Moja mama poprosiła mnie o pomoc w sprawie swojego dobrego kolegi - chodzi o zbiórkę finansową.
Nazwijmy tego pana Andrzej. Pan Andrzej był inteligentnym, miłym człowiekiem, żadna patologia (choć niepijący alkoholik).
Otóż pan Andrzej 3 miesiące temu dowiedział się że ma raka jąder, a tydzień temu w jego mieszkaniu w bloku wybuchła kuchenka gazowa. Został bez środków do życia i z mieszkaniem które póki co nie nadaje się do użytkowania. Przeprowadził się do swojej siostry alkoholiczki.
Zbiórkę opisałam tak, że pan Andrzej leczy się onkologicznie i zbieramy pieniądze na dojazdy, leczenie, a także na remont tego mieszkania.
Niestety prawda okazało się trochę inna (i moja mama też jej nie znała). Pan Andrzej świadomie zrezygnował z leczenia, ponieważ on sobie nie wyobraża życia bez jąder. Uważa że wtedy nie będzie mężczyzną. Zostawię to bez komentarza.
Jest też niewykluczone że sam przyczynił się do tego wybuchu, bo bardzo często mówił o samobójstwie (po zdiagnozowaniu raka). Myślę że mógł sam to zrobić a potem spanikowany uciekł.
Do tego z siostrą po prostu codziennie chleją. Nie jedzą, nie ogrzewają domu tylko piją. Teoretycznie można go zrozumieć: postępujący rak, zniszczone miejsce do życia, chłop się poddał.
Słowem: on chce już umrzeć, taką podjął decyzję, nie zamierza remontować mieszkania, tylko chlać. Z jednej strony mi go żal - serio, a z drugiej czuje wkurw, bo np. mój tata tak bardzo walczył z rakiem i tak bardzo chciał żyć, a ten wszystko olał bo chodzi o drogocenne JĄDRA.
Tylko że zbiórka nieoczekiwanie stała się popularna - zebrało się już 12 tys zł, a ludzie wysyłają panu Andrzejowi słowa wsparcia.
Jestem głęboko oburzona i powiedziałam mamie, że absolutnie nie można dać panu Andrzejowi tych pieniędzy. Mama się ze mną zgadza, natomiast ich wspólna koleżanka powiedziała:"Trzeba mu dać, bo miał obiecane pieniądze z tej zbiórki". We mnie jest "Kurwa, nie!" - bo nie chodzi o uczciwość wobec pana Andrzeja, tylko wobec ludzi którzy przejęli się jego losem i wpłacają. Na szczęście to ja jestem organizatorem zbiórki więc ja zarządzę tymi pieniędzmi.
I teraz jest kilka opcji:
1. Dać mu te pieniądze - ja jestem kategorycznie przeciw. Przechla je.
2. Zwrócić pieniądze wpłacającym - możliwe tylko częściowo, bo większość to anonimowe wpłaty. Jest kilka z nazwiskami, musiałabym szukać tych ludzi np. na facebooku - skomplikowane i niepewne (bo jak znaleźć akurat tę Annę Kowalską?).
3. Kupić mu za te pieniądze jedzenie, ciuchy, opał, opłacić rachunki - też jestem przeciw, bo to mija się z celem zbiórki. Celem zbiórki NIE było "pomóżmy alkoholikowi który nie chce się leczyć". Poza tym mam obawy, że mogą te rzeczy sprzedać by mieć na alkohol.
4. Zebrane pieniądze wpłacić na kilka innych zbiórek które są podobne (czyli rak, zniszczony dom itd) - ta opcja wydaje mi się najlepsza.
Czuję się jakbym oszukała ludzi którzy wpłacili, mimo że to nie moja wina. Do tego dotarło do mnie, że tak naprawdę nie wiemy nic o zbiórkach na które wpłacamy - za nimi też mogą stać oszuści, patusy, alkoholicy.
Co byście zrobili?