Hej! Pisałam już w jednym wątku o moich studiach - jestem na medycynie, na 1. roku, ale zastanawiałam się nad zmianą kierunku. Pierwszą sesję udało mi się zdać w 1. terminie - uwierzyłam w siebie, ale znów jestem kłębkiem nerwów. Piszę "znów", bo tak samo miałam w październiku, krótko po przyjeździe do nowego miasta, które leży ponad 300 km od mojego miasta rodzinnego. Po sesji spędziłam ponad tydzień z moim chłopakiem, teraz trudno mi się przyzwyczaić do myśli, że zobaczę go dopiero za miesiąc.
Nie wiem, co się ze mną dzieje, w przyszłym tygodniu mam 2 kolokwia, a ja nie mogę się na niczym skupić, prawie cały czas płaczę albo śpię. Inaczej by było, gdybym studiowała inny kierunek - miałabym chociaż możliwość wrócić do domu co weekend lub co 2, więcej czasu na rozmowy z Nim. Dodatkowo jeszcze przytłacza mnie fakt, że to wszystko będzie trwać 6 lat... Zawsze byłam dobrą uczennicą, świadectwa z paskiem, przeważnie same czówrki, piątki i szóstki. Na medycynę dostałam się za 1. razem. Ale powoli czuję, że sobie nie radzę z tym wszystkim, stres, odległość, ciągła myśl czy mój związek przetrwa. Wiadomo, mówi się: "jak kocha to poczeka", ale mój chłopak nie studiuje, ma o wiele więcej czasu ode mnie, przez 6 ciężko mu będzie na pewno utrzymać taki związek na odległość. Niestety, nie ma możliwości, żeby się przeprowadził, może dopiero by się udało za 3 lata, jak nie później. Dodam, że jest bardzo towarzyski, męczą go pewnie takie samotne wieczory w domu.
Zastanawiam się, czy nie przenieść się na inny kierunek, bliżej domu, na którym będę mieć normalne życie, bo może sama nauka by mnie nie przytaczała, gdyby nie nałożyły się dodatkowe sprawy, o których napisałam. Problem tylko, że nie wiem, na co bym się mogła zdecydować i czy nie popełnię błędu. Ktoś może pomyśleć, że przecież głupotą jest rezygnować ze studiów dla chłopaka, bo kiedyś coś się może popsuć i tak czy tak nie będziemy razem. Ale jak się jest z kimś, nie myśli się o tym, że kiedyś może dojść do rozstania, lecz o tym, żeby być jak najbliżej tej osoby.
Proszę, napiszcie mi jak Wy to widzicie, bo ja już nie potrafię teraz racjonalnie myśleć, czuję, jakbym popadała powoli w depresję.
W jakim mieście studiujesz?
Gdybym była na Twoim miejscu na pewno bym nie zmieniała studiów, ze względów na chłopaka. Jeżeli interesuje Cię to, czego się tam uczysz nie warto... Mogłabym napisać, że po pierwszym roku będzie lżej, jednak chyba nie na tym kierunku
ale na pewno się przyzwyczaisz do obecnego reżimu nauki i odległości.
Myślę też, że byłoby Ci łatwiej, gdybyś miała jakąś przyjaciółkę na miejscu, która podtrzymywała by Cię na duchu w tych trudnych chwilach.
Pomyśl, że wszystko co teraz robisz, zaprocentuje w przyszłości, więc inwestuj w siebie jak najwięcej.
Boję się tylko, że te 6 lat mnie wykończy, jeśli tak będzie jak teraz, na razie nie umiem tego zmienić.
Co do przyjaciółki - co prawda nie mam tu nikogo ze starych znajomych (studiuję w Katowicach), ale zawsze mogę do jednej z nich zadzwonić, czy też porozmawiać z mamą, czasem z tatą o tym. Każdy mi mówi, że mam nie robić nic na siłę, spróbować, ale się nie męczyć. A ja w tym momencie czuję się jak leń - tyle nauki, a ja nie mam siły za cokolwiek się zabrać, musiałabym chyba odpocząć, ale przecież wolnego sobie nie wezmę.
Mam to samo jeśli chodzi o checi....jestem równiez na 1 roku studiów jednak inny kierunek mam doć tego wszystkiego stresuje sie do takiego stopnia że mam problemy ze zdrowiem...co do chłopaka też mam do niego daleko i nawet mam teraz mysli że ten związek nie przetrwa i jestem tym wszystkim wyczerpana
Tak więc w pewnym sensie wiem co czujesz....nie mam pojęcia co Ci poradzić bo sama sobie nie radze ale wiedz że nie jesteś jedyna w podobnej sytuacji.
A i co do mojego chłopaka widujemy się tak co 3 miesiące
Kyaa, co studiujesz? Długo już jesteś ze swoim chłopakiem? Rozmawiacie ze sobą codziennie?
Ochrone srodowisa i czuje że jest to kompletna pomłka,dlaczego? bo mam mózg humanistki ale jak narazie zaliczyłam wszystko została mi tylko sesja z chemi...Znamy sie 3 lata prawie, jestesmy ze soba prawie 2.Tak codziennie jednak czuje że sie od siebie oddalamy potrafimy sie kłócic 4 jak nie 5 dni w tygodniu a ja juz na to nie mam siły a co gorsza że ja go kocham.I nie wiem kompletnie co robić
U mnie co prawda nie ma kłótni, ale im radziej ze sobą rozmawiamy, np. na skypie czy przez telefon, tym bardziej rozmowa staje się "sztywna", jakbym rozmawiała czasem z obcą osobą.
Ja co prawda odnazłabym się na tych studiach, gdyby nie ta odległość i dodatkowo stres - jeden większy z powodu wypadku mojego taty przeszłam w liceum, niecałe pół roku później odbiło się to na moim zdrowiu, z czym borykam się jeszcze do dziś. Nie wiem tylko, czy odnajdę się na innych studiach, mam cały czas mętlik w głowie, a to męczy.
A nie myśłałaś zacząć od nowego roku jakiś kierunek bardziej humanistyczny? Może znalazłabyś coś bliżej swojego chłopaka.
Co do skypa mam to samo jednak prawdziwa rozmowę nic nie zastąpi...
Studia nie są najgorsze nie mam ochoty przenosić sie i zaczynać od nowa.Wiesz oboje chcemy zamieszkać w mieście gdzie mam szkołę jednak no cóz teraz wyglada jak byśmy mieli się rozstać;\
A wy czemu nie zamieszkacie razem?czemu nie da rady?
Chce dostać się do jednej szkoły w Krakowie, nie ma zbyt dużych szans, żeby się dostać, ale cały czas próbuje.
Zawsze, gdy zaczynaliśmy temat o przeprowadzce, mówił, że musiałby tam pracę znaleźć, coś taniego do wynajęcia, trochę jakby nie miał ochoty zamieszkać tam gdzie ja...
10 2012-02-18 19:42:54 Ostatnio edytowany przez Kyaa (2012-02-18 19:44:49)
w Katowicach jest rónież praca jak w innych mistach prawie nie ma znaczy się:P
poza tym w Krakowie jest bardzo drogie mieszkanie jezeli nie ma szkoły to nie ma po co tam siedzieć chyba że naprawde chce ale lepiej chyba byc z dziewczyną nie?
Więc widzisz - u mnie też nie wszystko jest w porządku, ale jakoś nie wyobrażam sobie życia bez niego.
A jeśli chodzi o Kraków - szkoła by mu zapewniła zakwaterowanie i wyżywienie, więc nie musiałby za nic płacić.
Wspominałam już, że jest bardzo towarzyski, pewnie trudno by było mu się rozstać ze swoimi przyjaciółmi i rodziną.
Widze że każdy ma problemy jak nie małe to duże:)
No tak jednak całe życie nie będzie u mamusi i tatusia w końcu jego znajomi założą rodzine nie.?
No tak... Pewnie jeszcze nie jeden raz na ten temat z nim będę rozmawiać, mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.
A jeśli chodzi o same studia - skoro mają kogoś kosztować nerwów i zdrowia, to chyba nie warto brnąć w to dalej. Zobaczę, jak będzie w II semestrze, przemęczać na siłę się nie będę, zdrowie i tak mam trochę "naderwane". Pozostaje jeszcze to "tylko" - na co mogłabym iść od nowego roku...
ewa co Ci mogę poradzić to nie poddawaj się, przełamywanie się szlifuje nasz charakter, osobowość a taka szansa jak studia medyczne może już Ci się wiecej nie trafic.
pozdrawiam dr.menel
Nie chcę się poddawać, bo tak to bym już zrezygnowała na samym początku, po prostu jestem już chyba tym wszystkim zmęczona, nie potrafię się przyzwyczaić do przyswojenia takiej dużej ilości materiału w krótkim czasie, to jest chyba ponad moje możliwości. Wiem, że może już mi się nie trafić okazja studiować medycynę, ale nie wiem czy to jest lepsze czy mieć zdrową psychikę i zdrowie, bo nie umiem sobie sama poradzić z natłokiem obowiązków. Co innego, gdydym miała się uczyć do sesji, a tu mam co chwilę kolokwium, z anatomii jedno kolokwium to jak mały egzamin na innym kierunku.
16 2012-02-19 12:00:31 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2012-02-19 12:01:20)
Jak zdałaś w pierwszym terminie egz to nie rezygnuj ze studiów. Na tak ciężkim kierunku idzie ci bardzo dobrze, i nie każdy ma możliwość studiowania medycyny. Studia medycyny mogą zaprocentować w przyszłości. Chłopak powinien cię wspierać,i myśleć też o przyszłości. On nie studiuje, jest towarzyski, może dlatego za mało cię wspiera byś wytrwała na tych studiach. Nie wiesz jak wasze losy potoczą się w przyszłości, szkoda przez chłopaka z medycyny rezygnować.
Oj Ewa
Kiedy ja byłam na pierwszym roku nie było tak źle
problem pojawił się na II roku. Czułam się potwornie samotna, wszyscy szaleli na imprezach mnie nie było na nie stać. Każdy był z kimś ja byłam sama. To był bardzo bardzo ciężki rok.
Później przyszedł III rok kiedy zaczęłam drugie studia i szczerze było jakoś łatwiej wiedziałam że muszę się skupić, a znojomych jak nie było tak nie ma ![]()
Teraz jestem na IV roku i mimo że mam jakiś znajomych nie czuję z nimi więzi, facet powinien Cię wspierać, bo na kogo masz liczyć jak nie na niego
Co do związku nie doradzę bo nigdy owej instytucji nie stworzyłam.
PS. Kraków to fajne miasto ![]()
Ale może na studiach medycyny uda ci się poznać jeszcze fajnych ludzi, będziesz mieć nowe koleżanki, przyjaciół. To dopiero pierwszy rok i na pewno wszyscy się dopiero poznajecie.
Jeżeli chciałaś studiować właśnie ten kierunek to dlaczego DLA KOGOŚ planujesz go rzucić ??? Gdzie są jakieś Twoje zasady, jakieś plany na przyszłość.
Tak czy siak lekarz to bardzo dobry zawód
o którym marzyłaś (?) - mniemam, że właśnie tak było.
Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi nasunęła mi się taka myśl.... Napisałaś, że Twój chłopak nie studiuje i lubi życie towarzyskie.Zastanów się czy na dłuższą metę nie będzie to problemem, zwłaszcza dla Ciebie.Co konkretnie mam na myśli... medycyna pochłania naprawdę sporo czasu, z doświadczenia wiem, że osobom, które nie znają od podszewki tego kierunku może być bardzo trudno zaakceptować to, że musisz wiele godzin siedzieć nad książkami, po prostu tego nie rozumieją ( nie mówię, że wszyscy, ale .... ) Sądzisz, że Twój chłopak zrozumie, to co robisz ?
Nie będę się rozpisywać odnośnie medycyny, ale zastanów się
czy aby za szybko nie rezygnujesz.Jeżeli chodzi o stres to zawsze będzie,niezależnie od zawodu - takie życie, trzeba spróbować sobie dawać z nim radę.
Chyba, że nie chesz tego robić to zmień kierunek - póki co, nie ma żadnego przymusu studiowania tak w ogóle, tym bardziej medycyny
, ale moja rada jest taka : jak rzucasz studia to ze względu na siebie NIE NA CHŁOPAKA.
Jeśli miałabym już zrezygnować z medycyny, to nie tylko ze względu na chłopaka, ale dlatego, że przerasta mnie czasem już wszystko - nauka, myśl, że to będzie trwało tyle lat. Tak naprawdę chyba nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Studia same w sobie mi się podobają, jednak jestem tu dlatego, że akurat się dostałam, idąc do liceum myślałam raczej o pracy "za biurkiem". Teraz, gdy jestem już po maturze i wkroczyłam w życie już bardziej dorosłe, samodzielne, widzę, że nie jest tak kolorowo, że ktoś powie - skończę studia, będę mieć pracę, będę dużo zarabiać. Gdyby patrząc na moje typowe zainteresowania mogłabym iść nawet na dietetykę - ale nie poszłam. Dlaczego? Mało kto znajduje pracę w tym zawodzie po studiach.
Dodatkowo "męczy" mnie moja ambicja, że muszę być we wszystkim dobra, tak już było w szkole, dlatego co roku miałam świadectwa z paskiem. Nie miałabym zawahań, gdyby było tu lżej, mój organizm chyba tego po prostu nie wytrzymuje, nieraz nie mogę się skoncetrować, nie ma dla mnie sensu nauka w nocy, bo i tak z tego nic nie wyniosę, wolę już ten czas poświęcić na sen.
Po prostu jest tak, że nauka mi wchodzi, ale nie tak szybko jak powinna, tak jakbym zatrzymała się na czasach liceum. A przecież na tych studiach za długo sie tak nie pociągnie.
A jeśli chodzi o chłopaka - jak na razie jest cierpliwy, przyjeżdża do mnie czasem, nie jest aż tak najgorzej, tylko nie wiem, czy tak długo by wytrzymał...
ewa20, skoro zdałaś sejse na 1 terminie, to już o czymś świadczy - że jesteś dobra
ja miałam jedną poprawke teraz, już na czysto jestem, a mimo to uważam, że nauka i tak szybko mi idzie - a na studiach i tak czasami potrzeba więcej szczęścia niż rozumu
medycyny nie studiuję, tylko farmację, ale mam sporo znajomych na lekarskim, to wiem jaką masakre macie, choćby z anatomią
także tym bardziej wielkie gratulacje!
A co do chłopaka - jeżeli medycyna to kierunek, na który chciałaś iśc i na którym chcesz być - to moim zdaniem nawet nie ma co się zastanawiać nad rezygnowaniem tego! Dziewczyny dobrze pisały wcześniej - on powinien Cie wspierać, a nie byc powodem dodatkowych zmartwień.
A stres - uwierz mi, że wiem co czujesz
też w tym roku zaczełam studia, też przeżyłam w związku z tym masę stresu, nerwów.. Ale takie jest życie, trzeba się do stresu przyzwyczaić moim zdaniem
No bo co z tego, że bezstresowo i na luzie przeżyjemy młodość, jak prędzej czy poźniej jakieś kłopoty, problemy i stres nas zlapią? I kto wie czy nie jeszcze gorsze. A w końcu ponoć "co nas nie zabije, to nas wzmocni" ![]()
Ewuniu kochana, jesteś na pierwszym roku, ale pamiętaj że będzie nauki coraz więcej a z chłopakie będzie coraz gorzej. On nie studiuje, po jakimś czasie koleżanki zaczną Ci to wypominać, po jakimś czasie będzie mniej wspólnych tematów. Medycyna to poważne studia.
Mam koleżankę, która w tym roku skończyła psychologię, niedawno się spotkałyśmy, gdyż troszę sobie nie radziłam, i powiedziała mi, żebym na kartce po jedenej stronie spisywała rzeczy które mnie cieszą a po drugiej które mnei smucą, ale nie tylko tak o wnerwiłam się bo była duża kolejka w sklepie, kwestie które są obecne w twoim życiu i które mają istotny wpływ. Powinno się tak robić przez cały tydzień. Po tygodniu zobaczysz co masz na karce i później będziesz się starała to poparawić.
Sytuacja niechęci do życia, braku chęci do czegokolwiek jest wtedy kiedy kartka z obu stron jest pusta, kiedy nie ma nic co na ewidentnie cieszy oraz kiedy nie ma niczego co nas męczy. Jest to sytuacja kiedy stajemy na życiowym zakręcie i wtedy sobie trzeba odpowiedzieć na pytanie, czego mu tak na prawdę chcemy.
Pamiętaj zobojętnienie jest gorsze niż problemy, bo problem można rozwiązać a tego nie.
Musisz sobie sama odpowiedzieć na pytanie czego od życia chcesz, co chcesz robić, czy chłopak jest tym jedynym czy jesteś z nim bo wypada z kimś być.
Czytając twoje wypowiedzi mam wrażenie ze masz przerost formy nad treścią, czyli że korzystasz z potencjału mimo woli, co więcej owo wykorzystanie nie daje Ci poczucia zadowolenia. Nikt nie jest w stanie Ci pomóc do chwili do której nie odpowiesz sobie na pytanie czego chcesz od życia? Co chcesz robić? Czego pragniesz? Co daje Ci szczęcie?
24 2012-02-20 11:26:39 Ostatnio edytowany przez ewa20 (2012-02-20 11:28:37)
Nie wiem... nie wiem co chcę robić i tu jest mój problem. Właściwie to zawsze miałam jakieś wyobrażenie - skończyć studia, wyjść za mąż, mieć rodzinę i czas dla niej. Zawsze jakoś wyobrażałam sobie pracę w biurze, ale do tego potrzebne są studia ekonomiczne, a ja nie zdawałam rozszerzonej matmy. Chciałam mieć spokojne życie - praca lekarza taka nie jest. Zdawałam chemię i biologię, bo celowałam w farmację - punktów uzbierało się tyle, że dostałam się na medycynę (po ciężkiej pracy w klasie maturalnej, gdzie musiałam nadgonić materiał z biologii). Mam dużo koleżanek, które były wcześniej na farmacji, a przeszły na medycynę, bo kierunek ciężki, jak medycyna, a praca jak sklepowej, lepiej już skończyć technika farmacji. Do farmacji już nie powrócę, a na medycynie nie czuję się najlepiej, nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłabym stracić kogoś, kogo kocham, że rodzinę, jak się uda, założę ok. trzydziestki (jeśli nie zostanę sama). Nikt za mnie nie zdecyduję, a ja sobie sama nie mogę poradzić.
Im dalej zagłębiam się w te studia, tym częściej słyszę opinie typu "to nie dla kobiet", "brakuje miejsc na specjalizacjach", "trzeba harować na dyżurach", "niewdzięczna praca", a to dodatkowo zniechęca.
25 2012-02-20 15:17:09 Ostatnio edytowany przez Martyna777 (2012-02-20 15:19:08)
Nie wiem... nie wiem co chcę robić i tu jest mój problem. Właściwie to zawsze miałam jakieś wyobrażenie - skończyć studia, wyjść za mąż, mieć rodzinę i czas dla niej. Zawsze jakoś wyobrażałam sobie pracę w biurze, ale do tego potrzebne są studia ekonomiczne, a ja nie zdawałam rozszerzonej matmy. Chciałam mieć spokojne życie - praca lekarza taka nie jest. Zdawałam chemię i biologię, bo celowałam w farmację - punktów uzbierało się tyle, że dostałam się na medycynę (po ciężkiej pracy w klasie maturalnej, gdzie musiałam nadgonić materiał z biologii). Mam dużo koleżanek, które były wcześniej na farmacji, a przeszły na medycynę, bo kierunek ciężki, jak medycyna, a praca jak sklepowej, lepiej już skończyć technika farmacji. Do farmacji już nie powrócę, a na medycynie nie czuję się najlepiej, nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłabym stracić kogoś, kogo kocham, że rodzinę, jak się uda, założę ok. trzydziestki (jeśli nie zostanę sama). Nikt za mnie nie zdecyduję, a ja sobie sama nie mogę poradzić.
Im dalej zagłębiam się w te studia, tym częściej słyszę opinie typu "to nie dla kobiet", "brakuje miejsc na specjalizacjach", "trzeba harować na dyżurach", "niewdzięczna praca", a to dodatkowo zniechęca.
Nie zgodzę się z Tobą, że praca lekarza nie jest spokojna, zależy czym się zajmiesz, jeśli będziesz pracować jako pani doktor w przychodni to będzie spokojna
Jeśli chcesz być chirurgiem to może nie być tak spokojnie ![]()
Jaka nie dla kobiet, na med. na UJ jest więcej pań niż panów ![]()
Miej świadomość, że na ekonomii usłyszysz to samo
, że dla kobiet to jest rachunkowość, a dyrektorem może być tylko facet. Co więcej to dopiero nie jest spokojna praca, masz bardzo dziwne wyobrażenie o gospodarce. Czym zajmują się twoi rodzice??
Ja jestem po ekonomii i pracy nie mam. Wszędzie chcą osób z doświadczeniem do pracy. Żeby się dostac do biura np na księgową itp chcą abys miała 5 lat doświadczenia konkretnego, wiek najlepiej młoda 25 lat, znała kilka języków. Ludzi kończących ekonomię jest ogrom.Po ekonomii nie ma pracy. Ja już szukam bardzo długo i nawet do sklepu jest ciężko się załapać. Właśnie myślę,że po medycynie jest łatwiej dużo.Możesz się starać o pracę po studiach w szpitalu w ramach stażu czy specjalizacji, a dyżury są płatne chyba. Księgowa ma również bardzo odpowiedzialną pracę, podatki,księgi handlowe, zus.Musi miec głowę na karku, znać milion przepisów. Odpowiada materialnie za grubą kasę nie raz. I pracując jako lekarz będziesz mieć satysfakcje, że robisz coś fajnego dla ludzi, pomagasz im w jakiś sposób. Przecież na tych studiach też może kiedyś poznasz jakiegoś fajnego chłopaka, czy jakiś przyjaciół. W biurze jest rutyna, szybciej człowiek się wypala. Ja myśle, że lepiej by było jak bym nawet farmacje skończyła niż ekonomię. Prędzej jest praca po farmacji. Ekonomie jest znanym i obleganym kierunkiem. Kiedyś bardzo chciałam pracować w księgowości. Ale jestem z małej miejscowości, gdzie pracy brak. A w dużych miastach jak ja nie mam kilku lat doświadczenia jako księgowa i nie znam języków jestem bez szans. Nie rezygnuj z medycyny. Chłopak powinien cię wspierać. To normalne,że tęsknisz.
jeśli będziesz pracować jako pani doktor w przychodni to będzie spokojna
A ja się z tym nie zgodzę....;) ale nie o tym tutaj....
"to nie dla kobiet", "brakuje miejsc na specjalizacjach", "trzeba harować na dyżurach", "niewdzięczna praca", a to dodatkowo zniechęca.
To praca też dla kobiet, dlaczego nie ??
Ciężka jest, ale.... życie to nie jest bajka.
Czy brakuje miejsc na specjalizacjach...? dla chcącego nic trudnego, Polska spora, świat jeszcze większy !
Dyżury są ( można na nich lepiej zarobić w porównaniu do stawki podstawowej), ale nie we wszystkich specjalizacjach są dyżury.
Niewdzięczna praca ???
:):) a Ty masz....powołanie ????:) Coś musiało Tobą kierować, gdy wybierałaś studia...? Bywa ciężko,ale SATYSFAKCJA JEST !!!
Z drugiej strony jest takie przysłowie : kto chce psa uderzyć kija znajdzie. Nie masz ochoty dalej tego studiować to zrezygnuj, im wcześniej tym lepiej, nie będziesz niepotrzebnie tracić czasu.
Dotrwam do końca roku, w połowie nie będę rezygnować, zobaczę jak będzie dalej.
K_r_o, wysłałam do Ciebie maila, nie będę Ci się tutaj dokładnie wypytywać o studia ![]()