Temat pół żartem - pół serio, bo nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać.
Ciekawe, czy wśród Netkobiet są zwolenniczki „tradycyjnego wychowywania” mężczyzn.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy bić mężczyzn?
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Temat pół żartem - pół serio, bo nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać.
Ciekawe, czy wśród Netkobiet są zwolenniczki „tradycyjnego wychowywania” mężczyzn.
Summerka88 - po przeczytaniu tytułu przyszedł mi do głowy kultowy tekst
"nie bij pana, bo się spocisz" ![]()
Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Nie wiem, czy mnie to aż tak zajmuje, aż tak nie porusza.
Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.
Summerka88 - po przeczytaniu tytułu przyszedł mi do głowy kultowy tekst
"nie bij pana, bo się spocisz"Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Nie wiem, czy mnie to aż tak zajmuje, aż tak nie porusza.Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.
Eeee u nas w Krakowie są grupy które organizują sobie cykliczne odrąbywanie rączek, nóżek
Latają po mieście z maczetami. Więc chyba nie jest tak źle ?
Summerka88 - po przeczytaniu tytułu przyszedł mi do głowy kultowy tekst
"nie bij pana, bo się spocisz"Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Nie wiem, czy mnie to aż tak zajmuje, aż tak nie porusza.Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.
Błąd logiczny. Skoro jest mowa o 5% bitych mężczyzn to wcale nie oznacza że pozostałe 95% bije kobiety!!!!
Bardzo proszę nie tworzyć takich stereotypów ![]()
Temat pół żartem - pół serio, bo nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać.
Ciekawe, czy wśród Netkobiet są zwolenniczki „tradycyjnego wychowywania” mężczyzn.
Płakać.Zdecydowanie ![]()
Averyl napisał/a:Summerka88 - po przeczytaniu tytułu przyszedł mi do głowy kultowy tekst
"nie bij pana, bo się spocisz"Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Błąd logiczny. Skoro jest mowa o 5% bitych mężczyzn to wcale nie oznacza że pozostałe 95% bije kobiety!!!!
Bardzo proszę nie tworzyć takich stereotypów smile
Zanim się doczepisz przeczytaj uważnie, wprowadziłam w nawiasie i ze znakiem ~ (około), bo zdaje sobie sprawę, że to matka może bić dziecko, czy dziecko może znęca się nad psem, nie zmienia to jednak faktu, że znacznie częściej to kobiety doznają przemocy i że większość sytuacji przemocy pozostaje ukryta w domowych pieleszach i nie jest objęta statystyką (te 5% - to (przypuszczam)procent ujawnionych aktów przemocy wobec mężczyzn).
Poza tym więcej dystansu - tak jak Marcin statysta ![]()
Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.
Czyli zgadzasz się z wypowiadającą się panią, że bicie to „przykry obowiązek”
a „bicie męża zło w nim przezwycięża”
Chociaż temat bicia i ogólnie przemocy nijak mi się nie kojarzy lekko, to po prostu powaga, z jaką ona traktuje ten przykry obowiązek i wiara, że czyni się w ten sposób zadość tradycji mnie osobiście zwyczajnie drażni i mam ochotę to prześmiać.
Averyl napisał/a:Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.Czyli zgadzasz się z wypowiadającą się panią, że bicie to „przykry obowiązek”
a „bicie męża zło w nim przezwycięża”
Chociaż temat bicia i ogólnie przemocy nijak mi się nie kojarzy lekko, to po prostu powaga, z jaką ona traktuje ten przykry obowiązek i wiara, że czyni się w ten sposób zadość tradycji mnie osobiście zwyczajnie drażni i mam ochotę to prześmiać.
Przecież one sobie jaja robią ![]()
summerka88 napisał/a:Averyl napisał/a:Natomiast zgadzam się z kobietami, które uważają, że trochę faceci zagubili się we współczesnym świecie, dawniej chodzili na wojny, odrąbywali sobie nawzajem rączki, nóżki, a teraz nie mają okazji
.
Nie za bardzo orientują się o co im chodzi w życiu, niewspominając o związkach.Czyli zgadzasz się z wypowiadającą się panią, że bicie to „przykry obowiązek”
a „bicie męża zło w nim przezwycięża”
Chociaż temat bicia i ogólnie przemocy nijak mi się nie kojarzy lekko, to po prostu powaga, z jaką ona traktuje ten przykry obowiązek i wiara, że czyni się w ten sposób zadość tradycji mnie osobiście zwyczajnie drażni i mam ochotę to prześmiać.
Przecież one sobie jaja robią
Nie, no co ty, Wilku ![]()
A widziałeś odcinek o viagrze?
Czyli zgadzasz się z wypowiadającą się panią, że bicie to „przykry obowiązek”
a „bicie męża zło w nim przezwycięża”
Chociaż temat bicia i ogólnie przemocy nijak mi się nie kojarzy lekko, to po prostu powaga, z jaką ona traktuje ten przykry obowiązek i wiara, że czyni się w ten sposób zadość tradycji mnie osobiście zwyczajnie drażni i mam ochotę to prześmiać.
nie znałam tego hasła, ale bardzo mi się spodobało ![]()
a co do przykrego obowiązku... mam już tyle obowiązków, że po co mi kolejny i do tego przykry
Nie, ja raczej jestem skłonna zgodzić z sugestią, by nie bić panów, bo się człowiek zmęczy i spoci ![]()
ja raczej jestem skłonna zgodzić z sugestią, by nie bić panów, bo się człowiek zmęczy i spoci
Niektórzy lubią się tak spocić
np. w dziale miłości ostatnio był wątek o mężczyźnie, pragnącym być niewolnikiem.
Kolejny raz się okazuje, że ważne, żeby trafił swój na swego ![]()
Dokładnie tak, są tacy co lubią,
gorzej jak trafi się taki, co nie wie, że lubi ![]()
Zanim się doczepisz przeczytaj uważnie, wprowadziłam w nawiasie i ze znakiem ~ (około), bo zdaje sobie sprawę, że to matka może bić dziecko, czy dziecko może znęca się nad psem, nie zmienia to jednak faktu, że znacznie częściej to kobiety doznają przemocy i że większość sytuacji przemocy pozostaje ukryta w domowych pieleszach i nie jest objęta statystyką (te 5% - to (przypuszczam)procent ujawnionych aktów przemocy wobec mężczyzn).
Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Musisz chyba jaśniej formułować swoje myśli, bo z wytłuszczonego fragmentu wynika, że 5 % facetów jest bitych, a reszta - 95 % bije. No to tak na marginesie. Ciekawi mnie, w której kategorii mieści się facet, którego kobieta najpierw uderzy, a potem on jej oddaje? Może dałoby się stworzyć jakąś oddzielną kategorię?
Snake - nikt w tym materiale nie podał źródła danych statystycznych, ani jak one są zbierane, może to być 5% z populacji, a może być 5% z grupy doznających przemocy. Ja się na statystyce nie znam, ale statystycznie wszystko można udowodnić ![]()
Ona jego, a potem on ją? Może to jakaś forma boksu koedukacyjnego?
Ona jego, a potem on ją? Może to jakaś forma boksu koedukacyjnego?
Eeee, co to za boks, gdzie musisz udawać, że uderzasz... To tak jak dawno temu kiedy parę lat ćwiczyłem sztuki walk i czasem trafiała się dziewczyna jako sparring partner. Porażka.
Averyl napisał/a:Ona jego, a potem on ją? Może to jakaś forma boksu koedukacyjnego?
Eeee, co to za boks, gdzie musisz udawać, że uderzasz... To tak jak dawno temu kiedy parę lat ćwiczyłem sztuki walk i czasem trafiała się dziewczyna jako sparring partner. Porażka.
może ona też udawała, by nie wyszło, że bije chłopaka... poza tym pomyśl sobie jakie miałbyś szansę (nawet po kilku latach regularnych treningów) z własną żoną, gdyby w nią wniknęły rzymskie boginie... Furie ![]()
wilczysko napisał/a:summerka88 napisał/a:Czyli zgadzasz się z wypowiadającą się panią, że bicie to „przykry obowiązek”
a „bicie męża zło w nim przezwycięża”
Chociaż temat bicia i ogólnie przemocy nijak mi się nie kojarzy lekko, to po prostu powaga, z jaką ona traktuje ten przykry obowiązek i wiara, że czyni się w ten sposób zadość tradycji mnie osobiście zwyczajnie drażni i mam ochotę to prześmiać.
Przecież one sobie jaja robią
Nie, no co ty, Wilku
A widziałeś odcinek o viagrze?
Śledzę wszystkie odcinki ![]()
Snake napisał/a:Averyl napisał/a:Ona jego, a potem on ją? Może to jakaś forma boksu koedukacyjnego?
Eeee, co to za boks, gdzie musisz udawać, że uderzasz... To tak jak dawno temu kiedy parę lat ćwiczyłem sztuki walk i czasem trafiała się dziewczyna jako sparring partner. Porażka.
może ona też udawała, by nie wyszło, że bije chłopaka...
A co mogła udawać mając 20 kg mniej? Gdyby jeszcze była dużo lepsza technicznie, to byłoby ryzyko jakiejś szybkiej torpedy.
poza tym pomyśl sobie jakie miałbyś szansę (nawet po kilku latach regularnych treningów) z własną żoną, gdyby w nią wniknęły rzymskie boginie... Furie
Przećwiczone. Rzymskie Furie są bez szans. Owszem jeszcze rozumiem jakiś nóż kuchenny znienacka w brzuch czy garnek z wrzątkiem ale tak poza tym patrz wyżej o różnicy mas. Choć w tym przypadku to już 30 kg. 5 sekund i Furia jest obezwładniona i na łasce, i niełasce Marsa.... ![]()
Snake... pokrętnie rozumując, nie warto pochylać się ze współczuciem nad tymi 5% bitych mężczyzn, bo i tak statystycznie rzecz biorąc facet ma ~20 kg przewagi (prawa fizyki F=ma).
A co do "broni" kobiet - nóż? garnek z wrzątkiem? e, to chyba facet mógłby wymyślić, raczej odpicowałaby się w seksi fatałaszki, a potem znokautowałaby psychicznie: "no sex", ugotowałaby super obiad i wprowadziła zakaz zbliżania do kuchni, ... itp tak rozmiękczonego gościa, to chyba pokonałabym bez pomocy Furii ![]()
Przecież one jakiś kabaret w tym filmiku robią... Ale tak na serio, słabe to jest, bo one walczą nie z prawdziwym problemem ale z jakimś chochołem mentalnym, którego sobie ubzdurały. Według tego jak idzie ich rozumowanie wynika, że bicie żony jest powszechnym i kompletnie akceptowanym zjawiskiem. Dlatego przemocowcy tłuką za zamkniętymi drzwiami, a kiedy im się udowodni przestępstwo, to dostają wyrok za dokonanie czynu zakazanego
Ludzie, jasne, że patologia się zdarza- sama miałam takiego "miłego" eks męża- ale to nie znaczy, że każdy facet to potencjalny damski bokser. A minimalizowanie tego, że kobieta TEŻ MOŻE znęcać się nad mężczyzną (niekoniecznie fizycznie, ale takie przypadki też się zdarzają) jest już kuriozalne. Wychodzi na to, że panie zawsze są dobre, a panowie zawsze be.
To jest poziom polskiego feminizmu, potem takie panie są zdziwione, że partia kobiet w wyborach dostaje 1%.
Mówić o problemie na poważnie - źle. Robić z tego kabaret - źle. Zamknąć usta i udawać, że część społeczeństwa nie ma z czymś trudności - to jest wyjście? Te filmiki są robione na podstawie parafraz z poważnych wypowiedzi prawdziwych postawi w realnych programach. To jest poziom polskich polityków, dziennikarzy, "autorytetów".
Mówić o problemie na poważnie - źle. Robić z tego kabaret - źle.
Żeby to było na poważnie, to musi być zrobione w interesujący sposób. Żeby był kabaret, to musi być śmiesznie. A tu na płacz się zbiera. Typowo stereotypowe myślenie, 0 polotu i braki w tematach, na które panie nie wiem czy poważnie mówią, czy robią szyderę, bo to też trzeba umieć zrobić. Jak pokazały wybory 1% ludzi to jakoś trawi i przyswaja.
Monoceros napisał/a:Mówić o problemie na poważnie - źle. Robić z tego kabaret - źle.
Żeby to było na poważnie, to musi być zrobione w interesujący sposób. Żeby był kabaret, to musi być śmiesznie. A tu na płacz się zbiera.
... i co poryczałeś się? ![]()
Jeśli problem jest ważny, to należy mówić, do jednych trafi przez śmiech, a do innych na poważnie. Gorzej, gdy przekaz jest niezrozumiały, natomiast nie zgodzę się z tobą, że śmieszne jest wtedy, gdy wygłupiają się, robią miny, albo jak w amerykańskich serialach komediowych, gdy podkładają śmiech, by ludzie wiedzieli, kiedy się śmiać.
Monoceros słusznie zauważyła, że jest to trochę parodia naszych telewizyjnych mędrków, którzy potrafią głupoty gadać z poważnymi minami, albo wycina się za długą wypowiedź i puszcza się w TV zdania wyrwane z kontekstu.
Temat pół żartem - pół serio, bo nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać.
Ciekawe, czy wśród Netkobiet są zwolenniczki „tradycyjnego wychowywania” mężczyzn.
Czy bić mężczyzn i co w tym złego?
Z perspektywy kobiety, to zależy czy oddają
Czy śmiać się czy płakać? Śmiać ![]()
Monoceros napisał/a:Mówić o problemie na poważnie - źle. Robić z tego kabaret - źle.
Żeby to było na poważnie, to musi być zrobione w interesujący sposób. Żeby był kabaret, to musi być śmiesznie. A tu na płacz się zbiera. Typowo stereotypowe myślenie, 0 polotu i braki w tematach, na które panie nie wiem czy poważnie mówią, czy robią szyderę, bo to też trzeba umieć zrobić. Jak pokazały wybory 1% ludzi to jakoś trawi i przyswaja.
Jak Ci się chce płakać to płacz. Mnie te filmiki się podobają. Błyśnij i zrób coś lepszego.
To ja jeszcze dorzucę swoje trzy grosze o tych 5% - "700tys osób rocznie w Polsce pada ofiarą przemocy domowej i w tym aż 5% to są mężczyźni".
summerka88 napisał/a:wilczysko napisał/a:Przecież one sobie jaja robią
Nie, no co ty, Wilku
A widziałeś odcinek o viagrze?
Śledzę wszystkie odcinki
<żółwik>
Od całkiem niedawna oglądam sobie róże śmieszne filmiki na youtube.
Np. a propos naszej dyskusji o „polskich obozach” polecam
Fajny też jest odcinek o ZUSie ![]()
Te filmiki są robione na podstawie parafraz z poważnych wypowiedzi prawdziwych postawi w realnych programach. To jest poziom polskich polityków, dziennikarzy, "autorytetów".
Otóż to. Moim zdaniem tu zupełnie nie należy zagłębiać się w same słowa i doszukiwać przekazu płynącego z filmiku, bez względu na to w jaki prześmiewczy sposób został przedstawiony, a raczej skupić na tym, kto jest pierwowzorem tej parodii. I jeśli w ten sposób zadamy pytanie, to zdecydowanie śmiesznie nie jest.
Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Nie wiem, czy mnie to aż tak zajmuje, aż tak nie porusza.
Jest jeszcze jeden problem - dane feministek, które można nazwać trzecią prawdą ks. Tischnera. Feministki nie przejmują się badaniami naukowymi, tylko biorą policyjne statystyki i tam gdzie są im wygodne przyjmują za prawdę objawioną (właśnie przemoc domowa), a tam gdzie są im niewygodne - "poprawiają" (np. gwałty) i to całkowicie dowolnie.
Badanie naukowe wykazały zdecydowanie inny obraz przemocy domowej - przemocy wobec partnera/partnerki. Otóż stosuje ją 11% mężczyzn i 10% kobiet, czyli mniej więcej tyle samo. Z czego wynika różnica w policyjnych statystykach? Przyczyny są dwie:
1) Mężczyźni wstydzą się, że są OFIARAMI przemocy i nie zgłaszają tego - tym bardziej że takowe zgłoszenie zazwyczaj wywołuje wesołość policjantów czy prokuratorów.
2) Biologii - mężczyźni są silniejsi, więc pewnie rzadko zdarza się, żeby bijąca kobieta poważnie uszkodziła mężczyznę, a w drugą stronę dość często. Przy uszkodzeniach skutkujących L4 powyżej 7 dni prokuratura wkracza z automatu (np. po zawiadomieniu ze szpitala).
W przypadku przemocy wobec dzieci czytałem (ale już dość dawno) opracowanie, z którego wynikało, że głównymi sprawcami tej przemocy są właśnie kobiety, co zresztą wydaje się dość oczywiste, bo wciąż jeszcze znaczenie ma model: mężczyzna pracuje, kobieta zajmuje się dziećmi i domem.
1975 napisał/a:Zaczynając od początku dyskusji - jeśli problem dotyczy 5% mężczyzn, to znaczy, że reszta 95% to kobiety, dzieci i zwierzęta doznające bicia. OK, może jest to jakiś problem dla tych 5%, ale czy jest to problem dla tych (~95%) facetów, którzy znęcają się nad kobietami i dziećmi?
Nie wiem, czy mnie to aż tak zajmuje, aż tak nie porusza.Jest jeszcze jeden problem - dane feministek, które można nazwać trzecią prawdą ks. Tischnera. Feministki nie przejmują się badaniami naukowymi, tylko biorą policyjne statystyki i tam gdzie są im wygodne przyjmują za prawdę objawioną (właśnie przemoc domowa), a tam gdzie są im niewygodne - "poprawiają" (np. gwałty) i to całkowicie dowolnie.
Badanie naukowe wykazały zdecydowanie inny obraz przemocy domowej - przemocy wobec partnera/partnerki. Otóż stosuje ją 11% mężczyzn i 10% kobiet, czyli mniej więcej tyle samo. Z czego wynika różnica w policyjnych statystykach? Przyczyny są dwie:
1) Mężczyźni wstydzą się, że są OFIARAMI przemocy i nie zgłaszają tego - tym bardziej że takowe zgłoszenie zazwyczaj wywołuje wesołość policjantów czy prokuratorów.
2) Biologii - mężczyźni są silniejsi, więc pewnie rzadko zdarza się, żeby bijąca kobieta poważnie uszkodziła mężczyznę, a w drugą stronę dość często. Przy uszkodzeniach skutkujących L4 powyżej 7 dni prokuratura wkracza z automatu (np. po zawiadomieniu ze szpitala).W przypadku przemocy wobec dzieci czytałem (ale już dość dawno) opracowanie, z którego wynikało, że głównymi sprawcami tej przemocy są właśnie kobiety, co zresztą wydaje się dość oczywiste, bo wciąż jeszcze znaczenie ma model: mężczyzna pracuje, kobieta zajmuje się dziećmi i domem.
Proszę o źródło tych badań naukowych. Chętnie poczytam.
W przypadku przemocy wobec dzieci czytałem (ale już dość dawno) opracowanie, z którego wynikało, że głównymi sprawcami tej przemocy są właśnie kobiety, co zresztą wydaje się dość oczywiste, bo wciąż jeszcze znaczenie ma model: mężczyzna pracuje, kobieta zajmuje się dziećmi i domem.
Ile razy dostałem w dupę od swojej mamy, to nawet nie jestem w stanie policzyć. Od ojca tylko w przypadkach, gdy mama już wymiękała ![]()
EeeTam napisał/a:W przypadku przemocy wobec dzieci czytałem (ale już dość dawno) opracowanie, z którego wynikało, że głównymi sprawcami tej przemocy są właśnie kobiety, co zresztą wydaje się dość oczywiste, bo wciąż jeszcze znaczenie ma model: mężczyzna pracuje, kobieta zajmuje się dziećmi i domem.
Ile razy dostałem w dupę od swojej mamy, to nawet nie jestem w stanie policzyć. Od ojca tylko w przypadkach, gdy mama już wymiękała
Moja babcia miała 30 lat kiedy jej mąż, a mój dziadek zmarł. Została młodą wdówką z 3 synami. Tata z rozrzewnieniem zawsze wspominał ulubioną metodę wychowawczą babci jakim był kabel. Używała go z zamiłowaniem ![]()
Tata z rozrzewnieniem zawsze wspominał ulubioną metodę wychowawczą babci jakim był kabel. Używała go z zamiłowaniem
I znała się na rzeczy
Zwykły pasek w damskiej ręce nie ma takiej siły oddziaływania. Dlatego mnie żadne "babskie" lanie nie wryło się specjalnie w pamięć. Za to jak mi kiedyś ojciec wlał skakanką po tym jak matka nie dała już rady, to ponad tydzień chyłkiem się przebierałem na w-f. Takie miałem siniaki na całej tylnej połowie ciała. Co męska ręka, to jednak męska ![]()
Co męska ręka, to jednak męska
Kiedyś to było... Nie to co teraz, jakieś tam bezstresowe wychowanie ![]()
Teraz to jest lelum polelum ![]()
Co za pytanie, oczywiście bić i patrzeć czy równo puchnie ![]()
Tu widzę balin bardzo krytyczny jesteś wobec 'Przy kawie o sprawie' - najśmieszniejsze jest, że one cytują wypowiedzi, które padają ze strony polityków, księży i innych facetów pod adresem kobiet. I co - nieśmieszne?
Proszę o źródło tych badań naukowych. Chętnie poczytam.
Było wiele takich badań, np. CBOS z 2012 roku. Gdzieś w necie powinien być pdf, a w skrócie masz na WP artykuł "Przemoc wobec mężczyzn. Doświadcza jej co dziesiąty", albo w NaTemat "Jak nękają nas kobiety. 20 proc. mężczyzn pada ofiarą przemocy psychicznej". Co ciekawe, o ile przemoc wobec kobiet potępia 84% Polaków, o tyle przemoc wobec mężczyzn zaledwie 56%.
Co do przemocy wobec dzieci, to wyniki badań bywają drastycznie różne. Być może wynika to z tego, że niektórych działań przemocowych kobiet otoczenie nie odbiera jako przemocy (ot tam, strzał w tyłek - przecież to nie przemoc). Natomiast co jest ciekawe - 5% matek w Polsce jest sprawczyniami przemocy seksualnej wobec dzieci (Raport z badania TNS OBOP dla Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej 2008).
EeeTam napisał/a:W przypadku przemocy wobec dzieci czytałem (ale już dość dawno) opracowanie, z którego wynikało, że głównymi sprawcami tej przemocy są właśnie kobiety, co zresztą wydaje się dość oczywiste, bo wciąż jeszcze znaczenie ma model: mężczyzna pracuje, kobieta zajmuje się dziećmi i domem.
Ile razy dostałem w dupę od swojej mamy, to nawet nie jestem w stanie policzyć. Od ojca tylko w przypadkach, gdy mama już wymiękała
Uważasz, że bicie to dobra metoda wychowawcza? Kontynuujesz tradycję przemocy jako środka, który najlepiej przemawia do rozumu (bo chyba taka ma być moc sprawcza bicia) wobec własnych dzieci?
Uważasz, że bicie to dobra metoda wychowawcza? Kontynuujesz tradycję przemocy jako środka, który najlepiej przemawia do rozumu (bo chyba taka ma być moc sprawcza bicia) wobec własnych dzieci?
Ha, ha lanie w wykonaniu mamy było nieskuteczną metodą wychowawczą. Miałem je wkalkulowane w ryzyko. Lanie w wykonaniu ojca było bardzo skuteczną metodą wychowawczą
Nie przypominam sobie żebyśmy z braćmi odwalili później jeszcze taką manianę jak wtedy, gdy oberwałem skakanką. Znaczy przez tyłek do głowy dotarło
Zresztą mogłem się cieszyć, bo dziadek synów prał kijem jak zasłużyli. A co drugiej części twojego pytania. Tak się składa, że z psychologami, pedagogami itp. odbyłem przez lata wiele rozmów. Najciekawsze było jak mi mówili "na ucho" - tylko niech się pan nie da sterroryzować tym od nowoczesnego wychowania. Bywają sytuacje, że nie idzie inaczej i dziecko w dupę dostanie. Niech pan nie da sobie wmówić, że dziecko przez to przestanie pana kochać.
summerka88 napisał/a:Uważasz, że bicie to dobra metoda wychowawcza? Kontynuujesz tradycję przemocy jako środka, który najlepiej przemawia do rozumu (bo chyba taka ma być moc sprawcza bicia) wobec własnych dzieci?
Ha, ha lanie w wykonaniu mamy było nieskuteczną metodą wychowawczą. Miałem je wkalkulowane w ryzyko. Lanie w wykonaniu ojca było bardzo skuteczną metodą wychowawczą
Nie przypominam sobie żebyśmy z braćmi odwalili później jeszcze taką manianę jak wtedy, gdy oberwałem skakanką. Znaczy przez tyłek do głowy dotarło
Zresztą mogłem się cieszyć, bo dziadek synów prał kijem jak zasłużyli. A co drugiej części twojego pytania. Tak się składa, że z psychologami, pedagogami itp. odbyłem przez lata wiele rozmów. Najciekawsze było jak mi mówili "na ucho" - tylko niech się pan nie da sterroryzować tym od nowoczesnego wychowania. Bywają sytuacje, że nie idzie inaczej i dziecko w dupę dostanie. Niech pan nie da sobie wmówić, że dziecko przez to przestanie pana kochać.
Przykro się to czyta. Chociaż nie odpowiedziałeś wprost na moje pytanie, to już chyba nie potrzebuję i nie chcę znać odpowiedzi. Poraża mnie to jakich pseudo-pedagogów i pseudo-psychologów spotkałeś na swej drodze, skoro aprobują oni bicie jako skuteczny środek wychowawczy.
Mam swoje doświadczenie i też pamiętam jak się wstydziłam ćwiczyć na w-f, bo miałam pręgi na udach po pasku. Dostałam manto, bo mimo, że byłam chora to poszłam z koleżankami bawić się na podwórko. Miałam wtedy 8-9 lat. Niczego mnie to nie nauczyło, oprócz tego, że utrwaliło we mnie przekonanie, że nie jestem kochana. Może byłoby nieco inaczej, gdyby bicie połączone było z jakimś komentarzem typu „martwiliśmy się o ciebie, nie chcemy, żeby ze zwykłego przeziębienia rozwinęła się gorsza choroba, itp”
Nie widzę sensu w przemawiania do rozumu poprzez upokarzające bicie lub jakąkolwiek inną przemoc. Zamiast tego, lepiej wyrabiać właściwe ścieżki myślenia i działania, modelując odpowiednie zachowania, pokazując użyteczne rozwiązania tam, gdzie są potrzebne, uczyć koncentrowania się na ochronie siebie, zadaniach, celu działania, itd. itp.
szakisz napisał/a:Tata z rozrzewnieniem zawsze wspominał ulubioną metodę wychowawczą babci jakim był kabel. Używała go z zamiłowaniem
I znała się na rzeczy
Zwykły pasek w damskiej ręce nie ma takiej siły oddziaływania. Dlatego mnie żadne "babskie" lanie nie wryło się specjalnie w pamięć. Za to jak mi kiedyś ojciec wlał skakanką po tym jak matka nie dała już rady, to ponad tydzień chyłkiem się przebierałem na w-f. Takie miałem siniaki na całej tylnej połowie ciała. Co męska ręka, to jednak męska
Widzisz, jak łatwo się pomylić...
Pamiętam taką sytuację z mojego dzieciństwa, kiedy moja matka wku**ła sie o cos na mojego brata. Miał wtedy jakies 15-16 lat, czyli ja jakies 5. Nie pamietam powodu, pewnie zrobił coś głupiego, ale nic nadzwyczajnie głupiego, bo raczej nie sprawiał większych kłopotów.
Tamtego dnia matka miała do niego pretensje o cos a on zaczął coś jej odpyskiwać na temat ojca (mojego, jego ojczyma) w rezultacie wywiązała się miedzy nimi kłótnia i w koncu czymś jej skutecznie dowalił. Moja matka rozwścieczona zaczęła go wtedy tłuc ręką, ale oczywiscie na 15-letniego chlopaka to niewiele działało i znów jej coś odpysknął. Wtedy odwróciła się i złapała pierwsze, co jej wpadło w rękę - trafiła na kabel od żelazka. Pewnie pamietasz jak kiedyś wyglądały kable do żelazek, prodiżow, z takią porcelanową końcówką.
Pamietam jak zaczęła tłuc tym kablem mojego brata. To już nie był klaps, nie było lanie, tylko jakiś napad szału. Pamiętam jak siedział skulony w kącie przy szafie, a ona go lała raz po razie gdzie się jej trafiło. Mój brat, 15-letni chlopak, juz nawet nie płakał, tylko kwiczał z bólu. Miał dużo szczęścia, że stał obok tej szafy...
Miałam wtedy 5 lat.
Do dziś widok takiego kabla kojarzy mi się z tamtym zdarzeniem.
Pamiętam, jak przez długi czas bałam się, że kiedyś zrobi to mnie.
Nigdy potem się to nie powtórzyło, ale ten jeden raz posunęła się za daleko.
Dużo, dużo za daleko...
Przykro się to czyta. Chociaż nie odpowiedziałeś wprost na moje pytanie, to już chyba nie potrzebuję i nie chcę znać odpowiedzi. Poraża mnie to jakich pseudo-pedagogów i pseudo-psychologów spotkałeś na swej drodze, skoro aprobują oni bicie jako skuteczny środek wychowawczy.
.
Nikt normalny dzis nie propaguje przemocy, tym bardziej osoby wyksztalcone w tym temacie. Moim zdaniem konfabulacja.
. Niech pan nie da sobie wmówić, że dziecko przez to przestanie pana kochać.
Bylem bity i jestem z tego dumny?
Ja myślę, że ten cały wpływ "lania" zależy od bardzo wielu czynników i tu tak naprawdę nie ma jakiejś "złotej zasady". Owszem bicie jest złe. Owszem bicie jest wyrazem bezsilności, albo głupoty, bo jedni nie potrafią już po prostu inaczej argumentować swoje racje, a innym się po prostu nie chce, bo najłatwiej jest przywalić. Są rodziny w których atmosfera i emocje są na tyle dobre, że nawet jak matka da dziecku tego klapsa to tragedii nie ma. Ale jest wiele rodzin w których panuje emocjonalna "lodówka" i to bicie jest takim zwieńczeniem gównianej sytuacji, która jest i która po prostu musi mieć negatywny wpływ na dziecko, młodego człowieka. Trochę się dziwię Snake'owi, że z takim rozrzewnieniem wspomina to bicie, bo z tego co czytałem w innym poście to relacje rodzicielskie miał niespecjalnie dobre. Chyba, że coś pomyliłem. Nauczyło go coś to bicie ? Wątpię. Też byłem bity. Zmiotką. Nawet pamiętam rytuał, że musiałem się sam najpierw położyć plackiem na przedpokoju, a matka brała zmiotkę i waliła mocno. No i co mi to dało ? Lepszy jestem z tego powodu ? Nigdy nie uderzyłem syna. Nigdy nie uderzyłem żony. Chociaż przyznaję, że jeśli chodzi o syna to naprawdę odczuwałem już nieraz tą bezsilną złość, która może przywoływać chęć, żeby przywalić.
Mam swoje doświadczenie i też pamiętam jak się wstydziłam ćwiczyć na w-f, bo miałam pręgi na udach po pasku. Dostałam manto, bo mimo, że byłam chora to poszłam z koleżankami bawić się na podwórko. Miałam wtedy 8-9 lat. Niczego mnie to nie nauczyło, oprócz tego, że utrwaliło we mnie przekonanie, że nie jestem kochana. Może byłoby nieco inaczej, gdyby bicie połączone było z jakimś komentarzem typu „martwiliśmy się o ciebie, nie chcemy, żeby ze zwykłego przeziębienia rozwinęła się gorsza choroba, itp”
Widać twoje przekonanie o braku miłości wynikało z czego innego skoro lanie je tylko utrwalało. Ja się czułem kochany przez rodziców, nigdy nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. A wtedy oberwałem mając już lat pewnie 14-15. Biłem się z bratem i to tak, że i mama oberwała kiedy próbowała nas rozdzielić. Zresztą teoretycznie biliśmy się po cichu, bo w dupę dostawaliśmy tylko za bójki i kłamstwa. Za nic innego nigdy nie oberwałem. No ale wtedy to już nie było cicho, skoro mama to usłyszała z drugiego końca mieszkania. Pewnie "przestawiliśmy" sobą parę mebli. Przerażona pobiegła po ojca, a ten złapał pierwsze co było po ręką i lał nas jak wściekłe psy żeby nas rozdzielić. Nie dostaliśmy od niego za to, że biliśmy się między sobą ale za to, że któryś uderzył matkę. Nieważne, że niechcący ale ręki na rodziciela się nie podnosi. Ojciec jaki tam był ale nigdy swojej żonie nie dał zrobić krzywdy. Była jeszcze jedna kiedyś sytuacja kiedy mama była chora, a wtedy była moda na Kaszpirowskiego. Trwał ten jego seans, a my się wygłupialiśmy. To drugi raz w życiu kiedy widziałem ojca tak wściekłego. Mało nas tam w ściany nie powbijał
Potem sprawdzając czy mam wszystkie członki pomyślałem sobie - ja pie........, ojciec to chyba musi strasznie kochać matkę.
Nie widzę sensu w przemawiania do rozumu poprzez upokarzające bicie lub jakąkolwiek inną przemoc. Zamiast tego, lepiej wyrabiać właściwe ścieżki myślenia i działania, modelując odpowiednie zachowania, pokazując użyteczne rozwiązania tam, gdzie są potrzebne, uczyć koncentrowania się na ochronie siebie, zadaniach, celu działania, itd. itp.
Słusznie i naukowo.
Trochę się dziwię Snake'owi, że z takim rozrzewnieniem wspomina to bicie, bo z tego co czytałem w innym poście to relacje rodzicielskie miał niespecjalnie dobre. Chyba, że coś pomyliłem. Nauczyło go coś to bicie ? Wątpię.
Nie pamiętam
może coś o jakichś aspektach dzieciństwa mniej różowo się wypowiadałem. Natomiast tak całościowo, to miałem bardzo dobre dzieciństwo. Rodzice cały czas zapewniali mi poczucie bezpieczeństwa. Jasne, że miałem do nich różne małe pretensje. Do dziś pamiętam jak w czasie wyjazdu do drugich dziadków mama nie chciała nam kupić jakiejś badziewnej zabawki w kiosku. Straszliwa trauma normalnie i pamiętam to zdarzenie do dziś. Stąd sam będąc rodzicem mam to na uwadze jak leżę na plaży, a dziecko przybiega i jęczy żeby mu kopsnąć parę groszy na jakiś badziewny pistolet na wodę, który rzuci w kąt po dwóch dniach.
summerka88 napisał/a:Mam swoje doświadczenie i też pamiętam jak się wstydziłam ćwiczyć na w-f, bo miałam pręgi na udach po pasku. Dostałam manto, bo mimo, że byłam chora to poszłam z koleżankami bawić się na podwórko. Miałam wtedy 8-9 lat. Niczego mnie to nie nauczyło, oprócz tego, że utrwaliło we mnie przekonanie, że nie jestem kochana. Może byłoby nieco inaczej, gdyby bicie połączone było z jakimś komentarzem typu „martwiliśmy się o ciebie, nie chcemy, żeby ze zwykłego przeziębienia rozwinęła się gorsza choroba, itp”
Widać twoje przekonanie o braku miłości wynikało z czego innego skoro lanie je tylko utrwalało. Ja się czułem kochany przez rodziców, nigdy nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. A wtedy oberwałem mając już lat pewnie 14-15. Biłem się z bratem i to tak, że i mama oberwała kiedy próbowała nas rozdzielić. Zresztą teoretycznie biliśmy się po cichu, bo w dupę dostawaliśmy tylko za bójki i kłamstwa. Za nic innego nigdy nie oberwałem. No ale wtedy to już nie było cicho, skoro mama to usłyszała z drugiego końca mieszkania. Pewnie "przestawiliśmy" sobą parę mebli. Przerażona pobiegła po ojca, a ten złapał pierwsze co było po ręką i lał nas jak wściekłe psy żeby nas rozdzielić. Nie dostaliśmy od niego za to, że biliśmy się między sobą ale za to, że któryś uderzył matkę. Nieważne, że niechcący ale ręki na rodziciela się nie podnosi. Ojciec jaki tam był ale nigdy swojej żonie nie dał zrobić krzywdy. Była jeszcze jedna kiedyś sytuacja kiedy mama była chora, a wtedy była moda na Kaszpirowskiego. Trwał ten jego seans, a my się wygłupialiśmy. To drugi raz w życiu kiedy widziałem ojca tak wściekłego. Mało nas tam w ściany nie powbijał
Potem sprawdzając czy mam wszystkie członki pomyślałem sobie - ja pie........, ojciec to chyba musi strasznie kochać matkę.
Trochę piszę o byciu niekochanym dzieckiem z dzisiejszej perspektywy. Nie pamiętam przecież dokładnie tamtych odczuć i myśli. Różni nas w podejściu do razów obrywanych od rodziców to, że ty uważasz, że sobie na nie zasłużyłeś, a ja nie.
Chociaż naprawdę smutno się czyta, że oberwałeś za przypadkowe, bo przecież nie intencjonalne uderzenie mamy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój mąż pierze naszego syna, bo mnie przypadkowo uderzył. Podobnie z wyladowywaniem złości na dzieciach, bo przeszkadzają oglądnąć ulubiony program w TV. To nie lepiej pogadać?
summerka88 napisał/a:Nie widzę sensu w przemawiania do rozumu poprzez upokarzające bicie lub jakąkolwiek inną przemoc. Zamiast tego, lepiej wyrabiać właściwe ścieżki myślenia i działania, modelując odpowiednie zachowania, pokazując użyteczne rozwiązania tam, gdzie są potrzebne, uczyć koncentrowania się na ochronie siebie, zadaniach, celu działania, itd. itp.
Słusznie i naukowo.
wg mnie słusznie już wystarczy, ale cieszę się, że „nauka” utwierdza mnie w moich przekonaniach co do prawidłowości stosowanych metod wychowawczych ![]()
Różni nas w podejściu do razów obrywanych od rodziców to, że ty uważasz, że sobie na nie zasłużyłeś, a ja nie.
Mnie nie chodzi o to czy sobie zasłużyłem czy nie. Nie traktowałem tego po prostu jako specjalnie dolegliwe. Dziesięć razy bardziej wolałem dostać w dupę niż godzinę słuchać jak mama "umoralnia". To zresztą też bardzo dobrze zapamiętałem na przyszłość do stosowania kiedy sam będę duży
Dlatego byłem bardzo niepocieszony, że nie dostaję w dupę za złe oceny. Och ile by to uprościło. Niestety w sprawie ocen musiałem się nasłuchać.
Stąd nie uważam, że lanie dziecka jest skuteczną metodą wychowawczą. Natomiast nie demonizuję tego, że raz na jakiś czas z jakiegoś powodu dziecko w dupę dostanie. Mój ojciec nazywał to porażką pedagogiczną
czyli on też taką świadomość miał.
Chociaż naprawdę smutno się czyta, że oberwałeś za przypadkowe, bo przecież nie intencjonalne uderzenie mamy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój mąż pierze naszego syna, bo mnie przypadkowo uderzył. Podobnie z wyladowywaniem złości na dzieciach, bo przeszkadzają oglądnąć ulubiony program w TV. To nie lepiej pogadać?
Nie wiem czy kiedyś widziałaś jak biją się naprawdę nastoletni chłopcy? Myśmy się wtedy prawie pozabijali, a biliśmy się całe dzieciństwo. Od tamtej chwili już nigdy. Bo to nie chodzi, że ja głównie dostałem. Ja zacisnąłem zęby jak zwykle i przebolałem. Odtąd musiałem jednak brać pod uwagę, że to brat mógł tak dostać, a mimo wszystko nie chciałem tego. Więc już nigdy więcej go nie uderzyłem. Ze trzy lata później poszliśmy ramię w ramię lać na ulicy innych
Była niezła zadyma na ulicy, potem nadciągnęła ciężka kawaleria w postaci mojego ojca i ile ja się musiałem namęczyć żeby go zawrócić z pola bitwy. Pozabijał by ich wszystkich, zresztą od razu i tak pouciekali
Ja mu mówię - tato ale już po wszystkim! A on mi na to - XXXX, nie pie......., tylko pokaż kogo mam bić! Siedzieliśmy potem w kuchni, brat okładał rozbity nos, ja ścierałem z twarzy czyjąś krew. Mama lamentował, ojciec narzekał, że trzeba było mu pokazać, drugi brat wrócił od dziewczyny i klął, że taka zadyma go ominęła. Ach, to była prawdziwie bratersko-ojcowska chwila solidarności.
Mnie nie chodzi o to czy sobie zasłużyłem czy nie. Nie traktowałem tego po prostu jako specjalnie dolegliwe. Dziesięć razy bardziej wolałem dostać w dupę niż godzinę słuchać jak mama "umoralnia". To zresztą też bardzo dobrze zapamiętałem na przyszłość do stosowania kiedy sam będę duży
Dlatego byłem bardzo niepocieszony, że nie dostaję w dupę za złe oceny. Och ile by to uprościło. Niestety w sprawie ocen musiałem się nasłuchać.
Stąd nie uważam, że lanie dziecka jest skuteczną metodą wychowawczą. Natomiast nie demonizuję tego, że raz na jakiś czas z jakiegoś powodu dziecko w dupę dostanie. Mój ojciec nazywał to porażką pedagogicznączyli on też taką świadomość miał.
Znalazłam w opracowaniu fundacj „Dzieci Niczyje”:
”Nie każde stosowanie przemocy wobec dzieci ma równie destrukcyjny wpływ na jego charakter. Ustalono, że ludzie, którzy byli karani fizycznie, ale jednocześnie rodzice odbywali z nimi rozmowy wychowawcze są mniej skłonni do dziedziczenia wzorów prze- mocy. To samo dotyczy sytuacji, gdy dziecko obok kar fizycznych doświadcza jednak mi- łości i wsparcia emocjonalnego ze strony ro- dziców. Fakty stosowania przemocy są wtedy często interpretowane jako negatywne wy- jątki, nie zaś normalny sposób postępowania.
Nie wiem czy kiedyś widziałaś jak biją się naprawdę nastoletni chłopcy? Myśmy się wtedy prawie pozabijali, a biliśmy się całe dzieciństwo. Od tamtej chwili już nigdy. Bo to nie chodzi, że ja głównie dostałem. Ja zacisnąłem zęby jak zwykle i przebolałem. Odtąd musiałem jednak brać pod uwagę, że to brat mógł tak dostać, a mimo wszystko nie chciałem tego. Więc już nigdy więcej go nie uderzyłem. Ze trzy lata później poszliśmy ramię w ramię lać na ulicy innych
Była niezła zadyma na ulicy, potem nadciągnęła ciężka kawaleria w postaci mojego ojca i ile ja się musiałem namęczyć żeby go zawrócić z pola bitwy. Pozabijał by ich wszystkich, zresztą od razu i tak pouciekali
Ja mu mówię - tato ale już po wszystkim! A on mi na to - XXXX, nie pie......., tylko pokaż kogo mam bić! Siedzieliśmy potem w kuchni, brat okładał rozbity nos, ja ścierałem z twarzy czyjąś krew. Mama lamentował, ojciec narzekał, że trzeba było mu pokazać, drugi brat wrócił od dziewczyny i klął, że taka zadyma go ominęła. Ach, to była prawdziwie bratersko-ojcowska chwila solidarności.
Nie miałam okazji oglądać walk nastoletnich chłopców. Mam tylko jednego brata i z nim trzymałam sztamę - w sumie to pewnie dzięki niemu jestem dziś w miarę „normalna”, tylko jemu zależało na mnie bezwarunkowo ![]()
I całe szczęście, że nie miałam okazji oglądać takich walk, bo jak czytam twoje opisy, to - chociaż rozumiem twoje poczucie zjednoczenia i wspólnego celu - jednak nie pałam chęcią obserwowania podobnych zajść na własne oczy ![]()
No widzisz, a ja w nagrodę dostałem dwóch synów i mam teraz coś podobnego. Na szczęście różnica wieku jest lepsza.
No widzisz, a ja w nagrodę dostałem dwóch synów i mam teraz coś podobnego. Na szczęście różnica wieku jest lepsza.
Hahaha
czyli teraz ty musisz rozdzielać i uważać, żeby nie oberwać w ferworze walki? ![]()
Co oznacza „lepsza różnica wieku”? Chicałabym mieć więcej dzieci a płci nie można sobie póki co jeszcze wybrać, więc zbieram doświadczenia ![]()
Siedzieliśmy potem w kuchni, brat okładał rozbity nos, ja ścierałem z twarzy czyjąś krew. Mama lamentował, ojciec narzekał, że trzeba było mu pokazać, drugi brat wrócił od dziewczyny i klął, że taka zadyma go ominęła. Ach, to była prawdziwie bratersko-ojcowska chwila solidarności.
Jest moc ![]()
Hahaha
czyli teraz ty musisz rozdzielać i uważać, żeby nie oberwać w ferworze walki?
Jeszcze daję radę obu na raz ogarnąć;)
Co oznacza „lepsza różnica wieku”? Chicałabym mieć więcej dzieci a płci nie można sobie póki co jeszcze wybrać, więc zbieram doświadczenia
6 - 7 lat różnicy jest pod tym względem w sam raz. Dysproporcja sił na tyle duża, że młodsze nie ma złudzeń kto wygra, a starszemu już bardziej głupio lać. Ja byłem środkowy mając w obie strony różnicy ok. 3 lat i musiałem się ciągle lać albo z młodszym, albo ze starszym. O dziwo moje dzieci tak się już nie leją więc może to zgodnie z tą zasadą.
Dzięki Snake ![]()
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy bić mężczyzn?
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024