Wiem że nikogo tutaj to nie obchodzi...
ok. 3-4 miesiące temu zaczęło się. Paradoksalnie w najszczęśliwszym roku mojego życia, kiedy poznałam cudownego chłopaka, kiedy zaczęliśmy być razem i kiedy wszystkie działania nabrały sensu. Do niedawna byłam silną osobą, zawsze sobie radziłam. Może nie miałam jakiś wielkich problemów, ale teraz przecież też nie mam -jestem zdrowa, mam rodzine, studiuje, mam wspaniałego chłopaka.
Mimo to od dłuższego czasu mam tragiczne wahania nastrojów, bardzo łatwo zaczynam płakać, wzruszam się oglądając wiadomości, a co dopiero przy jakiejś kłótni. Nie jestem płaczliwa cały czas... to przychodzi jak fala. Kiedyś raczej się złościłam, wkurzałam, mogłam na kogoś nakrzyczeć, a teraz w każdej nerwowej sytuacji po prostu ręce mi opadają i zaczynam płakać. I nie są to wielkie tragedie, tylko jakieś codzienne sprawy.
Dzisiaj po raz pierwszy pomyślałam żeby kupić jakieś tabletki uspokajające, takie bez recepty, ale bardzo się boję. Boje się że się przyzwyczaje i nie bede mogła bez nich funkcjonować, a przecież życie niesie ze sobą większe stresy niż mam obecnie.
Nie wiem co mam robić... boje sie że zniszcze swój związek. Przez to że cały dzień się denerwuje w domu to kiedy spotykam się z chłopakiem jestem już smutna i ciężko mi pokazać jakąś radość.
W jednej sekundzie planujemy wspólny wyjazd i myśle że wszystko będzie dobrze, a w drugiej przychodzą myśli że nic sie nie uda, że będziemy się coraz więcej kłócić i że nie długo się rozstaniemy. Zaczynam się tym denerwować, potem myśle że te moje myśli są bez sensu i to denerwuje mnie jeszcze bardziej... i tak w kółko, taka spirala aż nie zaczne płakać i powoli się uspokajać.
Czy ktoś miałby dla mnie jakieś rady? nie wiem czego ja oczekuje... po prostu nie wiem od czego mam zacząć sobie pomagać.