Po latach obserwacji zauważyłam że duża ilość ludzi szuka czegoś co nie istnieje. To że bywają mało szczęśliwi lub nieszczęśliwi nie wynika z tego że świat jest zły tylko z ich nierealnego podejścia do rzeczywistości.
Duża część kobiet bardzo często szuka kogoś kto będzie odpowiadał ich zewnętrznym wyobrażeniom a jednocześnie zwiąże się z nimi na bardzo, bardzo długo a najlepiej na zawsze. Jednocześnie ten ktoś ma poświęcić swoje życie głównie na pomaganie w rozwiązywaniu lub nawet na rozwiązywanie jej problemów zarówno tych ze świata materialnego jak i ze świata emocjonalnego. Seks jest mniej ważną częścią życia.
Duża część mężczyzn natomiast bardzo często szuka kogoś kto również będzie odpowiadał ich zewnętrznemu wyobrażeniu ale lepiej aby ten ktoś nie wiązał się z nimi na zbyt długo bo pewnie chcieliby w swoim życiu poznać bliżej jeszcze nie jedną kobietę. Kobiety te miałyby zajmować się bardziej ich życiem seksualnym niż nawet emocjonalnym, jeżeli może istnieć takie rozróżnienie.
Odnoszę wrażenie że te dwie skrajności są najczęściej nieusatysfakcjonowane swoim życiem albo mało usatysfakcjonowane. W wyniku tego najczęściej hejtują, rozpaczają, mają pretensje, gorzknieją, zciemniają. A ciekawe ile takich osób jest w stanie zastanowić się nad tym czy są w ogóle w stanie znaleźć kogoś takiego jak szukają i czy taki ktoś w ogóle istnieje. A jeżeli uświadomią sobie że nie istnieje to czy potrafią dostosować się do rzeczywistości i poszukać pozytywnego kontaktu z kimś na miarę siebie czy bardziej wmawiać sobie że świat jest zły i stawać się coraz bardziej rozbitym psychicznie. Czy coraz szczęśliwsze nie stają się osoby które potrafią dostosowywać się do rzeczywistości a coraz nieszczęśliwsze te które oczekują że rzeczywistość da im coś co rzeczywiście nie istnieje? Od kiedy zaczęłam bardziej współdziałać, jednak poniekąd w wymagający sposób z męskimi słabościami a mniej od nich oczekiwać dla siebie to moje życie na pewno stało się bardziej satysfakcjonujące, tyle tylko że do tego trzeba się trochę wysilić .
W którym miejscu źle myślę? A może w całym tekście?:)
Po latach obserwacji zauważyłam że duża ilość ludzi szuka czegoś co nie istnieje. To że bywają mało szczęśliwi lub nieszczęśliwi nie wynika z tego że świat jest zły tylko z ich nierealnego podejścia do rzeczywistości.
Duża część kobiet bardzo często szuka kogoś kto będzie odpowiadał ich zewnętrznym wyobrażeniom a jednocześnie zwiąże się z nimi na bardzo, bardzo długo a najlepiej na zawsze. Jednocześnie ten ktoś ma poświęcić swoje życie głównie na pomaganie w rozwiązywaniu lub nawet na rozwiązywanie jej problemów zarówno tych ze świata materialnego jak i ze świata emocjonalnego. Seks jest mniej ważną częścią życia.
Duża część mężczyzn natomiast bardzo często szuka kogoś kto również będzie odpowiadał ich zewnętrznemu wyobrażeniu ale lepiej aby ten ktoś nie wiązał się z nimi na zbyt długo bo pewnie chcieliby w swoim życiu poznać bliżej jeszcze nie jedną kobietę. Kobiety te miałyby zajmować się bardziej ich życiem seksualnym niż nawet emocjonalnym, jeżeli może istnieć takie rozróżnienie.
Odnoszę wrażenie że te dwie skrajności są najczęściej nieusatysfakcjonowane swoim życiem albo mało usatysfakcjonowane. W wyniku tego najczęściej hejtują, rozpaczają, mają pretensje, gorzknieją, zciemniają. A ciekawe ile takich osób jest w stanie zastanowić się nad tym czy są w ogóle w stanie znaleźć kogoś takiego jak szukają i czy taki ktoś w ogóle istnieje. A jeżeli uświadomią sobie że nie istnieje to czy potrafią dostosować się do rzeczywistości i poszukać pozytywnego kontaktu z kimś na miarę siebie czy bardziej wmawiać sobie że świat jest zły i stawać się coraz bardziej rozbitym psychicznie. Czy coraz szczęśliwsze nie stają się osoby które potrafią dostosowywać się do rzeczywistości a coraz nieszczęśliwsze te które oczekują że rzeczywistość da im coś co rzeczywiście nie istnieje? Od kiedy zaczęłam bardziej współdziałać, jednak poniekąd w wymagający sposób z męskimi słabościami a mniej od nich oczekiwać dla siebie to moje życie na pewno stało się bardziej satysfakcjonujące, tyle tylko że do tego trzeba się trochę wysilić .
W którym miejscu źle myślę? A może w całym tekście?:)
Myślę, że to wszystko nie jest takie proste. Świat jest zły, a przynajmniej mógłby być dużo lepszy. Natomiast to, że ludzie mają nierealne oczekiwania, to jak najbardziej słuszne.
Tak naprawdę to ludzie mówią tylko dwie rzeczy: "proszę" i "dziękuję" tylko że w bardzo zakamuflowany sposób.
Zewsząd pęd do kariery, pęd do posiadania, pęd by spełniać oczekiwania, pęd, by mieć więcej niż inni. Ludzie ciągle szukają więcej i więcej, a jak wiadomo lepsze jest wrogiem dobrego. Wtedy zatraca się właśnie tą prostotę proszę vs dziękuję. Oczywiście nie ma co generalizować, ale pewne mechanizmy są zauważalne. Wystarczy popatrzeć na małe dzieci, żeby zrozumieć, że trzeba się cieszyć z tego co się ma i nie szukać dziury w całym. Można płakać, można się złościć. Nie ma w tym nic złego.
Natomiast w kwestii czego szukają mężczyźni, mogę tylko wypowiedzieć się we własnym imieniu, gdzie od 11 roku życia marzyłem o wielkiej miłości i miłość mam za nadrzędną wartość. Żadne skoki w bok, czy potrzeba znalezienia nowej partnerki. Jednak dodam, że całe życie lepiej dogadywałem się z kobietami, więc pewnie nie jestem reprezentatywny ![]()
Zawsze uważałem też, że ludzie powinni dążyć do równowagi. Nic nie jest złe (jeśli naszym celem nie jest krzywdzenie innych), o ile tego nie ma w nadmiarze i tak samo nawet najlepsza rzecz będzie szkodzić, jeśli jest jej przesyt.
Z osobistych doświadczeń skłaniam się jednak ku temu, że nierealne oczekiwania można bardziej przypisać płci żeńskiej, przynajmniej w Polsce.
Pozdrawiam.
Można całe życie być nieszczęśliwym, gdyż świat, mężczyźni nie są tacy jak byś chciała. Pewnie gdy przestajesz zmieniać świat, zmieniać mężczyn, a dostosujesz swoje zachowanie do tego to będzie w życiu lżej a Ty być może szczęśliwsza.
Myślę, że seks, nawet z zupełnie obcą osobą, coś daje -- daje i mężczyźnie i kobiecie. To jest coś, czego brakuje aby być szczęśliwym, gdy tego nie mamy.
Dopiero gdy wyjdziesz ponad jedzenie, picie, potrzebę seksu, to możesz skupić się na relacjach wyższych -- przyjaźni, miłości.
Chyba błędem jest łączenie seksu z tymi wyższymi uczuciami.
Ja mam wrażenie, że kobiety w Polsce niezbyt wiele oczekują. Ciekawe gdzie na świecie żyją te kobiety, które nie mają oczekiwań ;-)
Zapewne doświadczenia z portalami randkowymi mogą dać inny obraz, bo tam w ogóle "ciekawe" osoby się poznaje.
5 2021-02-16 12:17:45 Ostatnio edytowany przez niski_facet (2021-02-16 12:35:45)
@aniuu1 to zależy od wieku i urody kobiety.
Młoda i ładna kobieta, 25 letnia przeważnie oczekuje od faceta:
- wysokiego wzrostu
- niezłej sylwetki, twarzy
- modnego ubioru, żeby się można było pochwalić koleżankom
- niezłej pracy i zarobków, samodzielne mieszkanie (kredyt/wynajmem), posiadanie samochodu
- no i jeszcze litania wymagań odnośnie charakteru
Często te wymagania są niewspółmiernie ponieważ to wynik social mediów. Które wmawiają kobietom, zs skoro jest ładna i piękna, ale nic poza tym to ma prawo wymagać niewiadomo kogo bo zawsze będzie ładna i piękna. Niestety młode dziewczyny w to wierzą i nie widzą nic złego w swoich oczekiwaniach.
Młodość mija im fajnie, masa imprez i przelotnego seksu, powodzenie na tinderze, ale problem pojawia się po 30 gdy zderzają się że ścianą. Faceci dalej są, ale nie tacy jakich by chciały. Zostało sami rozwodnicy, alimenciarze albo incele tacy jak ja. I wiele facetów mających źle doświadczenia z kobietami przez 30 lat życia traktują je okrutnie no bo co się dziwić, skoro cała młodości nie mieli u nich szans - kłamstwa, obiecywanie niewiadomo czego, szybki seks i nara.
Mniej urodziwe kobiety mogą mieć łatwiej w tym aspekcie chociaż to też loteria. Bo mniej urodziwym już social media tak nie słodzą i nie mówią jej z każdej strony, że jest niewiadomo jaką księżniczką, więc brzydko mówiąc - im brzydsza dziewczyna tym oczekiwania bardziej zbliżone do rzeczywistości.
U facetów myślę że jest trochę inaczej. Ci najbardziej atrakcyjni mimo iż mają masę okazji na związek to wolą latami zaliczać masę kobiet i w sumie im się nie dziwię. Tinder zniszczył tak naprawdę życie bardziej kobietom niż facetom. Dlaczego? Otóż kiedyś facet żeby mieć seks musiał się starać o jedną stalą kobietę, zabiegać, ona nagradzała jego starania seksem i tak sobie tworzyli związek. Teraz ci faceci mają to samo co w związku tylko bez związku i wydawania pieniędzy,więc nic dziwnego, ze sobie zaliczają jedną po drugiej i korzystają. Jak im się znudzi to sobie kogoś znajdą nawet po 30. W tym aspekcie myślę że mimo wszystko faceci mają lepiej, znacznie więcej czasu i możliwości. Ale to tylko top 10% najlepiej wyglądajacych tak ma. Pozostałe 90% nie ma żadnych oczekiwań wobec kobiet, naprawdę. Znam trenerów fitness, którzy mają idealną sylwetkę ale niezbyt ciekawiej wyglądają i niestety musieli się związać z brzydszymi od siebie kobietami, które w ogóle nie ćwiczą.
Faceci spoza topki nie mogą mieć wymagań, bo nie mają wyboru. Ja wiem że kobietom ciężko to zrozumieć bo każda z was ma po 1000 par na tinderze i co chwila ktoś was podrywa, zaprasza na randki nawet jak wyglądem nie powalacie, więc myślicie że faceci mają tak samo. Otóż nie.
Jak jesteście ciekawe jak to wygląda od strony faceta - poszukajcie na YouTube. Kobieta zakłada fake konto na tinderze jako facet i próbuje się przez tydzień umówić z dziewczyną. Na początku jest podekscytowana no bo wydaje jej się, za skoro jest kobietą to bez problemu uda jej się wyrwac kobietę jako facet na faks koncie. Po tygodniu staran nie poderwała nikogo. Z oczywistych względów linka nie wstawie, ale naprawdę zanim zaczniecie pisać jak to facetom jest łatwo, sprawdźcie te filmiki. Sprawdźcie jak wygląda życie przeciętnego faceta na tinderze bo większość z was nie jest świadoma.
Przeciętny facet ma szansę na jedną bądź dwie randki przez cały rok - to jest żaden wybór. Z czego żeby mieć te 2 randki to musi poznać z 20-30 kobiet przez cały rok
Można być albo desperatem i wybrać pierwszą lepszą, albo randkować 10 lat i szukać do skutku.
Podsumowując powiedziałbym tak: 90% kobiet (10% to te najbardziej rozchwytywane i super atrakcyjne - pomijam bo nie wiem jak to wygląda u nich) z racji tego że ma dostęp do dużej ilości facetów, nawet tych top 10% atrakcyjnych ma nierealne wymagania, bo poznają tych facetów setki, tysiące i kolejny to statystyka. Pozna zwykłego, przeciętnego faceta to go z góry skreśli, bo zna kilku jednocześnie atrakcyjnych fizycznie z bogatych, dowcipnych(nawet na stopie koleżeńskiej, ci faceci mogą nie być zainteresowani) przy którym ten przeciętniak wygląda słabo. Każda uważa praktycznie, że zasluguje na tych najlepszych samców bo ma do nich dostęp.
Z kolei 90% facetów (10% ci najbardziej atrakcyjni pomijam) ma nierealne wymagania, bo poznaje tych kobiet mało. No więc jak to jest że kobiety znają dużo facetów, a faceci mało kobiet, trochę to nie ma sensu. Otóż ma, bo to te 10% atrakcyjnych facetów zna setki bądź tysiące kobiet, a zwykły facet zna kilka, kilkanaście kobiet przez całe życie. Faceci nie znając wielu kobiet nie wiedzą nawet jakie te kobiety są więc ciężko o jakieś normalne oczekiwania. Dlatego wymagań totalnie brak lub wymagania totalnie z czapy
Często te wymagania są niewspółmiernie ponieważ to wynik social mediów. Które wmawiają kobietom, zs skoro jest ładna i piękna, ale nic poza tym to ma prawo wymagać niewiadomo kogo bo zawsze będzie ładna i piękna. Niestety młode dziewczyny w to wierzą i nie widzą nic złego w swoich oczekiwaniach.
A na czym opierasz swoje założenie, że dziewczyny wierzą w to, że po pierwsze - wystarczy, że jest się ładną i piękną, po drugie, że zawsze będą ładne i piękne, a po trzecie - do czego to wystarczy, do szczęścia?
Przemawia przez Ciebie zwykle rozgoryczenie spowodowane wielokrotnym odrzuceniem, więc sobie znalazłeś „winnych” swoich porażek.
To, co z pewnością jest nieraz widoczne, to przekonanie niektórych osób, żę druga strona powinna wkładać w relację znacznie więcej. Oczywiście nie są to tylko kobiety, bo nawet tutaj nieraz widywało się watki, gdzie wspominany w historii facet zachowywał się jak pasożyt, ale sama taka postawa roszczeniowa jest odpychająca.
Jeśli ktoś w wieku 20 + lat, mimo, że nawet sam pracuje, wymaga, aby partner wykazywał się niewspółmiernie większym wkladem w relację(pomijając już inne kwestie, jak wygląd czy nawet charakter, bo przecież wszystko musi być "idealne"), gdzie jedno dużo daje i mało zyskuje a drugie odwrotnie, to każdemu się możę odechcieć takiego związku.
niski nie szkoda Ci czasu na te teoretyczne rozważania, które tylko utwierdzają Cię w poczuciu braku szans?
Z osobistych doświadczeń skłaniam się jednak ku temu, że nierealne oczekiwania można bardziej przypisać płci żeńskiej, przynajmniej w Polsce.
Możesz to rozwinąć? Dlaczego można bardziej przypisać płci żeńskiej?
Myślę, że seks, nawet z zupełnie obcą osobą, coś daje -- daje i mężczyźnie i kobiecie. To jest coś, czego brakuje aby być szczęśliwym, gdy tego nie mamy.
Dopiero gdy wyjdziesz ponad jedzenie, picie, potrzebę seksu, to możesz skupić się na relacjach wyższych -- przyjaźni, miłości.
Chyba błędem jest łączenie seksu z tymi wyższymi uczuciami.
Chyba tylko facet może napisać że seks z zupełnie obcą osobą coś daje kobiecie ![]()
Nie wiem czy łączenie seksu z wyższymi uczuciami jest błędem, może raczej podrzędnego seksu nie da się połączyć z wyższymi uczuciami. Myślę że seks z wyższej półki bardzo dobrze wplata się w uczucia wyższe, z im wyższej półki seks tym wyższe uczucia potrafi on wzbudzić. Tak przynajmniej ja czuję.
Ja mam wrażenie, że kobiety w Polsce niezbyt wiele oczekują. Ciekawe gdzie na świecie żyją te kobiety, które nie mają oczekiwań ;-)
Zapewne doświadczenia z portalami randkowymi mogą dać inny obraz, bo tam w ogóle "ciekawe" osoby się poznaje.
Także zastanawiałam się nad tym o co mu chodziło. Może o to że w krajach muzułmańskich kobiety są traktowane dużo, dużo gorzej niż w Polsce.
Portale randkowe wydają mi się właśnie przykładem miejsca gdzie jest bardzo dużo zarówno kobiet jak i mężczyzn z przerostem oczekiwań.
niski_facet napisał/a:Często te wymagania są niewspółmiernie ponieważ to wynik social mediów. Które wmawiają kobietom, zs skoro jest ładna i piękna, ale nic poza tym to ma prawo wymagać niewiadomo kogo bo zawsze będzie ładna i piękna. Niestety młode dziewczyny w to wierzą i nie widzą nic złego w swoich oczekiwaniach.
A na czym opierasz swoje założenie, że dziewczyny wierzą w to, że po pierwsze - wystarczy, że jest się ładną i piękną, po drugie, że zawsze będą ładne i piękne, a po trzecie - do czego to wystarczy, do szczęścia?
Przemawia przez Ciebie zwykle rozgoryczenie spowodowane wielokrotnym odrzuceniem, więc sobie znalazłeś „winnych” swoich porażek.
Dobre pytanie ale nie da się ukryć że wiele kobiet uważa że urodą można wiele ugrać a to wszystko we współistnieniu wywyższania powierzchowności przez mężczyzn. Na takim mechanizmie społecznym opierają się bardziej głupawe społeczności
To, co z pewnością jest nieraz widoczne, to przekonanie niektórych osób, żę druga strona powinna wkładać w relację znacznie więcej. Oczywiście nie są to tylko kobiety, bo nawet tutaj nieraz widywało się watki, gdzie wspominany w historii facet zachowywał się jak pasożyt, ale sama taka postawa roszczeniowa jest odpychająca.
Jeśli ktoś w wieku 20 + lat, mimo, że nawet sam pracuje, wymaga, aby partner wykazywał się niewspółmiernie większym wkladem w relację(pomijając już inne kwestie, jak wygląd czy nawet charakter, bo przecież wszystko musi być "idealne"), gdzie jedno dużo daje i mało zyskuje a drugie odwrotnie, to każdemu się możę odechcieć takiego związku.
Mi się wydaje że związki mogą istnieć tylko kiedy obie strony dają porównywalnie dużo. Kiedy tak nie jest to się rozpadają. I to że przez dłuższy czas jedna strona daje więcej niż druga często bywa złudzeniem ale to moim zdaniem dużo bardziej skomplikowana sprawa i nie będę się teraz rozpisywać.
niski nie szkoda Ci czasu na te teoretyczne rozważania, które tylko utwierdzają Cię w poczuciu braku szans?
Także się nad tym zastanawiałam, może takie "rozpaczanie" ma sens i każdy może go czasami potrzebować ale chyba lepiej robić to tak aby w wyniku tego utwierdzać się w coraz mniejszym braku szans.
Możesz to rozwinąć? Dlaczego można bardziej przypisać płci żeńskiej?
Nie mogę, bo napisałem, że to moje doświadczenia, zdecydowanie za mała próbka, by snuć wnioski na całą populację ![]()
Poza tym chyba użyłem złego określenia. Tu nawet nie chodzi o nierealne oczekiwania, a raczej o realne wymogi. Nie powinno się oczekiwać od innych wiecej niż od siebie.
Zbyt często relacje trwają zaskakująco długo, jak na bardzo różny stopień zaaangażowania obojga partnerów lub/i ich oczekiwań.
Ludzie w moim odczuciu popełniają jeden kardynalny błąd, który niesie za sobą pozostałe: szukają kogoś, kto ich uszczęśliwi.
Nie "budują" szczęścia, tylko szukają tego "księcia/księżniczki". Osoby, która już na wstępie będzie miała te wszystkie cechy, które sprawią, że dostaną skrzydeł. Szukają kogoś, kto sprawi, że poczują się lepiej. Szukaja plasterka na rany swojego dzieciństwa, zgniecione ego, traumy, brak poczucia bezpieczeństwa, niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, brak mamy czy taty, brak miłości w życiu, samotność...
Szczęśliwy związek można mieć z wieloma osobami, jeśli nie ma się właśnie tych wymagań powyżej, a chęć budowania, wspierania, towarzyszenia, bycia. Gorzej, jak się szuka plasterka, to się odrzuca kandydatów raz po raz, bo za niski, za mało ładna...
Jednym słowem poszukiwanie ideału i cudownego lekarstwa na wszystkie problemy..
Ludzie w moim odczuciu popełniają jeden kardynalny błąd, który niesie za sobą pozostałe: szukają kogoś, kto ich uszczęśliwi.
Nie "budują" szczęścia, tylko szukają tego "księcia/księżniczki". Osoby, która już na wstępie będzie miała te wszystkie cechy, które sprawią, że dostaną skrzydeł. Szukają kogoś, kto sprawi, że poczują się lepiej. Szukaja plasterka na rany swojego dzieciństwa, zgniecione ego, traumy, brak poczucia bezpieczeństwa, niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, brak mamy czy taty, brak miłości w życiu, samotność...
Szczęśliwy związek można mieć z wieloma osobami, jeśli nie ma się właśnie tych wymagań powyżej, a chęć budowania, wspierania, towarzyszenia, bycia. Gorzej, jak się szuka plasterka, to się odrzuca kandydatów raz po raz, bo za niski, za mało ładna...
A powiedz mi kto nie ma takich problemów? Bo w moim życiu i znajomych każdy zawsze z jakimś problemem się mierzy, niezależnie od wieku. Jak ktoś ma idealne życie to po co mu partner? Wtedy wystarczyłoby znaleźć partnera od seksu, bo związek to zawsze jakieś ograniczenie wolności. a jednak ludzie preferują w zdecydowanej większości związków.
Nie da się być w pełni szczęśliwym samemu, mówię tu jako wieloletni weteran. Ci wszyscy "szczęśliwi" single na początku faktycznie tacy są, kilka miesięcy po zerwaniu "odetchneli", nabrali wiatru w żagle, taaaa. Pogadajcie z nimi gdy są sami już kolejny rok, ta iluzja szczęśliwej samotności szybko opada. Maska opada i pojawia się rozgoryczenie oraz frustracja. Można mieć spełnienie, odnosić sukcesy na różnych polach w samotni, ale zawsze będzie to coś - takie poczucie. A może jednak coś tracę? Wiadomo, chwilowy brak drugiej osoby to nic strasznego, ale długi okres? Przecież ktoś może latami mierzyć się ze swoimi problemami i twoją złotą radą jest bycie np: 10-15 lat samemu "szczęśliwym"?
Zbyt często relacje trwają zaskakująco długo, jak na bardzo różny stopień zaaangażowania obojga partnerów lub/i ich oczekiwań.
Myślę że mogą trwać zbyt długo ponieważ często są udawane. Stajemy się tak mało samodzielni że trzymamy się kogoś bo boimy już się podejmować wyzwań pod tytułem szczere wniknięcie z partnerem w sytuację taką jaka jest naprawdę bez udawania. A jeżeli nie ma możliwości stworzenia konstruktywnych wniosków i działań to boimy się podejmować wyzwań pod tytułem próba bycia szczęśliwym z kimś innym lub samemu.
Ludzie w moim odczuciu popełniają jeden kardynalny błąd, który niesie za sobą pozostałe: szukają kogoś, kto ich uszczęśliwi.
Nie "budują" szczęścia, tylko szukają tego "księcia/księżniczki". Osoby, która już na wstępie będzie miała te wszystkie cechy, które sprawią, że dostaną skrzydeł. Szukają kogoś, kto sprawi, że poczują się lepiej. Szukaja plasterka na rany swojego dzieciństwa, zgniecione ego, traumy, brak poczucia bezpieczeństwa, niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, brak mamy czy taty, brak miłości w życiu, samotność...
Szczęśliwy związek można mieć z wieloma osobami, jeśli nie ma się właśnie tych wymagań powyżej, a chęć budowania, wspierania, towarzyszenia, bycia. Gorzej, jak się szuka plasterka, to się odrzuca kandydatów raz po raz, bo za niski, za mało ładna...
W moim chyba podobnym mniemaniu, po prostu starają się bardziej opierać na kimś niż uczyć się opierać na samym sobie aby móc być większym oparciem dla kogoś. Chyba coś takiego jest że ci z większymi oczekiwaniami mają większy problem nie tylko ze znalezieniem kogoś ale także, co za tym idzie z byciem samemu szczęśliwym. A ci z mniejszymi uszczęśliwiają siebie poprzez nie wyszukiwanie w kimś problemów a jednocześnie stają się dla innych oparciem.
Monoceros napisał/a:Ludzie w moim odczuciu popełniają jeden kardynalny błąd, który niesie za sobą pozostałe: szukają kogoś, kto ich uszczęśliwi.
Nie "budują" szczęścia, tylko szukają tego "księcia/księżniczki". Osoby, która już na wstępie będzie miała te wszystkie cechy, które sprawią, że dostaną skrzydeł. Szukają kogoś, kto sprawi, że poczują się lepiej. Szukaja plasterka na rany swojego dzieciństwa, zgniecione ego, traumy, brak poczucia bezpieczeństwa, niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, brak mamy czy taty, brak miłości w życiu, samotność...
Szczęśliwy związek można mieć z wieloma osobami, jeśli nie ma się właśnie tych wymagań powyżej, a chęć budowania, wspierania, towarzyszenia, bycia. Gorzej, jak się szuka plasterka, to się odrzuca kandydatów raz po raz, bo za niski, za mało ładna...
A powiedz mi kto nie ma takich problemów? Bo w moim życiu i znajomych każdy zawsze z jakimś problemem się mierzy, niezależnie od wieku. Jak ktoś ma idealne życie to po co mu partner? Wtedy wystarczyłoby znaleźć partnera od seksu, bo związek to zawsze jakieś ograniczenie wolności. a jednak ludzie preferują w zdecydowanej większości związków.
Nie da się być w pełni szczęśliwym samemu, mówię tu jako wieloletni weteran. Ci wszyscy "szczęśliwi" single na początku faktycznie tacy są, kilka miesięcy po zerwaniu "odetchneli", nabrali wiatru w żagle, taaaa. Pogadajcie z nimi gdy są sami już kolejny rok, ta iluzja szczęśliwej samotności szybko opada. Maska opada i pojawia się rozgoryczenie oraz frustracja. Można mieć spełnienie, odnosić sukcesy na różnych polach w samotni, ale zawsze będzie to coś - takie poczucie. A może jednak coś tracę? Wiadomo, chwilowy brak drugiej osoby to nic strasznego, ale długi okres? Przecież ktoś może latami mierzyć się ze swoimi problemami i twoją złotą radą jest bycie np: 10-15 lat samemu "szczęśliwym"?
Jedni bardziej mierzą się z problemami inni bardziej jedynie o nich rozmawiają. Chyba nie możesz tak bardzo sprowadzać ludzi do jednego mianownika ponieważ są bardzo różni, jedni ten sam problem przechodzą na luzie inni z tego samego powodu dramatyzują. A pomiędzy walczącymi i narzekaczami rozpościera się nieunikniona drabina po której trzeba się wznosić do góry aby nie skostnieć w swoich niezmiennych problemach.
Nie powinno się oczekiwać od innych wiecej niż od siebie.
To jest najważniejsze zdanie tego wątku.
Reszta to banialuki powtarzane w kółko.