Kilka miesięcy temu chłopak zranił mnie dość dotkliwie przez pewien incydent. Wcześniejsze kłótnie czy fochy stały się banalne w porównaniu z tym, dlatego uważam to wydarzenie za fazę opadnięcia na dno naszej miłości. Z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałam się na przebaczenie i drugi start. No i tu chyba zaczyna się prawdziwy problem. Bo nie potrafię o tym zapomnieć, co wiąże się z tym, że wpadam w przygnębienie albo mówię mu coś na ten temat. Z jednej strony to niedobrze wypominać coś, co się przebaczyło, z drugiej głupio jest udawać, że nic się nie stało. Wiem, że nigdy tego nie zapomnę. No i to nie wszystko. Teraz każdą małą sprzeczkę biorę bardzo do siebie, a przed tym wydarzeniem jakoś wszystko potrafiło rozejść się po kościach. Jego to bardzo denerwuje, bo uważa to za zamknięty temat, ale ja po prostu nie potrafię. Podczas jakiejś sprzeczki od razu przypominam sobie wszystko i niepostrzeżenie konflikt się rozrasta, o czym on sobie często nie zdaje nawet sprawy. A jak mu powiem, to jest wściekły albo udaje, że nie słyszy... Ufałam mu w pełni do tamtej chwili, myślę, że sam problem nie jest istotny, bo różni ludzie na różne reagują rzeczy. Teraz... Nie ufam całkiem, nie chciałabym powiedzieć że "w ogóle nie ufam", choć może tak jest. Myślę, że 0% zaufania nie istnieje, więc stawiam, że straciłam po prostu jego część. A ona odnawia się baaardzo powoli.
Po prostu pytam czy powinnam udać, że zapomniałam i cierpieć w środku, czy ciągle przeżywać to na nowo wciągając w to chłopaka.. Oczywiście jest trzecie wyjście, rozstanie, ale... No wiecie. No i jak nauczyć się ufać na podstawie słów "to się nie powtórzy"? ![]()
Hej , mam podobną sytuacje do Ciebie. Mnie chłopak też bardzo zranił, było to 1,5 roku temu. Wybaczyłam mu jednak wiem, że nie zapomnę tego. Wiadomo miałam dwa wyjścia: zostac albo odejśc. Zostałam, szkoda mi było tych lat które spędziliśmy we dwójkę. (teraz już 4 lata).
Jest lepiej, widzę, że się stara choc bywają czasem gorsze dni. Staram się ufac lecz nie potrzfię do końca, jednak sądzę, że jak się kogoś kocha to nie można przekreślac całego związku z powodu jednego potknięcia.
Jeśli widzisz, że Twój chłopak żałuje to powinnas radzic sobie z tym, porozmawiac ze swoim chłopakiem na spokojnie o tym co myślisz. Każdy popełnia błędy, najważniejsze jest żeby wiedziec że źle się postąpiło i szczerze żałowac i co najważniejsze drugi raz takiego czegos nie zrobic.
Szczerze życzę Ci szczęścia i tego aby Twój chłopak starał się odzyskac Twoje zaufanie.
No widzisz, różnie to jest. Pewnego razu kiedy popłakałam się po raz kolejny z tego powodu, kupował mi przez kilka dni kwiaty i przepraszał. Innym razem zaś irytował się, że znów zaczynam. Oczywiście, obiecał, że to się nie powtórzy, jednak teraz żyję jakby oczekiwaniem na ten drugi raz, choć go nie chcę. Spodziewam się tego w każdej chwili i ta myśl mnie zadręcza. Wcześniej żyłam sobie w stanie błogiej nieświadomości, aż nagle ta świadomość runęła na mnie i przygniata mnie do ziemi. Myślę, że wiesz o co mi chodzi. Staram się nie przekreślać wszystkiego, ale ja chyba tak już mam
Nie jest on pierwszą osobą, którą w ten sposób traktuję. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś raz mnie zrani, to można powiedzieć "ma przechlapane" u mnie. I albo nigdy nie wybaczę albo po bardzo długim czasie. A limit rozmów na ten temat już się dawno wyczerpał.
Tobie też życzę wzajemnego zaufania i dużo szczęścia, zwłaszcza że masz dwukrotnie dłuższy staż ze swoim menem ![]()
Ja mam podobnie jak wy dziewczyny...byłam ze swoim ukochanym rok...strasznie mnie zranił...Kocham go ponad życie...ale właśnie stoje przed wyborem,którą drogą pójść...i tak już jest od miesiąca...stoje w miejscu...chce wybaczyć...ale gdy czasem przypomne sobie o tym co zrobił...to wręcz czuje do niego odraze...heh ale to wszystko skomplikowane:(
Jak rozeszłam się z mężem to poszłam do psychiatry który mi dal leki a potem do psychologa. Długo chodziłam ale mi pomogło. Wtedy Teraz mam inny problem i chyba tez pójdę bo powiem wam nigdy nie sądziłam ze terapia mi pomoże i tak mnie oświeci. Leki i psychiatra tez ale terapia była jak księżyc na ciemnym niebie. Tak ze polecam tymbardziej ze innego wyjścia nie mamy dziewczyny - albo cierpieć w milczeniu albo iść poznać sama siebie
życzę odwagi!
:)
Ech no i co tu zrobić
Jeśli zaklasyfikuję go do seryjnych kłamców, to nie będę mogła nigdy zaufać ani jemu ani żadnemu następnemu facetowi. Ale jeśli okaże się, że faktycznie nie potrafi być ze mną szczery, to chyba umrę z tej niepewności... zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest toksyczne, ale nie wiem którą drogą pójść. Trzymajcie się dziewczyny!
7 2010-09-18 21:25:09 Ostatnio edytowany przez martyna2010 (2010-09-18 21:25:21)
Odpowiadając na pytanie zawarte w Twoim temacie, uważam,że NIE da się przebaczenia zamienić w zapomnienie. Jeśli ktoś nas bardzo zranił, to owszem - możemy wybaczyć, jednak ciężko jest zapomnieć o bólu, który sprawił nam ktoś bliski. Tak, być może możemy puścić to w zapomnienie, ale na ile? dzień? dwa? tydzień? dłużej? A potem podczas kolejnej sprzeczki/kłótni to wszystko się odnawia, i sobie znowu przypominamy tę przykrą sytuację. Każda z nas jest inna, jedna wybacza i zapomina, druga wybaczy,ale zapomnieć nie potrafi. Z biegiem czasu sama się przekonasz, do której grupy Ty należysz. ![]()
Witajcie
Powiem Ci, Blizzard, że mam bardzo podobną sytuację do Twojej. Po dwóch latach bycia razem okazało się, że zostałam zdradzona. Zostawił mnie na pół roku, po czym oczywiście chciał powrotu. Wróciłam, ale nie wiem czy dobrze zrobilam. Mówią, że dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi. No niby racja, ale wróciłam, bo kochałam. I dalej Kocham. Czy wybaczyłam??? Na pewno nie zapomniałam. To ciągle siedzi we mnie głęboko, głęboko. Mimo, że po powrocie naprawdę się starał i stara się nadal, bywały takie momenty (i zdarzają się do tej pory), że zastanawiam się, czy On się z nią już nie kontaktuje. Zadaję sobie pytanie, jak im było w łóżku? Czy była lepsza ode mnie? Ba! Co gorsza ja mam ochotę Go o to zapytać! Ale na szczęście w porę przychodzi opamiętanie. Na pewno nie wypominam. Ale z tym zaufaniem... Heh, nie ufam tak, jak kiedyś. Jestem bardzo ostrożna i czujna. Tak jak napisała któraś z Was, czekam na ten drugi raz. Obiecałam sobie wtedy, że powrotu już nie będzie. I chyba nwet to byłoby wyjście, bo sama siebie nie katowałabym tą wieczną czujnością.
Blizzard, dasz radę, Kochana. Wierzę w Ciebie. W każdym razie nie wypominaj. Zapomnieć nie zapomnisz. Czy wybaczysz... Myślę, że po trosze już wybaczyłaś, skoro zdecydowałaś się na powrót. Ugryź się w język w momencie, kiedy przyjdzie Ci ochota na kolejny niepotrzebny komentarz. Przemilcz to po prostu.
Trzymaj się.
Pozdrawiam.
To ja napisałam o tym oczekiwaniu na powtórkę z rozrywki. Ostatnio moja podejrzliwość się nasiliła, ale nic nie mogę wskórać, bo mamy kontakt tylko przez internet i telefon. Ale to właściwie ten internet jest zarzewiem konfliktu, więc bawię się w hakerkę i szukam dowodów zbrodni. Nie mam już siły, to mnie wykańcza psychicznie i czuję, że go nienawidzę.. za to co zrobił i za to kim się stałam. Nic mnie tak nie boli jak konieczność prześladowania własnego faceta. Nie wiem już czy to coś między nami to miłość, lecz zraniona czy już czysta nienawiść, nie potrafię tego ocenić sama, a moim zdaniem to kluczowe. To wszystko to jakiś niekończący się cyrk. Zaczynają mnie nachodzić myśli, czy ja też nie powinnam zacząć kłamać, żebyśmy byli "kwita"... Co wy na takie oko za oko?
Wiesz Blizzard, nie wiem czy taka, można powiedzieć zemsta, wyjdzie Ci na dobre...
Popatrz, teraz już jesteś totalnie zagubiona w tej całej sytuacji. Nie możesz określić swoich uczuć do Niego.
Gdybyś jeszcze zaczęła Go kłamać... Miałabyś pewnie wyrzuty sumienia. Z drugiej strony zastanów się czy warto.
Kochana, przed Tobą naprawdę trudny okres.
Tak mi teraz przyszedł na myśl pewien pomysł. A gdybyś tak na jakis czas, powiedzmy na tydzień, odizolowała się od Niego??? Bez żadnego kontaktowania się. Bez telefonów, sms-ów, maili itd.
Przemyślałabyś sobie wszystko, może doszłabyś do jakiś wniosków. No chyba, że mieszkacie razem i nie jest możliwe, żebyś się przeniosła w spokojniejsze miejsce.
Wierz mi, czasem takie odseparowanie się pomaga.
Wiesz, ja nie chcę się tu wymądrzać, ale mnie taka rozłąka pomogła... Co nie znaczy oczywiście, że Tobie też pomoże, ale spróbować zawsze możesz.
Głowa do góry, Kochana. Będzie ciężko, ale z każdego problemu można znaleźć jakieś wyjście ![]()
Wiem na pewno, że jestem nieszczęśliwa. Czy to się da zmienić? Tego nie wiem. Czy on jest godny zaufania? Tego tym bardziej nie wiem.
Mogę się odizolować, boję się tylko, że on uzna, że chcę go zostawić i sam zacznie się oddalać. A za tydzień wrócę na studia... I znów zacznie się to samo piekło. Tylu decyzji żałuję, że brak mi słów.
Blizzard...
Jesteś nieszczęśliwa... Ja w pełni rozumiem co czujesz. Pytasz, czy to da się zmienić. Myślę, że tak. Potrzebujesz czasu.
Duużo czasu. Powiedzenie "Czas leczy rany" ma jakiś sens i tego się trzymaj.
Czy On jest godny zaufania. Moim zdaniem bądź czujna, ale nie popadaj w paranoję. Niczego na siłe nie sprawdzaj, bo sama niepotrzebnie się nakręcasz. Czasem od niechcenia zadaj mu pytanie na temat, który Ci nie daje spokoju. Ale spokojnie, nie atakuj Go od razu.
A jakich decyzji żałujesz? Co masz na myśli?
13 2010-09-23 10:42:30 Ostatnio edytowany przez Blizzard (2010-09-23 10:44:12)
A no właśnie paranoje... Dziś obudziłam się z koszmarem. I często to się zdarza od tamtego momentu. Żebym chociaż we śnie miała spokój, ale nieee... I te koszmary właśnie tej sprawy dotyczą.
Decyzje... Po pierwsze, że wyjechałam na studia z domu, bo czuję się taka... bezbronna w obcym miejscu. Po drugie, zaniedbałam przyjaciół, do których w razie czego mogłabym uciec i się wyżalić. Po trzecie, jestem leniem z wyboru... nałogowym leniem. I po czwarte, zgodziłam się temu facetowi wejść w moje życie jak nóż w masło... Z klapkami na oczach, 0 czujności. A teraz jestem tak czujna, że sama siebie niszczę. Zawsze wszystkich pilnowałam kątem oka i choć byłam samotna, to byłam bezpieczna, aż zjawił się on i momentalnie straciłam grunt pod nogami. Stał się moim przewodnikiem, choć jest tylko rówieśnikiem i wywiódł mnie w pole, przez co nigdy takiego zawodu nie doświadczyłam na nikim, jak właśnie na nim. Można to zwalać na mojego ojca alkoholika, ale nie chcę... Zawsze chciałam pokazać, że można lepiej, aż w końcu przystopowałam i sama się zaplątałam w masę problemów, choć myślałam, że jestem taka dorosła.
Czesc. Zgadzam sie z martyna 2010 ze przebaczenia nie da sie przemienic w zapomnienie, ale z czasem mozna odbudowac zaufanie lub chocby jego czesc. Musisz sobie zadac pytanie czy to jak Cie skrzywdzil nalezy w ogole do rzeczy wg Ciebie wybaczalnych. Nie zadreczaj sie tym ze robisz mu wymowki i wyolbrzymiasz klotnie. To normalne. Zostalas skrzywdzona i potrzebujesz czasu.
Ech... tylko to już pół roku trwa
Chyba jakaś silna depresja współgra z tym..
To co zrobił jest do wybaczenia z punktu widzenia przeciętnej kobiety, ale nie wiem czy dla mnie jest to możliwe. Mam wrażenie, że nie umiem pewnych rzeczy wybaczyć i już, a to bardzo komplikuje sprawę, bo chciałabym.. naprawdę chciałabym. Ale po prostu nie ufam i dziś się zorientowałam: jest obcym człowiekiem z naklejką "chłopak".
Dziś rozmawialiśmy... Za kilka dni dowiem się, czy on chce to ciągnąć... Ja jestem gotowa na każdą odpowiedź... Nie mam po prostu własnych sił na decyzje. Jeśli wyrokiem będzie rozstanie, rozstaniemy się. Ja składam broń.
Dziewczyny.. Nie mogę. Jest teraz naprawdę źle, dzień w dzień kłótnie, a ja dostaję obsesji... Wczoraj 4 godziny czekałam jak poszedł spać, bo uznałam, że wychodzi z domu i mi skłamał. Nie wiem z resztą jak było. I w tym problem... Nie znam prawdy... Do tego wcześniej miałam wejście do jego profilu na str Orange i mogłam patrzeć ile mu schodzi smsów... Tylko to ale jednak to dużo. Ale w jednym z "napadów" zaczęłam pytać z kim smsuje, bo na stronie widziałam i zmienił hasło. Nie chce mi powiedzieć, mówi, że ze mną, a do mnie prawie nic nie pisze.
Spytałam dziś do kogo pisze... To zaczął się buntować i mówić "to mój telefon", "a co, nie mogę pisać?" zamiast mi odpowiedzieć. Nie wiem czy coś ukrywa czy jest po prostu zły o to, że pytam... Ale on sobie nie zdaje sprawy, że ja przez to cierpię. Mam takie lekkie drgawki, których nie mogę opanować i oczywiście płaczę. Powinnam iść do psychologa? Ale nie stać mnie na wizytę... Ktoś udziela darmowych porad?? Boję się, że zachoruję z tego wszystkiego na serce albo gorzej, że zrobię sobie coś albo jemu...