Witajcie.
Mam niesamowity problem z matką.Ona stara sie mnie odizolowac od jej rodziny,na wiesc o tym ze chce jechac do nich na świeta- reaguje słowami "Ale tam Cie nikt nie chce".Jej zdaniem ciągle wszystko robie żle.Jestem brzydka,gruba,głupia,bezwartościowa. Twierdzi ze nie mam pracy i uczelni,wychodze rano i błakam sie po miescie,udając ze jestem w pracy.Z drugiej strony potrafi opowiadać jak to rozmawiala z ludzmi z mojej pracy o tym jak żałosnym jestem pracownikiem,i jak to moi pracodawcy chca mnie zwolnić dyscyplinarnie.Mówiac to uśmiecha się,jakby sprawiało jej to radość.
Twierdzi ze nie odzywam sie do niej,bo jestem bezkrytyczna i nie mozna mi zwrócić uwagi,W jej mniemaniu zwracanie mi uwagi to okreslenia a w zasadzie monolog "ta głupia suka znów śpi,".W niedziele od 8 rano stoi przy moich drzwiach i prowadzi monolog, jak to moge spac w dzien.Wpierw mówi ze nie mam prawa ruszyc jej jedzenia,a gdy nie ruszam,kupuje swoje- robi obiady,stawia mi przed nosem,i przeklina że jestem wielką dama i nie ruszam tego co zrobi.
Jestem tym zmeczona,zawsze Tylko ja jestem winna.Jej zdaniem nic nie osiagne nigdy, staczam sie sukcesywnie na dno,a ona czeka tylko na dzien w ktorym zdechne jak pies pod płotem.
Przeraża mnie ta sytuacja. Nie wiem co jest, i dlaczego taka jest.Jestem jedynaczka,ojciec odszedl przed moim urodzeniem.Wyprowadzila sie z miasta rodzinnego na drugi koniec polski,i proboje za wszelka cene nie dać mi mozliwosci kontaktu z nimi.Ciagle kłamie.Kiedys gdy jej ufałam,mowilam jej pewne rzeczy ktore mnie bola, potrafila to wykorzystac przeciwko mnie- mówiąc ze dobrze mi tak,zaslużyłam. Twierdzi uparcie że jedyne co może jakiegoś faceta zainteresowac wemnie to sex,a i tak nie sadzi zeby jakiś mnie chciał
Ogólem czuje się nic nie warta. Zapisalam sie na terapie,zaproponowalam by ona szła-nie zgodziła sie-uznala ze ona nie potrzebuje,ale ja musze isc,niech mnie zmienia.
Kiedys klocilam sie z nia, po kazdej tego typu klotni bilam talerze,wyzywalam ja i zyczylam jej smierci.Wychodzilam z domu z trzaskiem.Potrafilam stłuc szybe,ona wtedy padała na kolana i płakała krzyczac jak moglam to zrobic.
gdy przestalam sie odzywac, unikac jej,zmienilam nr telefonu- a torebke bralam do lazienki gdy sie kapalam,-kupywalam swoje jedzenie-srodki czystosci-wszystko dla siebie-zrobila sie paradoksalnie gorzej bo ciagle operuje tymi samymi argumentami.
Nie mam pojecia co robić,Prosze doradzcie.