Jestem tutaj, bo pragnę zdania przypadkowego człowieka. Obiektywnej opinii.
Urodziłam się w domu, gdzie panuje matriarchat. Począwszy od prababci, która zaraz po urodzeniu pierwszego dziecka (mojej babci), straciła męża i postanowiła sama ją wychowywać, a skończywszy na mnie, bo przejawiam skłonności do dominacji.
Babcia dorastała w przekonaniu,że kobieta nie potrzebuje mężczyzny. Patrzyła na matkę,która świetnie radziła sobie w każdej dziedzinie życia i nabrała przekonania,że każdy jest pod nią. Wyszła za mąż młodo (zmusiła ją jej matka, sprawy finansowe), urodziła dwie córki i na tym rola jej męża jako męża się skończyła. No,może oprócz rozporządzania wspólnym majątkiem. Dziadka nigdy nie kochała, przed ludźmi zawsze robiła z niego potwora, choć to przecudowny człowiek. Do tej pory mówi wszem i wobec,że go nienawidzi, nie pomaga mu, nie posprząta,nie upierze, nie ugotuje. Gdyby nie moja mama,dziadek byłby zapuszczony. Nie miała nigdy romansu. Po prostu brzydzi się mężczyznami, nie są jej potrzebni. Swoje córki wychowała w tym samym przekonaniu.
Starsza mieszka zagranicą, jest po kilku nieudanych małżeństwach, mieszka z chmarą kotów. Żaden facet długo z nią nie wytrzymał, ciekawym faktem jest to,iż każdy po trwającym małżeństwie popadał w uzależnienie. Jaka jest? Aż do przesady apodyktyczna. Uważa,że wszystko wie najlepiej i nikt nie może mieć innego zdania. Ona tego nie przyjmuje do wiadomości. Kiedy czasami przyjeżdża w odwiedziny, to oszaleć można! Nie ma za grosz dystansu, poczucia humoru, chciałaby być damą, a jest przerysowanym skąpcem. Dodatkowo, dzidzia-piernik, z zamiłowaniem do za małych rzeczy. Dzwoni kilka razy dziennie do swej matki i pyta,co robić: w pracy, gdzie iść na kolację, co ugotować i w co się ubrać. Ach,no i co powiedzieć temu czy tamtemu. Każdy, choćby najintymniejszy element jej związku, dzieliła z matką!
Druga córka,a moja mama,też wypada dość osobliwie. Ma dwójkę dzieci,ale nigdy za nami nie była. Niestety,mieszkamy z dziadkami i babcia jako herszt wiecznie wtrąca się do każdej sprawy. Jest zakochana w swej matce! Kiedy zaczęliśmy się buntować dominacji babci, nie poparła nas, ile wyzwisk, ile okropnych słów padło w naszym kierunku. Tata jest potrzebny tylko do przynoszenia wypłaty i "szoferowania". Mama nawet nie udaje,że go kocha. Siedzi z matką i obgadują wszystkich naokoło, nikt nie jest dla nich dobry, oprócz ich samych. Podobnie jak siostra,jest apodyktyczna, uważa że wie wszystko i wszystko robi najlepiej. Po wszystkim wszystko poprawia,tylko jej dzieło jest tak naprawdę doskonałe (wg jej mniemania). Od kilkunastu lat cierpię na nerwicę. Mam dość życia z kobietami,które rujnują moje życie emocjonalne! Każdy zakątek mojego pokoju jest przeszukiwany, nie mam swojej prywatności, wszystko muszą wiedzieć i widzieć (mama sprawdza mi nawet bieliznę,czy przypadkiem nie mam nowej). Kiedy zaczęłam spotykać się z chłopakiem, mama robiła wszystko,żeby nas skłócić. Na szczęście, nieskutecznie. Kiedy mnie nie ma w domu,a wie,gdzie jestem, dzwoni milion razy i wymyśla jakieś nieistotne powody,a kiedy nie odbieram,zamęcza chłopaka. Rodzice taty zawsze starają się nas wspierać,co mamie i babci absolutnie nie odpowiada. Nie wiem,może chciały,żebym była taka jak one?
Uwierzcie mi,że życie w tym domu jest koszmarem. Dzięki pomocy taty i jego rodziców,niedługo wyprowadzę się na swoje. Nie chcę wracać do tego już nigdy, nie chcę tak naprawdę utrzymywać kontaktu z mamą i babcią, chociaż wiem,że to niemożliwe. Niedługo do kraju sprowadzi się siostra mamy, wtedy to już zupełnie będzie katastrofa.
Boję się,że ja też taka będę. Nie potrafię o tym zapomnieć, chcę być inna,ale czy zdołam pokonać te demony przeszłości? Czy zdołam wyleczyć się z nerwicy, cieszyć się życiem, osobistym szczęściem? Przejawiam skłonności do dominacji, ale pracuję nad sobą. Jest mi przykro,że zamiast cieszyć się życiem, mama i babcia sprawiły,że myślałam o samobójstwie, że tak mi uprzykrzyły każdy dzień życia...Czy jest szansa,abym nie stała się taka,jak one?
Każdy człowiek jest panem swojego losu a otoczenie owszem ma pewien wpływ na naszą osobowość i poglądy ale to my sami podejmujemy decyzje co jest dla nas najlepsze. Sama podkreślasz że taki model rodziny , krótko mówiąc ci nie odpowiada a skoro tak jest to czego się obawiasz ? Może twój strach wynika z faktu iż rodzina się wtrąca do twojego życia ale skoro się wyprowadzasz to nie widzę powodów do obaw.
Czy jest szansa,abym nie stała się taka,jak one?
przecież ty już jesteś inna... pracujesz nad sobą, zauważasz wiele rzeczy, którym chcesz się przeciwstawić.... jesteś otwarta...
wszystko przed tobą...dasz radę...
oczywiście że będziesz inna , powiem więcej ty stanowczo będziesz inna ![]()
dzieki tym bolesnym doświadczeniom wiesz jakie błędy popełniały kobiety w twojej rodzinie...ile krzywdy tak naprawdę wyrządziły.
Ty mając to doświadczenie będziesz zupełnie inna osobą...
ŻYCZĘ ci powodzenia ![]()
MademoiselleMarie - myślę, że MASZ SZANSĘ, by nie być podobna do kobiet o których napisałaś.
Czasem sami nie zauważamy, jak bliscy stajemy się modelowi, przed którym tak bardzo chcieliśmy ucieć.
Najprostszą i najbezpieczniejszą metodą byłoby moim zdaniem - wybranie się do poradni psychologicznej - sądząc po sprawie - nie będzie to wymagało wielkich i ługotrwałych spotkań - ważne jednak jest, byś upewniła się, że terapeuta to naprawde mądry człowiek, a nie studenciak, który zakuł, zdał i otworzył gabinet czy po drodze jeszcze ściągał na egzaminach.
Myślę, że taka wizyta może zadziałać bardzo profilaktycznie:)
trzymam kciuki