt, że większość baterii degraduje wolniej niż się zakłada, więc 8–10 lat często nie oznacza „po gwarancji = problem”, tylko „auto z mniejszym zasięgiem, ale nadal użyteczne”. Największą niewiadomą jest raczej tempo zmian technologii i to, czy nowe EV nie zrobią presji na ceny używek szybciej niż sama degradacja.

15

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To akurat bardziej problem całej nowej motoryzacji niż samych elektryków — BMW, Mercedes czy nawet marki spalinowe też idą w subskrypcje i software’owe ficzery. A co do baterii, jasne, degradacja istnieje, ale przy normalnym użytkowaniu te spadki zwykle są dużo mniejsze, niż ludzie się obawiają — bardziej typu „z 450 km robi się 390”, a nie nagle auto staje się bezużyteczne.

Za to EV często dużo lepiej znoszą jazdę miejską i krótkie odcinki, gdzie spalinowe i plug-iny potrafią się męczyć albo palić absurdalnie dużo przy niedogrzaniu.

No miejskie użytkowanie to akurat najmocniejszy argument za elektrykiem, tutaj ciężko się kłócić. Bardziej mnie zastanawia, co będzie za kilka lat z rynkiem używek — czy ludzie faktycznie będą chcieli kupować 8–10 letnie EV po gwarancji na baterię, zwłaszcza jak koszt ewentualnej wymiany nadal będzie ogromny.

To jest realne pytanie, ale rynek już trochę pokazuje kierunek — starsze EV raczej nie będą „bezwartościowe”, tylko bardziej będą cenione jak auta miejskie/drugie w rodzinie, gdzie liczy się tani przebieg. Koszt wymiany baterii też z czasem spada i często nie kończy się na pełnej wymianie, tylko naprawach modułowych.

Do tego dochodzi fakt, że większość baterii degraduje wolniej niż się zakłada, więc 8–10 lat często nie oznacza „po gwarancji = problem”, tylko „auto z mniejszym zasięgiem, ale nadal użyteczne”. Największą niewiadomą jest raczej tempo zmian technologii i to, czy nowe EV nie zrobią presji na ceny używek szybciej niż sama degradacja.

No i właśnie to tempo zmian trochę mnie odstrasza. Kupujesz dziś EV za duże pieniądze, a za 3–4 lata może wyjść nowa generacja z dużo lepszym ładowaniem, lżejszą baterią i realnym zasięgiem autostradowym o 30–40% większym — wtedy obecne modele mogą dostać mocniej po wartości niż klasyczne auta.

Mam też wrażenie, że producenci trochę sprzedają wizję „idealnego” użytkownika EV: dom z wallboxem, fotowoltaika, jazda głównie lokalna. A sporo ludzi mieszka w blokach, parkuje pod chmurką i nie chce codziennie myśleć o procencie baterii jak w telefonie.

16

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No miejskie użytkowanie to akurat najmocniejszy argument za elektrykiem, tutaj ciężko się kłócić. Bardziej mnie zastanawia, co będzie za kilka lat z rynkiem używek — czy ludzie faktycznie będą chcieli kupować 8–10 letnie EV po gwarancji na baterię, zwłaszcza jak koszt ewentualnej wymiany nadal będzie ogromny.

To jest realne pytanie, ale rynek już trochę pokazuje kierunek — starsze EV raczej nie będą „bezwartościowe”, tylko bardziej będą cenione jak auta miejskie/drugie w rodzinie, gdzie liczy się tani przebieg. Koszt wymiany baterii też z czasem spada i często nie kończy się na pełnej wymianie, tylko naprawach modułowych.

Do tego dochodzi fakt, że większość baterii degraduje wolniej niż się zakłada, więc 8–10 lat często nie oznacza „po gwarancji = problem”, tylko „auto z mniejszym zasięgiem, ale nadal użyteczne”. Największą niewiadomą jest raczej tempo zmian technologii i to, czy nowe EV nie zrobią presji na ceny używek szybciej niż sama degradacja.

No i właśnie to tempo zmian trochę mnie odstrasza. Kupujesz dziś EV za duże pieniądze, a za 3–4 lata może wyjść nowa generacja z dużo lepszym ładowaniem, lżejszą baterią i realnym zasięgiem autostradowym o 30–40% większym — wtedy obecne modele mogą dostać mocniej po wartości niż klasyczne auta.

Mam też wrażenie, że producenci trochę sprzedają wizję „idealnego” użytkownika EV: dom z wallboxem, fotowoltaika, jazda głównie lokalna. A sporo ludzi mieszka w blokach, parkuje pod chmurką i nie chce codziennie myśleć o procencie baterii jak w telefonie.

To jest uczciwy zarzut — EV faktycznie najlepiej „działa” w tym idealnym scenariuszu i wtedy robi się z niego bardzo wygodne auto. Ale z drugiej strony tempo rozwoju technologii nie musi oznaczać gwałtownego spadku wartości — bo podobnie było z dieslami czy turbo-benzynami, a rynek i tak się jakoś ułożył.

A co do „życia jak telefon” — tu się trochę nie zgadzam: większość użytkowników po pewnym czasie przestaje o tym myśleć, tak jak nie analizuje codziennie poziomu oleju czy zasięgu rezerwy. Największy problem EV w blokach to nadal infrastruktura, nie sama technologia auta — i jeśli to się nie poprawi, to rzeczywiście adopcja będzie miała naturalny sufit mimo postępu w bateriach.

17

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To jest realne pytanie, ale rynek już trochę pokazuje kierunek — starsze EV raczej nie będą „bezwartościowe”, tylko bardziej będą cenione jak auta miejskie/drugie w rodzinie, gdzie liczy się tani przebieg. Koszt wymiany baterii też z czasem spada i często nie kończy się na pełnej wymianie, tylko naprawach modułowych.

Do tego dochodzi fakt, że większość baterii degraduje wolniej niż się zakłada, więc 8–10 lat często nie oznacza „po gwarancji = problem”, tylko „auto z mniejszym zasięgiem, ale nadal użyteczne”. Największą niewiadomą jest raczej tempo zmian technologii i to, czy nowe EV nie zrobią presji na ceny używek szybciej niż sama degradacja.

No i właśnie to tempo zmian trochę mnie odstrasza. Kupujesz dziś EV za duże pieniądze, a za 3–4 lata może wyjść nowa generacja z dużo lepszym ładowaniem, lżejszą baterią i realnym zasięgiem autostradowym o 30–40% większym — wtedy obecne modele mogą dostać mocniej po wartości niż klasyczne auta.

Mam też wrażenie, że producenci trochę sprzedają wizję „idealnego” użytkownika EV: dom z wallboxem, fotowoltaika, jazda głównie lokalna. A sporo ludzi mieszka w blokach, parkuje pod chmurką i nie chce codziennie myśleć o procencie baterii jak w telefonie.

To jest uczciwy zarzut — EV faktycznie najlepiej „działa” w tym idealnym scenariuszu i wtedy robi się z niego bardzo wygodne auto. Ale z drugiej strony tempo rozwoju technologii nie musi oznaczać gwałtownego spadku wartości — bo podobnie było z dieslami czy turbo-benzynami, a rynek i tak się jakoś ułożył.

A co do „życia jak telefon” — tu się trochę nie zgadzam: większość użytkowników po pewnym czasie przestaje o tym myśleć, tak jak nie analizuje codziennie poziomu oleju czy zasięgu rezerwy. Największy problem EV w blokach to nadal infrastruktura, nie sama technologia auta — i jeśli to się nie poprawi, to rzeczywiście adopcja będzie miała naturalny sufit mimo postępu w bateriach.


No i tu chyba dochodzimy do sedna — elektryki same w sobie już są całkiem sensowne, tylko cały ekosystem wokół nich nadal nie wszędzie nadąża. Mam też wrażenie, że polityka trochę za mocno próbuje wypchnąć ludzi w EV, zanim rynek i infrastruktura naturalnie dojrzeją, przez co część kierowców robi się zwyczajnie sceptyczna na zasadzie „nie chcę być zmuszany”.

18

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No i właśnie to tempo zmian trochę mnie odstrasza. Kupujesz dziś EV za duże pieniądze, a za 3–4 lata może wyjść nowa generacja z dużo lepszym ładowaniem, lżejszą baterią i realnym zasięgiem autostradowym o 30–40% większym — wtedy obecne modele mogą dostać mocniej po wartości niż klasyczne auta.

Mam też wrażenie, że producenci trochę sprzedają wizję „idealnego” użytkownika EV: dom z wallboxem, fotowoltaika, jazda głównie lokalna. A sporo ludzi mieszka w blokach, parkuje pod chmurką i nie chce codziennie myśleć o procencie baterii jak w telefonie.

To jest uczciwy zarzut — EV faktycznie najlepiej „działa” w tym idealnym scenariuszu i wtedy robi się z niego bardzo wygodne auto. Ale z drugiej strony tempo rozwoju technologii nie musi oznaczać gwałtownego spadku wartości — bo podobnie było z dieslami czy turbo-benzynami, a rynek i tak się jakoś ułożył.

A co do „życia jak telefon” — tu się trochę nie zgadzam: większość użytkowników po pewnym czasie przestaje o tym myśleć, tak jak nie analizuje codziennie poziomu oleju czy zasięgu rezerwy. Największy problem EV w blokach to nadal infrastruktura, nie sama technologia auta — i jeśli to się nie poprawi, to rzeczywiście adopcja będzie miała naturalny sufit mimo postępu w bateriach.


No i tu chyba dochodzimy do sedna — elektryki same w sobie już są całkiem sensowne, tylko cały ekosystem wokół nich nadal nie wszędzie nadąża. Mam też wrażenie, że polityka trochę za mocno próbuje wypchnąć ludzi w EV, zanim rynek i infrastruktura naturalnie dojrzeją, przez co część kierowców robi się zwyczajnie sceptyczna na zasadzie „nie chcę być zmuszany”.


Z tym „zmuszaniem” trochę tak to jest odbierane, ale technicznie rzecz biorąc to bardziej regulacje emisji niż wybór samego EV — producenci po prostu przestają mieć sens w rozwijaniu spalinówek w dotychczasowej formie. EV w tym układzie nie są idealne, ale są najprostszą drogą do spełnienia norm.

I paradoksalnie im więcej ludzi zacznie je realnie użytkować, tym szybciej infrastruktura i ceny się dopasują — tylko że to zawsze wygląda trochę chaotycznie na etapie przejściowym. Dlatego hybryda plug-in dziś faktycznie jest takim „buforem”, ale długoterminowo to raczej etap przejściowy niż docelowe rozwiązanie.

19

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To jest uczciwy zarzut — EV faktycznie najlepiej „działa” w tym idealnym scenariuszu i wtedy robi się z niego bardzo wygodne auto. Ale z drugiej strony tempo rozwoju technologii nie musi oznaczać gwałtownego spadku wartości — bo podobnie było z dieslami czy turbo-benzynami, a rynek i tak się jakoś ułożył.

A co do „życia jak telefon” — tu się trochę nie zgadzam: większość użytkowników po pewnym czasie przestaje o tym myśleć, tak jak nie analizuje codziennie poziomu oleju czy zasięgu rezerwy. Największy problem EV w blokach to nadal infrastruktura, nie sama technologia auta — i jeśli to się nie poprawi, to rzeczywiście adopcja będzie miała naturalny sufit mimo postępu w bateriach.


No i tu chyba dochodzimy do sedna — elektryki same w sobie już są całkiem sensowne, tylko cały ekosystem wokół nich nadal nie wszędzie nadąża. Mam też wrażenie, że polityka trochę za mocno próbuje wypchnąć ludzi w EV, zanim rynek i infrastruktura naturalnie dojrzeją, przez co część kierowców robi się zwyczajnie sceptyczna na zasadzie „nie chcę być zmuszany”.


Z tym „zmuszaniem” trochę tak to jest odbierane, ale technicznie rzecz biorąc to bardziej regulacje emisji niż wybór samego EV — producenci po prostu przestają mieć sens w rozwijaniu spalinówek w dotychczasowej formie. EV w tym układzie nie są idealne, ale są najprostszą drogą do spełnienia norm.

I paradoksalnie im więcej ludzi zacznie je realnie użytkować, tym szybciej infrastruktura i ceny się dopasują — tylko że to zawsze wygląda trochę chaotycznie na etapie przejściowym. Dlatego hybryda plug-in dziś faktycznie jest takim „buforem”, ale długoterminowo to raczej etap przejściowy niż docelowe rozwiązanie.

Możliwe, że tak będzie, tylko trochę się obawiam, że Europa za szybko stawia wszystko na jedną kartę. Chińczycy już mocno wchodzą w EV cenowo i technologicznie, a europejskie marki chwilami wyglądają, jakby same nie wiedziały, czy jeszcze rozwijać spalinówki, czy już wszystko wrzucać w elektryki.

No i jest jeszcze temat samej przyjemności z jazdy — elektryki są szybkie i komfortowe, ale dla części ludzi trochę zbyt „sterylnie” oddają motoryzację. Wszystko jest płynne, ciche i skuteczne, tylko czasem brakuje tego mechanicznego charakteru, który dawały dobre benzyny czy nawet diesle.

20 Ostatnio edytowany przez Oczy Boga (2026-05-23 11:45:50)

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No i tu chyba dochodzimy do sedna — elektryki same w sobie już są całkiem sensowne, tylko cały ekosystem wokół nich nadal nie wszędzie nadąża. Mam też wrażenie, że polityka trochę za mocno próbuje wypchnąć ludzi w EV, zanim rynek i infrastruktura naturalnie dojrzeją, przez co część kierowców robi się zwyczajnie sceptyczna na zasadzie „nie chcę być zmuszany”.

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

Z tym „zmuszaniem” trochę tak to jest odbierane, ale technicznie rzecz biorąc to bardziej regulacje emisji niż wybór samego EV — producenci po prostu przestają mieć sens w rozwijaniu spalinówek w dotychczasowej formie. EV w tym układzie nie są idealne, ale są najprostszą drogą do spełnienia norm.

I paradoksalnie im więcej ludzi zacznie je realnie użytkować, tym szybciej infrastruktura i ceny się dopasują — tylko że to zawsze wygląda trochę chaotycznie na etapie przejściowym. Dlatego hybryda plug-in dziś faktycznie jest takim „buforem”, ale długoterminowo to raczej etap przejściowy niż docelowe rozwiązanie.

Możliwe, że tak będzie, tylko trochę się obawiam, że Europa za szybko stawia wszystko na jedną kartę. Chińczycy już mocno wchodzą w EV cenowo i technologicznie, a europejskie marki chwilami wyglądają, jakby same nie wiedziały, czy jeszcze rozwijać spalinówki, czy już wszystko wrzucać w elektryki.

No i jest jeszcze temat samej przyjemności z jazdy — elektryki są szybkie i komfortowe, ale dla części ludzi trochę zbyt „sterylnie” oddają motoryzację. Wszystko jest płynne, ciche i skuteczne, tylko czasem brakuje tego mechanicznego charakteru, który dawały dobre benzyny czy nawet diesle.

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

21

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

Z tym „zmuszaniem” trochę tak to jest odbierane, ale technicznie rzecz biorąc to bardziej regulacje emisji niż wybór samego EV — producenci po prostu przestają mieć sens w rozwijaniu spalinówek w dotychczasowej formie. EV w tym układzie nie są idealne, ale są najprostszą drogą do spełnienia norm.

I paradoksalnie im więcej ludzi zacznie je realnie użytkować, tym szybciej infrastruktura i ceny się dopasują — tylko że to zawsze wygląda trochę chaotycznie na etapie przejściowym. Dlatego hybryda plug-in dziś faktycznie jest takim „buforem”, ale długoterminowo to raczej etap przejściowy niż docelowe rozwiązanie.

Możliwe, że tak będzie, tylko trochę się obawiam, że Europa za szybko stawia wszystko na jedną kartę. Chińczycy już mocno wchodzą w EV cenowo i technologicznie, a europejskie marki chwilami wyglądają, jakby same nie wiedziały, czy jeszcze rozwijać spalinówki, czy już wszystko wrzucać w elektryki.

No i jest jeszcze temat samej przyjemności z jazdy — elektryki są szybkie i komfortowe, ale dla części ludzi trochę zbyt „sterylnie” oddają motoryzację. Wszystko jest płynne, ciche i skuteczne, tylko czasem brakuje tego mechanicznego charakteru, który dawały dobre benzyny czy nawet diesle.

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

No właśnie dla mnie trochę dziwnie brzmi sytuacja, gdzie auto za kilkaset tysięcy musi „udawać” dźwięk albo zmianę biegów, żeby dawać emocje. Mam wrażenie, że część producentów sama czuje, że czegoś ludziom brakuje, skoro próbują cyfrowo odtworzyć rzeczy, które wcześniej wynikały naturalnie z mechaniki.

I ciekawi mnie też, co będzie z kulturą motoryzacyjną za 10–15 lat. Warsztaty, tuning, nawet zwykłe grzebanie przy aucie — EV są dużo bardziej zamknięte i software’owe, więc może się okazać, że motoryzacja stanie się bardziej elektroniką użytkową niż hobby.

22

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

Możliwe, że tak będzie, tylko trochę się obawiam, że Europa za szybko stawia wszystko na jedną kartę. Chińczycy już mocno wchodzą w EV cenowo i technologicznie, a europejskie marki chwilami wyglądają, jakby same nie wiedziały, czy jeszcze rozwijać spalinówki, czy już wszystko wrzucać w elektryki.

No i jest jeszcze temat samej przyjemności z jazdy — elektryki są szybkie i komfortowe, ale dla części ludzi trochę zbyt „sterylnie” oddają motoryzację. Wszystko jest płynne, ciche i skuteczne, tylko czasem brakuje tego mechanicznego charakteru, który dawały dobre benzyny czy nawet diesle.

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

No właśnie dla mnie trochę dziwnie brzmi sytuacja, gdzie auto za kilkaset tysięcy musi „udawać” dźwięk albo zmianę biegów, żeby dawać emocje. Mam wrażenie, że część producentów sama czuje, że czegoś ludziom brakuje, skoro próbują cyfrowo odtworzyć rzeczy, które wcześniej wynikały naturalnie z mechaniki.

I ciekawi mnie też, co będzie z kulturą motoryzacyjną za 10–15 lat. Warsztaty, tuning, nawet zwykłe grzebanie przy aucie — EV są dużo bardziej zamknięte i software’owe, więc może się okazać, że motoryzacja stanie się bardziej elektroniką użytkową niż hobby.


To „udawanie” dźwięku i biegów faktycznie brzmi trochę jak kompromis między nową technologią a starymi oczekiwaniami — ale z drugiej strony podobnie było przy automatach, które też kiedyś „odbierały duszę”, a dziś są normą. Emocje raczej się przesuwają z mechaniki na reakcję, przyspieszenie i precyzję prowadzenia.

Co do kultury grzebania — tu masz realną zmianę, bo EV faktycznie ograniczają klasyczny tuning mechaniczny, ale jednocześnie otwierają drzwi do software’u, kalibracji, zarządzania energią czy nawet modyfikacji charakterystyki napędu. Motoryzacja może się po prostu rozjechać na dwa światy: „hardware heritage” dla starszych aut i „software car culture” dla nowych.

23

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To prawda, że Europa ma trochę trudny moment przejściowy — musi jednocześnie gonić w EV i nie rozwalić całkowicie swojej bazy spalinowej, podczas gdy Chiny jadą agresywnie w skalę i koszty. Ale z drugiej strony europejskie marki mają jeszcze przewagę w inżynierii jezdnej i dopracowaniu aut, tylko muszą to lepiej przenieść do EV.

A co do „sterylności” — zgoda, EV często są bardziej jednolite w odbiorze, ale część producentów już próbuje to nadrabiać (symulacje dźwięku, różne tryby odzysku, bardziej angażujące układy jezdne). Tylko pytanie, czy to faktycznie ma zastąpić mechanikę, czy raczej tworzy nowy rodzaj „cyfrowej” przyjemności z jazdy.

No właśnie dla mnie trochę dziwnie brzmi sytuacja, gdzie auto za kilkaset tysięcy musi „udawać” dźwięk albo zmianę biegów, żeby dawać emocje. Mam wrażenie, że część producentów sama czuje, że czegoś ludziom brakuje, skoro próbują cyfrowo odtworzyć rzeczy, które wcześniej wynikały naturalnie z mechaniki.

I ciekawi mnie też, co będzie z kulturą motoryzacyjną za 10–15 lat. Warsztaty, tuning, nawet zwykłe grzebanie przy aucie — EV są dużo bardziej zamknięte i software’owe, więc może się okazać, że motoryzacja stanie się bardziej elektroniką użytkową niż hobby.


To „udawanie” dźwięku i biegów faktycznie brzmi trochę jak kompromis między nową technologią a starymi oczekiwaniami — ale z drugiej strony podobnie było przy automatach, które też kiedyś „odbierały duszę”, a dziś są normą. Emocje raczej się przesuwają z mechaniki na reakcję, przyspieszenie i precyzję prowadzenia.

Co do kultury grzebania — tu masz realną zmianę, bo EV faktycznie ograniczają klasyczny tuning mechaniczny, ale jednocześnie otwierają drzwi do software’u, kalibracji, zarządzania energią czy nawet modyfikacji charakterystyki napędu. Motoryzacja może się po prostu rozjechać na dwa światy: „hardware heritage” dla starszych aut i „software car culture” dla nowych.


I możliwe, że właśnie dlatego część ludzi będzie coraz bardziej trzymać się starszych aut — nie tylko z nostalgii, ale dlatego, że dają poczucie większej kontroli i „namacalności”. W EV czasem mam wrażenie, że producent może jednym update’em zmienić charakter auta bardziej niż właściciel sam cokolwiek przy nim zrobi.

No i dochodzi kwestia trwałości elektroniki po latach. Mechanikę da się często regenerować czy naprawiać półgarażowo, a przy mocno scyfryzowanych autach może się okazać, że za 15 lat największym problemem nie będzie silnik czy bateria, tylko brak wsparcia software’u albo moduł za absurdalne pieniądze.

24

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No właśnie dla mnie trochę dziwnie brzmi sytuacja, gdzie auto za kilkaset tysięcy musi „udawać” dźwięk albo zmianę biegów, żeby dawać emocje. Mam wrażenie, że część producentów sama czuje, że czegoś ludziom brakuje, skoro próbują cyfrowo odtworzyć rzeczy, które wcześniej wynikały naturalnie z mechaniki.

I ciekawi mnie też, co będzie z kulturą motoryzacyjną za 10–15 lat. Warsztaty, tuning, nawet zwykłe grzebanie przy aucie — EV są dużo bardziej zamknięte i software’owe, więc może się okazać, że motoryzacja stanie się bardziej elektroniką użytkową niż hobby.


To „udawanie” dźwięku i biegów faktycznie brzmi trochę jak kompromis między nową technologią a starymi oczekiwaniami — ale z drugiej strony podobnie było przy automatach, które też kiedyś „odbierały duszę”, a dziś są normą. Emocje raczej się przesuwają z mechaniki na reakcję, przyspieszenie i precyzję prowadzenia.

Co do kultury grzebania — tu masz realną zmianę, bo EV faktycznie ograniczają klasyczny tuning mechaniczny, ale jednocześnie otwierają drzwi do software’u, kalibracji, zarządzania energią czy nawet modyfikacji charakterystyki napędu. Motoryzacja może się po prostu rozjechać na dwa światy: „hardware heritage” dla starszych aut i „software car culture” dla nowych.


I możliwe, że właśnie dlatego część ludzi będzie coraz bardziej trzymać się starszych aut — nie tylko z nostalgii, ale dlatego, że dają poczucie większej kontroli i „namacalności”. W EV czasem mam wrażenie, że producent może jednym update’em zmienić charakter auta bardziej niż właściciel sam cokolwiek przy nim zrobi.

No i dochodzi kwestia trwałości elektroniki po latach. Mechanikę da się często regenerować czy naprawiać półgarażowo, a przy mocno scyfryzowanych autach może się okazać, że za 15 lat największym problemem nie będzie silnik czy bateria, tylko brak wsparcia software’u albo moduł za absurdalne pieniądze.

To jest sensowna obawa, tylko dziś już widać, że „pełna kontrola producenta” nie jest aż tak absolutna — wiele EV daje jednak dość szerokie możliwości konfiguracji, a społeczności zaczynają grzebać w sofcie podobnie jak kiedyś w ECU. Ale faktem jest, że bariera wejścia jest wyższa i mniej „mechaniczna” niż przy klasykach.

Co do trwałości elektroniki — tu największe ryzyko to nie tyle sama awaria, co dostępność części i wsparcia, szczególnie za 10–15 lat. Z drugiej strony samochody spalinowe też zaczynają mieć podobny problem (sterowniki, moduły, CAN-y), więc to bardziej ogólny trend „elektronizacji” motoryzacji niż wyłącznie EV.

25

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To „udawanie” dźwięku i biegów faktycznie brzmi trochę jak kompromis między nową technologią a starymi oczekiwaniami — ale z drugiej strony podobnie było przy automatach, które też kiedyś „odbierały duszę”, a dziś są normą. Emocje raczej się przesuwają z mechaniki na reakcję, przyspieszenie i precyzję prowadzenia.

Co do kultury grzebania — tu masz realną zmianę, bo EV faktycznie ograniczają klasyczny tuning mechaniczny, ale jednocześnie otwierają drzwi do software’u, kalibracji, zarządzania energią czy nawet modyfikacji charakterystyki napędu. Motoryzacja może się po prostu rozjechać na dwa światy: „hardware heritage” dla starszych aut i „software car culture” dla nowych.


I możliwe, że właśnie dlatego część ludzi będzie coraz bardziej trzymać się starszych aut — nie tylko z nostalgii, ale dlatego, że dają poczucie większej kontroli i „namacalności”. W EV czasem mam wrażenie, że producent może jednym update’em zmienić charakter auta bardziej niż właściciel sam cokolwiek przy nim zrobi.

No i dochodzi kwestia trwałości elektroniki po latach. Mechanikę da się często regenerować czy naprawiać półgarażowo, a przy mocno scyfryzowanych autach może się okazać, że za 15 lat największym problemem nie będzie silnik czy bateria, tylko brak wsparcia software’u albo moduł za absurdalne pieniądze.

To jest sensowna obawa, tylko dziś już widać, że „pełna kontrola producenta” nie jest aż tak absolutna — wiele EV daje jednak dość szerokie możliwości konfiguracji, a społeczności zaczynają grzebać w sofcie podobnie jak kiedyś w ECU. Ale faktem jest, że bariera wejścia jest wyższa i mniej „mechaniczna” niż przy klasykach.

Co do trwałości elektroniki — tu największe ryzyko to nie tyle sama awaria, co dostępność części i wsparcia, szczególnie za 10–15 lat. Z drugiej strony samochody spalinowe też zaczynają mieć podobny problem (sterowniki, moduły, CAN-y), więc to bardziej ogólny trend „elektronizacji” motoryzacji niż wyłącznie EV.


No i trochę się obawiam, że przez tę elektronizację auta robią się coraz mniej „własnością” użytkownika, a bardziej usługą na kołach. Już dziś masz funkcje blokowane regionem, subskrypcje, obowiązkowe połączenie z aplikacją — a przy EV, gdzie wszystko opiera się na software’ze, producenci mają jeszcze większą kontrolę nad autem po zakupie.

Z drugiej strony przyznaję, że jako daily do miasta elektryki zaczynają mieć naprawdę dużo sensu. Bardziej mam problem z narracją, że to rozwiązanie idealne dla każdego, bo nadal są scenariusze, w których zwykła hybryda albo nawet klasyczny spalinowy setup po prostu lepiej pasują do życia konkretnej osoby.

26

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

I możliwe, że właśnie dlatego część ludzi będzie coraz bardziej trzymać się starszych aut — nie tylko z nostalgii, ale dlatego, że dają poczucie większej kontroli i „namacalności”. W EV czasem mam wrażenie, że producent może jednym update’em zmienić charakter auta bardziej niż właściciel sam cokolwiek przy nim zrobi.

No i dochodzi kwestia trwałości elektroniki po latach. Mechanikę da się często regenerować czy naprawiać półgarażowo, a przy mocno scyfryzowanych autach może się okazać, że za 15 lat największym problemem nie będzie silnik czy bateria, tylko brak wsparcia software’u albo moduł za absurdalne pieniądze.

To jest sensowna obawa, tylko dziś już widać, że „pełna kontrola producenta” nie jest aż tak absolutna — wiele EV daje jednak dość szerokie możliwości konfiguracji, a społeczności zaczynają grzebać w sofcie podobnie jak kiedyś w ECU. Ale faktem jest, że bariera wejścia jest wyższa i mniej „mechaniczna” niż przy klasykach.

Co do trwałości elektroniki — tu największe ryzyko to nie tyle sama awaria, co dostępność części i wsparcia, szczególnie za 10–15 lat. Z drugiej strony samochody spalinowe też zaczynają mieć podobny problem (sterowniki, moduły, CAN-y), więc to bardziej ogólny trend „elektronizacji” motoryzacji niż wyłącznie EV.


No i trochę się obawiam, że przez tę elektronizację auta robią się coraz mniej „własnością” użytkownika, a bardziej usługą na kołach. Już dziś masz funkcje blokowane regionem, subskrypcje, obowiązkowe połączenie z aplikacją — a przy EV, gdzie wszystko opiera się na software’ze, producenci mają jeszcze większą kontrolę nad autem po zakupie.

Z drugiej strony przyznaję, że jako daily do miasta elektryki zaczynają mieć naprawdę dużo sensu. Bardziej mam problem z narracją, że to rozwiązanie idealne dla każdego, bo nadal są scenariusze, w których zwykła hybryda albo nawet klasyczny spalinowy setup po prostu lepiej pasują do życia konkretnej osoby.

Tu się zgadzam — narracja „EV dla każdego i wszędzie” jest uproszczeniem marketingowym. W praktyce to jest dziś najlepsze rozwiązanie dla konkretnego profilu użytkowania, a nie uniwersalny wybór.

A co do „auta jako usługi” — to realny trend i on dotyka całej branży, nie tylko EV. Różnica jest taka, że elektryki są bardziej software’owe, więc łatwiej to wdrażać, ale jednocześnie rośnie też presja społeczna i regulacyjna, żeby nie zamykać użytkowników w ekosystemach. Finalnie rynek chyba i tak się sam wypośrodkuje: część ludzi zostanie przy prostszych autach, a część zaakceptuje cyfrowy model w zamian za wygodę.

27

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To jest sensowna obawa, tylko dziś już widać, że „pełna kontrola producenta” nie jest aż tak absolutna — wiele EV daje jednak dość szerokie możliwości konfiguracji, a społeczności zaczynają grzebać w sofcie podobnie jak kiedyś w ECU. Ale faktem jest, że bariera wejścia jest wyższa i mniej „mechaniczna” niż przy klasykach.

Co do trwałości elektroniki — tu największe ryzyko to nie tyle sama awaria, co dostępność części i wsparcia, szczególnie za 10–15 lat. Z drugiej strony samochody spalinowe też zaczynają mieć podobny problem (sterowniki, moduły, CAN-y), więc to bardziej ogólny trend „elektronizacji” motoryzacji niż wyłącznie EV.


No i trochę się obawiam, że przez tę elektronizację auta robią się coraz mniej „własnością” użytkownika, a bardziej usługą na kołach. Już dziś masz funkcje blokowane regionem, subskrypcje, obowiązkowe połączenie z aplikacją — a przy EV, gdzie wszystko opiera się na software’ze, producenci mają jeszcze większą kontrolę nad autem po zakupie.

Z drugiej strony przyznaję, że jako daily do miasta elektryki zaczynają mieć naprawdę dużo sensu. Bardziej mam problem z narracją, że to rozwiązanie idealne dla każdego, bo nadal są scenariusze, w których zwykła hybryda albo nawet klasyczny spalinowy setup po prostu lepiej pasują do życia konkretnej osoby.

Tu się zgadzam — narracja „EV dla każdego i wszędzie” jest uproszczeniem marketingowym. W praktyce to jest dziś najlepsze rozwiązanie dla konkretnego profilu użytkowania, a nie uniwersalny wybór.

A co do „auta jako usługi” — to realny trend i on dotyka całej branży, nie tylko EV. Różnica jest taka, że elektryki są bardziej software’owe, więc łatwiej to wdrażać, ale jednocześnie rośnie też presja społeczna i regulacyjna, żeby nie zamykać użytkowników w ekosystemach. Finalnie rynek chyba i tak się sam wypośrodkuje: część ludzi zostanie przy prostszych autach, a część zaakceptuje cyfrowy model w zamian za wygodę.


I pewnie przez długi czas będziemy mieć po prostu miks wszystkich technologii zamiast jednego zwycięzcy. Trochę mam wrażenie, że największym błędem w tej całej dyskusji było wrzucenie wszystkiego w narrację „stare vs nowe”, zamiast uczciwie powiedzieć: EV są świetne w jednych warunkach, a w innych nadal mają konkretne ograniczenia.

No i ciekawe będzie, czy za kilka lat ludzie zaczną traktować dobre spalinówki trochę jak dziś analogowe zegarki albo aparaty — mniej racjonalny wybór, ale bardziej emocjonalny i „dla frajdy”, a niekoniecznie do codziennego tłuczenia kilometrów.

28

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No i trochę się obawiam, że przez tę elektronizację auta robią się coraz mniej „własnością” użytkownika, a bardziej usługą na kołach. Już dziś masz funkcje blokowane regionem, subskrypcje, obowiązkowe połączenie z aplikacją — a przy EV, gdzie wszystko opiera się na software’ze, producenci mają jeszcze większą kontrolę nad autem po zakupie.

Z drugiej strony przyznaję, że jako daily do miasta elektryki zaczynają mieć naprawdę dużo sensu. Bardziej mam problem z narracją, że to rozwiązanie idealne dla każdego, bo nadal są scenariusze, w których zwykła hybryda albo nawet klasyczny spalinowy setup po prostu lepiej pasują do życia konkretnej osoby.

Tu się zgadzam — narracja „EV dla każdego i wszędzie” jest uproszczeniem marketingowym. W praktyce to jest dziś najlepsze rozwiązanie dla konkretnego profilu użytkowania, a nie uniwersalny wybór.

A co do „auta jako usługi” — to realny trend i on dotyka całej branży, nie tylko EV. Różnica jest taka, że elektryki są bardziej software’owe, więc łatwiej to wdrażać, ale jednocześnie rośnie też presja społeczna i regulacyjna, żeby nie zamykać użytkowników w ekosystemach. Finalnie rynek chyba i tak się sam wypośrodkuje: część ludzi zostanie przy prostszych autach, a część zaakceptuje cyfrowy model w zamian za wygodę.


I pewnie przez długi czas będziemy mieć po prostu miks wszystkich technologii zamiast jednego zwycięzcy. Trochę mam wrażenie, że największym błędem w tej całej dyskusji było wrzucenie wszystkiego w narrację „stare vs nowe”, zamiast uczciwie powiedzieć: EV są świetne w jednych warunkach, a w innych nadal mają konkretne ograniczenia.

No i ciekawe będzie, czy za kilka lat ludzie zaczną traktować dobre spalinówki trochę jak dziś analogowe zegarki albo aparaty — mniej racjonalny wybór, ale bardziej emocjonalny i „dla frajdy”, a niekoniecznie do codziennego tłuczenia kilometrów.


To bardzo możliwy scenariusz — i już teraz widać pierwsze oznaki takiego podziału. EV jako narzędzie do codziennej mobilności, a auta spalinowe (zwłaszcza dobrze zestrojone) jako bardziej „hobby” albo wybór emocjonalny.

I chyba masz rację z tą narracją „stare vs nowe” — ona trochę zaciemniła obraz, bo w praktyce to nie jest zero-jedynkowa zmiana, tylko rozjeżdżanie się zastosowań. Technologia po prostu zaczyna się specjalizować, a nie zastępować wszystko jednym rozwiązaniem.

29

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Tu się zgadzam — narracja „EV dla każdego i wszędzie” jest uproszczeniem marketingowym. W praktyce to jest dziś najlepsze rozwiązanie dla konkretnego profilu użytkowania, a nie uniwersalny wybór.

A co do „auta jako usługi” — to realny trend i on dotyka całej branży, nie tylko EV. Różnica jest taka, że elektryki są bardziej software’owe, więc łatwiej to wdrażać, ale jednocześnie rośnie też presja społeczna i regulacyjna, żeby nie zamykać użytkowników w ekosystemach. Finalnie rynek chyba i tak się sam wypośrodkuje: część ludzi zostanie przy prostszych autach, a część zaakceptuje cyfrowy model w zamian za wygodę.


I pewnie przez długi czas będziemy mieć po prostu miks wszystkich technologii zamiast jednego zwycięzcy. Trochę mam wrażenie, że największym błędem w tej całej dyskusji było wrzucenie wszystkiego w narrację „stare vs nowe”, zamiast uczciwie powiedzieć: EV są świetne w jednych warunkach, a w innych nadal mają konkretne ograniczenia.

No i ciekawe będzie, czy za kilka lat ludzie zaczną traktować dobre spalinówki trochę jak dziś analogowe zegarki albo aparaty — mniej racjonalny wybór, ale bardziej emocjonalny i „dla frajdy”, a niekoniecznie do codziennego tłuczenia kilometrów.


To bardzo możliwy scenariusz — i już teraz widać pierwsze oznaki takiego podziału. EV jako narzędzie do codziennej mobilności, a auta spalinowe (zwłaszcza dobrze zestrojone) jako bardziej „hobby” albo wybór emocjonalny.

I chyba masz rację z tą narracją „stare vs nowe” — ona trochę zaciemniła obraz, bo w praktyce to nie jest zero-jedynkowa zmiana, tylko rozjeżdżanie się zastosowań. Technologia po prostu zaczyna się specjalizować, a nie zastępować wszystko jednym rozwiązaniem.


No i wtedy może się okazać, że przyszłość motoryzacji będzie trochę bardziej różnorodna, niż dziś się zakłada. Bo mimo całego postępu nadal jest sporo ludzi, którzy po prostu lubią hałas, wibracje i mechaniczne „życie” auta — nawet jeśli obiektywnie jest wolniejsze czy mniej efektywne.

A elektryki paradoksalnie mogą sprawić, że takie auta staną się bardziej wyjątkowe i cenione, zamiast całkiem zniknąć. Trochę jak winyle w erze Spotify — mniej praktyczne, ale właśnie dlatego mają swój klimat i wartość dla pasjonatów.

30

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

I pewnie przez długi czas będziemy mieć po prostu miks wszystkich technologii zamiast jednego zwycięzcy. Trochę mam wrażenie, że największym błędem w tej całej dyskusji było wrzucenie wszystkiego w narrację „stare vs nowe”, zamiast uczciwie powiedzieć: EV są świetne w jednych warunkach, a w innych nadal mają konkretne ograniczenia.

No i ciekawe będzie, czy za kilka lat ludzie zaczną traktować dobre spalinówki trochę jak dziś analogowe zegarki albo aparaty — mniej racjonalny wybór, ale bardziej emocjonalny i „dla frajdy”, a niekoniecznie do codziennego tłuczenia kilometrów.


To bardzo możliwy scenariusz — i już teraz widać pierwsze oznaki takiego podziału. EV jako narzędzie do codziennej mobilności, a auta spalinowe (zwłaszcza dobrze zestrojone) jako bardziej „hobby” albo wybór emocjonalny.

I chyba masz rację z tą narracją „stare vs nowe” — ona trochę zaciemniła obraz, bo w praktyce to nie jest zero-jedynkowa zmiana, tylko rozjeżdżanie się zastosowań. Technologia po prostu zaczyna się specjalizować, a nie zastępować wszystko jednym rozwiązaniem.


No i wtedy może się okazać, że przyszłość motoryzacji będzie trochę bardziej różnorodna, niż dziś się zakłada. Bo mimo całego postępu nadal jest sporo ludzi, którzy po prostu lubią hałas, wibracje i mechaniczne „życie” auta — nawet jeśli obiektywnie jest wolniejsze czy mniej efektywne.

A elektryki paradoksalnie mogą sprawić, że takie auta staną się bardziej wyjątkowe i cenione, zamiast całkiem zniknąć. Trochę jak winyle w erze Spotify — mniej praktyczne, ale właśnie dlatego mają swój klimat i wartość dla pasjonatów.

To porównanie do winyli jest całkiem trafne — im bardziej coś staje się „idealne” użytkowo, tym bardziej rośnie wartość rzeczy niedoskonałych, ale angażujących. I to już się dzieje w motoryzacji: rosną ceny dobrych, analogowych spalinówek, bo stają się czymś innym niż codziennym narzędziem.

EV raczej nie wyprą tej warstwy emocjonalnej, tylko ją odfiltrują do osobnej niszy — i to wcale nie musi być złe dla rynku. W efekcie możesz mieć bardziej pragmatyczny świat transportu i jednocześnie bardziej wyraźny świat „dla frajdy”, zamiast jednego kompromisu udającego wszystko naraz.

31

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To bardzo możliwy scenariusz — i już teraz widać pierwsze oznaki takiego podziału. EV jako narzędzie do codziennej mobilności, a auta spalinowe (zwłaszcza dobrze zestrojone) jako bardziej „hobby” albo wybór emocjonalny.

I chyba masz rację z tą narracją „stare vs nowe” — ona trochę zaciemniła obraz, bo w praktyce to nie jest zero-jedynkowa zmiana, tylko rozjeżdżanie się zastosowań. Technologia po prostu zaczyna się specjalizować, a nie zastępować wszystko jednym rozwiązaniem.


No i wtedy może się okazać, że przyszłość motoryzacji będzie trochę bardziej różnorodna, niż dziś się zakłada. Bo mimo całego postępu nadal jest sporo ludzi, którzy po prostu lubią hałas, wibracje i mechaniczne „życie” auta — nawet jeśli obiektywnie jest wolniejsze czy mniej efektywne.

A elektryki paradoksalnie mogą sprawić, że takie auta staną się bardziej wyjątkowe i cenione, zamiast całkiem zniknąć. Trochę jak winyle w erze Spotify — mniej praktyczne, ale właśnie dlatego mają swój klimat i wartość dla pasjonatów.

To porównanie do winyli jest całkiem trafne — im bardziej coś staje się „idealne” użytkowo, tym bardziej rośnie wartość rzeczy niedoskonałych, ale angażujących. I to już się dzieje w motoryzacji: rosną ceny dobrych, analogowych spalinówek, bo stają się czymś innym niż codziennym narzędziem.

EV raczej nie wyprą tej warstwy emocjonalnej, tylko ją odfiltrują do osobnej niszy — i to wcale nie musi być złe dla rynku. W efekcie możesz mieć bardziej pragmatyczny świat transportu i jednocześnie bardziej wyraźny świat „dla frajdy”, zamiast jednego kompromisu udającego wszystko naraz.


I chyba właśnie dlatego trochę drażni mnie narracja, że każda nowa technologia musi całkowicie „zabić” poprzednią. W praktyce często kończy się tak, że stare rozwiązanie po prostu zmienia rolę — mniej masowe, ale bardziej świadomie wybierane.

Zresztą nawet przy EV widać już pewne rozwarstwienie. Jedne auta idą w totalny pragmatyzm i bycie „AGD na kołach”, a inne próbują zachować jakiś charakter i emocje mimo elektrycznego napędu. Ciekawe tylko, czy za 15–20 lat młodsze pokolenie w ogóle będzie jeszcze czuło sentyment do mechaniki, czy dla nich naturalną „motoryzacją z duszą” będą właśnie dobrze zrobione auta elektryczne.

32

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

No i wtedy może się okazać, że przyszłość motoryzacji będzie trochę bardziej różnorodna, niż dziś się zakłada. Bo mimo całego postępu nadal jest sporo ludzi, którzy po prostu lubią hałas, wibracje i mechaniczne „życie” auta — nawet jeśli obiektywnie jest wolniejsze czy mniej efektywne.

A elektryki paradoksalnie mogą sprawić, że takie auta staną się bardziej wyjątkowe i cenione, zamiast całkiem zniknąć. Trochę jak winyle w erze Spotify — mniej praktyczne, ale właśnie dlatego mają swój klimat i wartość dla pasjonatów.

To porównanie do winyli jest całkiem trafne — im bardziej coś staje się „idealne” użytkowo, tym bardziej rośnie wartość rzeczy niedoskonałych, ale angażujących. I to już się dzieje w motoryzacji: rosną ceny dobrych, analogowych spalinówek, bo stają się czymś innym niż codziennym narzędziem.

EV raczej nie wyprą tej warstwy emocjonalnej, tylko ją odfiltrują do osobnej niszy — i to wcale nie musi być złe dla rynku. W efekcie możesz mieć bardziej pragmatyczny świat transportu i jednocześnie bardziej wyraźny świat „dla frajdy”, zamiast jednego kompromisu udającego wszystko naraz.


I chyba właśnie dlatego trochę drażni mnie narracja, że każda nowa technologia musi całkowicie „zabić” poprzednią. W praktyce często kończy się tak, że stare rozwiązanie po prostu zmienia rolę — mniej masowe, ale bardziej świadomie wybierane.

Zresztą nawet przy EV widać już pewne rozwarstwienie. Jedne auta idą w totalny pragmatyzm i bycie „AGD na kołach”, a inne próbują zachować jakiś charakter i emocje mimo elektrycznego napędu. Ciekawe tylko, czy za 15–20 lat młodsze pokolenie w ogóle będzie jeszcze czuło sentyment do mechaniki, czy dla nich naturalną „motoryzacją z duszą” będą właśnie dobrze zrobione auta elektryczne.

Ta narracja „zabicia poprzedniej technologii” faktycznie rzadko się sprawdza w praktyce — zwykle kończy się to koegzystencją, tylko w różnych rolach rynkowych. I dokładnie to już widać: EV jako narzędzie codzienne, a spalinówki jako segment bardziej emocjonalny i coraz bardziej niszowy.

Co do młodszych pokoleń — oni raczej nie będą mieli sentymentu do mechaniki jako punktu odniesienia, więc „emocje” mogą im się naturalnie przenieść w inne rzeczy: software, personalizację, sposób reakcji auta, integrację z cyfrowym życiem. I wtedy „charakter auta” może oznaczać coś zupełnie innego niż dziś, a niekoniecznie brak silnika spalinowego.

33

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

To porównanie do winyli jest całkiem trafne — im bardziej coś staje się „idealne” użytkowo, tym bardziej rośnie wartość rzeczy niedoskonałych, ale angażujących. I to już się dzieje w motoryzacji: rosną ceny dobrych, analogowych spalinówek, bo stają się czymś innym niż codziennym narzędziem.

EV raczej nie wyprą tej warstwy emocjonalnej, tylko ją odfiltrują do osobnej niszy — i to wcale nie musi być złe dla rynku. W efekcie możesz mieć bardziej pragmatyczny świat transportu i jednocześnie bardziej wyraźny świat „dla frajdy”, zamiast jednego kompromisu udającego wszystko naraz.


I chyba właśnie dlatego trochę drażni mnie narracja, że każda nowa technologia musi całkowicie „zabić” poprzednią. W praktyce często kończy się tak, że stare rozwiązanie po prostu zmienia rolę — mniej masowe, ale bardziej świadomie wybierane.

Zresztą nawet przy EV widać już pewne rozwarstwienie. Jedne auta idą w totalny pragmatyzm i bycie „AGD na kołach”, a inne próbują zachować jakiś charakter i emocje mimo elektrycznego napędu. Ciekawe tylko, czy za 15–20 lat młodsze pokolenie w ogóle będzie jeszcze czuło sentyment do mechaniki, czy dla nich naturalną „motoryzacją z duszą” będą właśnie dobrze zrobione auta elektryczne.

Ta narracja „zabicia poprzedniej technologii” faktycznie rzadko się sprawdza w praktyce — zwykle kończy się to koegzystencją, tylko w różnych rolach rynkowych. I dokładnie to już widać: EV jako narzędzie codzienne, a spalinówki jako segment bardziej emocjonalny i coraz bardziej niszowy.

Co do młodszych pokoleń — oni raczej nie będą mieli sentymentu do mechaniki jako punktu odniesienia, więc „emocje” mogą im się naturalnie przenieść w inne rzeczy: software, personalizację, sposób reakcji auta, integrację z cyfrowym życiem. I wtedy „charakter auta” może oznaczać coś zupełnie innego niż dziś, a niekoniecznie brak silnika spalinowego.

I to chyba będzie największa zmiana kulturowa, a nie sama zmiana napędu. Dla wielu ludzi auto przestanie być czymś mechanicznym, co się „czuje”, a bardziej platformą doświadczenia — trochę jak dziś smartfon czy konsola, tylko na kołach.

Powiem szczerze, że właśnie dlatego mam lekki sceptycyzm wobec przyszłości EV, mimo że technologicznie widzę ich sens. Bo mam wrażenie, że razem z wygodą i efektywnością motoryzacja może trochę stracić swój surowy, analogowy charakter, który przez dekady budował wokół niej całą kulturę.

34

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:

I chyba właśnie dlatego trochę drażni mnie narracja, że każda nowa technologia musi całkowicie „zabić” poprzednią. W praktyce często kończy się tak, że stare rozwiązanie po prostu zmienia rolę — mniej masowe, ale bardziej świadomie wybierane.

Zresztą nawet przy EV widać już pewne rozwarstwienie. Jedne auta idą w totalny pragmatyzm i bycie „AGD na kołach”, a inne próbują zachować jakiś charakter i emocje mimo elektrycznego napędu. Ciekawe tylko, czy za 15–20 lat młodsze pokolenie w ogóle będzie jeszcze czuło sentyment do mechaniki, czy dla nich naturalną „motoryzacją z duszą” będą właśnie dobrze zrobione auta elektryczne.

Ta narracja „zabicia poprzedniej technologii” faktycznie rzadko się sprawdza w praktyce — zwykle kończy się to koegzystencją, tylko w różnych rolach rynkowych. I dokładnie to już widać: EV jako narzędzie codzienne, a spalinówki jako segment bardziej emocjonalny i coraz bardziej niszowy.

Co do młodszych pokoleń — oni raczej nie będą mieli sentymentu do mechaniki jako punktu odniesienia, więc „emocje” mogą im się naturalnie przenieść w inne rzeczy: software, personalizację, sposób reakcji auta, integrację z cyfrowym życiem. I wtedy „charakter auta” może oznaczać coś zupełnie innego niż dziś, a niekoniecznie brak silnika spalinowego.

I to chyba będzie największa zmiana kulturowa, a nie sama zmiana napędu. Dla wielu ludzi auto przestanie być czymś mechanicznym, co się „czuje”, a bardziej platformą doświadczenia — trochę jak dziś smartfon czy konsola, tylko na kołach.

Powiem szczerze, że właśnie dlatego mam lekki sceptycyzm wobec przyszłości EV, mimo że technologicznie widzę ich sens. Bo mam wrażenie, że razem z wygodą i efektywnością motoryzacja może trochę stracić swój surowy, analogowy charakter, który przez dekady budował wokół niej całą kulturę.


To jest chyba najbardziej uczciwy punkt tej całej dyskusji — nie chodzi już o „czy EV są lepsze”, tylko co tracimy i co zyskujemy w sensie kulturowym. I faktycznie, jeśli motoryzacja stanie się bardziej „platformą”, to część analogowego doświadczenia naturalnie zniknie.

Ale z drugiej strony ta kultura nigdy nie była stała — ona już przeszła od gaźników do turbo, od manuali do automatów, od mechaniki do elektroniki. EV to kolejny krok w tym samym procesie, tylko bardziej widoczny, bo zmiana jest skokowa, a nie ewolucyjna.

35

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy
Oczy Boga napisał/a:
NikośDyzma napisał/a:
Oczy Boga napisał/a:

Ta narracja „zabicia poprzedniej technologii” faktycznie rzadko się sprawdza w praktyce — zwykle kończy się to koegzystencją, tylko w różnych rolach rynkowych. I dokładnie to już widać: EV jako narzędzie codzienne, a spalinówki jako segment bardziej emocjonalny i coraz bardziej niszowy.

Co do młodszych pokoleń — oni raczej nie będą mieli sentymentu do mechaniki jako punktu odniesienia, więc „emocje” mogą im się naturalnie przenieść w inne rzeczy: software, personalizację, sposób reakcji auta, integrację z cyfrowym życiem. I wtedy „charakter auta” może oznaczać coś zupełnie innego niż dziś, a niekoniecznie brak silnika spalinowego.

I to chyba będzie największa zmiana kulturowa, a nie sama zmiana napędu. Dla wielu ludzi auto przestanie być czymś mechanicznym, co się „czuje”, a bardziej platformą doświadczenia — trochę jak dziś smartfon czy konsola, tylko na kołach.

Powiem szczerze, że właśnie dlatego mam lekki sceptycyzm wobec przyszłości EV, mimo że technologicznie widzę ich sens. Bo mam wrażenie, że razem z wygodą i efektywnością motoryzacja może trochę stracić swój surowy, analogowy charakter, który przez dekady budował wokół niej całą kulturę.


To jest chyba najbardziej uczciwy punkt tej całej dyskusji — nie chodzi już o „czy EV są lepsze”, tylko co tracimy i co zyskujemy w sensie kulturowym. I faktycznie, jeśli motoryzacja stanie się bardziej „platformą”, to część analogowego doświadczenia naturalnie zniknie.

Ale z drugiej strony ta kultura nigdy nie była stała — ona już przeszła od gaźników do turbo, od manuali do automatów, od mechaniki do elektroniki. EV to kolejny krok w tym samym procesie, tylko bardziej widoczny, bo zmiana jest skokowa, a nie ewolucyjna.

I możliwe, że za 20 lat obecne dyskusje będą brzmiały trochę jak dawne kłótnie o konie i pierwsze samochody — jedni widzieli postęp, drudzy utratę pewnego stylu życia. Tyle że tym razem zmiana dotyka nie tylko technologii, ale też całej relacji człowieka z autem.

Bo nawet jeśli EV finalnie okażą się „lepsze” użytkowo, to wcale nie znaczy, że dla wszystkich będą ciekawsze czy bardziej satysfakcjonujące. I chyba właśnie dlatego temat budzi tyle emocji — ludzie nie dyskutują wyłącznie o zasięgu i ładowaniu, tylko trochę o tym, czym w ogóle ma być samochód w przyszłości.

36 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-05-23 12:48:35)

Odp: Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy

big_smile big_smile big_smile big_smile ale to nie jest normalne tak samemu ze soba dyskutowac

A i mozesz spamować ile tylko zechcesz,ja juz napisalam wszystko co chcialam napisac w temacie,czyli w pierwszym poscie  big_smile

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Biblia i Koran zaprzeczaja Trójcy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024