Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
1 2024-05-27 08:12:48 Ostatnio edytowany przez yellowblue (2024-05-27 08:14:01)
2 2024-05-27 09:15:07 Ostatnio edytowany przez madoja (2024-05-27 09:16:21)
Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Nie chcę go bronić, ale zrozumiałam, że od dawna Ty nie chcesz seksu, mimo że on chce?
Dla facetów seks jest bardzo, bardzo ważny. Jak go nie ma, to przekłada się na inne aspekty życia. Kobiety często tego nie rozumieją i patrzą na seks po swojemu.
Być może wszystko co się dzieje, jest wynikiem tego, że nie chcesz z nim chodzić do łózka.
Zgadzam się z tym co napisała madoja.
Czytając to co napisałaś nasunęły mi się pewne skojarzenia - czy mąż jest uzależniony/nadużywa alkohol?
yellowblue napisał/a:Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Nie chcę go bronić, ale zrozumiałam, że od dawna Ty nie chcesz seksu, mimo że on chce?
Dla facetów seks jest bardzo, bardzo ważny. Jak go nie ma, to przekłada się na inne aspekty życia. Kobiety często tego nie rozumieją i patrzą na seks po swojemu.
Być może wszystko co się dzieje, jest wynikiem tego, że nie chcesz z nim chodzić do łózka.
Moze Madoja ma racje.
Ale z drugiej strony takie traktowanie meza nie jest dla autorki przyjemne, byc moze przez to ona nie moze otworzyc sie na czulosci z nim.
5 2024-05-27 09:38:35 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2024-05-27 09:39:11)
Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem kłębkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Znalazłam twoje tematy z 2016 roku. Mieliście wtedy tylko jedno dziecko. Przez 10 lat było ok? Napisałaś wtedy, że mąż kłamie, bywa na portalach randkowych, ogólnie cię nie szanuje. Miałaś się rozwodzić. A teraz znów z nim jesteś i twierdzisz, że jesteś kłębkiem nerwów. Nie jest wam dobrze, a z uporem maniaka w tym związku tkwicie, dlaczego? Co forumowicze mają ci poradzić? Zostań z nim jeszcze, daj kolejną szansę czy zostaw go? Przecież sama wiesz, że nie dasz już rady. Facet cię nigdy nie szanował, a ty się przyzwyczaiłaś.
6 2024-05-27 09:52:07 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-05-27 09:53:22)
Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata
To jest efekt seksualnej frustracji.
Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach.
Bo brak bliskości i frustracja seksualna napędzają strach i burzą poczucie pewności w związku.
o. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić,
Pisałaś, że nie zdradzałaś męża, ale takie jego gadanie jest wynikiem wspomnianej frustracji seksualnej. Faceci nie potrafią się tak wyłączyć na seks jak kobiety i kiedy pojawia się posucha, to automatycznie włącza się pstryczek "pewnie zdradza". Reszta to po prostu ślepa furia. Jego roznosi, to się rzuca i chce cię zranić w podobnie odczuwalny dla ciebie sposób, jak posucha rani jego.
mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać.
Faceci tak nie działają. My naprawdę rzadko mamy potrzebę przegadania czegokolwiek. A jeśli taka potrzeba się pojawia, to najczęściej z kumplem, a nie z żoną. My oczekujemy czynów. Nie rozmów, które najczęściej nie zmieniają niczego, bo są pustosłowiem i wodolejstwem, a nie komunikatami o potrzebach.
A przecież dzieci w tym nie uczestniczą.
Dzieci są częścią rodziny. Uczestniczą we wszystkim.
Z tą diagnozą narcyza bym nie szalał, bo teraz to mega popularne i w każdym zachowaniu się tego upatruje. Dziwię się, że terapeutka nie wytłumaczyła ci jak działa brak bliskości i seksu z twojej strony na psychikę faceta (zwłaszcza w jego roli męża).
Powinniście się rozwieźć już dawno temu. Robienie sobie drugiego dziecka w nadziei, że zresetuje to relację to był debilny pomysł.
Tylko nie daj sobie wmówić, że facetowi wolno wszystko by zmusić żonę do seksu z nim, bo to nie prawda.
Mąż może odejść od żony gdy nie czuje, że jego najważniejsze potrzeby nie są spełnione, ale nie ma prawa ubliżać jej, poniżać ją czy znęcać się nad nią psychicznie by osiągnąć swój cel albo rozładować swoją frustrację.
Tylko nie daj sobie wmówić, że facetowi wolno wszystko by zmusić żonę do seksu z nim
Tego nikt nie powiedział.
80% rozstań jest inicjowanych przez kobiety. Faceci jak się przywiązują, to najczęściej na amen w pacierzu. Jest to faktycznie na dobre i na złe. Facet nie umie poradzić sobie z frustracją seksualną, co obiektywnie - nie jest jego winą. Ile można walić konia mając żonę obok? To niczego nie naprawia. To napędza wkurwienie i frustrację jeszcze bardziej.
Czy powinni się rozstać? Lata temu. Bo oboje są niezaspokojeni, tylko na różnych płaszczyznach.
Obecnie ciężko obiektywnie powiedzieć ile z jego zachowania wynika z jakiejś jego toksyczności i narcyzmu, a ile to efekt wspomnianej stagnacji w impasie. To zaszło tak daleko, że rozmową się tego nie naprawi. Albo niech sama zadba o dobre okoliczności i wprawi się w nastrój, aby faktycznie pokochać się z mężem, żeby zobaczyć na ile to zmieni jego podejście, albo niech idzie do prawnika i zadba o rozwód. Trwanie w takim bagnie nie jest dobre dla nikogo. Ani dla niej, ani dla jej męża, ani dzieci.
Ja nie wiem, czy faceci się przywiązują do żony jako kobiety i chcą się w spełniać jako mężowie o ojcowie, czy przywiązują się do wygody jaką zapewnia im życie z kobietą i dziećmi, i do korzyści jakie czerpią z tego bycia w związku. Bo generalnie kobiety są w rodzinie bardziej obciążoną stroną, to one wkładają znacznie więcej wysiłku w utrzymywanie rodziny, dlatego też one częściej chcą się wypisać z układu które je obciąża nie dając w zamian zbyt wiele.
10 2024-05-27 10:22:00 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-05-27 10:23:07)
Tylko nie daj sobie wmówić, że facetowi wolno wszystko by zmusić żonę do seksu z nim, bo to nie prawda.
Mąż może odejść od żony gdy nie czuje, że jego najważniejsze potrzeby nie są spełnione, ale nie ma prawa ubliżać jej, poniżać ją czy znęcać się nad nią psychicznie by osiągnąć swój cel albo rozładować swoją frustrację.
Tak powinno być, ale to teoria
Jack napisał niestety jak bywa/jest w praktyce, choć nie można wszystkich facetów wkładać do jednego worka.
A są też tacy co "cierpią" w milczeniu i się nie rozwodzą.
Rozwód to też nie jest dobre rozwiązanie, więc różnymi sposobami faceci sobie radzą, kobiety też bywają w takiej sytuacji.
Ale też dużo par się rozwodzi z tego powodu, wiele czynników na to wpływa, w tym niezrozumienie, że nie można się dogadać w tej kwestii
80% rozstań jest inicjowanych przez kobiety. Faceci jak się przywiązują, to najczęściej na amen w pacierzu.
To prawda. Zobaczcie jak rzadko mężowie zostawiają żony dla kochanek. Przeważnie tylko poruchają, ale do głowy im nie przychodzi zostawić rodzinę.
A jak mężatka zakocha się w innym facecie, to strasznie to romantyzuje, idealizuje i najczęściej postanawia zostawić męża.
Może słaby przykład, bo na zdradzie
, ale nawet on pokazuje, że faceci zazwyczaj z żoną zostają na amen.
Oczywiście są wyjątki, ale to wyjątki.
yellowblue napisał/a:Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Nie chcę go bronić, ale zrozumiałam, że od dawna Ty nie chcesz seksu, mimo że on chce?
Dla facetów seks jest bardzo, bardzo ważny. Jak go nie ma, to przekłada się na inne aspekty życia. Kobiety często tego nie rozumieją i patrzą na seks po swojemu.
Być może wszystko co się dzieje, jest wynikiem tego, że nie chcesz z nim chodzić do łózka.
madoja napisał/a:yellowblue napisał/a:Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony. Poszliśmy na terapię par ale ona przyniosła skutek odwrotny bo teraz już myślę że jedynym sensownym wyjściem jest rozstanie. Z drugiej strony wiem że od dawna unikałam bliskości z mężem bo czułam dużą niechęć i wszystko we mnie krzyczało nie. Mąż jest coraz bardziej wulgarny i nastawiony wrogo do mnie i świata. Terapeutka powiedziała że przejawia cechy narcystyczne. Widzę swoje błędy w tej relacji jednak nigdy nie zdradziłam męża. Zawsze byłam fer dla niego i dzieci. Dawałam mu czas na odpoczynek, wspierałam go. Od dawna jesteśmy obok siebie. Rozmawiamy tylko o sprawach organizacyjnych. Boję się też otwartych rozmów bo mąż często wykorzystuje potem moje słabości w kłótniach. Wyjścia czy wyjazdy rodzinne są coraz bardziej pełne awantur które według męża prowokuje ja. Jest mi tak strasznie przykro że może nie dałam z siebie wszystkiego żeby uratować ten związek. Kiedy powiedziałam otwarcie o rozwodzie w domu rozpętało się piekło. Od wyzwisk że się kurwie, że mam się spakować do swojego gacha i się wyprowadzić, po groźby że nie dostanę żadnych oszczędności a on nie będzie pomagał przy dzieciach. I teraz ciągle próbuje wracać do wszystkich zaległych tematów wysysając moją energię. Potrafi wypominać mi ciągle że 12 lat temu kolega mnie odwiózł z pracy do domu. Mało tego wmawia mi rzeczy które nigdy nie miały miejsca i wypiera się tego co robił latami. Cały czas mówi że był taki przeze mnie. Mam straszne poczucie winy ale myślę że lepiej będzie osobno i żeby każdy z nas stworzył swój spokojny dom dla dzieci. Jak poradzić sobie z poczuciem winy, nie jest tak że całe małżeństwo popsułam ja. Mąż twierdzi że go prowokowałam cały czas a ja często chciałam po prostu coś wyjaśnić czy przegadać. Tak naprawdę organizacja naszego życia była na moich barkach. On pomagał jak musiał ale głównie oddalił się w tv i telefon. Boli mnie że często jest przeciwko naszej 3 i mówi ze to wszystko nasza wina jakby dzieci stały po mojej stronie. A przecież dzieci w tym nie uczestniczą. Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Nie chcę go bronić, ale zrozumiałam, że od dawna Ty nie chcesz seksu, mimo że on chce?
Dla facetów seks jest bardzo, bardzo ważny. Jak go nie ma, to przekłada się na inne aspekty życia. Kobiety często tego nie rozumieją i patrzą na seks po swojemu.
Być może wszystko co się dzieje, jest wynikiem tego, że nie chcesz z nim chodzić do łózka.
To nie jest tak że przez całe małżeństwo nie było seksu. On był bardzo fajny nawet na początku. Mąż sam twierdzi że był zadowolony a mimo to już wtedy wrzucał zdjęcia przyrodzenia do sieci i pisał rzekomo z paniami żeby się dowiedzieć jak rozkręcić żonę. Po pojawieniu się dzieci seks też był. Wiadomo nie tak często ale spontanicznie. Czasem zdarzyło mi się odmawiać ze zmęczenia lub po dzikiej awanturze z jego strony. Wtedy mąż wylogowywał się z życia rodzinnego kompletnie bo miał focha. Często krytykował ze mogę osiągnąć orgazm tylko w jeden sposób albo że odczuwam ból w jednej pozycji. Seks stał się dla mnie obowiązkiem a nie przyjemnością. Nawet maz mówił że to mój obowiązek.
yellowblue napisał/a:madoja napisał/a:Nie chcę go bronić, ale zrozumiałam, że od dawna Ty nie chcesz seksu, mimo że on chce?
Dla facetów seks jest bardzo, bardzo ważny. Jak go nie ma, to przekłada się na inne aspekty życia. Kobiety często tego nie rozumieją i patrzą na seks po swojemu.
Być może wszystko co się dzieje, jest wynikiem tego, że nie chcesz z nim chodzić do łózka.To nie jest tak że przez całe małżeństwo nie było seksu. On był bardzo fajny nawet na początku. Mąż sam twierdzi że był zadowolony a mimo to już wtedy wrzucał zdjęcia przyrodzenia do sieci i pisał rzekomo z paniami żeby się dowiedzieć jak rozkręcić żonę. Po pojawieniu się dzieci seks też był. Wiadomo nie tak często ale spontanicznie. Czasem zdarzyło mi się odmawiać ze zmęczenia lub po dzikiej awanturze z jego strony. Wtedy mąż wylogowywał się z życia rodzinnego kompletnie bo miał focha. Często krytykował ze mogę osiągnąć orgazm tylko w jeden sposób albo że odczuwam ból w jednej pozycji. Seks stał się dla mnie obowiązkiem a nie przyjemnością. Nawet maz mówił że to mój obowiązek.
Ponadto mąż potrafił przespać pol dnia a potem był zly ze nie mam siły z nim do późna igraszkować. Niejednokrotnie mówiłam mężowi że jestem zblokowana jak mnie tak traktuje. Zaczęłam pić nawet lampkę wina na rozluźnienie czasem przed sensem to mi wmawiał ze musze się upić żeby iść z nim do łóżka.
Agnes76 napisał/a:Tylko nie daj sobie wmówić, że facetowi wolno wszystko by zmusić żonę do seksu z nim, bo to nie prawda.
Mąż może odejść od żony gdy nie czuje, że jego najważniejsze potrzeby nie są spełnione, ale nie ma prawa ubliżać jej, poniżać ją czy znęcać się nad nią psychicznie by osiągnąć swój cel albo rozładować swoją frustrację.Tak powinno być, ale to teoria
Jack napisał niestety jak bywa/jest w praktyce, choć nie można wszystkich facetów wkładać do jednego worka.
A są też tacy co "cierpią" w milczeniu i się nie rozwodzą.
Rozwód to też nie jest dobre rozwiązanie, więc różnymi sposobami faceci sobie radzą, kobiety też bywają w takiej sytuacji.
Ale też dużo par się rozwodzi z tego powodu, wiele czynników na to wpływa, w tym niezrozumienie, że nie można się dogadać w tej kwestii
Tak naprawdę wszystkie poprawne stosunki międzyludzkie można by nazwać teorią, bo ludzie często szukają sposobu by wyjść na swoje, co sprowadza się do wykorzystywania innych przez stosowania różnych form nacisku.
Wpędzania w poczucie winy i powoływanie się na "obowiązek", oczywiście cudzy a nie własny, jest jednym z najlepszych sposobów.
Często krytykował ze mogę osiągnąć orgazm tylko w jeden sposób.
Łooo, o to bym się mega wkurwiła ![]()
Przez takie gadanie kobiety udają orgazmy.
wieka napisał/a:Agnes76 napisał/a:Tylko nie daj sobie wmówić, że facetowi wolno wszystko by zmusić żonę do seksu z nim, bo to nie prawda.
Mąż może odejść od żony gdy nie czuje, że jego najważniejsze potrzeby nie są spełnione, ale nie ma prawa ubliżać jej, poniżać ją czy znęcać się nad nią psychicznie by osiągnąć swój cel albo rozładować swoją frustrację.Tak powinno być, ale to teoria
Jack napisał niestety jak bywa/jest w praktyce, choć nie można wszystkich facetów wkładać do jednego worka.
A są też tacy co "cierpią" w milczeniu i się nie rozwodzą.
Rozwód to też nie jest dobre rozwiązanie, więc różnymi sposobami faceci sobie radzą, kobiety też bywają w takiej sytuacji.
Ale też dużo par się rozwodzi z tego powodu, wiele czynników na to wpływa, w tym niezrozumienie, że nie można się dogadać w tej kwestiiTak naprawdę wszystkie poprawne stosunki międzyludzkie można by nazwać teorią, bo ludzie często szukają sposobu by wyjść na swoje, co sprowadza się do wykorzystywania innych przez stosowania różnych form nacisku.
Wpędzania w poczucie winy i powoływanie się na "obowiązek", oczywiście cudzy a nie własny, jest jednym z najlepszych sposobów.
Już nawet pomijając to wszystko ja rozmawiałam z mężem wielokrotnie że jeśli naprawdę jestem tak beznadziejna w seksie bo często wymagał ode mnie bycia jak w porno to lepiej żebyśmy się rozstali. Kiedyś nagrał mnie po kryjomu podczas stosunku. I czy ja jestem z kosmosu ze wymagałam zaangażowania pozaseksualnego w życie rodzinne? Nie na zasadzie ze ja pokaże palcem. A jeśli 2 tygodnie będąc w ciąży prosiłam żeby mi pomógł z 1 rzeczą a usłyszałam ze jestem suka bo mi mówił ze jest zmęczony. Jak po takich słowach lecieć do łóżka w podskokach? I dlaczego skoro mężowi jest tak złe w tym małżeństwie to nie chce się rozstać bez kłótni i awantur?
Ja nie wiem, czy faceci się przywiązują do żony jako kobiety i chcą się w spełniać jako mężowie o ojcowie, czy przywiązują się do wygody jaką zapewnia im życie z kobietą i dziećmi, i do korzyści jakie czerpią z tego bycia w związku.
Dla 99,99% znanych mi facetów nie ma w tym wygody, ani prawie żadnych korzyści. Jest obowiązek. Ale spełnianie tego obowiązku (i wdzięczność ze strony partnerki) daje poczucie spełnienia. I żebyś mi tu nie wyskoczyła zaraz, że księciunio to, czy tamto. Większość facetów te gesty pod tytułem odkurzenie czy przygotowanie obiadu odbiera jako wdzięczność za ciężką pracę i dźwiganie ciężaru ekonomicznej odpowiedzialności za rodzinę. Bo przecież takie są oczekiwania kobiet, które w niemal każdym wątku wypływają:
- facet ma inicjować i zapraszać na randki oraz za nie płacić
- facet ma odpowiednio zarabiać, żeby kobieta nie musiała się martwić jak zajdzie w ciąże
- facet ma być zaradny i ogarnięty życiowo (ekonomicznie i społecznie)
- facet ma być stabilną emocjonalnie podporą rodziny
- facet ma być obrońcą i protektorem w sytuacjach zagrożenia
- i jeszcze żeby umiał zadbać o romantyczny nastrój, pogadał, posłuchał, kwiatki przyniósł itp
Ale jak faceci oczekują za to wszystko przysłowiowego obiadu to od razu pojawia się narracja w stylu 'wygodnicki księciunio'. Bez przesady. PRAWA przysługują obu stronom związku. A skoro wymagania są aż tak wysokie, to i oczekiwania będą adekwatne: brzuch pełny, czysto w obejściu, a kobieta ma być zadbana i chętna.
Ok, rozumiem jakiś tam podział niektórych obowiązków, ale w granicach rozsądku i ze wzajemnym poszanowaniem. I rozumiem jak działa rutyna w związku, która czasem potrafi dopaść nawet najbardziej wybitne jednostki. Ale bycie w związku nie oznacza wymuszania i narzucania pewnych schematycznych zachowań. Bycie w związku wiąże się z motywowaniem drugiej strony do dawania z siebie tego, co najlepsze. I trzeba być w tym elastycznym, bo zmieniamy się na przestrzeni lat. Trzeba umieć słuchać, a nie jedynie wymagać. Trzeba umieć dawać, a nie jedynie brać. I to dotyczy oczywiście obu stron. Tylko z uwzględnieniem specyfiki płci. Bo mamy inny język komunikacji i inne potrzeby.
Bo generalnie kobiety są w rodzinie bardziej obciążoną stroną, to one wkładają znacznie więcej wysiłku w utrzymywanie rodziny
Oczywiście załadowanie pralki i ugotowanie obiadu to taki sam wysiłek jak odpowiedzialność finansowa za byt rodziny. Nie bądź śmieszna, bo porównujesz pięść do nosa. Póki oczekiwania wobec facetów będą tradycyjne (głowa rodziny i jej finansowa podpora), póty ich nastawienie do partnerek również będzie tradycyjne. Już tu wrzucałem kiedyś, w innym wątku wyniki badań - większość facetów wolałaby zostać w domu z rodziną niż zapierdalać, ale nie mają takiego wyboru, bo to kobiety podejmują decyzję (same, indywidualnie, nie pod wpływem partnera), że wolą zostać w domu i zająć się dzieckiem.
Kobiety lepiej się spisują w początkowym okresie odchowania potomstwa, natomiast faceci lepiej się spisują w okresie późniejszym. Więc tak jak kobiety zmieniają pieluchy, tak faceci uczą jazdy na rowerze (lub poprzez dawanie wszelkiej maści 'bojowych' zadań) itp. Tak jak kobiety rozpieszczają, tak faceci są symbolem stanowczości i surowości w okresie dojrzewania i buntu nastoletniego. Mamy różne role. I deprecjonowanie roli ojca w całym okresie wychowawczym, bo mniej uczestniczył w zmianie zasranych pieluch jest bardzo słabe.
yellowblue napisał/a:Często krytykował ze mogę osiągnąć orgazm tylko w jeden sposób.
Łooo, o to bym się mega wkurwiła
Przez takie gadanie kobiety udają orgazmy.
Najpierw udają a potem już nie mają ochoty udawać i seks się kończy w małżeństwie.
I takim sposobem panowie strzelają sobie w kolano. A w życiu jest prosta zasada - jak dbasz tak masz. Nie dbasz o potrzeby kobiety to potem nie masz seksu. Proste.
Agnes76 napisał/a:Ja nie wiem, czy faceci się przywiązują do żony jako kobiety i chcą się w spełniać jako mężowie o ojcowie, czy przywiązują się do wygody jaką zapewnia im życie z kobietą i dziećmi, i do korzyści jakie czerpią z tego bycia w związku.
Nie bądź śmieszna, bo porównujesz pięść do nosa.
No to sobie porozmawialiśmy.
Jack Sparrow napisał/a:80% rozstań jest inicjowanych przez kobiety. Faceci jak się przywiązują, to najczęściej na amen w pacierzu.
To prawda. Zobaczcie jak rzadko mężowie zostawiają żony dla kochanek. Przeważnie tylko poruchają, ale do głowy im nie przychodzi zostawić rodzinę.
A jak mężatka zakocha się w innym facecie, to strasznie to romantyzuje, idealizuje i najczęściej postanawia zostawić męża.Może słaby przykład, bo na zdradzie
, ale nawet on pokazuje, że faceci zazwyczaj z żoną zostają na amen.
Oczywiście są wyjątki, ale to wyjątki.
Faceci mniej związują seks ze stanem emocjonalnym. Poza tym z kimś jednak zdradzamy prawda? Bo związki zdejmują z rynku taką samą ilość kobiet, co facetów.
Więc albo singielki mają przemiał przemysłowy, albo kobiety zdradzają równie często. Bo tego nie da się pogodzić inaczej ![]()
Zgadzam się z tym co napisała madoja.
Czytając to co napisałaś nasunęły mi się pewne skojarzenia - czy mąż jest uzależniony/nadużywa alkohol?
Jest uzależniony od pornografii. Alkoholu nie pije wcale bo jest z domu alkoholowego. Natomiast jest bardzo agresywny nie tylko w stosunku do mnie ale również do innych ludzi. Nie panuje często nad sobą. Rzuca przedmiotami i krzyczy.
Mąż sam twierdzi że był zadowolony a mimo to już wtedy wrzucał zdjęcia przyrodzenia do sieci i pisał rzekomo z paniami żeby się dowiedzieć jak rozkręcić żonę.
No to widziały gały co brały. Skoro był taki od początku, to na co liczyłaś?
Agnes76 napisał/a:Ja nie wiem, czy faceci się przywiązują do żony jako kobiety i chcą się w spełniać jako mężowie o ojcowie, czy przywiązują się do wygody jaką zapewnia im życie z kobietą i dziećmi, i do korzyści jakie czerpią z tego bycia w związku.
Dla 99,99% znanych mi facetów nie ma w tym wygody, ani prawie żadnych korzyści. Jest obowiązek. Ale spełnianie tego obowiązku (i wdzięczność ze strony partnerki) daje poczucie spełnienia. I żebyś mi tu nie wyskoczyła zaraz, że księciunio to, czy tamto. Większość facetów te gesty pod tytułem odkurzenie czy przygotowanie obiadu odbiera jako wdzięczność za ciężką pracę i dźwiganie ciężaru ekonomicznej odpowiedzialności za rodzinę. Bo przecież takie są oczekiwania kobiet, które w niemal każdym wątku wypływają:
- facet ma inicjować i zapraszać na randki oraz za nie płacić
- facet ma odpowiednio zarabiać, żeby kobieta nie musiała się martwić jak zajdzie w ciąże
- facet ma być zaradny i ogarnięty życiowo (ekonomicznie i społecznie)
- facet ma być stabilną emocjonalnie podporą rodziny
- facet ma być obrońcą i protektorem w sytuacjach zagrożenia
- i jeszcze żeby umiał zadbać o romantyczny nastrój, pogadał, posłuchał, kwiatki przyniósł itpAle jak faceci oczekują za to wszystko przysłowiowego obiadu to od razu pojawia się narracja w stylu 'wygodnicki księciunio'. Bez przesady. PRAWA przysługują obu stronom związku. A skoro wymagania są aż tak wysokie, to i oczekiwania będą adekwatne: brzuch pełny, czysto w obejściu, a kobieta ma być zadbana i chętna.
Ok, rozumiem jakiś tam podział niektórych obowiązków, ale w granicach rozsądku i ze wzajemnym poszanowaniem. I rozumiem jak działa rutyna w związku, która czasem potrafi dopaść nawet najbardziej wybitne jednostki. Ale bycie w związku nie oznacza wymuszania i narzucania pewnych schematycznych zachowań. Bycie w związku wiąże się z motywowaniem drugiej strony do dawania z siebie tego, co najlepsze. I trzeba być w tym elastycznym, bo zmieniamy się na przestrzeni lat. Trzeba umieć słuchać, a nie jedynie wymagać. Trzeba umieć dawać, a nie jedynie brać. I to dotyczy oczywiście obu stron. Tylko z uwzględnieniem specyfiki płci. Bo mamy inny język komunikacji i inne potrzeby.
Bo generalnie kobiety są w rodzinie bardziej obciążoną stroną, to one wkładają znacznie więcej wysiłku w utrzymywanie rodziny
Oczywiście załadowanie pralki i ugotowanie obiadu to taki sam wysiłek jak odpowiedzialność finansowa za byt rodziny. Nie bądź śmieszna, bo porównujesz pięść do nosa. Póki oczekiwania wobec facetów będą tradycyjne (głowa rodziny i jej finansowa podpora), póty ich nastawienie do partnerek również będzie tradycyjne. Już tu wrzucałem kiedyś, w innym wątku wyniki badań - większość facetów wolałaby zostać w domu z rodziną niż zapierdalać, ale nie mają takiego wyboru, bo to kobiety podejmują decyzję (same, indywidualnie, nie pod wpływem partnera), że wolą zostać w domu i zająć się dzieckiem.
Kobiety lepiej się spisują w początkowym okresie odchowania potomstwa, natomiast faceci lepiej się spisują w okresie późniejszym. Więc tak jak kobiety zmieniają pieluchy, tak faceci uczą jazdy na rowerze (lub poprzez dawanie wszelkiej maści 'bojowych' zadań) itp. Tak jak kobiety rozpieszczają, tak faceci są symbolem stanowczości i surowości w okresie dojrzewania i buntu nastoletniego. Mamy różne role. I deprecjonowanie roli ojca w całym okresie wychowawczym, bo mniej uczestniczył w zmianie zasranych pieluch jest bardzo słabe.
Ja również od zawsze pracowałam a nawet spłaciłam z nim kolosalne jego ukrywane długi. A jeśli chodzi o odgarnianie życia i głowę na karku to ja zawsze wyplatywalam nas z problemów
25 2024-05-27 10:54:49 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-05-27 11:02:43)
yellowblue napisał/a:Często krytykował ze mogę osiągnąć orgazm tylko w jeden sposób.
Łooo, o to bym się mega wkurwiła
Przez takie gadanie kobiety udają orgazmy.
Też takiego pierdolenia nie ogarniam. Ale tak z opisu drzemek itp to miałem wrażenie, ze mowa o N_o, tylko ilość dzieci inna
A tak serio takich zachowań nie kumam, no ale skoro koleś jest zaburzony, to też jakby nie jego wina, że ma skiełbaszony mózg, który wymaga leczenia. Jak ktoś ma zapalenie płuc, to ciężko mieć pretensje, ze kaszle. Typ powinien być na terapii i łykać psychotropy jak draże.
IMHO w normalnych okolicznościach to temat (orgazmu) jest fajną sprawą do wzajemnych eksploracji. Nie bez przyczyny mówi się "kobiety mają pierwszeństwo" ![]()
Wiecie co ja to się nawet zastanawiam czy jest coś takiego jak nieograniczona potrzeba seksu w małżeństwie. Bo rozumiem ze jak wszystko pozostałe w miarę gra to tak a co jeśli jest beznadziejnie w wielu sferach czy wtedy naprawdę można mieć ochotę na seks bez przymuszania sie? I co jeśli partner nie dla o siebie a delikatne próby poproszenia o to kończy tekstem ze się przypierdalam?
madoja napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:80% rozstań jest inicjowanych przez kobiety. Faceci jak się przywiązują, to najczęściej na amen w pacierzu.
To prawda. Zobaczcie jak rzadko mężowie zostawiają żony dla kochanek. Przeważnie tylko poruchają, ale do głowy im nie przychodzi zostawić rodzinę.
A jak mężatka zakocha się w innym facecie, to strasznie to romantyzuje, idealizuje i najczęściej postanawia zostawić męża.Może słaby przykład, bo na zdradzie
, ale nawet on pokazuje, że faceci zazwyczaj z żoną zostają na amen.
Oczywiście są wyjątki, ale to wyjątki.Faceci mniej związują seks ze stanem emocjonalnym. Poza tym z kimś jednak zdradzamy prawda? Bo związki zdejmują z rynku taką samą ilość kobiet, co facetów.
Więc albo singielki mają przemiał przemysłowy, albo kobiety zdradzają równie często. Bo tego nie da się pogodzić inaczej
Skłonność do generalizowania. Ten facet to jakiś seksoholik czy inny podobny. Autorka nie zwiała, bo ją wpędził w poczucie winy, zrobił jej wodę w z mózgu.
Owszem, Jack, są tacy mężczyźni jak ty, ale bez przesady, są też takie kobiety. Zresztą autorka zgadzała się na wiele rzeczy, w niczym to nie pomogło.
I czy ja jestem z kosmosu ze wymagałam zaangażowania pozaseksualnego w życie rodzinne?
Od osoby zaburzonej psychicznie i uzależnionej?
No niestety tak.
Takie wymagania stawia się przed zdrowymi ludźmi. A nie takimi, co wymagają sporych nakładów w leczenie.
Przecież wiedziałaś z jakiej rodziny wyszedł, a temat jego uzależnienia od porno wypłynął bardzo szybko. Czemu nie zadbałaś o jego leczenie? Ewentualnie, jeśli taki temat był podejmowany, a jednak on to olał, to na co liczyłaś budując z nim związek i zachodząc z nim w ciąże (i to dwukrotnie!) ?
yellowblue napisał/a:I czy ja jestem z kosmosu ze wymagałam zaangażowania pozaseksualnego w życie rodzinne?
Od osoby zaburzonej psychicznie i uzależnionej?
No niestety tak.
Takie wymagania stawia się przed zdrowymi ludźmi. A nie takimi, co wymagają sporych nakładów w leczenie.
Przecież wiedziałaś z jakiej rodziny wyszedł, a temat jego uzależnienia od porno wypłynął bardzo szybko. Czemu nie zadbałaś o jego leczenie? Ewentualnie, jeśli taki temat był podejmowany, a jednak on to olał, to na co liczyłaś budując z nim związek i zachodząc z nim w ciąże (i to dwukrotnie!) ?
Mąż chodził krótko do psychologa a potem przez lata ukrywał ze siedzi znów w sieci na takich portalach. I tak wpędził mnie w poczucie winy ze mu zabrałam dziecko a ja byłam chyba zbyt słaba psychicznie wtedy.
Autorka nie zwiała, bo ją wpędził w poczucie winy, zrobił jej wodę w z mózgu.
Poczucie winy było później. Temat uzależnienia od porno wypłynął stosunkowo szybko, a to z jakiego domu się wywodzi, to przecież też nie stanowiło tajemnicy. Weszła w związek z osobą zaburzą w pełni świadomie.
Wiecie co ja to się nawet zastanawiam czy jest coś takiego jak nieograniczona potrzeba seksu w małżeństwie. Bo rozumiem ze jak wszystko pozostałe w miarę gra to tak a co jeśli jest beznadziejnie w wielu sferach czy wtedy naprawdę można mieć ochotę na seks bez przymuszania sie? I co jeśli partner nie dla o siebie a delikatne próby poproszenia o to kończy tekstem ze się przypierdalam?
Jest coś takiego jak nieograniczone roszczenia w małżeństwie. Bo przecież on nie tylko w sferze seksu miał takie podejście, że jemu się należy więcej niż Tobie. W wielu kwestiach o jakich tu wspomniałaś jego potrzeby miały być zaspokojone przez Ciebie, bo taką miał ochotę i widzimisię. On chce - Ty spełniasz.
Mąż chodził krótko do psychologa a potem przez lata ukrywał ze siedzi znów w sieci na takich portalach.
Żeby takie coś dało się ukrywać latami, to trzeba świadomie udawać, że się tego nie widzi.
Przepis na udane, długoterminowe kłamstwo opiera się na braku zażyłości, bliskości i niedostrzeganiu partnera.
33 2024-05-27 11:28:28 Ostatnio edytowany przez madoja (2024-05-27 11:29:04)
A tak na serio, to dlaczego zdecydowałaś się na drugie dziecko, skoro było już tak źle między Wami? Okej, daliście sobie szansę, ale czy tę szansę trzeba było przypieczętować rozmnażaniem? ![]()
Mogliście spróbować jeszcze raz, ale kończąc na jednym dziecku.
Swoją drogą, tego pierwszego też nie rozumiem, skoro było źle i mąż siedział na portalach randkowych. Bałabym się na Twoim miejscu zachodzić w ciążę i bardzo bym się zabezpieczała.
Zobacz jakie teraz proste byłoby rozstanie, gdyby nie było dzieci.
Tamiraa napisał/a:Autorka nie zwiała, bo ją wpędził w poczucie winy, zrobił jej wodę w z mózgu.
Poczucie winy było później. Temat uzależnienia od porno wypłynął stosunkowo szybko, a to z jakiego domu się wywodzi, to przecież też nie stanowiło tajemnicy. Weszła w związek z osobą zaburzą w pełni świadomie.
Wątpię czy w pełni świadomie. Autorce się spodobał i zrobiła wszystko, żeby był zadowolony. I sam popatrz, do czego to prowadzi.. Kobieta powinna zawsze cos zostawić dla siebie, sama też wymagać, a nie tylko spełniać wszelkie zachcianki.
yellowblue napisał/a:Wiecie co ja to się nawet zastanawiam czy jest coś takiego jak nieograniczona potrzeba seksu w małżeństwie. Bo rozumiem ze jak wszystko pozostałe w miarę gra to tak a co jeśli jest beznadziejnie w wielu sferach czy wtedy naprawdę można mieć ochotę na seks bez przymuszania sie? I co jeśli partner nie dla o siebie a delikatne próby poproszenia o to kończy tekstem ze się przypierdalam?
Jest coś takiego jak nieograniczone roszczenia w małżeństwie. Bo przecież on nie tylko w sferze seksu miał takie podejście, że jemu się należy więcej niż Tobie. W wielu kwestiach o jakich tu wspomniałaś jego potrzeby miały być zaspokojone przez Ciebie, bo taką miał ochotę i widzimisię. On chce - Ty spełniasz.
Bo znalazł kobietę, która się godzi na spełnianie tych zachcianek, rozbujała ego.
Jack Sparrow napisał/a:80% rozstań jest inicjowanych przez kobiety. Faceci jak się przywiązują, to najczęściej na amen w pacierzu.
To prawda. Zobaczcie jak rzadko mężowie zostawiają żony dla kochanek. Przeważnie tylko poruchają, ale do głowy im nie przychodzi zostawić rodzinę.
A jak mężatka zakocha się w innym facecie, to strasznie to romantyzuje, idealizuje i najczęściej postanawia zostawić męża.Może słaby przykład, bo na zdradzie
, ale nawet on pokazuje, że faceci zazwyczaj z żoną zostają na amen.
Oczywiście są wyjątki, ale to wyjątki.
To prawda faceci by chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko.
Wychodzi na, że jak kobieta nie ma ochoty na seks, to powinna tolerować zdrady męża, żeby zachować rodzinę i tak się zdarza, choć to pewnie wyjątki.
Z tym, że zdrady nie zawsze wynikają z braku seksu.
Bądź tu mądry i pisz wiersze.
Wątpię czy w pełni świadomie.
A można wierzyć, że z człowiekiem jest wszystko OK, jak wychodzi z patologicznego domu z alkoholem w tle?
wieka - z tym ciastkiem, to pamiętaj, że kobiety zdradzają równie często. Do tego sportu (seksu) trzeba jednak dwojga. Minimum.
Tamiraa napisał/a:Wątpię czy w pełni świadomie.
A można wierzyć, że z człowiekiem jest wszystko OK, jak wychodzi z patologicznego domu z alkoholem w tle?
.
W pełni nie, zawsze cos zostaje, ale są, zależy, w którą stronę to pójdzie i jaką pomoc otrzyma. Czasem komuś się udaje wyrwać z patologii, i to nie tylko o alkohol chodzi.
Jack Sparrow napisał/a:Tamiraa napisał/a:Autorka nie zwiała, bo ją wpędził w poczucie winy, zrobił jej wodę w z mózgu.
Poczucie winy było później. Temat uzależnienia od porno wypłynął stosunkowo szybko, a to z jakiego domu się wywodzi, to przecież też nie stanowiło tajemnicy. Weszła w związek z osobą zaburzą w pełni świadomie.
Wątpię czy w pełni świadomie. Autorce się spodobał i zrobiła wszystko, żeby był zadowolony. I sam popatrz, do czego to prowadzi.. Kobieta powinna zawsze cos zostawić dla siebie, sama też wymagać, a nie tylko spełniać wszelkie zachcianki.
Dobrze napisane ![]()
Niestety, często ludzie idą na ustępstwa bo nie chcą podejmować wysiłku by zadbać o swoje potrzeby. Mają nadzieję, że ich "poświęcenie" zostanie docenione i dostaną w zamian to, czego sami potrzebują. Tymczasem najczęściej granice są systematycznie przesuwane i w jakimś momencie znajdują się w narożniku, z którego nie potrafią się wygrzebać inaczej jak zrywając całkowicie więzy. I wtedy zaczyna się kalkulowanie, czy warto dalej się poświęcać czy wyrwać z tego układu.
W życiu bardzo potrzebny jest zdrowy balans. Daję i wymagam. Nie proszę, tylko właśnie wymagam, od samego początku do samego końca. Z równym naciskiem na daję i na wymagam.
Mnie nie przekonują postawy " ja tak dużo daję, poświęcam się i nic w zamian nie dostaję". A kto każe się poświęcać? A może nie tyle się poświęcasz, co nie chce Ci się włożyć wysiłku w zadbanie o własne potrzeby, i myślisz, że ktoś to sprezentuje?
wieka - z tym ciastkiem, to pamiętaj, że kobiety zdradzają równie często. Do tego sportu (seksu) trzeba jednak dwojga. Minimum.
Ale chodzi o to, że przeważnie kobiety jak chcą zjeść ciastko, to już nie chcą go mieć ![]()
W pełni nie, zawsze cos zostaje, ale są, zależy, w którą stronę to pójdzie i jaką pomoc otrzyma. Czasem komuś się udaje wyrwać z patologii, i to nie tylko o alkohol chodzi.
Nie no, jak w domu jest taka patola, że się o tym wspomina jako okoliczność 'uzasadniającą zachowanie', to zawsze i bez wyjątku coś taki człowiek ma z dynią. DDA to minimum.
Związek autorce zaczął się sypać bardzo szybko, bo koleś swoim zachowaniem nie to, że pokazywał czerwone flagi, tylko to były jebitne reflektory. To, że zdecydowała się z nim związać i mieć dziecko, to jakiś absurd.
Natomiast to, że pomimo wszystko zdecydowała się to ciągnąć zachodząc w kolejną ciążę, to już absurdalna degrengolada umysłowa i nic jej nie usprawiedliwia. Bo błąd można popełnić raz. Ale nie dwa razy ten sam.
Jack Sparrow napisał/a:wieka - z tym ciastkiem, to pamiętaj, że kobiety zdradzają równie często. Do tego sportu (seksu) trzeba jednak dwojga. Minimum.
Ale chodzi o to, że przeważnie kobiety jak chcą zjeść ciastko, to już nie chcą go mieć
No i bądź mężczyzną i spróbuj się w tym połapać
Wyprawa Froda to były dziecięce igraszki w porównaniu z poruszaniem się po takim polu minowym kobiecej logiki ![]()
A tak na serio, to dlaczego zdecydowałaś się na drugie dziecko, skoro było już tak źle między Wami? Okej, daliście sobie szansę, ale czy tę szansę trzeba było przypieczętować rozmnażaniem?
Mogliście spróbować jeszcze raz, ale kończąc na jednym dziecku.
Swoją drogą, tego pierwszego też nie rozumiem, skoro było źle i mąż siedział na portalach randkowych. Bałabym się na Twoim miejscu zachodzić w ciążę i bardzo bym się zabezpieczała.
Zobacz jakie teraz proste byłoby rozstanie, gdyby nie było dzieci.
Tak to prawda. Przez chwilę wydawało się że wyszliśmy z problemów ale potem wróciły że zdwojoną siłą.
Tamiraa napisał/a:W pełni nie, zawsze cos zostaje, ale są, zależy, w którą stronę to pójdzie i jaką pomoc otrzyma. Czasem komuś się udaje wyrwać z patologii, i to nie tylko o alkohol chodzi.
Nie no, jak w domu jest taka patola, że się o tym wspomina jako okoliczność 'uzasadniającą zachowanie', to zawsze i bez wyjątku coś taki człowiek ma z dynią. DDA to minimum.
Związek autorce zaczął się sypać bardzo szybko, bo koleś swoim zachowaniem nie to, że pokazywał czerwone flagi, tylko to były jebitne reflektory. To, że zdecydowała się z nim związać i mieć dziecko, to jakiś absurd.
Natomiast to, że pomimo wszystko zdecydowała się to ciągnąć zachodząc w kolejną ciążę, to już absurdalna degrengolada umysłowa i nic jej nie usprawiedliwia. Bo błąd można popełnić raz. Ale nie dwa razy ten sam.
Nie wiemy, z jakiego domu pochodzi autorka.
wieka napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:wieka - z tym ciastkiem, to pamiętaj, że kobiety zdradzają równie często. Do tego sportu (seksu) trzeba jednak dwojga. Minimum.
Ale chodzi o to, że przeważnie kobiety jak chcą zjeść ciastko, to już nie chcą go mieć
No i bądź mężczyzną i spróbuj się w tym e vetdapołapać
![]()
Wyprawa Froda to były dziecięce igraszki w porównaniu z poruszaniem się po takim polu minowym kobiecej logiki
I vice versa ![]()
Jack Sparrow napisał/a:Tamiraa napisał/a:W pełni nie, zawsze cos zostaje, ale są, zależy, w którą stronę to pójdzie i jaką pomoc otrzyma. Czasem komuś się udaje wyrwać z patologii, i to nie tylko o alkohol chodzi.
Nie no, jak w domu jest taka patola, że się o tym wspomina jako okoliczność 'uzasadniającą zachowanie', to zawsze i bez wyjątku coś taki człowiek ma z dynią. DDA to minimum.
Związek autorce zaczął się sypać bardzo szybko, bo koleś swoim zachowaniem nie to, że pokazywał czerwone flagi, tylko to były jebitne reflektory. To, że zdecydowała się z nim związać i mieć dziecko, to jakiś absurd.
Natomiast to, że pomimo wszystko zdecydowała się to ciągnąć zachodząc w kolejną ciążę, to już absurdalna degrengolada umysłowa i nic jej nie usprawiedliwia. Bo błąd można popełnić raz. Ale nie dwa razy ten sam.
Nie wiemy, z jakiego domu pochodzi autorka.
Mowa jest o jej mężu.
Mowa jest o jej mężu.
Tak, mowa jest o mężu, ale .. dokończę potem.
to już absurdalna degrengolada umysłowa
Sparrow w akcji. Co by to było gdyby chociaż raz nie posunął się w dyskusji do tego typu tekstów.
Jednak ten malutki chłopczyk, nad którym koledzy się znęcali, nadal w nim siedzi, i musi sobie rekompensować poczucie krzywdy odpłacając tym samym wszystkim, którzy się nawiną. Ty naprawdę powinieneś to przerobić, może nawet bez terapeuty się nie obejdzie.
Jack Sparrow napisał/a:to już absurdalna degrengolada umysłowa
Sparrow w akcji.
Nie no pewnie, miała się rozstawać, a zaszła w kolejną ciąże z toksycznym typem uzależnionym od porno, który unika terapii.
To przecież dowód emocjonalnej dojrzałości i intelektu. Prawdziwy role model.
Agnes76 napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:to już absurdalna degrengolada umysłowa
Sparrow w akcji.
Nie no pewnie, miała się rozstawać, a zaszła w kolejną ciąże z toksycznym typem uzależnionym od porno, który unika terapii.
To przecież dowód emocjonalnej dojrzałości i intelektu. Prawdziwy role model.
Sama sobie zrobiła dziecko, ciekawe.
A mąż stał obok.
Z resztą od dzieci to się odczep, dobrze chyba, że są na świecie autorka ich nie żałuje.
51 2024-05-28 09:56:54 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2024-05-28 09:57:56)
Jack Sparrow napisał/a:Mowa jest o jej mężu.
Tak, mowa jest o mężu, ale .. dokończę potem.
Nie chce się wymądrzać, ale wiadomo, ze kobiety, którym się podobają tacy partnerzy mogą mieć, nie muszą, ale mogą, mieć deficyty, i to nie przypadek, że autorka tyle lat się męczy.
W jakiś sposób sobie odpowiadali i podobali się sobie nawzajem, a potem to już tylko tak , jak opowiada autorka. Wyjść z tego może, bo jest silna A dwoje dzieci na utrzymaniu - nie chcę myśleć nawet, co mogą przeżywać.
Jestem klebkiem nerwów. Myślę że życie dalej z tak negatywnym mężem ściągnie mnie na dno. Już mam coraz większe problemy ze wstaniem z łóżka i zrobieniem czegokolwiek. Dzisiaj mamy chyba już ostatnie spotkanie z terapeutka.
Kończysz terapię i jesteś na skraju wyczerpania nerwowego z objawami depresji?
Albo ta terapia i terapeuta są do niczego, albo Ty już wiesz dokładnie, jak jest i co powinnaś zrobić, ale nie chcesz/możesz/potrafisz, więc osłabia Cię Twoja własna bezradność.
Obstawiam to drugie.
Po prostu zacznij organizować sobie życie w zgodzie z tym, co już wiesz o sobie o o tym, co będzie dla Ciebie dobre. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia źle wybrałaś partnera, wyszłaś z dzieciństwa z deficytami, narobiłaś kupę błędów i pomyłek. I nie Ty pierwsza i ostatnia musisz teraz wyjść z sytuacji, która jest konsekwencją także Twoich wyborów i ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje. Po prostu działaj, nikt tego za Ciebie nie zrobi.
Wracam po wieloletniej przerwie. Kiedyś odeszłam od męża ale daliśmy sobie drugą szansę i chyba znów nic z tego nie będzie. Mamy 2 dzieci, mieszkamy poza granicami kraju, pracujemy. Wiedzie nam się nawet ok. Niestety powrócił temat wizyt męża na portalach randkowych oraz coraz większa agresja z jego strony.
Kiedy wy kobiety zrozumiecie, że chama, prostaka, zwykłego gbura w księcia nie zamienicie? Kiedy do was dotrze, że dawanie drugiej, trzeciej czy czwartej szansy tak się ma, jak próbowanie zamiany kota w latającego bociana? Wybrałyście zle, poniosłyście tego konsekwencje i teraz wystarczy, czas się obudzić i przełknąć tę żabę, nikt za was tego nie zrobi. Myślcie czasem o sobie, nie wciąż o nim. On o was zapomni z prędkością światła gdy tylko znikniecie za jego horyzontem.
54 2024-05-28 22:13:50 Ostatnio edytowany przez onaanna (2024-05-28 22:16:32)
Narcyz i burak. Do tego Frustrat i Gbur Poniza zone bo mu cos nie wyszlo. Nie umie komunikowac o uczuciach, ma tylko swoje zadania i potrzeby. Nie delikatny. Koszmar nie facet.
Jak sie poznaliscie? Jakue byly poczatki waszego zwiazku. Na czym zbudowaliscie go?
Uciekaj od gbura ile sil w nogach
Już samo stwierdzenie że po rozwodzie " nie będzie"pomagał" ci przy dzieciach" mówi wszystko"
Jakie pomagał... Jaki mąż, taki ojciec.
Kochani odeszłam rok temu i nie żałuję niczego. Były mąż wymiksował się z jakiejkolwiek odpowiedzialności co do dzieci a mało tego utrudnia życie jak tylko może. Mimo wszystko było warto zawalczyć o siebie.
dobra wiadomość
trzymaj się