Maszeruj albo giń. Wybrałaś to pierwsze i już wygrałaś. Zrobiłaś pierwszy krok i to w dobrym, zdrowym kierunku. Owszem, do całkowitego sukcesu potrzeba czasu, wytrwałości, cierpliwości. Jeśli kiedyś, choćby na chwilę, zabraknie Ci tego, to pogadaj z Filemonem. Z całą pewnością podzieli się swoją pozytywną energią ![]()
196 2026-09-19 12:51:19 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-09-19 12:56:42)
Smuteczek25 napisał/a:Solaris, dziękuję za pamięć! Trzymam się, wróciłam do pracy, nadal na terapii...Bywa różnie, są nadal łzy, pustka, ale też zdarzają się trochę lepsze chwile. Mogę już normalnie jeść, nadal się wybudzam w nocy, ale czasem śpię 5-6 godzin bez przerw. Myślę o nim często, szczególnie o tym, jak on się teraz czuje, co robi, czy jest mu czasem żal...
Mija 2,5 miesiąca od rozstania. To nadal bardzo mało...
Pozdrawiam.Do dupy
Żeby nie było nieporozumień. Do dupy ze sie tak ciągnie ten stan. Ale dalej jestem spokojny. "Czymaj" się bedzie dobrze. Jeszcze troche. A może się jakiś nowy pojawi? Pamiętaj że kręcą Cie emocje a mózg nie odróżnia czy złe czy dobre. Byle sie działo. Nad tym trzymaj kontrolę
Dziękuję za każdy wpis! Maszeuję dalej
.
Bertowi dziękuję za logiczne osądy- są ważne!
Smuteczek, jak tam?
Jak sobie radzisz?
Smuteczek, jak tam?
Jak sobie radzisz?
Sam jestem ciekawy co u Niej.
Solaris napisał/a:Smuteczek, jak tam?
Jak sobie radzisz?Sam jestem ciekawy co u Niej.
Mam nadzieje,ze lepiej
Solaris napisał/a:Smuteczek, jak tam?
Jak sobie radzisz?Sam jestem ciekawy co u Niej.
Na pewno łatwo nie jest bo za wcześnie. Ciekawi mnie czy wytrwała w postanowieniu "zero kontaktu".
Alessandro napisał/a:Solaris napisał/a:Smuteczek, jak tam?
Jak sobie radzisz?Sam jestem ciekawy co u Niej.
Na pewno łatwo nie jest bo za wcześnie. Ciekawi mnie czy wytrwała w postanowieniu "zero kontaktu".
Ostatnia Jej relacja miała pozytywny wydźwięk. Owszem, na pewno lekko nie ma, ale ma za to Filemona
Oczywiście mówiąc pół żartem pół serio. Filemon na swój sposób ma bardzo pozytywny wpływ na Nią i to się liczy, to jest ważne.
Solaris napisał/a:Alessandro napisał/a:Sam jestem ciekawy co u Niej.
Na pewno łatwo nie jest bo za wcześnie. Ciekawi mnie czy wytrwała w postanowieniu "zero kontaktu".
Ostatnia Jej relacja miała pozytywny wydźwięk. Owszem, na pewno lekko nie ma, ale ma za to Filemona
Oczywiście mówiąc pół żartem pół serio. Filemon na swój sposób ma bardzo pozytywny wpływ na Nią i to się liczy, to jest ważne.
Jakieś zwierzątko zawsze na plus, ale nie sądzę, aby ulgę przyniosło. To tak nie działa chyba.
Oczywiście, że posiadanie jakiegoś zwierzaka nie spowoduje, że stanie się cud, ale chociażby w Jej przypadku nie wraca do pustego domu, nie siedzi w nim sama. Jest także Filemon, który, jak już to podkreślała, przysparza Jej wiele radości. Świadomość tego, że nie jest się samemu, że jest nawet pies czy kot, czy inny zwierzak na pewno korzystnie wpływa na taką osobę. Nawet mówiąc metaforycznie, jest do kogo odezwać się. Tak, nie usłyszymy odpowiedzi, ale pogawędzić można. Poza tym zwierzaki doskonale wyczuwają nastroje swoich właścicieli.
Oczywiście, że posiadanie jakiegoś zwierzaka nie spowoduje, że stanie się cud, ale chociażby w Jej przypadku nie wraca do pustego domu, nie siedzi w nim sama. Jest także Filemon, który, jak już to podkreślała, przysparza Jej wiele radości. Świadomość tego, że nie jest się samemu, że jest nawet pies czy kot, czy inny zwierzak na pewno korzystnie wpływa na taką osobę. Nawet mówiąc metaforycznie, jest do kogo odezwać się. Tak, nie usłyszymy odpowiedzi, ale pogawędzić można. Poza tym zwierzaki doskonale wyczuwają nastroje swoich właścicieli.
Nie, no cofam co wcześniej napisałam:) W sumie racja. Kotełek czy piesełek działa uspokajająco a to już dobrze robi.
Jak koteł mruczy nad uchem to jest w tym jakaś magia prawie:))
Chociaż ja wole pieseły. Mój potrafił mnie rozbrajać samym spojrzeniem, zwłaszcza jak robiłam mu żarełko. Potrafił siedzieć w kuchni i gapić się na mnie jak w obrazek bo wiedział, że dla niego mieszam w garach:) I takie dziwne dźwięki wydawał, ni to piszczenie ni skomlenie:)
Ja mu wtedy mówiłam - spokojnie żarłaczu, jeszcze 5 minut a ten aż się trząsł z radości:) A jak zjadł to turlał się po podłodze:)
Nie chciał skubaniec jeść puszek ani suchej karmy. Jak każdy chłop, lubił jak mu smaczną michę pod nos podsuną;))
Kurcze, brakuje mi tego gamonia:(
Za wcześnie na jakieś duże zmiany.
Terapia i faza leczenia po tak długim związku trwa długo.
Ważne, by się nie złamała i nie wznowiła kontaktu.
Za wcześnie na jakieś duże zmiany.
Terapia i faza leczenia po tak długim związku trwa długo.
Ważne, by się nie złamała i nie wznowiła kontaktu.
Tak wlasnie najgorsze jak kontakt odnowi
Witajcie Drodzy!
Jak miło, że pamiętacie o mnie i nadal odzywacie się w tym wątku - dziękuję!
Co u mnie...żyję i walczę o siebie. Jest coraz więcej chwil, gdy on nie jest obecny w moich myślach. Mam wrażenie, że wychodzę powoli z tego zapętlenia myślowego. Oswajam powoli pustkę po nim, która nadal boli...Terapia pomoga mi na tyle, że coraz wyraźniej pamiętam to, czym mnie ranił. Umiem już zobaczyć, jak bardzo poświęcałam siebie, żeby go zatrzymać, a i tak na nic się to zdało. Ja od początku uczestniczyłam w grze, w której nie miałam żadnych szans...On chciał tak to zakończyć i zakończył. Jeśli jestem z czegoś dumna, to z tego, że od tamtego lipcowego dnia nie dałam znaku życia i nie złamałam blokady. Już nawet nie sprawdzam, czy ona nadal trwa. Nie zastanawiam się, czy on jest w nowym związku, czy sam. Jeśli coś mnie nadal porusza, to to, czy on nyśli czasem o mnie, czy jego moja nieobecność jakoś dotyka. To jeszcze mnie przy nim w jakiś sposób trzyma...Nadal nie potrafię pojąć, jak dojrzały człowiek może tak po prostu uciąć w kilka minut 6 lat relacji, odwrócić się i odejść, mając w nosie, co się z tą porzuconą osobą dzieje. Ja tamtego dnia byłam prawie 600 km od domu, a mój stan był taki, że mogło zdarzyć się wszystko, bo nie mam już 20 lat...
Miło, że wspominacie o Filemonie. Bardzo się ze sobą zżyliśmy. Opieka nad nim zapełnia mi popołudnia i daje radość w tym trudnym czasie. Kotek rośnie i ma już prawie 5 miesięcy
.
Jeszcze raz dziękuję za troskę. Ostatnio trochę ucichło na forum, więc nie chciałam nikomu zawracać głowy. Dlatego doceniam, że wspominacie o mnie. Serdecznie pozdrawiam!
Witajcie Drodzy!
Jak miło, że pamiętacie o mnie i nadal odzywacie się w tym wątku - dziękuję!
Co u mnie...żyję i walczę o siebie. Jest coraz więcej chwil, gdy on nie jest obecny w moich myślach. Mam wrażenie, że wychodzę powoli z tego zapętlenia myślowego. Oswajam powoli pustkę po nim, która nadal boli...Terapia pomoga mi na tyle, że coraz wyraźniej pamiętam to, czym mnie ranił. Umiem już zobaczyć, jak bardzo poświęcałam siebie, żeby go zatrzymać, a i tak na nic się to zdało. Ja od początku uczestniczyłam w grze, w której nie miałam żadnych szans...On chciał tak to zakończyć i zakończył. Jeśli jestem z czegoś dumna, to z tego, że od tamtego lipcowego dnia nie dałam znaku życia i nie złamałam blokady. Już nawet nie sprawdzam, czy ona nadal trwa. Nie zastanawiam się, czy on jest w nowym związku, czy sam. Jeśli coś mnie nadal porusza, to to, czy on nyśli czasem o mnie, czy jego moja nieobecność jakoś dotyka. To jeszcze mnie przy nim w jakiś sposób trzyma...Nadal nie potrafię pojąć, jak dojrzały człowiek może tak po prostu uciąć w kilka minut 6 lat relacji, odwrócić się i odejść, mając w nosie, co się z tą porzuconą osobą dzieje. Ja tamtego dnia byłam prawie 600 km od domu, a mój stan był taki, że mogło zdarzyć się wszystko, bo nie mam już 20 lat...
Miło, że wspominacie o Filemonie. Bardzo się ze sobą zżyliśmy. Opieka nad nim zapełnia mi popołudnia i daje radość w tym trudnym czasie. Kotek rośnie i ma już prawie 5 miesięcy.
Jeszcze raz dziękuję za troskę. Ostatnio trochę ucichło na forum, więc nie chciałam nikomu zawracać głowy. Dlatego doceniam, że wspominacie o mnie. Serdecznie pozdrawiam!
I bardzo dobrze ,tak właśnie myslalam,ze z czasem będzie coraz lepiej. To poczatek,wiec wiadomo jeszcze bedziesz tesknic,ale za pół roku inaczej zupelnie bedziesz myśleć
Witajcie Drodzy!
Jak miło, że pamiętacie o mnie i nadal odzywacie się w tym wątku - dziękuję!
Co u mnie...żyję i walczę o siebie. Jest coraz więcej chwil, gdy on nie jest obecny w moich myślach. Mam wrażenie, że wychodzę powoli z tego zapętlenia myślowego. Oswajam powoli pustkę po nim, która nadal boli...Terapia pomoga mi na tyle, że coraz wyraźniej pamiętam to, czym mnie ranił. Umiem już zobaczyć, jak bardzo poświęcałam siebie, żeby go zatrzymać, a i tak na nic się to zdało. Ja od początku uczestniczyłam w grze, w której nie miałam żadnych szans...On chciał tak to zakończyć i zakończył. Jeśli jestem z czegoś dumna, to z tego, że od tamtego lipcowego dnia nie dałam znaku życia i nie złamałam blokady. Już nawet nie sprawdzam, czy ona nadal trwa. Nie zastanawiam się, czy on jest w nowym związku, czy sam. Jeśli coś mnie nadal porusza, to to, czy on nyśli czasem o mnie, czy jego moja nieobecność jakoś dotyka. To jeszcze mnie przy nim w jakiś sposób trzyma...Nadal nie potrafię pojąć, jak dojrzały człowiek może tak po prostu uciąć w kilka minut 6 lat relacji, odwrócić się i odejść, mając w nosie, co się z tą porzuconą osobą dzieje. Ja tamtego dnia byłam prawie 600 km od domu, a mój stan był taki, że mogło zdarzyć się wszystko, bo nie mam już 20 lat...
Miło, że wspominacie o Filemonie. Bardzo się ze sobą zżyliśmy. Opieka nad nim zapełnia mi popołudnia i daje radość w tym trudnym czasie. Kotek rośnie i ma już prawie 5 miesięcy.
Jeszcze raz dziękuję za troskę. Ostatnio trochę ucichło na forum, więc nie chciałam nikomu zawracać głowy. Dlatego doceniam, że wspominacie o mnie. Serdecznie pozdrawiam!
Jak dobrze czytać, że dzielnie trwasz w postanowieniu, gratuluję! Widzisz jaka jesteś silna?:)
To zrozumiałe, że czasem sie zastanawiasz czy on myśli, nie jesteś cyborgiem tylko czlowiekiem z uczuciami a 6 lat to nie miesiąc. Na pewno myśli czasem, on też nie jest cyborgiem a 6 lat związku nie da się wymazać z glowy jakby nie istnial, więc nawet jak nie chce to myśli są. Tylko Ty chcesz wiedzieć jak myśli, czy to, co razem przeżyliscie mialo dla niego znaczenie, czy żaluje, cierpi, tęskni...bo jesli tak to te 6 Twoich lat miało sens i latwiej się z pogodzić ze stratą i nie czuc porażki.
To zastanawianie się to ostatnia nitka więzi, którą Twoje serce próbuje utrzymać, żeby nie poczuć całkowitej pustki. Ale spójrz na to tak – jeśli kochałaś i byłaś lojalna, to nie przegrałaś. To on przegrał. Jako facet i jako człowiek. Bo nie zostawia się tak kogos jak śmiecia po tylu latach.
Ale pamietaj, że Twoja determinacja buduje Twoja wolnosć, więc wytrwaj:))
Ściskam!
Dziękuję Solaris! Wiem jedno, te ostatnie 3 miesiące były jednymi z najtrudniejszych w moim życiu. Chciałabym nigdy już tego nie przeżywać.Nadal nie jest lekko, ale trochę się otrząsnęłam z pierwszego szoku.
Dziękuję Solaris! Wiem jedno, te ostatnie 3 miesiące były jednymi z najtrudniejszych w moim życiu. Chciałabym nigdy już tego nie przeżywać.Nadal nie jest lekko, ale trochę się otrząsnęłam z pierwszego szoku.
Wyobrażam sobie.
Co nas nie zabije to nas wzmocni. Dasz radę.
I podrap za uchem kotełka ode mnie:)
Solaris, na pewno tak zrobię
.
Julia, dzięki za aktywne wsparcie w moim wątku!
Julia, dzięki za aktywne wsparcie w moim wątku!
Nie ma za co
... Ja po prostu wierze,że bedzie coraz lepiej u Ciebie
Jeśli coś mnie nadal porusza, to to, czy on nyśli czasem o mnie, czy jego moja nieobecność jakoś dotyka. To jeszcze mnie przy nim w jakiś sposób trzyma...Nadal nie potrafię pojąć, jak dojrzały człowiek może tak po prostu uciąć w kilka minut 6 lat relacji, odwrócić się i odejść, mając w nosie, co się z tą porzuconą osobą dzieje.
Wydaje mi się, że on miał cię na tyle prosto gdzieś, że go to nie dotyka w żaden sposób. Gdyby miało go to dotykać, nie odszedłby, a już na pewno nie w taki sposób.
Samba, smutne, ale chyba tak właśnie było...:(.
Samba, smutne, ale chyba tak właśnie było...:(.
Smuteczek, no smutne, ale przynajmniej ja interpretowałabym to w taki właśnie sposób. Uważam, że lepiej nie docenić sytuacji, niż przecenić. Dla własnego spokoju. Ale spoko, wyjdziesz z tego, zobaczysz, daj sobie szansę na myśl o czasie przyszłym po prostu.
Skoro już dostrzegasz tego rodzaju historie, sytuacje, niuanse i co więcej, rozumiesz ich prawdziwe znaczenie, to znaczy, że maszerujesz coraz żwawiej i pewniej. Mówiąc w dużym uproszczeniu, idziesz dobrą drogą we właściwym kierunku. Uczysz się zdrowego życia na nowo, a to nie jest łatwe, ale jak widać, dajesz radę.
Smuteczek, brawo Ty ![]()
222 2026-10-02 18:13:10 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-02 18:13:29)
Smuteczek25 napisał/a:Jeśli coś mnie nadal porusza, to to, czy on nyśli czasem o mnie, czy jego moja nieobecność jakoś dotyka. To jeszcze mnie przy nim w jakiś sposób trzyma...Nadal nie potrafię pojąć, jak dojrzały człowiek może tak po prostu uciąć w kilka minut 6 lat relacji, odwrócić się i odejść, mając w nosie, co się z tą porzuconą osobą dzieje.
Wydaje mi się, że on miał cię na tyle prosto gdzieś, że go to nie dotyka w żaden sposób. Gdyby miało go to dotykać, nie odszedłby, a już na pewno nie w taki sposób.
Ale po co te rozkimy. Trzeba mu pozwolić odejść a nie rozgryzac i przeciągać to. Było minęło czas na nowy start. Takie rozmyślanie przedłuża tylko meczarnie. A i tak nic nie wniesie
Myślę, że każda pisząca tu osoba ma na swój sposób sluszność. Dlatego odpiszę ogolnie. Cała ta historia bardzo mnie dotknęła i przeczołgała. Dziś na pewno jestem dalej niż 12 lipca, bezsprzecznie. Żyję, choć początkowo nie miałam ochoty...Pracuję, uśmiecham się szczerze. Układam sobie w głowie wszystko od nowa. Potrafię to już bez niego. Ale wiecie, trudno jest tak zupełnie nie wracać, nie rozmyślać. Niektórym zajmuje to wiele miesięcy, rok i dłużej...To jakby kazać osobie bez nogi nagle wstać i biec przed siebie. Tego jeszcze nie umiem - zapomnieć. Plusy są takie, że jestem spokojniejsza, nie mam ataków paniki, trochę lepiej śpię. Mam apetyt. Wróciłam do czytania, oglądania filmów. Nie potrafię nadal słuchać muzyki, bo płaczę.
Terapetka uświadomiła mi, że ślad pozostanie na zawsze i nie powinnam z tym walczyć. Tylko już nie będzie boleć. Czasem myślę, ze to był zły sen. Szkoda, że nie można się tak po prostu obudzić.
Ale po co te rozkimy. Trzeba mu pozwolić odejść a nie rozgryzac i przeciągać to. Było minęło czas na nowy start. Takie rozmyślanie przedłuża tylko meczarnie. A i tak nic nie wniesie
Do mnie czy Autorki piszesz?
To sobie nie "rozkminiaj"
Bert44 napisał/a:Ale po co te rozkimy. Trzeba mu pozwolić odejść a nie rozgryzac i przeciągać to. Było minęło czas na nowy start. Takie rozmyślanie przedłuża tylko meczarnie. A i tak nic nie wniesie
Do mnie czy Autorki piszesz?
To sobie nie "rozkminiaj"
Do Ciebie bo pomagasz Autorce rozmyslac o tym co nie ma sensu. Juz po wszystkim.
Biorę pod uwagę każdy scenariusz, ale żaden z nich już tak nie boli, jak 3 miesiące temu. Myśli pojawiają się i odchodzą falami. Czasem rozmawiam o tym na terapii, prawdopodobnie następna potencjalna partnerka też doświadczy podobnego schematu. Ja się o tym już nie dowiem. Nie złamałam blokady i z drugiej strony jestem przekonana, że on się też już nigdy nie odezwie. Terapeutka ostrzegła mnie, że tacy ludzie nawet po brutalnym porzuceniu wracają czasem, żeby sprawdzić, czy nadal mają kogoś w garści. Nie obawiam się tego, on mnie zdeptał po to, żeby skończyć raz na zawsze. Zresztą, co mogłabym mu powiedzieć po tamtym rozstaniu...Nie wiem, chyba nic.
Biorę pod uwagę każdy scenariusz, ale żaden z nich już tak nie boli, jak 3 miesiące temu. Myśli pojawiają się i odchodzą falami. Czasem rozmawiam o tym na terapii, prawdopodobnie następna potencjalna partnerka też doświadczy podobnego schematu. Ja się o tym już nie dowiem. Nie złamałam blokady i z drugiej strony jestem przekonana, że on się też już nigdy nie odezwie. Terapeutka ostrzegła mnie, że tacy ludzie nawet po brutalnym porzuceniu wracają czasem, żeby sprawdzić, czy nadal mają kogoś w garści. Nie obawiam się tego, on mnie zdeptał po to, żeby skończyć raz na zawsze. Zresztą, co mogłabym mu powiedzieć po tamtym rozstaniu...Nie wiem, chyba nic.
Jak nie kłamiesz to dobrze to wygląda ![]()
Bert, czy Ty aby nie jesteś zawodowym wojskowym
? Czytając Twoje wpisy czuję się jak żołnierz na placu bitwy pod bacznym okiem dowódcy
). Ale to pomaga!
229 2026-10-03 10:13:21 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-03 10:14:09)
Bert, czy Ty aby nie jesteś zawodowym wojskowym
? Czytając Twoje wpisy czuję się jak żołnierz na placu bitwy pod bacznym okiem dowódcy
). Ale to pomaga!
Eee tam. Tak sobie gadam. Bałem się ze gdyby Twój były wpadł do Ciebie z bukietem róż, padł na kolana mówiąc jak bardzo żałuje to byś pękła. Ale po Twoim ostatnim wpisie myślę że jednak już nie.
Tak sobie gadam ale wiem że nie da się przekreślić 6 lat w chwilę moment. Że to proces dochodzenia do siebie. I Ty to robisz dobrze. Ale sa tacy którzy utkną w tym miejscu na miesiąc, rok, 5 lat, 10 lat. Na swoje myśli masz wpływ. Możesz te szkodliwe przeganiać albo nie. Rozmyślanie co on czuje, dlaczego, czy żałuje, czy też mu źle, czy jednak może to czy tamto nic nie daje poza karmieniem smutku i niepewności.
Moja empatia czy współczucie są tam w środku. Robotem nie jestem. Ale niekoniecznie przyniosą coś dobrego. Inni lepiej potrafią po plecach poklepać.
Biorę pod uwagę każdy scenariusz, ale żaden z nich już tak nie boli, jak 3 miesiące temu. Myśli pojawiają się i odchodzą falami. Czasem rozmawiam o tym na terapii, prawdopodobnie następna potencjalna partnerka też doświadczy podobnego schematu. Ja się o tym już nie dowiem. Nie złamałam blokady i z drugiej strony jestem przekonana, że on się też już nigdy nie odezwie. Terapeutka ostrzegła mnie, że tacy ludzie nawet po brutalnym porzuceniu wracają czasem, żeby sprawdzić, czy nadal mają kogoś w garści. Nie obawiam się tego, on mnie zdeptał po to, żeby skończyć raz na zawsze. Zresztą, co mogłabym mu powiedzieć po tamtym rozstaniu...Nie wiem, chyba nic.
hoovering
Bert, czasem takie mocny kuksaniec pomaga bardzo
. Wiem, że nie jesteś robotem, dlatego czytam między wierszami. Dziękuję!
Mocne szturchnięcie nie zawsze musi być złe. Ma też terapeutyczne znaczenie. To, nad czym teraz między innymi pracujesz, to wzmocnienie własnej pewności siebie. Na nowo musisz odkryć swoje mocne strony i zdolności jak również zaaprobować także własne słabości. Każda, nawet najmniejsza nowa, dobra zmiana w codziennym życiu pozwoli na to, że zaczniesz doceniać siebie. Krok po kroku, małym czy dużym, nieważne. Do tego zdecydowanie przydatne będą ćwiczenia z samoakceptacji, a to z kolei doda Tobie większej energii do dalszego działania, a przez to do osiągania pozytywnych zmian.
Owszem, łatwo powiedzieć niż zrobić, ale w takich sytuacjach nawet słowa mogą mieć potężną moc i korzystny wpływ. Dobra Smuteczek, maszeruj dalej, dobrze Ci idzie, a jeśli czasem coś nie wyjdzie, to nie przejmuj się tym. Jakby co, to Filemon pomoże.
233 Wczoraj 19:29:13
Dziękuję Ci Alessandro. To bardzo ciężka praca nie zawieść siebie w tej drodze. Oby mi się udało, bo nadal jestem na odwyku.