Cześć,
piszę, bo naprawdę nie wiem już, co robić i potrzebuję jakiegoś spojrzenia z boku.
Mój brat nigdy nie był w związku, a ma 34 lata. A to jest naprawdę dobry facet – , pomocny, rodzinny, nie pije, zawsze był zabawny i kiedyś bardzo otwarty na ludzi. Zawsze był taki „nasz dobry duch”.
Od jakiegoś czasu widzę jednak, że bardzo się zmienił. Jest coraz bardziej cichy, zamknięty w sobie, unika rozmów, rzadziej się śmieje. W jego oczach często widzę smutek. Jak pytam, co się dzieje, odpowiada tylko:
„wszystko jest okej” – ale ja czuję, że to nie jest prawda.
Boję się, że on po prostu bardzo cierpi przez samotność.
I coraz częściej łapię się na myśli, której bardzo nie chcę mieć:
czy on naprawdę jest aż tak nieatrakcyjny dla kobiet…?
Czy może po prostu nie miał szczęścia, nie umie zrobić pierwszego kroku, nie wierzy w siebie?
Nie chcę go przytłaczać pytaniami, nie chcę go ranić dobrymi radami na siłę.
Ale też nie mogę udawać, że nie widzę, jak powoli gaśnie.
Dlatego chciałam zapytać Was:
czy spotkałyście w życiu takich mężczyzn – dobrych, wartościowych, ale bardzo samotnych?
Co mogłabym zrobić jako siostra, żeby mu pomóc, a nie pogorszyć sprawy?
Każda odpowiedź będzie dla mnie bardzo ważna.
Nie chcę stracić go „od środka”…
P.S niestety jako nowa nie mogę dodawać linków do jego zdjęć, chyba że jest jakiś inny sposób, niż podanie linków.