Doradźcie proszę, jestem w kropce.
Postaram się krótko, wiem że nikt nie czyta długich postów. Mam męża i dziecko, którego oboje bardzo pragnęliśmy. Nasze małżeństwo było spokojne, jak mi się wydawało bezpieczne. Podróżowaliśmy, spotykaliśmy się ze znajomymi, żyliśmy jak normalna szczęśliwa para. Odkąd córka pojawiła się w domu 3 lata temu mąż bardzo się zmienił. Myślałam, że po prostu rodzina go przerosła, nowe obowiązki, nowy rytm życia... dałam mu czas, nie naciskałam, nie nalegałam. Przeszło mi przez myśl, że może kogoś ma, ale przecież zawsze powtarzał, że nie akceptuje zdrady, że zdrada to dla niego koniec związku. Chciałam w to wierzyć, więc odsuwałam złe myśli, mimo że bywał nieznośny, zimny, wciąż skwaszony i rozdrażniony. Seks był rzadki i coraz słabszy, ale był.
Aż nadszedł dzień, w którym mój świat wywrócił się do góry nogami - zadzwoniła do mnie kochanka męża i opowiedziała o ich romansie. Nie mam powodu żeby jej nie wierzyć, historia którą opowiedziała tłumaczyła wiele jego zachowań. Sama nie wiem dlaczego, ale z nią rozmawiałam, oczywiście była to typowa historia, okłamywał nas obie. Ponoć powiedział jej, że związek ze mną był z rozsądku, że nigdy mnie nie kochał i planuje odejść, ale jeszcze nie teraz, bo mam chorą matkę (nie mam) i dziecko jest małe a on nie chce być ostatnim draniem... Zrobiłam mu awanturę, płakał, błagał, zarzekał się, że właściwie prawie sama mu spodnie zdjęła.
Szlochał, żebym dała mu drugą szansę. Dałam, jest dobrym ojcem. Może nie ma fajerwerków ale skłamała bym mówiąc, że nie wywiązywał się z obowiązków. Mała go uwielbia i jest z nim bardzo związana. Niby żyliśmy normalnie, niby... Pod koniec roku poszedł na spotkanie klasowe. Wrócił bardzo późno, kompletnie pijany, a mnie tknęło żeby sprawdzić jego telefon. Było tam kilka połączeń pod ten sam numer, rozmowy po kilkanaście, jedna kilkadziesiąt minut. Sprawdziłam, to numer tej kochanki. Jak wytrzeźwiał zapytałam go o co chodzi - powiedział, że dzwonił do niej w sprawie jakiś tam dokumentów. Działają razem w fundacji, nie spotykają się raczej, a na pewno nie często, bo ona mieszka na drugim końcu Polski, a mąż bardzo rzadko wyjeżdża.
Co zrobić? Uwierzyć? Drążyć? Zapomnieć? Mąż złamał obietnicę, że nie będzie się z nią kontaktował, ale tak poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Nie zaniedbuje nas, domu, nie chcę burzyć dziecku świata. Sama też nie czuję się na siłach żeby się z nim rozstać i nie chodzi o pieniądze. Oboje pracujemy, nie jestem od niego zależna.
Jestem załamana, nie wiem co teraz robić. Czuję się oszukana, a jednocześnie wiem że on nie jest takim typowym bawidamkiem, zdradzaczem
Niby żyjemy jak wcześniej, a ja mam coraz większą gulę w gardle...