Witam, tak pokrótce mam problem bo mój mąż wmawia mi, że nie jestem zrównoważona psychicznie. Osobiście też tak uważam i tu powstaje zasadniczy problem ponieważ mój mąż uważa, że nie ma z tym nic wspólnego, a ja odwrotnie uważam, że to on jest przyczyną mojego stanu psychicznego. 25 lat mego życia poświęciłam by moja rodzina funkcjonowała w miarę normalnie tj. harowałam i spełniałam zachcianki wszystkich, co prawda pomysłodawcą był mój mąż a ja jedynie wykonawcą wszystkiego co wymyślił. Jednak jego zachowanie znacznie odbiegało od przyjętych norm i bardzo źle mnie traktował, były to wyzwiska , bicie, wyrzucanie z z domu itp.w zależności od tego co mu przyszło do głowy. Całe życie poświęciłam na realizację jego zamierzeń. Dziś jestem nikim nie mam nawet własnego CV a on twierdzi że jestem nienormalna - wyrzucał mnie z domu, robił awantury o nic, wykorzystywał mnie do wszystkiego, zabrał mi podstępnie mieszkanie. Teraz kiedy nie mam już siły i nie chcę mu dłużej pomagać bo czuję się wykorzystywana on twierdzi że zwariowałam - jak to jest waszym zdaniem? kto ma problem on czy ja ?
oboje macie problemu.. on z psychiką a Ty z nim... co odbija się na Twojej psychice..
Ja bym uciekała od niego.. nie jest Ciebie wart..
A do psychologa owszem powinnaś iść.. bo jeśli nie umiesz radzić sobie z przeszłością.. pomoc z zewnątrz się przyda
Szkoda, że założyłaś nowy wątek. Myślę, że znając Twą historię łatwiej byłoby odpowiedzieć na Twój obecny problem.