Wszystko zaczelo sie po smierci bratowej.Byla w ciazy.Urodzila slicznego chlopca.Niestety dwa dni pozniej zmarla.Od tamtej pory w mojej glowie siedza chore mysli,strach,niepokoj,czasami boje sie tak bardzo,ze mam wrazenie,ze serce mi peknie,tak wali.Boje sie spac,bo niewiem, co tej nocy przyniesie sen.Strasznie boje sie smierci ,choroby swojej i osob najblizszych.Wmawiam sobie ze nastepna bede ja.Sorki to co pisze nie jest normalne,ale tak jest.Nie chce tak myslec,chce sie uwolnic od tych chorych mysli.Pragne optymistycznie podchodzic do zycia,a nie ciagle bac sie .
hmmm... ja czasem sobie myślę o śmierci ale to może dlatego, że zmuszają mnie do tego sytuacje a podobno niewiele osób chce sobie zaprzątać głowę i radość życia rozmyślaniami o odejściu. Być może Ty do czasu śmierci bratowej też jej nie dostrzegałaś i przyszła nagle, chociaż mówią, że do śmierci się nie można przygotować to wydaje mi się, że śmierć bliskich, młodych osób zostawiających rodziny, malutkie dzieci boli najbardziej, chociaż może nie chodzi o ból a o zmuszenie nas do refleksji i przemyśleń. Niestety nie piszesz Vanesso ile czasu upłynęło oraz jak bardzo byłaś związana z bratową, być może Twoje obawy i lęki wynikają z naturalnego i bardzo potrzebnego nam procesu żałoby, który każdy przechodzi indywidualnie tam w środku. Niewątpliwie jesteśmy śmiertelni i trzeba sobie czasem z tego zdać sprawę, ale dlaczego nie miałoby nas to motywować do lepszego, bardziej radosnego i twórczego "przeżywania życia", zamiast tracić czas na strach przed śmiercią??
Hmm.. w sumie to takze tak mam. Ale w tym przypadku, to chodzi o moja Mame. Jestesmy ze soba niesamowicie zwiazane. Moja Mama jest bardzo, ale to bardzo zchorowana osoba (miastenia, toczen, cukrzyca, epilepsja, nadcisniecie i wiele innych
.) A ma tylko 54 lata.
Choruje juz tak dlugo i od dziecka mialam przykre, wywolujace na psychice trwale slady przezycia. Jak naprzyklad moja Mama, dostala jakiegos dziwnego ataku epilepsji, ale nie do konca to jednak wydladalo to jak epi. Mialam niecale 10 lat i bylam calkowicie sama w domu bez telefonu..
ach, wiele takich i jeszcze gorszych. Ale to nie o tym.
jak juz mowilam z moja Mama jestem bardzo zwiazana, jest wspaniala kobieta.
I zawsze jak tylko pomysle, ze moglo by Jej nie byc, zaczynam plakac, a czasem wpadac niemal w histerie i nie ptrafie sobie z tym poradzic. Staram sie o tym nie myslec i jest ok. Ale jakby neie bylo czasem wchodzi sie z kims na temat smierci. Jest to dla mnie calkiem normalny, oczywisty temat. Nie boje sie go. JEdynie wtedy gdy dotyczy on mojej Mamy.
Tak wiec staram sie o tym nie myslec i patrzec raczej optymistycznie na swiat, logiczne jest to, ze czasem kazdego złapią te 'niedobre i be' mysli.
Jednak wole nie myslec, co sie stanie, gdy te mysli sie urealnia
..
Pozdrawiam.
Dziewczyny....... opamiętajcie się.Jesteście młode,nie myślcie o chorobach,śmierci.To co jest nieuniknione nastąpi- czy tego chcemy czy nie.Nie ma się co martwić na zapas.Mój tata zmarł w wieku 62 lat...... mama po 6 -letnim paraliżu mając 70 lat....... mąż miał tylko 46lat. Czy to znaczy,że ja mam się położyć i czekać na śmierć???????? nieeeeeeeeeeeee zdecydowane nieeeeeeeeee. Pomyślcie ile macie do zrobienia- dla siebie, dla bliskich,którzy z pewnością nie oczekują od Was katastroficznych wizji. Do przodu........ z uśmiechem na ustach ........ i do roboty!!!!!!!!
Witajcie ![]()
Ja też się bardzo boję choroby i śmierci jak mam iść na badanie to zaraz myślę że wyjdzie coś strasznego ten strach mnie paraliżuje, nie mogę w nocy spać i normalnie funkcjonować. Za tydzień mam badanie a już dziś widzę czarny scenariusz
a strach jest obecny wszędzie. Vanesso200 nie wiem jak długo masz te objawy i czy wystąpiły pierwszy raz, ale jeśli są bardzo dokuczliwe i trwają dłuższy czas to najlepiej udać się do psychologa bo takie nieleczone stany tylko się pogłębiają i to nic dobrego nie wróży
. Ja sama również siebie wyślę do psychologa jeśli coś takiego będzie mi się powtarzać. Pozdrawiam ![]()
wiem co czujesz, mój narzeczony przez dwa lata był w Irlandii, ja byłam w Polsce i właśnie przyjechał i na nowo się do niego przyzwyczajam, ale staram się jak mogę.
Tez mam taki problem;/ jako ze studiuje wiec nei mieszkam z rodzicami, wracam tylko na weekendy. No i keidys to spokojnie jechalam do miasta w ktorym studiowalam, i sie w ogole nie przejmowalam co sie w domu dzialo. a teraz jakby mi sie odbilo! strasznie sie martwie!!! boje sie ze cos sie moze stac moim rodzicom! najchetniej caly czas bylabym w domu! jak jestem daleko od nich to wieczorami, siedze i czekam az dadza mi znac ze sa jzu w domu z pracy! jak wiem, ze mama ma jechac na zwykel zakupy to juz sie bardzo stresuje i czekam tylko az da mi znac ze wrocila, albo sama dzwonie! ciagle do nich pisze, dzwonie, i spokojan jestem tylko, jak oboje sa w odmu i nigdzie nei wychodza.
to chyba nie jest normalne, i nei wiem zupelnei jak sobie z tym poradzic
Ja mam to samo, nie daje rady.......... najchętniej siedziałabym z rodzicami w domu i bez przerwy ich obserwowała czy przypadkiem nic sie im nie dzieje. Już cicho planuje co trzeba będzie zrobić jak się nie daj Boże rozchorują.... To chyba nie jest normalne....
Wiem co czujesz, niedawno mój tata stracił swojego rodzica, nie ma już ich w ogóle... od jakiegoś czasu sama boje się ze będę musiała uporać się ze śmiercią bliskich mi osób, a tak bardzo ich kocham, ale wydaje mi się że trzeba cieszyć się każdą chwilą, dbać o miłość do bliskich, i samej siebie, i porozmawiać z zaufaną osobą i może nawet wypłakać, bo czasem zalega w nas tyle nerw że dopiero gdy się wypłaczemy to wszystko mija, nie na zawsze ale chodź na chwilę. Śmierć to nie uchronna kolej rzeczy, ale gdy będziemy kochać wtedy, zawsze będziemy silniejsi... Dajmy wszystkim poczucie że nigdy ich nie zostawimy