Priscilla napisał/a:W temacie pogrzebów, choć już nie w temacie obsmarowywania innych ludzi, ale nie mniej żenujące, o ile nie barddziej.
Mój wujek na pogrzebie naprawdę bliskiej mi osoby wypalił, że on lubi pogrzeby, bo (uwaga!) za darmo może się najeść. I to nie był żart.
Wujka nigdy specjalnie nie lubiłam, ale po tym tekście do dziś pozostał mi niesmak.
No cóż, pozostaje przynajmniej satysfakcja, że na własnej stypie akurat się nie naje. Brzmi znajomo, możliwe że na którymś z wesel ktoś wspomniał coś podobnego. Ale ślub to jednak zupełnie inny kontekst, przy nim nie ma tego hienowatego wydźwięku.
Jack Sparrow napisał/a:KSandraK napisał/a:Aż się zastanawiałam, czy przy innych okazjach w innej konfiguracji jest: piąta + 3/4 tych z pizzerii obgadują czwartą. I tak na zmianę.
Bardzo wielu ludzi tak ma niestety. Moja żona zerwała kontakt z większością z swoich przyjaciółeczek/koleżaneczek z tego powodu - każde spotkanie to był festiwal obrania dupy komuś nieobecnemu z kółeczka adoracji na zmianę z wiecznymi narzekaniami na mężów/partnerów/dzieci/pracę/brak pracy.
I spoko jak takie zachowania/tematy pojawiają się od czasu do czasu. Ale nie jak dominuje to w rozmowie i zajmuje 80-90% całego czasu spotkania.
No właśnie łatwo się domyślić, że też jest się obrabianą w razie nieobecności. Antypatyczne.
Czy z tego narzekania przynajmniej wynikały jakieś zmiany na lepsze? Czy bardziej takie tkwienie w starej biedzie?
Legat napisał/a:Odnośnie pogrzebów jeszcze inna anegdota. Był to jakiś luty, zimno na maxa, do tego leciał śnieg z deszczem - bardzo nieprzyjemna pogoda.
Nad trumną stoi ksiądz otoczony wianuszkiem babek. To był pogrzeb ich koleżanki, już nie pamiętam z jakiegoś chóru, czy kołka różańcowego. Pogrzeb się zakończył i babki zaczęły śpiewać jakąś nabożną pieśń. Skończyły ją śpiewać i ksiądz chciał podziękować tradycyjnie za przybycie i szybko zwiać z nieprzyjemnej pogody.
Ale babki były szybkie i zaraz zaczęły śpiewanie kolejnej pieśni. Widać było zdenerwowanie księdza coraz większe, bo babki pociągnęły tak jakieś 5 pieśni.
W końcu udało się księdzu je złapać w przerwie, bo zdaje się wyczerpał im się repertuar i na chwile zamilkły. Szybko podziękował za przybycie i zwiał pierwszy od trumny. 
A 'co łaska' z cennika za pogrzeb zainkasował.
Pamiętam, jak na pogrzebie kogoś z rodziny ksiądz dosłownie odwracając się od grobu zaraz witał się z jakimś tam grabarzem czy kimś z wielkim bananem na twarzy. I tyle było z trzymania powagi.
No i nieśmiertelne (to akurat na pogrzebie bez duchownych): 'to proszę teraz powiedzieć parę słów...' '...ale nie tak długo, bo mamy jeszcze kilka pogrzebów do zrobienia, proszę się streszczać', po czym przyklejają krzywo tabliczkę z nazwiskiem.
Ogólnie to dosyć przygnębiające. Z jednej strony - przenadęta pompa, z drugiej kompletna taśmowa fuszerka. Człowiek żyje i umiera, a potem nie ma dla niego nawet kwadransa. Akurat jedna rzecz, która powinna się należeć ludziom, czyli żeby mieli taki pogrzeb jak chcą, też nie działa (ktoś z rodziny chciał mieć rozsypane prochy po śmierci, ale nie wolno, bo przepisy). Strasznie to postawione na głowie.